potrzebujaca.glosu.rozsadku
22.05.12, 15:18
Czytam forum, nie piszę. W wątku proszę - zgodnie z nickiem - o głos rozsądku, spojrzenie obiektywne na sprawę, konstruktywne zjechanie również mile widziane ;)
Chodzi oczywiście o faceta, którego potrzebuję zdiagnozować pod kątem bycia/nie bycia sknerą. Nie jest tak radykalny jak faceci opisani w jednym z najpopularniejszych tu wątków, ale:
- wszystko płacimy na pół, każdy za siebie, niezależnie czy wychodzimy we dwoje, czy ze znajomymi,
- nigdy nie ma przy sobie gotówki, zawsze jest akcja szukania bankomatu, w konsekwencji najpierw tracimy czas + czasem ja płacę całość,
- przychodzi do mojej rodziny na obiad kilka razy w tygodniu od kilku miesięcy, zje wszystko co się na stole znajdzie, nie odmawia deseru, ale nigdy też nie przyniósł niczego od siebie (wino, lody, ciasto na deser, kwiatki dla pani domu); argument "nie wpraszałem się",
- prezenty tylko przy okazji, zgodność z moim gustem/potrzebami/zainteresowaniami nikła (np. kupowanie "durnostojek", gdy autentycznie ich nie znoszę), wartość finansowa również śladowa,
- nie dokładanie się do prezentu, gdy idziemy na ślub/urodziny/imprezę po mojej stronie znajomych/rodziny, ale dla niego również nie są to osoby obce; argument "to twój kuzyn/kolega/ciotka",
- będąc jeszcze kolegą potrzebował zatrzymać się w moim mieście, na co bardzo niechętnie się zgodziłam; na kolację zamówił pizzę, płatność rozdzielił na pół; argument "trzeba się było nie zgadzać na nocleg",
- za wyjazdy, bilety lotnicze, hotele płacę najpierw ja swoją kartą kredytową, potem on oddaje połowę; zdarzało się już, że szantażował mnie, że nie odda, bo nie chce już jechać/coś innego mu się nie podoba (szantaż w innym temacie).
Zastanawiam się, czy to skąpstwo/prostactwo/brak własnej męskiej dumy?
Jeśli ma to znaczenie - zarobki podobne, uznawane powszechnie za dobre + rozważania o wspólnej przyszłości + objawów patologicznego skąpstwa typu niespuszczanie wody w toalecie nie zauważono ;)