grzeczna_dziewczynka15
25.12.13, 14:17
Jakie macie do spóźniania się podejście?
Uważacie, że to wyraz braku poszanowania drugiego człowieka?
Bo ja mam do czasu podejście może nie południowe, ale południowawe. Staram się być na czas, ale zawsze się trochę spóźniam. Mam tą dziwną przypadłość, niczym bohater opowiadania Kereta (chyba, "O kierowcy, który chciał być Panem Bogiem), że zawsze spóźniam się 10 min. (Czasem dosłowne 10 min - np. do pracy, a czasem metaforyczne - np. robię rzeczy później niż inni ludzie - np. długo studiowałam, zanim uzyskałam jakikolwiek dyplom itd., albo przegapiam termin składania wniosów o coś interesującego o 2 dni - ten klimat;>)
Lubię ludzi, którzy się trochę spóźniają. Nie mówię o przyjściu 12 godz później, jak moja jedna kumpela niegdyś uczyniła - umówiła się na spotkanie z chłopakiem o 12.00 rano, a przyszła o 12.00 w nocy. Chłopak nie narzekał, bo i tak był wtedy w domu. I bardzo ją kochał. Ale pół godziny opóźnienia-40 min, na spotkania totalnie towarzyskie koło godz. nie jest oznaką braku szacunku, ale uznaję godziny za umowne. (I wiem, że wiele ludzi tak na to patrzy). Staram się być na czas, jeśli wiem, że komuś strasznie na punktualności zależy, ale generalnie sfokusowanie się na punktualności, "bo tak się umówiliśmy", męczy mnie niezmiernie.