Gość: Anka
IP: *.internetdsl.tpnet.pl
13.02.04, 22:17
Mam 27 lat. Jestem ze swoim facetem prawie rok. Czuję, że "to ten". Kochamy
się, mieszkamy razem, jest super.
To nie tak, że zależy mi na tym strasznie, żeby mi się oświadczył. Oboje
uważamy, że życie "na kocią łapę" jest ok - nie niesie jakiś rozczarowań,
oczekiwań, nie rości pretensji .Przede wszystkim jest dowodem, że nie liczy
się "papier" czy oficjalne wręczenie pierścionka przy rodzince, żeby dwoje
ludzi po prostu się kochało i żyby im się wiodło ze sobą.
Ale ostatnio pomyślałam sobie, że gdyby mi się oświadczył to świadczyłoby to
o tym, że jest gotowy ze mną na wszystko. Pewnie bym mu to odradzała,
podtrzymała to co zawsze mówiłam i myślałam, ale swoje bym wiedziała...
Narasta to we mnie do tego stopnia, że zaczynam zadawać sobie czasem pytania
czy on mnie szanuje, czy na pewno kocha, czy wiąże ze mna przyszłość...
Jak wy to widzicie?