Gość: Mona
IP: 85.222.87.*
24.06.09, 22:50
Wczoraj spotkałam przypadkowo na pl. Bankowym swojego pierwszego pana
instruktora - tego samego, który na początku wmawiał mi, że nie mam
predyspozycji do jazdy i sugerował zakup karty miejskiej. Na jego widok nie
mogłam sobie odmówić tej satysfakcji i podeszłam do niego;)) Poznał mnie, gęba
od ucha do ucha, chyba mocno zdziwiony, że w ogóle zdałam, natychmiast spytał,
za którym razem (za 2) i wysnuł przypuszczenie, że na pewno spoooro godzin
wyjeździłam. Fakt, wyjeździłam dodatkowo 18 godzin, ale wolałam zainwestować w
naukę niż iść na egzamin nie przygotowana i nabijać kabzę WORD-owi;)) Zachował
twarz, pogratulował mi jowialnie oraz życzył wyobraźni na drodze. Hehe, warto
było do niego podejść - jego mina - bezcenna;)))