francesqa
29.10.10, 23:13
wlasnie sobie uswiadomilam ze jestem kochanka. albo bylam. bo w sumie powiedzialam juz, ze dalej ciagnac tego nie chce, bo zaczynam a) albo miec wyrzuty sumienia, b) albo sie zakochuje, c) albo zdaje sobie sprawe jak bardzo to jest niemoralne...
wiem, wiem, pojedziecie po mnie jak po dzikiej swini, chce sie wygadac :/ wiec sie wygadam, po to jest forum. z reszta, moze i trzeba po mnie pojechac...
studiuje, za granica. nowy rok akademicki, przyszlo sporo nowych ludzi. fajni, mlodzi, mlodsi ode mnie. poznalam milego sasiada. gadula, madry chlopak, obeznany, na kazdym temat ma cos do powiedzenia. fajnie. opowiedzial troche o sobie, szczesliwie zakochany od 3 lat. rodzice sie znaja, razem na wakacje jezdza. wszytsko wiem. i jedna impreza. alkohol, heh, wiem, zadne usprawiedliwienie. ale jakos sobie do gustu przypadlismy, fajnie nam bylo razem, potrafil ze smiechu doprowadzic mnie do lez! wszyscy poszli, pomogl mi sprzatac, zaczelismy sie calowac... no i stalo sie. I WSZYSTKO WIEDZIALAM, o dziewczynie, o tym ze zakochany, o tym ze ona biedna siedzi i teskni! wogole mi to nie przeszkadzalo. nie mialam wyrzutow na poczatku, stwierdzilam ze ja nikogo nie krzywdze. to on powinien jakos zle sie czuc. ale wcale tak nie bylo. potrafil przyjsc, czule mnie pocalowac, przytulic, powiedziec ze za mna tesknil... bylo kilka upojnych nocy. mowil tak ladnie, ze jestem osoba dla ktorej moglby wszytsko rzucic, ze jest w stanie w mgnieniu oka sie we mnie zakochac. mile, łechtające, biorac pod uwage ze jest naorawde przystojny i super chlopak. hm... podczas gdy ja zaczelam sie zastanawiac, czy faktycznie, nie ustatkowac sie, powiedziec, dobra, zrywaj, badzmy razem, postawic wszytsko na jedna karte, on wyskoczyl ze jednak nie jest w stanie JESZCZE wszytskiego rzucic, ze nie moze tak z dnia na dzien. ze wie ze bedzie dziwnie miedzy nim i jego dziewczyna, ale on niczego nie zaluje, chce sie ze mna spotykac, chce sie ze mna kochac. ale nie moze jej zostawic. TO SIE PYTAM "KIM DLA CIEBIE MAM BYC"? hm.. no, "kims waznym" a konkretniej? "nie wiem"
aha.
czyli jestem kochanka.
chce, bo mi dobrze. bo to mile. bo to PRAWIE jak bym kogos miala.
ale nie moge. bo to niemoralne. niedobra. nie chcialabym byc na miejscu jego dziewczyny. nie chcialabym zeby ktos wchodzil z buciorami w moj zwiazek.
glupia jestem.
nie wiem czego chce. biorac pod uwage, ze od roku jestem w luznym zwiazku - zwiazku ktorego nie ma od 8 rano do 24 wieczorem.... eeeeeeh, czemu zycie jest takie skomplikowane? czemu nikt nie chce ze mna "byc", a tylko chce mnie "miec"?
:( ratunku...