Nie cierpię antybioli, po prostu nie cierpię i jestem zła, bo po raz
drugi w tym miesiącu muszę podawać te paskudy.
Pilnowałam bardzo Bartka - nie licząc antybiotyków podawanych po
urodzeniu. Pierwszy dostał mając 3 lata (na zapalenie ucha), potem
długo, długo nic, a teraz dwa w tak krótkim czasie
Od kilku miesięcy "zasiedlam" jelita małego dobroczynnymi bakteriami
(mnóstwo różnych preparatów, również jakies wypasy z intystutu
mikroekologii) i teraz cała kuracja bierze w łeb.
Czy któraś z Was jest bardziej odważna niż ja i wyciąga dziecko z
zapalenia oskrzeli bez antybiotyków.
Jak, czym?
(dodam, że suplementami mały jest obstawiony non stop - sok z noni,
aloes, mleczko pszczele, spirulina, probiotyki, witaminy)
Przysięgam - za trzecim razem wywalę receptę na antybiotyk przez
okno. Tylko co w zamian...?
Wyżaliłam się.