zagubiony78
17.11.13, 17:44
Jesteśmy razem od roku, ale coraz trudniej jest mi to znosić. Chodzi o jej wycofanie uczuciowe, nieczułość. Nawet nie wiem jak to nazwać. Na początku związku mi wspomniała, że u niej w rodzinie nie było czułości, że ona nie jest typem "Misi-Pysi". Wziąłem to za żart. Jestem przyzwyczajony do tego, że kobieta oczekuje czułych gestów i ciepła i że wręcz uczy tego mężczyzny, bo u nas trochę z tym krucho. Zwykle to ja musiałem prawie uciekać przed zagłaskaniem, więc nie sądziłem, że może mnie spotkać taki problem.
Może trochę przykładów. Ona nigdy nie wyjdzie z inicjatywą, by się do mnie przytulić, chwycić za rękę na spacerze, pocałować. Zawsze to ja muszę to inicjować. Z seksem podobnie. Zawsze ja zaczynam, ona nawet nie wyciągnie ręki. W trakcie ma zamknięte oczy, więc mam uczucie, że to nie musiałbym wcale być ja.
Inny przykład, gdy jesteśmy razem np. w hotelu i ona kursuje między łazienką, a pokojem mijając mnie po drodze, to nawet na mnie nie spojrzy. Ja w odwrotnej sytuacji uśmiechnę się do niej, zagadam, musnę ręką, cokolwiek. Czasem czuję się jak jakiś intruz, czasem jak powietrze. Gdy idziemy razem na mieście i trzymamy się za ręce to ona idzie spokojnie przed siebie w ogóle nie zwracając uwagi, czy na mojej drodze nie ma słupa, kałuży, czy ludzi z naprzeciwka, więc ja się gimnastykuje, a ona dalej spokojnie sobie kroczy nie zbaczając nawet o cal :) Na wyjazdach, np. w górach ostatnio, sam codziennie robiłem sobie śniadanie, bo ona je tylko jogurt i kawę. Fakt, śniadanie zrobić umiem, ale ona siedziała przy stole, a ja uwijałem się w kuchni. Jakoś tak dziwnie. A gdy jest hotel i szwedzki stół, to mogę zapomnieć, by przyniosła cokolwiek dla mnie (dopiero jak o tym wspomniałem, to pamiętała o ciastkach itp.). Co tam jeszcze...aaa, nie ma takich potrzeb jak kupno pamiątek, wysłania kartek bliskim i nie lubi robienia zdjęć. Mam takie wrażenie, że nasz związek to jakby układ dwóch singli. Czasem się czuję jak z kumplem (no jest jeszcze seks;)
Niby lubi zwierzęta, ale jakoś nad żadnym się nie pochyli. Gdy rozmawiamy i ja wykładam jakiś problem, to jej reakcje są w stylu: "Yhhmm, mmmm, no raczej, tak". A gdy ją coś zachwyci to mówi "no mega". Pełna ekspresja, co?;)
Gdy mówię jej że mi się podoba, ładnie wygląda albo kupię jej jakiś drobiazg, gdy w ogóle staram się być miły, to ona reaguje w specyficzny sposób, jest to jakaś mieszanka niedowierzania z nutą obrócenia wszystkiego w żart.
Gdy idziemy plaża ja schylam się po muszlę, ona się dziwi. Ja wrzucam monety do fontann itp. A ona wręcz krzyczy co ja robię.
Zaczyna mnie to wszystko uwierać, bo jak uwierzyć w miłość, gdy nie ma czułości, tych drobnych gestów? Dotarło do mnie, że jestem w związku z robotem. Owszem, w kinie gdy się wystraszy to wczepia się we mnie pazurami jak koala (podobnie reaguje jeszcze w pewnych okolicznościach;), ale na tym koniec podobieństw do żywej istoty. To wygląda może jakbym żartował, ale naprawde jestem trochę podłamany. Miał ktoś z was podobny problem? Co robić? Poradźcie coś...