Mąż uważa, że powinniśmy się z tym zgłosić do psychologa dziecięcego, a ja nie
jestem pewna, czy to nie jest coś normalnego i czy nie przesadzamy.
Młoda ma dość ciężki charakter, ale staramy się być konsekwentni i unikać
sytuacji, w których pokazywałaby ten swój uparty charakterek. Ataki furii
prawie się jej już nie zdarzają, za to zrobiła sie koszmarnie zazdrosna o
tatę. Jak widzi, że się przytulamy, usiłuje mnie odepchnąć i zaczyna zrzędzić
(nawet, gdy ją przytulamy razem). Odpycha mnie, jak stoję w drzwiach gabinetu
męża, czasem nawet jak ze sobą rozmawiamy. Tacie wolno ją przebrać, z
uśmiechem i kwikiem radości daje mu się ubrać, zmienić pieluszkę, obciąć sobie
pazurki. Wręcz sama się układa na przewijaku. Jeśli spróbuję ją przebrać ja, a
tata jest w domu, jest awantura na całego, z uciekaniem, histerią i wymiotami.
Nie pomaga odwracanie uwagi, śpiewanie, łaskotki, nic zupełnie
Jak taty nie ma, te zachowania nie są takie nasilone, chociaż Małgosia trochę
mi się stawia przy przewijaniu czy ubieraniu i wyraźnie za nim tęskni. Teraz
jednak mąż jest w domu drugi tydzień i to się strasznie nasiliło (a myślałam,
że jak tata z nią pobędzie, to jej spowszednieje). Dzisiaj Małgosia mi się
dotknąć nie daje (sama przychodzi czasem się połasić, ale mi jej nawet
głasknąć po główce nie wolno). Wróg numer 1 jestem
Spotkałyście się z takim zachowaniem u półtoraroczniaka??
Kurcze, wciąż sie zastanawiam, czy coś robię nie tak, ale przecież nie biję
jej, nie krzyczę, nie stosuję jakiejś twardej dyscypliny, jak poprosi o
poczytanie czy jak się rozpłacze, nigdy jej nie olewam. Przytulam, głaszczę,
bawię się z nią, chodzę na spacery, karmię, ogólnie obsługuję... Faktem jest,
że tata jest od rozpuszczania, a mama czasem coś zakazuje i swego czasu
przymuszała do ćwiczeń, ale chyba nie przez to mnie kobita tak znielubiła??
Doradźcie, co zrobić? Czy w ogóle coś z tym robić, czy przeczekać?