skrytapiromanka
19.10.12, 22:41
Kobiety po in vitro, matki po wspomaganym zapłodnieniu! Czy czujecie się traktowane jak krowy przeznaczone do inseminacji? Bo tak właśnie wasze starania, wielomiesięczne a często wieloletnie męki, dążenia do celu, poddawanie się wielu badaniom, by w końcu dać komuś nowe życie i zostać matką, określiła jedna z foremek. Czy Was ktoś do tego zmusza i prowadzi na sznurze do klinik?
Kiedy w końcu kościelni przeciwnicy in vitro zrozumieją, że nikt ich nie nakłania do poddawania się tym zabiegom i do unasienniania? Kiedy do nich dotrze, że ich poglądy nie są ani jedyne, ani bardziej słuszne? Kiedy zaczną bardziej szanować życie, które już ISTNIEJE, CZUJE i CIERPI z powodu niepłodności, od tych kilku komórek zamrożonych w lodówce, którym jest wszystko jedno? Kiedy zrozumieją, że dziecko powstałe dzięki in vitro żyje dzięki determinacji swoich rodziców i lekarzy, a mogłoby go w ogóle nie być? Kiedy zaczną się cieszyć tym właśnie życiem, zamiast rozpaczać nad li tylko ewentualnym zniszczeniem morul czy blastul, które jeszcze życiem nie są? Kiedy zrozumieją, że in vitro to nie nowa eugenika tylko często jedyna szansa na zwykle rodzicielstwo?
Czy tylko ja mam dość? Wiem, że temat już wielokrotnie powtarzany, ale jeszcze nikt nigdy nie porównał mnie do krowy doprowadzanej na inseminację. Jestem sytuacją oburzona i zażenowana.