bider-majer
20.08.12, 23:37
Witam.
potrzebuję spojrzenia z boku na problem.
Nie wiem czy ja wyolbrzymiam sprawe czy mam racje, emocje sa za swieze.
W skrocie:
Dziadek mojego meza w chwili slabosci zwierzyl mi sie, ze z pewnych powodow denerwuje go jego wnuczka (siostra mojego M), ze nie lubi z pewnych powodow jej narzeczonego, ze ziec (tata mojego meza) tez ma swoje za uszami itp. Rozmowa z gatunku tych, kiedy to starszy czlowiek ma ochote wreszcie wylac zale, chlipnąc, poznac czyjas opinie.
Ja w chwili slabosci powiedzialam o tym mojemu M - moja wina niedyskrecji bezsporna. Mimo ze dziadek nie prosil o dyskrecję, nie napomknal o tym ani slowem, moglam sie domyslec ze nie do konca chce aby to poszlo w eter, choc jest czlowiekiem ktory mowi prosto z mostu wiec nie sadze aby swoich slow sie wstydzil - nie powiedzial nic obelzywego, tylko same fakty plus jego opinia o tych faktach. W kazdym razie poniewczasie skruszona wlasnym gadulstwem poprosilam meza zeby nic nie wspominal nikomu ze wie.
I dzis, przy wizycie u mojego tescia moja szwagierka zasmiala sie ze nagrabilismy sobie u dziadka bo nie wzielismy (przez przypadek) jego prezentu dla nas z odwiedzin. Na co moj maz: nono, ty masz o wiele wiecej za uszami z tego co nam wiadomo.
Szwagierce zrobilo sie glupio, zaczela pytac o co chodz, co dziadek mowil, ale wtedy moj maz sie zorientowal ze sie zagalopowal, plus moje kopniecie w kostke go uciszylo i powiedzial ze temat skonczony. Szwagierka z kwasna mina nalegala na opowiedzenie wszystkiego, powiedzialam kategorycznie zebysmy nie wracali do tematu, moj maz tez tak powiedzial. Atmosfera chwilowo skwaszona wrocila powoli do normy.
Po czym szwagierka po uslyszeniu ze mamy w bagazniku nowy wozek dla dziecka stwierdzila ze chce go zobaczyc. Moj maz poszedl z nia, wrocili niedlugo potem. Zebralismy sie do domu. W samochodzie jeszcze raz powiedzialam mezowi ze nie podobalo mi sie ze napomknal o tym temacie. A on na to, ze spoko powiedzial jej tylko o jednej rzeczy o ktorej dziadek wspomnial. Zamurowalo mnie. Przy mnie nic nie powiedzial w koncu konkretnego. Pytam go : kiedy? Jak wyszliu do samochodu. Pytam dlaczego jej cokolwiek powiedzial, przeciez temat byl skonczony, wiedzial doskonale, zeby nie informowal jej o czymkolwiek z mojej rozmowy z dziadkiem, ze przeciez prosilam go o to nawet dzis. A on:no wiem, powiedzialem tą najdrobniejszą rzecz, chcialem zachowac przed nia twarz po tym jak zaczalem i nie skonczylem rozmowy. Nosz !@#$%^&&! a co z zachowaniem twarzy przede mną? prosilam go o dyskrecję, wiedzial ze bardzo nie chcę aby o tej rozmowie i jej tresci komukolwiek cos mowil, a on powiedzial najmniejsza rzecz bo chcial byc w porzadku wobec siostry? a co z byciem lojalnym wobec mnie???
jestem tak zla, ze nie moge na niego patrzec. Jak mogl powiedziec cos siostrze chwile po tym jak poprosilam przy wszystkich zeby temat sie skonczyl? wiedzial doskonale ze chce zeby byl cicho.
Czy ja wyolbrzymiam, czy moj maz faktycznie zachowal sie jak swinia wobec mnie, w dodatku glupia swinia, bo logiki w tym zachowaniu nie widze za grosz?