amityr
06.02.16, 14:38
Wygramy!
Dziennik New York Times ogłosił w niedzielę 8 listopada 2015 r. prawdziwe trzęsienie ziemi w zakresie zwyczajów żywieniowych ludzi1.
Sprzedaż napojów gazowanych spadła o 25% na osobę od 1998 r., głównie wypartych przez wodę.
W tym samym okresie sprzedaż soku pomarańczowego załamała się o 45%. Choć przez wiele lat sok pomarańczowy był przedstawiany jako nieodzowny składnik zdrowego śniadania, ludzie wreszcie zrozumieli, że jest to bomba kaloryczna, która z dietetyką nie ma nic wspólnego.
Sprzedaż płatków śniadaniowych o wysokiej zawartości cukru także spadła o 25% od 2000 r., wypierana przez sprzedaż jogurtu i musli.
Także sprzedaż mrożonych posiłków spadła o 12% w latach 2007–2013. Średnie obroty restauracji McDonald’s także spadają od trzech lat.
Dane te dotyczą konsumentów amerykańskich. Ale wiadomo, że taka sama tendencja obowiązuje po dwóch stronach Atlantyku.
Przemysł rolno-spożywczy zadrżał w posadach i będzie się musiał zreformować, jeśli zamierza dalej istnieć
Zgodnie z niedawnym badaniem, 42% konsumentów w wieku 20–37 lat utraciło zaufanie do wielkich producentów spożywczych, natomiast w pozostałych grupach wiekowych odsetek ten wynosi tylko 18%.
Spożywcze wyroby przemysłowe, pakowane, z odległym terminem przydatności do spożycia, dla wielu stały się synonimem jedzenia śmieciowego, z dodatkiem cukru, tłuszczów kiepskiej jakości i wszelkich innych dodatków.
Najwyższy czas!
Skutek jest taki, że wielcy producenci spożywczy muszą zreformować swoje sposoby działania, by utrzymać się na rynku:
Jedyna nadzieja na utrzymanie się na rynku wielkich producentów spożywczych polega na podjęciu przez nich odważnych decyzji w kwestii zmian składu swoich sztandarowych produktów. Będą musieli mocno obniżyć zawartość cukru w produktach; sprzedawać produkty regionalne i ekologiczne; oferować produkty mniej przetworzone; a także dodawać do swoich produktów więcej warzyw, owoców i innych składników o właściwościach zdrowotnych, według artykułu w New York Times.
Wyniki tej zmiany mentalności konsumentów już teraz widać w supermarketach. Coraz częściej zmuszone są powiększać działy produktów świeżych, których sprzedaż wzrosła o 30% od 2009 roku. Spożycie świeżych warzyw i owoców wzrosło o 10% w ciągu ostatnich pięciu lat.
Produkty ekologiczne sprzedawane bez plastikowych opakowań
4 listopada 2015 roku, w Paryżu, otwarto pierwszy we Francji sklep, w którym 100% artykułów to produkty ekologiczne, sprzedawane luzem, bez opakowania2.
Wśród 250 artykułów znajdują się świeże owoce i warzywa, warzywa strączkowe (fasola czerwona, soczewica, ciecierzyca), ale także miód, jogurty, oliwa z oliwek z pierwszego tłoczenia (virgin), herbata, kawa (do zmielenia na miejscu), wino, a nawet płyn do zmywania.
Konsumentów zaprasza się z własnymi opakowaniami, torbami i koszykami. Zaleta produktów oferowanych luzem polega na tym, że pozwala to na zakup takiej ilości, jakiej potrzebujesz – unikając tym samym nadmiernej konsumpcji.
Wszystkie produkty dobrze widać gołym okiem, a nie na pięknym, lecz zwodniczym zdjęciu na opakowaniu. Dzięki temu unikasz zakupów pod wpływem impulsu, tak uczenie faworyzowanych przez ekspertów od opakowań. Oferowanie artykułów luzem pozwala również na ograniczenie ilości odpadów. No i takie artykuły kosztują 15–20% mniej, przy tej samej jakości.
Wzrost powierzchni upraw ekologicznych
Rolnictwo ekologiczne stanowi jedną z najszybciej rozwijających się obecnie gałęzi rolnictwa na świecie, w tym w szczególności w Unii Europejskiej ze względu na wzrost popytu na produkty ekologiczne. Ostatnie lata charakteryzują się stałą dynamiką wzrostu powierzchni użytkowanej oraz liczby gospodarstw ekologicznych. I ta zwyżkowa tendencja nadal się utrzymuje.
zdjęcie Dane liczbowe nt. upraw ekologicznych we Francji w 2014 r.
W okresie 2003–2013 liczba gospodarstw ekologicznych w Polsce wzrosła ponad 11-krotnie: od 2 286 w 2003 r. do prawie 26,6 tys. w 2013 r. Podobny wzrost miał miejsce w innych krajach europejskich.
Zgodnie z danymi dostępnymi w ramach EUROSTAT – w 2012 r. Polska znajdowała się na 3. miejscu w Unii Europejskiej pod względem liczby gospodarstw ekologicznych. Na pierwszym znajdowały się Włochy (43.852 gospodarstwa), a na drugim Hiszpania. Tuż za Polską były takie kraje jak Francja, Grecja, Niemcy i Austria.
Należy jednak zwrócić uwagę na fakt, że liczba przetwórni ekologicznych w Polsce jest bardzo mała w porównaniu do liczby przetwórni ekologicznych w krajach Europy Zachodniej. W tej kwestii ewidentnie przodują Niemcy, Francuzi i Włosi3.
Zjawisko wzrostu upraw ekologicznych przekłada się na statystyki zdrowotne: zatrzymał się, dotąd nieubłagany, wzrost zachorowań na otyłość i na cukrzycę w Stanach Zjednoczonych.
Dzienna ilość kalorii spożywanych przez dzieci spadła o 9% od 2003 r.4, a wskaźnik otyłości zmniejszył się o 43% w ciągu dziesięciu lat5.
Wygraliśmy bitwę, ale nie wojnę
Byłoby jednak przedwczesne ogłaszać zwycięstwo. Co prawda, wygraliśmy bitwę, ale nie wojnę.
Ja osobiście jestem przerażony widokiem artykułów, które ludzie wykładają na taśmę przy kasie w supermarketach (choć bywam w nich bardzo rzadko).
Podczas gdy ja wykładam jajka ekologiczne, czosnek, kapustę, por, oliwki, sardynki, ser feta, sałatę, jabłka, migdały i gorzką czekoladę, wokół mnie podjeżdżają wózki wypełnione różnokolorowymi opakowaniami krakersów, cukierków, jogurtami owocowymi, wszelkiego rodzaju puszkami, mrożonymi frytkami i pizzą oraz pastami do smarowania pieczywa.
Bez wątpienia ludzie ci spożywają więcej produktów świeżych i ekologicznych niż dziesięć lat temu. Ale długa droga przed nami, bardzo długa.
Za każdym razem mam ochotę zaprosić taką osobę do mnie na jedzenie. Aby mogli zobaczyć na własne oczy, jak przyjemnie jest jeść produkty proste i pełnowartościowe. Że nie jest to wcale droższe, jest równie szybkie, dużo smaczniejsze i korzystniejsze dla zdrowia.
Ale nasze głowy ciągle zaśmiecają przekonania na temat jedzenia. Zresztą, nawet wśród osób starających się właściwie odżywiać zdarzają się różne „wpadki”.
Dziesiątki lat prania mózgów zostawiły po sobie ślady
Reklamowe pranie mózgów przez dziesiątki lat pozostawiło po sobie ślady. Wcześniej wspominałem o osobach, którym wydaje się, że odżywiają się lepiej, ponieważ płatki Cheerios, Nesquik czy Chocapick zastąpiły jogurtem i musli.
Jest to krok w dobrym kierunku, ale mimo wszystko – bardzo mały krok.
W musli i jogurcie jest ciągle zbyt wiele węglowodanów, za to niewystarczająca ilość białka, dobrych tłuszczów, witamin i minerałów.
To samo w przypadku przekąsek: wydaje nam się, że jesteśmy na dobrej drodze, skoro zastąpiliśmy Marsy i Snickersy ekologicznymi batonikami zbożowymi.
Niestety, batoniki zbożowe, jakkolwiek ekologiczne by nie były, dalej pozostają bombami cukrowymi. Składają się z grillowanych i dmuchanych ziaren zbóż, często połączonych syropem: ich indeks glikemiczny jest bardzo wysoki.
Dobra przekąska to garść orzechów włoskich, laskowych, migdałów, jabłko czy kilka oliwek, pół awokado skropione cytryną, a nawet jajko na twardo!
Ale nie: słodzony batonik zbożowy, proszę Cię!
Ile jeszcze czasu będzie potrzeba, by tę bardzo prostą wiedzę przyswoiła większość konsumentów?
Dziesięć lat? Dwadzieścia? Nasz newsletter jest nadal zbyt mało powszechny… czyta je tylko garstka ludzi, najlepiej oświecona, najbardziej zaangażowana elita, powiedziałbym wręcz, że ludzie, którym to jest najmniej potrzebne!
A jak pomóc innym? Nie mam cudownego rozwiązania. Newsletter Poczta Zdrowia jest dostępny nieodpłatnie. Nie wiem, co mogę zrobić więcej... Czy trzeba się zastanowić nad opłacaniem ludzi, żeby nas czytali? Świadomie przejaskrawiam. W takim przypadku, trzeba by jeszcze pozyskać subwencje rządowe, ale nie grozi nam to.
Co zatem robić?