Gość: adi
IP: *.asta-net.com.pl
03.04.06, 13:57
To było moje drugie podejście, ale udało się. Nie jadłem batoników, nie
nastawiałem się, że na 100% zdam itd:) Byłem 4 w mojej grupie i musiałem
czekać na swoją kolejkę 1,5 godziny. Trafiłem na pana Kasprzaka. Plac poszedł
ok - jak pokazywałem gościowi światła, to on gadał sobie przez komórkę! Przede
mną nikt nie zdał, więc zapowiadało się ciekawie. Na szczęście trafiłem na
dobry samochód z wmiarę sprawnym sprzęgłem. Już w ciągu pierwszych 5 minut
miałem 2 razy zawracanie i parkowanie. Potem spokojnie skupiłem się na
jeździe. Śmigaliśmy tylko po centrum miasta. Egzaminator siedział spokojnie,
nie zagadywał tylko jak robot mówił gdzie mam jechać. Pod koniec co chwilę
spoglądał na zegarek. Miał na bieżąco informować mnie o błędach, ale skoro
siedział cicho to....:) Jeździłem 40 minut. Na koniec usłyszałem upragnione
słowa "zdał pan"!!! :)) Wreszcie koniec tej kaszany:)!!!