Dodaj do ulubionych

Obrażona żona kolegi

07.02.12, 12:30
Zadzwoniłam do kumpla żeby go zaprosić z żoną do nas na drinka. Kolegę znamy wraz z mężem jakieś 5 lat a jego żonę 2 lata, bo dopiero niedawno wzięli ślub. Spotykaliśmy się dosyć często.
A on do mnie, że już się więcej nie spotkamy bo nie podoba mu się jak ja traktuję jego żonę i że jej jest z tego powodu przykro. No i wymienił mi parę rzeczy, że zrobilam to i tamto, ogólnie miał na myśli, że ją ignoruję i traktuję jak powietrze. Ok, zgadza się że zrobiłam to i tamto ale wcale nie chciałam jej urazić. Jakoś tak bardziej wolę kumpla niż ją więc może tak wyszło.
No ale żeby mi on od razu powiedział, że się już nie spotkamy, zamiast porozmawiać na ten temat, to chyba przesada. Nie wiem czy mam do niej dzwonić i ją przepraszać bo w sumie to ja teraz sama się czuję urażona. A co Wy o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • anna_sla Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 12:49
      zadzwoń do niej, umów się na kawę i pogadaj z nią... nie wiem co takiego rzekomo zrobiłaś, ale wiesz co, my chyba podobnie trochę. Naszych kolegów mąż zna od łebka, ja od ok. 21 roku ich życia (wtedy ich wszystkich hurtem poznałam, są w jednym wieku, teraz pod 40stkę). Nigdy nie udało mi się nawiązać nici porozumienia z ich żonami i pannami, stażem krótsze o połowę ode mnie. Nie moja bajka, nie mój cyrk i nie moje małpy. W zasadzie one traktowały moją obecność jak akceptację mojego towarzystwa i ja robiłam dokładnie to samo, więcej miały do pogadania między sobą. Szłam spotkać się, pogadać z kolegami a nie z nimi. I jak zapraszamy ich to też pierwsze co to uderzam/uderzamy telefonicznie do kolegów. I też mi jeden z nich ostatnio zwrócił uwagę jak ich zaprosić chciałam a każde z nich było w innym pomieszczeniu i ja "uderzyłam" do pierwszego, do którego miałam najbliżej, akurat do kolegi a on mnie odesłał do swej partnerki. No cóż.. no dobra..
      • klawiatura_zablokowana Re: Obrażona żona kolegi 13.02.12, 19:41
        >Ostatnio zwrócił uwagę jak ich zaprosić chciałam a każde z n
        > ich było w innym pomieszczeniu i ja "uderzyłam" do pierwszego, do którego miała
        > m najbliżej, akurat do kolegi a on mnie odesłał do swej partnerki. No cóż.. no
        > dobra..

        Szczerze to nie czaję problemu tego pana, ja bym też uderzyła do osoby, którą a) znam bliżej/dłużej/lepiej b) jest bliżej (po co latać do innego pokoju). No chyba, że w tym związku to ona zawiaduje terminarzem i należy u niej zamawiać audiencje. A poza tym nie wymagałabym nigdy, żeby MOI znajomi umawiali się najpierw z moim mężem (byłoby to co najmniej dziwne), a potem ze mną. Dla mnie problem z przysłowiowej dupy wzięty.
    • georgia241 Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 13:09
      Przeproś, to nic nie kosztuje.
      • klawiatura_zablokowana Re: Obrażona żona kolegi 13.02.12, 19:45
        Żeby przeprosić, trzeba jeszcze wiedzieć, za co. Ja bym się tutaj nie stawiała od razu na uniżonej pozycji. Jeśli już, wyciągnięcie ręki może być na zasadzie równy z równym - "wyjaśnijmy nieporozumienie". Przeprosiny tak, jeśli okaże się, że faktycznie nastąpił jakiś afront. Ewentualnie, przy maksimum dobrej woli, można przeprosić za nieporozumienie lub za to, że ktoś mógł poczuć się niekomfortowo, chociaż w zasadzie jeśli celem autorki nie było obrażenie nikogo, to druga strona powinna to zrozumieć i odstąpić od focha bez większych przebłagalnych ceremonii. A nawet sama przeprosić, bo w sumie - przypisywanie złej woli komuś tak po prostu też jest niegrzeczne.
    • paco_lopez Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 13:11
      chyba będziesz jednak musiała umpla skreślić. tak to jest jak taki kumpel trafia na kobiete , która myśli, że tylko ona jest na swiecie i z tego powodu iz weszła w związek małzeński z x sta ła się księzną. tak niektóre mają.
    • killarney5 Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 13:29
      Dobrze byłoby, gdyby ludzie uświadomili sobie, że naprawdę mąż i żona nie muszą mieć tych samych przyjaciół i wszędzie chodzić razem. Inaczej osoba dokooptowana "na siłę" do starych przyjaciół czuje się jak piąte koło u wozu - bo nim faktycznie jest. Ale żeby zrozumieć, że można się przyjaźnić i spotykać oddzielnie, trzeba byłoby zrezygnować z traktowania współmałżonka jako swojej własności - co jest dla większości ludzi bardzo trudne...
      • kolorowa_meduza Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 14:55
        killarney5 napisała:

        > Dobrze byłoby, gdyby ludzie uświadomili sobie, że naprawdę mąż i żona nie muszą
        > mieć tych samych przyjaciół i wszędzie chodzić razem. Inaczej osoba dokooptowa
        > na "na siłę" do starych przyjaciół czuje się jak piąte koło u wozu - bo nim fak
        > tycznie jest. Ale żeby zrozumieć, że można się przyjaźnić i spotykać oddzielni
        > e, trzeba byłoby zrezygnować z traktowania współmałżonka jako swojej własności
        > - co jest dla większości ludzi bardzo trudne...

        Ty chyba masz małe pojęcie o związku jeśli wydaje Ci się że jeśli para gdzieś chodzi razem to znaczy że traktują się wzajemnie jak swoją własność. Są ludzie którzy lubią chodzić razem, mieć wspólnych znajomych a osobno wychodzą tylko jak ona idzie na babskie ploty a on z kumplem na piwo. Tak lubią i tyle.

        W wątku jest mowa o tym że facet sam powiedział Autorce, że nie podoba mu się w jaki sposob traktuje jego żonę. Więc chyba coś w tym jest skoro to on powiedział. Czyli Twoim zdaniem gość ma olać to że koleżanka jest niegrzeczna w stosunku do jego żony i następnym razem sam ma się wybrać do tych znajomych a żonę zostawic w domu?
        Jeśli Autorka nie lubi owej żony to albo powinna się z ową parą przestać spotykać albo postarać się nie okazywać swojej niechęci.
        • ursyda Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 19:42
          Brawo pani Meduzo.
        • killarney5 Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 23:39
          Moje pojęcie o związkach wynoszę z 25 lat małżeństwa, plus obserwacje małżeństw znajomych o podobnym stażu. Wynika z nich, że część przyjaciól jest wspólna, a część w zasadzie oddzielna - ze względu na inne zainteresowania, charaktery, whatever. I naprawdę do takich przyjaciół można chodzić pojedynczo, zamiast zmuszać ich do przyjaźni ze współmałżonkiem (i na odwrót), jesli do siebie nie pasują. Ale widzę, że pomysł ten jest dla Was zbyt radykalny :-) No cóż, jako strarsze pokolenie jestem zbyt liberalnie nastawiona - to fatalny wpływ lat 70-tych..
          • kol.3 Re: Obrażona żona kolegi 10.02.12, 19:34
            To że jesteś 25 lat w małżeństwie nie świadczy, że cokolwiek o nim wiesz.
      • damajah Re: Obrażona żona kolegi 08.02.12, 10:34
        Znaczy się że jak koleżanka męża ignoruje i olewa jego żonę do tego stopnia że ta źle się czuje w tym towarzystwie to mąż ma zostawić w domu zonę i iść do koleżanki sam???
        Niezłe, niezłe hehehe
        Koleżanka ma być ważniejsza niż żona
        Na szczęście w tym przypadku najwyraźniej pan ma dobrze poukładane priorytety.
    • mumia_ramzesa Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 14:48
      Nie ma znaczenia czy chcialas ja urazic, czy nie. Ona sie zle czula w Twoim towarzystwie, a skoro spotykacie sie z nim i jego zona nie powinna byc traktowana jak powietrze (szczegolnie jesli Ty ich zapraszasz).
      • tabeletka Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 15:03
        podpisuje sie pod tym. i wielkie brawa dla kolegi, malo kto ma odwage powiedziec, co i jak, wiekszosc by cie po prostu ignorowala i liczyla na to, ze sama przestaniesz wydzwaniac.
        a ty autorko, czemu jestes urazona? musisz sie zawsze liczyc z konsekwencjami tego co robisz i tego, ze ktos powie ci prawde w oczy. nie musisz lubic zony kolegi, ale ignorowanie jej i traktowanie jak powietrze to brak szacunku dla niej i dla jej meza. a juz zapraszanie jej do siebie do domu, zeby ja ostentacyjnie ignorowac to buractwo.
        • heet_joe Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 19:32
          To dokładnie jak ja i towarzystwo mojego narzeczonego. Ja to jednak wygarnęłam mojemu K., on uświadomił te kobiety, próbowały być trochę inne, ale i tak im nie wychodziło...;-) Też w końcu ograniczył z nimi kontakty i teraz twierdzi, że to kozy :-)
          • zemsta.blondynki Re: Obrażona żona kolegi 09.02.12, 22:53
            mój facet miał swoje trzy odrębne paczki, z czego w dwóch towarzystwo dość szybko mnie włączyło do grupy, od pierwszego spotkania starali się wtajemniczyć mnie w różne ich historie, o których rozmawiają :)

            grupy trzeciej od początku się obawiałam, bo towarzystwo dla mnie dość specyficzne, bo to panczury w większości ;) mój facet twierdził, że część żeńska zaraz się 'rzuci' na mnie, żeby ze mną pogadać i jakoś tam zakolegować. oczywiście na pierwszej imprezie od samego początku nie odezwał się w sumie do mnie nikt, mijały godziny, wciąż nic :D na kolejną imprezę już nie poszłam, na jeszcze kolejną również nie. facet twierdzi, że musi za mnie świecić oczami, czemu nie chodzę z nim, towarzystwo twierdzi że się ich boję. mnie niestety pierwsza impreza zraziła maksymalnie, a teraz odkąd twierdzą, że się ich boję, to tym bardziej już głupio mi się tam nagle pojawić ;)

            ja nie mam z tym problemu, niech on sobie chodzi tam ile razy chce, tylko niech mnie nie ciągnie. on natomiast uważa, że skoro jesteśmy w związku, to powinniśmy chodzić razem :/
            • heet_joe Re: Obrażona żona kolegi 10.02.12, 18:50
              Moj tez twierdzil, ze sie na mnie rzuca :-P.
    • samuela_vimes Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 19:47
      >Ok, zgadza się że zrobiłam to i tamto ale wcale nie chciałam jej uraz
      > ić

      Może i nie chciałaś, spytaj o co chodziło, wyjaśnij sprawę.
    • akle2 Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 20:29
      A co jej konkretnie zrobiłaś? "To i tamto" nie wystarczy, by się wypowiedzieć.
    • izabellaz1 Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 20:33
      No zależy co to było to "to i tamto". Brzmi enigmatycznie i podejrzanie.
      • olewka100procent Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 21:38
        znam ten typ , chłopczyca woląca męskie towarzystwo, żona kolegi pewnie atrakcyjniejsza dbająca o wygląd , więc trzeba ją ignorować, no w sumie tematów wspólnych raczej nie macie bo ty pewnie nie wiesz do czego służy szminka
    • fomica Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 23:02
      >A co Wy o tym myślicie?
      Ja o tym myślę, że taktowne towarzystwo dokłada starań, żeby osobę "nową" w paczce przyjąć szczególnie ciepło i serdecznie, dać jej odczuć, że została zaakceptowana. A juz zwłaszcza gdy jest sie gospodarzem przyjęcia. A juz szczególnie śliskim tematem jest relacja "mąż - wieloletnia koleżanka męża" :)
      Widziałam takie przypadki, gdy osobom ze starej paczki w towarzystwie nowych nagle zbiera się na wspominanie dawnych czasów, starych imprez, co to my nie robiliśmy "sto lat temu", he he he. I te nowe słuchają, uśmiechaja się, ale dostają jednoznaczny przekaz, że nie należa do paczki, że sa pewne sprawy dla nich niedostępne, znane tylko wtajemniczonym. To co nazwałas traktowaniem jak powietrze wyobrażam sobie wlaśnie tak - ty, mąż i kolega rozmawiacie ze sobą, a nowa żona nie potrafi sie włączyć. Zreszta przyznałaś, że wolisz kumpla niż ją, więc pewnie za bardzo ci nie zależało żeby ja oswoić, poznać lepiej - i to było widać.
      Rada na przyszlośc: nastepnym razem gdy będzesz miała gości to ukryj brak sympatii i dołóż starań, żeby goście dobrze się u ciebie czuli.
      • erillzw Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 00:23
        No ale nie popadajmy w absurd z kategorii nalezy rozmiac o rzeczach terazniejszych bo to tez bezcelowe. Umowmy sie, ze czasem rozmowy tocza sie torem a w 2003 w Karpaczu, no nie ma na to sily.
        jak sie czlowiek uprze to sie o to obrazi, a jak sie bedzie umial dopasowac to sie bedzie smial z tej opowiesci i bedzie o tym pamietal nastepnym razem. No z jednej strony szanujmy nowych partnerow, ale szanujmy tez wspomnienia ktore lacza ich z innymi.
        Ja sie nie obrazam o to, ze wymienie trzy zdania z dobymi znajomymi sprzed lat meza, a raczej slucham co sobie opowiadaja bo to ciekawe i o kolejna rzecz ktora poszerza moja wiedze na jego temat. To nie jest trudne. Ale wymaga nie posiadania postawy roszczeniowej i poczucia, ze jak temat nie do konca mi znany to trzeba sie obrazic i odciac partnera od starych znajomych. No halo.
    • moonogamistka Re: Obrażona żona kolegi 07.02.12, 23:40
      Mysle, ze to fajny facet byl:_)
    • kseniainc Re: Obrażona żona kolegi 08.02.12, 10:24
      Jeśli szanujesz kolegę, szanuj jego wybory, czyli także żonę.Nie ma znaczenia czy znasz go 10 lat a ją rok.Hmm-dziwne podejście.
    • qw994 Re: Obrażona żona kolegi 08.02.12, 10:31
      > Nie wiem czy mam do niej dzwonić i ją prze
      > praszać bo w sumie to ja teraz sama się czuję urażona. A co Wy o tym myślicie?

      A niby czemu to ty jesteś urażona, skoro zrobiłaś "to i tamto", o czym nie chcesz mówić, a do tego ignorowałaś tę kobietę w towarzystwie? Uwierz mi, że traktowanie kogoś jak powietrze to jedna z większych obelg, jaką można zafundować.
      Powinnaś porozmawiać i przeprosić. A jeśli nie masz na to ochoty, to będziesz musiała się pogodzić z utratą tej znajomości.
    • enewa Re: Obrażona żona kolegi 08.02.12, 13:22
      Szacunek dla kolegi, stanął murem za swoją żoną, zachował się jak mężczyzna.
    • erillzw Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 00:15
      Generalnie brawa dla kumpla, ze Ci powiedzial. Jakkolwiek dziecinada jest gadka "juz sie wiecej nie spotkamy". Z jednej strony dojrzalosc, ze mowi o rzeczach nieprzyjemnych wprost z drugiej strony piaskownica i tupanie nozka ze juz sie wiecej nie spotkamy. A gdzie szansa na chociazby rehabilitacje? I co po 2 latach nagle ja olsnilo, ze jej to nie pasuje czy maila nadzieje "ze sie domyslicie".
      Jak Ci zalezy na kumplu to proponuje pojsc i spotkac z nimi i to wyjasnic. Jesli jednak nie to odpuscic niech sie troche kisza we wlasnym sosie.
      Bo co innego zwrocic uwage i kontunuowac znajomosc a co innego nawrzucac na dowiedzenia i uciac kontakty. wtf?!
      • kolorowa_meduza Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 11:30
        Skoro Autorka przez dwa lata nie zdążyła się wykazać kulturą i traktowała żonę kolegi w taki sposób, że ta czuła się urażona to się nie dziwię, że mieli już jej dosyć i facet powiedział, że się już nie spotkają. A co, według Ciebie miał ją uczyć kultury i poprosić ją o nieokazywanie antypatii? Albo prosić ją aby polubiła żonę? Przecież to nie to samo co poproszenie kogoś, żeby za sobą zamykał drzwi czy przestał wydzwaniać o 12 w nocy. Czy wg Ciebie miał powiedzieć "Baśka, weź przestań ignorować moją żonę, mogłabyś chociaż udawać, że nie masz jej w d...e?" Uważam, że facet się dobrze zachował. A trwało to dwa lata bo może mieli cierpliwość....do czasu.
        • erillzw Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 16:23
          Ale skoro przez dwa lata nie raczyli jej powiedziec, ze robi cos nie tak i nie mowili nic to jakim cudem mogla dojsc do wniosku, ze zachwuje sie nie tak?
          Ja bym sie nie domyslila jakby dwa lata kumpel z zona do mnie przychodzil i nagle ktoregos dnia mi nawrzucal, ze zle traktuje jego zone i sie wiecej nie spotkamy. Co to w ogole jest za sposob? I na co? Na naprawienie relacji czy dosranie na koniec? Dziecinaa a nie załatawianie spraw jak dorosly.
          I chyba nie tak trudno powiedziec komus "jola, ale traktujesz moja zone jak powietrze, ona sie zle z tym czuje i nie ma ochoty sie z wami spotykac, czy mozesz sprobowac sie z nia zakolegowac chociaz we wzgledu na mnie, albo przestac zachowywac sie jak gbur?" Kurde, chociaz szanse dac, jak sie juz powiedzialo, ze cos jest nie tak. A takie wyrzyganie zali i uciecie kontaktow jest słabe po prostu.
          A ze czekali dwa lata az sie domysla to nie cierpliwosc a glupota zwykla. I zakonczenie znajomosci po wyrazeniu zali jest tez glupota. Stac mozna murem za zona ale tez tak by nie ucianac sie od kontaktow ktorew nie mialy pojecia ze robia komus przykro. Serio, nie kazdy ma taki sam poziom wrazliwosci. Mnie tez kiedys spotkala sytuacja, ze ktos mnie zapytal dlaczego kogos nie lubie i mnie szczeka opadla bo w ogole nie wpadlo mi do glowy ze moja uprzejmosc a nie przyjazn jest traktowana jako antypatia. Ale o takich kwestiach sie mowi i daje szanse na to, zeby to naprawic. O tym mowie.
          • znana.jako.ggigus no to musisz być niezłą siekierą 11.02.12, 16:30
            społeczną, żeby ludzie brali uprzejmość z twojej strony (jakieś szczegóły?) za antypatię.
            • erillzw Re: no to musisz być niezłą siekierą 11.02.12, 19:25
              Nie jestem siekierą społeczną. Ktoż uznał, że mój usmiech jest apodyktyczny a fakt, że rozmawiałam z kimś uprzejmie o jego pracy i raczyłam small talkiem podczas gdy byłam bardziej zywiołowa z osobami ktore lepiej znalam uznał na wyraz antypatii. ja chciał byc miła, zeby nikt nie poczuł sie odrzucony w towarzyswie jako nowy, ktos uznał, ze to za mało i, ze go nie lubie, pdoczas gdy zwyczajnie go nie znałam.
              • klawiatura_zablokowana Re: no to musisz być niezłą siekierą 13.02.12, 19:56
                E, nie przejmuj się. Ja miałam w życiu błyskawiczny trening przebojowości, bo jako dziecko 2 razy zmieniałam szkołę podstawową i na etapie liceum poznawanie nowych ludzi miałam obcykane do perfekcji. Nie mogłam sobie zwyczajnie pozwolić na nieśmiałość, więc nauczyłam się sama wyciągać pierwsza rękę, przedstawiać się, zaczynać rozmowę. Tym gorzej, gdy człowiek przychodzi ciągle jako "nowy" tam, gdzie wszyscy się już znają i musi, po prostu musi się jakoś "wbić" w towarzystwo. Potem to już nawet nie było trudne. Byłam miła, częstowałam drugim śniadaniem, dawałam odpisywać.

                Pamiętam, jak kiedyś koleżanki z klasy mi powiedziały, że teraz mnie lubią, ale pierwsze wrażenie miały takie, że jestem strasznie zarozumiała. Widocznie powinnam najpierw stać cichutko w kącie i pracować na ich zainteresowanie, a potem, ewentualnie, gdyby mnie zaakceptowały, mogłabym zostać włączona w towarzystwo. Ja tego tak nie postrzegałam. Dlatego zgadzam się, że czasem na linii nowi ludzie-zgrane grupki dochodzi do całej masy nieporozumień, mylnych sygnałów, napięć. Każda strona chce dobrze wypaść i klops gotowy.
          • aqua48 Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 16:39
            erillzw napisała:

            > Ale o takich kwestiach sie mowi i daje szanse na to, zeby to naprawic. O tym mowie.

            Ale nie każdą relację da się naprawić, bo nawet jeśli się spróbuje, to żal i pretensje pozstają. Kolega najwidocznie uznał, że w tym wypadku nie ma szansy na poprawę sytuacji, bo autorce na jego żonie nie zależy. Nie da się polubić kogoś "na życzenie".
            • erillzw Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 19:28
              Ale to nie jest problem autorki, ze zal i pretensje zostaja bo trzeba bylo reagowac od razu a nie czekac az sie wszystko wyhoduje na przestrzeni dwoch lat. Dwa lat, to jest 24 miesiace, dajmy na to spotkanie nawet raz na miesiac to daje całkiem pokazna liczbe spotkac w trakcie ktorych mozna bylo na spokojnie zwrocic uwage na to wczesniej.
              Nie chodzi mi o to, ze nalezy uznac, ze sie nic nie stalo, ze czyjas zona zle sie poczula a o to, ze sie najpierw czeka a potem ucina znajomosc wyrzygujac na koniec zale o ktorych druga strona w ogole nie miala przez czas znajomosci pojecia.
              To tak jakbys spotykala sie z kims na kawie, gadacie, spotykacie sie, pijecie kawe. A po dwohc latach na propozycje kolejnej kawy ktos Ci mowi do sluchawki, ze nienawidzi kawy i juz sie nie bedziecie widywac, bp on nie nawidzil kawy zawsze. Czujesz taki absurd?
              • ka-mi-la789 Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 19:55
                > Nie chodzi mi o to, ze nalezy uznac, ze sie nic nie stalo, ze czyjas zona zle s
                > ie poczula a o to, ze sie najpierw czeka a potem ucina znajomosc wyrzygujac na
                > koniec zale o ktorych druga strona w ogole nie miala przez czas znajomosci poje
                > cia.

                Wątkodajka przyznała otwarcie, że "woli kolegę" i że dawała to odczuć. Skoro nie wiedziała, że takie zachowanie może wzbudzić urazę, to znaczy, że jest pozbawiona tak zwanej inteligencji społecznej. A to absolutnie nie jest wina znajomego.

                > To tak jakbys spotykala sie z kims na kawie, gadacie, spotykacie sie, pijecie k
                > awe. A po dwohc latach na propozycje kolejnej kawy ktos Ci mowi do sluchawki, z
                > e nienawidzi kawy i juz sie nie bedziecie widywac, bp on nie nawidzil kawy zaws
                > ze. Czujesz taki absurd?

                To nie to samo. W omawianym przypadku nie mówimy o gustach, którymi możemy się różnić, tylko o elementarnych dobrych manierach, które każdego obowiązują w jednakowym stopniu i które każdy ma obowiązek znać. A że wątkodajka jest ich pozbawiona, to naprawdę nie wina kolegi.
                --
                Gadał dziad do obrazu, a obraz do niego: "Spieprzaj, dziadu".
                • erillzw Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 20:11
                  ka-mi-la789 napisała:
                  > Wątkodajka przyznała otwarcie, że "woli kolegę" i że dawała to odczuć. Skoro ni
                  > e wiedziała, że takie zachowanie może wzbudzić urazę, to znaczy, że jest pozbaw
                  > iona tak zwanej inteligencji społecznej. A to absolutnie nie jest wina znajomeg
                  > o.

                  Chryste panie to jest psi obowiazek wolenia KAZDEGO tak samo? Pozbawiona intelgiencji społecznej jest taka teza szczerze mówiąc. Nie ma obowiązku lubienia cudzego partnera tak samo jak i partnera któ?ego zna sisę lepiej i dłuzej. Tak trudno to pojąć? Fochy o to, ze ktos mnie lubi mniej niz mojego meza, mimo, ze zna mnie dwa lata a jego dziesieć sa smieszne i zwyczajnie dziecinne. A uwazane, ze szczytem intelektu spolecznego jest urywanie znajomosci po wyrzyganiu swoich gorzkich zali jest dla mnie nie do ogarniecia.
                  Jak rozumiem TY tez wyrzucasz gorzkie zale po latach a potem definitywnie urywasz znajomosc i ze jest to wyraz intelektu spolecznego tak? :)

                  > To nie to samo. W omawianym przypadku nie mówimy o gustach, którymi możemy się
                  > różnić, tylko o elementarnych dobrych manierach, które każdego obowiązują w jed
                  > nakowym stopniu i które każdy ma obowiązek znać. A że wątkodajka jest ich pozba
                  > wiona, to naprawdę nie wina kolegi.

                  Nie, to sa dokladnie te same maniery. Chodzisz z kims gdzies, spotykasz sie, umawiasz a nagle po latach okazuje sie, ze nie znosisz spedzac z nim czasu bo cos i dlatego zxrywasz znajomosc mimo, ze przez ten czas nic nie mowilas o tym, ze co Ci nie gra. Serio tak trudno pojac ten aburd? Czy to zwykla niechec?
                  • ka-mi-la789 Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 21:18
                    erillzw napisała:

                    > Chryste panie to jest psi obowiazek wolenia KAZDEGO tak samo?

                    Nie "wolenia", tylko nieokazywania tego, że nie lubisz żony kumpla.

                    Pozbawiona intelg
                    > iencji społecznej jest taka teza szczerze mówiąc. Nie ma obowiązku lubienia cud
                    > zego partnera tak samo jak i partnera któ?ego zna sisę lepiej i dłuzej.


                    A partner znany lepiej i dłużej nie ma obowiązku tolerować sytuacji, w której osoba mu najbliższa jest traktowana per śmieć. Nie ma też obowiązku utrzymywania znajomości z kimkolwiek.

                    Tak tru
                    > dno to pojąć? Fochy o to, ze ktos mnie lubi mniej niz mojego meza, mimo, ze zna
                    > mnie dwa lata a jego dziesieć sa smieszne i zwyczajnie dziecinne. A uwazane,
                    > ze szczytem intelektu spolecznego jest urywanie znajomosci po wyrzyganiu swoich
                    > gorzkich zali jest dla mnie nie do ogarniecia.
                    [/i]

                    Dużo więcej jest dla ciebie nie do ogarnięcia, jak widzę.

                    > Jak rozumiem TY tez wyrzucasz gorzkie zale po latach a potem definitywnie urywa
                    > sz znajomosc i ze jest to wyraz intelektu spolecznego tak? :)


                    Nie rozumiesz.

                    > Nie, to sa dokladnie te same maniery. Chodzisz z kims gdzies, spotykasz sie, um
                    > awiasz a nagle po latach okazuje sie, ze nie znosisz spedzac z nim czasu bo cos
                    > i dlatego zxrywasz znajomosc mimo, ze przez ten czas nic nie mowilas o tym, ze
                    > co Ci nie gra.

                    Czy dłubiesz palcem w nosie w obecności innych, bo nikt ci nigdy nie powiedział, że tego nie lubi?

                    > Serio tak trudno pojac ten aburd? Czy to zwykla niechec?

                    Z nas dwóch to nie ja mam problemy z pojmowaniem.
                    • erillzw Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 23:10
                      ka-mi-la789 napisała:

                      > Nie "wolenia", tylko nieokazywania tego, że nie lubisz żony kumpla.

                      Ale ona nie okazywała jej niechęci/nielubienia a raczej to, ze jest bardziej zwiazana z kumplem. To juz trzeba sie obrazac o to, ze ktos nie lubi nas tak jak partnera ktorego zna sie dluzej? paranoja.


                      > A partner znany lepiej i dłużej nie ma obowiązku tolerować sytuacji, w której o
                      > soba mu najbliższa jest traktowana per śmieć. Nie ma też obowiązku utrzymywania
                      > znajomości z kimkolwiek.

                      Zgadza się. Nie neguję tego. A raczej sposób rozwiązania całej sytuacji co jak widzę jest dla Ciebie szalenie trudne do pojęcia.


                      > Dużo więcej jest dla ciebie nie do ogarnięcia, jak widzę.

                      No jasne, Ty jak widać ogarniasz wszystko. Szczególnie, ze odpowiadasz na coś co nie jest sednem moich wypowiedzi mimo, że zdążyłam to podkreslić z pietnaście razy.


                      > Nie rozumiesz.

                      Ty nie rozumiesz. To absurd Twojej logiki tutaj wykazałam.

                      > Czy dłubiesz palcem w nosie w obecności innych, bo nikt ci nigdy nie powiedział
                      > , że tego nie lubi?

                      Dłubanie w nosie to nie jest to samo co okazywanie uprzejmnosci obec partnerki kolegi którego darzy się przyjaźnia. Być może nie zauważyłaś tej subtelnej różnicy?
                      Nie wiemy jak naprawdę zachowywała się autorka wobec zony tego kolegi, wiemy aż tyle, że okazywała sympatię bardziej jemu jak jej co jest jakby na to nie patrzeć zrozumiałe biorąc pod uwage, że to z kumplem sie kolegowała.


                      > Z nas dwóch to nie ja mam problemy z pojmowaniem.

                      Z nas dwóch Ty nie wiesz o czym ja mówię. Odpowiadasz na zarzuty które wydaje Ci się, że napisałam :) Międzu wydaje Ci się a tym co napisałam jak widać jest dość spora przepaść której beztrosko niezauważasz wmawiając mi jakieś dziwne rzeczy :)
                      • ka-mi-la789 Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 23:43
                        erillzw napisała:

                        > Ale ona nie okazywała jej niechęci/nielubienia a raczej to, ze jest bardziej zw
                        > iazana z kumplem. To juz trzeba sie obrazac o to, ze ktos nie lubi nas tak jak
                        > partnera ktorego zna sie dluzej? paranoja.


                        Jeżeli spotykasz się z małżeństwem, to obojgu okazujesz tyle samo uprzejmości. Podkreślam słowo "okazujesz" - kochać obojga jednakowo nie musisz.

                        > Zgadza się. Nie neguję tego. A raczej sposób rozwiązania całej sytuacji co jak
                        > widzę jest dla Ciebie szalenie trudne do pojęcia.


                        Dla mnie nic nie jest trudne do pojęcia. Może dlatego, że daję się ponosić rozszalałym emocjom. A że "sposobem rozwiązania sytuacji" było zerwanie znajomości, o które masz pretensje, eo ipso demonstrujesz przekonanie, że urażony kolega nie miał prawa tego robić.

                        > No jasne, Ty jak widać ogarniasz wszystko.

                        Oczywiście. Może dlatego, że jestem mniej więcej zsocjalizowana.

                        > Szczególnie, ze odpowiadasz na coś co nie jest sednem moich wypowiedzi

                        Sednem twoich wypowiedzi jest brak zrozumienia zasad rządzących kontaktami między kulturalnymi ludźmi. Zwrócenie na to uwagi było sednem mojej.

                        > mimo, że zdążyłam to podkreslić z pietnaście razy.

                        Z matematyką też słabo.

                        > Ty nie rozumiesz. To absurd Twojej logiki tutaj wykazałam.

                        Wydaje ci się. Ale skoro chcesz w to wierzyć, to nie będę rujnować fundamentów twojego świata.

                        > Dłubanie w nosie to nie jest to samo co okazywanie uprzejmnosci obec partnerki
                        > kolegi którego darzy się przyjaźnia. Być może nie zauważyłaś tej subtelnej różn
                        > icy?


                        TO JEST TO SAMO. Człowiek jako tako wychowany i trochę inteligentniejszy od ameby wie, że tak robić nie należy; nie trzeba go walić po gębie, żeby mu to uświadomić.

                        > Nie wiemy jak naprawdę zachowywała się autorka wobec zony tego kolegi,

                        Widać na tyle chamsko, żeby urazić i żonę kolegi, i samego kolegę.

                        wiemy aż
                        > tyle, że okazywała sympatię bardziej jemu jak jej co jest jakby na to nie patr
                        > zeć zrozumiałe biorąc pod uwage, że to z kumplem sie kolegowała.
                        [/i]

                        Może i zrozumiałe, ale niedopuszczalne wśród ludzi cywilizowanych. Poza tym ostentacyjna demonstracja przez kobietę zażyłości z cudzym mężem przy jednoczesnym lekceważeniu żony wściekłość tej żony uzasadnia jak najbardziej.

                        > Z nas dwóch Ty nie wiesz o czym ja mówię. Odpowiadasz na zarzuty które wydaje C
                        > i się, że napisałam :) Międzu wydaje Ci się a tym co napisałam jak widać jest d
                        > ość spora przepaść której beztrosko niezauważasz wmawiając mi jakieś dziwne rze
                        > czy :)


                        Nie, kochaniutka, "nie zgadzać się" i "nie rozumieć" to naprawdę nie to samo.
          • kolorowa_meduza Re: Obrażona żona kolegi 12.02.12, 10:27
            Przecież Autorka sama przyznaje, że zrobiła "to i tamto", i że kolega wlaśnie o tym jej powiedział. Nie znamy szczegółów ale może np. ten brak kultury autorki przebiegał z różnym natężeniem i ostatnio jej antypatyczne zachowanie było bardziej zauważalne.

            Trzeba być ostatnim jeleniem, żeby negocjować zachowanie osoby, która zachowuje się w sposób nieprzyjemny do nas, traktuje nas jak powitrze i uczyć kogoś kultury. Jest nieprzyjemna dla żony to do widzenia. Autorka przecież sama przyznała, że woli kolegę i nie zwraca uwagi na jego żonę a do tego zrobiła "to i tamto". I oboje najwyraźniej to widzą. Osobiście nie słyszalam o takim traktowaniu czyjejś żony ze strony przyjaciół płci męskiej.
    • malaszuu Re: Obrażona żona kolegi 11.02.12, 12:45
      no i bardzo dobrze Ci powiedział jak się nie potrafisz zachować w towarzystwie;/
      Niestety taka kolej rzeczy, że znajomi z paczki z młodych lat, w końcu dorastają, zakładają rodziny, mają swoje życie.....Ty najwidoczniej tego zaakceptować nie potrafisz. Podejrzewam, że ty jesteś sama, bez partnera.
      • perlino.verde Re: Obrażona żona kolegi 12.02.12, 09:45
        Autorka wątku zachowywała się niegrzecznie.

        Jednak napisanie jej, że to dlatego, że jest singielką, która nie dorosła i nie ma swojego życia jest raczej zaskakującym wnioskiem. Myślisz, że od tego zależy kultura?

        No- a o umiejętności czytania ze zrozumieniem to już nie wspomnę.
        Przeczytaj sobie pierwszy post raz jeszcze DOKŁADNIE.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka