allerune
22.04.11, 13:01
W nawiązaniu do postu "wnerwiający klienci" mam takie oto przemyślenia.
Czy macie czasem wrażenie, że sprzedawca robi Wam łaskę, że w ogóle zgodzi się Wam coś sprzedać? Ten ból w oczach po nabiciu na kasę kolejnego produktu. Te wyuczone regułki (pracodawca każe witać klienta słowami "dzień dobry"), ten miażdżący wzrok, gdy aby rozładować sytuację, próbujecie zagaić rozmowę. Jedynym sposobem aby taka osoba się uśmiechnęła jest zwykle okazanie jej ogromnego współczucia, bo przecież ona musi siedzieć tam tyle godzin (z naciskiem na MUSI). Wszystko to co mówię jest bardzo mało spotykane na zachodzie, ale jeśli trafi się na czyjś bardzo zły dzień to takiego człowieka się spotka, natomiast nie spotyka się czegoś co uwarzam za najbardziej wku....jącą rzecz na świecie. Proszenie o drobne. QRWA krew po prostu człowieka zalewa jak kolejne babsko prosi o 25 gr, wydanie 75gr to 1 moneta więcej.
Sklepy w galeriach handlowych to nieco inna para kaloszy, na wejściu jest "skan" i potem gdy ten skan przejdziecie pozytywnie sprzedawca Wam nadskakuje i jest wręcz męczący. Co najdziwniejsze wszystko leży super (chociaż czasami jest oczywiste że nie). Gorzej gdy skan przejdziecie negatywnie, wtedy tępy wzrok wpatruje się w dal i jedynie głośne "przepraszam" jest w stanie wyrwać sprzedawcę z kontemplacji. Oczywiście jako intruzom, którzy raczej nic nie kupią i tak nie zostanie udzielona zbytnia pomoc. Najlepsze jest to triumfalne spojrzenie "miałam rację" gdy odkładasz produkt po zerknięciu na cenę (bo np. coś widzieliście po 100 Euro, a tu kosztuje 550 zł).
Urzędy i inne miejsca gdzie człowiek jest petentem zostawmy może na inny wątek, bo tutaj jest już tragedia (spróbujcie dodzwonić się na informację 10 minut przed czasem zamknięcia informacji - oczywiście nie ma sygnału zajęte, tylko ktoś po prostu olewa dzwoniący telefon).
W Polsce jedyne miejsca z dobrą obsługą to znane zachodnie sieciówki, gdzie pewne standardy wpaja się od pierwszego dnia pracy, bądź firmy gdzie za ladą stoi właściciel któremu zależy na tym żeby klient kiedyś do niego wrócił.
Mnie osobiście zwisa czy ktoś ma zły dzień, czy ktoś ma 10 minut do autobusu, w godzinach otwarcia danego punktu przychodzę z pieniędzmi i chcę wydać. Dobry sprzedawca skłoni mnie do wydania 2x więcej niż miałem zamiar i jeszcze sprawi, że wychodzę zadowolony i obiecuję wrócić. Dobry sprzedawca, jeśli jest niezadowolony z relacji z szefem, konieczności pracy w niedzielę, nie daje mi tego odczuć.
dobra, miałem napisać więcej, ale już mi się nie chce :P