Dodaj do ulubionych

Syndrom kochanki

29.01.10, 13:21
Fascynuje mnie temat kochanki, tz. Kobiety która akceptuje związek z
żonatym facetem. Im dłużej o tym myślę tym bardziej utwierdzam się,
że trzeba mieć niska samoocena i brak poczucia własnej wartości.
Uwaga nie chodzi mi o kobiety w związkach, decydujące ię na skok w
bok, ale o wolną od zobowiązań kobietę, która upatrzyła
sobie „zajętego” faceta. Przecież tak naprawdę jest to krzywdzenie
siebie, bo jakby akceptowanie, że się nie zasługuje na prawdziwy
związek, że ma się jedynie ochłapy z Pańskiego stołu i jest to
namiastka relacji – jedyna relacja, na jaką ją stać.
Dziwi mnie też, że kochance nie przeszkadza też myśl, że krzywdzi
inne osoby (dzieci i żone)
Czy ją cieszy że jest tak wspaniała, że dla niej żonaty facet
ryzykuje swoje stare, dobre małżeństwo, gdzie żona nie rozumie i
wcale ze sobą nie śpią?
Czy kochanka łyka te teksty spragniona męskiej uwagi jak roślina
deszczu na pustyni? Jak może się godzić bez ujmy dla poczucia
własnej wartości na ukradkowe telefony, romantyczne smsy - wysyłane
z kibla - podkręcanie e-mailami z tajnej skrzynki?
Jak się czuje gdy daje się bzykać i jednocześnie powoli się
zakochuje, bo jej się oksytocyna przy orgazmach wydziela. Czy
naprawdę wierzy że on dla niej żonę i dzieci rzuci? Czy też nie
wierzy, ale czuje się szlachetna, bo przecież nie chce rozbijać
rodziny i rozumie, że nie wolno krzywdzić dzieciaczków.
Jak żyją ze świadomością czy może wola uroczo ignorać fakt, że się
człowiek bzyka z kimś, kto oszukuje, zdradza, kłamie, żyje podwójnym
życiem i nie potrafi być lojalny, co udowadnia za każdym razem,
kiedy bzyka kochankę mówiąc żonie, że jest w delegacji / na
spacerze / zakupach itd itp.

Podsumowując, kochance ni jest łatwo. No, chyba, że się ogarnie.
Obserwuj wątek
    • ate96 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 13:24
      Jakby było takie dobre to małżeństwo to mężczyzna nie zdecydowałby
      się na zdradę.
      • agamagda Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 13:28
        Wiesz, wydaje mi się, że autorce wątku nie chodzi o przyczyny skoku
        w bok. Znam osobiście tysiące sytuacji, w których dwie osoby
        oddalają się od siebie w małżeństwie. Bez "katalizatorka" w postaci
        kochanki jest całkiem mozliwe że do zdrady by nie doszło.
        • rikol Re: Syndrom kochanki 02.02.10, 19:12
          A czy zdradzajacy maz nie mysli o swojej zonie i dzieciach? Jesli nie, to czemu
          obca kobieta ma o nich myslec? W dodatku kochanka niekoniecznie o rodzinie
          faceta wie; moze tez byc przekonana, ze on juz sie rozwodzi itd.

          Jesli ktos potrafi rozwalic cudzy zwiazek, to znaczy tylko tyle, ze ten zwiazek
          chylil sie ku upadkowi. Nikt nie jest w stanie rozwalic dobrego zwiazku.
      • ursyda Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:37
        ate96 napisała:

        > Jakby było takie dobre to małżeństwo to mężczyzna nie zdecydowałby
        > się na zdradę.



        bzdura
        • princess_yo_yo Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:42
          no nie wiem. z boku trudno ocenic a i w sami malzonkowie czesto maja
          odmienne zdanie na ten temat! angazowanie sie w dlugotrwaly romans
          na boku jest dosc pracochlonne wiec jak jest sam cud miod i orzeszki
          nie mialoby chyba sensu. pojedyncze skoki w bok to troche inna
          bajka.

          • princess_yo_yo Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:55
            * jak w domu jest sam cud miod i orzeszki... mialo byc
            • rikol Re: Syndrom kochanki 04.02.10, 16:23
              Co tu duzo gadac, w takim ukladzie to raczej kochanka spija smietanke, a zona
              zadowala sie resztkami. To zona sprzata, gotuje, zajmuje sie dzieckiem, wypruwa
              sobie zyly, zeby stworzyc misiowi ognisko domowe, do ktorego on bedzie chcial
              wracac. Tymczasem kochanka dostaje kwiaty, bizuterie, kolacje w fajnych
              restauracjach, dobry seks - wszystko to, o czym zapracowana i zajeta (i w
              zwiazku z tym czesto zaniedbana) zona moze tylko pomarzyc. Zone facet juz ma na
              papierze, nie musi jej wiecej zdobywac. Po prostu kobieta duzo traci na
              zamazpojsciu, mimo ze wielu wydaje sie, ze jest na odwrot (co do alimentow po
              rozwodzie, placi je tylko 10% mezczyzn, reszta olewa utrzymanie wlasnych
              dzieci). Nie warto poswiecac czegokolwiek dla mezczyzny, mezczyzni nie
              poswiecaja dla rodziny absolutnie nic.
              • glamourous Re: Syndrom kochanki 05.02.10, 10:22
                rikol napisała:

                > Tymczasem kochanka dostaje kwiaty, bizuterie, kolacje w fajnych
                > restauracjach, dobry seks - wszystko to, o czym zapracowana i zajeta (i w
                > zwiazku z tym czesto zaniedbana) zona moze tylko pomarzyc.


                Iiii tam. Nie zawsze facet tak szafuje tymi restauracjami i bizuteria. Mam
                akurat kolezanke-kochanke zonatego, ktory ma hysia na punkcie dyskrecji, wiec
                bzyka ja wylacznie w samochodzie po jakichs odludnych lasach i parkach. Kwiaty
                czasem rzeczywiscie jej odpala. I chyba w sumie te kwiaty sa jedynym pozytywem
                tej relacji, hehehe ;-)
                Jak dla mnie instytucja kochanki zonatego to zero poczucia wlasnej kobiecej
                godnosci. Ja tam bym w nie chciala byc w zyciu jakiegokolwiek faceta zaledwie
                "ta druga". Kiepski i dosc upokarzajacy status. Ukradkowe smsy z kibla tez by
                mnie nie interesowaly. I wcale te kwiaty i ta rzekoma bizuteria nie przekonalyby
                mnie, ze niby jest inaczej - ze on niby woli kochanke niz stara zone. Bo skoro
                faktycznie "woli", to czemu sie nie rozwiedzie, he? ;-/
                • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 05.02.10, 14:27
                  rikol napisała:

                  > Tymczasem kochanka dostaje kwiaty, bizuterie, kolacje w fajnych
                  > restauracjach, dobry seks - wszystko to, o czym zapracowana i
                  zajeta (i w zwiazku z tym czesto zaniedbana) zona moze tylko
                  pomarzyc.



                  Tu bym się nie rozpedzała i nie opierała się na stereotypach.
                  Kwiaty moze tak, ale biżuteria i restauracje zostawiają po sobie
                  ślad, no i co tu ukrywac też kosztują. Nie każdy kochanek ma ochotę
                  drogo płacić za chwilę przyjemności.
                • sid.leniwiec Hmm... 05.02.10, 17:54
                  > Ja tam bym w nie chciala byc w zyciu jakiegokolwiek faceta zaledwie
                  > "ta druga". Kiepski i dosc upokarzajacy status.

                  I to chyba jest problem większości kobiet, a już na pewno tych, które uważają,
                  że lepiej być zdradzaną żoną niż kochanką, bo kochanka zawsze cierpi, jest suką
                  odbierającą męża, bla bla bla.
                  Dla nich ważniejsze jest to, kim one są dla faceta, niż to kim on jest dla
                  nich. Facet jest ważniejszy, jego postrzeganie związku też. A one są szczęśliwe
                  kiedy są "ważne" dla niego.
          • plisowanka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 21:18
            princess_yo_yo napisała:
            > angazowanie sie w dlugotrwaly romans
            > na boku jest dosc pracochlonne wiec jak jest sam cud miod i orzeszki
            > nie mialoby chyba sensu. pojedyncze skoki w bok to troche inna
            > bajka.

            Z moich obserwacji wynika, że wielu żonatych woli jednak jedną kochankę do stałego układu. Jest to wygodniejsze niż ciągłe marnowanie energii na podrywanie wielu kobiet do jednorazowego seksu. Finansowo taka stała kochanka też wychodzi taniej.
            • rikol Re: Syndrom kochanki 02.02.10, 19:16
              Z zonatym facetem najlepiej bedzie kobiecie zameznej. Oboje beda dyskretni,
              oboje nie chca rozpadu swoich malzenstw. Po prostu dla mezatki zonaty kochanek
              jest idealny pod pewnymi wzgledami.
      • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:52
        ate96 napisała:

        > Jakby było takie dobre to małżeństwo to mężczyzna nie zdecydowałby
        > się na zdradę.

        Gdyby kochanka nie była tylko obiektem do wydymania a małżeństwo rzeczywiście
        byłoby takie złe to mężczyzna odszedłby od tej niedobrej żony i związał się z tą
        fajną przecież kochanką. A jakoś dziwnym trafem faceci nie są tacy skorzy
        zostawiać swoje niedobre żony i odchodzić do tych fajnych kochanek. Ciekawe
        dlaczego? :D
        • croyance Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:30
          Bo ludzie generalnie nie lubia zmian. Pobzykowac fajnego
          kolege/kolezanke z pracy, owszem, ale zaraz cala szopka z rozwodem,
          dzieleniem majatku, sadem, z reguly ludziom sie nie chce.
        • malwan Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 21:19
          Ciekawe dlaczego? :D

          bo są tchórzami i egoistami, uwielbiają przyzwyczajenie, marazm.I nie lubią
          ryzykować.
        • kora3 Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muysleni 30.01.10, 12:08
          e Janue - serio :)

          Nie odchodzą do kochanek? Alez odchodzą - nie zawsze i nie wszyscy,
          ale i owszem :)
          • heniahenkowska Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 12:28
            A potem odchodzą do kolejnych kochanek. I do kolejnych...i
            kolejnych... :-) I taka kochanka jedna z drugą, wtryniająca się w
            czyjeś małżeństwo powinna mieć tego świadomość i ja osobiście chyba
            tego bym się obawiała. Tak najzwyczajniej i najegoistyczniej w
            świecie - że to się kiedyś odwróci przeciwko mnie i to ja będę
            cierpieć.
            • jack20 Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 13:16
              co ty fantazjujesz pisza takie glupoty.
              zdecydowana wiekszosc konczy wlasnie na 2 zwiazku gdyz 1 byl
              totalnym niewypalem
              • kora3 Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 15:52
                Jacku - oba stereotypy sa niemadre - nie ma reguł :)
              • heniahenkowska Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 15:56
                A Ty to jakieś statystyki nt. znalazłeś, czy też piszesz o
                większości w swoim otoczeniu? Bo w moim jakoś tak większość jednak
                ma zgoła inaczej. Okej, może w końcu znajdują osoby, z którymi wiążą
                się na dłużej i do tej pory są,ale...bynajmniej nie są to kochanki,
                które przyczyniły sie do rozpadu małżeństwa. Konkludując: ok, jak w
                małżeństwie jest totalny syf to pewnie i tak się rozpadnie,ale jeśli
                rozpada się wyłącznie z powodu kochanki,a więc chwili zapomnienia,
                euforii i zachłyśnięcia się świeżonką,to marne szanse,że TO okaże
                sie właśnie TYM. A o kochankach tu mowa i ich sytuacji, nie zaś
                przyczynach zdrad,rozpadów i innych takich.
                • wj_2000 Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 21:08
                  heniahenkowska napisała:

                  > euforii i zachłyśnięcia się świeżonką,to marne szanse,że TO okaże

                  Otóż to! Zachłyśnięcie po ładnych paru latach praktycznie musi nastąpić!
                  Najczęściej u faceta. Gdyby żona była mądra, przymknęła by oczy, tak długo jak
                  się da, a potem wspaniałomyślnie wybaczyła z korzyścią dla niej, dla niego i dla
                  dzieci.
                  Rozpowszechniła się zasada totalnego sprzeciwu kobiet wobec elementu "skoku w
                  bok". I rozwalanie małżeństw z powodu urażonej ambicji.
                  Wykończy to cywilizację białego człowieka.
                  • heniahenkowska Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 21:59
                    Jasne, nie mam nic przeciwko, zwłaszcza jeśli z waszej srony
                    meżczyźni skok w bok żony w wyniki zachłyśnięcia po ładnych paru
                    latach również będzie powodem wyłącznie do przymknięcia oczu i
                    wspaniałomyślnego wybaczenia z korzyścią dla was, dla nas i dla
                    dzieci. Jeśli bowiem sądzisz, że tylko wam przejada się materiał po
                    ładnych paru latach to sie grubiuchno mylisz. Tak sie jednak składa,
                    że to właśnie kobiety częściej skore są do wybaczania takich
                    wyskoków dla odświeżenia - toż to wykończy cywilizację białego
                    człowieka!
            • kora3 Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 30.01.10, 15:51
              Nie zawsze do kolejnych - znam kilka par, które powstały wskutek
              rozwalenia jednego, albo obu zwiazków obecnych "zwiazkowców" i
              trwaja.
              Nie ma reguł. Natomiast zgadzam się z Toba pod tym wzgledem, ze jest
              to ryzykowne i :) ten czysty egozim jest jedna z przyczyn (dówch)
              dla których nigdy bym sie nie pakowala w jakiś układ, w którym
              bylabym kochanka


              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez
              żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
              • skarpetka_szara Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 04.02.10, 19:03
                No wlasnie Kora, te zwiazki trwaja, ale jak dlugo? az facetowi
                znowu cos odbije? czy moze w starszym wieku po prostu mu opadnie i
                nie bedzie sie chcialo szukac podbojow?

                Ja tez znam zwiazek z odbitki. niby perfekcyjna para, dzieci
                powstaly itd... i juz 10 lat razem - prawie tyle ile jego pierwszy
                zwiazek.

                I wiesz co? szykuje sie nowy rozwod.
                • kora3 Skarpetko, bywa różnie 10.02.10, 19:09
                  ja podaje tylko mozliwosc. Nie jestem za rozbijaniem zwiazków, ale
                  pare takich które powstały wskutek wlasnie tego znam i sa razem.
                  • skarpetka_szara Re: Skarpetko, bywa różnie 10.02.10, 19:22

                    kora3 napisała:

                    > ja podaje tylko mozliwosc. Nie jestem za rozbijaniem zwiazków,
                    ale
                    > pare takich które powstały wskutek wlasnie tego znam i sa razem.

                    ...na razie.

                    Statystycznie takie zwiazki maja nikla szanse przetrwania,
                    aczkolwiek szansa jest - po prostu jest to baaaradzo maly procent.
                    • kora3 Re: Skarpetko, bywa różnie 10.02.10, 19:41
                      skarpetka_szara napisała:


                      >
                      > Statystycznie takie zwiazki maja nikla szanse przetrwania,
                      > aczkolwiek szansa jest - po prostu jest to baaaradzo maly procent.

                      mozliwe skarpetko, ja po prostu pisze o tym , co widze. Czasem jest
                      tak, ze człowiek wchodzi w związek małzenski i ti pomyłka. Mam to za
                      sobą i wiem, ze tak bywa. niektórzy ludzie tkwią w taki związku bo
                      brak im bodźca, boja sie go zakończyc itd. ale bywa, ze milosc do
                      kogos innego bywa takim bodźcem. Nie mam doswiadczenia, nigdy nie
                      bylam kochanka, ani nie zdradzałam nikogo. Wg mnie, jak jest xle,
                      trzeba próbowac ratowac, jak sie ni da - rozstac, a nie zdradzac.
                      Ale kazdy ma prawo do swoich zasad. Moja ciotka, kuzynka taty niby
                      rozbila swoje małzeństwo, bo miała kochanka. Moim zdaniem niby, bo
                      nim sie ten kochanek pojawił, ciotka (róznica wieku miedzy moimi
                      rodzicami, a nią jest spora, wiec kiedy ona byla młodą mezatka, ja
                      byłam nastolatka - stad to wiem z własnej obserwacji, a jie
                      opowiadań) byla nieszczesliwa w małzeństwie. Jej mąz był
                      apodyktycznym gosciem, skrajnie skapym i całkowicie skupionym na
                      sobie. Tak go odbieralam w kazdym razie i tak się ciotka też zalila
                      rodzinie w postaci mej mamy i mego taty. W pracy poznała innego,
                      nieco od niej młodszego męzczyzne, który mial narzeczoną. Zakochala
                      się bez pamieci, ale nie chciała nic wiecej: ona miala meza, on
                      narzeczoną. Jednak tak sie stało, ze nie mogli zapanowac nad
                      uczuciami. Wujek zerwał zareczyny, bylo mu głupio i wstyd, ale szło
                      o jego życie, jego ukochanej i dziewczyny, którą mógł slubem z soba
                      unieszczesliwic przecież. Przyszedł i powiedzial o tym ciotce.
                      Podała o rozwód. Maz, który ja cały czas ignorował przez 3 lata
                      malzeństwa nagle chciał walczyć o nią. W końcu skapitulował i
                      obsmarował ja w sadzei, ze ma kochanka. Było jej wszystko jedno,
                      zgodzila sie na rozwód ze swej winy. Slub wzieli po dwóch latach. sa
                      do dzis razem, fajna rodzina. Co z wujkiem tamtym - nie wiem,
                      dziewczyna, która byla narzeczoną tego obecnego meza ciotki
                      przebołala i tez wyszla za mąż.
                      • baba67 Re: Skarpetko, bywa różnie 10.02.10, 20:00
                        KORCIU , nie nazywaj oszustwa pomylka.
                        • kora3 Re: Skarpetko, bywa różnie 10.02.10, 20:03
                          baba67 napisała:

                          > KORCIU , nie nazywaj oszustwa pomylka.

                          co masz babo na mysli, bo nie skumałam ?:)
                          • baba67 Re: Skarpetko, bywa różnie 10.02.10, 20:28
                            Korciu, pomylka jest wtedy gdy podejmujemy decycje (malzenska czy inna),kiedy
                            mamy wszystkie dane a nie wtedy kiedy nas kos wprowadza w blad-takie cos to
                            oszustwo.
                            Pomylka na przyklad nie jest zakupienie samochodu w salonie z atrapa silnika.
                            • kora3 Re: Skarpetko, bywa różnie 11.02.10, 08:45
                              A to tak ale ja bardziej na to patrzyłam z tej strony, że nawet
                              jesli jena strona cos ykrywa zataja, to duga myli sie co do ego, ze
                              jest szczera
                  • Gość: Lulu Re: Skarpetko, bywa różnie IP: *.acn.waw.pl 07.03.10, 10:10
                    Chyba czasami zdarza się też, że ludzie zbyt młodo się pobierają (a później życie ich różne kształtuje), albo nie są najzwyczajniej dobrani. W takim przypadku chyba lepiej się rozstać niż iść cały czas na udry i być gdzieś tam mimo wszystko nieszczęśliwym.
            • zawszefrutella Re: Powala mnie twoja naiwnosc i stereotypowe muy 11.02.10, 11:24

              heniahenkowska napisała:

              > A potem odchodzą do kolejnych kochanek. I do kolejnych...i

              znam kilka fajnych małzeństw z kilkuletnim stazem, które właśnie
              połączyły się po innych , nieudanych związkach. Więc tą teorię
              mozesz między bajki włożyć. Tak samo ze coś się odwróci przeciwko i
              ze kara spotka taką kochankę w przyszłości, nic śmieszniejszego nie
              słyszałam.
        • jack20 Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 13:13
          jak zwykle wypociny swiatobliwego ministranta.
          obejrzyj ty sie wokole to widzisz coraz wiecej osob po 2 lub wiecej
          nieudanych zwiazkach.
          to sa wlasnie ci co rzucili niedobra zone czy niedobreo meza dla
          dobrej kochanki czy dobrego kochanka.
      • azalia21 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:01
        A co to ma do rzeczy i do wątku autorki? Ona opisuje swoje przemyślenia na temat
        kochanek, a nie małżeństwa, w którym dochodzi do zdrady, więc nie rozumiem tej
        odpowiedzi.
        • azalia21 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:02
          hmm, to miało być podpięte pod wypowiedź ate96..
      • heniahenkowska Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 12:23
        Dobre małżeństwo czy niedobre - jak napisala Pani poniżej autorka
        wątku nie wnika w przyczyny. Zawsze są jakieś przyczyny, zawsze
        można dorobić ideologię i ci zdradzający (czy to faceci,czy to
        kobiety) takie ideologie zawsze dorabiają zresztą. Przyczyna jednak,
        jaka by ona nie była, nie zmienia faktu, że kochanka jest na takiej
        a nie innej pozycji - takiej,o jakiej pisze autorka wątku. I o to
        pyta - kim sa kobiety, ktore godza się i chcą tkwic w takich
        związkach. Również stawiam na chęć dowartościowania się, dowidzenia
        sobie, że ktoś się jednak mną interesuje i to nawet żonaty, a
        przecież teoretycznie taki trudniej dostępny niż wolny facet. Swoją
        drogą marne to dowartościowania,skoro nie chce mnie ten wolny, ktory
        może przebierać, a jedynie ten, ktory szuka czegokolwiek by uciec na
        te kilka chwil uniesień do żony. Pewnie często sa to równiez kobiety
        skrzywdzone juz wcześniej w podobny sposób. Odgrywają się otoczeniu
        mniej lub bardziej świadomie za krzywde, której same doznały.
        Osobiście znam taką: mąż ją zdradził (no w konsekwencji jednak
        zostawił ją dla innej), przez pewien czas ona zarzekała się, że
        nigdy nie zwiąże sie z żonatym facetem,ale juz jako rozwódka robiła
        pewne małżeństwo. Ze zwiazku ostatecznie nic nie wyszlo i aktualnie
        związana jest z kolejnym żonatym. Ot,co.
        • heniahenkowska Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 12:25
          Jako rozwódka ROZBIŁA małżeństwo miało być. I jeszcze kilka innych
          literówek :-) Sorki.
        • plisowanka Po co od razu ideologie... 30.01.10, 15:34
          Po co zaraz dorabiać ideologie - przecież może być tak, że kochanką jest kobieta dobrze zarabiająca, pewna siebie, a sypia z żonatym przez jakiś czas ot tak sobie:

          - dla kaprysu
          - bo akurat on jest pod ręką, a ona zapracowana nie ma czasu na szukanie miłości życia
          - bo akurat nie szuka nikogo na stałe, gdyż jej wypalona po poprzednim związku i jej się nie chce
          - bo jest rozwódką/samotną matką i na razie nie chce mieszać dziecku w głowie wprowadzając nowego faceta do domu
          - bo akurat ten żonaty jest najprzystojniejszy/najbogatszy spośród wszystkich jej znanych facetów z najbliższego otoczenia
          - bo ma duży temperament, a akurat ten żonaty jest dobry w łóżku

          Podejście, że kochanka zawsze błaga o rozwód i płacze w samotności w poduszkę, jest stereotypowe. Czasami to ona się bawi tą sytuacją, tym żonatym facetem, traktuje go jedynie jako rozrywkę i nic więcej.
          • ritsuko Ty również dorobiłaś ideologię :) 30.01.10, 20:07
            I pewnie masz rację również w pewnym stopniu, natomiast autorka głównego ma sporo racji również. Ja osobiście nie nadawałabym się zupełnie- cenię sobie wyłączność i pełnię przywilejów :)
            • plisowanka Re: Ty również dorobiłaś ideologię :) 30.01.10, 22:44
              ritsuko napisała:
              > Ja osobiście nie nadawałabym się zupełnie- cenię sobie wyłącz
              > ność i pełnię przywilejów :)

              Co do wyłączności to nigdy nie można być tego pewnym. Tylko dwie rzeczy są pewne: śmierć i podatki.

              Co do przywilejów - to kwestia definicji. Nie każda kobieta uważa za przywileje wspólne zamieszkiwanie z mężczyzną i niedzielne obiadki z teściami, zwłaszcza że w ślad za tymi "przywilejami" idą zazwyczaj w parze uciążliwe obowiązki w postaci gotowania i prasowania koszul. Trudno też uznać, że w relacjach damsko-męskich źródłem przywielejów jest zawsze mężczyzna, a nie odwrotnie - to kobieta daje przywileje mężczyźnie.
              • ritsuko Re: Ty również dorobiłaś ideologię :) 30.01.10, 22:57
                > Co do wyłączności to nigdy nie można być tego pewnym. Tylko dwie rzeczy są pewn
                > e: śmierć i podatki.
                I Kevin sam w domu na święta :D
                Wyłączność to też złudzenie wyłączności. prawda jest taka, że w moim przypadku wchodziłoby w grę rzucenie pracy w ramach stałego romansu u mojego mężczyzny- zresztą za dobrze znam jego system wartości :)

                > Co do przywilejów - to kwestia definicji. Nie każda kobieta uważa za przywileje
                > wspólne zamieszkiwanie z mężczyzną i niedzielne obiadki z teściami, zwłaszcza
                > że w ślad za tymi "przywilejami" idą zazwyczaj w parze uciążliwe obowiązki w po
                > staci gotowania i prasowania koszul. Trudno też uznać, że w relacjach damsko-mę
                > skich źródłem przywielejów jest zawsze mężczyzna, a nie odwrotnie - to kobieta
                > daje przywileje mężczyźnie.
                Ja nie uważam gotowania za obowiązek- dla mnie jest to przyjemność- to ja uczę Mego Mężczyznę smaków :). Uwielbiam też uczyć siebie i zawsze współczułam ludziom, którzy nie widzą w tym radości :).
                A wbrew pozorom panowie prasować umieją i jeżeli to czynię, to tylko jeśli sama chcę.
                Przywileje ma każda część związku. I kobieta i mężczyzna, więc nie próbuj wtrącać tu pseudofeministycznych punktów.
                Moim jest właśnie muzyczna dominacja "Me and Mrs. Jones" w domu :)
                • kora3 dziewczyny obie dorabiacie ideologię, a prawda 31.01.10, 00:06
                  jest taka, ze autorlka watku, o czym pisała tu sama kilka dni temu
                  jest po zdradzie partnera i podczas próby odbudowania związku. jak
                  całkiem sporo ludzi w takich sytuacjach, szuka dla niego
                  usprawiedliwienia i całkiem iepotrzebnie skupia się na osobie
                  kochanki. jest to rodzaj psychicznego wentylu: z nim na ten temat
                  nie rozmawia teraz (i w zasadzie dobrze), stara się życ w miare
                  normalnie, ale tylko na zewnątrz, bo wewnatrz niej zdrada i kochanka
                  żyją nadal. Ot i cała sprawa w tym watkiem.
                  • anianiedowiarek Re: dziewczyny obie dorabiacie ideologię, a prawd 02.02.10, 16:24
                    szuka dla niego
                    > usprawiedliwienia i całkiem iepotrzebnie skupia się na osobie
                    > kochanki. jest to rodzaj psychicznego wentylu: z nim na ten temat
                    > nie rozmawia teraz (i w zasadzie dobrze), stara się życ w miare
                    > normalnie, ale tylko na zewnątrz, bo wewnatrz niej zdrada i
                    kochanka
                    > żyją nadal. Ot i cała sprawa w tym watkiem.



                    Dokładnie tak jak napisała Kora. Co wiecej aututorka wątku jest sama
                    zagubiona, bo nie chcę widzieć pewnych rzeczy, a je jednak widzi.
                    Łatwiej mi jest przewalić winę na nieznaną kobietę, i choć nadal
                    uważam to co napisałam na początku, dojrzewam powoli do tego, że ona
                    jest taką samą ofiarą M jak ja.
                    • kora3 Aniu, jestes wielka :) 02.02.10, 18:28
                      Pisząc to co napisałam wczesniej liczyla się z tym, ze mozesz się
                      poczuc urazona - tak się nie stało. To co napisałam, napisłam nie
                      dlatego,zem zołza i przemadrzała, ale z troski o Ciebie. Przeszłam
                      zdradę w swym życiu - raz. Bołało jak diabli. wiec wiem, co czujesz
                      teraz, choc ja odpusciłam goscia, mimo jego wysiłków co do ratowania
                      czegos miedzy nami. Ty wybrałaś inacej - kazdy wie, na ile go stac.

                      Kochana - przestań ty zyc ta kobietą i tą zdradą ! Było i z tego co
                      mówisz - mineło. Pisałam ci w innym wątku o tym, wie nie bede się
                      powtarzac, poza tym, ze przyjmij fakty.
                      Vzy ta pani byla ofiarą? No nie wiem - wiedziala ze gosc zonaty,
                      wiec ...
                      fakt jest taki, ze na jej miejscu mógłby byc ktokolwiek, gdyby bylo
                      inaczej, była to wielka miłosc, to partner nie chcialby powrotu do
                      Ciebie, tylko chciałby byc z nia. wiem,ze mu na razie, moze nigdy
                      nie zaufasz, wiem, ze to obnzyło twa samoocene, ale przyjmij, ze tak
                      bywa, anie ze z toba cos nie tak, ona jakaś szczególna itpp.
                      Powodzenia Aniu :)
                      • anianiedowiarek Re: Aniu, jestes wielka :) 05.02.10, 14:13
                        Dzięki Kora, nie jestem naiwną, nastolatką, wierzącą, że miłość
                        wszystko zwycięży. Na dzień dzisiejszy M się bardzo stara, kwiaty i
                        miłe słoa i gesty stały się powszednie. Kupił mi też samochód
                        na "przeprosiny" bo mój się już rozwalał. Czyli jakby zaczęło się
                        układać. Ale widzisz zadra w moimsercu jest, i raz na jakiś czas
                        bardzo zaboli, kiedy sobie o czymś przypomnę.

                        Gdzieś zresztą ostanio czytałam, że zdrada jednego z partnerów, moze
                        pomóc zwiazkowi. Dziwna teoria, choc zachęcająca dla mnie;-)
                        • kora3 Na głupiutka na pewno nie wygladasz 05.02.10, 14:27
                          Aniu ...

                          Co do ostatniego zdania i tej teorii. Cos w niej jest :) zwykle
                          bowiem bywa tak, ze zdrada nie pojawia sie znikąd. W zwiazku zaczyna
                          być letmnio, nudno, ludzie sie od siebie oddalają, brakuje im
                          ciepła, zrozumienia, zainteresowania (nie wiem, czy tak u was było -
                          piszę ogólnie) i zaczynają tego szukać, zcasem podswiadomie u
                          innych.
                          I zcasem jest tak, ze zdrada uświadamia ludziom, że popełnili błęduy
                          i jakie oraz jest swego rodzaju szokiem i bodźcem do ich
                          naprawiania.
                          Nie polecałabym jednak tego "sposobu" nikomu, bo są ludzie tacy, jak
                          ja: zdrada = koniec, nawet gdy zdajemy sobie sprawę, ze jakoś tam
                          się do tej zdrady przyczynilismy.
                          Powodzenia Aniu i już nie walkuj sprawy tej babki - na jej miejscu
                          mogłby być ktokolwiek, naprawde.
                          • baba67 Re: Na głupiutka na pewno nie wygladasz 10.02.10, 14:16
                            KORCIU, Twoje wyobrazenie o facetach jest idealistyczne. Owszem spora czesc z
                            nich nie pojdzie na babe majac udany zwiazek(pod slowem udany
                            rozumiem-satysakcjonujacy, choc bez klapek na oczach, z pokornym uznaniem ze
                            kazdy ma jakies wady). Ale jest calkiej duza czesc meskiej populacji ktora jesli
                            nie szuka tej wisienki na torcicku to na pewno nie odmowi gdy wisienka sie
                            pojawi i jest cala chetna. Zwlaszcza ze to ma byc mile i niezobowiazujacen(ma
                            byc, po trzecim bzyczku pojawiaja na ogol sie juz aluzje powazno zwiazkowe).
                            Reasumujac zona w porzadku(czasem zrzedzi, niekiedy chodz troche potargana i nie
                            codziennie chce sie bzykac), dzieci udane, dom ogarniety, zycie towarzysko
                            rodzinne tradycyjnei...brakuje tegoz pieprzyku, zeby tak wyrwac sie niby do
                            kumpla, ale na numerek itp klimaty. Tak jest w wiekszosci przypadkow.
                            • kora3 Re: Na głupiutka na pewno nie wygladasz 10.02.10, 19:15
                              baba67 napisała:

                              > KORCIU, Twoje wyobrazenie o facetach jest idealistyczne.

                              Mylisz sie, ja po prostu znam życie kochana i unikam stereotypów.
                              Sama sobie kiedyś rozwaliłam związek i owszem uznaje ,ze ne brak
                              było w tym mjej winy. Doszło do zdrady i mimo swiadomosci tej winy,
                              nie chciałam juz byc z tym człowiekiem. ale zrozumiałam co robilam
                              xle i dlaczego, na przyszłosc.

                              Owszem spora czesc z
                              > nich nie pojdzie na babe majac udany zwiazek(pod slowem udany
                              > rozumiem-satysakcjonujacy, choc bez klapek na oczach, z pokornym
                              uznaniem ze
                              > kazdy ma jakies wady). Ale jest calkiej duza czesc meskiej
                              populacji ktora jesl
                              > i
                              > nie szuka tej wisienki na torcicku to na pewno nie odmowi gdy
                              wisienka sie
                              > pojawi i jest cala chetna.

                              a gdzie ja temu zaprzeczam Babo? Nawet wszelako, jak ktoś jest
                              chetną wisienką, chetny na wisienke musi sie liczyć z
                              konsekwencjami :)

                              Zwlaszcza ze to ma byc mile i niezobowiazujacen(ma
                              > byc, po trzecim bzyczku pojawiaja na ogol sie juz aluzje powazno
                              zwiazkowe).

                              Nie wiem nie mam doswiadzcenia Babo, ale nie ma niezobowiazującego
                              seksu, jesli sie z kims jest. Wystarczy, ze ten ktoś sie o tym
                              dowie.

                              brakuje tegoz pieprzyku, zeby tak wyrwac sie niby do
                              > kumpla, ale na numerek itp klimaty. Tak jest w wiekszosci
                              przypadkow.

                              z moich obserwacji - tak jest w przypadku skoków w bok, które róznie
                              się potem kończą. Romans z wyznawaniem i czuciem miłosci zwykle
                              bierze sie z oddalenia i zakochania w komś innym - u obu płci.
                              Kobiety TEZ zdradzają Babo (zaraz sie dowiem, ze gloryfikuje
                              facetów) i z tych samych powodów: nuda, vrak bliskosci, potzeba
                              seksu, potzeba andemaliny, apetyt na innosc.
                              • baba67 Re: Na głupiutka na pewno nie wygladasz 10.02.10, 19:56
                                Romans z wyznawaniem uczucia o ile jest ono prawdziwe jak najbardziej wynika z
                                niezbyt udanego poprzedniego zwiazku. Facet jest palantem,bo najpierw powinien
                                zakonczyc poprzedni, ale nie o tym chce pisac bo nie do tej sytuacji sie
                                odnosilam. Pisalam o sytuacji kiedy malzenstwo faceta jest niezle i on tez tak
                                czuje i tak naprawde szuka przygody. Polujaca na meza predatorka(nieistotne ze
                                cudzego) najpierw udaje kobiete wyzwolona, potem zas zaczyna cos przebakiwac o
                                stalym zwiazku. facet oczywiscie nie chce rezygnowac z nowo poznanej atrakcji i
                                leci Osiecka nawet i kilka lat. Nie ma to nic wspolnego z niedobraniem czy
                                kryzysem-facet lubi miec doope na boku i tyle. I o takich sytuacjach pisala
                                Autorka watku.
                                Napisalam ze masz idealistyczne podejscie, bo uwazasz, ze jak zwiazek jest
                                dobry to facet nie bzyknie na boku. Calkiem spory odsetek bzyknie i jeszcze w
                                podwojnym zyciu zasmakuje. I dla duzej czesci facetow istnieje cos takiego jak
                                niezobowiazujacy seks (tj wydaje im sie ze istnieje).
                                Dkla mnie stereotypem jest wlasnie myslenie ze zdradza sie kiedy w zwiazku jest
                                zle-w przypadku kobiet to bym sie zgodzila, ale nie facetow.
                                • kora3 Re: Na głupiutka na pewno nie wygladasz 10.02.10, 20:10
                                  baba67 napisała:

                                  > Romans z wyznawaniem uczucia o ile jest ono prawdziwe jak
                                  najbardziej wynika z
                                  > niezbyt udanego poprzedniego zwiazku. Facet jest palantem,bo
                                  najpierw powinien
                                  > zakonczyc poprzedni,

                                  w pełni się zgadzam, ale szło mi, jak dobrze zrozumialas o genezze,
                                  a nie o wykonanie.

                                  Pisalam o sytuacji kiedy malzenstwo faceta jest niezle i on tez tak
                                  > czuje i tak naprawde szuka przygody.

                                  Alez ja nigdzie nie zaprzeczam, ze tak nie bywa. Powiem wiecej -
                                  chyba wiekszosc factow szuka przygody, odmiany w zdradach, niz
                                  naprawde mysli o rozstaniu z zoną/ partnerka. Kobiet zreszta takich
                                  tez nie brak Babo. Jak to sie kończy? bywa róznie.


                                  Polujaca na meza predatorka(nieistotne ze
                                  > cudzego) najpierw udaje kobiete wyzwolona, potem zas zaczyna cos
                                  przebakiwac o
                                  > stalym zwiazku.

                                  nie wiem jak to wyglada, nie mam doswiadczenia, eza mialam raz,
                                  wlasnego, bardzo tego załuję. Niczyja kochanka nie bylam, nikogo
                                  nigdy ie prosilam o zwiazek, ani go nie proponowałam, ani wprost,
                                  ani bąkliwie .

                                  > Napisalam ze masz idealistyczne podejscie, bo uwazasz, ze jak
                                  zwiazek jest
                                  > dobry to facet nie bzyknie na boku.

                                  Wskaż taka moja teze, bardzo cie prosze:) nie Babo nie uwazam tak,
                                  natomiast uwazam, ze podloze zdrady moze byc RÓZNE i jednym z nich
                                  moze być kryzys, nawet nieostry w zwiazku. Sama taką sytuację
                                  przezylam i wlasnie tak bylo.

                                  I dla duzej czesci facetow istnieje cos takiego jak
                                  > niezobowiazujacy seks (tj wydaje im sie ze istnieje).

                                  oooo "wydaje sie" to dobre okreslenie:)

                                  > Dkla mnie stereotypem jest wlasnie myslenie ze zdradza sie kiedy
                                  w zwiazku jes
                                  > t
                                  > zle-w przypadku kobiet to bym sie zgodzila, ale nie facetow.

                                  Babo, przepraszam, ale mnie wqrza 10-krotne powtarzanie tego samego.
                                  NIE NAPISALAM, ze to glowny powód zdrad, a tym bardziej,z e jedyny,
                                  tylko jeden z mozliwych!!!! U każdej płci, nie idealizuj kobiet. :)
                                  • baba67 Re: Na głupiutka na pewno nie wygladasz 10.02.10, 20:30
                                    Moze byc kryzys pewnie, zly zwiazek tez, ale w wiekszosci jest chyba Osiecka, i
                                    tu sie zgadzamy.
                                    • kora3 Wysiadam babo :) 11.02.10, 08:46
                                      baba67 napisała:

                                      > Moze byc kryzys pewnie, zly zwiazek tez, ale w wiekszosci jest
                                      chyba Osiecka, i
                                      > tu sie zgadzamy.

                                      serio - bo chyba w porezdnim poscie napisałam,ze chyba dla
                                      wiekszosci skok w bok to po prostu chec na odmiane. Ale ty dalej
                                      swoje :)
                                      • baba67 Re: Wysiadam babo :) 11.02.10, 15:41
                                        Ja sie z Toba zgadzam, co tu jest do rozumienia?
        • Gość: a Re: Syndrom kochanki IP: *.wspol.edu.pl 22.03.10, 05:50
          a
      • sonia.2009 Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 19:34
        ate96 napisała:

        > Jakby było takie dobre to małżeństwo to mężczyzna nie zdecydowałby
        > się na zdradę.


        typowe gadanie kochanki z niska samoocena, ktora usiluje sie
        dowartosciowac: ja mu daje o wiele wiecej niz zina
        hahahahaha
        dupy daje
        nic wiecej :-)
      • baba67 Re: Syndrom kochanki 10.02.10, 12:13
        JEST to mit o tyle szkodliwy ze tak duza czesc tych pan usprawiedliwia swoje
        postepowanie wpuszczajac sie przy tym w kanal.Gdyby malzenstwo bylo rzeczywiscie
        niedobre to 99% by sie pod wplywem kochanki rozpadla,A wiekszosc seie jednak nie
        rozpada.
    • croyance Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 13:29
      Jesli fascynuje Cie temat, kupo sobie ksiazke 'Kochanka - motywy i
      konsekwencje' napisana przez Maje Langsdorff:

      www.allegro.pl/item904140292_kochanka_motywy_i_konsekwencje_maja_langsdorff.html

      Powiem Ci jednak, ze czesc kochanek naprawde nie ma glebokich
      psychologicznych zawirowan, tylko chce seksu bez zobowiazan, a zonaty
      facet nie bedzie za nia lazil i sie odwiadczal, tylko mozna sie z nim
      pobzykac bez widma zaangazowania.
      • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:58
        croyance napisała:

        > Powiem Ci jednak, ze czesc kochanek naprawde nie ma glebokich
        > psychologicznych zawirowan, tylko chce seksu bez zobowiazan

        czyli takie suki krótko mówiąc? :)
        • croyance Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:25
          No, bywaja i takie. I nie spedzaja wieczorow zastanawiajac sie nad zona
          i dziateczkami i proszac Boga i to, by Misiu sie rozwiodl.
          • baba67 Re: Syndrom kochanki 10.02.10, 12:43
            Suki to sa takie co poluja na meza , bo sie zagapily i nie zdazyly zrobic
            desantu na wolnego. Takie co tylko daja i naprawde niczego od faceta nie chca
            procz bzykaniny , nawet ponczoch, niekiedy paradoksalnie malzenstwo ratuja. Nie
            zebym byla za czyms takim, ale potwierdzam ze takie panie istnieja-w
            zdecydowanej mniejszosci, ale istnieja.Wiekszosc to predatorki-choc na poczatku
            udaja ze jest inaczej(i naiwne misie co chcialy sobie tylko ogora zakisic w
            nowej beczce, sie na to lapia).
      • purchawkapuknieta Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:04
        > Powiem Ci jednak, ze czesc kochanek naprawde nie ma glebokich
        > psychologicznych zawirowan, tylko chce seksu bez zobowiazan, a zonaty
        > facet nie bedzie za nia lazil i sie odwiadczal, tylko mozna sie z nim
        > pobzykac bez widma zaangazowania
        .

        :D to jednak są głębokie zawirowania psychologiczne.
        • croyance Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:25
          Ale nie takie, o jakie chodzilo autorce watku (czyli biedna kochanka,
          zebrzaca o milosc ..)
        • biala.chmurka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 22:07
          Chęć seksu bez zobowiązań, bzykanie bez zaangażowania to objaw głębokiego zawirowania psychologicznego?
          Jeśli np. kobieta nie jest w nikim zakochana, jest w takim momencie swojego życia w którym akurat nie darzy uczuciem żadnego faceta, to czy pragnienie seksu jest nienormalne? Można mieć ochotę na seks tylko wtedy, gdy oprócz pragnienia ciała są też jakieś emocje, a jak nie to trzeba cierpieć?
      • land-of-sunshine Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 12:36
        croyance napisała:

        > czesc kochanek naprawde nie ma glebokich
        > psychologicznych zawirowan, tylko chce seksu bez zobowiazan, a zonaty
        > facet nie bedzie za nia lazil i sie odwiadczal, tylko mozna sie z nim
        > pobzykac bez widma zaangazowania.

        ach, ci okropni faceci, raz się z nimi pójdzie do łóżka, a oni już mają w głowie
        trojkę dzieci. albo czwórkę. i zaraz się chcą żenić. serio, ilu już za tobą
        łaziło i się oświadczało po bzykaniu bez zaangażowania?
    • figgin1 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:26
      Też mnie to zastanawia... Ja rozumiem babki, które chcą tylko pobzykać a żonaty
      nie będzie im jojczał o ślub dzieci i wicie gniazda. Dużo kobiet siedzi jednak w
      takich związkach. Gdyby mi się zdarzyło zakochać w żonatym facecie postawiłabym
      ultimatum, albo rozwód albo ja spadam.
      • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:54
        figgin1 napisała:

        > Gdyby mi się zdarzyło zakochać w żonatym facecie

        to przez lata dawałabyś się zwodzić jego czułym słówkom, że niebawem odejdzie od
        żony, że to tylko kwestia czasu, że ciebie tylko kocha a z żoną jest ze względu
        na dobro dzieci czy jakoś tak :D
        • figgin1 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:54
          jan_hus_na_stosie napisał:
          > d
          > żony, że to tylko kwestia czasu, że ciebie tylko kocha a z żoną jest ze względu
          > na dobro dzieci czy jakoś tak :D
          >
          Jasiu, zdradź mi, co ty bierzesz? No przecież niepodobna na trzeźwo uroić sobie
          zdolności jasnowidzących? Co i rusz zachowujesz się, jakbyś życie prywatne
          swoich rozmówców znał lepiej niż oni.
      • zmienna_elfka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:21
        Ja natomiast myślę, że aby coś oceniać trzeba znaleźć się w takiej
        sytuacji. Miłość czy też zakochanie / stracenie głowy dla faceta
        rządzi się swoimi prawami. I nie ma się co zarzekać 'ja zrobiłabym
        to i to' dopóki życie nie postawi nas w danej sytuacji. Zaznaczam,
        że nie jestem ani żoną ani kochanką coby uciąć domysły ;) Pozdrawiam,
        • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:24
          zmienna_elfka napisała:

          > Miłość czy też zakochanie / stracenie głowy dla faceta
          > rządzi się swoimi prawami.

          a guzik prawda, nie widzę najmniejszego powodu aby rozróżniać głupotę/zło
          czynione z powodu miłości/zakochania od tego z innych pobudek
          • zmienna_elfka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:29
            Pisałam to odnośnie postu powyżej - ja zachowałabym się tak a tak :P
            Po co zakładać jakiś schemat zachowań (tylko hipotetycznych) jeśli
            życie może pokazać coś zupełnie innego?? I czasem nasze najgorliwsze
            zarzekanie się bierze w łeb jak strzeli nam coś do głowy. W końcu
            mówi się, że zasady są po to aby je łamać ;)
            • fuks0 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:31
              >W końcu
              > mówi się, że zasady są po to aby je łamać ;)

              Tak mówią osoby, które mają bardzo słabą wolną wolę. To jest taki rodzaj
              "usprawiedliwienia", umniejszenia swojej "winy".
              • zmienna_elfka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:34
                Heh, a zauważyłeś ;) przy ostatnim zdaniu?? Jeśli nie - to traktuj
                moją ostatnią wypowiedź z przymrużeniem oka :P Pozdrawiam :)
          • azalia21 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:03
            otóż to
        • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:40
          zmienna_elfka napisała:

          > Ja natomiast myślę, że aby coś oceniać trzeba znaleźć się w takiej
          > sytuacji. Miłość czy też zakochanie / stracenie głowy dla faceta
          > rządzi się swoimi prawami.


          Chyba nie do końca tak. Zakochanie, to jedno, ale budowa związku
          dzielenie się z kimś ukochanym, nerwowe oczekiwanie na skradzioną
          chwilkę, to chyba jednak nie szczyt marzeń osoby ceniącej swoją
          wartość. Co z tego, że ma się dla siebie dwie trzey godzxiny kogoś
          kto i tak fizycznie jest przy innej kobiecie?
          • zmienna_elfka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:49
            W zupełności się z Tobą zgodzę i to jest w pełni logiczne, jednak
            kobieta z przysłowiowymi klapkami na oczach nie myśli i nie działa
            logicznie, przynajmniej cały czas. Jestem sobie w stanie wyobrazić
            sytuację, że ta dzieląca się swoim ukochanym facetem jest nim tak
            zauroczona, że godzi się na różne rzeczy, a te kilka godzin z nim
            traktuje jak podarunek od losu... znałam takie przypadki :)
            • msbrokos Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 15:28
              zmienna_elfka napisała:

              Jestem sobie w stanie wyobrazić
              > sytuację, że ta dzieląca się swoim ukochanym facetem jest nim tak
              > zauroczona, że godzi się na różne rzeczy, a te kilka godzin z nim
              > traktuje jak podarunek od losu... znałam takie przypadki :)

              Przepraszam, ale z ciekawości zapytam. Mówisz może na własnym przykładzie?
              Wiązałaś się kiedyś z żonatym i dzieciatym facetem będąc zwodzona miłością i
              zakochaniem?

              Bo dla mnie sytuacja gdy kobieta wiąże się z żonatym facetem jest dość
              patologiczna. Mówimy tu o permanentnym stanie bycia w związku w którym facet po
              kilku godzinach wraca do domu, do żony. Rozmawiamy o stanie
              umysłowym/intelektualnym/mentalnym kobiety, która świadomie zgadza się na
              pozostawanie tą drugą. Nie można jak już ktoś wcześniej wspomniał miłością i
              zauroczeniem tłumaczyć czynionego przez siebie zła. Czynionego także sobie.

              Jeśli mogę to chciałbym Cie zapytać czy Ty byś się zgodziła na taki związek?
              Zakochałabyś się w facecie żonatym i była z nim mimo iż nie robi nic w kwestii
              uregulowania statusu cywilnego? Bo wybacz, ale argumentów o miłości i ukochaniu
              to może chyba używać niedojrzała nastolatka. Dla mnie miłość nie jest
              usprawiedliwieniem tego, że ktoś szkodzi sobie lub jakiejś innej rodzinie.
              • rikol Re: Syndrom kochanki 02.02.10, 19:22
                Jest roznica miedzy zwiazkiem a seksem. Do zwiazku zonaty (czy zajety) facet sie
                nie nadaje. Do seksu natomiast moze sie nadawac.
          • dr_dr_x Tak dla tych chwil wlasnie! 30.01.10, 23:01
            Kochanka moje panie to kobieta bardzo bardzo bardzo samotna I
            zapominacie o tym - patrzac na te kobiete z punktu widzenia zon i
            matek, ktore nie byly same przez lata. Bylam w takiej sytuacji.
            Przez 4 lata - po nieudanym zwiazku z chlopakiem, w ktorym sklonnosc
            do alkoholu wziela gore - staralam sie dojsc do siebie. Mieszkalam
            sama, sama jadlam.... To udreczajace. czekalam na wielka miloc... I
            poznalam na wakacjach cudownego faceta.Do niczego wtedy nie doszlo
            Taka fascynajca osoba Przyjechal do mnie po 2 miesiacach... Wtedy
            nie mialo dla mnnie znaczenia ze jest zonaty (w separacji jak
            zapewnial) Bylm tak zdesperowana i spragniona bliskosci w koncu ze
            spedzilismy najcudowniejszy weekend. Potem nastepny i nastepny. I
            zakochalam sie jak nigdy. Zostawilam go po pol roku bo poczucie
            wartosci mi nie pozwalalo. Zaprosilam jak bedzie rozwiedziony. Ale
            wpuscilam po 3 miesiacach mimo ze nie byl.Potem on zostawil mnnie i
            gdy juz nie bylismz razem rozwiodl sie. Nigdy do siebie nie
            wrocilismy. Rozwiodl sie, bo zona go zdradzila.Ironia prawda. Wtedy
            wiedzialam,ze nie bede z kims, kto jest zaklamany i perfidny. Taka
            historia. A teraz mam cudownego faceta zaraz bierzemy slub.
            • e.i.t.h.e.l Re: Tak dla tych chwil wlasnie! 31.01.10, 01:10
              Dużo szczęścia i miłości życzę! :)
            • zawszefrutella Re: Tak dla tych chwil wlasnie! 01.02.10, 12:59
              ale trzeba wziąć poprawkę na to, ze niektórzy ludzie to z natury
              samotnicy, ja np. bardzo lubię tylko swoje towarzystwo, zawsze
              znajdę sobie jakieś zajęcie, i nie lubię dzieci, więc żadne
              instynkty macierzyńskie mi nie grożą, uwielbiam sex, więc byłabym
              idealnym materiałem na kochankę! Ale mam męża i na razie nici z
              tego.
      • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:37
        figgin1 napisała:

        > Też mnie to zastanawia... Ja rozumiem babki, które chcą tylko
        pobzykać a żonaty
        > nie będzie im jojczał o ślub dzieci i wicie gniazda. Dużo kobiet
        siedzi jednak
        > w
        > takich związkach. Gdyby mi się zdarzyło zakochać w żonatym facecie
        postawiłabym
        > ultimatum, albo rozwód albo ja spadam.


        Widzisz, mi nie chodzi o zamężne kobiety, które z jakiś tam powodów
        mają drobny skok w bok. Dziwi mnie sytuacja, kobiety która dąży do
        założenia NOWE Swojej rodziny, próbując rozbić inną już istniejącą.
        • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:42
          anianiedowiarek napisała:

          > Dziwi mnie sytuacja, kobiety która dąży do
          > założenia NOWE Swojej rodziny, próbując rozbić inną już istniejącą.

          a mnie nie dziwi wcale, bardzie dziwi że takich kobiet jest jeszcze stosunkowo
          mało, ale myślę że liczba ta systematycznie będzie rosła...
        • figgin1 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:09
          Niezamężne babki też mogą mieć skok w bok. Naprawdę, są kobiety, którym nie
          zależy na założeniu rodziny.
    • deczko Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:33
      A mnie zastanawia, ze kochanka i zona opluwaja sie wzajemnie, zamiast skupic sie
      na glownym winowajcy. Niska samocena jest na pewno u kochanki, u zony strata
      poczucia bezpieczenstwa, a biedny Misiu zalicza dwa numerki.
      • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:41
        deczko napisał:

        > A mnie zastanawia, ze kochanka i zona opluwaja sie wzajemnie,
        zamiast skupic si
        > e
        > na glownym winowajcy. Niska samocena jest na pewno u kochanki, u
        zony strata
        > poczucia bezpieczenstwa, a biedny Misiu zalicza dwa numerki




        To inny temat do dyskusji. Inny aspekt. Tak jak rozmowa wybaczyć czy
        nie.
        • deczko Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 21:10
          > To inny temat do dyskusji. Inny aspekt. Tak jak rozmowa wybaczyć czy
          > nie.

          Niekoniecznie. Przyznam, ze zycie i motywy kochanki w ogole mnie interesuja. Jej
          zycie, jej wybor. Wiele kobiet jest w o wiele bardziej destrukcyjnych zwiazkach
          i nie odchodzi od swoich partnerow. Takze dzielenie sie partnerem z jakas pania
          i nie afiszowanie sie swoim zwiazkiem, mozna przelknac, oczywiscie do czasu.
          Wszystko zalezy od zelaznej psychiki, a takze wyrachowania obydwoja kochankow.

          Ja nie moge zrozumiec, jak kobieta zdradzona i kobieta zdradzajaca, walcza o
          tego partnera, ktory je krzywdzi i nie ma w stosunku do nich za grosz szacunku?!
          Zamiast doprowadzic faceta do parteru, zona umawia sie z kochanka, albo wysyla
          smsy, zeby ta trzecia dala sobie spokoj z jej misiem.

          Nawet jesli ktoras wyjdzie z tej walki zwyciesko, jak mozna takiemu facetowi
          zaufac?
          --
          Deczko o sobie...
    • mamba8 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 14:58
      Ja znam przypadki, że mąż jednak się rozwiódł dla kochanki, więc zdarza się. Nie
      sądzę by był jeden model kochanki. Różne są ludzie i motywy...i już.

      Nie rozumiem całej nagonki na kochanki (jakoś mało się słyszy psioczenia na
      kochanków ;) nikt nie jest niczyja własnością nawet poprzez małżeństwo...bo
      każde małżeństwo można zakończyć. To winny jest mąż, a nie jakaś tam kochanka.
      • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:00
        mamba8 napisała:

        > To winny jest mąż, a nie jakaś tam kochanka.

        Oczywiście, że mąż, ale jak to mówią gdyby suka nie dała to by i pies nie wziął :]
        • mamba8 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:04
          Itammmm. Nadal będę upierała się przy tym, że ludzie różnią się czymś od zwierząt...
        • princess_yo_yo Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:06
          tak, tak, tylko biednemu jankowi nikt nie daje... najwyrazniej to
          rozdawnictwo nie takie powszechne jakby sie co poniektorym moglo
          wydawac.
          • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:09
            hehe, nie każdy pies poleci na pierwszą lepszą sukę z cieczką :]
          • mamba8 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:19
            A ty wiesz czy nie wiesz czy mu ktoś daje. Nie sądzę by to była twoja sprawa
            zresztą.
            • princess_yo_yo Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:25
              ty za to nie widzisz problemu w przytaczaniu na forum prostackiego
              powiedzenia o psie i suce ktorym to zazwyczaj bronia sie
              gwalciciele - przykre.
              • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:28
                princess_yo_yo napisała:

                > ktorym to zazwyczaj bronia sie
                > gwalciciele - przykre.

                że co proszę? ktoś chyba powinien sobie walnąć baranka i na pewno nie jestem to
                ja :]
                • princess_yo_yo Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:36
                  zdaje sobie sprawe ze w kontekscie twojej wypowiedzi ten idiotyczny
                  tekst mial inny wydzwiek ale nie zmienia to faktu ze jest to
                  sztandarowy argument pt. sama chciala w bardzo nieprzyjemnych
                  sytuacjach. osobiscie nie znosze tego powiedzenia ale tym akurat
                  nikt tutaj nie musi sie przejmowac.
        • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:42
          jan_hus_na_stosie napisał:

          > mamba8 napisała:
          >
          > > To winny jest mąż, a nie jakaś tam kochanka.
          >
          > Oczywiście, że mąż, ale jak to mówią gdyby suka nie dała to by i
          pies nie wziął



          Ludzie to nie zwierzeta
          • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:43
            anianiedowiarek napisała:

            > Ludzie to nie zwierzeta

            masz rację, ludzie są dużo gorsi i bardziej perfidni od zwierząt :]
        • kora3 Naiwny Janie, ja ci to wyjasnie :) 30.01.10, 11:17
          jan_hus_na_stosie napisał:
          .
          >
          > Oczywiście, że mąż, ale jak to mówią gdyby suka nie dała to by i
          pies nie wziął
          > :]
          >
          To zdanie bardzo chetnie przytaczają zdradzone panie, jak widze
          nieobce jest także panom:)

          Nasuwa mi się w takich sytacjach zawsze inne zdanie z psem w
          roli :). otóz"Jak się chce psa uderzyć, kij sie zawsze znajdzie".

          Jeśli nie zrozumiałes tak z punktu, to wyjasnię: jakby TA konketne
          suka nie dała szukajacemu wiadomo czego psu, to ina dałaby :) - to
          pies szuka i znajduje - proste. :)

          >
        • skarpetka_szara Re: Syndrom kochanki 04.02.10, 19:05
          Gdyby maz nie dal, to by suka nie wziela.


          jan_hus_na_stosie napisał:

          > Oczywiście, że mąż, ale jak to mówią gdyby suka nie dała to by i
          pies nie wziął
          > :]
          >
          >
          >
      • kirkunia Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:28
        Niby tak, niby nie...

        Zdradzajacy (i odchodzący) facet to... Nawet jeśli w zwiazku jest
        tak sobie, to zgrabne zagrania kochanki mogą uniemożlwić poprawę. A
        już najlepiej jeśli żona idiotka nie ma pojęcia o jej istnieniu i
        miota się, co się właściwie dzieje.

        Oboje są siebie warci. Suka i suk.
    • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:03
      Droga autorko zafascynowana tematem kochanek;)
      Mogłabym zaspokoić Twoją ciekawość i poopowiadać co nieco z mojego 7-
      letniego bardzo udanego związku z żonatym mężczyzną, ale nie za
      bardzo mi się chce;).

      Powiem tylko, że już rozkminialiśmy to kiedyś na pewnym forum, wątek
      rozrósł się do 300 postów, a na koniec powiedzieli i tak, że to
      niemożliwe, że prowokacja, że czują się oszukani itd.itp. :-)

      W każdym bądź razie mogę zapewnić, że jestem kochana, moje potrzeby
      intelektualne, emocjonalne, seksualne i każde inne są zaspokajane.
      Mój ukochany wychodzi ze skóry, żeby być ze mną w każdej ważnej
      chwili mojego życia - gdy przechodziłam załamanie nerwowe przy półce
      z chipsami;), gdy kupowaliśmy mieszkanie dla mnie, samochód, kanapę
      nawet, czy też gdy latał po całym mieście z moją praca magisterską -
      bo trzeba było ją oprawić, zawieźć do promotora, później musiał
      przyjąć ją dziekanat itd.
      Nawet jak leżałam w klinice po operacji to mnie odwiedzał i gawędził
      sobie z anestezjologiem. Więc nie znam słowa - niedasię.
      Słowem - mogę na niego liczyć, gdy go potrzebuję.
      Ma po prostu wystarczająco dużo zasobów (wszelakich), by żyć z
      dwiema kobietami.
      Na pewno nie jest to związek dla każdego, ale dla mnie praktycznie
      idealny, taki związek na 1/2 etatu:-)

      Aha, no i oczywiste jest, że każdemu z nas (znaczy z naszej trójki)
      w tym trójkącie jest z pewnych powodów bardzo wygodnie.
      • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:08
        panna_cotta78 napisała:

        > Aha, no i oczywiste jest, że każdemu z nas (znaczy z naszej trójki)
        > w tym trójkącie jest z pewnych powodów bardzo wygodnie.

        skoro jego żona lubi dzielić się penisem swojego męża z inną kobietą to cóż,
        dużo szczęścia życzę waszej trójce :D
        • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:12
          Dziękujemy bardzo, mamy zamiar spędzić ze sobą całe życie:-)
          • grassant Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:39
            panna_cotta78 napisała:

            > Dziękujemy bardzo, mamy zamiar spędzić ze sobą całe życie:-)

            nic trudnego, k/mnie mieszkają 2 kobiety z jednym mężczyzną i córką
            jednej z nich...:D Juz wiele, wiele lat...
      • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:43
        A żona o tobie wie?
      • purchawkapuknieta Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:08
        i to wszystko mówisz bez grama zażenowania?
        • mruff Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:13
          purchawkapuknieta napisała:

          > i to wszystko mówisz bez grama zażenowania?

          Nie mnie oceniać życie innych. Ich sprawa.

          w temacie zdrad raczej nic mnie już nie zaskoczy.
      • ka.rro Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:28
        panna_cotta78 napisała:
        Nawet jak leżałam w klinice po operacji to mnie odwiedzał i gawędził
        sobie z anestezjologiem.

        Nawet...
        :/
        W tym zdaniu pokazujesz, że uważasz się za kogoś gorszego.
        • stinefraexeter Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:50
          ka.rro napisała:

          > panna_cotta78 napisała:
          > Nawet jak leżałam w klinice po operacji to mnie odwiedzał i gawędził
          > sobie z anestezjologiem.
          >
          > Nawet...
          > :/
          > W tym zdaniu pokazujesz, że uważasz się za kogoś gorszego.


          Pięknie ujęte. CHyba dziewczyna nie zdawała sobie sprawy jak to brzmi. NAWET
          mnie odwiedził w szpitalu, NAWET mnie wspierał w trudnych chwilach. Innymi
          słowy, traktuje mnie niemal jak własną żonę... ;) No rzeczywiście, zaszczyt
          niesamowity...
          • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:18
            stinefraexeter napisała:

            > ka.rro napisała:
            >
            > > panna_cotta78 napisała:
            > > Nawet jak leżałam w klinice po operacji to mnie odwiedzał i
            gawędził
            > > sobie z anestezjologiem.
            > >
            > > Nawet...
            > > :/
            > > W tym zdaniu pokazujesz, że uważasz się za kogoś gorszego.
            >
            >
            > Pięknie ujęte. CHyba dziewczyna nie zdawała sobie sprawy jak to
            brzmi. NAWET
            > mnie odwiedził w szpitalu, NAWET mnie wspierał w trudnych
            chwilach. Innymi
            > słowy, traktuje mnie niemal jak własną żonę... ;) No rzeczywiście,
            zaszczyt
            > niesamowity...

            Ej, dziewczęta, ale ja to napisałam w trochę innym znaczeniu. Tyle
            się mówi o tym, że trzeba wziąć ślub, bo inaczej partner/ka nie będą
            dopuszczani do siebie w szpitalu, nie będą mogli decydować o
            leczeniu. A tu proszę, wszystko można, jak się chce.
            • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:22
              Aha, i jeszcze jedno. Przy porodzie też będzie:-)
              • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 22:03
                jeszcze bokiem ci to wszystko wyjdzie, zobaczysz, wspomnisz moje słowa :)
                • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 22:22
                  oj, janku, już za wszystko to, co on do tej pory dla mnie zrobił, do
                  śmierci mu się nie wypłacę.
                  Więc jak to tak - ja ci mówię, że on mnie uratował, a ty, że jeszcze
                  pożałuję?;)
                  • uniwr Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 15:39
                    panna_cotta78 napisała:
                    > Więc jak to tak - ja ci mówię, że on mnie uratował, a ty, że jeszcze
                    > pożałuję?;)

                    Tak to już jest z dogmatykami :)
                  • msbrokos Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 16:05
                    panna_cotta78 napisała:

                    > oj, janku, już za wszystko to, co on do tej pory dla mnie zrobił, do
                    > śmierci mu się nie wypłacę.
                    > Więc jak to tak - ja ci mówię, że on mnie uratował, a ty, że jeszcze
                    > pożałuję?;)

                    Współczuje Ci. Twój facet, o przepraszam, Twój sponsor zrobił z Ciebie swoją podręczną, stałą dziwkę. Za to, że Cie utrzymuje, kupuję Ci mieszkanie, sponsoruje, zgadzasz się na zaspokajanie jego potrzeb seksualnych. Za to iż utrzymuje pozory normalnych relacji partnerskich jesteś mu nawet (sic!) wdzięczna. Swoją własną godność stłumiłaś w sobie na tyle, że naprawdę wierzysz że Twój sponsor jest Twoim dobroczyńcą.

                    Nie kochana, on jest tylko Twoim klientem. I nie myśl, że na starość gdy Twa "usługa" straci na wartości Twój klient będzie dalej sponsorował leciwą już kurtyzanę. Być może właśnie instynkt samozachowawczy podpowiedział Ci, że mądrzę będzie zostać matka jego dziecka. Gdyby jednak tatuś okazał się mniej hojny i skory do brania odpowiedzialności finansowej za wychowanie swej latorośli lepiej dój go z kasy puki młoda jesteś. By Ci przypadkiem nie pozostało recytowanie znanych śpiewek wśród podobnych Tobie długoletnich porzuconych kochanek o nikczemności i kłamliwości płci męskiej...

                    Tak naprawdę to współczuje jeszcze bardziej Twojemu dziecku. Ciekawe czy gdy podrośnie na tyle by zrozumieć relacje jakie łączą Cie z jego ojcem będzie dumny z mamusi dziwki...
                    • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 16:35
                      Ale pierd.olisz jak potłuczony/a :DDD

                      Mieszkanie jest na kredyt i jest tylko moją własnością. A ja pracuję
                      w międzynarodowej firmie, zarabiam duuuużo powyżej średniej
                      krajowej, na dodatek studiuję kolejny fakultet, bo chcę zyskać
                      dodatkowy zawód. Do tego jeszcze jakby mi było mało, idę do Istytutu
                      Goethego, bo chcę się przygotować do zdania egzaminu KDS.
                      A mój ukochany chwilowo jest ...bezrobotnym rolnikiem:-).

                      Więc widzisz, co innego życzeniowe postrzeganie świata, a co innego
                      realna rzeczywistość:-)
                      • gtomasso Ładne kwiatki... 31.01.10, 17:25
                        I tu widać jak bardzo taki KRUS jest złodziejski - koleś nawet jak jest
                        bezrobotny to i tak posiada 'wszelakie zasoby' na utrzymanie dwóch rodzin... ale
                        na normalne składki emerytalne to już biedaka pewnie nie stać ;) Dzięki za te
                        informacje, mam nadzieję że m.in. takie przykłady pomogą zreformować ten twór...

                        A co do meritum - mamy wspaniałe społeczeństwo, jak wynika z wypowiedzi na
                        forach. Dobrze zarabiające, szczęśliwe, światowe wręcz standardy - żonka w
                        jednej willi, kochanka w drugiej, dzieci razem w trzeciej z niańką i wszyscy
                        strasznie happy...
                        Nie wiem, coraz słabiej ogarniam ludzkie systemy wartości i ich motywacje...
                        aczkolwiek pewne jest jedno - ci najbardziej uczciwi i porządni i tak zawsze
                        zostaną na końcu najbardziej wyrolowani.

                        Gratuluję szczęścia i radości, stoisz z pewnością po tej lepszej stronie życia.
                        Inna sprawa, że z takim podejściem to się dopiero okaże jak to będzie, bo zdaje
                        się, że jeszcze młoda jesteś i wiele przed tobą. Ale ok, może ten model wam się
                        uda lepiej niż jakikolwiek inny.

                        Inna sprawa, że nawet dziewczyny więzione i gwałcone latami przez
                        ojców/porywaczy (można sobie wybrać) i mające z nimi dzieci też bywają
                        szczęśliwe... a przynajmniej tak im się wydaje ;)
                        Wiem, drastyczne, ale czy nie prawdziwe? Pzdr ;)
                      • agamagda Re: Syndrom kochanki 01.02.10, 13:50
                        Wiesz, co nie oceniam Cię, każdy orze jak może. Ale, również
                        pracowałam długo w międzynarodowej korporacji, i widziałam parę
                        podobnych historii do Twojej. Żadna nie skończyła się happy endem.
                        Tz. kochanki wpędzały się w lata, zdobywając kolejne stopnie
                        kariery, która zawsze się załąmywała. koło 40-stki były samotnymi,
                        atrakcyjnymi kobietami, z kolejnymi, coraz krótszymi i frustrującymi
                        je związkami. Życzę Ci Panno Cotta 78 aby ciebie to nie spotkało.
                      • skarpetka_szara Re: Syndrom kochanki 04.02.10, 21:30
                        znam bardzo podobna historie. dziewczyna ladna, po dobrej szkole,
                        nawet z dobra praca, ale juz 30stka na karku a ona nadal z tym
                        dziadem starym ! Niby kupuje, pomaga, niby troszczy sie o nia, ale
                        jak obiecywal rozwod piec lat temu tak nadal obiecuje.... A
                        dziewczyna za piec lat pewnie sie obudzi - ale bez faceta, bez
                        dzieci, ale z duzym plazmowym telewizorem w duzym pokoju.
                        • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 04.02.10, 21:51
                          październik 2011 - to termin, kiedy zamierzamy rozpocząć starania.
                          Nawet jeżeli zaskoczę za pierwszym razem (w co wątpię, bo patrząc
                          realnie efektów można się spodziewać po ok. 6 miesiącach prób), to
                          będzie akurat dobry czas. Zdążę skończyć obecne studia i się
                          obronić. Jest mi to potrzebne dla przyszłości mojej i nie tylko, bo
                          obecnie praca z dojazdami zajmuje mi 11 godzin.
                          Abstrahując już od tego, że ja wcale nie pasuję do korporacji,
                          znalazłam się tam w sumie przez przypadek, łowcy głów mnie wyłapali.

                          A tak, to poprowadzę działalność gospodarczą, dziecko na 4-5 godzin
                          do żłoba, a mamusia zarabia na chlebek i ptasie mleczko;)
                          To są wszystko bardzo konretne, wielokrotnie rozważane i uzgadniane
                          plany. Łącznie z tym, jak będę rodzić i czym będę karmić ssaka.

                          A tzw. moralnością proszę z łaski swojej nie zawracać mi dupy;).

                          Obiecuję, że przyjdę i opowiem, jak realizują się plany. Nie
                          obecuję, że na tym samym forum i pod tym samym nickiem:).
                          • Gość: agnieszkaśmieszka do panny coty IP: *.chello.pl 05.02.10, 08:56
                            Panna cota, no to teraz powiedz wreszcie, gdzie tkwi w tobie ten defekt? Skoro jest jednak na tym świecie trochę wolnych, normalnych facetów (uwierz, wiem z autopsji), ty jesteś taka wspaniała, mądra, wykształcona, wyszczekana i zorganizowana, to co z tobą nie tak, że znalazłaś sobie faceta, którym dzielisz się z inną kobietą, pozwlasz, żeby moczył swojego kija nie tylko u ciebie? Nie wyobrażasz sobie czasami, jak on to robi z żoną, jak w łóżku, chcąc nie chcąc, okazuje jej jakieś uczucia? A może jeszcze z kimś innym? Masz pewność, że w jego życiu nie ma jeszcze jednej takiej jak ty? No więc, gdzie ten feler? Jesteś brzydsza od innych, a może jesteś histeryczką i nikt normalny by z tobą nie wytrzymał? Może jesteś nudna, egzaltowana, może sztywna? No powiedz wreszcie, myślałaś kiedyś o tym? Tak przy okazji, mam nadzieję, że do października 2011, czyli do daty, od kiedy masz zacząć starania o dziecko, testy na obecność HIV dla kobiet w ciąży będą już obowiązkowe, bo na razie są jeszcze dowolne. W końcu nie wiadomo kto np. posuwa żonę twojego ukochanego, czy ewentualnie kogo jeszcze on posuwa okazjonalnie lub na stałe. Wiem, wiem, dałabyś sobie rękę obciąć, że nikogo:). Jego żona pewnie też by sobie dała. Z tymi twoimi bredniami, które z posta na post są coraz bardziej żałosne, można by jeszcze dalej dyskutować (np. co powiesz temu biednemu dziecku, dlaczego nie ma normalnych rodziców), tylko po co. Widać, że nie jesteś z tych, które coś zrozumieją lub zmądrzeją. No i nie czuj się zobowiązana do opowiadania, jak realizują się twoje chore plany. Myślę, że tak naprawdę nikt nie jest tego ciekawy, nie jesteś na tyle interesującym przypadkiem, żeby ktoś to śledził z wypiekami na twarzy. A różnych dewiacji, patologii i anomalii wystarczająco dużo wylewa się z telewizji, prasy i internetu. Akurat na opowieści o twojej małej patologii, takiej jakich mnóstwo pod słońcem, nikt nie będzie czekał.
                            • panna_cotta78 Re: do panny coty 05.02.10, 09:58
                              Moja droga, Tobie absolutnie nie czuję się zobowiązana do
                              opowiadania o realizacji moich planów:).
                              Pozwój jednak, że to ja zdecyduję, kiedy i jak będę na ten temat
                              pisać.
                              Ty możesz się jedynie pobulwersować:P

                              A, no i dzięki za poprawienie humoru z samego rana, zawsze to dobrze
                              przeczytać coś zabawnego do porannej kawy.
                              • Gość: Agnieszkaśmieszka Re: do panny coty IP: *.chello.pl 10.02.10, 09:35
                                panna_cotta78 napisała:

                                > Moja droga, Tobie absolutnie nie czuję się zobowiązana do
                                > opowiadania o realizacji moich planów:).
                                > Pozwój jednak, że to ja zdecyduję, kiedy i jak będę na ten temat
                                > pisać.

                                Ojoj, zaraz mi wątroba pęknie ze śmiechu!!!:) Decyzja kiedy i jak będę na ten temat pisać - zabrzmiało, jakbyś nosiła się z decyzją co najmniej o napisaniu i wydaniu powieści, która ma szansę stać się bestselerem! Rzeczywiście jest o czym pisać, gratuluję dobrego samopoczucia. Przecież takich panienek, jak ty, jest w dzisiejszych czasach na pęczki i pomyśl, co by było, gdyby każda chciała tak pisać o swoim bagienku. Internet stałby się już zupełnym rynsztokiem. Rozumiem, że jak się ma cudzego faceta, na pół etatu, to przychodzi się wieczorem do pustego domu i nie mając do kogo buzi otworzyć, siada się przed kompem i wypisuje głupoty na różnorodnych forach, usiłując przekonać ludzi, których nic a nic to nie obchodzi, a może przede wszystkim samą siebie, jakaż to ja jestem szczęśliwa.

                                No cóż, to ja idę się dalej pobulwersować ;), a ty może jednak nie czekaj do zajścia w ciążę z tymi testami na HIV, tylko zrób je czym prędzej, bo skoro, jak sama mówisz, masz moralność w dupie oraz partnera seksualnego, mającego więcej niż jedną partnerkę, to jednak jest to podstawa w twoim przypadku:)

                                Bez odbioru.
                    • rikol Re: Syndrom kochanki 02.02.10, 19:28
                      Nie jest klientem bardziej niz wobec zony, ktora tez utrzymuje. Zreszta
                      malzenstwo w dobie kobiet zarabiajacych grosze JEST prostytucja. Tylko
                      niezalezna finansowo kobieta jest wolna, takze i w sferze seksualnej.
              • magiczna_marta Re: Syndrom kochanki 01.02.10, 21:04
                panna_cotta78 napisała:

                > Aha, i jeszcze jedno. Przy porodzie też będzie:-)

                Moze bedzie- chyba ze sie zona pana rolnika zacznie domyslac i
                zostaniesz sama jak palec, ale mi super perspektywa.
                • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 05.02.10, 14:07
                  > panna_cotta78 napisała:
                  >
                  > > Aha, i jeszcze jedno. Przy porodzie też będzie:-)


                  Skoro tak sądzisz, optymistko, to zagraj też w totka, sądzę, że masz
                  wiekszą pewność trafienia szóstki, niz tego, czy twój kochanek
                  bedzie przy porodzie twojego dziecka.
                  Mój M, też obiecywał swojej kochance złote góry, i miłość do
                  grobowej deski, tyle, ze mimo wszystko na wyprowadzę od wrednej
                  jedzy czyli mnie się nie zdecydował.
                  • panna_cotta78 Re: Syndrom kochanki 05.02.10, 14:31
                    Żal mi Ciebie, Aniu, tak po prostu po ludzku żal. Mąż Cię upodlił,
                    jak zresztą już koleżanki na emamie ci napisały, ani nie żałuje
                    romansu, ani Ciebie nie kocha, na dodatek zupełnie jawnie przyznał,
                    że to kochanka jest najlepszą "rzeczą", jaka mu się w życiu
                    przydarzyła, a nie ukrywa, że z Tobą został z obowiązku.
                    Smutne to takie życie, a Ty się cieszysz, że pan i władca kupuje Ci
                    samochód, bo nawet nie masz własnych środków na życie, i za dobrze
                    wiesz, że jeżeli próbowałabyś odejść, to nawet alimentów nie
                    zobaczysz.
                    Ok, możemy się tak bawić, ja będę współczuć Tobie, Ty mnie, ale Ty
                    robisz to w nadziei, że chciaż nad tymi biednymi kochankami możesz
                    pokazać swoją wyższość.

                    Ja tam się z Tobą licytować nie będę, bo to nie chodzi o to, kto tu
                    czuje się wygrany, a kto przegrany, i aby zredukować swój dysonans,
                    musi koniecznie kimś pogardzać.
                    I to już koniec z mojej strony, bo ile można się przepychać wte i
                    wewte, wdawać w jakieś bezsensowne forumowe pyskówki.
                    Ja o swoim udanym życiu ani siebie ani innych przekonywać nie muszę.

                    A napisałam, bo to jednak jest ciekawa historia i (zważywszy na
                    nasze początki) zdarza się jednej na milion.
                    • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 05.02.10, 16:01
                      Ciekawe jest, ze mnie żałujesz, ale dobrze, że to robisz, bo wbrew
                      temu co Ci się wydaje, jesteś dokładnie w tej samej sytuacji co ja,
                      tyle, ze z drugiej strony.

                      Twój kochanek tak samo Cię zdradza, jak mój M mnie.
                      Tyle, że on to robi z kobietą, której złożył przysięgę. I na dzień
                      dzisiejszy, on jej nie zostawił, a na jutro qui vivra, verra....

                      życie jest pełne niespodzianek, wierz mi. Niekoniecznie takich
                      jakbyśmy chciały.
      • ka.rro Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:34
        NIe chciałoby mi się tracić czasu i emocji na faceta, który MOŻE raczy mnie
        odwiedzić w szpitalu.
    • wyzuta Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:04
      masz problem ze sobą, czy z mężem i jego kochanką?
      • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:12
        uderz w stół a kochanka się odezwie :D
    • rzeka.chaosu Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 15:27
      Hmm u mnie na studiach była laska, która spotykała się z żonatym facetem.
      Przychodził po nią po zajęciach, kupował jej książki, bilety, jedzenie (chociaż
      byłoby ją na to stać):) Wynajął jej mieszkanie. Źle nie miała, tylko p 3 roku
      jakoś przepadła. Sympatyczna laska i na pewno bez kompleksów :) A co do etyki -
      jej sumienie, jej życie = jej sprawa.
      • mruff Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:05
        Heh powstał tu śmieszny stereotyp związany z kochanką która to:
        tęskni, płacze, wzdycha, umiera gdy go nie ma przy niej, wyrywa
        sobie włosy z głowy za nim, marzy o tym by odszedł od żony.

        Hłe hłe hłe

        Znam 2 kobiety które sa kochankami.
        Jedna ma 60 lat, od 10 lat jest kochanką i mówiła mi,że nie
        potrzebuje męskich skarpet w swoim domu, a żeby pobzykac się i napić
        z kimś wina nie trzena mieć męża/chłopa na "własność"

        Druga ma 30 lat i nie spotkała fajnego wolnego faceta, ale spotkała
        fajnego zajętego, któy wziął się za nią a ona postanowiła umilić
        sobie życie jego odwiedzinami co któryś weekend.
        • jan_hus_na_stosie Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:13
          tak czy inaczej musi być wredną egoistyczną suką albo idiotką z obniżonym
          poczuciem własnej godności :]
          • mamba8 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:24
            Zapomniałeś dodać, że on też.....
            • wartosc.energetyczna Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 18:50
              mamba8 napisała:

              > Zapomniałeś dodać, że on też.....

              nocoty! facet nigdy nie jest winien. zdrada jest konsekwencją dwóch potencjalnych sytuacji:
              1. żona to suka. zrzędzi, marudzi i ogólnie jakaś nieżyciowa, więc aby zachować zdrowie psychiczne musiał pobzykać na boku, no po prostu musiał.
              2. kochanka to suka. rzuciła się na niego i musiał, po prostu musiał.
        • ka.rro Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:23
          Mruff ma rację, to stereotyp. Ale takiego faceta trzeba uważnie dobrać, żeby
          sobie nie rościł wyłączności i miał podobne podejście do życia. Kwestia
          dopasowania oczekiwań.
          Ale napewno nie jest to opcja na życie dla osób ciepłych lub szukających ciepła
          dla innych, raczej dla ludzi dla których bliskość jest drugorzędną wartością.
          • mamba8 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:27
            Syndrom wyłączności podczas gdy on ma żonę? No prosze Cię...nie mów że jakieś na
            to idą :)
            • ka.rro Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:30
              :D
              Jakieś? Dla wielu panów to jest oczywiste :) Chcą mieć odskocznię, ale taką
              nieskalaną, na wyłączność (i dlatego nie idą do burdelu)
              • mamba8 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:33
                OMG! :D Kochankowie już z nazwy pozbawieni są reguły wyłączności, stąd jestem
                nadal w szoku.
                • ka.rro Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 16:41
                  Oj, rozróżnijmy życie z jego różnorodnością od stereotypów.
                  W potocznym rozumieniu tego słowa kochanka jest zazwyczaj wtedy, kiedy pan ma
                  żonę i znajduje sobie kogoś na boku.
                  Ideał: młode, szczupłe i ładne w pończoszkach i żeby koledzy zazdrościli.
                  DYSPOZYCYJNE (no, nie powiesz, że coś takiego może powiedzieć o sobie mężatka z
                  2 dzieci, więc raczej na kochankę się nie nadaje z definicji). Ale nie chciałby
                  się dzielić z innym samcem, bo to wbrew męskiej naturze :D

                  Dla pań kochanek to: zazwyczaj żonaty facet. One wolne i wzdychające, tracące
                  życie na samotnych wigiliach i czekające z utęsknieniem aż zostawi dla nich
                  wstrętną żonę.

                  I taki jest stereotyp :))
        • madame.live Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 11:58
          Ta druga to TY?
    • venettina Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 17:16
      Kobiety wchodza w dziwne role (faceci tez) nie tylko z powodu
      nieskiego poczucia wartosci.

      Kochanka moze np. zostac kobieta, ktora z roznych przyczyn tak
      naprawde boi sie zwiazku z mezczyna (ma go i zarazem nie jest z nim
      na 100%). Oszukuje siebie, ze jest jej w takim ukladzie dobrze.

      Kochanka moze zostac naiwna dziewczyna, ktora dala sie oszukac. On
      zabierze jej pare lat zycia, zanim ona zrozumie, czyli nauczy sie
      zycia. W sumie bardzo gorzkie doswiadczenie.

      Kochanka moze zostac kobieta z wyrachowania: jakies korzysci sa
      wazne dla niej (relacje, awans) lub wrecz niezbedne do przetrwania
      (pieniadze).

      Tak czy inaczej rola kochanki jest bardzo trudna i mysle, ze takie
      kobiety bardzo traca, czesto rujnuja takze swoje zycie. Tylko
      niektore z nich, te wyrachowane, zimne naprawde korzystaja z faktu
      bycia kochanka.
    • sid.leniwiec Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:11
      > Uwaga nie chodzi mi o kobiety w związkach, decydujące ię na skok w
      > bok, ale o wolną od zobowiązań kobietę, która upatrzyła
      > sobie „zajętego” faceta. Przecież tak naprawdę jest to krzywdzenie
      > siebie, bo jakby akceptowanie, że się nie zasługuje na prawdziwy
      > związek, że ma się jedynie ochłapy z Pańskiego stołu i jest to
      > namiastka relacji – jedyna relacja, na jaką ją stać.

      O jejku, jejku. A niby dlaczego? Bo związkową kobietę masz za lepszą, dlatego,
      że jest w związku? A niesparowana Twoim zdaniem jest gorsza, bo sobie chłopa nie
      złapała? I obowiązkowo traktuje żonatego poważnie i zbiera ochłapy? Bo
      niesparowana nie może bzykać żonatego dla rozrywki? Ergo - lepiej oceniasz
      sparowaną, która zdradza partnera z żonatym, niż singielkę, która jest okrutna,
      bo krzywdzi obcą kobietę?:D

      > Czy kochanka łyka te teksty spragniona męskiej uwagi jak roślina
      > deszczu na pustyni? Jak może się godzić bez ujmy dla poczucia
      > własnej wartości na ukradkowe telefony, romantyczne smsy - wysyłane
      > z kibla - podkręcanie e-mailami z tajnej skrzynki?
      > Jak się czuje gdy daje się bzykać i jednocześnie powoli się
      > zakochuje, bo jej się oksytocyna przy orgazmach wydziela.

      Umarłam. :DDD
      • ca.melia Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:35
        > > zakochuje, bo jej się oksytocyna przy orgazmach wydziela.
        >


        przynajmniej ma orgazmy
        • sid.leniwiec Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 08:55
          Ale może rzeczywiście są kobiety, którym wystarczy bzykanko i już są zakochane,
          bo oksytocyna się wydzieliła?:D Cóż za niewykorzystana przestrzeń dla
          szarlatanów marzących o manipulowaniu ludźmi!:)

          No i ton tego postu, piękne.:) Chyba autorka ma lub miała problem z niewiernym
          facetem (albo tylko myśli przyszłościowo) i próbuje wytworzyć sobie obraz
          kochanki jago godnego pożałowania stworzenia, żeby sobie świat uporządkować.
    • izabellaz1 Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 19:14
      Dorabiasz jakąś filozofię do bzykanka na boku.
      • lonely.stoner Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 21:56
        zakochac sie w kims zonatym czy zajetym to glupota. Musze jednak przyznac ze sama mialam takiego 'przyjaciela' ktory byl zajety (ale nie zonaty), ale sluzyl mi tylko w celu rozrywkowym i nigdy nie chcialabym od niego nic wiecej.
        Z mojeg doswiadzeniam oge powiedziec ze jesli mezczyzna szuka wrzen poazwiazkiem to bedzie dotad szukal az znajdzie, i nie ta, to znajzie sie inna, wiec bycie kochanka i t cala gadka o rozpadzie malzenstw z winy kochanki (sic! jak to brzmiw ogole :) to bzdet. Osobiscie na pewno bym sie w zadne ukladyz kims w kto jest po slubie nie pakowala, ale rozumiem ze komus innemu moze to nie przeszkadzac.
        • zawszezabulinka Re: Syndrom kochanki 29.01.10, 22:41
          male sprostowanie.... kochanka nie krzywdzi zony i dziecka, nawet jak zastawia
          sidla na zonatego.. to robi zonaty, ktory najpierw sie ozenil, zrobil dzieciaka
          a teraz na boku wyladowuje swoje napiecie. nikt go do niczego nie zmuszal.mogl
          uciec od kochanki, powiedziec nie, ale po co... jedziemy do hotelu, zdejmujem
          majty i jazda... nie?
          • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 05.02.10, 14:25
            zawszezabulinka napisała:

            > male sprostowanie.... kochanka nie krzywdzi zony i dziecka, nawet
            jak zastawia
            > sidla na zonatego.. to robi zonaty, ktory najpierw sie ozenil,
            zrobil dzieciaka
            > a teraz na boku wyladowuje swoje napiecie. nikt go do niczego nie
            zmuszal.mogl
            > uciec od kochanki, powiedziec nie, ale po co... jedziemy do
            hotelu, zdejmujem
            > majty i jazda... nie?


            Nie, krzywdzi przez współdziałanie. W prawie karnym (choć dziś
            zdrada nie jest przestepstem) odpowiada za sprawstwo nie tylko ten,
            kto wykonuje czyn zabroniony sam albo wspólnie i w porozumieniu z
            inną osobą, odpowiada również ten, kto, chcąc, aby inna osoba
            dokonała czynu zabronionego, nakłania ją do tego. Podobnie jest ze
            zdradą, moralnie odpowiadają i kochanek i kochanka (o ile oczywiście
            wiedziała, ze facet jest zajety).
    • martishia7 Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 00:42
      Nie będę oryginalna i się powtórzę, tym niemniej to prawda. Chłop nie był
      żonaty, ale solidnie zajęty w omawianym przypadku, ale mam nadzieję, że wniesie
      on jakieś dane do badań. Otóż taki chłop pozwala wyciągnąć to co z
      hedonistycznego punktu widzenia najbardziej atrakcyjne w relacji dwóch osób płci
      przeciwnej, bez całego bagażu obmierzłej codzienności.
      Innymi słowy - seks, randki, kolacje, śniadania do łóżka i oksytocyna, bez
      brudnych skarpet, nieopuszczonej deski i roszczenia o obiad na stole dzień w
      dzień. Na pewnych etapach - wygodne i ekscytujące.
      • wen_yinlu Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 19:25
        > Innymi słowy - seks, randki, kolacje, śniadania do łóżka i oksytocyna, bez
        > brudnych skarpet, nieopuszczonej deski i roszczenia o obiad na stole dzień w
        > dzień. Na pewnych etapach - wygodne i ekscytujące.

        Ale po co z żonatym? Nie lepiej sobie uroczych wolnych chłopców zmieniać co 3
        miesiące? Sorry, ale pchanie się z dupskiem do innych związków to dla mnie
        poniżej godności - jeśli oczywiście się o tych związkach wie. W życiu bym się
        nie wzięła za zajętego faceta, a już w dodatku z dziećmi, gdy tyle singli
        dookoła. Gdzież ci wolny facet z którym spotykasz się odpowiednio krótko będzie
        truł o praniu majtek? Kwiaty, winko, kino, a gdy wkrada się nuda - następny proszę.

        Ja bym się porzygała patrząc na siebie w lusterko, mając świadomość, że ściągam
        panu z tyłka majty uprane czasem nawet ręcznie przez jego żonę. To jakieś takie
        pasożytnictwo nie wprost, zero honoru :) Ugh.
        • onionka Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 20:03

          > Ale po co z żonatym? Nie lepiej sobie uroczych wolnych chłopców
          zmieniać co 3
          > miesiące?

          Nie na kazdym etapie zycia ma sie ochote na taka aktywnosc no i nie
          zawsze czas pozwala na te poszukiwania. Staly kochanek, nawet jesli
          jest zajety to wygodna i bezpieczna opcja dla kogos komu nie marza
          sie dzieci, zabawa w dom, ani funkcja matki milosierdzia. Z kwiatka
          na kwiatek to dobre dla dwudziestolatek bez zobowiazan inne niz
          zaliczenie sesji, na innym etapie zycia to moze wygladac inaczej a
          nie kazda marzy zaraz o rodzinie i budowaniu wspolnej przyszlosci. Z
          kochankiem nie ma rozmow o dzieciach ani planow kredytowych za to
          jest czas dla siebie i swojego wlasnego zycie, wlasnego rozwoju i
          swoich osobistych pasji. Kochanek w tym nie przeszkadza i nie jest
          zazdrosny o czas spedzony bez niego. Jest to przeciez takze w jego
          interesie. Uroczy wolny chlopiec moze miec zupelnie inne
          zapatrywania i jesli ma wiecej niz 20+ to juz bedzie problem.
          Jak to ktos wczesniej najpisal czlowiek sie zmienia i zmieniaja sie
          jego oczekiwania wobec zycia, a to na szczescie nie konczy sie tuz
          po trzydziestce i urodzeniu wymarzonego (lub nie) dzieciatka.
        • completely_new_me bo nie każdy jest tak zepsuty, zaklamany... 31.01.10, 09:27
          ...i wyprany z wyższych uczuć :/ na szczęście, szkoda tylko że jest nas tak mało.
          a opis "szczęśliwego" trójkąta mąż-żona-kochanka to dla mnie jakaś patologia, ja
          bym tak żyć nie umiała :/ no ale każdy żyje jak lubi i jak mu się podoba
    • stara-a-naiwna Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 10:51
      bo kochanka to ktoś tylko na sex
      i początkowo każdy się na tak oczywistą rolę godzi (obie strony)
      inie ma wtym wyższej ideologii. I do tego żeby dwie osoby miały
      cokolwiek współnego razem musi być wola ich obu.

      i nie wiesz jaki procent romansów kończy się tym, ze ktoś się
      zakochuje
      (i to nie zawsze jets kobieta, nawet nie jestem pewna, czy opłaca
      się stwierdzić, że statystycznie częściej jets to kobieta)
      • kora3 Ty też upeaszczasz:) 30.01.10, 11:24
        przynajmniej trochę.

        Oczywiscie bywa tak, ze kochanka, czy kochanek to z załozenia
        człowiek tylko do seksu. Ale nie zawsze, ba nawet nie czesto. Geneza
        zdady bywa rózna. Czestokroć taka, ze ludzie w związku się od
        siebie odlaja emocjonalnie (dlaczego - z tym tez bywa róznie) i gdy
        powstaje pustka, chcą te pustke zapełnic. Zwyle wówczas poszukują
        świadomie, albo podswiadomie kogoś kto ja wypełni. Kogos kto
        wysłucha, zachwyci się, powali, pogaszce, przytuli, przy kim czują
        się atrakcyjni i docenieni. Seks pojawia się jako naturalna
        konsekwencja takiej bliskosci.
        • sid.leniwiec Re: Ty też upeaszczasz:) 30.01.10, 11:29
          No właśnie, mnie rozwala jak ludzie (kobiety?) chcą się pocieszyć, upraszczając
          sobie pojęcie zdrady. Że tylko seks, że kochanka kocha, a facet ma w d..., że
          facet kocha tylko żonę i z tej miłości zdradza.;) Przecież sytuacje bywają tak
          różne, że myślący człowiek nie oszukiwałby się sprowadzaniem pojęcia zdrady do
          jednego, dwóch schematów.
          • kora3 Re: Ty też upeaszczasz:) 30.01.10, 11:36
            No własnie, wóasnie
        • jack20 Re: Ty też upeaszczasz:) 30.01.10, 13:08
          zaprzeczasz sama sobie... bo zawsze pojawia sie seks bo MUSI bo o
          brak takowego dobrego w zwiazku chodzilo.
          niewiele mezczyzn majacy dobry w wystarczajacyym go wymiarze seks w
          malzenstwie potrzebuje kochanki za wyjatkiem typowych sexoholicow
          (ale to procentowo margines).
          • kora3 Re: Ty też upeaszczasz:) 30.01.10, 15:48
            nie ma zadnego zaprzeczenia - jesli ludzie się od siebie oddalaja
            emocjonalnie, czesto wiaże się to takze z oddaleniem łozkowym. Nie
            czuje się juz potrzeby bycia z kimś seksualnie, wiec sie nie jest.
            Seks bardzo czesto w romansie, nie w skoku w bok, jest sprawa
            wtórna, a nie pierwotną
            • gregsmile Re: Ty też upeaszczasz:) 30.01.10, 17:50
              Skok w bok to zwykle jednorazowa sprawa z jakąś dziewczyną
              przypadkowo spotkaną w barze, zwykle upojna noc z kacem rano, bez
              dalszych zobowiązań.
              Kochanka to osoba bardzo poważna w życiu każdego faceta, jeśli facet
              nie ma dzieci kochanka często wygra z żoną, bo zwykle jest młodsza,
              ładniejsza i co najważniejsze kochanka stara się o faceta. Jeśli w
              aktualnym związku facet ma dzieci to musi dużo zarabiać, żeby
              pozwolić sobie na pozostawienie rodziny dla kochanki. Znam takich co
              to zrobili i są szczęśliwi w życiu, założyli nowe rodziny. Zwykle na
              przegranej pozycji są byłe żony, które szybko nie potrafią zrozumieć
              co się wogóle stało i dlaczego. Mądry facet potrafi zapewnić sobie
              vardzo dobry kontakt z dziećmi z byłego związku. Ale powtórzę, mądry
              facet musi być i naprawdę myśli mózgiem, a nowa zwykle 20 lat
              młodsza żona nie decyduje w jego podświadomości.
              • stara-a-naiwna Re: Ty też upeaszczasz:) 31.01.10, 11:43
                to stereotyp
                bo zeby mieć 20 lat młodsza kochankę tzreba mieć około 40stki
                a to by zakładało, ze zdradzają tylko ludzie po 40stce. Róznica
                wieku owszem ale kilku letnia nie mająca aż takiego znaczenia (w
                kochance oprócz początkowo tylko sexu szuka się zupełnie innych
                rzeczy - było wczesniej o zrozumieniu i bliskości)
                I wbrew temu co się wydaje czasami kobieta w tego typu relacjach
                bywa starsza.

                > a nowa zwykle 20 lat
                > młodsza żona
    • kora3 Myślę, ze za bardzo upraszczasz Aniu 30.01.10, 11:14
      Przepraszam, ale mam wrazenie, ze widzisz temat kochanki przez
      pryzmat własnych tudnych i chyba niedawnych doświadczeńw w zwiażku.

      To nie jest tak wcale, ze kazda kohanka ma na celu rozbicie czyjegos
      zwiazku, by pokazac nie wiem - sobie, swiatu, ze potrafi "odebrać"
      faceta innej kobiecie.

      Nie wpadlas na to, ze moze się po prostu zakochac? I ze kompleksy,
      które leczy ewentualnie sa ze tak powiem: przy okazji.

      ja osobiscie widziałam na wlasne oczy, jak się potrafiła tak
      zakochac zajęta kobieta, w ajetym facecie. Posypał się nie tylko
      jego związek, ale i jej - z dziećmi. Jest całkowicie uzalezniona
      emocjonalnie od faceta , którego "zdobyła" - wszystkie karty rozdaje
      on, ona moze sie tylko na to godzić.

      Z kolei jedna z moich kolezanek tez zajeta (mezatka) miała romans z
      zonatym facetem i nawet nie myslala, by rozbijac swoje małzeństwo,
      czy jego.
      To nie jest zawsze tak samo. Żelazna zasada to taka: do romansu, jak
      do tanga - trzeba dwojga. Pytamie kto wobec żony, partnerki
      romansujacego faceta powinien byc bardziej lojalny? jej maz,
      partner, czy jakaś obca kobitka? Logiczna odp. nasuwa się chyba
      sama.
      Mysle,ze ta zmasowana agresja wylewana na kochanki to u niektórych
      kobiet odruch "spuszczania powietrza", sorry. Polega na tym, ze całą
      wine za zdrade SWOJEGO partnera przypisują kochance. Tak jakby nie
      widziały, ze to ich facet je zdradzał, z kim - to już drugorzedna
      sparwa, bo na miejscu tej, z którą zdradzał, moglaby byc kazda inna,
      ktokolwiek.
      Kobiety robia to chyba po to, zeby móc wybaczyc "misiowi" jakś go
      usprawiedliwic same przed sobą. A takiemu osaczonemu przezjakaś
      harpie biedusiowi, co to omotan zoasta - jakze nie wybaczyc?:)

      Kobiety zwykle czesciej sa gotowe wybaczac zdrade, niż faceci. Ich
      wybór, ale moim zdaniem droga do wybaczenia na serio i odbudowy
      zwiazku musi wieść przez uświadomienie sobie prawdy: ON zdradził, bo
      CHCIAŁ. Zrzucanie odpowiedzialnosci na kochanke to udawanie: słodkie
      kłamstwo, zeby było lzej.
      Ja to tak widze.
      Uprzedzając komenty: nie jestem, nie byłam i ie bedę niczyją
      kochanka. Z dwóch powodów:)
    • jack20 Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 12:59
      a nie sadzisz, ze wiele tzw. kochanek wogole nie zamierza sie wogole
      wiazac ze swym kochankiem a tylko potrzebuje od czasu do czasu po
      prostu sexu i to wtedy kiedy ma na to ochote?
      nie sadze, ze jest tak duza roznica w potrzebach kobiet i mezczyzn.
      zonaty jest tez bardziej pewny niz przygodny kochanek jesli chodzi o
      jakies zakazenie choroba weneryczna, hiv co bez znaczenia nie jest.
      myslisz ze moze ze samotny majacy zonata kochanke nie o dobrym
      seksie mysli a zaraz rozbijaniu jej zwiazku? facet taki potrzebuje
      NIEOBOWIAZUJACEGO seksu a nie zwiazku.
      i sa to ochlapy jakies?
      raczej uczucie potwierdzenia wlasnej atrakcyjnosci
    • armos Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 13:14
      Naczytałyście się amerykańskich poradników i porad w kobiecych magazynach - skąd
      ta pewność, że kochanka to skutek niedopracowania
      małżeństwa, i że każdy związek da się uzdrowić jakąś pracą. Nie obraźcie się,
      ale to gazetowe uproszczenia.
      Jeżeli ludzie pobierają się w wieku lat 20-22, to po upływie 20 lat są już kimś
      innym!!!
      Zdarza się, że w tym czasie jeden z małżonków kształci się, rozwija, przeżywa
      straty itp. To zmienia bezpowrotnie. Czasem proces dotyczy obu stron.
      Przekonanie, że jeden człowiek jest w stanie zaspokoić wszystkie potrzeby
      drugiego(zwiazane z relacją) to mit.
      Kochanka to czasem poprostu, następna miłość.
      Czterdziestolatek(-latka) często, gdyby mógł cofnąć czas, nie wybrałby już tego
      samego partnera. Inna sprawa to wartości, dla których rezygnujemy z realizacji
      pragnień. Chwała tym, którzy to potrafią!!!!!
      Są kultury i religie, w których przynajmniej mężczyźni nie muszą tego robić - bo
      istnieje wielożeństwo.
      Czasem "praca" nad związkiem kończy się tak jak w opisanym tu przykładzie - ona
      dba, używa róznych sposobów żeby partner był zaspokojony i nie szukał gdzie
      indziej ale .......sama ma kochanka.
      To są właśnie koszty mitu.
      Część zwiazków kończy się fiaskiem, i to jest życie....
      Myślę, że faceci, którzy mają kochanki i nie dokonują wyboru, po pierwsze nie
      muszą tego robić(kobitki się chętniej poświęcają!!), po drugie próbują zachować
      wartości - kontakt z dziećmi, bo porzucona zona może im to uniemożliwić, kwestie
      religijne, choć to zakłamane, majatek, znajomych, styl życia itd.
      Zgadzam się w 100% z tym, że za swoje życie kazdy odpowiada sam.
      Chyba, że mężczyźni to torby, które można przenosić z miejsca na miejsce, kraść
      i odbierać........
      Kobiety zawsze słyszały że odpowiadają za to co męzczyżni robią ze swoja
      seksualnością i uczuciami- mają zatrzymywać przy sobie, wabić , odbierać,
      uszczęśliwiać i co tam jeszcze .
      Same w to uwierzyły i potem zamiast dac w pysk ślubnemu, który je oszukuje np.
      przez 10 lat, piszą obraźliwe listy do innych kobiet.
      Paranoja.

      pozdrawiam
    • olek_m Chyba jest dokładnie odwrotnie 30.01.10, 17:56
      Mi się wydaje, że kochanka to ktoś kto chce najlepszego faceta, a
      nie ochłapy, które są wolne. Problem, że najlepszy facet zawsze
      jest zajęty...czyli jest to maksymalistka. Czy mam rację?
    • onionka Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 18:41
      jest to krzywdzenie
      > siebie, bo jakby akceptowanie, że się nie zasługuje na prawdziwy
      > związek, że ma się jedynie ochłapy z Pańskiego stołu i jest to
      > namiastka relacji – jedyna relacja, na jaką ją stać.

      No mozesz miec poniekad racje ale z drugiej storony posiadanie
      kochanka daje pewne profity przy minimalnych nakladach.
      - seks jest zwykle na najwyzszym poziomie,
      - nie trzeba sie martwic czy pan ma wyprasowana koszule,
      - odpadaja niedzielne obiadki u tesciowej,
      - masz czas na wlasne hobby, dodatkowe studia, spacer z psem po
      mokrym lesie, kajaki w dlugi wekend i co tam jeszcze lubisz
      - nie martwisz sie o samopoczucie 'pana' jego stresy, depresje etc.
      - dostajesz kwiaty zamiast kartofli
      Wymieniac mozna jeszcze dlugo i zapewne nie dla wszystkich beda to
      plusy, zapewne samotne swieta, wakacje i co tam jeszcze chcecie dla
      niektorych to 'namiastka relacji'. W takim razie nie powinny takie
      osoby wchodzic w tego typu relacje.

      Staly zwiazek to masa zobowiazan bez gwarancji uzyskania spelnienia.
      Jak zwykle punkt widzenia zalezy od punktu siedzenie a zatem co tak
      naprawde dla kogo jest wazne.
      • plisowanka Re: Syndrom kochanki 11.02.10, 12:50
        onionka napisała:
        > Wymieniac mozna jeszcze dlugo i zapewne nie dla wszystkich beda to
        > plusy, zapewne samotne swieta, wakacje

        Z tymi wakacjami to bez przesady. Przecież dużo kochanek ma wypasione wakacje ufundowane przez swych kochanków. Wakacje są długie, starczy czasu i dla żony i dla kochanki... A co do świąt - w skali roku to tylko kilka dni, poza tym coraz więcej osób odchodzi od tych tradycji choinkowo-opłatkowych, ale są jeszcze tacy, którzy muszą odegrać opłatkową farsę z rodziną, ciotkami, teściami itd., choć i tak myślami są wtedy gdzie indziej... Kochanka ten czas może spędzać ze swoimi rodzicami, rodzeństwem albo wyjechać z przyjaciółmi do ciepłych krajów. Wcale nie musi płakać w poduszkę, że ON w tym czasie śpiewa nudne kolędy ze znudzoną żoną...Raczej to ON się będzie martwił, co ona w tym czasie robi i z kim, bo ona jest wolna i niezależna, a on uwiązany żoną i dziećmi;)

        A z tym wysyłaniem smsów z kibla to nie przesadzajcie. Mało któremu facetowi chciałoby się męczyć taką konspiracją. Mogą sobie pozwolić na więcej luzu, nawet często jest tak, że pokazują się z kochankami na imprezach w pracy, na mieście, wśród wspólnych znajomych. To w końcu najczęściej ich żony mają więcej do stracenia i muszą to wszystko tolerować: kury domowe które nigdy nie pracowały, dziecki prawie dorosłe, więc alimentów nie będzie. Muszą tolerować zdrady męża, bo zostaną bez środków do życia.
        • baba67 Re: Syndrom kochanki 11.02.10, 15:45
          Sa i takie ale nie ma ich duzo.
    • gobi05 Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 19:07
      > Przecież tak naprawdę jest to krzywdzenie siebie, bo jakby
      > akceptowanie, że się nie zasługuje na prawdziwy związek,
      > że ma się jedynie ochłapy z Pańskiego stołu i jest to
      > namiastka relacji – jedyna relacja, na jaką ją stać.

      Nie wszystko w życiu mamy wyrozumowane.
      Podjęcie romansu z żonatym facetem to "mniejsze zło"
      w porównaniu do braku romansu w ogóle (to nie jest
      moja opinia, tylko tak sobie teoretyzuję). Skoro
      kobieta nie jest w stanie zdobyć się na prawdziwy
      związek, to może pójść na taką namiastkę - i ja to
      rozumiem.
      Jeżeli żyjesz w sytuacji "większego zła", to
      "mniejsze zło" wygląda prawie jak dobro.
      Powiedzmy sobie też szczerze, że również mężczyzna
      ma swój udział w tym moralnym bałaganie. Gdyby
      ona go zgwałciła, to tylko raz - natomiast
      pozostając przez dłuższy czas w grzesznej relacji
      ma on swój udział nie mniejszy niż ona.

      Właściwie, to on jest tutaj potworem.
    • beata_sta Każdy jest mądry do czasu;-) 30.01.10, 19:16
      ,
      "Jak może się godzić bez ujmy dla poczucia
      > własnej wartości na ukradkowe telefony, romantyczne smsy -
      wysyłane
      > z kibla - podkręcanie e-mailami z tajnej skrzynki?"

      To zdanie najbadziej mi się spodobało.Ciekawe kto tu bardziej traci
      na poczuciu własnej wartości?Ta do której lecą "z kibla"smsy,czy ta
      za której plecami to się dzieje?W końcu sms nie śmierdzi,a zdrada i
      owszem:-)

      "Czy > naprawdę wierzy że on dla niej żonę i dzieci rzuci? Czy też
      nie
      > wierzy, ale czuje się szlachetna, bo przecież nie chce rozbijać
      > rodziny i rozumie, że nie wolno krzywdzić dzieciaczków. "

      To też jest dobre.Jaką żonę i dzieci?A czemu ma nie wierzyć że jej
      ukochany ich nie zostawi skoro zadaje sobie tyle trudu żeby się
      spotykać,słać te smsy:-),skoro woli ją niż swoją ślubną i rodzone
      dzieci?

      A tak przy okazji.
      Pięknie piszecie niektórzy o zdradzie,lojalności,nieszczęśliwych i
      zgorzkniałych kochankach,biednych samcach co to biorą jak im się
      daje,ale pożyjemy zobaczymy:-)Jak to mówi pewna moja znajoma,która
      już swoje lata ma:nie zdradzają tylko ci,którzy nie mają z kim tego
      zrobić,czytaj-nikt ich nie chce;-)I prawde mówiąc im dłużej chodzę
      po tym świecie,tym bardziej w to wierzę.Z naciskiem na płeć męską.W
      końcu każdy chce się jakoś dowartościować,nie?;-)Że o nudzie nie
      wspomnę.
      Pozdrawiam.
    • e.i.t.h.e.l Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 21:11
      Polecam książkę "wszyscy błądzą, ale nie ja" Tarvis i Aronona.
      Może i jest trochę nudna, ale bardzo obrazowo przedstawia, jak piękne taktyki stosują ludzie nieświadomie, aby mogli patrzeć nadal w lustro, aby utrzymać dobrą samoocenę, robiąc rzeczy mało chwalebne.
    • mareknaw Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 23:47
      "anianiedowiarek" - jesteś jak małe dziecko... naiwna, bezmyslna i
      przepelniona pseudoidealami (możliwe że prosto z kościoła). Chyba
      zazdrościsz innym kobietom, że żyją jak chcą, a Ty nie masz odwagi.
    • binookl Re: Syndrom kochanki 30.01.10, 23:51
      Witajcie,
      może nie uwierzycie, może uznacie to za prowokacje - wisi mi to..

      Jestem kochanką 4 żonatych mężczyzn, jestem singielką. I w żadnym z nich się nie
      zakochałam ani nie mam zamiaru zakochiwać.Jeśli nadmiar zaangażowałabym się
      mocniej - zrywam natychmiast znajomość.

      Jestem młoda, niezależna finansowo i skupiam się na nauce i karierze. Nie chcę
      władowywać w związki i miłosne perypetie by nie odciągnęły mnie od właściwego
      kierunku a skierowały do garów i pieluch.
      Dlaczego żonaci?
      Bo ja się nie zakocham, i oni się nie zakochają - bo nie rzucą żon i obecnego
      życia. Umawiam się tylko i wyłącznie na seks, spełnienie swoich fantazji i
      zburzenie rutyny w życiu...jednocześnie służę jako przyjaciel w kłopotach
      życiowych ale tylko w rozmowie - bo wysłucham pogłaszczę, pocieszę.
      NIC WIĘCEJ
      nie liczę na śluby, zostawianie rodziny..
      a śmieszy mnie obwninianie za "wbijanie się w małżeństwo" kogoś innego, ci
      panowie sami mi zaproponowali takie relacje, sami do nich dążą, sami je
      utrzymują - ja do niczego nie przykładam palca...
      i wcale źle się z tym nie czuję...
      bo to nie ja okłamuję osobę której mówię codziennie rano że ją kocham, to nie ja
      zabawiam się po hotelach z innym partnerem by dostać wreszcie to co naprawdę
      mnie podnieca, to nie ja okłamuje swoje dzieci zamiast spędzając z nimi czas
      spędzam na wyjeździe z kochanką..
      TO TWÓJ MĄŻ TO ROBI - NIE JA
      ja nikomu krzywdy nie robię...bo ja tej kobiety ani tych dzieci nie znam i
      szczerze mówiąc mało mnie obchodzą...
      • rach.ell Re: Syndrom kochanki 31.01.10, 00:06
        binookl napisała:

        > Witajcie,
        > może nie uwierzycie, może uznacie to za prowokacje - wisi mi to..
        >
        > Jestem kochanką 4 żonatych mężczyzn, jestem singielką. I w żadnym
        z nich się ni
        > e
        > zakochałam ani nie mam zamiaru zakochiwać.Jeśli nadmiar
        zaangażowałabym się
        > mocniej - zrywam natychmiast znajomość.
        >
        > Jestem młoda, niezależna finansowo i skupiam się na nauce i
        karierze. Nie chcę
        > władowywać w związki i miłosne perypetie by nie odciągnęły mnie od
        właściwego
        > kierunku a skierowały do garów i pieluch.
        > Dlaczego żonaci?
        > Bo ja się nie zakocham, i oni się nie zakochają - bo nie rzucą żon
        i obecnego
        > życia. Umawiam się tylko i wyłącznie na seks, spełnienie swoich
        fantazji i
        > zburzenie rutyny w życiu...jednocześnie służę jako przyjaciel w
        kłopotach
        > życiowych ale tylko w rozmowie - bo wysłucham pogłaszczę, pocieszę.
        > NIC WIĘCEJ
        > nie liczę na śluby, zostawianie rodziny..
        > a śmieszy mnie obwninianie za "wbijanie się w małżeństwo" kogoś
        innego, ci
        > panowie sami mi zaproponowali takie relacje, sami do nich dążą,
        sami je
        > utrzymują - ja do niczego nie przykładam palca...
        > i wcale źle się z tym nie czuję...
        > bo to nie ja okłamuję osobę której mówię codziennie rano że ją
        kocham, to nie j
        > a
        > zabawiam się po hotelach z innym partnerem by dostać wreszcie to
        co naprawdę
        > mnie podnieca, to nie ja okłamuje swoje dzieci zamiast spędzając z
        nimi czas
        > spędzam na wyjeździe z kochanką..
        > TO TWÓJ MĄŻ TO ROBI - NIE JA
        > ja nikomu krzywdy nie robię...bo ja tej kobiety ani tych dzieci
        nie znam i
        > szczerze mówiąc mało mnie obchodzą...
        faktycznie, akurat nie palec do tego przykladasz, wkladasz czy jak
        tam to ujelas...
      • e.i.t.h.e.l Re: Syndrom kochanki 31.01.10, 01:05
        A ja uważam, że właśnie robisz krzywdę. To, że się kogoś nie zna nie ma nic do rzeczy. Zabijając kogoś, czy okradając, nawet jeśli go nie znasz i tak robisz mu krzywdę, bo to jest inny czujący człowiek. Możesz się tylko usprawiedliwiać, że to faceta wina, że jak nie z Tobą to z inną by zdradzał, tak owszem, moim zdaniem jego postępowanie jest gorsze niż Twoje, ale Twoje też nie jest dobre.
      • anianiedowiarek Re: Syndrom kochanki 02.02.10, 16:27
        bo to nie ja okłamuję osobę której mówię codziennie rano że ją
        kocham, to nie ja
        zabawiam się po hotelach z innym partnerem by dostać wreszcie to co
        naprawdę
        mnie podnieca, to nie ja okłamuje swoje dzieci zamiast spędzając z
        nimi czas
        spędzam na wyjeździe z kochanką..
        TO TWÓJ MĄŻ TO ROBI - NIE JA
        ja nikomu krzywdy nie robię...bo ja tej kobiety ani tych dzieci nie
        znam i
        szczerze mówiąc mało mnie obchodzą...




        No cóż, moralnie dla mnie jesteś dz...ką.
        • rikol Re: Syndrom kochanki 04.02.10, 16:44
          Ale przynajmniej jest szczesliwsza niz ty - a o to chyba w zyciu chodzi? Twoj
          maz sie moralnoscia nie przejmuje i sypia z kim popadnie - jak go nazwiesz?
          • agamagda Re: Syndrom kochanki 04.02.10, 17:37
            Dziwka, to dziwka, nawet szczęsliwa.
    • factory2 Re: Syndrom kochanki 31.01.10, 01:25
      Chciałabym poruszyć kilka kwestii - wszystkie one odnoszą się do sytuacji:
      żonaty ma romans z singielką.
      1. Dlaczego kochankę ma interesować stan emocjonalny żony, jej problemy, ból,
      płacze itd.? Czy żonę interesuje to, że kochanka może cierpieć?
      2. Czy kochanka owej żonie cokolwiek obiecywała/slubowała?
      3. Myślę, że w sytuacji: stara żona - młoda kochanka, owa emerytowana legalna
      utrzymanka w większości przypadków cierpi, dowiadując się o zdradzie ( lub
      wyczuwając ją), zaś kochanki doskonale o tym wiedzą i to je nakręca oraz jest
      powodem satysfakcji (kobieta kobiecie wilkiem - parafrazując Hobbesa).
      4. Istnieją przecież takie małżeństwa, w których układ jest jasny - emerytowana
      legalna utrzymanka "nie chce wiedzieć". Gdy kochanka o tym wie, może się
      zdarzyć, że sama poinformuje żonę o romansie męża "anonimowo" tylko w jednym
      celu: aby zadać ból owej emerytce. W myśl zasady przedstawionej powyżej.
      5. Panowie są bardzo wygodni, zaś ich psyche jest prosta jak konstrukcja cepa -
      w domu zoneczka oraz obiadki i cała infrastruktura instytucjonalna, na boku zaś
      - hotele, kolacyjki i wyrafinowany seks, często... za darmo. układ idealny -
      mają wszystko to, czego chcą.
      I żeby była jasność - nie opisuję tego z autopsji.
      5.
      • cus27 Re: Syndrom kochanki 31.01.10, 03:01
        Wszystkie nieszczesliwe(w malzenstwie) misie... z zapakowana
        walizeczka...do ...wspanialych kochanek...wymarsz!-I po problemie!-A
        kochanka jak doceni...!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka