strazniczkakluczy
23.01.12, 13:08
piszę czasem pod innym nickiem, a że temat nie napawa dumą to stworzyłam sobie drugi.
Jestem w ciąży, wiem o tym od kilku tygodni, może czterech, pięciu. Zawiodła antykoncepcja.
Gdy patrzę na siebie w lustro to mam ochotę pawia puścić. Brzydzę się sobą za swoje myśli. Nie chcę tej ciąży i nie chcę tego dziecka, łamię się gdy myślę o tym wszystkim co mnie czeka, boję się porodu, nie chce mi się chodzić do lekarza (poszłam raz z czystego pragmatyzmu), jak sobie pomyślę że za dwa tygodnie warto iść na usg to mnie wzdryga. Szukanie prowadzącego, ewentualnej położnej, szpitala, zaparomiesięczna konieczność robienia wyprawki - to wszystko mnie wku...a. Po nocy płaczę, nie mogę uwierzyć że zaliczyłam wpadkę. Jestem wstrętna baba, bo nie potrafię wykrzesać odrobiny pozytywnych emocji względem dziecka, na pierwszym usg nawet zabiła we mnie nadzieja, że jajo jest puste :( Czy ktokolwiek normalny mógłby się cieszyć z nieudanej ciąży albo poronienia? Mąż urządza gadki szmatki do brzucha, dywaguje na temat płci, każe łykać folik ( o którym zapominam - na zasadzie wyparcia), a ja mam ochotę wyć do księżyca. Mam już dziecko, które kocham ponad życie i które kochałam od samego początku. To kolejna okoliczność, która mnie dobija. Skąd we mnie taka niesprawiedliwość, czemu jedno dziecko traktowane było jak dar, a to drugie - jest jak wyrok :( nie potrafię tego zmienić, nie czuję niczego poza smutkiem. Bywa, że na kilka dni zapominam w ogóle że jestem w ciąży (mechanizm obronny jak mniemam), by za chwilę przypomnieć sobie o tym gdy dostaję torsji na widok pieczonego kurczaka. I wtedy znowu wpadam w dołek. W pracy milczę jak grób, boję się iść z tym do szefa (choć nie mam podstaw by sądzić, że przyjmie to źle). Boję się, głównie dlatego, że wiem, że gdy zacznę mówić o tym, że jestem w ciąży to wpadnę w histerię, a nie chcę obcemu człowiekowi tłumaczyć, że ta ciąża to nie była moja decyzja lecz jebana przegrana w tej ryzykownej grze jaką jest seks. Nie zdzierżę pogaduszek w pracy typu: o rany to cudownie, gratulacje, buzi buzi... bo nie umiem wykrzesać z siebie nawet bladego uśmiechu. Nigdy też nie powiem nikomu co tak na prawdę czuję - to temat tabu. Chyba by mnie zlinczowali - mąż, który od dłuższego czasu chciał drugiego dziecka, przyjaciółka która od lat bezskutecznie stara się o dziecko...