Dodaj do ulubionych

Narozrabiałem...

25.06.11, 00:52
co nieco i dziewczyna (lat27), z którą znamy się od roku, ostro się wściekła. Nie chcę tu pisać co takiego zrobiłem. Uprzedzę, że nie przespałem się z jej przyjaciółką ani siostrą. Z matką również nie ;) Faktem jest, że powód ma.
W każdym razie dziewczyna po rozmowie ze mną przez net i ujawnieniu pewnych faktów, napisała mi 2 niemiłe zdania i od tego czasu nie reaguje na telefony, smsy, wiadomości gg. Nie mieszkamy w jednym mieście, więc trudno mi tak po prostu do niej podjechać. Ale następnego dnia wysłała mi email, w którym stwierdza, że żałuje, że mnie poznała, że jestem taki i owaki oraz, iż uważa naszą znajomość za zakończoną.
Ponieważ logika kobieca różni się znacznie od męskiej, więc proszę was o przetłumaczenie na nasze tej sytuacji, stąd moje pytanie i prośba do was brzmi: czy fakt, że wysłała do mnie ten email oznacza, że faktycznie chciała się pożegnać i odciąć, czy też może napisała, bo liczy na moją odpowiedź, wyjaśnienie oraz na przeprosiny i uniżone pokajanie się z jednoczesnym zapewnianiem jej o moich szczerych intencjach i uczuciu?:) Męska logika podpowiada, że gdyby nie chciała już tej znajomości, to zwyczajnie nie odezwałaby się nigdy więcej.
Jakie jest wasze zdanie?
Obserwuj wątek
    • oxf Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 01:08
      moim zdaniem nie wyglada to dobrze... ale baby tak maja ze im przechodzi czasem, moze wtedy sprobuj?
    • swiete.jeze Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 01:13
      > czy f
      > akt, że wysłała do mnie ten email oznacza, że faktycznie chciała się pożegnać i
      > odciąć, czy też może napisała, bo liczy na moją odpowiedź, wyjaśnienie oraz na
      > przeprosiny i uniżone pokajanie się z jednoczesnym zapewnianiem jej o moich sz
      > czerych intencjach i uczuciu?:) Męska logika podpowiada, że gdyby nie chciała j
      > uż tej znajomości, to zwyczajnie nie odezwałaby się nigdy więcej.

      Strzelam w ciemno, że oczekiwaną reakcją było to, żebyś się natychmiast zjawił pod jej domem z kwiatami i przeprosinami, a nie siedział przed kompem i zadawał idiotyczne pytania. To twoja dziewczyna jest czy nasza?
      • jaros34 Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 01:18
        swiete.jeze napisała:

        > > czy f
        > > akt, że wysłała do mnie ten email oznacza, że faktycznie chciała się poże
        > gnać i
        > > odciąć, czy też może napisała, bo liczy na moją odpowiedź, wyjaśnienie or
        > az na
        > > przeprosiny i uniżone pokajanie się z jednoczesnym zapewnianiem jej o moi
        > ch sz
        > > czerych intencjach i uczuciu?:) Męska logika podpowiada, że gdyby nie chc
        > iała j
        > > uż tej znajomości, to zwyczajnie nie odezwałaby się nigdy więcej.
        >
        > Strzelam w ciemno, że oczekiwaną reakcją było to, żebyś się natychmiast zjawił
        > pod jej domem z kwiatami i przeprosinami, a nie siedział przed kompem i zadawał
        > idiotyczne pytania. To twoja dziewczyna jest czy nasza?

        Strzelam w ciemno. Jesteś blondynką? ;)
        • swiete.jeze Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 01:22
          jaros34 napisał:

          > Strzelam w ciemno. Jesteś blondynką? ;)

          Eh, te twoje żarciki...
    • agniecha75 Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 02:13
      byla dziewcyna mojego brata tez zwyzywala go przez komunikatora. tez na drugi dzien przyslala maila o straconych latach, i tym ze nie chce go wiecej widzec. on jej odpisal, ze skoro tak to on nie chce marnowac jej cennego czasu, prosi ja tylko o spakowanie jego kilku rzeczy, jakie u niej mial to po drodze wpadnie i je odbierze. no to dziewczyna po 3 dniach dniach zaczela przepraszanie itd... Przy czym moj brat nie ustapil. Panna przekroczyla pewne normy. straaaasznie go zwyzywala... az mi przykro jak sobie to przypomne....

      Z drugiej strony... takie napisanie listu na koniec ma dzialanie oczyszczajace (osobe ktora go pisze). Sama zrobilam to ze dwa razy, ale nie wyslalam... a pomoglo sie pozbierac...

      nie wiem, co moglo jej siedziec w glowie gdy to pisala....
    • facettt Kobieta z klasa 25.06.11, 02:27
      powalczyc mozesz
      szanse widze niewielkie
      ale przynajmniej oczyscisz sumienie.
    • wartosc.energetyczna Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 03:01
      moja logika (kobieca wprawdzie, więc z definicji ułomna) podpowiada mi że szanse że na forum znajdziesz odpowiedź co siedzi w głowie panny X są zerowe.
      ale mogę postrzelać jak chcesz. na przykład teraz nie myśli o niczym bo śpi; rano będzie myślała o tym co zjeść na śniadanie, zawaha się pomiędzy jajecznicą i kanapką z dżemem; potem pomyśli o tym co miała doczytać do pracy... itd.
    • ingeborg Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 04:07
      Jak ci zależy to jedź to tego jej miasta z bukietem róż. Być może zrobi to na niej takie wrażenie, że wizja opowiadania koleżankom o tym jak to facet jest się dla niej w stanie poświęcić weźmie górę nad fochem.
      • stackoverflow Re: Narozrabiałem... 06.07.11, 09:50
        Wszystko zalezy od tego, czy ten zwiazek byl dla Was wazny, czy nie. O wazne rzeczy sie walczy. Ale jest jeszcze jedna sprawa: czy ten Twoj "czyn" to byl po prostu szczeniacki wybryk, czy jakas rzecz, ktora obrazuje do jakiej podlosci jestes ogolnie zdolny, co moze jakos rzutowac na przyszlosc.

        pzdr
    • mumia_ramzesa Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 11:48
      > Męska logika podpowiada, że gdyby nie chciała już tej znajomości,
      > to zwyczajnie nie odezwałaby się nigdy więcej.

      Moja logika podpowiada to samo (ale czy to jest kobieca logika to nie wiem ;-) ).
      A moze to bylo Howgh ?
      • klawiatura_zablokowana Re: Narozrabiałem... 28.06.11, 13:09
        Eeee tam. Może mu chciała dowalić na zakończenie, dla zerwania mostów i dla własnej satysfakcji.
        Może jest tradycyjnie wychowana i chciała zakończyć znajomość "oficjalnie", pożegnaniem, a nie po prostu przestać się odzywać.

        Chcesz przepraszać, zależy ci - próbuj. Jak postanowiła zakończyć znajomość, to błagania i przeprosiny i tak jej nie ruszą, więc nie ma nic do stracenia.
    • amanda-lear Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 11:56
      Zrobiłeś coś o czym mówić nie chcesz, więc jak mamy Ci pomóc? Trudno pomóc nie znając podłoża na jakim powstał konflikt. Jedno jest pewne, bardzo ją zdenerwowałeś. Może nie byłeś wobec niej szczery, może chodzi o brak lojalności, może ujawniłeś niezbyt ciekawe oblicze. Powiem co bym zrobiła będąc na Twoim miejscu. Przeprosiłabym ją. niekoniecznie z naręczem kwiatów, ale napisałabym jej na maila, że jest mi przykro, że ją zawiodłam i że jeśli uzna jednak,że ludzie są omylni ale warto dać szansę to postarasz się, aby już jej nie zawieść. Nikt nie jest doskonały, ona też nie jest, więc jeśli jest mądra to zrozumie iż ktoś popełnił błąd, a jeśli nie, to przynajmniej Ty będziesz wiedział, że zrobiłeś coś by ją odzyskać.
      • state.of.independence Re: Narozrabiałem... 13.07.11, 21:18
        Ło rany, a czemu ma pisać na maila? Jak mnie ktoś za coś poważnego usiłuje mailem przeprosić to mnie szlag trafia. Odbieram to jako tchórzostwo i nieumiejętność stawienia mi się przed oczami. Moim zdaniem bardziej stosowne jest osobiste stawiennictwo i bezpośrednia rozmowa, ewentualnie w ostateczności - rozmowa telefoniczna. Maile, cholewcia, maile... To dla ludzi, którzy naprawdę nie potrafią rozmawiać.
    • krwawa_orlica Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 12:06
      Po pierwsze nie wiadomo o co chodzi. Po drugie nie wiadomo jaki to typ dziewczyny. Jeśli ja wysłałabym takiego meila, to faktycznie nie chciałabym już więcej kontynuować znajomości, ale może Twoja dziewczyna jednak się czegoś domaga, nie wiadomo, nie znam jej.

      Po drugie robisz cholerny błąd, jeśli dziewczyna jest na Ciebie wściekła, a Ty koniecznie chcesz do niej wrócić, to nie zadręczaj jej smsami i meilami, bo to tylko pogarsza sprawę, przeczekaj jakiś czas ( aż lub jeśli złość jej trochę minie) i wtedy badaj grunt, bo tak to ją tylko rozwścieczasz jeszcze bardziej.
      • jaros34 Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 23:18
        Gdybym napisał o co chodzi, to odpowiedzi byłyby skupione na mnie i moim grzechu, a mi raczej chodzi o próbę zrozumienia jej zachowania. Miała prawo się ostro wściec. Zwymyślała mnie też ostro, ale z klasą. Łudzę się jednak, że sam fakt wysłania do mnie emaila oznacza, że ma chęć komunikować się ze mną (choć nie na żywo) i być może daje mi jakąś szansę, żebym wyjaśniał, przepraszał i zapewniał, że mi zależy. Ale wasze wypowiedzi...hmm...każda jest inna, sam już nie wiem co robić:(
        Czekać na jej lepszy humor aż może mi odpuści? Problem w tym, że nie mam jak wybadać gruntu. Nie mam pojęcia co się z nią teraz dzieje. Póki co odpuściłem sobie smsy i tel. Czekam. Tylko sam nie wiem na co. Może jednak napisać email, mimo, że zaznaczyła, że nie odpisze? Może jednak macie jakiś pomysł, jak działa kobieta w podobnej sytuacji?
        • 83kimi Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 23:30
          Jeśli Ci rzeczywiście zależy, to jedź do niej z wielkim bukietem kwiatów i stój pod jej domem choćby całą noc, aż Cię wpuści. A takie wysyłanie maili nic nie zdziała.
          • cafem Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 23:37
            > Jeśli Ci rzeczywiście zależy, to jedź do niej z wielkim bukietem kwiatów i stój
            > pod jej domem choćby całą noc, aż Cię wpuści.

            Za moją koleżanką też taki jeden z bukietem kwiatów łaził.
            Stał pod drzwiami jedną noc, drugą. I w dzień, i czekał na nią jak wracała z pracy, i z tymi kwiatami za nią łaził, mimo iż niejednokrotnie w śmietnik cisnęła. Skończyło się wezwaniem policji.
        • krwawa_orlica Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:45
          Stary, dal jej spokój, nie ma nic gorszego niż narzucający się facet, napisałeś meila, czekaj, nie rób z siebie, sorki, bez obrazy, pieska.
        • sanna.i Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 15:07
          Nie bedzie jednoznacznej odpowiedzi, tak jak nie ma czegoś takiego jak typowa "kobieca logika". Każda z nas jest inna. Nie wiem co zrobiłeś, mogę się domyślać i dla mnie taki koniec faktycznie oznaczałby koniec. Skoro nie odpowiadała na wcześniejsze telefony, smsy itp. ten mail mógł po prostu oznaczać jedno: daj mi wreszcie spokój. Czyli autentyczny koniec.
          Sam musisz w tej sytuacji odpowiedzieć sobie na pytanie: zależy ci na niej na tyle, zeby walczyć pomimo, ze nie wiadomo, czy odniesie to skutek? Bo jeśli zależy, walcz. Nie "przeczekiwałabym", bo to tylko pozwoli jej szybciej zapomnieć. Jesli aż tak bardzo ci nie zalezy, to raczej sobie daruj.
    • wiarusik Re: Narozrabiałem... 25.06.11, 23:42
      a nie możesz jej olać? zobacz, tego kwiatu pół światu-w mojej dzielnicy na 100 mężczyzn przypada 109 kobiet.
      • swiete.jeze Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 00:17
        Bemowo czy Rembertów?
      • milad.a Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:25
        Szkoda tylko, że takie proporcje powyżej 40tki się ustalają, co? ;) Chyba, że wolisz starsze panie.
    • coelka Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 00:04
      Ja ja k nie chce znajomosci to mowie własnie tak wprost nigdy wiecej do mnie sie nie odzywaj , nigdy rozumiesz . Jesli chcę utrzymac znajomosc to zostawiam bez odopowiedzi niektóre wiadomości. jak ie chcę miec nic doczynienia z jakąś osoba to mowie nigdy już sie do mnie nie odzywaj.
      • tanahoe Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 10:37
        No ale z tym różnie bywa :) Aktualnie też podobne rzeczy napisałam, jestem wściekła na maksa i najchętniej bym oczy wydrapała ale wiem, że starania i bukiety zmiękczyłyby moje serce. Tylko to zależy od osoby i tego co wcześniej czuła. Ja raczej z tych wściekających co im szybko przechodzi...
        • jaros34 Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 11:30
          Dzięki za małe pocieszenie :)
          Faktem jest, że tę prawdę dotyczącą kobiecych zachowań zdążyłem już poznać. Jak wam zależy to wybaczycie niejedną gafę, czy błąd, lecz jeśli nie zależy to na nic wiersze i wszystkie kwiaty Holandii.
          Wciąż jednak nie wiem, czy to pożegnanie z jej strony nie było przypadkiem prowokacją, czymś, by dać mi szansę. A jeśli tak, to co tu zrobić, by tego nie popsuć jeszcze bardziej? Co by na was podziałało? Milczenie przez kilka dni, a potem list? Doradzanie mi kwiatów nie ma sensu, bo w jedną stronę mam 8 godzin autem, a adres znam tylko wzrokowo, wiec i wysyłka odpada.
          • milad.a Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:04
            Kwiaty do pracy - tu już łatwiej adres ustalić.
            Tylko nie wszystkie kobiety lubią takie szopki. ;)
            • maja9622 Re: Narozrabiałem... 28.06.11, 12:55
              swiete.jeze, podoba mi się Twój nick i sygnaturka. Sama nie wiem co bardziej:)
          • swiete.jeze Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:09
            > Doradzanie mi kwiatów nie ma sensu, bo w jedną stronę mam 8 godzin aute
            > m, a adres znam tylko wzrokowo, wiec i wysyłka odpada.

            Związek korespondencyjny? Warto to w ogóle ciągnąć jak już i tak jest źle? Pytam serio.
            • jaros34 Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:27
              swiete.jeze napisała:

              > > Doradzanie mi kwiatów nie ma sensu, bo w jedną stronę mam 8 godzin aute
              > > m, a adres znam tylko wzrokowo, wiec i wysyłka odpada.
              >
              > Związek korespondencyjny? Warto to w ogóle ciągnąć jak już i tak jest źle? Pyta
              > m serio.

              Jakaś chętna na wolne miejsce? ;)
              Związek mieszany, w zależności od możliwości w danym momencie. Nie od razu Kraków zbudowano. Po dalszym poznaniu można zmienić sytuację, to kwestia czasu i chęci, bo możliwości są. A czy jest źle? Nie było do teraz...
              • coelka Re: Narozrabiałem... 28.06.11, 01:53
                Najlepiej porozmawiac szczerze tylko szczerośc i prawda oczyszcza sytutacje , dla mnie osobiscie jak cos jest takie niezrozumiałe to wisi jak burza w powietrzu.
                I ty nie wiesz co dzieje się w ludzkiej duszy.
                Między człowiekiem a człowiekiem jest ciemność. Miłość zaczyna sie wtedy gdy koś próbuje się przebić przez ciemność czyjejś inności.
    • wez_sie Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:13
      daj spokoj
      mialem podobna sytuacje

      jest mega ciezko.... :/
    • empeczy ja pie... 26.06.11, 12:16
      jaros34 napisał:

      > co nieco i dziewczyna (lat27), z którą znamy się od roku, ostro się wściekła. N
      > ie chcę tu pisać co takiego zrobiłem. Uprzedzę, że nie przespałem się z jej prz
      > yjaciółką ani siostrą. Z matką również nie ;) Faktem jest, że powód ma.
      > W każdym razie dziewczyna po rozmowie ze mną przez net i ujawnieniu pewnych fak
      > tów, napisała mi 2 niemiłe zdania i od tego czasu nie reaguje na telefony, smsy
      > , wiadomości gg. Nie mieszkamy w jednym mieście, więc trudno mi tak po prostu d
      > o niej podjechać. Ale następnego dnia wysłała mi email, w którym stwierdza, że
      > żałuje, że mnie poznała, że jestem taki i owaki oraz, iż uważa naszą znajomość
      > za zakończoną.
      > Ponieważ logika kobieca różni się znacznie od męskiej, więc proszę was o przetł
      > umaczenie na nasze tej sytuacji, stąd moje pytanie i prośba do was brzmi: czy f
      > akt, że wysłała do mnie ten email oznacza, że faktycznie chciała się pożegnać i
      > odciąć, czy też może napisała, bo liczy na moją odpowiedź, wyjaśnienie oraz na
      > przeprosiny i uniżone pokajanie się z jednoczesnym zapewnianiem jej o moich sz
      > czerych intencjach i uczuciu?:) Męska logika podpowiada, że gdyby nie chciała j
      > uż tej znajomości, to zwyczajnie nie odezwałaby się nigdy więcej.
      > Jakie jest wasze zdanie?


      https://2.bp.blogspot.com/_rY0CJheAaRM/THh6SRHWrvI/AAAAAAAABmo/41pnYisnGbk/s1600/jesus-facepalm.jpg


      ps: pojebany jestes ze szukasz odpowiedzi na forum kobieta ;d wez przeczytaj jeszcze raz to co napisales i puknij sie w leb
    • piataziuta Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 12:43
      Twoim podstawowym błędem jest to, że zastanawiasz się co ona miała na myśli, doszukujesz jakichś pozawerbalnych treści zamiast zastanowić się czego ty sam od niej chcesz.
      Równie dobrze możesz pójść do wróżki.
      Scisnij sie koleś za jajka, moze ból przypomni ci ze je masz.
      Chcesz z nia byc?- drałuj po kwiaty, przepros, a jesli wybaczy to wiecej nie rob na boku.
    • uleczka_k Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 13:49
      No ale ona przecież napisała, co miała do napisania i nie odezwała się nigdy więcej, prawda? A teraz Ty, jeśli czujesz skruchę i chcesz ją udobruchać, to odczekaj, aż jej złość trochę minie i molestuj. Jednak prawdopodobnie uważa Cię i tak za skończonego .... (tu wstaw co wolisz) i na twoim miejscu dałabym sobie spokój.
      • jaros34 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 13:48
        uleczka_k napisała:

        > No ale ona przecież napisała, co miała do napisania i nie odezwała się nigdy wi
        > ęcej, prawda? A teraz Ty, jeśli czujesz skruchę i chcesz ją udobruchać, to odcz
        > ekaj, aż jej złość trochę minie i molestuj. Jednak prawdopodobnie uważa Cię i t
        > ak za skończonego .... (tu wstaw co wolisz) i na twoim miejscu dałabym sobie sp
        > okój.

        Uwielbiam te kobiece, precyzyjne określenia typu:" odczekaj trochę" ;) Dziwne, że jak robicie zakupy to nikt się nie reklamuje: "jeszcze trochę i wyprzedaż" ;)
        Czyli ile trzebaby odczekać? Tydzień, dwa? Faktycznie nie odezwała się przez tydzień, ale...zareagowała na mój opis na gg i zmieniła swój. To teraz, jak tablica ogłoszeń, jedyna szansa komunikacji, skoro telefon, mail, skype pozostają głuche. Cud, że mnie nie zablokowała.
        Kończąc Twoją myśl, ona uważa mnie za skończonego, cytuję, :"Skur...ela", problem w tym, że ja uważałem ją za przyszłą matkę mojego synka... Szlag!
        Jakieś pomysły? Dzięki za odpowiedz/i

        P.S. Tylko proszę, nie piszcie znów o kwiatach, bo tłumaczyłem, że jest to nierealne.
        • uleczka_k Re: Narozrabiałem... 06.07.11, 08:33
          Wzruszające. Miała to być matka Twoich dzieci, ale, kurka wodna, mieszka za daleko, żeby ją przeprosić. I jeszcze w dodatku zdenerwował ją Twój wybryk. Oprócz tego, nie wyznaczyła precyzyjnej daty zakończenia dąsów. Powinna Cię przeprosić chyba.
          • state.of.independence Re: Narozrabiałem... 13.07.11, 21:28
            Rzeczywiście - też się wzruszyłam. Ciekawe jakby te dzieci na odległość mieli płodzić? No bo chyba bocian nie przynosi? A może ja zacofana jestem, że mi nic o bocianie nie wiadomo?
            • jaros34 Re: Narozrabiałem... 13.07.11, 21:53
              state.of.independence napisała:

              > Rzeczywiście - też się wzruszyłam. Ciekawe jakby te dzieci na odległość mieli p
              > łodzić? No bo chyba bocian nie przynosi? A może ja zacofana jestem, że mi nic
              > o bocianie nie wiadomo?

              W zasadzie jesteś zacofana, bo nie doszłaś jeszcze do tego, że wątki czyta się od początku, nie od końca. Piszesz bzdury, niezwiązane z tematem. Ponoć są lepsze sposoby na rozruszanie palców...
              • state.of.independence Re: Narozrabiałem... 13.07.11, 22:06
                Akurat przeczytałam od początku, a to, że sobie z Ciebie żartuję to jeszcze nie powód, żeby mnie obrażać i wyzywać od zacofanych, o młodzieńcze nowoczesny. Ponieważ jestem trochę starsza od Ciebie i wychowywałam się w czasach, kiedy ludzie rozmawiali ze sobą gdy mieli problemy, a nie wysyłali żałosne maile, smsy czy siedzieli na gg to mogę Ci powiedzieć jedno.

                To nie związek, to co stworzyłeś. To farsa i oszukiwanie siebie. To życie na wpół wirtualnym światem. Jesteś z dziewczyną, ale nie znasz jej adresu, znasz go tylko wizualnie? Nie możesz do niej jechać "w ciemno", bo masz do niej 8 godzin w jedną stronę? To jest Twoja miłość i tak udowadniasz, że Ci na niej zależy? Żałosne a wręcz tragikomiczne.

                Pokaż mi na czym się ten wasz związek osadzał w realnym świecie? Gdzie są jego trwałe fundamenty, jakaś silniejsza emocjonalna podstawa, bycie razem dzień po dniu, w problemach i szczęściu? No pokaż mi to wszystko mądralo, bądź mężczyzną a nie przerośniętym dzieckiem, które umie się tylko użalać nad sobą, biadolić i szukać na forum odpowiedzi na pytania, które twarzą w twarz powinienieś zadać tej dziewczynie.

                Jedno czego jej życzę - żeby naprawdę zapomniała i znalazła sobie faceta, który jest jej wart. Bo Ty nie jesteś i za przeproszeniem - dobrze o tym wiesz.
    • devilyn Re: Narozrabiałem... 26.06.11, 15:38
      Tu jest sedno "iż uważa naszą znajomość za zakończoną"
    • daniel.27 Re: Narozrabiałem... 28.06.11, 12:23
      Byłem w trochę podobnej sytuacji. Oskarzyłem dziewczynę o rzeczy których nie zrobiła. Popłakała się z tego powodu i chciała skonczyc znajomość. Ale tak od słowa do słowa jakoś zmieniła zdanie i zaczęło być ok. Tu była taka sytuacja, że znalismy sie tylko przez gg i widzileismy tylko zdjęcia, więc to nie była zadna moja dziewczyna tylko pretendentka :)

      Po tym jak mi wybaczyła, powiedziałem jej, że po kłótni chciałem jechać do niej na uczelnie i tam na nią czekać by ją przeprosić. Wiedziąłem tylko co to za uczelnia i w jaki dzien miała tam sie zjawić, wiec musiałbym tam czekac pół dnia. To był jedyny trop bo nie widziałem gdzie mieszka, a nr gg miała skasowac, wiec nie miałbym z nią zadnego kontaktu.

      Jej reakacja była taka, że bardzo by się ... ucieszyła z tego, że jej szukałem bo to znaczy ze mi zalezy... I tak to czasem z kobietami jest - niby nie chcą kontaktu, ale jak zaczniesz działac to wtedy one sa zadowolone, ze o nie walczysz ;)

      Może lepiej spróbuj cos zawalczyć bo potem możesz żałować, że nic nie zrobiłes.
      Pozdrawiam
      • jaros34 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 13:31
        daniel.27 napisał:

        > Byłem w trochę podobnej sytuacji. Oskarzyłem dziewczynę o rzeczy których nie zr
        > obiła. Popłakała się z tego powodu i chciała skonczyc znajomość. Ale tak od sło
        > wa do słowa jakoś zmieniła zdanie i zaczęło być ok. Tu była taka sytuacja, że z
        > nalismy sie tylko przez gg i widzileismy tylko zdjęcia, więc to nie była zadna
        > moja dziewczyna tylko pretendentka :)

        Ech...nigdy nie wiadomo, co tak faktycznie jest prawdą. Akurat miałem kiedyś taką sytuację, jak Ty. Znajomość tylko internetowa. Dziewczyna dała mi powód, więc powiedziałem jej coś niemiłego, w stylu, że "można bardzo łatwo się z nią umówić". Obraziła się na mnie i już więcej nie korespondowaliśmy. Ale co ciekawe, później jakiś czas spotykałem się z jej koleżanką i okazało się, że te moje oskarżenia to był ledwie wierzchołek góry lodowej, można powiedzieć, że niemal komplement :) Często jest tak, że gdy prawda zaboli, to czlowiek się mocno oburza. Życie :) Albo inaczej, uderz w stół to nożyce najpierw sie odezwą, a później zamilkną na dobre:)
        • nglka Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 13:55
          I co w związku z tym? Sugerujesz, że fałszywe oskarżenia bolą mnie? Haha :-)
          Co za różnica czy powiedział prawdę, czy nie? Wszystko da się powiedzieć w sposób chamski i kulturalny - prawda powiedziana w sposób kulturalny raczej nie zaboli; przy założeniu, że rzeczy oczywistych nie ma konieczności mówić. Widać niczego zupełnie Cię taka sytuacja nie nauczyła i nie wyciągnąłeś z niej prawidłowych wniosków - bo nie ma znaczenia co się okazało, znaczenie ma to, że mimo braku bezwzględnych przesłanek oskarżyłeś kogoś lekkomyślnie MOGĄC się mylić. Takich ludzi kopię mocno w d...ę.
          • nglka * mnie = mniej b/t 29.06.11, 13:56
          • jaros34 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 14:29
            nglka napisała:

            > I co w związku z tym? Sugerujesz, że fałszywe oskarżenia bolą mniej? Haha :-)
            > Co za różnica czy powiedział prawdę, czy nie? Wszystko da się powiedzieć w spos
            > ób chamski i kulturalny - prawda powiedziana w sposób kulturalny raczej nie zab
            > oli; przy założeniu, że rzeczy oczywistych nie ma konieczności mówić. Widać nic
            > zego zupełnie Cię taka sytuacja nie nauczyła i nie wyciągnąłeś z niej prawidłow
            > ych wniosków - bo nie ma znaczenia co się okazało, znaczenie ma to, że mimo bra
            > ku bezwzględnych przesłanek oskarżyłeś kogoś lekkomyślnie MOGĄC się mylić. Taki
            > ch ludzi kopię mocno w d...ę.

            I w związku z tym, nic. Chłopak próbował mi pomóc z moim problemem, a ja przypomniałem sobie o swoich doświadczeniach, w związku z jego problemem.
            Czy to na pewno powód, by snuć bazarowy wywód prawniczy, uzupełniony "trudnymi" słowami, jak "przesłanka" i "wniosek", gdzie pseudologiczna dedukcja doprawadza Cię tak naprawdę do nikąd, bo wynika z niej wszystko i nic jednocześnie. A całość okraszona jest niemiłym motto życiowym. Gdybym był bardziej złośliwy, to powiedziałbym, że oto nożyce się odezwały... Zresztą, nie bardzo mam chęć na rozwijanie pobocznych wątków.
            • nglka Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 14:34
              Czyli jednak prawda Cię zabolała.
              W takim razie może jednak lepiej, że dziewczyna skończyła to teraz a nie za 2_lata_zmarnowanego_życia? :)
    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Narozrabiałem... 28.06.11, 12:50
      Kobieta w wieku 27 lat zazwyczaj wie co mówi, więc jeśli napisała ci takiego meila to dlatego że chciała zakończyć sprawę, a nie otworzyć do powtórnego rozpatrzenia.

      Oczywiście może być tak że jest bardzo "niestabilna emocjonalnie" - czyli jednego dnia cię kocha, drugiego nienawidzi i chce oczy wydrapać, a potem wszystko wraca do normy, ale szczerze w to wątpię.

      Najwyraźniej uznała że straty które poniosła/informacje które na twój temat uzyskała, czy inny powód jest na tyle poważny że pozytywne aspekty znajomosci z tobą tego nie wyrównają.

      Ja kieruję się męską logiką, ale uważam że każdemu z którymi spędziłem czas należy się choćby pożegnanie, żeby w niepewności nie żył.
      • chlodne_dlonie Re: Narozrabiałem... 28.06.11, 13:09
        g.r.a.f.z.e.r.o napisał:
        >
        > Ja kieruję się męską logiką, ale uważam że każdemu z którymi spędziłem czas należy się choćby pożegnanie, żeby w niepewności nie żył.

        Szkoda, że nie każdy tak uważa..ale cóż, są ludzie i ludziska, płeć w tym wypadku nieistotna ;)
        A powody pozostawiania takich niedomkniętych drzwi..?
        Zapewne każdy ma własne, niemniej sama staram się sprawy stawiać jasno.
        Za długo się za mną kiedyś ciągnęła czyjaś nieumiejętność 'dookreślenia się'.
    • peter_pan747 "przyszła matka twojego syna" 29.06.11, 14:17
      "Przyszła matka twojego syna" nie jest warta 8 godzin samochodem w 1 stronę?
      Zdziwiłbym się wobec tego, gdyby jeszcze chciała nią zostać.
      Mam nadzieję, że bywa na tym forum.
      • jaros34 Re: "przyszła matka twojego syna" 29.06.11, 14:38

        peter_pan747 napisał:

        > "Przyszła matka twojego syna" nie jest warta 8 godzin samochodem w 1 stronę?
        > Zdziwiłbym się wobec tego, gdyby jeszcze chciała nią zostać.

        Oczywiście, że jest! Ale nie jazdy w ciemno... ;) Zamiast pocałować klamkę i spędzić dobę w podróży, wolę posiedzieć tu i popracować na wyprawkę :)
        Mówiąc całkiem poważnie, miałem już pewne doświadcenia w życiu i wiem, że przy niechęci drugiej strony, zasypywanie kwiatami itp., tylko tę niechęć potęguje. Ona na pewno jest na mnie wściekła, ale nie chcę, by mnie znienawidziła.
    • mirtillo25 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 14:23
      Jaros, a facetem jesteś dorosłym czy nieśmiałym licealistą? ;P
      Jeśli kochasz, to jedź do niej i wyjaśnij sprawę. W złości ludzie piszą różne rzeczy. Ja mojego męża wyzywam średnio raz na 2 tygodnie i raz na tydzień straszę rozwodem, a kocham go na zabój. Dziwne? Chore? - Wiem, ale tak działa moja (nie do końca zdrowa) psychika ;P
      I wiesz, co najbardziej w nim doceniam, oprócz cierpliwości do moich humorów? - że nie zastanawia się, co zrobić i czy wypada milczeć, tylko sprawę wyjaśnia od razu.
      Zastanawiając się nad treścią jej listu, ani nic nie zmienisz, ani niczego się nie dowiesz. Kup wielki bukiet róż, wsiadaj do auta i jedź. Najwyżej powie "nie"... przynajmniej będziesz miał jasną sytuację ;P
      Powodzenia.
      • jaros34 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 14:43
        mirtillo25 napisała:

        > Jaros, a facetem jesteś dorosłym czy nieśmiałym licealistą? ;P
        > Jeśli kochasz, to jedź do niej i wyjaśnij sprawę. W złości ludzie piszą różne r
        > zeczy. Ja mojego męża wyzywam średnio raz na 2 tygodnie i raz na tydzień strasz
        > ę rozwodem, a kocham go na zabój. Dziwne? Chore? - Wiem, ale tak działa moja (
        > nie do końca zdrowa) psychika ;P
        > I wiesz, co najbardziej w nim doceniam, oprócz cierpliwości do moich humorów? -
        > że nie zastanawia się, co zrobić i czy wypada milczeć, tylko sprawę wyjaśnia
        > od razu.
        > Zastanawiając się nad treścią jej listu, ani nic nie zmienisz, ani niczego się
        > nie dowiesz. Kup wielki bukiet róż, wsiadaj do auta i jedź. Najwyżej powie "nie
        > "... przynajmniej będziesz miał jasną sytuację ;P
        > Powodzenia.

        Dzięki za miły list. Facetem jestem dorosłym, ale gdy o niej myślę, to mi ciągle gra w duszy nieśmiały licealista :))
        Skądś znam to Twoje zachowanie... Też jesteś Skorpionem? One tak mają :)

        Ogólnie to liczyłem, że dostanę od was prosty przepisik na moją bolączkę. Głupi byłem, po dwakroć.
        • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 14:48

          > Ogólnie to liczyłem, że dostanę od was prosty przepisik na moją bolączkę. Głupi
          > byłem, po dwakroć.

          No pacz pan, kto to widział żeby kobiety bez instrukcji obsługi oferowali...

          Swoją drogą wydaje mi się że czujesz że jej obiekcje i wkurzenie jest jak najbardziej uzasadnione i poczucie winy blokuje ci ruchy. Ale mogę się mylić.
        • devilyn Re: Narozrabiałem... 05.07.11, 19:22
          Co one (skorpiony) niby mają? :>
    • tarantinka Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 18:30
      narozrabiałeś - myślę, że na tyle poważnie, ze gdzieś w głebi ducha uważasz, że twoja idealna dziewczyna takich rzeczy nie powinna wybaczyć. Dlatego boisz się z tym skonfrontować... bo nóż wybaczy ? i co wtedy ? juz nie będzie taka wymarzona, idealna z zasadami. W takich sytuacjach nie kupuje się kwiatów, czy puszcza smętne kawałki że nigdy więcej. Ona musi zobaczyć w tobie człowieka - takiego już nie wymarzonego, idealnego ale takiego który nie boi sie przyznać że źle zrobił, że żałuje. To wbrew pozorom jest bardzo bardzo trudne i nigdy ci się nie uda jeżeli rzeczywiście nie przepracujesz tego we własnym sumieniu.
      • sadgirl25 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 19:35
        Jaros mogę zapytać ile masz lat? tak jak sugeruje Twój nick 34?
        • jaros34 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 20:26
          sadgirl25 napisała:

          > Jaros mogę zapytać ile masz lat? tak jak sugeruje Twój nick 34?

          Tak.
          Czy to taki delikatny wstęp do lepszego ochrzaniania? ;)
          • sadgirl25 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 20:53
            Nie będę Ciebie ochrzaniać,po prostu myślałam że jesteś trochę młodszy.
      • jaros34 Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 20:25
        Muszę przyznać, że ładnie to napisałaś. I pewnie masz trochę racji, ale nie do końca, bo jednak w moim wieku nie idealizuje się już kobiet ;) Ona nie jest wymarzona, lecz taka z krwi i kości, w sam raz dla mnie. Faktem jest, że na początku byłem skupiony na przepraszaniu, samemu nie wiedząc i nie precyzując za co naprawde przepraszam. Zapowiada się wielowątkowe pokajanie się. Ufff... Tylko, że ja nie umiem za bardzo mówić do "ściany".
    • moonogamistka Re: Narozrabiałem... 29.06.11, 19:39
      Jest wkurzona, ale przez grzecznosc wyjasnia sytuacje.
      Jak znam zycie- jak jej zalezy na Tobie- to jak bedziesz uparty i pracowity- to wydepczesz sciezke;_))
      Moja mama mowi- chodzil, chodzil- az wychodzil-:)) Tak to jest z kobitami;_))
    • jaros34 Odezwała się... 04.07.11, 23:50
      Wiem, że marudzę, ale jestem zdesperowany. Gdybym miał przyjaciółkę, to zapytałbym ją. Kumple, jak to kumple, radzą odpuścić i szukać "nowego towara". Chyba zmienię kumpli;) Pomóżcie. Co jej napisać, by zmiękczyć jej kobiece serce? Naprawdę mi na niej zależy, więc możecie zdradzić jakieś sztuczki;)
      Acha, napisała mi list, kilkanaście zdań, m.in. takie, w którym prosi mnie, bym pomógł jej zapomnieć o mnie i przestał się odzywać. Byłoby do zrobienia, gdybym jej nie kochał...
      Dzięki za ewentualne (p) odpowiedzi.
      • kosc_ksiezyca Re: Odezwała się... 05.07.11, 00:09
        Jak znów napisała, to... Gdy ja mam w d.upie, to po prostu NIE piszę. Zatem moim babskim zdaniem coś jest na rzeczy.

        Kurcze, z jednej strony gdybyś jej napisał to, co nam tutaj piszesz - oczywiście nie o zmianie kumpli :) - ale że mógłbyś o niej zapomnieć, gdybyś jej nie kochał, to mogłoby zabrzmieć nieco tandetnie. Z drugiej strony - proste to i szczere.

        Może pokorzyć się jeszcze trochę - zachowałem się jak debil, ale nie chcę, żeby przez taką głupotę (o ile to była głupota) zmarnować coś fajnego. Że nie wybaczyłbyś sobie, gdybyś o nią chociaż nie próbował walczyć. I inne takie, co na nią podziałają, ale to już Ty sam powinieneś wiedzieć :)
      • 3artka Re: Odezwała się... 05.07.11, 00:17
        Jak się odezwała to znaczy, że jej na Tobie zależy. Gdyby było inaczej nie napisałaby wcale. Moja rada - spróbuj zadzwonić albo napisz najpierw maila, zeby chcesz do niej zadzwonić i prosisz, żeby odebrała. Jeżeli nie odbierze za pierwszym razem to spróbuj następnego dnia. Musi widzieć, że próbujesz. Sugeruje zadzwonić wieczorem, bo wtedy trochę miękniemy.
        No i oczywiście przygotuj sobie dobrą gadkę. To, ze przepraszałeś 10 razy nie znaczy, ze nie masz jej przeprosić drugie tyle.
        Jeżeli korzystacie z gg to ustaw sobie opis, który będzie coś mówił tylko wam.
        Pamiętaj, że jeżeli sam zdajesz sobie sprawę z własnej winy to ona odczuwa to mocniej. Związek na odległość wymaga trochę więcej, niż stacjonarny.
        Powodzenia!
        • ursyda Re: Odezwała się... 05.07.11, 18:46
          3artka napisała:


          > Jeżeli korzystacie z gg to ustaw sobie opis, który będzie coś mówił tylko wam.


          mnie by zadowoliło "jestem głupim kutafonem"
      • yoko0202 Re: Odezwała się... 05.07.11, 00:28
        jaros34 napisał:

        > Wiem, że marudzę, ale jestem zdesperowany. Gdybym miał przyjaciółkę, to zapytał
        > bym ją. Kumple, jak to kumple, radzą odpuścić i szukać "nowego towara". Chyba z
        > mienię kumpli;) Pomóżcie. Co jej napisać, by zmiękczyć jej kobiece serce? Napra
        > wdę mi na niej zależy, więc możecie zdradzić jakieś sztuczki;)
        > Acha, napisała mi list, kilkanaście zdań, m.in. takie, w którym prosi mnie, bym
        > pomógł jej zapomnieć o mnie i przestał się odzywać. Byłoby do zrobienia, gdyby
        > m jej nie kochał...
        > Dzięki za ewentualne (p) odpowiedzi.

        oczywiście nie jestem nią i nie wiem co jej w głowie siedzi, ale osobiście gdybym faktycznie totalnie i ostatecznie odpuściła sobie gościa to bym w ogóle się do niego nie odzywała, zupełnie, nawet z takimi prośbami, bo i po co.
        skoro ona tak do Ciebie pisze, to chyba cierpi i chce się wykrzyczeć [coś ty tam narobił?:D] ale gdzieś jej po głowie cały czas chodzisz no bo pisze - generalnie jestem zdania, że nawet totalny wqurw jest lepszy niż totalna obojętność i olanie
        sztuczki to mi żadne nie przychodzą do głowy, ale podpowiem, że taki jeden, dawno temu, ja maksymalnie narozrabiał, to mnie zmiękczył tym, że nie używał wielkich słów, tylko najpierw sam siebie zjechał w sposób niecenzuralny a potem w zwykły prosty sposób, nie bawiąc się w mickiewicza, opisał mnie taką jak mnie widział i wciąż widzi, no a po tekście, że najbardziej zgłupiał na moim punkcie jak wziął mnie na ryby a ja wcale nie marudziłam i jeszcze robaki na haczyk zakładałam - 2 dni później w rezultacie poszliśmy znowu na ryby...
        no ale to tylko ja, i to dawno temu, teraz na skutek różnych wydarzeń życiowych jestem zołza i jak ktoś zawiedzie moje zaufanie to lepiej żeby trzymał się ode mnie z daleka.
        nie odpuszczaj ale i nie bombarduj, nadmiar kontaktu to czasami działa jak płachta na byka.
      • jaros34 Krok naprzód? 13.07.11, 20:37
        To znowu ja:) Dziękuję wam za wszelkie podpowiedzi. Próbowałem się do nich zastosować, co polegało głównie na nie atakowaniu jej mailami, telefonami itp. z mojej strony. Oczywiście, skomponowałem odpowiednie opisy na gg. Trochę to dziecinne, ale tylko tak mogłem jej coś przekazać. Widziałem ją po kilka razy dzienie, gdy pokazywała się na komunikatorze. Czasem co godzinę. Niestety, brak było reakcji z jej strony. Aż do wczorajszego wieczoru, gdy kolejny mój opis albo trafił w czuły punkt albo wyprowadził ją z równowagi. Apropos, co byłoby lepsze?;)
        W każdym razie, "porozmawialiśmy" na gg przez 5 minut. Była rzeczowa, stanowcza, pytała np. czego ja faktycznie od niej chcę i czy nie mam lepszych zajęć, niż siedzenie na kompie (ja akurat sporo pracuję korzystając z komputera, więc...). Dodała jeszcze, że przecież oboje nie mamy do siebie żadnych praw (czy ktoś może mi wytłumaczyć, co oznacza takie zdanie z ust kobiety???)
        Na koniec, po moich prośbach o jej opamiętanie się, napisała, że potrzebuje czasu, żeby to wszystko przemyśleć i prosi o chwilę oddechu, a gdy to sobie poukłada to sama się odezwie.

        Właściwie nie wiem, czy to początek końca, czy może realna szansa na wyjście z kryzysu?
        Proszę was, przetłumaczcie to na nasze. Jestem już podłamany. Chciałem z nią spędzić życie, a ona musi to sobie "poukładać"? Katastrofa!
        • state.of.independence Re: Krok naprzód? 13.07.11, 21:38
          jaros34 napisał:

          > Dodała jeszcze, że przecież oboje nie mamy do siebie żadnych praw (czy ktoś m
          > oże mi wytłumaczyć, co oznacza takie zdanie z ust kobiety???)

          A co w tym niezrozumiałego? Albo inaczej: jakie konkretnie masz do niej prawa, że nie rozumiesz tego stwierdzenia?
        • 3artka Re: Krok naprzód? 13.07.11, 22:18
          No widzę, że kolega ostro walczy. Bardzo dobrze.
          Jezeli kobieta mówi Ci, że nie macie do siebie żadnych praw to jest to sygnał, że ją zraniłeś (o czym wiesz) i że zrobiłeś to, bo w końcu nie jesteście np. po ślubie czy zaręczeni. Jednym słowem żadne poważne słowa między wami nie padły. Co nie znaczy, że ona nie chciała by ich usłyszeć...
          Jeżeli poprosiła Cię o czas to daj jej go, ale np. ustaw jakiś fajny opis na gg. Jeżeli nie odezwie się przez 7-10 dni to spróbuj Ty się z nią skontaktować. Jeżeli wtedy powie Ci, że nic z tego nie będzie to nie będzie, ale coś mi się wydaje, że będzie tylko musiałeś dać jej nieźle popalić. Swoją drogą, masz nauczkę.
          • jaros34 Re: Krok naprzód? 15.07.11, 11:14
            Dziękuję za słowa pocieszenia. Były potrzebne:)
            Przemyślałem temat i zrobię tak, jak radzisz. Przyznam jednak, że trudno mi wytrzymać tyle dni bez kontaktu z nią. Mam ochotę pisać, dzwonić. Jechać też. Ale poczekam jeszcze ten tydzień. Swoją drogą, jeśli ja tak się męczę, to co czuje ona, o ile jej zależy?
            Jeśli chodzi o ważne słowa między nami, to one akurat padały. Mimo związku na odległość, udało nam się spędzić razem ponad 60 dni w roku. Był więc czas i na niewymuszone wyznania. Wydaje mi się jednak, że wy lubicie, gdy je powtarzamy;)
    • palya Re: Narozrabiałem... 05.07.11, 08:11
      mysle, ze moge pomóc
      jestem kobitką i mój "przyrost" (że tak sie wyraże, bo nadal wściekła na niego jestem) dwa tygodnie temu spieprzył dwa lata naszego wspólnego życia. Jednym słowem: narozrabiał. fakt, nie była to zdrada (bo to by sprawe mocno skomplikowało) ale coś niefajnego.

      wyrzuciłam go z domu a sama zniknęłam. nie chcialam go ani widzieć ani znać...
      ..ale kocham gada wstrętnego, więc nie jestem w stanie go jednoznacznie skreślić.

      i gdyby sie nie pojawił z kwiatami i skruchą i chęcią wyjaśnienia wszystkiego to bym cierpiała bardzo.
      jestem przekonana, ze mimo wszystkich złych uczuć i gorzkich słow, dziewczyna czeka na gest z Twojej strony. jesli sie komuś pisze, ze ma ci pomóc zapomnieć, to znaczy ze cały czas mysli... a jak mysli (nawet najgorzej) to znaczy ze zależy

      słowem: wszystko w Twoich rękach.
      duze kwiaty i spora dawka szczerej rozmowy moim zdaniem rozwiąze problem. czekam na dalszy bieg wypadków.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka