Dodaj do ulubionych

Stresssss...........nerrrrwy..... .....I need HELP!

IP: *.aster.pl 16.09.08, 13:32
Jak sobie radzicie? Kto ma autorski sposob?
Mnie zjadaja nerwy, niestety, technike mam niezla, znam przepisy, widze znaki, ale inne samochody mnie wpedzaja w nerwice (Wroc. Ja zaczynam jezdzic nerwowo).

Po czesci wina mojej konstrukcji psychicznej, po czesci pierwszego nerwowego, niecierpliwego, dolujacego instruktora, ktory wyrobil we mnie odruch lekowy.

Kiedy czytam porady: jedz spokojnie, nie denerwuj sie, to widze, ze piszacy nie maja pojecia o tym, ze istnieja inni od nich ludzie, o hmmm.... delikatnym ukladzie nerwowym, ktorzy po prostu denerwowanie maja we krwi. Takie gadanie: 'uspokoj sie' - nie pomaga.

Taki zdenerwowany na egzaminie sprawia wrazenie niedouczonego albo co gorsza, chojraka. Albo furiata. Roznie. Wiadomo, ze takiej wprawy, zeby to zdenerwowanie minelo nabierze sie po setkach godzin jazd. Troche szkoda kasy na jazdy doszkalajace, bo wychodzi pare lat...

Wiec tak na szybko. Jakie macie patenty?
Oddychanie?
Myslenie o czyms innym?
Przypominanie sobie, ze ktos kiedys pochwalil?


[wiem, bylo duzo watkow, ale w zadnym nie znalazlam konstruktywnego sposobu]

CO ROBIC?
HELP!
Obserwuj wątek
    • Gość: ola Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I need IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.08, 13:41
      Może warto zmienić instruktora , który nie będzie Cię dołował. Ja przez pierwsze
      jazdy (z 5 godzin) miałam też lęk przed innymi autami. Wiedząc , że mam nawet na
      skrzyżowaniu pierwszeństwo,ale widziałam auto jadące z większą prędkością to
      wolałam się zatrzymać. Oczywiście mój instruktor dzielnie sobie ze mną poradził
      . Potrafił rozładować sytuację i zawsze zażartował, a że chciałam mu pokazać ,
      że umiem jeździć starałam się jeszcze bardziej. Gdy mówił mi , że robię coś źle
      motywowałam się i już wychodziło ładnie. Znalazł taki sposób na mnie . Jeździsz
      we Wrocławiu?
      • Gość: jola Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I nee IP: *.aster.pl 16.09.08, 13:53
        Ola, uczylam sie w malej szkole, instruktorow bylo dwoch, jakbym zmianila, to pewnie na gorzej. Jeden dolowal (strasznie) ale czegos nauczyl, drugi mial opinie tego co olewa i wciska sprzeglo za kursanta, a co ladniejsze panny niechcacy dotyka <Fuj>.
        Jak tylko skonczylam kurs i go odchorowalam, to doszkalalam sie u innych.

        No i bylam w szoku, bo sadzialam, ze instruktorzy juz tacy sa, wszyscy, a tylko raz zetknelam sie z malo sympatycznym czlowiekiem, na ogol to byly fajne chlopaki. Ale co z tego!
        Za pozno.
        Ten pierwszy, jako ze pierwszy, zdazyl mi wdrukowac jakas taka panike, wrzeszczal na mnie wciaz, bez powodu, czepial sie pierdół, wyrzucal z siebie jakies chore emocje (i jeszcze mowil ze "on ma taki glos", stara gadka....). a jak zrobilam blad, to jakby byl koniec swiata, ojezu:(
        On wzmacnial bledy, wtedy sie zaczynal slowotok, a jak sie zrobilo dobrze cos, to nie mowil nic i czlowiek nawet nie wiedzial, ze wlasnie bylo cos trudnego.

        Jednemu takiemu potem opowiadalam jak bylo, to az jeknal..
        No zle trafilam, mialam tzw. ZLY POCZATEK.
        Zamiast miec wrazenie, ze jazda to frajda, mam wrazenie ze jazda to wojna jakas.
        Tzn. nie rozumowo, rozumowo ograniam blad, mechanizm, wiem, ze to ten koles i wylacznie moje reakcje i moje wspomnienia.
        Ale najgorsze ze to mi trafilo na taka denerwujaca sie latwo psychike.

        I teraz to tylko jakis sposob, patent, bo zanim wejde w rutyne, to bede sie denerwowac zawsze.

        Jezdze w Wawie, ale mam egzamin juz, tuz tuz.
        • Gość: ola Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I ne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.09.08, 14:07
          To faktycznie nie fajna sytuacja. Ja na szczęście trafiłam na super instruktora
          , poleciłabym go wszystkim co chcą pokochać jeździć, nauczyć się jeździć bez
          stresu.Niestety już zakończył pracę jako instruktor ;/. Mnie chwalił chociaż
          także czasem jak zrobiłam głupi błąd był zły,ale nie krzyczał. Lubił za to
          krzyczeć na innych kierowców, którzy lubili wymuszać pierwszeństwo, łamali
          przepisy itp. Oczywiście nauczyłam się z nim podzielności uwagi ... nic mnie nie
          rozprasza głośna muzyka, rozmowy . Dość często miałam gości z tyłu samochodu
          uczących się na instruktorów. Nie uczył mnie robienia łuku na te wszystkie
          sposoby . Kiedy już kończyłam jazdy to spytałam się czy dokupywać sobie jazdy
          przed egzaminem to odradził mi to, że niema sensu tracić kasy . Ewentualnie
          godzinkę na parkowania i łuk. Powodzenia na egzaminie. Ja jeszcze niezapisana
          ,bo choroba mnie dopadła i jak wyzdrowieje idę po papiery do szkoły i zapisać się.
          • Gość: jola Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I n IP: *.aster.pl 16.09.08, 14:14
            Ten moj wysmiewal "bezstresowe szkoly".
            Zycze zdrowia, Ola.

            I wroce do meritum, gdyby ktos mial jakis sposob, to chetnie poczytam...
            • Gość: Kamila Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I IP: *.vlan356.dengo.lubman.net.pl 16.09.08, 17:05
              Odżałuj kasę i jeszcze pojeździj. Nic tak nie odbiera stresu i nie
              dodaje pewności, jak jazda! Oczywiście wybierz tego instruktora,
              którego uważasz za odpowiedniego dla Ciebie:-).
              I może jakaś herbatka zmniejszająca stres? Są takie w sklepach...
              Leki zdecydowanie odradzam!

              Napiszę Ci, że ja będąc na kursie w dniu jazdy prawie nie mogłam
              wyjść z domu, bo nie mogłam wyjść z łazienki:-). A naprawdę miałam
              fajnego instruktora i nie miałam prawa się go bać!
              Już nie piłam rano kawy (jeździłam najczęściej przed południem) w
              obawie, że rączki będą mi się trzęsły po kofeinie:-). Piłam
              herbatkę! Nie wiem, czy coś pomagała, ale czasem dobrze jest tylko w
              to wierzyć:-). Tylko, że ja już wsiadając do elki właściwie
              uspokajałam się! Nigdy nie przerywaliśmy jazdy, bo musiałam do WC :-
              )))).
              Teraz jeżdżę sama i wyznam Ci, że jeszcze przez jakiś czas, gdy
              miałam wyjechać autem (jeżdżę codziennie, nie przypadkowo) sytuacja
              z łazienką powtarzała się. Tak jakbym napędzała się myślą, że oto
              będę jechać! Ale jak wsiadam to auta, jadę i nic złego się nie
              dzieje. Jeżdżę "już" pół roku i nic nie zmalowałam! Skręcam w lewo,
              parkuję, zawracam na rondach i jest OK. I oby tylko tak dalej...
              Po prostu nabieram doświadczenia:-). Z Tobą też tak będzie, musisz
              po prostu jeździć!!!! Jeżdżenie to zwyczajnie najlepsze lekarstwo
              na lepsze i mniej stresujące jeżdżenie:-)))
              • Gość: Staś Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I IP: *.idc.net.pl 16.09.08, 18:25
                To podzielmy to na dwa, dobrze?
                Pierwszy etap, początkowy, ale długi:
                - zacznij od siebie. Co Cię konkretnie denerwuje. Nie zatrzymuj się na
                ogólnikach, ale drąż do dna. Zobacz co to jest i zastanów się dlaczego: Twoje
                podejście, psychika, braki w umiejętnościach, presja innych, lęki itp.
                - teraz już wiesz co w czym problem i co z nim zrobić.
                Najpewniej jest pojeździć i starać się być jak najbardziej samodzielną.
                Czasem warto jakiś czas odczekać, dać sobie czas.
                - wybierz solidnego instruktora. Ale doświadczeń wcześniejszych nie skreślaj-
                przecież nawet w takich trudnych warunkach dawałaś sobie radę, no nie? No to w
                lepszych zrobisz to lepiej!
                - nie dołuj się, że wszystkiego nie umiesz. Wszystkiego nie umie nikt, uwierz.
                Pogadamy za parę lat, sama zobaczysz ile rzeczy Cię zaskoczy!?
                Drugi etap, od ręki:
                - głęboki oddech,
                - uśmiech - sama poczujesz się lepiej, oczywiście inni też,
                - pomyśleć o miłych rzeczach, wakacjach, wspólnym wyjeździe z ukochanym. Zresztą
                lepiej wiesz co Tobie sprawia przyjemność.
                - środki uspokajające odpadają, chyba, ze relaksująca kompiel wieczorem ;-)
                - w czasie samego egzaminu wykorzystaj przerwy, zatrzymania ody odetchnąć i
                zregenerować siły. Każdy tak robi w czasie jazdy, spytaj doświadczonych kierowców.
                Powodzenia
        • Gość: CZEKON Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I ne IP: *.gbn.pl 16.09.08, 18:44
          ja przed egzaminem 2 batoniki i 3 red bulle ;:D po teori przed praktykom Dzołki
          :P opowiadalismy :D az egzaminatorzy sie na nas patrzyli z czego tak ryjemy :D i
          zapomniałem o wszystkim :D nie było az tak strasznie :P zdane za 1
          • permanentne_7_niebo Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I n 16.09.08, 20:35
            co to są dzołki?
    • Gość: Wiola Jola, jak bedziesz już na mieście, IP: *.softpro2.pl 16.09.08, 19:40
      przypomnij sobie tę pannę :)
      www.prawojazdy.pogodzinach.net/filmy/smieszne/36_Nauka+jazdy+fragment+programu.html
    • permanentne_7_niebo nieeeeeee ma ;( 16.09.08, 20:18
      Zwykły egzamin na studiach, nie ważne, czy obryta, czy zielona -
      przed wejściem drelicha permanentna, wchodzę, czarna plama, dziś po
      wyjściu dostałam jakiegoś ataku płaczo-szlocho-śmiechu i nie mogłam
      tego opanować, a szłam do gostka który na 24 osoby zaliczył 4 i
      wiedziałam na co idę, więc miałam się nie stresować. Poetyka, II
      rok, obryta na maksa, wchodzę i co? Drelicha, czarna plama, dukanie
      jakichś równoważników równoważników zdań... to co dopiero egzamin na
      prawko? Kompletnie nie moja działka nota bene. Nie wiem, no ja tak
      mam, element folkloru, jak ustny to ja padam. A praktyka to
      odpowiednik ustnego. Prochy nie pomagają, egzamin na 7 rano nie
      pomaga, wtranżalanie paskudztw nie pomaga, redbull nie pomaga, no
      już tak kurde będzie.
      • permanentne_7_niebo Re: nieeeeeee ma ;( 16.09.08, 20:34
        Wiesz, co zrobiłam na swoim 1? Ktoś może nie uwierzyć, ale
        uwielbiałam obslugę i notorycznie mojemu świergoliłam macha-światła,
        aż się wkurzał i mówił, że nie piszę z tego doktoratu;) a to to co?
        a tamto? w ten deseń. Egzamin, właczam światła mijania i zaczynam
        okrązać samochód (okrążać!), któryś z kolei, zima, a ja spanikowana
        dzwonię do, dajmy na to, Tomka, Mojego:
        - Tomeeeeek, ale im się światła palą z tyłu jak jadą!!! (odkrycie
        roku, co?)
        On miał przerypane, bo ja dzwoniłam z jakąs taką pierdołą, bo po
        prostu kompletna czarna plama... albo dzwonię: - Tomeeeek, jak się
        włącza tylną wycieraczkęęęęęęęęęęęę?
        A dziś po XX czuję się, jakbym przekopała rów.
        • Gość: Staś Re: nieeeeeee ma ;( IP: *.idc.net.pl 16.09.08, 21:11
          To nawet ciekawe.
          Mnie się trafiła kiedyś taka osoba, która wszystko chciała wiedzieć. Bardzo miła
          sytuacja, jak mówi: Panie instruktorze, bardzo proszę, aby mi Pan wytłumaczył
          jak działa wspomaganie hamulca. Bo wie Pan, zawsze tłumaczy mi mój Mężczyzna,
          ale wyjechał ostatnio. A Pan mi to solidnie wytłumaczy.
          Super, ale jak tych pytań było setki, to już mniej super było.
          A dzwonienie też jest dobre. Kandydat na kierowcę ciężarówki dzwoni jak jest
          odpowiedź na teorii, bo on wie ale zaczęli dyskutować i już nie wie czy wie.
          A po teorii znowu, bo zapomniał jak biegi chodzą w tym nowym, a w ogóle to czy
          musi sprawdzać płyn do spryskiwacza i gdzie on jest.
          Życie pełne jest niespodzianek :-)
          • permanentne_7_niebo Re: nieeeeeee ma ;( 17.09.08, 06:13
            Muszę Ci powiedzieć, że ja zawsze na mojego mogłam liczyć, bez
            względu na to, czy z nim jeździłam, czy nie, on mi zawsze odpowiadał
            na wszystkie pytania. Ale opowiem o sytuacji z innym instruktorem. S
            poprosił mnie o zrobienie podstawowych czynności kontrolno-
            obsługowych do Yarka, no a ja na Yarku nie śmigałam i nie
            wiedziałam, gdzie co jest. Ja wybijam z firmy, zdaje się już kończę
            pracę, X podjeżdża pod biuro i taka gadka:
            - X, gdzie się włącza lusterka w Yarku?
            - Nie wiem.
            - Ta, nie wiesz. No gdzie się włącza?
            - Zapytaj Nowego.
            - No ale nie możesz mi powiedzieć?
            - A wiesz,ile kosztuje godzina doszkalania? Instruktor Cię nauczy.
            - Tak, tylko, że to do kontrolno-obsługowych, S mnie prosił.
            - A to.. (i już chciał pokazywać)
            - Wiesz co, masz rację, INSTRUKTOR mnie nauczy.
            No to już trzeba być troszkę pogrzanym :D No ale to był nasz
            ulubiony temat do żartów, więc było się przynajmniej z czego pośmiać.
            • permanentne_7_niebo Re: nieeeeeee ma ;( 17.09.08, 06:24
              Tak a propos ceny... kiedyś chciał u mnie druknąć jakieś swoje
              zdjęcia na firmowym sprzęcie i ja mu mówię ok (głupia, głupia ja,
              never again), tylko czy mogę to zrobić za pół godziny, bo jak
              widzisz mam kursantów (kłębią się płacą, pytają).
              - Nie. Szybciej!!!
              - X to jest FIRMOWA drukarka? :D
              W każdym razie odechciało mu się raz na zawsze drukowania
              czegokolwiek u mnie. :D
              W ten deseń;) Zasłużył na odrębny wątek :D
              • Gość: Staś Do siódmego nieba IP: *.idc.net.pl 17.09.08, 07:47
                Cześć. Ty jesteś jedną osobą, czy jest Was więcej?
                Bo zaczynam się gubić :-(
                • Gość: permenentne_7_ Re: Do siódmego nieba IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.08, 14:34
                  ja? ja 1 :D
                  • Gość: permenentne_7_ ale mam rozdwojenia jaźni :D IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.09.08, 14:58
                    i roztrojenia i rozczworzenia.... ;p
    • Gość: andula Re: Stresssss...........nerrrrwy..... .....I need IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.09.08, 22:46
      Jesli chodzi o stress przed jazda, to na poczatku chyba kazdy go ma... mysle, ze
      racje maja Ci, ktorzy mowia ze to kwestia wprawy, nabycia doswiadczenia i tym
      samym pewnosci siebie. Czasem przed jazdami tez czulam nerwy i nawet teraz,
      kiedy mam sama gdzies jechac jeszcze mnie bierze, ale wszystko mija gdy juz
      wsiade do samochodu. Bo nie mam czasu sie stresowac, skupiam sie na drodze.
      Przede wszystkim musisz uswiadomic sobie, ze przeciez chcesz nauczyc sie jezdzic
      i tak naprawde to fajna rzecz;) musisz sprobowac zamienic lek i zaczac czerpac z
      tego przyjemnosc. Zanim zaczelam jazdy tez balam sie innych samochodow.
      Pamietaj, zeby przede wszystkim skupic sie na tym, co Ty masz robic. Nie
      koncentruj sie na innych, tylko na wlasnej jezdzie. W jakim konkretnie sensie
      inne samochody Cie denerwuja? Boisz sie ich, np. ze zrobia cos
      nieprzewidywalnego, czy Cie dekoncentruja? Moze powinnas sprobowac pojezdzic na
      razie bardzo powoli, nawet ponizej 50km/h - z predkoscia w ktorej bedziesz czula
      sie pewnie; ze nad wszystkim panujesz i wszystko kontrolujesz - siebie i innych
      uczestnikow ruchu, potrafisz przewidziec, co inne samochody chca zrobic... Jesli
      przeszkadza Ci radio, lub jak instruktor gada;p albo cokolwiek innego, postaraj
      sie nauczyc wylaczac kiedy potrzeba i maksymalnie skupic na prowadzeniu - mi to
      naprawde pomoglo.
      Co do egzaminu (tez jestem klebkiem nerwow;]), dobrze jest rozladowywac nadmiar
      adrenalily jakimis cwiczenami (jesli lubisz sie ruszac;)), lub rozciagajac sie,
      np. zwyczajnie wyciagajac sie cala mocno do gory co jakis czas - sprobuj,
      naprawde dziala. Ciepla herbata czy kawa tez na pewno pomoze na rozluznienie. A
      moze podziel tez egzamin na etapy? Pomysl, co na pewno zdasz, wiec nie musisz
      sie o to martiwc, zeby zmiejszyc stres. Np. ja pomyslalam, ze czynnosci
      obslugowo - kontrolne to pestka, trzeba sobie to tylko powtorzyc kilka razy i
      powinno pojsc. Potem łuk i gorka - to trzeba wycwiczyc, ale tez da rade. Dalej
      miasto... wyjezdzajac z parkingu pomyslalam, ze co by sie teraz nie stalo,
      obciachu juz nie bedzie, bo przynajamniej wyjechalam poza plac i pomoglo mi to
      na tyle, ze na miescie stres odszedl mi calkowicie! Skupialam sie na tym, co
      dzieje sie wokol mnie, staralam sie przypominac caly czas na co uwage zwracal mi
      moj instruktor w konkretnych sytuacjach i czulam sie tez pewnie dlatego, ze
      wieksza czesc trasy, po ktorej poprowadzil mnie egzaminator znalam z jazd.
      Mysle, ze powinnas sprobowac podejsc do wszystkiego racjonalnie - zastanowic
      sie, co Cie tak naprawde przeraza i pogadac z sama soba;) wytlumaczyc sobie, ze
      wszystko jest do przejscia. A druga rzecz, to oczywiscie PRAKTYKA, zeby poczuc
      sie ze wszystkim pewnie:)
      Pozdrowienia!
      • Gość: Staś Do Anduli IP: *.idc.net.pl 18.09.08, 10:30
        No właśnie. Takie podejście bardzo mi odpowiada ;-)
        Powodzenia
        • Gość: andula Re: Do Anduli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.09.08, 11:37
          ;) mam tylko nadzieje, ze Joli pomoze to choc troche...
          • Gość: jola odp. IP: *.chello.pl 20.09.08, 15:58

            Dziekuje Wam.
            W skrocie odpisujac...
            Ja sie doszkalam (do Kamili), nigdy na to nie zalowalam pieniedzy, wydawalalm
            wlasciwie wszystkie tzw. wolne srodki. To bylo sensowne, ale wiem to teraz
            dopiero, bo juz mialalm wrazenie wyrzucania pieniedzy w bloto.

            Stas pisal, ze powiennam zaczac od siebie, zidentyfikowac slabe strony. Otoz ja
            zaczynam od siebie, nie zaczynam od szuakania winy w innych i to sie okazalo
            bledem, bo za dlugo wytrzymalam z instruktorem tego nie wartym. Moje glowne
            cechy w osobowsci, ktore skutkuja tym, co powyzej opisalam, to:
            1. Ambicja.
            2. Potrzeba skutecznosci/plynnosci /chce szybko i sprawnie/.
            3. I rzecz sprzeczna: niepewnosc, czy lekowosc?
            Wiadomo, p.1,2 w polaczeniu z p. 3 to mieszanka ognia z woda. Nie da sie tego
            ozenic.

            W srode oblalam. Jechalam spokojnie, pan niezlosliwy, ale zaczela sie ulewa, i
            on zahamowal gwaltownie z 10m przed pasami. A takie hamowanie to koniec
            egzaminu. Nawet potem pytalam, czemu tak nerwowo, ale co mial odpowiedziec...
            daleka jestem od zrzucania winy, byc moze powiennam dac wyraz temu, ze jak tylko
            przejade skrzyzowanie to sie zatrzymam? Trudno wszak zaczynac hamowanie na
            skrzyzowaniu. Ale to niewazne.
            Odtajalalm. Dopuscilam wreszcie do swiadomosci, ze zdanie lub niezdanie to jest
            jednak ruletka. Na tyle umiec, ile moge na dzis - umiem.
            Stas pisal, ze nie trzeba umiec wszystkiego na tym etapie. Ja jednak uwazam
            inaczej, ze nic mi nie ujdzie na sucho, ze niedorobki wyjda... Teraz za to
            czuje, naprawde czuje, ze umiem -na ten etap - wystarczajaco.
            To jest chyba sedno, ze nie umiem, nie znosze czegos nie umiec. Teraz mi
            poluzowalo. Mam nadzieje ze dotrwam w tym stanie do nast terminu.

            ............cd w nast poscie...............
            • Gość: jola Re: odp. IP: *.chello.pl 20.09.08, 16:09

              Osobowoscia to mi chyba dosc blisko do Kamili, choc korzystanie z lazienki to strach, IMO. Czyli latwiej go namierzyc. A stres jest jakos glebiej, trudniej sie do niego dokopac....
              Praktyka, tak, wiem.
              Ciesze sie z jednego, ja uwielbiam prowadzic, odnalazlam sie w tym.

              ____________Stas:
              "- wybierz solidnego instruktora. Ale doświadczeń wcześniejszych nie skreślaj- przecież nawet w takich trudnych warunkach dawałaś sobie radę, no nie? No to w lepszych zrobisz to lepiej!"

              Zaden instruktor, pomijajajc pierwszego, nie mowil mi ze jezdze zle. Na ogol mowili, ze jezdze poprawnie, dobrze, spokojnie (!), ze "nie stwarzam zagrozenia w ruchu". Tylko, ze czasem mi sie uruchamia nerwowa reakcja i popelniam blad za bledem (ale nie sa to bledy niebezpieczne). Jeden nawet zauwazyl, ze jechalam swietnie.....dopoki nie wjeechalismy w tzw. "obszar egzaminacyjny".
              Co do warunkow: wlasnie.
              Sek w tym, ze na drodze kazda sytuacja jest inna. Nawet o tej samej porze, na tej samej ulicy. Nie ma dwoch sytuacji takich samych. Juz to czuje (nie "wiem", nie "rozumiem", tylko "czuje, w czym rzecz").

              ____________Wiola:)
              Nie okazuje po sobie takich emocji jak panna z linka, ale w glebi serca zdarzylo mi sie taka panike (tu: maskowana szczebiotem) czuc, bardzo;) Na poczatku..

              ____________7_niebo:
              "Wiesz, co zrobiłam na swoim 1? Ktoś może nie uwierzyć, ale
              uwielbiałam obslugę i notorycznie mojemu świergoliłam macha-światła,
              aż się wkurzał i mówił, że nie piszę z tego doktoratu;)"

              Je tego nie znosze.
              Uwazam, ze to powinno byc raz i juz.
              Ja chce sprawnie i konkretnie, a to taki debilny rytual.
              Zupelnie mnie nie uspokaja, raczej irytuje.
              Ja juz jechalam - choc balam sie okrutnie - nielegalnie (tylko nie krzyczcie... raz!!!!! i krotko!! na drodze publicznej kretej, miedzy TIRami, na Mazurach. Golfem, obcy samochod, nowa maska, i musiaialm mu zmienic plyn i dalam rade) kiedys tez jezdzilam na szkoleniu corsa i odruchowo pojelam wszystkie roznice w biegach, w budowie, w swiatlach. itd. to strata czasu, ta czesc egzaminu....to jakby za kazdym razem powtarzac teorie.

              ____________Andula:
              "Przede wszystkim musisz uswiadomic sobie, ze przeciez chcesz nauczyc sie jezdzic i tak naprawde to fajna rzecz;) "

              Tak. chce i to fajna rzecz:)
              Mam wyobraznie, az nadto, wiem ze ryzyko i dezynwoltura to niedobre rzeczy, wiem gdzie trzeba miec pewnosc siebie, wiem co to jest adrenalina i wolnosc (nawet w korku). Wiem.

              "Co do egzaminu (tez jestem klebkiem nerwow;]), dobrze jest rozladowywac nadmiar adrenalily jakimis cwiczenami (jesli lubisz sie ruszac;)), lub rozciagajac sie, np. zwyczajnie wyciagajac sie cala mocno do gory co jakis czas - sprobuj, naprawde dziala"

              Jako stary jogin powiem Ci, ze to ma rece i nogi, tylko ze ja jestem 'nadelastyczna' (to fachowe okreslenie) i zeby skutecznie sie zrelaksowac musialabym miec warunki (zeby zrobic pare porzadnych asan. Na egz. nie bardzo jest gdzie... i jednak dziwne byloby;))

              "Mysle, ze powinnas sprobowac podejsc do wszystkiego racjonalnie - zastanowic sie, co Cie tak naprawde przeraza i pogadac z sama soba;) wytlumaczyc sobie, ze wszystko jest do przejscia. A druga rzecz, to oczywiscie PRAKTYKA, zeby poczuc sie ze wszystkim pewnie:)"

              Bardzo ladnie napisalas.
              To sa rzeczy, ktore opisalo wiele osob i wiele mi mowilo. A jednak ten sam tekst mozna wyrazic innymi slowami, byc moze tu jest klucz, zeby umiec cos sobie NAZWAC.


              Dzieki Wam. Po krotkiej przerwie pewnie wroce na forum, teraz musze odtajac;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka