Dodaj do ulubionych

Kobitki, jak to jest?:)

06.06.12, 13:44
Taka refleksja mnie naszła a propos moich ostatnich watków i wpisów w nich. Ale nie tylko moich watali, zeby nie było...

Mowa była o tym, ze na forum niektóre zgrywają wielce piękne itd. Mozliwe, ale jak zauwazyłam, sporo zgrywa też tzw. porzadnickie. Nie, nie, nie mówie, ze to co piszecie o sobie, czy swoich poglądach to nieprawda. Tylko trochę mnie zadziwiają nadal te wszystkie swiete oburzenia na kobitki przyznające się do zdrady, do romansu z zajetym, do jakiegoś seksu bez wielkiego uczucia ...

Szanuję wszelkie poglądy, tylko ludzie bardziej papiescy niż papież zawsze mnie dziwili. Wiem, mam prawo się dziwić:) Satystycznie teą mi to jakoś słabo wychodzi. Sporo kobiet anonimowo przyznaje się do ww., wiadomo, ze osoba, której nie złapie się za reke, nieanonimowo przyznaje się niechetnie (złapana zresztą też :)), ale jakoś mi to sie niezgadza - na forum same niemal swiete...

Nie chodzi o to, że nie wierze w to, ze ktoś nigdy nikogo nie zdradził, że nie miał romansu, ani nie seksił się bez uczucia, czy deklaracji - wierzę, tylko w to, że nigdy mu to do głowy nie przyszło bodaj (bez realizacji np. już nie za bardzo. A tymczasem takie swiete słowa oburzenia tu nierzadko czytam, jakby zdrady i romanse itp. były jakąś wielką rzadkoscią w mnaszym społeczeństwie i prezentowane tu postawy były normą. A przecież tak nie jest.

Norma jest zgoła inna. Czy chcemy czy nie ww. zjawiska są własnie normą. Pomijam ekstremalne przypadki kobitek sypaijacych z kazdym kto sie nawinie, czy facetów takich. Mowa o skokach w bok w długoletnich zwiazkach, biurowych i nie tylko romansach, seksie miedzy kolezeństwem, który sie zdarzył itp.

Wiem, zaraz sie mogę dowiedzieć, ze to pochwalam. Ależ nie, ale zwyczajnie stwierdzam fakty. A te są takie, ze naprawde mało która kobieta i mało który mezczyzna bedąc np. 20 lat w zwiazku nawet nie pomysleli nigdy o zdradzie, nie fantazjowali o kimś poza partnerem/rką, mezem/zoną, nie flirtowali na niebezpiecznej granicy. Wierze, ze istnieją ludzie, którzy w takiej sytuacji z róznych przyczyn nie zrealizowali fantazji, nie posuneli sie poza pewną granicę itd., ale w to, ze nigdy o tym nie pomysleli, no trudno mi uwierzuc, zwłaszcza w przypadku dosc sporej grupy. Dlatego śmieszą mnie i dziwią owe swiete słowa oburzenia ...

Niech nikt nie bierze do siebie personalnie tego postu, napisałam czysto ogólnie
Obserwuj wątek
    • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:48
      Lubię być świętym. Dobrze się w tym czuję i nie wymaga to absolutnie żadnego wysiłku ponad niepakowanie się w dziwne sytuacje.
      All hail me!
      • kora3 Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 13:59
        Ale pomiedzy stwierdzeniem, ze jakas sytuacja jest ze tak powiem problemogenna i lepiej jej unikać (jak np. romansu z zajetym gosciem), a odsadzaniem od czci i wiary za niemoralne postepowanie kogoś kto sie w takowy wdał jest spora róznica.

        Ja sama na tym forum parokroć deklarowałam, ze w takowy sie nigdy nie wdawałam, własnie z powodu unikania kłopotów, a nie "Swietości":)
        • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 14:11
          kora3 napisała:

          > Ale pomiedzy stwierdzeniem, ze jakas sytuacja jest ze tak powiem problemogenna
          > i lepiej jej unikać (jak np. romansu z zajetym gosciem), a odsadzaniem od czci
          > i wiary za niemoralne postepowanie kogoś kto sie w takowy wdał jest spora rózni
          > ca.
          *
          No jest. Ale mi się nie chce nikogo odsądzać, natomiast mogę mu rzec, że to bezsensu co robi i tylko problemy przyniesie. Pouczam znaczy :]

          > Ja sama na tym forum parokroć deklarowałam, ze w takowy sie nigdy nie wdawałam,
          > własnie z powodu unikania kłopotów, a nie "Swietości":)
          *
          No, ale czym jest świętość wobec tego? Mi się świętość kojarzy właśnie z unikaniem kłopotów i postępowaniem raczej dobrze, bez jakichś specjalnych odchyłów. Natomiast to, o czym Ty mówisz to jest jakaś wyższa szkoła jazdy, te wszystkie prychające i z wyższością coś mówiące, to już chyba taki poziom świętości, że aureolka uciska :)
          • kora3 Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 14:34
            raohszana napisał:

            > *
            > No jest. Ale mi się nie chce nikogo odsądzać, natomiast mogę mu rzec, że to bez
            > sensu co robi i tylko problemy przyniesie. Pouczam znaczy :]
            >


            No, ale jesli ktoś publicznie (np. forumowo) porusza taką sprawę, to jak słusznie zauwazyła Alpepe, musi się liczyć z komentarzami i pouczeniami. Ja wszelako takiego pouczenia nie odebrałabym, jako moralizowania. Obrazowo: napisze ktoś, ze lubi pić piwo i normalne jest, ze ktoś mu odpisze, że jak bedzie pic, to moze sie upić, a po pijaku rózne głupie rzeczy sie robi i nalezy mieć to na uwadze, a jak bedzie pić czesto to moze wpasc w alkoholizm. Same fakty.
            Rózni się to jednak od tekstu, ze piwo piją tylko menele bez zadnej klasy, że pijąc zabiera chleb swoim dzieciom, że jest chlorem itp. :)

            > No, ale czym jest świętość wobec tego? Mi się świętość kojarzy właśnie z unikan
            > iem kłopotów i postępowaniem raczej dobrze, bez jakichś specjalnych odchyłów. N
            > atomiast to, o czym Ty mówisz to jest jakaś wyższa szkoła jazdy, te wszystkie p
            > rychające i z wyższością coś mówiące, to już chyba taki poziom świętości, że au
            > reolka uciska :)


            No tu róznimy sie w intepretacji "swietosci" pisanej w cudzysłowie i z przekąsem:) Unikający kłopotów człowiek jest zwyczajnie zdroworozsadkowy, a nie pozuje na "swietego". Coś w rodzaju: moze byłoby miło, ale konsekwencje mogą być nieprzyjemne - gra nie warta świeczk
            >
            • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 14:40
              kora3 napisała:

              > No, ale jesli ktoś publicznie (np. forumowo) porusza taką sprawę, to jak słuszn
              > ie zauwazyła Alpepe, musi się liczyć z komentarzami i pouczeniami. Ja wszelako
              > takiego pouczenia nie odebrałabym, jako moralizowania. Obrazowo: napisze ktoś,
              > ze lubi pić piwo i normalne jest, ze ktoś mu odpisze, że jak bedzie pic, to moz
              > e sie upić, a po pijaku rózne głupie rzeczy sie robi i nalezy mieć to na uwadze
              > , a jak bedzie pić czesto to moze wpasc w alkoholizm. Same fakty.
              > Rózni się to jednak od tekstu, ze piwo piją tylko menele bez zadnej klasy, że p
              > ijąc zabiera chleb swoim dzieciom, że jest chlorem itp. :)
              *
              Różni. Nawet całkiem bardzo. Wnioskuję sobie, że ten drugi typ to ludzie z poczuciem niskiej wartości, którzy radykalnymi opiniami muszą dodać sobie powagi i kompletnie nie rozumieją, że radykalne poglądy to w porządku, ale argumenty ad personam to już nie to samo.

              > No tu róznimy sie w intepretacji "swietosci" pisanej w cudzysłowie i z przekąse
              > m:) Unikający kłopotów człowiek jest zwyczajnie zdroworozsadkowy, a nie pozuje
              > na "swietego". Coś w rodzaju: moze byłoby miło, ale konsekwencje mogą być niepr
              > zyjemne - gra nie warta świeczk
              *
              Damn, czyli nici z mojej aureolki? Ale mnie tu panie nie raz i nie dwa od świętojebliwych zwały za takie stwierdzenia właśnie, że "ale przecież to jest problem i bezsensu, bo to i to" i darły się, że życie nie jest czarno-białe, co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że wszystko można tym usprawiedliwić.
              • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 14:48
                raohszana napisał:

                > co w wolnym tłumaczeniu oznacza, że wszystko można tym usprawiedliwić.

                Oczywiście, że można. Nawet zbrodnię na Żydach ludzie usprawiedliwiają, a co dopiero jakieś mniejsze grzeszki.
                • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 14:50
                  stokrotka_a napisała:

                  > Oczywiście, że można. Nawet zbrodnię na Żydach ludzie usprawiedliwiają, a co do
                  > piero jakieś mniejsze grzeszki.
                  *
                  I to już jest moim zdaniem złe. Znaczy, że zbrodnia to oczywiste, ale chodzi mi o te mniejsze grzeszki. Skoro ktoś się na coś zdecydował, a potem stwierdza, że ojejku, ale problem i w ogóle to przyjąć na klatę odpowiedzialność, a nie płakać i wyjaśniać, że właściwie "to tak się jakoś stało i nic nie jest czarno-białe i nie rozumiecie".
                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 14:57
                    raohszana napisał:

                    > I to już jest moim zdaniem złe. Znaczy, że zbrodnia to oczywiste, ale chodzi mi
                    > o te mniejsze grzeszki. Skoro ktoś się na coś zdecydował, a potem stwierdza, ż
                    > e ojejku, ale problem i w ogóle to przyjąć na klatę odpowiedzialność, a nie pła
                    > kać i wyjaśniać, że właściwie "to tak się jakoś stało i nic nie jest czarno-bia
                    > łe i nie rozumiecie".

                    Mnóstwo jest złych rzeczy na tym świecie i będą istnieć dopóki będą istnieć istoty tworzące pojęcie dobra i zła, a ludzie nie przestaną się usprawiedliwiać, bo tak jest skonstruowana ludzka psychika. Jedynym sposobem na wyrugowanie złych rzeczy byłaby totalna zagłada ludzkości, ponieważ natura nie zna pojęcia dobra ani zła.
                    • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 15:36
                      To, że dobre i złe to normalne, kwestia moralności ludzkiej. Natomiast za swoje decyzje należy brać odpowiedzialność, a nie cudować z usprawiedliwieniami.
                      • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 15:39
                        Wiele rzeczy należy, ale większość "normalnych" ludzi będzie się usprawiedliwiać, bo tak jest skonstruowana nasza psychika.
                        • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 15:57
                          Może wasza, moja odmawia takiej współpracy ;)
                          Nie zmienia to faktu, że ja osobiście uważam szukanie usprawiedliwień, miast rozwiązania problemu, za bezsensowne :)
                          • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 15:58
                            raohszana napisał:

                            > Może wasza, moja odmawia takiej współpracy ;)
                            > Nie zmienia to faktu, że ja osobiście uważam szukanie usprawiedliwień, miast ro
                            > związania problemu, za bezsensowne :)

                            I chwała ci, że tak uważasz, ale tym uważaniem nie zmienisz rzeczywistości. ;-)
                            • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 16:00
                              stokrotka_a napisała:

                              > I chwała ci, że tak uważasz, ale tym uważaniem nie zmienisz rzeczywistości. ;-)
                              *
                              Ale mogę próbować i tłumaczyć i wskazywać sensowną drogę miast pienienia się, płaczów czy "bo nic nie jest czarno-białe" :)
                              Poza tym ja zawsze lubię porozmawiać o tym, co ja uważam, a co inni :)
                              • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 16:06
                                raohszana napisał:

                                > Ale mogę próbować i tłumaczyć i wskazywać sensowną drogę miast pienienia się, p
                                > łaczów czy "bo nic nie jest czarno-białe" :)

                                Pewnie że możesz. Tacy też są potrzebni. ;-) A widzenie czarno-białe naprawdę nie odpowiada rzeczywistości. ;-))
                                • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 16:26
                                  stokrotka_a napisała:

                                  > Pewnie że możesz. Tacy też są potrzebni. ;-) A widzenie czarno-białe naprawdę n
                                  > ie odpowiada rzeczywistości. ;-))
                                  *
                                  Zasadniczo - ludzie sami sobie komplikują życie. Sporo spraw jest prostych tylko nie wiedzieć czemu niektórzy chcą koniecznie wydziwiać.
                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 16:31
                                    Punk widzenia zasadniczo zależy od punktu siedzenia. ;-)
                                    • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 16:44
                                      Bo ja wiem? Od ludzia raczej.
                                      • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 06.06.12, 16:50
                                        Zauważ, że ten sam ludź w różnych sytuacjach (czyli punktach siedzenie) miewa różne punkty widzenia. ;-)
                                        • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:23
                                          Znaczy jest hipokrytą?
                                          • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:30
                                            Niekoniecznie. Dany ludź może mieć określony punkt widzenia jako szeregowy pracownik, a zupełnie inny, gdy staje się np. kierownikiem. Znaczy człowiek ten sam, a w różnych punktach siedzenie posiadać może różne punkty widzenia. ;-)
                                            • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:41
                                              Zależy z czego to wynika i jakie ma konsekwencje. Jeśli faktycznie osobnik czegoś się nauczył i ma to sens - to wtedy nie ma "dwóch różnych", tylko ma w danym czasie jeden, a w drugim inny i jest to dość naturalne.
                                              Natomiast jeśli jest tym kurownikiem i spóźnia się pracownik niezwiązany z nim i go opiernicza jak burą sukę, a spóźnia się koleżaneczka i nic - to też dwa różne punkty widzenia zależne od siedzenia, a do kompletu hipokryzja.
                                              • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:44
                                                Zależy jak kto leży. ;-) Krótko mówiąc, punkt widzenia zależy zarówno od ludzia jak i od punktu siedzenia, a hipokryzja to już inna bajka. ;-)
                                                • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:46
                                                  Krótko mówiąc - a usprawiedliwiaj sobie co chcesz i jak chcesz, dla mnie to nadal bezsens. Dziękuję, dobranoc :)
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:51
                                                    Cieszę się, że to dla ciebie bezsens, ale zapewniam cię, że i ty stosujesz usprawiedliwianie się. ;-)
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:52
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Cieszę się, że to dla ciebie bezsens, ale zapewniam cię, że i ty stosujesz uspr
                                                    > awiedliwianie się. ;-)
                                                    *
                                                    Ooo, mój ulubiony motyw! ESPER na forumie, co wie lepiej co i jak ja robię! :D No to powiedz mi co jeszcze na pewno robię? :]
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 15:57
                                                    Poczytaj prace poważnych psychologów, a zrozumiesz, że każdy się usprawiedliwia i każdy kłamie, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. ;-) Jeśli nie jesteś komputerem, to na pewno stosujesz usprawidliwianie się (w mniejszym lub większym stopniu), bo niemożliwe jest byś była idealnym człowiekiem (nie ma takich). Masz po prostu subiektywne zdanie o swojej kryształowości. ;-)
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 16:45
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Poczytaj prace poważnych psychologów, a zrozumiesz, że każdy się usprawiedliwia
                                                    > i każdy kłamie, tylko nie każdy zdaje sobie z tego sprawę. ;-)
                                                    *
                                                    Czyli czyje? Podaj autorów i tytuły, chętnie poczytam.

                                                    >Jeśli nie jeste
                                                    > ś komputerem, to na pewno stosujesz usprawidliwianie się (w mniejszym lub więks
                                                    > zym stopniu), bo niemożliwe jest byś była idealnym człowiekiem (nie ma takich).
                                                    *
                                                    A po co mam się usprawiedliwiać? Przecież wiem, że jak spieprzę to moja wina, a nie całej okolicy.

                                                    > Masz po prostu subiektywne zdanie o swojej kryształowości. ;-)
                                                    *
                                                    W ogóle nie mam zdania o swojej kryształowości. Jakby mnie ktoś pytał to raczej głębia i Nietzsche.
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 16:58
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Czyli czyje? Podaj autorów i tytuły, chętnie poczytam.

                                                    Np. Philip Zimbardo "Psychologu and Life" i inne tego autora.

                                                    > A po co mam się usprawiedliwiać? Przecież wiem, że jak spieprzę to moja wina, a
                                                    > nie całej okolicy.

                                                    Gratuluję! Jesteś jednostką idealną. Zapewne nigdy się przed sobą nie usprawiedliwiłaś w żadnej sprawie i nigdy tego nie zrobisz. Ideał! ;-))
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:02
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Np. Philip Zimbardo "Psychologu and Life" i inne tego autora.
                                                    *
                                                    A coś nie popularnonaukowego? Zestaw badań?

                                                    > Gratuluję! Jesteś jednostką idealną. Zapewne nigdy się przed sobą nie usprawied
                                                    > liwiłaś w żadnej sprawie i nigdy tego nie zrobisz. Ideał! ;-))
                                                    *
                                                    Nie podniecaj się na zapas. Oprócz usprawiedliwiania się jest też drugi biegun. Podumaj chwilę i wykoncypuj co mi jest. Albo zapytaj szklaną kulę.
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:12
                                                    raohszana napisał:

                                                    > A coś nie popularnonaukowego? Zestaw badań?

                                                    Książki Zimbardo są oparte na badaniach. Jego eksperymenty są bardzo ciekawe.

                                                    > Nie podniecaj się na zapas. Oprócz usprawiedliwiania się jest też drugi biegun.
                                                    > Podumaj chwilę i wykoncypuj co mi jest. Albo zapytaj szklaną kulę.

                                                    Jest mnóstwo innych "biegunów", ale w zakresie usprawiedliwiania się jesteś ideałem! ;-D
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:19
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Książki Zimbardo są oparte na badaniach. Jego eksperymenty są bardzo ciekawe.
                                                    *
                                                    A ja chcę konkretne badania i ich wyniki pierw obaczyć, a potem wnioski.

                                                    > Jest mnóstwo innych "biegunów", ale w zakresie usprawiedliwiania się jesteś ide
                                                    > ałem! ;-D
                                                    *
                                                    Nie podniecaj się na zapas. Znowu nie rozumiesz co się mówi. a) bieguny to są dwa b) to, co pomiędzy to nie "inne bieguny" c) dumaj dalej.
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:23
                                                    raohszana napisał:

                                                    > A ja chcę konkretne badania i ich wyniki pierw obaczyć, a potem wnioski.

                                                    Poproś pana Zimbardo. NA pewno chętnie ci udostępni. ;-)

                                                    > Nie podniecaj się na zapas. Znowu nie rozumiesz co się mówi. a) bieguny to są d
                                                    > wa b) to, co pomiędzy to nie "inne bieguny" c) dumaj dalej.

                                                    Znowu nie rozumiesz co się pisze. Ujęłam słowo bieguny w cudzysłów, dlatego właśnie, że uzyłam to słowo żartobliwie. ;-) I nie będę dumać, bo dla mnie jesteś wzorem w kwestii usprawidliwiania się. To mi wystarczy. ;-D
                                                    >
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:25
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Poproś pana Zimbardo. NA pewno chętnie ci udostępni. ;-)
                                                    *
                                                    Ale to nie on ze mną dyskutuje i przywołuje swoje prace jako argument, tylko Ty.

                                                    > Znowu nie rozumiesz co się pisze. Ujęłam słowo bieguny w cudzysłów, dlatego wła
                                                    > śnie, że uzyłam to słowo żartobliwie. ;-) I nie będę dumać, bo dla mnie jesteś
                                                    > wzorem w kwestii usprawidliwiania się. To mi wystarczy. ;-D
                                                    > >
                                                    *
                                                    Dobrze, a bez ad personam umiesz? Bo to się robi nudne z tym ideałem.
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:30
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Ale to nie on ze mną dyskutuje i przywołuje swoje prace jako argument, tylko Ty.

                                                    Gdybyśmy mogły prowadzić dyskusję w oparciu o badania, które same sprawdziłyśmy, przeanalizowałyśmy i co do których wyciągnęłyśmy swoje własne wnioski, to o wielu sprawach nie pogadałybyśmy.

                                                    > Dobrze, a bez ad personam umiesz? Bo to się robi nudne z tym ideałem.

                                                    Ale dlaczego? Sama stwierdziłaś, że jesteś ideałem w kwestii usprawiedliwiania się a ja się tym po prostu zachwycam! ;-D
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 07.06.12, 17:33
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Gdybyśmy mogły prowadzić dyskusję w oparciu o badania, które same sprawdziłyśmy
                                                    > , przeanalizowałyśmy i co do których wyciągnęłyśmy swoje własne wnioski, to o w
                                                    > ielu sprawach nie pogadałybyśmy.
                                                    *
                                                    Nie zrozumiałaś. To, co ja z tymi badaniami zrobię to inna kwestia. Ale skoro już to jest argument to podaj proszę jakieś źródło. Jeśli nie masz/nie znasz - to się po prostu przyznaj, że nie masz, a nie zaczynaj gadkę. Po co to, skoro ja proszę o coś konkretnego i zasadniczo odpowiedzi na to mogą być dwie: "proszę, tu..." albo "nie mam" i temat skończony.

                                                    > Ale dlaczego? Sama stwierdziłaś, że jesteś ideałem w kwestii usprawiedliwiania
                                                    > się a ja się tym po prostu zachwycam! ;-D
                                                    *
                                                    To Ty stwierdziłaś, że ja jestem ideałem i się podniecasz. To Ty stosujesz argument ad personam, kompletnie w temacie nie potrzebny. Bawi Cię to, inaczej nie umiesz, argumenty rzeczowe są bez sensu i lepiej ad personam? Wyjaśnisz mi, proszę?
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 08.06.12, 07:56
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Nie zrozumiałaś. To, co ja z tymi badaniami zrobię to inna kwestia. Ale skoro j
                                                    > uż to jest argument to podaj proszę jakieś źródło. Jeśli nie masz/nie znasz - t
                                                    > o się po prostu przyznaj, że nie masz, a nie zaczynaj gadkę. Po co to, skoro ja
                                                    > proszę o coś konkretnego i zasadniczo odpowiedzi na to mogą być dwie: "proszę,
                                                    > tu..." albo "nie mam" i temat skończony.

                                                    Śmiem twierdzić, że to ty jednak nie zrozumiałaś. Moim argumentem w dyskusji jest wiedza przekazywana przez poważnych naukowców zweryfikowanych przez świat nauki, a nie konkretne badania. Śmiem rónież twierdzić, że gdybym nawet przedstawiła ci konkretne wyniki badań, to nie byłabyś w stanie zweryfikować samodzielnie ich wiarygodności.

                                                    A poza tym, to ja decyduję w jaki sposób odpowiadam i zdaję sobie sprawę, że może ci się to nie podobać, ale to już twój problem. ;-)

                                                    > To Ty stwierdziłaś, że ja jestem ideałem i się podniecasz. To Ty stosujesz argu
                                                    > ment ad personam, kompletnie w temacie nie potrzebny. Bawi Cię to, inaczej nie
                                                    > umiesz, argumenty rzeczowe są bez sensu i lepiej ad personam? Wyjaśnisz mi, pro
                                                    > szę?

                                                    Ja tylko nazwałam to, co ty sama o sobie stwierdziłaś. ;-) Nie jest to żaden argument ad personam. Jest to tylko stwierdzene faktu i wyrażenie podziwu dla ciebie. ;-)
                                                  • raohszana Re: Tu sie zgadzam Raoh 08.06.12, 09:06
                                                    Daruję sobie, bo zaczynasz odwalać pyskówkę z ad personam i wmawiać mi, że jednak wcale nie. Przekręcasz celowo słowa, a to już naprawdę nie jest poziom na jakim chcę rozmawiać.

                                                    Dziękuję za dotychczasową dyskusję.
                                                  • stokrotka_a Re: Tu sie zgadzam Raoh 08.06.12, 09:50
                                                    Jeśli mój podziw uważasz za argument ad personam, to cóż ja na to mogę poradzić? ;)

                                                    Również dziękuję. :-)
              • kora3 Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 06.06.12, 14:53
                to jest tak - wszystko mozna jak się chce i za wszystko mozna "skazać" mentalnie rzecz jasna, jesli się chce.

                Klasyczny przykład to panie broniące swego Misia - zdradzacza, którego rzekomo jakaś taka owaka tak osaczyła, ze nie miał wyboru i musiał ją bzykać:)

                Ale zostawmy na chwilę zdrady i popatrzmy jak sobie z takimi sytuacjami, jak osądzanie radzi Kodeks Karny. Ano tak, ze wymieniono przestepstwa, podano, njakim karom podlegają, ale mimo to, nawet w sytuacji przyznawania sie do winy kogoś, przeprowadza się przewód sadowy, przesłuchuje swiadków (już wszak na ogół w sledztwie przesłuchanych), oskarzony ma obrońcę. Po kiego grzyba, jesli przestepstwa i kary za nie sklasyfikowano? Ano dlatego, ze kazda sprawa jest indywidualna, w kazdym przypadku działać mogą na wymiar kary okolicznosci łągodzace i obciązające.

                Dokładnie tak samo, o czym czesto zapominamy, jest w życiu, podczas osądzania przez nas samych ludzi i ich poczynań. Bardzo czesto wcale nie znamy ze tak powiem otoczki sprawy. Bierzemy sie za osądzanie bez podstawowej wiedzy. Jasne, ze jakiś czyn mozemy zawsze uznawać za naganny, niezaleznie od okoliczności. Ale czasem mają one znaczenie. Czasem znaczenie ma np. doswiadczenie człowieka, jego ogólna sytuacja.

                Weźmy na przykład coś takiego, jak seks za kasę. No naganne wg mnie. Ale jednak inaczej potraktuję syrtuację wiedzac, ze jakas babka seksiła się za kase, bo miała chore dziecko załozmy i nie miała mozliwosci zdobyć kasy na operację, albo zwyczajnie tej mozliwosci nie widziała, a inaczej gdy jakas pani po prostu chciała mieć odrobinę luksusu bez zapieprzania na etacie.
                • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 06.06.12, 15:01
                  kora3 napisała:

                  > Ale zostawmy na chwilę zdrady i popatrzmy jak sobie z takimi sytuacjami, jak os
                  > ądzanie radzi Kodeks Karny. Ano tak, ze wymieniono przestepstwa, podano, njakim
                  > karom podlegają, ale mimo to, nawet w sytuacji przyznawania sie do winy kogoś,
                  > przeprowadza się przewód sadowy, przesłuchuje swiadków (już wszak na ogół w sl
                  > edztwie przesłuchanych), oskarzony ma obrońcę.

                  Mało tego - oskarżony ma nawet prawo kłamać, odmawiać zeznań i usprawiedliwiać się na wszelkie sposoby.

                  > Weźmy na przykład coś takiego, jak seks za kasę. No naganne wg mnie. Ale jednak
                  > inaczej potraktuję syrtuację wiedzac, ze jakas babka seksiła się za kase, bo m
                  > iała chore dziecko załozmy i nie miała mozliwosci zdobyć kasy na operację, albo
                  > zwyczajnie tej mozliwosci nie widziała, a inaczej gdy jakas pani po prostu chc
                  > iała mieć odrobinę luksusu bez zapieprzania na etacie.

                  A ja nie widzę nic złego w tym, że jakaś pani zarabia ucziwie ofiarowując seks za kasę. Zło pojawia się wtedy, gdy ktoś tę kobietę zmusza do prostytucji i czerpie korzyści z jej usług seksualnych.
                • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 06.06.12, 15:56
                  Ale nadal - usprawiedliwianie nie ma sensu w takich a nie innych przypadkach, od których dyskusja się zaczęła. W ogóle tam nie powinno być świadków, przewodów, tłumaczeń, a tylko przyjęcie odpowiedzialności i decyzje.
                  • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 06.06.12, 16:03
                    raohszana napisał:

                    > Ale nadal - usprawiedliwianie nie ma sensu w takich a nie innych przypadkach, o
                    > d których dyskusja się zaczęła. W ogóle tam nie powinno być świadków, przewodów
                    > , tłumaczeń, a tylko przyjęcie odpowiedzialności i decyzje.

                    Tak, a człowiek powinien zawsze postępować rozsądnie, logicznie i uczciwie.
                    • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 06.06.12, 16:42
                      Ale do czego zmierzasz? Do stwierdzenia, że ponieważ trudno jest postępować mądrze to wszyscy postępujący głupio są usprawiedliwieni?
                      • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 06.06.12, 16:49
                        Zmierzam jedynie do stwierdzenia, że usprawidliwianie się ma sens z punktu widzenia jednostki, co nie oznacza oczywiście, że każdy zły uczynek jest automatycznie usprawiedliwiony.
                        • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 15:24
                          Sensu usprawiedliwienie nie ma, bo nie daje niczego w efekcie prócz pogadania sobie, zwyczajnie niczego nie uczy.
                          • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 15:42
                            Ale to tylko jeden aspekt usprawiedliwiania się. Oprócz tego istnieje też aspekt wybielania własnego wewnętrznego wizerunku. Ludzie nie lubią żyć ze świadomością swoich wad i złych uczynków, bo z reguły nie są masochitami. Ewolucja doprowadziła do wytworzenia takich a nie innych mechanizmów psychicznych i można się na to oburzać, ale warto mieć świadomość, jak się rzecz ma w świecie realnym a nie utopijnym.
                            • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 15:45
                              Nadal - niczego nie uczy, więc jest kompletnie nieprzydatne, a wręcz szkodliwe, bo pozwala myśleć, że to nie my są durni tylko wszystkich dookoła wina i sytuacji.
                              Ja pierchmurwadolę, rozmowa jak dopisujesz sobie ideologię jest ciężka. Nie interesuje mnie to, czy to mechanizm normalny czy utopijny, ale oceniam jego skutki i o ocenie skutków mówimy, a nie o tym, skąd mechanizm.
                              • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 15:53
                                raohszana napisał:

                                > Nadal - niczego nie uczy, więc jest kompletnie nieprzydatne, a wręcz szkodliwe,
                                > bo pozwala myśleć, że to nie my są durni tylko wszystkich dookoła wina i sytua
                                > cji.

                                Gdyby było kompletnie nieprzydatne, to nie byłoby tak powszechne, a w trakcie ewolucji osobniki z tą zdolnością wyginęłyby. ;-)

                                > Ja pierchmurwadolę, rozmowa jak dopisujesz sobie ideologię jest ciężka. Nie int
                                > eresuje mnie to, czy to mechanizm normalny czy utopijny, ale oceniam jego skutk
                                > i i o ocenie skutków mówimy, a nie o tym, skąd mechanizm.

                                Skutki oceniasz zbyt jednostronnie i kategoriach białe/czarne. ;-D
                                • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 15:56
                                  stokrotka_a napisała:

                                  > Gdyby było kompletnie nieprzydatne, to nie byłoby tak powszechne, a w trakcie e
                                  > wolucji osobniki z tą zdolnością wyginęłyby. ;-)
                                  *
                                  Kość ogonowa też jest nieprzydatna, a każdy ma i co?

                                  > Skutki oceniasz zbyt jednostronnie i kategoriach białe/czarne. ;-D
                                  *
                                  Nie muszę. Ocena skutków jest zawarta w temacie. Ja oceniam usprawiedliwianie w konkretnych sytuacjach i pewien sposób postępowania z tymi, którzy nie usprawiedliwiają wszystkiego stwierdzeniem o czerni-bieli.
                                  • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 16:02
                                    raohszana napisał:

                                    > Kość ogonowa też jest nieprzydatna, a każdy ma i co?

                                    Porównanie kości ogonowej do obronnego mechanizmu w psychice ludzkiej jest niezbyt fortunne. ;-))

                                    > Nie muszę. Ocena skutków jest zawarta w temacie. Ja oceniam usprawiedliwianie w
                                    > konkretnych sytuacjach i pewien sposób postępowania z tymi, którzy nie usprawi
                                    > edliwiają wszystkiego stwierdzeniem o czerni-bieli.

                                    Ocenę skutków każdy realizuje na własny sposób. Nawet jeśli oceniasz usprawidliwianie w konkretnych sytuacjach, to nie znasz wszystkich okoliczności.
                                    • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 16:47
                                      stokrotka_a napisała:

                                      > Porównanie kości ogonowej do obronnego mechanizmu w psychice ludzkiej jest niez
                                      > byt fortunne. ;-))
                                      *
                                      Czemu? Skoro zaczęłaś o ewolucji to jedziemy ewolucją. Ewolucja nie wywala wszystkich bezsensownych i nieprzydatnych rzeczy ot tak. Wywala tylko te naprawdę groźne dla istnienia gatunku.

                                      > Ocenę skutków każdy realizuje na własny sposób. Nawet jeśli oceniasz usprawidli
                                      > wianie w konkretnych sytuacjach, to nie znasz wszystkich okoliczności.
                                      *
                                      Oceniam te okoliczności jakie zostają przedstawione - inaczej forumowe gadki nie miałyby kompletnie sensu, no bo nie znamy wszystkiego od środka i z każdej strony.
                                      • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 17:01
                                        raohszana napisał:

                                        > Czemu? Skoro zaczęłaś o ewolucji to jedziemy ewolucją. Ewolucja nie wywala wszy
                                        > stkich bezsensownych i nieprzydatnych rzeczy ot tak. Wywala tylko te naprawdę g
                                        > roźne dla istnienia gatunku.

                                        Ale według ciebie usprawiedliwianie się jest szkodliwe i tylko szkodliwe. Natomiast kość ogonowa to rzecz zupełnie neutralna. Dlatego porównanie jest niefortunne. ;-)

                                        > Oceniam te okoliczności jakie zostają przedstawione - inaczej forumowe gadki ni
                                        > e miałyby kompletnie sensu, no bo nie znamy wszystkiego od środka i z każdej st
                                        > rony.

                                        Ale tu nie ma żadnych okoliczności. Jest tylko problem ogólny. ;-)
                                        • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 17:07
                                          stokrotka_a napisała:

                                          > Ale według ciebie usprawiedliwianie się jest szkodliwe i tylko szkodliwe. Natom
                                          > iast kość ogonowa to rzecz zupełnie neutralna. Dlatego porównanie jest niefortu
                                          > nne. ;-)
                                          *
                                          Dla gatunku to jest raczej zwyczajnie obojętne - skoro żyją i się reprodukują i dożywają wieku reprodukcyjnego i dalej się reprodukują i zajmują swoje miejsce w ekosystemie i im pasuje un to dobrze jest.
                                          Natomiast dla jednostki jest to szkodliwe. Zapewne w danej chwili jest dobre, bo uspokoi ona swój umysł, ale na dłuższą metę niczego się nie nauczy.

                                          > Ale tu nie ma żadnych okoliczności. Jest tylko problem ogólny. ;-)
                                          *
                                          Są, bardzo konkretny zestaw. Tyle, że nie "pani Kowalska z miasta X", a "osoba z takim a takim problemem z tej gamy i reakcja forumowa taka i taka", zawężone przeze mnie w rozmowie z Korą.
                                          • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 17:15
                                            raohszana napisał:

                                            > Dla gatunku to jest raczej zwyczajnie obojętne - skoro żyją i się reprodukują i
                                            > dożywają wieku reprodukcyjnego i dalej się reprodukują i zajmują swoje miejsce
                                            > w ekosystemie i im pasuje un to dobrze jest.

                                            Gatunek nie jest zjawiskiem samym w sobie lecz zbiorem jednostek. ;-)

                                            > Natomiast dla jednostki jest to szkodliwe. Zapewne w danej chwili jest dobre, b
                                            > o uspokoi ona swój umysł, ale na dłuższą metę niczego się nie nauczy.

                                            Jeśli dla jednostki jest to szkodliwe, a gatunek składa się z jednostek i wszystkie jednostki zdaniem naukowców stosują ten chwyt w mniejszym lub większym stopniu, to i dla gatunku to jest szkodliwe. ;-)

                                            > Są, bardzo konkretny zestaw. Tyle, że nie "pani Kowalska z miasta X", a "osoba
                                            > z takim a takim problemem z tej gamy i reakcja forumowa taka i taka", zawężone
                                            > przeze mnie w rozmowie z Korą.

                                            Ale to jest tylko teoria. ;-)
                                            • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 17:22
                                              stokrotka_a napisała:

                                              > Gatunek nie jest zjawiskiem samym w sobie lecz zbiorem jednostek. ;-)
                                              *
                                              W biologii? Nie, jednostki nie mają znaczenia. Jedna w tę czy wewtę nie robi różnicy.

                                              > Jeśli dla jednostki jest to szkodliwe, a gatunek składa się z jednostek i wszys
                                              > tkie jednostki zdaniem naukowców stosują ten chwyt w mniejszym lub większym sto
                                              > pniu, to i dla gatunku to jest szkodliwe. ;-)
                                              *
                                              Urocze wnioskowanie. Naprawdę. I takie sensowne. Tyle, że wcale nie.

                                              > Ale to jest tylko teoria. ;-)
                                              *
                                              I wystarczy, o niej rozmawiamy.
                                              • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 17:26
                                                raohszana napisał:

                                                > W biologii? Nie, jednostki nie mają znaczenia. Jedna w tę czy wewtę nie robi ró
                                                > żnicy.

                                                Jedna nie, ale kilka lub kilkanaście miliardów jednostek różnicę robi.

                                                > Urocze wnioskowanie. Naprawdę. I takie sensowne. Tyle, że wcale nie.

                                                Twoje wnioskowanie też jest urocze, tyle że błędne. ;-)

                                                > I wystarczy, o niej rozmawiamy.

                                                No właśnie! ;-)
                                                • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 07.06.12, 17:35
                                                  stokrotka_a napisała:

                                                  > Jedna nie, ale kilka lub kilkanaście miliardów jednostek różnicę robi.
                                                  *
                                                  Jeśli od czegoś nie umiera/nie przestaje się reprodukować - to nie bardzo. Dalej robią co mają robić.

                                                  > Twoje wnioskowanie też jest urocze, tyle że błędne. ;-)
                                                  *
                                                  Które wnioskowanie?

                                                  > No właśnie! ;-)
                                                  *
                                                  Tyle, że Ty usilnie rozmawiasz o innym zakresie.
                                                  • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 08.06.12, 08:03
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Jeśli od czegoś nie umiera/nie przestaje się reprodukować - to nie bardzo. Dale
                                                    > j robią co mają robić.

                                                    Masz rację, ale można również przypuszczać, że takie szkodliwe zachowania jednostkowe mogły mieć negatywny wpływ na zdolność przetrwania i reprodukcji w czasach prawa dżungli. Można więc domniemywać, że powinny one zostać wyeliminowane lub ograniczone do niewielkiej części populacji. Jednak nie zostały. Są one powszechne.

                                                    Zgadzam się, że moje rozumowanie może być błędne, ale twierdzę, że twoje twierdzenie o jednoznacznej szkodliwości usprawiedliwiania się jest zdecydowanie nietrafione.

                                                    > Które wnioskowanie?

                                                    Wnioskowanie, co do szkodliwości usprawiedliwiania się.

                                                    > Tyle, że Ty usilnie rozmawiasz o innym zakresie.

                                                    Tak ci się wydaje. ;-)
                                                  • raohszana Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 08.06.12, 09:06
                                                    Jak wyżej - dziękuję za rozmowę.
                                                  • stokrotka_a Re: Wiesz, z tym usprawiedliwianiem 08.06.12, 09:51
                                                    Proszę bardzo. :-)
      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:10
        raohszana napisał:

        > Lubię być świętym. Dobrze się w tym czuję i nie wymaga to absolutnie żadnego wy
        > siłku ponad niepakowanie się w dziwne sytuacje.

        Najważniejsze to mić dobre zdanie o sobie! ;-)

        Niepakowanie się w dziwne sytuacje, to żaden przyczynek do świętości. ;-D
        • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:12
          stokrotka_a napisała:

          > Najważniejsze to mić dobre zdanie o sobie! ;-)
          *
          Yep.

          > Niepakowanie się w dziwne sytuacje, to żaden przyczynek do świętości. ;-D
          *
          Zaniechanie to też rodzaj działania, jak poucza nas prawo. Zaniechanie to też wybór jak poucza nas życie.
          • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:14
            Świętość poprzez zaniechanie i unikanie trudnych wyborów to żadna świętość. ;-D
            • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:15
              Jakie unikanie wyborów? Wyborem jest unikanie takich a nie innych sytuacji, które być może byłyby kuszące, ale przyniosłyby zbyt wiele problemów. Doczytaj zanim odpiszesz.
              • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:21
                Oczywiście, jest to wybór, ale wybór oznaczający zaniechanie działania. W tym żadnej świętości nie ma. To raczej asekuranctwo. ;-)
                • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:21
                  Czemu asekuranctwem jest niepakowanie się w sytuacje problematyczne, np. odpuszczenie sobie zajętego faceta?
                  • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:30
                    Jeśli piszesz o "odpuszczaniu sobie zajętego faceta", to zakładam, że masz na myśli proces tworzenia się jakiejś relacji opartej na zwykłej biologicznej seksualności człowieka i świadomą, trudną decyzję o jej przerwaniu. To jest coś! Ale jeśli masz na myśli brak jakiegokolwiek pociągu do zajętych facetów i trzymanie się od nich z daleka bez żadnego wysiłku, to to żadna świętość. ;-)
                    • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:36
                      Nie da się trzymać z dala od zajętych facetów, bo by trza chyba na Marsie mieszkać :P
                      Tak, dobrze założyłaś, to o taki proces chodzi. Wiadomo, dosyć to proste jeśli obie osoby są dla siebie zupełnie nieatrakcyjne pod względem fizycznym i biologia się nie odpala, ale w przypadku kiedy tak nie jest to trzeba w którymś momencie powiedzieć sobie "stop!".
                      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:45
                        To ty święta jesteś! A ja wolę przeżyć życie, smakując różne rzeczy. Po śmierci to mogę być święta. ;-D
                        • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:51
                          stokrotka_a napisała:

                          > To ty święta jesteś!
                          *
                          No przecież wiem ;)

                          >A ja wolę przeżyć życie, smakując różne rzeczy. Po śmierci
                          > to mogę być święta. ;-D
                          *
                          Cóż, ograniczanie się na pewnych polach to nie dokładnie to samo co rezygnacja ze smakowania różnych rzeczy w ogóle ;)
                          • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:54
                            raohszana napisał:

                            > No przecież wiem ;)

                            A L. Kołakowski twierdził, że święty nie jest świadom sowjej świętości. ;-D

                            > Cóż, ograniczanie się na pewnych polach to nie dokładnie to samo co rezygnacja
                            > ze smakowania różnych rzeczy w ogóle ;)

                            No ale są rzeczy, których nigdy nie spróbujesz. ;-)
                            • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:59
                              stokrotka_a napisała:

                              > A L. Kołakowski twierdził, że święty nie jest świadom sowjej świętości. ;-D
                              *
                              To jego problem :P

                              > No ale są rzeczy, których nigdy nie spróbujesz. ;-)
                              *
                              Ale nie jest mi z tego powodu przykro. Nie spróbuję morderstwa, trucicielstwa a to emocje nieporównywalnie większe; to i zajętego faceta mi nie żal. Czy zdrady.
                              Może tak - zwyczajnie to "smakowanie" ma więcej minusów niż plusów. Bardziej do smaku porównując nawet - na co mam jeść trujące ryby i tylko sobie zaszkodzić? Mogę się obejść :)
                              • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 16:12
                                raohszana napisał:

                                > To jego problem :P

                                Chyba nie, bo on już nie żyje. ;-D

                                > Ale nie jest mi z tego powodu przykro. Nie spróbuję morderstwa, trucicielstwa a
                                > to emocje nieporównywalnie większe; to i zajętego faceta mi nie żal. Czy zdrady.

                                Ale kto mówi o takich przestępstwach? Są rzeczy przyjemne, które nie są przestępstwami, choć ze świetością nie mają nic wspólnego. ;-) Ja wolę być nieświęta, choć nikogfo nie zabijam i nie zdradzam. ;-D

                                > Może tak - zwyczajnie to "smakowanie" ma więcej minusów niż plusów. Bardziej do
                                > smaku porównując nawet - na co mam jeść trujące ryby i tylko sobie zaszkodzić?
                                > Mogę się obejść :)

                                Takie konserwatywne podejście tez jest potrzebne, ale zauważ, że gdyby ludzie nie mieli tego instynktu próbowania (również rzeczy niebzezpiecznych i w efekcie złych) to nie byłoby postępu. To jest po prostu ludzka natura, której nie można zanegować. ;-)
                                • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 16:44
                                  stokrotka_a napisała:

                                  > Chyba nie, bo on już nie żyje. ;-D
                                  *
                                  Nie wiemy co jest po umarciu :)

                                  > Ale kto mówi o takich przestępstwach? Są rzeczy przyjemne, które nie są przestę
                                  > pstwami, choć ze świetością nie mają nic wspólnego. ;-) Ja wolę być nieświęta,
                                  > choć nikogfo nie zabijam i nie zdradzam. ;-D
                                  *
                                  Czyli np. co?

                                  > Takie konserwatywne podejście tez jest potrzebne, ale zauważ, że gdyby ludzie n
                                  > ie mieli tego instynktu próbowania (również rzeczy niebzezpiecznych i w efekcie
                                  > złych) to nie byłoby postępu. To jest po prostu ludzka natura, której nie możn
                                  > a zanegować. ;-)
                                  *
                                  Jak widać - można. To nie jest kwestia ryzyka - ryzyko jedno, a pchanie palców w kontakt - drugie. Jeśli coś ma same minusy, ktoś się w to pcha, a potem przychodzi na forum i szuka usprawiedliwienia - to ja go nie rozumiem. O takiej sytuacji mówimy w tym wątku, a nie o ryzyku, że mnie się trafi albo milion w lotka albo czekolada. Tylko o wyborze.
                                  • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 16:58
                                    raohszana napisał:

                                    > Nie wiemy co jest po umarciu :)

                                    Mów za siebie. Ja wiem. ;-)

                                    > Czyli np. co?

                                    Czyli np. seks grupowy w damskim gronie. Czy ty wiesz jakie to złe z punktu widzenia bogobojnych matek Polek? ;-D

                                    > Jak widać - można. To nie jest kwestia ryzyka - ryzyko jedno, a pchanie palców
                                    > w kontakt - drugie. Jeśli coś ma same minusy, ktoś się w to pcha, a potem przyc
                                    > hodzi na forum i szuka usprawiedliwienia - to ja go nie rozumiem. O takiej sytu
                                    > acji mówimy w tym wątku, a nie o ryzyku, że mnie się trafi albo milion w lotka
                                    > albo czekolada. Tylko o wyborze.

                                    Ale co można? Można unikać zachowań ryzykownych? Oczywiście. Zuważ jednak, że w naturze ludzkiej leży podejmowanie ryzyka, kóre może nieść fatalne ale i pożyteczne skutki. Gdy dokonujesz wyboru, nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich skutków.

                                    Ja mówię o pewnej cesze ludzi, o skłonności do podejmowania ryzyka. Gdyby wszyscy byli konserwatywni, poukładani i postępowali zgodnie z zasadami, to nie byłoby postępu. Podejmowanie ryzyka i postęp mają oczywiście dobre i złe strony, i tego nie da się uniknąć. Nie da się też zmienić natury ludzkiej i myślę, że nawet byłoby to wysoce niewskazane, bo wyrugowanie zdolności do podejmowania ryzyka i wynikającego stąd zła i dobra zabiłoby postęp.
                                    • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 15:27
                                      stokrotka_a napisała:

                                      > Mów za siebie. Ja wiem. ;-)
                                      *
                                      Gratulejszyn.

                                      > Czyli np. seks grupowy w damskim gronie. Czy ty wiesz jakie to złe z punktu wid
                                      > zenia bogobojnych matek Polek? ;-D
                                      *
                                      Jako, że nie jestem matką-polką, a tym bardziej bogobojną - to nie wiem jakie to złe. Co kto lubi. Niektórych życie będzie uboższe bez tego, a inni tego nie chcą. Ja osobiście seks grupowy i to oralny uprawiam grupowo, czyli na okrągło pieprzymy głupoty :D


                                      > Ale co można? Można unikać zachowań ryzykownych? Oczywiście. Zuważ jednak, że w
                                      > naturze ludzkiej leży podejmowanie ryzyka, kóre może nieść fatalne ale i pożyt
                                      > eczne skutki. Gdy dokonujesz wyboru, nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkich
                                      > skutków.
                                      >
                                      > Ja mówię o pewnej cesze ludzi, o skłonności do podejmowania ryzyka. Gdyby wszys
                                      > cy byli konserwatywni, poukładani i postępowali zgodnie z zasadami, to nie było
                                      > by postępu. Podejmowanie ryzyka i postęp mają oczywiście dobre i złe strony, i
                                      > tego nie da się uniknąć. Nie da się też zmienić natury ludzkiej i myślę, że naw
                                      > et byłoby to wysoce niewskazane, bo wyrugowanie zdolności do podejmowania ryzyk
                                      > a i wynikającego stąd zła i dobra zabiłoby postęp.
                                      *
                                      Ja Ci tłumaczę, że nie o tym rozmawiamy w wątku, a Ty dalej swoje. Nie idzie o ryzyko, a świadomy wybór sytuacji złej i mającej głównie minusy i zdziwienie, że jest źle.
                                      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 15:37
                                        raohszana napisał:

                                        > Gratulejszyn.

                                        Dzięki! ;-)

                                        > Ja Ci tłumaczę, że nie o tym rozmawiamy w wątku, a Ty dalej swoje. Nie idzie o
                                        > ryzyko, a świadomy wybór sytuacji złej i mającej głównie minusy i zdziwienie, ż
                                        > e jest źle.

                                        Ale ja nie jestem ograniczona twoim postrzeganiem tego, o czym rozmawiamy w tym wątku i mam prawo do rozszerzania twojego dość wąskiego spojrzenia na temat. Poza tym, nawet jeśli świadomie wybieramy sytuację złą z czyjegoś punktu widzenia, to wcale nie musi być ona tak jednoznacznie zła z naszego punktu. A dodatkowo, podejmując decyzję w określonym punkcie czasu i sytuacji, nie znamy skutków tej decyzji. Paradoksalnie, zła decyzja może przynieść pozytywne skutki, a decyzja dobra w danej chwili może skutkować negatywnie w przyszłosci.
                                        • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 15:43
                                          stokrotka_a napisała:

                                          > Ale ja nie jestem ograniczona twoim postrzeganiem tego, o czym rozmawiamy w tym
                                          > wątku i mam prawo do rozszerzania twojego dość wąskiego spojrzenia na temat. P
                                          > oza tym, nawet jeśli świadomie wybieramy sytuację złą z czyjegoś punktu widzeni
                                          > a, to wcale nie musi być ona tak jednoznacznie zła z naszego punktu. A dodatkow
                                          > o, podejmując decyzję w określonym punkcie czasu i sytuacji, nie znamy skutków
                                          > tej decyzji. Paradoksalnie, zła decyzja może przynieść pozytywne skutki, a decy
                                          > zja dobra w danej chwili może skutkować negatywnie w przyszłosci.
                                          *
                                          Ale mówisz nie na temat. Po co mi Twoje wywody o tym, skoro rozmawiamy o konkretnych sytuacjach?
                                          Nie mówimy o decyzji złej czy dobrej, tylko sytuacji z plusami i minusami oraz wartościowanej do kompletu.
                                          Trzym się proszę tematu, bo pieprzyć ogólnie to możemy, ale nic nam to nie wniesie, bo ogólnie to się mniej więcej zgadzamy.
                                          • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 15:50
                                            raohszana napisał:

                                            > Ale mówisz nie na temat. Po co mi Twoje wywody o tym, skoro rozmawiamy o konkre
                                            > tnych sytuacjach?

                                            Twoim zdaniem nie na temat, a moim zdaniem na temat, dlatego, że na każdą konkretną sytuację można spoglądać z różnych perspektyw, a podejmując decyzję nawet ewidentnie złą w danej chili, nie znamy bilansu jej przyszłych skutków.

                                            > Nie mówimy o decyzji złej czy dobrej, tylko sytuacji z plusami i minusami oraz
                                            > wartościowanej do kompletu.

                                            Nie odpowiadam za to, o czym ty mówisz i co masz na myśli. ;-) Mam jednak prawo do innego spojrzenia niż ty. ;-)

                                            > Trzym się proszę tematu, bo pieprzyć ogólnie to możemy, ale nic nam to nie wnie
                                            > sie, bo ogólnie to się mniej więcej zgadzamy.

                                            Którego temtu? Bo ja tu widzę różne tematy, a właściwie różne spekty tego samego tematu.
                                            • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 15:54
                                              stokrotka_a napisała:

                                              > Twoim zdaniem nie na temat, a moim zdaniem na temat, dlatego, że na każdą konkr
                                              > etną sytuację można spoglądać z różnych perspektyw, a podejmując decyzję nawet
                                              > ewidentnie złą w danej chili, nie znamy bilansu jej przyszłych skutków.
                                              *
                                              Zasadniczo temat jest o tym, jak to ktoś podjął decyzję, skutki są złe i przychodzi jojczyć na złe skutki, a reszta podchodzi jak podchodzi. Więc zbaczasz z tematu.

                                              > Nie odpowiadam za to, o czym ty mówisz i co masz na myśli. ;-) Mam jednak prawo
                                              > do innego spojrzenia niż ty. ;-)
                                              *
                                              Spojrzenia tak, ale jak mówimy o marchewce, a Ty wyjeżdżasz z uprawą groszku to jakby nam się rozjeżdża temat.

                                              > Którego temtu? Bo ja tu widzę różne tematy, a właściwie różne spekty tego sameg
                                              > o tematu.
                                              *
                                              Wyżej masz.
                                              • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 16:07
                                                raohszana napisał:

                                                > Zasadniczo temat jest o tym, jak to ktoś podjął decyzję, skutki są złe i przych
                                                > odzi jojczyć na złe skutki, a reszta podchodzi jak podchodzi. Więc zbaczasz z t
                                                > ematu.

                                                Nie masz racji, ponieważ wątek założycielski nie ma jednoznacznie zdefiniowanej tezy, tylko zarysowany pewien problem, który można analizować pod różnymi kątami.

                                                > Spojrzenia tak, ale jak mówimy o marchewce, a Ty wyjeżdżasz z uprawą groszku to
                                                > jakby nam się rozjeżdża temat.

                                                Nieprawda. To że tobie wdaje się, że ja mówię o uprawie groszku wynika jedynie z twojego subiektywnego spojrzenia na problemy poruszone w wątku.
                                                • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 16:50
                                                  stokrotka_a napisała:

                                                  > Nie masz racji, ponieważ wątek założycielski nie ma jednoznacznie zdefiniowanej
                                                  > tezy, tylko zarysowany pewien problem, który można analizować pod różnymi kąta
                                                  > mi.
                                                  *
                                                  Dziwnym trafem akurat o tym konkretnie aspekcie o którym cały czas mówię, rozmawiawszy. Przyszłaś i rozmawiasz o czym innym.

                                                  > Nieprawda. To że tobie wdaje się, że ja mówię o uprawie groszku wynika jedynie
                                                  > z twojego subiektywnego spojrzenia na problemy poruszone w wątku.
                                                  *
                                                  Jak wyżej. Poruszony został konkretny aspekt, rozagawariwalim z Korą o nim, czemu upierasz się, że nie o tym?
                                                  • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 17:06
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Dziwnym trafem akurat o tym konkretnie aspekcie o którym cały czas mówię, rozma
                                                    > wiawszy. Przyszłaś i rozmawiasz o czym innym.

                                                    Próbujesz narzucić mi swój punkt widzenia na problem. ;-) A ja mam prawo spojrzeć na ten problem inaczej niż ty.

                                                    > Jak wyżej. Poruszony został konkretny aspekt, rozagawariwalim z Korą o nim, cze
                                                    > mu upierasz się, że nie o tym?

                                                    Powtarzam - w poście założycielskim nie ma konkretnej tezy. Ty poruszasz jeden aspekt a ja mam prawo widzieć problem inaczej niż ty.
                                                  • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 17:09
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > Próbujesz narzucić mi swój punkt widzenia na problem. ;-) A ja mam prawo spojrz
                                                    > eć na ten problem inaczej niż ty.
                                                    *
                                                    Ale mnie to wyjątkowo nie obchodzi. Wcięłaś mi się w gadkę z Korą o innym punkcie widzenia.

                                                    > Powtarzam - w poście założycielskim nie ma konkretnej tezy. Ty poruszasz jeden
                                                    > aspekt a ja mam prawo widzieć problem inaczej niż ty.
                                                    *
                                                    Jak wyżej. Ja się wdawszy w gadkę z Korą o takim a nie innym, a Ty się wcięłaś.

                                                    Dopsz, jeszcze coś? Nie? To zamknijmy ten kawałek w końcu i pogadajmy o pogodzie. Albo o dupie. Maryni.
                                                  • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 17:17
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Ale mnie to wyjątkowo nie obchodzi. Wcięłaś mi się w gadkę z Korą o innym punkc
                                                    > ie widzenia.

                                                    Skoro ciebie nie obchodzi mój punkt widzenia, to dlaczego mnie miałby obchodzić twój? ;-)

                                                    > Jak wyżej. Ja się wdawszy w gadkę z Korą o takim a nie innym, a Ty się wcięłaś.

                                                    I vice versja. ;-)

                                                    > Dopsz, jeszcze coś? Nie? To zamknijmy ten kawałek w końcu i pogadajmy o pogodz
                                                    > ie. Albo o dupie. Maryni.

                                                    Zawsze jest jeszcze coś. ;-D
                                                  • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 17:23
                                                    stokrotka_a napisała:

                                                    > I vice versja. ;-)
                                                    *
                                                    Ahem. Nie, to nie pasuje. Dlaczego? Post wyżej masz odpowiedź.

                                                    > Zawsze jest jeszcze coś. ;-D
                                                    *
                                                    To schowaj na później.
                                                  • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 17:31
                                                    raohszana napisał:

                                                    > Ahem. Nie, to nie pasuje. Dlaczego? Post wyżej masz odpowiedź.

                                                    Ty też masz odpowiedź wyżej. Nie bedę się powtarzać. ;-)

                                                    > To schowaj na później.

                                                    Dziękuję, postoję! ;-D
      • mm969696 Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 21:01
        Chodzisz na jakiś kurs językowy, czy co? Masz dziwną manierę pisania w każdym poście czegoś po angielsku. Chcesz się pochwalić postępami czy jak?
    • six_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:48
      ale jakie jest pytanie?
      królestwo za pytanie!
      • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:49
        Mogę już dostać moje królestwo? Nie sprecyzowałaś o jakie pytanie chodzi :P
        • six_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:00
          proszę :)
          w961.wrzuta.pl/obraz/5QfKlEz1gXx/krolestwo_bialo-niebieskie
          • koham.mihnika.copyright wlasnie tak sobie ciebie wyobrazalem :D 06.06.12, 14:04
            ale na ulicy to chyba trudno przejsc? Sam bym za toba glowe odwrocil :P
            • six_a Re: wlasnie tak sobie ciebie wyobrazalem :D 06.06.12, 14:16
              to nie ja, to gosposia.
              • koham.mihnika.copyright dzien taki uczuciowy dzisiaj, chcialem komus 06.06.12, 15:38
                komplement powiedziec. Wypadlo na ciebie, ta fota taka zachecajaca, a tu TA-KI despekt! :(
                Ale, miec taka gosposie to tez fajnie. Pozyczacie sobie ciuchy czasem?
    • wez_sie Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:50
      TLDR
      • alpepe Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:54
        nie wrzeszcz i powiedz bez bełkotania, o co biega.
        • six_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:58
          mówi, że ma za długiego:)
          • wez_sie Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:10
            > mówi, że ma za długiego:)
            tylko wg ciebie
            • six_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:20
              a wg to co? łajt głomb?
              • wez_sie Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:27
                wogle chyba
                jusz nie pamietam
                cio tam?
        • wez_sie Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:58
          bo ten wpis, to (moje) wolanie o pomoc

          TLDR = tu long didint riiid
          • alpepe Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:08
            no co ty, ja też nie czytałam. Jest taka technika czytania po skosie od lewej góry do prawego dołu, u kory się sprawdza, wiadomo, co jest treścią.
            • wez_sie Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:13
              a wierz, ze korze sie moze przykro zrobic, jak to przeczyta?
              • alpepe Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:23
                wątpię, jeśli jest dziennikarką, to zna techniki czytania tekstu.
                • wez_sie Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:33
                  ona jest znana dziennikarka forumowa
    • marguy Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:51
      kora,
      ten stan zreczy tlumaczy doskonale stare jak swiat porzekadlo mowiace, ze "u kogos przeszkadza nam slomka, u nas samych nawet belka nie przeszkadza" czy cos w tym stylu.
      Taka jest ludzka natura i mechanizymy wypierania.
      Ludzie maja krotka pamiec i ogromna latwosc usprawiedliwiania wlasnych dzialan, za to zapalczywego potepiania takich samych dzialan u innych.
      • kora3 Chyba masz rację MArguy 06.06.12, 14:08
        chyba w tym tkwi zasada większej papieskosci od samego biskupa Rzymu :)
    • alpepe Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:53
      no dobra, to ja rzucam kamieniem. Kilka znajomości z b. interesującymi ludźmi się urwało, bo fascynacja musiałaby się banalnie sfinalizować.
      • kora3 No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 14:06
        w tym co napisałaś ....

        Była fascynacja, była myśl o tym, ze jak tak dalej pójdzie to zakończy się banalnie:) Góre wziął rozsądek, lojalnośc wobec kogoś, zasady, czy unikanie kłopotów (niepotrzebne skreslić, potrzebne, a nieujęte - dopisać:)), ale było i było już tak, ze wymienione wczesniej rzeczy musiały zwycieżyć. O to mi chodzi własnie!

        Że ludziom się takie sytuacje prytrafiają i jedni idą o krok dalej, inni nie, ale zdecydowana wiekszosc w takiej sytuacji była/jest/bedzie wiec skąd owo oburzenie?
        • alpepe Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 14:13
          Oburzenie jest jedno, na głupotę. Była konsumpcja, było rzyganko, to się sprząta, a nie obnosi z rzygowinami, ja tak to widzę. Mam w d., czy ktoś zdradza, czy nie, ale jeśli się ktoś tym chwali, to powinien być przygotowany na krytykę ze strony tych, którzy potrafili się powstrzymać.
          • kora3 Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 14:23
            Ok, tylko bywa, ze krytyka pada ze strony tych, którzy nie potrafili czegoś tam i nadal nie potrafią. Nie mówie o forum, ale o realu.
            Mam takiego skądinąd fajnego kolegę, który spowodował rozpad małzeństwa pewnej pani. Jego zwiazek też się posypał ówczesny, ale nie był on na tyle zaawansowany, by porównywać go z rozpadem jej związku.

            Wczesniej zawsze się wymądztał i deklarował, ze on by z zajetą babką nigdy, a już dzi8eciatą to przenigdy. stało się wszelako, jak stało. No i ostatnio kolega ten strzelił znajomej wykład, jak to źle się kończą romanse z zajetymi ludźmi - strzelił go po tym, jak zobaczył ową panią w towarzystwie pewnego zonatego pana w kawiarni (przypadkiem), w żadej tam dwuznacznej sytuacji - siedzieli sobie i gadali przy kawie. Koelzanka z grzecznosci nie powiedziała mu, że jest ostatnią osobą mogącą takie wykłady uskuteczniać (a wg mnie jest) trylko grzecznie posłała go na drzewo informując, ze nie ma praw, ani powodów do udzielania jej rad i reprymend.
            Kolega powiedział, ze z dobrego serca radzi, bo sam wie, czym to pachnie i czym się kończy.

            Akuratnie tak się złożyło, że pewna znajoma osoba jakiś czas potem widziała pana tego na koncewrcie. W towarzystwie jego biurowej kolezanki, na pewno mezatki. Obściskiwali się i całowali, raczej trzeźwi nie byli, ale to wszystko ich sprawa wszak. Tylko, ze zaistniało tu coś o czym napisała Marguy - gośc nie dosc, ze raz tak zrobił, to dalej tak robi bezspornie posuwając sie (z tego co było widać) dalej, niż osoba, której to wytykał :)
            • alpepe Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 14:29
              oj, palantów nie brak. Do mnie kiedyś się przystawiał kolega męża, rozwodnik, pijak, obżartuch, sądząc po bebechu, leń, dziwkarz, zawistnik. Puścił mi takie hasło: Pewnie to uznasz za śmieszne, ale ja jestem osobą głęboko wierzącą, praktykującym katolikiem... Miał rację, same grzechy główne, a tu katolik praktykujący i głęboko wierzacy.
              • kora3 No praktykujący był 06.06.12, 14:37
                co chcesz? Praktykował wszystkie grzechy, czyli upadanie, a potem powstawanie, tylko mu to drugie pewnie kiepsko szło:) Bezgrzesznych wszak poza wyjątkami w historii swiata nie było :)
          • stokrotka_a Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 14:41
            alpepe napisała:

            > Była konsumpcja, było rzyganko, to się sprząta, a nie obnosi z rzygowinami, ja tak to widzę.

            Ale o jakie rzygowiny chodzi??? Przecież zazwyczaj ludzie nie rzygają po konsumpcji.
            • alpepe Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 14:44
              stokrotka, taka aluzja do wypowiedzi Wokulskiego w Lalce, czytałaś może?
              • stokrotka_a Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 15:03
                Ale co z tego, że aluzja? Jeśli zamieszczasz aluzję, to wyrażasz przez to swój własny pogląd, prawda?
                • alpepe Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 15:05
                  tak, ale nie zrozumiałaś treści kryjącej się pod obrazem, więc objaśniłam.
                  • stokrotka_a Re: No i tu jest sedno Alpepe 06.06.12, 15:06
                    Nie odpowiadam za twoje myśli, kóre kryją się za takimi a nie innymi słowami. Ja komentuję to, co napisałaś, a nie to co myślałaś. ;-)
              • kora3 Alpepe, tak mi sie nasunęło 06.06.12, 15:09
                nie apropos Lalki:) a a propos umiejetnosci powstrzymania się od czegoś tam, np. zdrady.
                Nie uwazasz, ze cos takiego, jak przygana ze strony osoby, która rzekomo potrafiła się powstrzymać (albo i nierzekomo wcale) w stosunku do tej, co nie potrafiła to trochę nadużycie?

                Mam na mysli to, że bywają rózne okoliczności np. zdrady, czy mozliwosci zdrady, rózny stipień dojrzałosci zdradzającej, czy mogącej zdradzić osoby, rózne okoliczności w końcu.

                Łatwo jest powiedzieć: ja tam nie zdradziłam, choć miałam okazję, a Ty tak, wiec jesteś ...wiadomo co. Tylko bywa, ze ktoś mający okazję zdradzić kalkuluje: nie opłaca mi się to, nabawię się kłopotów itp. i dlatego odpuszcza sobie np. zdradę. Ale bywa i tak, ze człowiek jest tak bardzo wygłodniały emocjonalnie, że nie potrafi kalkulować na zimno, albo zwyczajnie z osobą z którą niby jest tak naprawde nic jej już nie łączy, poza jakimś papierem, kredytem, albo współnym kluczem ...

                Ja mojego faceta nie zdradziłam, bo go zwyczajnie kocham. Moze mi sie ktoś podobać, wydawać pociągający, ale tylko tyle. Natomiast eksmeza nie zdradziłam z człowiekiem, którym byłam zauroczona na maksa, bo bałam się dodatkowych kłopotów, których miałam od cholery z eksem już. Czy to to samo? Tu nie było zdrady i tu nie ma, ale to samo to to nie jest jednak wg mnie.
                • good_morning Re: Alpepe, tak mi sie nasunęło 06.06.12, 15:19
                  zakladanie, ze czlowiek, ktory nie zdradzil, kalkulowal na zimno, jest bledem
                  mozna cierpiec z tego powodu, a jednak myslec, a kierowac sie kryterium, czy swiadomie kogos skrzywdzisz. i czy chcialabys/chcialbys, zeby kto to samo zrobil tobie
                  • kora3 I tak i nie 06.06.12, 15:22
                    bo w zasadzie i tak myslisz o sobie:) - jak TY się bedziesz czuć ze skrzywdzeniem kogoś.

                    Wiem, bo sama takiej sytuacji doświadczyłam.
                    • good_morning Re: I tak i nie 06.06.12, 15:31
                      nie w kazdej sytuacji 'ja' stoi w centrum
                      poza tym dodam, ze dla niektorych osob slowo, obiecuje/przyrzekam etc jednak wciaz jeszcze cos znaczy
                      w szerszym kontekscie rowniez
                      • kora3 Ano rózni sa ludzie, pewnie 06.06.12, 15:42
                        są i tacy, którzy nie czują sie w obowiazku dotrzymać przyrzeczenia danego z obu stron, gdy druga strona je łamie i też mają prawo :)
                        • good_morning Re: Ano rózni sa ludzie, pewnie 06.06.12, 15:48
                          jak druga strona lamie, to sie ja ustawia do pionu ;D (albo puszcza wolno)
                          ok, milo sie gadalo, ale musze zarabiac na zycie jednak tez ;)
                          • kora3 No jasne, tylko 06.06.12, 15:57
                            ze zwróc uwagę na pewien szczegół - wszystko zalezy od czego? od sławetnych "zasad" miła Good. Tuy masz zasadę, ze jesli nie da rady wyprostować (albo jak się domyslam - nie da się) to puszczasz wolno i to b. dobra zasada (ogólnie, bo w praktyce moze być róznie z róznych przyczyn, ale zostawmy to). Jesli tej osoby przy Tobie już nie ma , szafa gra- przyczenie nie obowiazuje, nie zdrdzasz nikogo w razie "wu". A np. u katolików jest taka "Zasada" , że niezaleznie od tego, czy się z tą osobą rozstaniesz, jesliś przyrzekała jej przed Bogiem, to czy ona jest z Tobą, czy w Australii id 20 lat, ty bedąc z kimś innym zdarzdasz ją i przrzeczenie łamiesz! To jest ich zasada i mają prawo oceniać Cię wg swej zasady, w kazdym razie wedle tego, co piszesz.

                            Jaka wiec zasada jest dobra? Twoja, czy np. katolicka? Zalezy od punktu widzenia i siedzienia, dla Ciebie Twoja, dla katolika - ichnia:)
                            • stokrotka_a Re: No jasne, tylko 06.06.12, 16:14
                              kora3 napisała:

                              > Jaka wiec zasada jest dobra? Twoja, czy np. katolicka? Zalezy od punktu widzeni
                              > a i siedzienia, dla Ciebie Twoja, dla katolika - ichnia:)

                              Słuszna uwaga. Nie ma zasad uniwersalnych oprócz praw fizyki.
    • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:53
      a ja jestem piekna i mam grzechy na sumieniu.
      wygralam cos?
    • leniwy_pierog Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 13:55
      Ja też nie rozumiem tego oburzenia. Sama nie zdradziłam nigdy i nie zamierzam, ale nie oburza mnie, jak robią to inni. Inna sprawa, że zupełnie rozumiem oburzenia romansem z kimś zajętym. To osoba w związku ma zobowiązania, a nie ktoś z zewnątrz.
      • kora3 Barzdo podobnie to postrzegam Leniwy Pierogu 06.06.12, 14:02
        Dobra, romansowanie z kimś zajetym nie jest powodem do chwały i pochwały, ale u licha chyba tej zajetej osoby sie do romansowania nie zmusza? Chce, wiedzac ze ma zobowiazania i romansuje, wiec kto tu jest nie w porzadku?
        • maly.jasio U mnie wykluczone. Mam swoje zasady. 06.06.12, 14:13
          kora3 napisała:
          Dobra, romansowanie z kimś zajetym nie jest powodem do chwały i pochwały, ale u
          > licha chyba tej zajetej osoby sie do romansowania nie zmusza? Chce, wiedzac ze
          > ma zobowiazania i romansuje, wiec kto tu jest nie w porzadku?

          U mnie to wykluczone. Mam swoje zasady i z zajetymi nie romansuje, gdyz uwazam,
          ze nie mam prawa rozbijac czyichs relacji - czy chocby brac je na swoje sumienie.

          Natomiast mam prawo (w razie wydania sie romansu) narazac na szwank moja stala relacje.

          Bo to ja ja stworzylem i jest MOJA :)))
          • karielcia Re: U mnie wykluczone. Mam swoje zasady. 06.06.12, 15:24
            Prosze. Facet z zasadami ;)
            • maly.jasio Re: U mnie wykluczone. Mam swoje zasady. 06.06.12, 16:02
              karielcia napisała:

              > Prosze. Facet z zasadami ;)


              Lepsze to , niz w ogole nie miec zadnych zasad :)
    • maly.jasio a ja to pies ? 06.06.12, 13:55
      Dziwi mnie, ze to Cie dziwi.

      A co to - nie (jest) przyjemnie jak za darmo poudaje kogos lepszego, niz sie jest ?

      Ja tu udaje kogos gorszego, niz jestem i tez mi zadna nie wierzy...
    • kbjsht Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:05
      cóż.. SAMO ŻYCIE
    • stokrotka_a Jest jak jest... 06.06.12, 14:18
      żeby tylko gorzej nie było, tzn. żeby nie zabrakło seksualnych uciech w tym świecie chodzących świętości! ;-D
      • raohszana Re: Jest jak jest... 06.06.12, 14:22
        Głodnemu chleb na myśli?
        • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 06.06.12, 14:32
          Przeciętna kobieta myśli o seksie co najmniej kilka razy dziennie, a przeciętny mężczyzna nawet więcej. Ty chyba nie jesteś przeciętny? ;-D
          • raohszana Re: Jest jak jest... 06.06.12, 14:40
            No raczej nie, bo ja w ogóle nie przestaję myśleć o seksie :D
            • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 06.06.12, 14:51
              raohszana napisał:

              > No raczej nie, bo ja w ogóle nie przestaję myśleć o seksie :D

              To musisz cały czas chodzić "głodna", bo głodnemu chleb na myśli... ;-D
              • raohszana Re: Jest jak jest... 06.06.12, 14:52
                A tu Cię mam, bo nie muszę nic nad umarcie ;)
                • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 06.06.12, 15:04
                  raohszana napisał:

                  > A tu Cię mam, bo nie muszę nic nad umarcie ;)

                  Ja też cię mam, bo w moim poście "musisz" nie oznacza przymusu tylko wyraża moje silne przypuszczenie, co do twojego wygłodniałego stanu. ;-DD
                  • raohszana Re: Jest jak jest... 06.06.12, 16:24
                    Eee tam, tylko przypuszczenie? Możesz zawsze zapytać wprost :P
                    • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 06.06.12, 16:30
                      Wiedza o stanie faktycznym byłaby dla mnie bezużyteczna, więc nie pytam. ;-)
                      • raohszana Re: Jest jak jest... 06.06.12, 16:45
                        To po co snujesz przypuszczenia, skoro temat Cię kompletnie nie interesuje?
                        • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 06.06.12, 17:00
                          Ja jedyni kontynuuję twoją myśl "głodnemu chleb na myśli". ;-D
                          • raohszana Re: Jest jak jest... 07.06.12, 15:28
                            Po co, skoro Ciebie ta kwestia w ogóle i w żadnym aspekcie nie interesuje?
                            • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 07.06.12, 16:10
                              raohszana napisał:

                              > Po co, skoro Ciebie ta kwestia w ogóle i w żadnym aspekcie nie interesuje?

                              Nie interesuje mnie twój stan faktyczny, ale interesuje mnie twój proces myślowy związany z zamieszczeniem zwrotu "głodnemu chleb na myśli" ;-))
                              • raohszana Re: Jest jak jest... 07.06.12, 16:43
                                Wystarczyło zatem o niego zapytać, a nie wysnuwać przypuszczenia.
                                • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 07.06.12, 17:10
                                  Moje przypuszczenie dotyczyło twojego stanu związanego z ewentualnym "głodem", a nie twojego sposobu rozumowania. I nie interesuje mnie twoja odpowiedź na moje ewentualne pytanie typu: "opisz mi tok swojego rozumowania", tylko analiza twojego sposobu myślenia w trakcie wymiany zdań. ;-)
                                  • raohszana Re: Jest jak jest... 07.06.12, 17:11
                                    Ahaaa, no proszę, nie dość, że ESPER to i jeszcze analizę mi robi. Git. To co Ci wyszło?
                                    • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 07.06.12, 17:18
                                      Wyszło mi, że jesteś ideałem! ;-)
                                      • raohszana Re: Jest jak jest... 07.06.12, 17:24
                                        Cieszy mnie to niezmiernie. Widzisz, masz darmową podnietę z tego tytułu na czwartek.
                                        • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 07.06.12, 17:33
                                          raohszana napisał:

                                          > Cieszy mnie to niezmiernie. Widzisz, masz darmową podnietę z tego tytułu na czw
                                          > artek.

                                          Czy ten komentarz oznacza, że sama czujesz się podniecona w podobnej sytuacji i przenosisz to na mnie? Bo ja wcale podniecona się nie czuję. ;-D
                                          • raohszana Re: Jest jak jest... 07.06.12, 17:36
                                            Nie, zachwycasz się i ciągle powtarzasz to samo. Robisz to zupełnie od czapy i bez uzasadnienia?
                                            • stokrotka_a Re: Jest jak jest... 08.06.12, 08:07
                                              Zachwycam się, ale nie podniecam. A powtarzam to, ponieważ po raz pierwszy w swoim życiu spotkałam taki chodzący ideał w kwestii usprawiedliwiania się. ;-D
    • light_in_august Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:21
      Tak z 10 lat temu też byłam taka świętoj.bliwa ;) Teraz bardzo wyluzowałam i nie oceniam już tak surowo.
      Nic w życiu nie jest czarno-białe, wiele nieprzewidzianych sytuacji może się zdarzyć. Różne doświadczenia na przestrzeni lat weryfikują pewne przekonania i wtedy zaczyna sie unikać takich definitywności jak "ja to bym nigdy...", "ja zawsze..." itp. Errare humanum est.
      Ludzi mających się za moralne wyrocznie zwyczajnie sie boję, bo wydają mi się totalnie nieprawdziwi, tudzież dwulicowi.
      • kora3 Coś w tym jest :) 06.06.12, 14:28
        Bo jakoś ze znanych mi ludzi, którym zdarzały sie rózne "wpadki" na róznych polach, najmacniejszego kalibru zdarzały sie tym najgłośniej wczesniej moralizującym :) Przypadek? :)
      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:35
        light_in_august napisała:

        > Ludzi mających się za moralne wyrocznie zwyczajnie sie boję, bo wydają mi się t
        > otalnie nieprawdziwi, tudzież dwulicowi.

        To prawda. Ciekawe jest to, że te moralne wyrocznie często mają wiecej na sumieniu niż ci przez nich potępiani. Taki J. Edgar Hoover tropił gejów, a sam nim był.
    • lady-z-gaga Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:34
      W świętość to ja mogę uwierzyć, jesli została sprawdzona w boju ;) najpierw musi byc kuszenie, a potem opór;)
      Oczywiście na forum każdy może chwalić się żelaznymi zasadami, nawet pasztet albo maszkaron, na którego pies z kulawą nogą się nie połaszczy.....tu nikt nikogo nie widzi i śmiechem nie parsknie.
      Brak okazji do zdrady to nie to samo, co wierność ;)
      • kora3 Tyż prawda :) 06.06.12, 14:41
        LAdy Zagago ...

        No i jeszcze jest coś takiego, jak okoliczności, czy czas. Zwykle osoba zakochana po uszy deklaruje, ze przenigdy nie zdradzi i zwykle - subiektywnie mówi prawdę - tak wtedy czuje i tak jest przekonana. Ale po załozmy 10 latach, gdy płomień uczucia przygaśnie, a ukochana osoba nieraz za skóre zalazła, zaś do sypialni wkradłą się rutyna (na przykład, nie ze tak musi być) ta deklaracja jest zupełnie pusta ...
    • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:42
      pomiedzy mysleniem o czyms a realizacja stoi rozum
      oraz tak pogardzane przez niektorych ZASADY
      • kora3 Wszystko ok, ale 06.06.12, 14:57
        dlaczego mamy zakładac, ze kazdy jest tak samo mądry jak my? Albo zyjący wg takich samych kryształowych zasad?

        Zresztą z tymi zasadami osadzonymi w próżni ze tak powiem, to bym nie przesadzała. Deklaracja zasad to nie to samo, co ich trzymanie się :) Fajnie jest mieć jakąs "zasadę", tylko bywa róznie, gdy przyjdzie do jej weryfikacji w zyciu z całymi jego emocjami, uczuciami i okolicznosciami. Już lepiej stawiac na rozum, też moze zawodzić, ale lepsze to, niż niezwyryfikowana wczesniej "Zasada":)
        • good_morning Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:08
          ja mam zweryfikowane zasady, uzywam rozumu, nie zyje w prozni, skad glosze krysztalowosc
          odcierpiane, ale zweryfikowane, nie martw sie o to ;P
          nie interesuje mnie, czy ktos jest tak samo madry, madrosc nie ma tu nic do rzeczy
          hipokryzja natomiast, egoizm, tchorzostwo, wygodnictwo i owszem
          oczekuje od siebie, a zatem oczekuje i od innych
          co do okolicznosci, one raczej nie tworza sie same ;)
          • stokrotka_a Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:12
            Jeszcze jedna święta! ;-)
            • good_morning Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:21
              jak mnie nazwiesz, jest mi najzupelniej obojetne
              najwazniejszy dla mnie jest szacunek dla samej siebie
              i fakt, ze nikt z mojego powodu nia cierpial
              no ale to poza twoim pojmowaniem swiata zapewne ;P
              • stokrotka_a Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:29
                good_morning napisała:

                > jak mnie nazwiesz, jest mi najzupelniej obojetne

                To oczywiste, że to bez znaczenia. ;-D

                > najwazniejszy dla mnie jest szacunek dla samej siebie
                > i fakt, ze nikt z mojego powodu nia cierpial
                > no ale to poza twoim pojmowaniem swiata zapewne ;P

                Zachowujesz się tak samo jak miliardy innych ludzi - najważniejsze jest, co myślą o sobie sami. I zaprawdę powiadam ci - wyciągasz bezpodstawne wnioski. ;-DDD
                • good_morning Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:34
                  cieszy mnie, ze sa miliardy, ktore nie chca swiadomie krzywdzic tzw. blizniego
                  pocieszajaca mysl, zaiste ;)
                  • stokrotka_a Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:41
                    good_morning napisała:

                    > cieszy mnie, ze sa miliardy, ktore nie chca swiadomie krzywdzic tzw. blizniego
                    > pocieszajaca mysl, zaiste ;)

                    Zaiste, mała to pociecha, bo krzywdzą również nieświadomie. Dla skrzywdzonego liczy się efekt. ;-))
                    • good_morning Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 15:49
                      nie bardzo wiem, jak mozna nieswiadomie romansowac z zajetym facetem?
                      albo nieswiadomie zdradzac kochajacego cie partnera?
                      czy to nie podpada pod kategorie psychopata czasami? ;P
                      • stokrotka_a Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 16:17
                        Ale ja przecienie pisałam o takich konkretnie działaniach. ;-D
                        • good_morning Re: Wszystko ok, ale 06.06.12, 18:42
                          a ja sie upieram, ze romansowanie nieswiadome nie istnieje w przyrodzie
                          • stokrotka_a Re: Wszystko ok, ale 07.06.12, 08:35
                            good_morning napisała:

                            > a ja sie upieram, ze romansowanie nieswiadome nie istnieje w przyrodzie

                            Bardzo ciekawy upór. Czyżby ktoś próbował cię przekonać, że coś takiego istnieje? ;-)
          • kora3 Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:21
            niż bardziej zalezne od człowieka Good.

            Taką okolicznoscią jest choćby doswiadczenie zyciowe. Ale bywają też inne. Czasem ktoś np. zdrdza, bo lubi, bo taką ma nature, ze przy jednej osobie nie umie sie spełniać, czy to emocjonalnie, czy seksualnie, a czasem zwyczajnie jest z kimś tylko dlatego, ze dzieci, współny dom, ludzie itp. Jasne, zawsze moze odejsc, ale to taki sam truizm, jak to, ze zawsze mozna zmienić pracę, mieszkanie, zawód, miejsce zameiszkania. Teoretycznie - zawsze, w praktyce, jak zwykle - bywa róznie:)
            • good_morning Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:22
              no mzona lubic byc swinia, ja tego nie neguje ;)
              • stokrotka_a Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:31
                good_morning napisała:

                > no mzona lubic byc swinia, ja tego nie neguje ;)

                Normalny człowiek lubi siebie - w przeciwnym wypadku życie z samym sobą byłoby udręką. ;-)
                • good_morning Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:32
                  swinie lubia sie takimi jakimi sa, nie? ;)
                  • stokrotka_a Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:36
                    Oczywiście. Mało tego, niektóre świenie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że są świniami. Wprost przeciwnie - uważają się za okazy niemal doskonałe. ;-D
                    • good_morning Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:44
                      skoro tak twierdzisz, zakladam, ze nie teoretyzujesz ;)
                      • stokrotka_a Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:48
                        Na własnej skórze poznałam działanie świń uważających się za chodzące ideały. ;-D
                        • good_morning Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 15:57
                          no widzisz, bo co innego glosza, a co innego robia
                          czego ja nie akceptuje, co mnie odpycha, z czym zawsze bede 'walczyc'
                          • stokrotka_a Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 16:19
                            good_morning napisała:

                            > no widzisz, bo co innego glosza, a co innego robia
                            > czego ja nie akceptuje, co mnie odpycha, z czym zawsze bede 'walczyc'

                            Wyobraź sobie, że są ludzie, którzy głoszą podobne albo takie same rzeczy, a pomimo to zachowują się jak świnie. ;-D
                            • good_morning Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 06.06.12, 18:34
                              ja wiem, ze tacy istnieja
                              ale istnieja i tacy bez rozdwojenia jazni ;)
                              • stokrotka_a Re: Okolicznosci czasem bywają mniej 07.06.12, 08:36
                                Owszem istnieją, ale częściej występuje jednak rozdwojenie jażni i moralność Kalego. ;-)
              • kora3 ano mozna, zabronione nie jest 06.06.12, 15:41
                A teraz rozważ sobie taką sytuację:

                Znam kobiete (atrakcyjna pani), która jest mezatką od prawie 20 lat i ma 2 dzieci (jedno nastoletnie, drugie w poczatkach podstawówki). Na oko stanowią z mezem swietną parę- wykształceni, sympatyczni, oboje atrakcyjni fizycznie. Oboje pracują i nieźle zarabiają. Słowem - zyć a nie umierać.

                Jak pqani była z 1 dzieckiem w ciązy pan wdał się w romans, wybaczyła (no głupia, ale młoda była, kochała go), potem były kolejne. Chciała rozwodu, ale nie mogłą liczyć na wsparcie rodziny, ani innych osób. Mąż przy tym deklarował, ze rozwodu jej nie da. Za to miał kolejne romanse, na które ona zobojętniała. Zwyczajnie przestała go kochać, było jej wszystko jedno, czy ma te romanse, czy nie. Była sobie w tym "małzeństwie" sama, tyle, ze maz bardzo kochał syna i był bardzo z nim zwiazany. Drugie dziecko to była wpadka. Tak, poszłą do łozka z mezem, no tak wyszło. Usunąć nie chciała, takie ma zasady. Drugie dziecko, córeczka, też b. zwiazana z tatą. Mąż jej nie robi awantur, nie bije jej, ani nic z takich rzeczy. Po prostu zyją obok siebie, jesli rozmawiają, całkiem grzecznie zresztą, to o sprawach domowych, co trza kupić itd. Maż jej nijak nie wspiera np. nie interesuje go, że ona ma prace do późna w danym dniu, bo on sie umówił na tenisa i koniec. Tak było i jest od lat.

                Ona poznała pewnego goscia. Jest wolny i zakochany w niej. Ona w nim też. Jednak na ten moment nie ma mowy, by byli razem, bo młodsza córeczka nie przezyłąby chyba, gdyby nie było z nią na stałe taty. Wiec ona meza "zdradza" w cudzysłowie, bo nie sypiają z sobą od urodzenia córki. Mozna sobie mysleć, ze z kobity puszczalska i swinia. I ze chodzi jej tylko o seks. Ale tak nie jest. Z tym mezczyzną czuje się piekna, kochana, adorowana, pozadana. Nie wie nawet czy ma zteż kogoś ma - niewykluczone, ale jej to nic nie obchodzi.

                Pewnie, mogłaby przestać być swinią i zostawić meza. Nie, nie ejst wyrachowana, ona zarabia wiecej od niego, nie tak wiele wiecej, ale jednak. Nie chodzi zatem o byt, o kase. Chodzi o dzieci, które są b. z ojcem zwiazane. Dziewczyna popełniła w zyciu mase błędów, fakt. Pierwszy to taki, że wybaczyła mu pierwszy odkryty romans. Ale była b. młoda, mąż był jej pierwszą miłoscią, oczekiwała dziecka. Kolejny, ze nie pozbierała się jednak jakoś i nie wykopała goscia, jak już przestało jej na nim kompletnie zalezeć (nie dziwię sie jej), ale miała syna bardzo zwiazanego z ojcem. Kolejny błąd to to, ze w chwili słabosci poszłą z tym swoim mezem do łozka po paru latach niechodzenia, a ze sie nie zabezpieczała - ciąza. Zaleznie od swiatopoglądu mozna za błąd, albo nie uznać to, ze nie usuneła tej ciąży, ale bardzo kocha córeczkę. I tak dalej, i tak dalej. Jak ją zapytać "co dalej?" - odpowiada: nie wiem, nie wiem ile on (kochanek) wytrzyma te sytuację, ile ja ją wytrzymam, nie wiem, nie wiem, nie wiem...

                Na rózne sposoby człowiek moze swinią zostać ...
                • good_morning Re: ano mozna, zabronione nie jest 06.06.12, 15:46
                  ale tu nikt nikogo nie zdradza :D
                  • kora3 Mylisz sie Good, bo stosujesz swoją "zasadę" 06.06.12, 16:10
                    do tej sytuacji. I tu jest własnie sedno sprawy. :) Na ogól broniąc owych wysmiewanych w dzisiejszych zcasach "zasad" bronimy swoich włąsnych, albo instytucjonalnych jakiś, z którymi sie identyfikujemy. Rzadko bierzemy pod uwagę, ze owe zasady bywają rózne.

                    Wg Twoich (i moich też, przyzxnaję) zasad nikt tam nikogo nie zdradza, ale to tylko nasze podejscie do sprawy w tym momencie. Bo wg prawa - owszem. Pozostają oni w małzeństwie, nawet trwały rozpad nie nastapił,bo choć ze soba nie spiają mają współne gospodarstwo domowe, a zatem kolezanka zdradza meza (być moze on ja też, ale o to mniejsza) współzyjąc z innym gosciem. Okolicznosci w postaci tego, ze on ją zdradzał wczesniej wielokrotnie mogą być w sytuacji ewentualnego rozwodu brane pod uwagę, ale niekoniecznie, bo skoro nbie wniosła o rozwód, to najwyraźniej mu to wybaczała, a ma do tego prawo. On natomiast mógłby przed sądem dowodzić, ze on jej nie wybacza i też ma do tego prawo:)

                    Jako, ze są po slubie takze koscielnym w swietle zasad katolickich ona meza zdradza (on ją też jesli ma kogoś), co zadnej ze stron nie zawalnia od dozgonnej wierności. Takie zasady. :)
                    • good_morning Re: Mylisz sie Good, bo stosujesz swoją "zasadę" 06.06.12, 18:40
                      po pierwsze, zartowalam
                      po drugie, mnie nie interesuje wiara a 'nie czyn drugiemu'
                      • kora3 Re: Mylisz sie Good, bo stosujesz swoją "zasadę" 06.06.12, 18:45
                        niewazne co Ciebie interesuje w tym momencie, wazne, ze inni mają inne zasady i wg nich oceniają np. Ciebie i Twoją sytuację
                        • good_morning Re: Mylisz sie Good, bo stosujesz swoją "zasadę" 06.06.12, 18:57
                          zawsze mi sie wydawalo, ze zasada niekrzywdzenia jest nadrzedna
                          swiat schodzi na psy... (i jeszcze probuje to usprawiedliwic)
                          • kora3 Re: Mylisz sie Good, bo stosujesz swoją "zasadę" 06.06.12, 19:15
                            A ty stosujesz te zasadę w zyciu zawsze i bezwględnie takze w sytuacjach innych niż zdrada? Przecież w sytuacji, gdy załozmy pracujesz gdzieś i awansować moze i Ty i kolega/kolezanka, ta osoba, która nie awansuje czesto ma poczucie krzywdy. I nie zmienia tego np. to, ze wypadłaś lepiej - ona też się starała. Moze być tak, ze o awansie zdecyduje tylko i wyłącznie lepsza praca awansowanego, jasne. Zakłądamy, ze oboje/obie gracie fair. Ale co wóczas, gdy idziecie łeb w łeb?
                            Załozmy, ze ktoś decyduje w takiej sytuacji, np. szef mając swiadomosć, ze wuybiera jedną osobę spomiedzy powiedzmy dwóch o takich samych osiągnieciach, kwalifikacjach. Moze sie pokierować czymkolwiek wówczas" od zwyczajnej sympatii większej np. dla Ciebie, bo Ty jesteś pogodniejsza, czesciej sie usmiechasz, nie nosisz nosa na kwinte (a kolezanka nosi, bo ma powiedzmy jakieś problemy), bo bardzioej mu sie podobasz wizualnie, bo cokolwiek.

                            W tej sytuacji ta druga osoba bedzie mieć poczucie krzywdy i zapewne bedzie ono czesciowo skierowane przeciw Tobie, choć nie Ty decydowałaś, grałaś fair i nie towja wina, ze ktoś bardziej Cię lubi, czy jesteś fajniejsza, niezaleznie od tego dlaczego tamta osoba jest mniej lubiana, czy postrzegana, jako mniej fajna.
                            • good_morning przypominam,ze wstepniak byl na temat zdrada 06.06.12, 19:20
                              czy mi sie zdaje?
                              • kora3 Nie zdaje ci się, ale wspominałaś coś o nadrzednoś 06.06.12, 19:22
                                ci zasady niekrzywdzenia. Czyżby skrzywdzenie bliźniego na innym niż zdrada polu było całkiem ok?:)
                                • good_morning powiem Ci, jak zalozysz nowy watek ;D/nt 06.06.12, 19:23

                                  • kora3 Nie obiecuję 06.06.12, 19:35
                                    bo zakładam w porywach, dośc nieregularnie :)
      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:08
        good_morning napisała:

        > pomiedzy mysleniem o czyms a realizacja stoi rozum

        Przeceniasz znaczenie rozumu. Człowiek działa w wielu sytuacjach pod wpływem emocji, a emocje to działanie hormonów w naszym organizmie.
        • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:10
          nie masz racji;
          doceniam, a nie przeceniam
          szkoda, ze nie jest uzywany czesciej ;)
          a emocje/hormony sa swietna wymowka
          jakbysmy byli zwierzatkami...
          • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:16
            good_morning napisała:

            > nie masz racji;
            > doceniam, a nie przeceniam

            Mam rację, ponieważ wyniki badań naukowych wskazują na to, że rozum jest na ogół ostatnim narzędziem, którego używamy, gdy zawiodą inne. ;-)

            > szkoda, ze nie jest uzywany czesciej ;)

            No szkoda, ale tak nas podobno Bóg stworzył.

            > a emocje/hormony sa swietna wymowka
            > jakbysmy byli zwierzatkami...

            To oczywiste, że jesteśmy zwierzętami. Mamy 99% genów wspólnych z szympansami, a nasze mitochondria komórkowe to nawet pochodzą z czasów, gdy jeszcze czworo- ani inne nogi nie chodziły po Ziemi. ;-) Oczywiście możesz wstawiać tu te bajki o stworzeniu człowieka, ale bilogii nie oszukasz. ;-D
            • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:23
              oczywiscie jedenak rozum jest po to, zeby go uzywac.nie wiem, czy wiesz, ale tym sie od zwierzatek roznimy (nie znam szympansa zyjacego jak czlowiek)
              ale, zeby go uzywac, trzeba tego chciec
              • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:34
                good_morning napisała:

                > oczywiscie jedenak rozum jest po to, zeby go uzywac.nie wiem, czy wiesz, ale ty
                > m sie od zwierzatek roznimy (nie znam szympansa zyjacego jak czlowiek)

                Masz rację różnimy się od zwierzątek, ale jesteśmy do nich bardziej podobni niż jesteśmy to w stanie zaakceptować.

                > ale, zeby go uzywac, trzeba tego chciec

                No właśnie. A co gdy w jakiejś sytuacji móżg pod wpływem bodźców fizycznych produkuje hormony, a te powodują rekację emocjonalną? Wtedy rozum jest drugi w kolejce. ;-)
                • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:35
                  wymowki, wymowki, wymowki.... ;P
                  • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:38
                    To nie wymówki tylko realne życie. Można zaklinać rzeczywistość, ale przecież nasza wiedza historyczna wskazuje na to, że natura człowieka nie zmieniła się od co najmniej tysięcy lat. ;-)
                    • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:58
                      tez niezla wymowka, zwalmy na historie, a co! ;)
                      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 16:21
                        To nie wymówka, tylko proste stwierdzenie faktu. Powtórzę, możesz zaklinać rzeczywistość, ale nie zmienisz w ten sposób natury ludzkiej. Zawsze będą złe i dobre postępki, dopóki ludzie nie będą zaprogramowani jak komputery. ;-)
                        • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 18:41
                          co nie znaczy, ze musze sie godzic na przyjecie zlych jako tzw normy
                          • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 08:39
                            To oczywiste, że nie musisz. ;-)
      • stokrotka_a I dodam jeszcze, że 06.06.12, 15:10
        są ludzie, którzy są pozbawieni reakcji emocjonalnych (przynajamniej niektórych), ale to są psychopaci.
        • good_morning Re: I dodam jeszcze, że 06.06.12, 15:11
          dzieki za sugestie ;D
          • stokrotka_a Re: I dodam jeszcze, że 06.06.12, 15:18
            Ludzie pozbawieni emocji są najgroźniejszymi przestępcami, zdolnymi do popełniania najpotworniejszych zbrodni bez cienia poczucia winy. Poczucie winy normalengo człowieka, wyrzuty sumienia, to są właśnie procesy emocjonalne.
            • good_morning Re: I dodam jeszcze, że 06.06.12, 15:24
              i to poczucie winy powinni sobie co niektorzy wlaczac nieco wczesniej ;P
              • stokrotka_a Re: I dodam jeszcze, że 06.06.12, 15:42
                Tego się nie włącza i nie można kontrolować. ;-)
                • good_morning Re: I dodam jeszcze, że 06.06.12, 15:59
                  to byl zart stokrotko
                  • stokrotka_a Re: I dodam jeszcze, że 06.06.12, 16:22
                    good_morning napisała:

                    > to byl zart stokrotko

                    Mój post też. ;-)
    • headvig Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:50
      to kwestia przyzwyczajenia i obojętnienia. taki człowiek, który nie ma do czynienia z niczym "bezbożnym" zawsze będzie się oburzał. taki, choćby nawet sam nie zdradzał, ale będzie miał wokół siebie osoby, które traktują to jako normalność i na porządku dziennym - zobojętnieje. widzę to sama po sobie.
      • kora3 Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 14:58
        Może i prawda, ale pokaz mi ludzi, którzy tego nie widzą? Albo z przeproszeniem breszczaci na jedno oko, jak mówił Kargul, albo nie chcą widzieć rzeczywistosci
        • headvig Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 16:25
          ludzie niechętnie przyznają się do tego, co jest powszechnie "niemoralne", nawet do akceptacji takich poczynań, nie chcą być napiętnowani.
          • kora3 Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 19:04
            ale brak swietych słów oburzenie wcale nie musi wyrazać aprobaty.
            Weźmy sytuację z reala. Kiedyś mój dobry kolega, jeszcze z czasów studenckich, ale to było dośc grubo po studiach, zwierzył mi się, ze ma ochote na romans z kolezanką z pracy. Nie znam dzierwczyny, za to znam jego zonę.
            Powiedziałam mu wprost, że szuka sobie kłopotów, bo ryzyko, ze zona sie dowie jest spore, a z dziewczyną pracuje, wiec złamałby głowną zasadę "gdzie się mieszka i pracuje, tam się f..tem nie wojuje" - czyli prosta droga do problemów.

            Mogłam mu strzelić mowe umoralniającą, ale po co? Dorosły już wtedy był przecie, wiedział, ze zdrada jest be, wiec taki argument pewnie by go i tak nie przekonał :)
    • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 15:02
      mysle, ze masz racje
      z osobistego punktu widzenia moge powiedziec, ze zadne zasady i rozum nie wystarcza kiedy dopadnie cie cos co jest silniejsze od ciebie i nie potrafisz sie bronic (prosze sobie zaoszczedzic uwagi o braku organu zwanego mozgiem).
      mnie dopadlo. wiecej prawdopodobnie nie popelnie tego bledu, bo jak rzekla Rao niesie to za soba zbyt wiele klopotow i komplikacji. czlowiek madrzeje po pewnych doswiadczeniach.
      zatem nigdy nikogo nie bede potepiac za tego typu historie, pod warunkiem, ze nie wynikaja one z wyrachowania, bo tego nie toleruje. co najwyzej moge przestrzegac przed konsekwencjami.

      • kora3 Słusznie Condesso, choć powiem tak 06.06.12, 15:15
        czasem przed czymś chcemy sie obronić, a nie potrafimy na serio, a czasem potrafimy, ale tak naprawde nie chcemy, granica bywa cienka i w takiej sytuacji tylko rozum moze nam podpowiedzieć co robić, tylko, ze czasem nie tyle go nie mamy, co rozpaczliwie chcemy go na ten moment zwyczajnie wyłączyć w tej konkretnej sprawie.

        Piszesz o wyrachowaniu ...No cóż - wyłączając sytuację czerpania korzysci materialnych z kontaktów seksualnych z kimś, czy wyrachowaniem jest jesli z tym kimś załozmy sie kochamy, bo jest nam dobrze, bo spełnia nasze oczekiwania w zakresie np. łozkowym, ale bez wiekszego uczucia? Jesli nie oszukujemy tej osoby co do naszych uczuć wobec niej? Nie zmuszamy do niczego? Ani nie wykorzystujemy tego, ze np. ona nas kocha i nie potrafi wymiksować sie z z takiego układu?
        • condessa Re: Słusznie Condesso, choć powiem tak 06.06.12, 15:53
          >czy wyrachowaniem jest jesli z tym kimś
          > załozmy sie kochamy, bo jest nam dobrze, bo spełnia nasze oczekiwania w zakres
          > ie np. łozkowym, ale bez wiekszego uczucia? Jesli nie oszukujemy tej osoby co d
          > o naszych uczuć wobec niej?

          coz, jestem oredowniczka uczucia i prawdziwego zaangazowania w zwiazku dwojga ludzi.
          wyrachowanie to dla mnie wykorzystywanie czyjejs slabosci dla wlasnych korzysci, niekoniecznie materialnych.
      • spawacz.drewna Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 17:01
        z osobistego punktu widzenia moge powiedziec, ze zadne zasady i rozum nie wystarcza kiedy dopadnie cie cos co jest silniejsze od ciebie i nie potrafisz sie bronic

        normalni ludzie tak nie maja
        • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 19:16
          > normalni ludzie tak nie maja
          nie twierdze, zem normalna ;)
          wiekszosc osob to chodzace kalkulatory rozpisujace byznes plan na zycie.

          • spawacz.drewna Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 22:48
            nienormalni siedza w szpitalu albo biora tabletki a czy ty juz bierzesz swoje tabletki?
            • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 09:00
              > nienormalni siedza w szpitalu albo biora tabletki a czy ty juz bierzesz swoje t
              > abletki?
              na ten typ nienormalnosci nie ma tabletek, wiessssz
              za to twoja agresje jak najbardziej mozna jeszcze wyleczyc
              ciao
              • spawacz.drewna Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 21:38
                a w ktorym miejscu ja bylem agresywny?
                • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 23:01
                  a co chcesz powiedziec, ze jestes dowcipny?
                  poczytaj swoje wpisy. generalnie nie masz nic do powiedzenia tylko starasz sie komus dowalic,
                  a to moze rzeczywiscie nie agresja tylko zwykle chamstwo. na to nestety nie ma lekarstwa.
                  • spawacz.drewna Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 09:26
                    jestem soba a jesli odbierasz to jako buractwo to faktycznie nie ma na to rady hehe
                    zreszta cale forum takie jest wiec get rich or die tryin' dziecko
                    • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 12:49
                      no to jesli jestes soba, to klapa rzeczywiscie :/
                      • spawacz.drewna Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 15:37
                        no straszna klapa - jestem autentyczny i nietrudno mnie znalesc, nie robie kreacji forumowej i tak samo sie zachowuje w realu - nie jak 90% twardzieli zza monitora majacych po 10 nickow
                        mozesz mnie dodac do ignorowanych jak ci nie pasuje dziecko a nie odpisujesz
                        • condessa Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 16:16
                          a wiesz, cenie sobie wolnosc wypowiedzi i ty masz do niej prawo.
                          rowniez ja mam prawo do tego, ze mi sie nie podoba jak czyims jedynym argumentem jest kop w jaja
                          nie dodam cie do ignorowanych bo bede sledzic twoj proces resocjalizacji ;)
                          a! i dzieckiem to ja juz nie jestem od paru lat.
                          • spawacz.drewna Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 17:04
                            prosze

                            mozesz mnie rowniez dodac na fb nazywam sie jan kowalski
    • stokrotka_a A odbiegając od tematu... 06.06.12, 15:19
      podziwam zmianę w twoim sposobie pisania. Zmiana jest ogromna - na plus! ;-)
      • kora3 Re: A odbiegając od tematu... 06.06.12, 15:24
        dzięki :)
    • stephanie.plum Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 17:43
      a ja nie wiem, co jest takiego złego w byciu bardziej papieskim, niż rzymski papa?
      zdradzający ci nie przeszkadzają, a papiescy przeszkadzają?

      nie mówię o potępianiu czy odrzucaniu ludzi.
      tutaj na forum nikt nie ma takiej możliwości.
      tu tylko się gada, wyraża opinię.

      czym opinia, że zdrada jest be, jest gorsza od tej, że zdrada to norma, więc w sumie cacy?

      ciekawam.
      • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 17:50
        stephanie.plum napisała:

        > a ja nie wiem, co jest takiego złego w byciu bardziej papieskim, niż rzymski papa?

        Zazwyczaj jest to hipokryzja tych bardziej świętych.
        • stephanie.plum Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 17:58
          nieładnie tak w ciemno oskarżać kogoś o hipokryzję, i za nią potępiać.
          • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 18:06
            Doświadczenie podpowiada mi, że przypadki hipokryzji wśród świętszych od papieża są częste. Dlatego uzyłam słowa "zazwyczaj", a nie zwrotu "zawsze i w każdym przypadku". ;-)
            • stephanie.plum Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 18:16
              wiesz, ja się czepiam
              :~)

              ale nie podoba mi się taka łatwizna myślowa:
              ktoś wypowiada pogląd że zdrada jest paskudna = potępia wszystkich wokół = jest świętoszkiem = hipokryta

              jaaa oczywiście nie jestem żadną h i p o k r y t ą!
              :~D
              • stokrotka_a Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 08:42
                stephanie.plum napisała:

                > ale nie podoba mi się taka łatwizna myślowa:
                > ktoś wypowiada pogląd że zdrada jest paskudna = potępia wszystkich wokół = jest
                > świętoszkiem = hipokryta

                A gdzie i kto zastosował tu taką łatwiznę myślową?

                > jaaa oczywiście nie jestem żadną h i p o k r y t ą!
                > :~D

                Na pewno nie jesteś! Ale może jesteś hipokrytką, albo nie jesteś. Ja tam nie wiem. ;-D
      • kora3 Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 18:59
        Opinia, ze zdrada jest be jest jak najbardziej tak samo dobra, jak ta, ze jest ok. Chodzi mi o słowa potepienia dla osoby zdradzajacej, takze bardzo obrażliwe, z reguły bez znajomosci szczegółów:)
        • stephanie.plum Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 19:14
          >Opinia, ze zdrada jest be jest jak najbardziej tak samo dobra, jak ta, ze jest ok.


          niedobrze mi. nic na to nie poradzę.
          :~C
          • kora3 Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 19:20
            ja też ci nic na to nie poradze, ze uwazam kazdy pogląd na taką sprawe za ok u ludzi, z których strony sprawa mnie nie dotyczy:)
    • stephanie.plum Re: Kobitki, jak to jest?:) 06.06.12, 17:57
      to znowu ja.

      chciałam powiedzieć, że moim ulubionym serialem jest "Saving Grace". polecam!

      tytułowa Grace, wybornie grana przez Holly Hunter, wiedzie radośnie i beztrosko chaotyczne życie erotyczne. "to ty jesteś żonaty, to twój problem" - mówi do jednego ze swoich licznych kochanków.
      Grace ma przyjaciółkę Rettę. choć jest ona wierzącą i praktykującą katoliczką, w ogóle nie potępia postępowania Grace. babki kochają się jak siostry i wspierają we wszystkim.

      aż wreszcie kiedyś - w sezonie trzecim bodajże - Retta zostaje zdradzona przez swojego męża, z jakąś inną kobietą. ufała mu, nie spodziewała się tego. kiedy dowiaduje się o zdradzie, ból jest nieludzki. nie do zniesienia.
      i wtedy mówi Grace: PRZYSIĘGNIJ MI, ŻE JUŻ NIGDY NIE BĘDZIESZ UPRAWIAŁA SEKSU Z ŻONATYM.
      wcześniej akceptowała "rozwiązłość" przyjaciółki, teraz już nie - bo przekonała się, że taka postawamoże - potencjalnie - spowodować czyjeś straszne cierpienie. a ona nie chce, nawet w tak malutkim stopniu, jakim jest akceptowanie czyjegoś postępowania, przyczynić się do tego cierpienia.

      czy rozumiesz, Koro, co chcę przez to powiedzieć?
      • kora3 Owszem , rozumiem 06.06.12, 18:57
        Tylko są dwie sprawy. Serialu nie oglądam ,ale wierze, ze taki motyw się pojawia. Dośc zresztą oklepany - akceptujemy coś u kogoś póki nas to samo, nawet ze strony kogoś innego - nie dotyczy.

        Tylko tak naprawdę kolezanka czy p[rzyjaciólka tytułowej bohaterki zaklina rzeczywistosc to raz, dwa - szuka winy nie tam, gdzie trzeba. Bo tak jest łatwiej, prościej i mozna próbować wybaczyć temu, kto naprawde skrzywdził.

        Na logikę bowiem - kto skrzywdził przyjaciołkę bohaterki? Obca jakaś kobieta, która wiedziała, ze on zonaty, albo nie (załozmy, ze wiedziała), czy jej mąż, który wiedział, ze ona go kocha, ufa mu itd. Odpowiedź jest chyba jasna jak słońce?:)

        Kto krzywdził zony zdradzane z głowną bohaterką? Ona, obca osoba, która nikogo no niczego nie zmuszała, czy ich mezowie?
        No właśnie. Podstawą do oceny sytuacji jest wskazanie tego, kto naprawde zdradził, skrzywdził itp. Tylko na ogół jest to osoba kochana, której skłonne szczególnie kobiety są wybaczyć, nawet gfdy o to wcale nie prosi, wiec "winną" jest kobieta z którą zdradzał:)

        A zaklinanie rzeczywistosci....Od kiedy istnieje swiat ludzie się zdradzają, zwykle majac z kim:) To, ze jakaś Grace przysiegnie przyjaciółce, ze już nigdy z zajetym i dotrzyma słowa, nie znaczy, ze już zadna z żadnym zonatym Good.:) Nie bedzie Grace, to bedzie inna, jesli gosc zechce zdradzić. Faceci to nie bezwolne kukiełki, wato o tym pamietać:)
        • stephanie.plum Re: Owszem , rozumiem 06.06.12, 19:12
          skoro nie oglądasz, to może niepotrzebnie wysilasz się na analizę, która moim zdaniem nic nie wnosi.

          ze swej strony chciałam powiedzieć tylko, że:
          zdrada potencjalnie pociąga za sobą czyjeś cierpienie.

          jeżeli mówimy: cudownie, to jest norma, proszę bardzo - to pochwalamy postawe kogoś, kto zadaje cierpienie.

          tyle.
          • kora3 Re: Owszem , rozumiem 06.06.12, 19:18
            Kompletnie nie pojełaś Stephanie , sorry. Nie pisałam, ze pochwalam zdrade, napisałam wrecz w tym watku, ze ..nie pochwalam. Usiłuje tylko dojśc do tego skąd tu się zebrały chyba szystkie laski w Polsce i nie tylko, których mysl o zdradzie nigdy nie dotyczyła :)
            • stephanie.plum Re: Owszem , rozumiem 06.06.12, 19:49
              widzisz, taka niepojętna jestem.
              :~)
              jeżeli chcesz, żeby te głupsze też zrozumiały, napisz po prostu, że nie pochwalasz, bo w natłoku uwag o tym, że te, które potępiają zdradę "udają porządnickie", a jeśli ktoś powstrzymał się od zdrady to dlatego, że "kalkullował na zimno", tamta myśl mogła umknąć.

              tym mniej bystrym, takim jak ja.
              • kora3 ok proszę 06.06.12, 20:45
                nie pochwalam zdrady, to prawda. Ale też daleka jestem od potepiania zdradzającego/cej, szczególnie w sytuacji, gdy nie znam szczegółów.

                A takze, zdarza sie w sytuacji, gdy te szczegóły znam. I mylisz sie, jesli sądzisz, że "tam mam", jesli sprawa mnie nie dotyczy. Otóż znając własnie te szczegóły nie umiałabym w czambuł potepić mojego ekfaceta, który i owszem, zdradził mnie. I owszem, bołało, bardzo. Ale kiedy porozmawialiśmy uświadomiłam sobie, że znów i owszem, rozumiem go czesciowo. Czy zachowałabym sie w takich okolicznosciach podobnie do niego, wątpię, ale to nadal nie zmienia faktu, ze rozumiałam jego osamotnienie, rozczarowanie. Nie poszedł do łozka z przypadkową kobietą, która sie nawinęła, poszedł z taką, która od dawna sie w nim podkochiwała, wysłuchiwała, pocieszała ...I nie chodziło o seks, ale o blikosć. On też mnie wtedy zrozumiał, ze byłam w sytuacji jakiej byłam, po przejsciach, jakie przeszłam, w obcym miejscu itd. Nie, nie jestem nawina i nie działa na mnie "biedny Miś" - to zrozumienie wcale nie zmieniło mej decyzji, ze to koniec:)

                Skoro jednak znam sytuację tej konkretnej zdrady tak dobrze i w sytuacji, w której skrzywdził ktoś nią mnie byłam w stanie obiektywnie znaleźc okolicznosci łagodzace (bez konsekqwencji w postaci dalszego bycia razem, mimo skruchy i naprawde długiego starania ze strony eksfaceta) to byłabym ostatnią kretynką i hipokrytką poniekad szast prast potepiając wszystkie inne osoby, które zdradziły.

                Z kalikulacją na zimno powiadasz, ze tak nie jest? Owszem - bywa. Nie zawsze zdrada zaistnieje, czy myśl oniej, bo sie ktoś w kimś szaleńczo zakocha:) Czasem ktoś kogoś zwyczajnie pociąga, budzi pozadanie, zainteresowanie. Chęc jest z obu stron, ale bywa, ze jedna albo obie odpuszczają z czysto praktycznych powodów: obawiają sie, że sprawy mogą zajsc za daleko, ze bedą konsekwencje w postaci rozwalenia ich, albo tej drugiej osoby związku, ze rzecz sie rozniesie itp.
                Nie ma co z gruntu zakładać, ze wszyscy myslą, czują jak my sami.

                Sprawa niekrzwdzenia innych - no cóż. W zasadzie mogę się "pochwalić" takim szlachetnym zachowaniem. Kiedyś b. powaznie zaangazowałam sie w zonatym facecie. Ja też byłam wówczas mezatką, tyle, ze moje małzeństwo było już w rozsypce i nie miałam żadnej checi już go reanimować. Tyle, ze w pracy, a pan był moim współpracownikiem nikt o tych moich osobistych sprawach nie wiedział. Zasadniczo czekałam tylko, zeby mój eksmąz się wyniósł, ale wynieśc się nie chciał, a ja byłam po małzeństwie z nim w takim stanie, ze nie byłąm w stanie go wykopać (teraz bym to zrobiła w 3 sekundy:)). I nie było z tamtym gosciem zadnego seksu, tylko gadanie w pracy, wspólne wyjscia na sniadanie, czasem kawa po pracy. Tyle. Zaangazowałam sie tak barfzo emocjonalnie, ze w zasadzie weekend, czyli czas w którym go nie widzialam to był czas stracony. Zauwazyłam, ze podobnie jest z jego strony i zapaliła mi się lapmka w głowie. Gosc miał zonę i dzieci. Z tego co wiedziałam bywało jak to w związku, ale do rozstania zmierzać nie powinno.
                Wiedziałam, ze jesli dalej bedzie, jak jest ani ja, ani on nie damy rady. I nie chodziło o to, ze zlądujemy w łozku, bo to byłby pikuś (choć dla mnie wtedy marzenie:)), ale o to, że moze sie to skończyć burzą w jego i siłą rzeczy moim - zyciu. Moje małzeńskie nie miało już znaczenia, bo go praktycznie nie było, ale nie widziałam sie w roli kobiety odbierającej innej meza i ojca dzieciom - fakt.

                Nic mu nie mówiąc zniemiłam prace, praktycznie z dnia na dzień. Zerwałam kontakt, chociaż nieludzko teskniłam, ale kolejne problemy jakie na nas oboje mogło sprowadzić nasze dalsze kontaktowanie sie były ponad moje siły. Długo po tych wydazreniach rozmawialiśmy szczerze i powiedział mi, że gdybyśmy wtedy poszli dalej, był gotowy się rozwieśc. Dobrze, ze tak sie nie stało.
                Ale prwda jest taka, że trwało to powoli, ale dosc długo Good. Gdyby on był mniej romantyczny, a bardziej ze tak powiem zdecydowany, to kto wie, czy nie wylądowalibyśmy w łozku (gdyby nie zerwanie kontaktu, to na pewno). I zdradziłby swoją zonę, ja meza nie - bo już jak wspomniałam nic miedzy nami poza papierkiem nie było.

                Teraz rodzi się kolejne pytanie: a czy nie zdradził? Fakt, nie kochał się ze mną, ale poświecał mi mysli, czas, fantazje seksualne. Czy to nie jest zdrada psychiczna? No jest. Wiec aż tak szlachetna nie jestem tylko dlatego, ze gosc uwodził mnie b. delikatnie i nie miał dośc odwagi, zeby sprowokować sprawe na tyle, zeby ... a ja byłam wtedy zupełnie inną osobą niż teraz, w sensie pewnosci siebie, poczucia wartosci (eksmałzonek zdołał mnie zdołować na czas jakis, na szczescie krótki). Czy podobnie zachowałąbym się w takiej samej sytuacji teraz? Nie mam pojecia. Wiem jedno: takie zauroczenie zajetym facetem zdarzyło mi sie w zyciu jedyny raz, wtedy. Wczesniej nigdy nie interesowałam sie bodaj chłopakami mającymi dziewczyny, taką miałam zasadę. I nadal mam - nie pchałam sie nigdy w relacje z zajetymi facetami. Z tym też sie nie pchałam, tak wyszło...

                Wyjasniłam?:)
                • stephanie.plum wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 06.06.12, 21:31
                  raczej wręcz przeciwnie.

                  mam lat bez mała czterdzieści,
                  i nie przeżyłam ich w eremie, lecz wśród przyjaciół, którzy mają bardzo różne historie.

                  nikogo nie potępiam, zwłaszcza nie mając danych po temu - a nigdy nie ma ich do końca ktoś patrzący z zewnątrz.
                  motywy zdrad są aż nazbyt zrozumiałe. niektóre historie po prostu wydają mi się smutne.
                  widzę wyraźnie, że zachowania niektórych ludzi krzywdzą innych. i moje potępienie, bądź jego brak, niewiele tu zmienia.

                  sama jestem w związku od osiemnastu lat, od jedenastu ma on formę małżeństwa.
                  faktu, że w naszym małżeństwie nie ma historii zdrady, nie uważam za moją zasługę, tylko za łaskę Opatrzności.
                  ani ja, ani mój mąż nie jesteśmy nadludźmi. nie jesteśmy najpiękniejszymi ani najbardziej godnymi pożądania osobami na świecie. nie jest więc tak, że nigdy żadne z nas nie poczuło chęci - a nawet wielkiej chęci - przeżycia bliskości z kimś innym, nowym, lepszym. ale starczyło nam woli, żeby dotrzymać sobie wierności, i widzę, ta wierność jest kapitałem, który procentuje. może tego nie widać na zewnątrz: siwiejący facet i trochę już pomarszczona babka, tak się razem starzeją. nuda. tylko, że my się kochamy, coraz bardziej akceptujemy, coraz lepiej rozumiemy. i szczerze lubimy.

                  dlatego, choć z zasady nie osądzam nikogo, bo wiem, że każdy ma swoją historię, nie chcę postawić znaku równości pomiędzy nie zdradzaniem a zdradzaniem.

                  nawet, gdy problem rozważamy czysto teoretycznie.

                  nie ma to absolutnie nic wspólnego z ROZUMIENIEM MOTYWÓW osób zdradzających.
                  motywy rozumiem, naprawdę.

                  gdybym jednak mówiła: zdradzanie jest równie dobre, jak nie zdradzanie, miałabym nieprzyjemne wrażenie, że kłamię, wciskając ludziom kit.
                  • kora3 Oj Stephanie, zasmucasz mnie 06.06.12, 21:48
                    wybacz, ale masz tych lat mniej niż ja, a piszesz o sobie, jak o staruszce u boku staruszka, wybacz, tak to wybrzmiało :) - pewnie niezamierzenie i wcale tak nie jest, ale odbiór w pierwszej chwili - taki ...
                    Piszesz ze starczyło Wam woli. Bardzo dobrze, ale nie tak dawno czegoś nie rozumiałaś w kwestii kalkulacji o jakiej pisałam, a wola to nic innego jak decyzja. Z jakiejś przyczyny oboje mając sytuacje w zyciu (jeszcze takie przed wami pewnie, ale wierze w was ), kiedy okqazja i chęc była, podejmowaliście decyzję na nie. Gdyby nie było checi i okazji nie trza byłoby zadnej woli.

                    Czy trza uzywać woli, gdy masz okazję, ale checi nie masz na coś co proponują? Czy trza jej uzywać gdy chec moze i byłaby, ale możliwosci nie ma ? No nie. Coś zatem powoduje, ze Twoja i Twojego meza w takich sytuacjach decyzja jest na nie. Miłośc, bo ta ma najwiekszą moc, ale bywa też, ze rozsadek, poczucie lojalnosci. Bywa też, ze strach (nie o Was tylko ze sie zdarza), poczucie obowiązku. Przede wszystkim jednak, gdy zwiazek jest udany, to człowiek zwykle nie ma potrzeby realizacji sie "zwiazkowo" tak czy inaczej poza nim. Wasz jest udany i ok, ale bywają rózne inne ...A jak napisałam poniżej do Samuel - nie zawsze rada "Jesli ci źle i nie da się nic zrobić - odejdż" jest realizowalna, po prostu...
                    • stephanie.plum :~) 06.06.12, 22:15
                      hihihihi!!!

                      jakie to niesprawiedliwe - ja ciebie zasmucam, a Ty mnie rozbawiasz!
                      dwoje staruszków, no właśnie. niech sobie wszyscy tak myślą.

                      a jakie to swoją drogą stereotypowe: ktoś mający kochanków/kochanki wiedzie niby takie ciekawe życie, glamour, adrenalinka i emocje, kolorowy odlot na paragwaj, a kto siedzi ze ślubnym w chałupie, to ma... smutno.
                      ech...

                      mam nadzieję, że nie chcesz powiedzieć, że jeśli ktoś NIE ZDRADZIŁ, to dlatego, że miał MNIEJ WAŻKIE I PALĄCE POWODY, niż ten, który zdradził. byłoby to niesprawiedliwe trochę.
                      • kora3 Re: :~) 06.06.12, 22:25
                        stephanie.plum napisała:
                        >
                        > jakie to niesprawiedliwe - ja ciebie zasmucam, a Ty mnie rozbawiasz!
                        > dwoje staruszków, no właśnie. niech sobie wszyscy tak myślą.


                        no Steph, jesli piszesz o Was w takim tonie, to i nie dziw, ze jak nie znają, to pierwsze wrazenie z pisania jest takie. A zasmuciło mnie, ze tak pisze osoba z tego co podałaś, młodsza ode mnie. Ze tak sie czuje po prostu. Wrazenie pewnie mylne:)
                        >
                        > a jakie to swoją drogą stereotypowe: ktoś mający kochanków/kochanki wiedzie ni
                        > by takie ciekawe życie, glamour, adrenalinka i emocje, kolorowy odlot na paragw
                        > aj, a kto siedzi ze ślubnym w chałupie, to ma... smutno.
                        > ech...


                        eeeee no nie przekrecaj i dorabiaj ideolo... nic nie pisałam o wrazeniu o Waszym zyciu slubnym, czy nie, bo jako zywo, poza tym ,ze fajny koktail z truskaw robisz jak na razie - nie wiem. Napisałaś coś o kobiecie maerszczejącej, swiejącym facecie o ogólnie jakby w jesieni zycia, a lat masz mniej niż ja :) wiec sie zadziwiłam ...Ślubnośc i kochankowie nie mją tu nic do rzeczy :)

                        >
                        > mam nadzieję, że nie chcesz powiedzieć, że jeśli ktoś NIE ZDRADZIŁ, to dlatego,
                        > że miał MNIEJ WAŻKIE I PALĄCE POWODY, niż ten, który zdradził. byłoby to niesp
                        > rawiedliwe trochę.


                        NIE, nic takiego nie chce powiedzieć Steph. Napisałam, ze wg mnie najwazniejszym powodem dla którego ktoś nie zdradza jest miłosc do kogoś i zaprawde nie ma wg mnie wazniejszych powodów :)
                        >
                        • stephanie.plum Re: :~) 06.06.12, 22:36
                          ejno, a jak mam pisać?
                          on jest siwszy, a ja mam więcej zmarch niż w pięknym wieku lat dziewiętnastu.

                          ale wiesz co? oby nas nic gorszego niż zmarszczki i siwizna w życiu nie spotkało.

                          co zaś do tematu - nie pierwszy raz jest tak, że najzażarciej dyskutują ze sobą ci, którzy w sumie myślą podobnie.
                          • kora3 Re: :~) 06.06.12, 22:47
                            No to jasne, ze pojawiają sie siwe włosy, a takze zmarszczki, ale w tym poscie to tak zabrzmiało, jakbyście brylantowe gody odprawiali i prawnuki wydawali za zone i meza :)

                            Mojego faceta mama po 70 czasem tak palnie "Wiesz, ja to już stara jestem i boje się, że mi nie pasuje isc na kregle w PL" (kupe czasu przemieszkała w USA). Ja jej odpowiadam "Wiesz, nie gniewaj sie, ale czasem to tak chrzanisz .."

                            Tak, w sumie myslimy podobnie Syeph, tylko inaczej to wyrazamy :)
                            • stephanie.plum Re: :~) 06.06.12, 22:55
                              no i obydwie lubimy kapustę!
                              :~)
                              • kora3 Re: :~) 07.06.12, 08:59
                                i małosolniaki
                  • stokrotka_a Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 08:47
                    stephanie.plum napisała:

                    > sama jestem w związku od osiemnastu lat, od jedenastu ma on formę małżeństwa.
                    > faktu, że w naszym małżeństwie nie ma historii zdrady, nie uważam za moją zasłu
                    > gę, tylko za łaskę Opatrzności.

                    A nie mogłaby ta łaska Opatrzność spłynąć na wszystkich ludzi? Co jej zależy? Przecież ta Opatrznośc jest wszechmogąca i może zrobić wszystko. Co ją powstrzymuje przed uczynieniem tego dobra powszechnym?
                    • stephanie.plum Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 09:57
                      nie wiem, ale spytam, jak trafię na pogawędkę w cztery oczy.

                      dziwny w ogóle jest ten Bóg chrześcijan, sam siebie też najlepiej nie traktuje.
                      • stokrotka_a Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 10:27
                        Od tysięcy lat już ludzie pytają i nadal nie ma odpowiedzi. O co chodzi? ;-)

                        Jak wiadomo, Bóg jest taki jakim wyobrażają go sobie ludzie. Nic dziwnego więc, że jest dziwny.
                        • stephanie.plum Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 14:22
                          o nienienie, Bóg jest właśnie zupełnie inny, niż wyobrażają sobie ludzie.

                          gdyby był dokładnie taki jak wyobrażają sobie ludzie, na pewno nie warto byłoby w niego wierzyć.
                          • stokrotka_a Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 14:48
                            stephanie.plum napisała:

                            > o nienienie, Bóg jest właśnie zupełnie inny, niż wyobrażają sobie ludzie.

                            Nie jest inny i nie może być, ponieważ Bóg jest ideą wymyśloną przez ludzi/

                            > gdyby był dokładnie taki jak wyobrażają sobie ludzie, na pewno nie warto byłoby
                            > w niego wierzyć.

                            Wiara w ideały i nadawanie szczególnej wartości obiektowi wiary jest naturalną potrzebą człowieka. Myślę, że bezsensem byłaby sytuacja, w której człowiek wierzy w boga i jednocześnie uznaje, że jest on np. podłym i mściwym typem (choć takie przypadki też się zdarzają).

                            W ciągu tysiącleci istnienia różnych religii ludzie wierzyli w różnych bogów - wielu spośród nich to były okropne typy. Nawet Bóg chrześcijański ze Starego Testamentu, który jest przecież Słowem Bożym, to okropna, mściwa i okrutna postać. Wiara jednak ewoluuje wraz z człowiekiem i jego kulturą, więc i bogowie się zmieniają.
                            • stephanie.plum Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 15:09
                              wiara ewoluuje wraz z człowiekiem - zgoda.

                              niektórzy w tej ewolucji doszli do tego, że boga nie ma.

                              i co dalej z tą ewolucją...? nic? to już jest najwyższe stadium ewolucji człowieka w tej dziedzinie?
                              • stokrotka_a Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 15:19
                                stephanie.plum napisała:

                                > niektórzy w tej ewolucji doszli do tego, że boga nie ma.

                                No doszli, ale to nic nowego.

                                > i co dalej z tą ewolucją...? nic? to już jest najwyższe stadium ewolucji człowi
                                > eka w tej dziedzinie?

                                Myślę, że ostatnim stadium ewolucji człowieka w tej dziedzinie będzie koniec gatunku. A stan obecny to tylko zbiór róznorodnych stanów pośrednich. Jak zapewne wiesz, ewolucja ta przebiega różnie w różnych kulturach. Są nawet takie systemy religijne, w których boga nie ma i też jakoś funkcjonują.
                                • stephanie.plum Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 15:33
                                  Myślę, że ostatnim stadium ewolucji człowieka w tej dziedzinie będzie koniec ga
                                  > tunku.

                                  nie o to mi chodziło. zastanawiałam się czy ci, którzy doszli do tego, że "bóg jest wiarą w niego" nie mają już nic do odkrycia w tej dziedzinie, aż do końca gatunku.

                                  a jak będę potrzebować korepetycji z religioznawstwa, to się zgłoszę niezawodnie.
                                  :~)
                                  • stokrotka_a Re: wiesz, ja też nie urodziłam się wczoraj 07.06.12, 16:15
                                    stephanie.plum napisała:

                                    > nie o to mi chodziło. zastanawiałam się czy ci, którzy doszli do tego, że "bóg
                                    > jest wiarą w niego" nie mają już nic do odkrycia w tej dziedzinie, aż do końca
                                    > gatunku.

                                    Dojście do tego, że "bóg jest wiarą w niego" jest procesem realizowanym w wymiarze indywidualnym i nie oznacza, że jest to koniec procesu ewolucyjnego, ponieważ kolejne jednostki będą ten proces realizować we własnych mózgach wciąż i wciąż. Odkrywanie nieistnienia boga będzie się więc dokonywać do końca. ;-)

                                    > a jak będę potrzebować korepetycji z religioznawstwa, to się zgłoszę niezawodnie.
                                    > :~)

                                    A ja do ciebie, gdy będę wiary potrzebować. ;-)
    • samuela_vimes fajny temat 06.06.12, 19:46
      wiesz co wydaje mi się, że ludzie to takie dziwne istoty którym się wydaje, że mają przyzwolenie oceniać innych. Zawsze łatwiej wytknąć komuś błędy niż samemu powiedzieć o swoich, albo przyznać się do nich nawet przed samym sobą.
      Ja jestem zdania, że tolerancja=kultura.
      A do tego dochodzi masę innych czynników jak wychowanie, bliskie otoczenie, wzorce itd. Wiadomo, że ktoś wychowany w radykalnym środowisku w i takim samym przebywającu w dorosłym życiu będzie mieć negatywne zdanie o rzeczach o których pisałaś. Do tego wszystkiego dochodzi kwesia poglądów.
      Czego natomiast nie lubię i co potępiam? Agresję i fanatyzm, bo każdemu wolno mieć swoje poglądy ja to szanuje, nie szanuje natomiast tych co oceniają mnie przez pryzmat moich poglądów to płytkie
      • kora3 Re: fajny temat 06.06.12, 21:07
        wiesz, zasadniczo osobie zdradzonej (nie mówię o nikim konkretnym teraz z forum, tylko ogólnie) na ten przykład trudno jest być tolerancyjnym wobec samego zjawiska zdrady, czy też osób zdradzających i tych, z którymi zdradzają. To jest w miare naturalne.

        Rzecz w tym, że czasem jak czytam tu ludzi na tym forum, to mam wrazenie, ze piszą same dziedziczki fortun, królewny z bajki itp. "Jesli mi ktoś nie odpowiada - odchodze". Owszem, też tak mówię, czy tam piszę. Tylko, ze za duzo mam doswiadczenia zyciowego, zeby nie wiedzieć, ze to, na co stać byłoby w tej chwili np. mnie, może być dla kogoś nieosiągalne zwyczajnie, z najrózniejszych przyczyn: materialnych, bytowych, emocjonalnych, społecznych, rodzinnych.

        Znam ludzi tkwiących w zwiazkach anparwde nieudanych, z których na ten moment nie mogą się oficjalnie wymiskować. Współczuję, ale nie umiem dać rady, gdy "spróbuj naprawić" i "rzuć to" nie wchodza ani jedno, ani drugie w gre.
        Nie pisałabym sie na to, fakt, ale też nie mam potrzeby się powymądrzać, ze ja to bym... Ja sobie mogę, bo nie mam kredytów, dzieci, mam niezłą prace, opinia tzw. społeczeństwa mi lata, mam rodzinę, która nie wtrąca sie do mych zyciowych wyborów, jestem niezalezna itd.
        Jak mi się coś nie spodoba, w kazdej chwili mogę rzec good bye i czesc. Tylko, ze nawiasem mówiąc ludzie, szczególnie kobiety, takze w takiej sytuacji, które np. rozwodza się po 2 latach małzeństwa też są źle postrzegane, konkretnie jako takie, co zrezygnowały po pierwszej kłotni :) A ja znam kilka takich rozwodzacych się po krótkim stazu (facetów też) i wiem, ze po pierwszej kłotni to wcale nie było. My tych moze nie kłotni, ale sporów mamy już troszke na koncie przez 5 lat o mniej wzne i wazniejsze sprawy i choć nie mamy "papiera" i innych zobowiazań (typu wspólny kredyt, dzieci) też jakoś nie rezygnujemy:)

        Są wszelako sytuacje, że zwiazek trwa tylko na niby, a rozstanie w gre nie wchodzi i zdarza sie, ze potrzeba bliskosci, zrozumienia itp. pcha ludzi w romans. łatwo, jak pisałam wtedy mówić "Rozstań się i spij z kim chcesz" - czasem nie do wykonania.
        • samuela_vimes Re: fajny temat 06.06.12, 21:27
          no jest mi znane to o czym piszesz, bo mój przyjaciel tkwi w takim niesczęśliwym małżeństwie z czasów studenckich, teraz dwójka dziecie. Nie będę pisać o jego problemach, bo nie wypada, ale widzę jak szarpie się decyzją nie potrafiąc jej podjąć. Miota się sam ze sobą, jest nieszczęśliwy i jedyne co sprawia mu radość to praca którą kocha.
          Współczuję mu, ale nie powiem co zrobić bo sama bym nie wiedziała, mogę jedynie wysłuchać bo napić się piwa wspólie już nie mogę.
          Ja go nigdy nie potępię choć uprzedziłam jak będzie postrzegany przez swoją żonę, dzieci, rodzinę i bliskie otoczonie, chociaż może niepotrzebnie ale chciałam mu pokazać wszystkie za i przeciw jego decyzji. Żeby nie było facet nie ma kochanki ani nawet żadnej upatrzone kadnydatki na kochankę. Studencka miłość w jego wydaniu po prostu przesała istnieć.
          • kora3 Re: fajny temat 06.06.12, 21:31
            no to jest zupełnie odrebny temat. Ale trafiony przykład, z kochanką w tle czy bez... Rada typu "Weź manatki i wio" jest czasem bardzo mądra, a czasem całkiem głupia.
            • samuela_vimes Re: fajny temat 06.06.12, 21:55
              oj ja raczej w drugą stronę mu mówię :-)
              • kora3 hmmm widzisz 06.06.12, 22:03
                to tak jest, ze człowiek mówi cos w takich sytuacjach, bo czuje sie zobowiazany coś powiedzieć, a tak naprawde cholera wie, co powiedzieć. Zwłaszcza, gdy strona zwierzajaca sie nie mowi o zadnym konkretnym kryzysie, tylko, ze "wypaliło się". Paradoskalnie sytuacją lepszą od tego, jest zauroczenie kimś innym, bo bywa, ze ono mija i ze zdwojona siłą rozkiwta checi na dotychczasowy zwiazek (nie zawsze). Ale jesli jest po prostu nic i ucieka sie w prace, zeby było wikesze nic (wiem logicznie wiekksze zero nie istnieje:)), to jest naprawde źle
                • samuela_vimes Re: hmmm widzisz 06.06.12, 22:26
                  no jest, ale facet dobry. Nie chce zostawić, bo skrzywdzi żonę, bo dzieci, bo może nie znajdzie nikogo lepszego albo tylko wyszaleje się i stwierdzi, że sttracił coś trwałego i niepowtarzalnego.
                  Ja jeśli doradzam zawsze mu tłumaczę jakię konsekwencje mogą być.
                  Gość jest pogodny, nie traci pogody ducha, nie odragowuje swojej sytuacji tylko czasem w rozmowie wspomni że jest nieszczęśliwy po prostu.
                  I teraz tak jeśli to byłby ktoś obcy dla mnie to bym powiedziała, że facetowi się w dupie poprzewracało, bo ma fajną żonę, rodzinę a chce to zostawić dla swojego własnego szcześcia egoista. I wydaje mi się, że tak to działa. Ludzie oceniają subiektywnie nie biorąc pod uwagi sytuacji innych. Widzą tylko jeden punkt widzenia a każy kij ma dwa końce.
                  • kora3 Re: hmmm widzisz 06.06.12, 22:41
                    bo, ale ten gosc nie wie czego chce...tak na serio, swiadczy o tym tekst, ze moze nie znajdzie kogoś lepszego, albo uzna, ze coś waznego stracił ... jakby był na serio nieszczesliwy, to uznawałby, ze łatwo jest znaleźć kogoś lepszego niż dla niego beznadziejny.

                    Nie znam kolesia, nie znam relacji, le uwazj, czy nie chce Cię ułowić ma "biednego misia" (spoko, tylko przypuszczenie). Ktoś kto naprawde jest nieszczesliwy z realcji nie zastanawia się czy aby znajdzie cos lepszego niż beznadzieja w jego pojeciu i czy bedzie zalował
                    • samuela_vimes Re: hmmm widzisz 07.06.12, 17:05
                      > Nie znam kolesia, nie znam relacji, le uwazj, czy nie chce Cię ułowić ma "biedn
                      > ego misia" (spoko, tylko przypuszczenie


                      nieeeee, po prostu rozważa wszystkie za i przeciw. W końcu ma rodzinę i zapewne myśli o tym, że jej spieprzy życie to może jeszcze i sobie
    • josef_to_ja Nie mógłbym być z kobietą, która zdradziła 07.06.12, 16:37
      albo była kochanką żonatego. Nie oceniam nikogo, z dala się od takich pań trzymam, jestem młody, za młody na panie po przejściach
      • stokrotka_a Re: Nie mógłbym być z kobietą, która zdradziła 07.06.12, 16:43
        Matko, ale z ciebie egocentryk! ;-) Każdy temat sprowadzasz do wymiaru osobistego. Lecz się! ;-)
        • josef_to_ja Re: Nie mógłbym być z kobietą, która zdradziła 07.06.12, 16:50
          Po prostu wyraziłem swoją opinię. Nie jestem wyrocznią, nie zaglądam innym do łóżka, nie mnie oceniać czyjeś postępowanie. Mam jednak prawo z taką, czy inną osobą nie być ;)
          • stokrotka_a Re: Nie mógłbym być z kobietą, która zdradziła 07.06.12, 17:20
            Nie wyraziłeś swojej opinii co do tematyki wątku, tylko napisałeś o osobistych preferencjach. Jesteś strasznym egocentrykiem! ;-D
            • josef_to_ja Re: Nie mógłbym być z kobietą, która zdradziła 07.06.12, 17:22
              Ale za to jakim uroczym ;)
    • moonogamistka Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 18:01
      Nihil novi sub sole ;-)
      Od dawna pisze, ze wszyscy zdradzaja. Nie zdradzaja Ci, ktorzy sie boja, nie mieli okazji, boja sie albo ich nie stac.
      • josef_to_ja Porządni nie zdradzają i nie romansują 07.06.12, 20:08
        Trzeba mieć zasady i honor
        • moonogamistka Re: Porządni nie zdradzają i nie romansują 07.06.12, 20:13
          Nie kradna, nie klamia, nie oszukuja, zawsze sa prawi.
          Nigdy nie czynia nic zlego przeciw blizniemu swemu.
          Matki kochaja swe dzieci i nigdy nie czynia nic przeciwko nim, a dzieci zawsze szanuja swoich rodzicow i starsze osoby.
          Kazdy czlowiek szanuje swoje cialo i dba o nie, nie narazajac je nigdy- z wlasnych slabosci- na wszelakie choroby.
          Swiat jest piekn,y a wszyscy szczesliwi, sprawiedliwi i radosni.
          Amen.
          • josef_to_ja Re: Porządni nie zdradzają i nie romansują 07.06.12, 20:23
            Nie mógłbym być z kobietą, która ma za sobą romans lub zdradę. Za młody (i za ładny) jestem na związki z paniami po przejściach
            • moonogamistka Re: Porządni nie zdradzają i nie romansują 07.06.12, 20:29
              I super:-) Radze poderwac jakas gimnazjalistke, tylko jej nie konsumowac przed czasem:-)
              • josef_to_ja Popadasz w skrajności 07.06.12, 20:38
                Widocznie z innych środowisk się wywodzimy. Poza jeśli dziewczyna ma 20 lat i już za sobą zdrady i romanse to dla mnie jest patologią. Zdrada w wieku 40 lat, kiedy np. małżeństwo się sypie to już co innego
                • moonogamistka Re: Popadasz w skrajności 07.06.12, 20:41
                  Lubie Cie, wiec napisze- pogadamy za 10, 15 lat:-)
                  • josef_to_ja Re: Popadasz w skrajności 07.06.12, 20:53
                    Za 15 lat będę koło 40stki, będę pewnie brzuchaty, łysiejący i nie będę miał nic do stracenia ;) Będę wyglądał jak brzydki polityk i pewnie będę miał moralność brzydkiego polityka ;) Czyli żadną moralność ;) Ale na razie jestem młodym pięknisiem ;)
                    • moonogamistka Re: Popadasz w skrajności 07.06.12, 20:59
                      Dbaj o siebie;-) Bo to smignie w moment;-)
                      • josef_to_ja Re: Popadasz w skrajności 07.06.12, 21:08
                        Wtedy już mi będzie wszystko obojętne ;)
                        • moonogamistka Re: Popadasz w skrajności 07.06.12, 21:13
                          zdziwilbys sie:-D
                          • josef_to_ja Re: Popadasz w skrajności 07.06.12, 22:02
                            Co najwyżej o przyszłość i szczęście dzieci będę się martwił, jak się owych dzieci doczekam ;)
                            • kora3 Nie gniewaj się Józiu, ale 10.06.12, 16:35
                              z przeproszeniem naprawde w wiekszosci ludzi gie obchodzi z kim ty chciałbys być, albo tez nie chciał
            • stokrotka_a Re: Porządni nie zdradzają i nie romansują 08.06.12, 08:10
              josef_to_ja napisał:

              > Nie mógłbym być z kobietą, która ma za sobą romans lub zdradę. Za młody (i za ł
              > adny) jestem na związki z paniami po przejściach

              Płyta ci się zacięła? ;-)
              • josef_to_ja Re: Porządni nie zdradzają i nie romansują 08.06.12, 12:18
                Mam twarde poglądy, z którymi nie zamierzam się kryć ;)
                • stokrotka_a Re: Porządni nie zdradzają i nie romansują 11.06.12, 08:51
                  Dobrze jest mieć poglądy, ale komentowanie niemal kazdeg problemu w odniesieniu do swoich wlasnych kompleksow to egocentryczna choroba. ;-)
      • stephanie.plum Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 21:15
        >Nie zdradzaja Ci, ktorzy sie boja, nie mi
        > eli okazji, boja sie albo ich nie stac.

        zapomniałaś jeszcze dodać, że nie zdradzają ci, co to się boją!
        :~D

        kurde, ja nie zdradzam. to co, jestem nędzarzem, tchórzem czy po prostu brzydulą, bo już nie wiem.
        a może - o zgrozo - wszystkie te trzy cechy posiadam?
        :~[]
        • good_morning Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 21:21
          nie mow, ze sie przejelas gotowymi usprawiedliwieniami kolezanki powyzej? ;)
        • moonogamistka Re: Kobitki, jak to jest?:) 07.06.12, 21:25
          Boja sie, boja;-) Freud mi wskoczyl , myslalam o facetach;-)
          Kobiet zdradzaja jednak z innych powodow // w wiekszosci.
      • raohszana Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 12:54
        A jak ktoś nie zdradza bo nie to na pewno dlatego, że jak napisałaś, bo nie ma prawa być ludzi z jakimś tam swoim kodeksem moralnym, taaak?
        A Ty zdradzałaś? No bo jak wszyscy to wszyscy.
    • a_nonima Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 08:20
      Korcia zgadzam się z tym co napisałaś.
      Wystarczy sobie przypomnieć watki, kt zaczynają się od tekstu: zmieniłam nicka żeby to napisać...
      • josef_to_ja Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 12:17
        A potem pomyłki z logowaniem i wpadki. Jednak warto tak żyć, żeby do zdrady nie dopuścić. Jakbym zdradził, to bym nie mógł potem w lustro patrzeć
        • a_nonima Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 12:59
          Ja już nie oceniam. Za dużo w życiu widziałam.
    • swiete.jeze Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 13:04
      > A tymczasem takie swiete słowa oburzenia tu nierzadko czytam, jakby zdra
      > dy i romanse itp. były jakąś wielką rzadkoscią w mnaszym społeczeństwie i preze
      > ntowane tu postawy były normą. A przecież tak nie jest.

      Wszyscy wiedzą, że ludzie się zdradzają, ale może krytykowanie ludzi, którzy mówią o tym otwarcie to zaklinanie rzeczywistości, żeby nas nikt nie zdradził.
    • akle2 Re: Kobitki, jak to jest?:) 08.06.12, 23:41
      > zwyczajnie stwi
      > erdzam fakty. A te są takie, ze naprawde mało która kobieta i mało który mezczy
      > zna bedąc np. 20 lat w zwiazku nawet nie pomysleli nigdy o zdradzie, nie fantaz
      > jowali o kimś poza partnerem/rką, mezem/zoną, nie flirtowali na niebezpiecznej
      > granicy.

      Nieprawda. Olbrzymi procent ludzi zdradza, zwłaszcza facetow. Lub przynajmniej podejmuje takie próby.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka