anianiedowiarek
29.01.10, 13:21
Fascynuje mnie temat kochanki, tz. Kobiety która akceptuje związek z
żonatym facetem. Im dłużej o tym myślę tym bardziej utwierdzam się,
że trzeba mieć niska samoocena i brak poczucia własnej wartości.
Uwaga nie chodzi mi o kobiety w związkach, decydujące ię na skok w
bok, ale o wolną od zobowiązań kobietę, która upatrzyła
sobie „zajętego” faceta. Przecież tak naprawdę jest to krzywdzenie
siebie, bo jakby akceptowanie, że się nie zasługuje na prawdziwy
związek, że ma się jedynie ochłapy z Pańskiego stołu i jest to
namiastka relacji – jedyna relacja, na jaką ją stać.
Dziwi mnie też, że kochance nie przeszkadza też myśl, że krzywdzi
inne osoby (dzieci i żone)
Czy ją cieszy że jest tak wspaniała, że dla niej żonaty facet
ryzykuje swoje stare, dobre małżeństwo, gdzie żona nie rozumie i
wcale ze sobą nie śpią?
Czy kochanka łyka te teksty spragniona męskiej uwagi jak roślina
deszczu na pustyni? Jak może się godzić bez ujmy dla poczucia
własnej wartości na ukradkowe telefony, romantyczne smsy - wysyłane
z kibla - podkręcanie e-mailami z tajnej skrzynki?
Jak się czuje gdy daje się bzykać i jednocześnie powoli się
zakochuje, bo jej się oksytocyna przy orgazmach wydziela. Czy
naprawdę wierzy że on dla niej żonę i dzieci rzuci? Czy też nie
wierzy, ale czuje się szlachetna, bo przecież nie chce rozbijać
rodziny i rozumie, że nie wolno krzywdzić dzieciaczków.
Jak żyją ze świadomością czy może wola uroczo ignorać fakt, że się
człowiek bzyka z kimś, kto oszukuje, zdradza, kłamie, żyje podwójnym
życiem i nie potrafi być lojalny, co udowadnia za każdym razem,
kiedy bzyka kochankę mówiąc żonie, że jest w delegacji / na
spacerze / zakupach itd itp.
Podsumowując, kochance ni jest łatwo. No, chyba, że się ogarnie.