Dodaj do ulubionych

Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć na...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 22:06
...żonę.Od tego czasu to już nawet nie to że nie chcę seksu po prostu wogóle
jak na nią patrzę to mnie obrzydzenie bierze i wszystko mi się przypomina.
Niedobrze mi.To się nazywa cud narodzin a to syf i malaria.To ona mnie do tego
namawiała no i rodzinka.Nikomu nie życzę i ostrzegam.A teraz chyba sobie
kochanki poszukam bo nawet jak leżę koło niej to mnie brzydzi.Najchętniej bym
się przeniósł do innego łóżka ale nie mogę jej tego wytłumaczyć bo i tak nie
zrozumie.
Obserwuj wątek
    • Gość: Max Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.mad.east.verizon.net 17.08.04, 22:12
      Dombasie ja asystowalem dwa razy i zona nadal na mnie dziala jak zadna inna:-)
      Jest po prosty smaczna:-)
    • she_chameleon Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 17.08.04, 22:23
      To musiałbyć dla Ciebie duży szok. Poniekąd jestem w stanie Cię zrozumieć, ale
      może daj sobie trochę czasu i narazie skoncentruj się na dziecku, a nie na
      żonie. To pewnie przejdzie. Dawno rodziła?
      • bez_loginu4 byl juz identyczny watek n/txt 17.08.04, 22:26

    • Gość: Anielka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 22:31
      WOW!!! CO ZA MIĘCZAK I ZŁAMAS Z CIEBIE!!! ŻAL MI TWOJEJ ŻONY I DZIECKA!!!ONA CO
      DOPIERO URODZIŁA A TY "OBRZYDZENIA DOZNAŁEŚ" PANIENKO I KOCHANKI MOŻE BY
      POTRZEBOWAŁ...ZŁAMAS..ZŁAMAS...I JESZCZE RAZ ZŁAMAS...NIE PŁODŹ JUŻ WIĘCEJ
      DZIECI...
      • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 22:35
        Gość portalu: Anielka napisał(a):

        > WOW!!! CO ZA MIĘCZAK I ZŁAMAS Z CIEBIE!!!ŻAL MI TWOJEJ ŻONY I DZIECKA!!!ONA CO
        > DOPIERO URODZIŁA A TY "OBRZYDZENIA DOZNAŁEŚ" PANIENKO I KOCHANKI MOŻE BY
        > POTRZEBOWAŁ...ZŁAMAS..ZŁAMAS...I JESZCZE RAZ ZŁAMAS...NIE PŁODŹ JUŻ WIĘCEJ
        > DZIECI...


        Nie drzyj mordy tym bardziej jak nic nie masz do powiedzenia.
        • Gość: Ewelka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 195.114.160.* 18.08.04, 09:44
          > Nie drzyj mordy tym bardziej jak nic nie masz do powiedzenia.

          i tak nic Ci nie pomoże, jesteś złamas.szkoda, że Twoja matka jak Cię zobaczyła
          po porodzie obrzydzenia nie doznała, bo jedengo złamasa mniej by było...
          • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 11:07
            Gość portalu: Ewelka napisał(a):


            > i tak nic Ci nie pomoże, jesteś złamas.szkoda, że Twoja matka jak Cię
            zobaczyła
            > po porodzie obrzydzenia nie doznała, bo jedengo złamasa mniej by było...



            Idź pokaż swojej mamusi co wypisujesz niech zobaczy jaką hołote wypuściła.
        • Gość: Ala Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.kghm.pl 23.08.04, 10:00
          TY KOLEGO ZASTANOW SIE CZY TY W OGOLE JE KOCHASZ??? TRZEBA WSPOLCZUC TYM
          KOBIETOM ZA KTOS TAKI JAK TY NAZYWA SIE "MAZ" I "OJCIEC". Znikaj z ich zycia
          jak najszybciej bo chyba szkoda zeby taki mieczak zajmowal sie rodzina !!!
      • ruda_szczurka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 17.08.04, 22:35
        a dlaczego? wlasnie faceci sa od plodzenia a kobiety od rodzenia. cala ta moda
        na wspolne porody to dla mnie jakies nieporozumienie.... nie ma nic pieknego we
        wrzeszczacej kobiecie, z rozwalonymi nogami i syfem wylewajacym sie z niej...
        niedlugo pewnie nastanie moda na wspolne uzytkowanie ubikacji...
        • glonik Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 17.08.04, 22:48
          ruda_szczurka napisała:


          > niedlugo pewnie nastanie moda na wspolne uzytkowanie ubikacji...


          Dawno, dawno temu. Wtedy to było woj. kieleckie, a ja byłam na tzw. obozie
          wędrownym.
          I, wystaw sobie, w kibelku typu "sławojka" był zestaw: dwa otwory obok siebie.
          Szok. A teraz myślę, czy to aby nie była pierwsza próba tolerancji i akceptacji
          własnej i cudzej fizjologii ;-).
          Pozostaję z wieloletnim zadziwieniem......hyyyyyyyy.......
          • ruda_szczurka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 10:16
            heheh..
            już widze młodą parę w tej "sławojce" trzymającą się za rączki ;))
            a on do niej : " przyj kochanieee, przyjjjj" :P
        • sakada ruda... 17.08.04, 23:52
          "nie ma nic pieknego we
          wrzeszczacej kobiecie, z rozwalonymi nogami i syfem wylewajacym sie z niej..."

          No nieźle... A ty rudy szczurze zapewne nie miałaś nigdy nic wspólnego z porodem - jak mniemam. To po jaką cholerę mordeczkę rozdziawiasz pytam?
          Aż mnie nosi jak takie komentarze czytam. Wstydź się mendo.
          • Gość: Dombas Re: ruda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:55
            sakada napisała:

            > Aż mnie nosi jak takie komentarze czytam. Wstydź się mendo.


            Sama sobie wystawiasz świadectwo.No comments.
            • sakada Re: ruda... 18.08.04, 00:20
              Niezmiernie mi przykro, że tak cię uraziłam swoim komentarzem.

              ... A tak serio - jak mi babka wypisuje, że poród to: "wylewanie z siebie jakiegoś syfu" - to wybacz. Innych słów nie znajduję. Świadectwo sobie wystawiam...? Być może. Ale ani ty, ani ona nie macie pojęcia o czym mówicie, więc bądź tak dobry i mnie nie pouczaj.
              • Gość: Dombas Re: ruda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:29
                sakada napisała:



                > Ale ani ty, ani ona nie macie pojęcia o czym mówicie, więc bądź tak
                > dobry i mnie nie pouczaj.


                Nie ja mam doskonałe pojęcie.Rozumiem że uważasz że ty wszystko wiesz najlepiej
                a inni to nic.Tak by wynikało z tego krótkiego stwierdzenia nie popartego
                niestety(a jakże by inaczej) żadną argumentacją."Nie macie pojęcia o czym
                mówicie" tak to się wyraża mó 7-letni chrześniak ale jemu to uchodzi no bo w
                sumie ma tylko 7 lat.Sama się obwołałaś guru czy ktoś cię mianował?Oczywiście
                takie coś to jest w sumie typowa ludzka cecha(raczej niepiękna) wiesz wielu
                debili twierdzi że wyłącznie oni mają rację i ich punkt widzenia jest jedynie
                słuszny.Z zasady im większy kretyn tym więcej u niego takich cech.


                • sakada Re: ruda... 18.08.04, 00:37
                  Nie wiesz mój chłopcze czym jest poród, bo takowego nie doświadczyłeś. I nie syp mi tutaj cieńkawymi porównaniami.
                  To, że akurat byłeś świadkiem... tym większy twój dramat jak z postu wynoszę.
                  Powtarzam: "Nie masz pojęcia". Bo nie masz i nigdy nie będziesz miał, co przy minimum inteligencji sam powinieneś zrozumieć.
                  • Gość: Dombas Re: ruda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:41
                    sakada napisała:

                    > Nie wiesz mój chłopcze czym jest poród, bo takowego nie doświadczyłeś. I nie
                    sy
                    > p mi tutaj cieńkawymi porównaniami.
                    > To, że akurat byłeś świadkiem... tym większy twój dramat jak z postu wynoszę.
                    > Powtarzam: "Nie masz pojęcia". Bo nie masz i nigdy nie będziesz miał, co przy
                    m
                    > inimum inteligencji sam powinieneś zrozumieć.



                    Aha nie masz bo nie masz,nie bo nie i protekcjonalnie chłopcze.Ten mój 7-letni
                    chrześniak to jednak wyższy poziom niż twój.I wiesz sam fakt urodzenia dziecka
                    to nie jest nic nadzwyczajnego.Każda kobieta to robi od tysięcy lat.
                    • sakada Re: ruda... 18.08.04, 00:44
                      Ale ty - jak wolisz: "mężczyzno" nigdy tego nie tego robiłeś i nigdy robić nie będziesz, choć byś się i dwa tysiące lat starał.
                      • sakada Re: ruda... 18.08.04, 00:46
                        Miało być raz "tego" naturalnie. A kontekst pozostaje ten sam.
                        • Gość: gosc PASUKUDA IP: *.kuzniki.net 18.08.04, 02:55
                          ... az zapytam.. czy szanona pani jest akuszerka? czy moze z Ligi Polskich Rodzin?
                          bo cos mi tak smierdzi... jak wody plodowe...
                          • alpepe Re: PASUKUDA 18.08.04, 07:47
                            nie, ona ma nieco chyba ponad 20 lat i zdaje jej się, ze jest najmądrzejsza..
                • Gość: wicekanclerz Re: ruda... IP: *.provider.pl / *.provider.pl 24.08.04, 21:45
                  a moze by tak pisac na temat i wyrazac opinie na temat problemu, zamiast obrazac
                  siebie nawzajem? hm?
                  ja osobiscie uwazam, ze jesli chodzi o strone estetyczna porodu, to nic w tym
                  pieknego nie ma. z reszta jest to kwestia gustu. piekne moga byc ewentualnie
                  odczucia w trakcie, albo dopiero po.

                  kiedy uda nam sie juz splodzic potomka (potomke?), moj maz bedzie przy porodzie,
                  ale z pewnascia nie pozwole by zagladal w "jadro wydarzen". po moim trupie.

                  dombas, to co cie gnebi, to nic dobrego, ale niestety spotyka niektorych panow,
                  ktorzy mieli zaszczyt asystowac. i nie mozna cie za to potepic. przykre tylko
                  jest, ze z takim obrzydzeniem wielkim piszesz o zonie (szczerze jej wspolczuje,
                  zwlaszcza, jesli ona cie dalej kocha). zapewniam, ze od tej strony ZADNA kobieta
                  nie wyglada podczas porodu atrakcyjnie...

                  moze warto pogadac z psychologiem? to ponoc pomaga
                  pozdrawiam

            • maretina tak sie zdarza:( 18.08.04, 08:05
              moj kolega ginekolog w swojej dosc krotkiej jak na razie praktyce lekarskiej
              kilkakrotnie spotykal sie z takim symptomem. o dwoch wie, ze zakonczyly sie
              rozwodami.
              sprobuj walczyc i idz do psychologa ewentualnie seksuologa.
          • ruda_szczurka Re: ruda... 18.08.04, 10:22
            sakada napisała:

            > "nie ma nic pieknego we
            > wrzeszczacej kobiecie, z rozwalonymi nogami i syfem wylewajacym sie z niej..."
            >
            > No nieźle... A ty rudy szczurze zapewne nie miałaś nigdy nic wspólnego z
            porode
            > m - jak mniemam. To po jaką cholerę mordeczkę rozdziawiasz pytam?
            > Aż mnie nosi jak takie komentarze czytam. Wstydź się mendo.


            rozumiem, ze rodziłaś z nożką na nożkę zalożoną jak na damę przystało a zamiast
            wod plodowych, krwi i innych atrakcji fizjologicznych ciekło z ciebie Chanel
            no5. Zapewne przez cały czas miałaś też nienaganny makeup i boską koafiurę. No
            coż ja tak nie potrafie, strasznie sie wstydze... ;))) Torbo ;P
            • Gość: Kobieta Re: ruda... IP: *.torun.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 18:02
              Zal mi Ciebie, z pewnoscia jestes jedna z cukierkowych panienek, ktore zawsze
              musza miec idealna fryzure i perfekcyjny makijaz. Tak sie sklada ze do poczecia
              dziecka potrzeba 2 osob a jego narodziny pomimo "syfu" potrafia byc piekne.
              Moze kiedys zrozumiesz na czym polega to piekno. Tobie drogi Dombasie
              serdecznie wspolczuje, niestety nie dojrzales emocjonalnie do posiadania
              dziecka, moze popatrz na to oczami swojej zony, w koncu to ona meczyla sie
              przez (przypuszczalnie) kilkanascie godzin, a Ty biedaku musiales stac i
              patrzec na jej plyny fizjologiczne... Szkoda ze nie ma mozliwosci zamiany rol,
              ciekawe jak bys sie czul gdyby to ona teraz szukala kochanka, bo nie moglaby na
              Ciebie patrzec? Radze odwiedzic psychologa, pozdrawiam i zycze wiecej
              dojrzalosci.
              Kobieta
              • ruda_szczurka Re: ruda... 29.08.04, 23:27
                Gość portalu: Kobieta napisał(a):

                > Zal mi Ciebie,
                zupełnie niepotrzebnie.


                z pewnoscia jestes jedna z cukierkowych panienek, ktore zawsze
                > musza miec idealna fryzure i perfekcyjny makijaz.
                jakze sie mozna pomylic...

                >Tak sie sklada ze do poczeciadziecka potrzeba 2 osob
                poważnie?


                >a jego narodziny pomimo "syfu" potrafia byc piekne.
                Owszem. fakt narodzin moze byc piekny - sam porod nie. Nie dla mnie.

                > Moze kiedys zrozumiesz na czym polega to piekno.
                Watpie abym na ten temat mogla pojac wiecej niz dotychczas
        • Gość: lily Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.08.04, 11:02
          Szkoda, że Ciebie nie sprzątneli jak się wylałaś syfie.
      • she_chameleon Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 17.08.04, 22:41
        Kobieto, wyluzuj i przestań wrzeszczeć. Być może nie zdajesz sobie sprawy, że
        poród nie nalezy do najbardziej estetycznych przeżyć i jest równie stresujący
        dla faceta, co dla kobiety (chociaż w inny sposób). Chłopak miał prawo przeżyć
        szok, zwłaszcza jeśli został zmuszony do asystowania.
        I co ma do tego płodzenie dzieci? Czy on napisał, że ma coś do dziecka?
        • mijaczek Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 24.08.04, 04:35
          she_chameleon napisała:

          > Kobieto, wyluzuj i przestań wrzeszczeć. Być może nie zdajesz sobie sprawy, że
          > poród nie nalezy do najbardziej estetycznych przeżyć i jest równie stresujący
          > dla faceta, co dla kobiety (chociaż w inny sposób).

          A przepraszam, ze sie tak wtrace... Czy koledze autorowi wydawalo sie, ze idzie
          na zabieg manicure, czy moze jednak zdazyl go ktos przelotem uprzedzic, ze
          bedzie asystowal przy porodzie?
          Do autora - Gdybym to ja byla w sytuacji Twojej zony umarlabym chyba z zalu,
          ze trafilam na takiego kolesia jak ty.
          Nie wiem ile masz lat, ale cos mi mowi, ze jestes meska wersja tych, co "bulke
          przez bibulke, a chu.a cala reka".
          Homo sum et nihil humanum a me alienum esse puto
          Mia

          Chłopak miał prawo przeżyć
          > szok, zwłaszcza jeśli został zmuszony do asystowania.
          > I co ma do tego płodzenie dzieci? Czy on napisał, że ma coś do dziecka?
    • triss_merigold6 Potwierdzam, był niemal identyczny tekst. n/tx. 17.08.04, 22:40
      • Gość: Dombas Re: Potwierdzam, był niemal identyczny tekst. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 22:43
        To mi go pokaż.Nie musisz wierzyć ale ja tu nie przepisuje cudzych tekstów.
        • triss_merigold6 Re: Potwierdzam, był niemal identyczny tekst. n/t 17.08.04, 23:12
          Coś się nie chce wkleić ale podam namiar:
          Plik zarchiwizowany, wątek Roberta z 9.02.2004, tytuł "Nie bierzcie mężów na
          porodówki". Była b. długa dyskusja.
          • Gość: Dombas Re: Potwierdzam, był niemal identyczny tekst. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:16
            triss_merigold6 napisała:

            > Coś się nie chce wkleić ale podam namiar:


            Bez ściemy,niby czemu toż to prosta rzecz.


            > Plik zarchiwizowany, wątek Roberta z 9.02.2004, tytuł "Nie bierzcie mężów na
            > porodówki". Była b. długa dyskusja.


            Ale wyszukiwarka na takie coś milczy.Jak masz to powiedz chociaż ile postów
            tam jest.Może znajdę szukają od "liczby wypowiedzi".
            • triss_merigold6 Re: Potwierdzam, był niemal identyczny tekst. n/t 17.08.04, 23:35
              Tam jest ponad 250 postów. Szukałam przez "poród" w treści i znalazłam po
              wypowiedziach.
    • mamamarka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 17.08.04, 22:45
      Ludzie a kto komu każe zaglądać kobiecie między nogi???????? Kobiecie jest
      potrzebny facet, żeby go potrzymać za rękę a nie żeby wkładał łeb gdzie nie
      trzeba...
      • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 17.08.04, 23:13
        właśnie, człowieku, gdzieś ty się pchał i po co?

        No i co ma do tego kochanka? Widać że co innego chodzi Ci po głowie, a poród to
        tylko jeszcze jeden pretekst.
        • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:19
          Gość portalu: zołza napisał(a):

          > właśnie, człowieku, gdzieś ty się pchał i po co?
          > No i co ma do tego kochanka? Widać że co innego chodzi Ci po głowie,a poród to
          > tylko jeszcze jeden pretekst.


          Jaki pretekst?Mnie są preteksty niepotrzebne bo do czego niby.Raczej konieczność
          to będzie na dłuższą metę.A pchałem a w zasadzie nie pchałem ale oczywiście że
          niepotrzebnie.Dlatego ostrzegam innych.
          • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 09:14
            Wiesz co, Ty po prostu masz problem z oddzielaniem sytuacji, które każdemu
            człowiekowi są przypisane, tak jak seks, porody, okres, czynności fizjologiczne.
            Każdy z nas wszystkie wyżej wymienione robi, ale normalnie to mu się nie miesza
            i w sytuacji, kiedy jest podniecony i chce uprawiać seks, nie będzie
            przypominał sobie porodu, niezależnie od tego, jak źle by mu się to kojarzyło.
            Jeśli masz problemy z fizjologią ludzką, to i kochanka Ci nie pomoże. Co
            będzie, jak sobie ją wyobrazisz podczas okresu?

            • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 11:11
              > Wiesz co, Ty po prostu masz problem z oddzielaniem sytuacji, które każdemu
              > człowiekowi są przypisane, tak jak seks, porody, okres, czynności
              > fizjologiczne



              Ooo pani profesor wydała diagnozę.Często sobie obserwujesz partnera przy
              czynnościach fizjologicznych?I dokładnie?I długo?
              • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 10:01
                Obserwowałam siebie przy porodzie aż trzy razy :-). Nie czuję do siebie
                obrzydzenia dlatego, że się ze mnie wylewała fizjologia. Jeśli jej nie
                zaakceptujesz, to będziesz miał problem do końca życia, a Twoja żona jeszcze
                wiele razy będzie Ci się wydawała obrzydliwa. Wystarczy, że zje coś paskudnego
                i będzie musiała to zwymiotować. Taka jest prawda.
                And btw., nie musisz się silić na ironię, chyba że wyłącznie to miałeś na celu,
                zakładając ten wątek.
    • Gość: Martin Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 22:54
      Serio Facet ale chyba jaj ci trochę brak, ja byłem przy porodzie mojej żony i
      kocham ją coraz bardziej m.in. za to jak cierpiała rodząc mi syna. Kiedy
      wreszcie staliśmy się rodziną nawet przez sekundę nie pommyślałem o kimś innym
      a ty tu wyskakujesz z kochanką!!!jesteś niewiele wart jako facet, a żony to ty
      chyba nie kochasz, noi do kobiety mówić zamknij mordę? widać tu twój poziom-
      niski
      • Gość: Krisza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:20
        No wiesz laska mu ubliżała miał prawo się wkurzyć...To że ty jesteś szczęśliwy -
        gratuluje:)-nie oznacza że tak muszą się czuć wszyscy.
        Wspólny poród to wielka sprawa. Lekarze od lat ostrzegają, że nie każdy może
        wziąć w tym udział. Facet może zostać nawet impotentem taki może to być dla
        niego szok...Tak więc oszczędzcie sobie komentarze typu złamas, czy bez jaj, bo
        to o was też dobrze nie świadczy.
        A Koledze, który ma obrzydzenie do żony, proponuje wizytę do psychologa, bo sam
        może sobie z tym nie poradzić. Pozdr
        • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:24
          Gość portalu: Krisza napisał(a):


          > A Koledze, który ma obrzydzenie do żony, proponuje wizytę do psychologa,bo sam
          > może sobie z tym nie poradzić. Pozdr


          Myślałem w sumie o tym.Ale psychologów to ja znam głównie z telewizji.Jak słyszę
          jakie głupoty pieprzą to wątpię by takie coś mogło pomóc.Pzdr.
          • Gość: felietonista Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.intranet / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 07:34
            Wygodniej wziąć kochankę...
          • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 09:32
            Jesteś skrajnie zasugerowany. Nie masz własnego zdania? To co widzisz w TV, to
            dla Ciebie ostatnia instancja? W takim razie pewnie nie chodzisz do lekarzy (bo
            telewizja pokazała kilku, co spartaczyli robotę), jak będziesz miał zawał, nie
            wezwiesz karetki (bo wiadomo co się w tym pogotowiu wyprawia), a jak będziesz
            miał problemy, to nie pójdziesz do psychologa, bo to banda idiotów i na dodatek
            pedofilów?

            Rany, może zacznij od drugiej strony. Umów się z psychologiem i sam się
            przekonaj, czy coś Ci to da. Forum to nienajlepsze miejsce do analizowania, co
            Cię boli.
          • iwles Re: To czemu nie wyszedłeś w trakcie porodu? 24.08.04, 23:30
            Przecież mogłeś wyjść w kulminacyjnym momencie, nie byłeś przywiązany...
            Na pewno łatwiej bys się z tego wytłumaczył, niż teraz powiedział żonie:
            brzydze się tobą...
            A może chcesz ją w ten sposób ukarac, że "zmusiła" cię do uczestniczenia w
            czymś w czym nie chciałeś?
      • Gość: mila Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.icpnet.pl 17.08.04, 23:26
        Właśnie. FGacet jest jakiś słaby psychicznie i zakompleksiony. Nie wspominając
        już o jego poziomie.
        • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:32
          Gość portalu: mila napisał(a):

          > Właśnie. FGacet jest jakiś słaby psychicznie i zakompleksiony. Nie
          wspominając
          > już o jego poziomie.


          Następna mundra,gówno ma do powiedzenia.Żenujące....
          • Gość: mila Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.icpnet.pl 18.08.04, 00:08
            wiesz co? Żenujący jest sposób w jaki się wypowiadasz. Popracuj nad stylem.
            • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:12
              Gość portalu: mila napisał(a):

              > wiesz co? Żenujący jest sposób w jaki się wypowiadasz. Popracuj nad stylem.


              Serio?Ale styl tu jest najmniej ważny akurat.Nie o to chodzi.Nie obchodzi mnie
              styl w tym momencie.Ciekawe jak ty się zachowujesz gdy masz problem?Rozumiem
              że styl jest na pierwszym miejscu.
              • Gość: mila Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.icpnet.pl 18.08.04, 00:18
                Nie, nie jest najważniejszy. Ale piszesz na forum, Twoje teksty czytają inni
                ludzie, nie powinieneś ich obrażać, to jakieś takie nie na poziomie.
                Gdy mam problem staram się zachowywać z godnością.
                Idź już spać.
                • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:21
                  Gość portalu: mila napisał(a):

                  > Nie, nie jest najważniejszy. Ale piszesz na forum, Twoje teksty czytają inni
                  > ludzie, nie powinieneś ich obrażać, to jakieś takie nie na poziomie.
                  > Gdy mam problem staram się zachowywać z godnością.


                  Jesteś hipokrytką paniusiu.Obrazić mogłem tylko tych którzy pierwsi mnie
                  obrazili nie inaczej.Jak nie wierzysz to poczytaj raz jeszcze.Czytać chyba
                  umiesz nie?choć biorąc pod uwagę twoje nieadekwatne wpisy nie jest to takie
                  oczywiste.
                  • Gość: mila Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.icpnet.pl 18.08.04, 00:27
                    Obrazić mogłem tylko tych którzy pierwsi mnie obrazili nie inaczej

                    LOL nizłą masz filozofię życia panie Hammurabi:))
                    Sorry ale nie mam już ochoty ani siły z Tobą dyskutować. Dobranoc, pchły na noc.
                    • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:32
                      Gość portalu: mila napisał(a):

                      > Obrazić mogłem tylko tych którzy pierwsi mnie obrazili nie inaczej
                      > LOL nizłą masz filozofię życia panie Hammurabi:))
                      > Sorry ale nie mam już ochoty ani siły z Tobą dyskutować. Dobranoc, pchły na
                      noc


                      A było inaczej?To może przykład?Wiem że nie masz ochoty dyskutować bo w
                      dyskusji ludzie posługują się argumentami.Bardzo dobrze że nie będzie cię już w
                      moim wątku.Nic tu nie wniosłaś i nic logicznego nie masz do powiedzenia.
                      Tylko byś się miotała w swoich nieprawdziwych,niczym nie popartych
                      stwierdzeniach.
                      • Gość: FasOlka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.dyn.optonline.net 18.08.04, 00:45
                        Tak, Twoje argumenty sa za to powalajace i wnosisz oczywiscie wiele
                        blyskotliwych uwag do SWOJEGO watku. Jezeli watek jest tylko i wylacznie Twoj,
                        to moze sobie go rozwijaj w folderze "my documents" albo wgrywaj na floppy.
                        Skoro natomiast umiesciles go na publicznym forum, to powinienes sie liczyc z
                        roznymi reakcjami i opiniami na swoj temat. Poza tym dyskusja nie polega na
                        tym, ze obrzucasz innych epitetami. Zacznij wiec od siebie, a pozniej zwracaj
                        uwage innym dookola.
                        Co do tematu. Rozumiem, ze mozesz byc w szoku, ale jesli nie jestes w stanie
                        sobie z tym poradzic, powinienes zglosic sie do psychologa/seksuologa. Sa oni
                        wlasnie po to, zeby pomagac m.in. takim osobom jak Ty. Nie opowiadaj wiec na
                        forum jak sie brzydzisz swojej zony, ktora urodzila Wasze dziecko, bo terapeuty
                        tu nie znajdziesz.
                        Cheers
                        • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:52
                          Gość portalu: FasOlka napisał(a):


                          > Poza tym dyskusja nie polega na
                          > tym, ze obrzucasz innych epitetami. Zacznij wiec od siebie, a pozniej zwracaj
                          > uwage innym dookola.


                          Następna kretynka-hipokrytka.Powtórzę jeśli już obrzuciłem to tylko tych którzy
                          pierwsi obrzucili mnie,nie inaczej.Jesteś całkowicie nielogiczna.Nawet mi cię
                          żal z tego powodu ale cóż siebie już nie przeskoczysz.
                          • Gość: FasOlka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.dyn.optonline.net 18.08.04, 00:58
                            Nie przypominam sobie, zebym w jakikolwiek sposob Cie obrazila. Czy wiesz co
                            znaczy slowo hipokryzja, bo szafujesz nim na prawo i lewo.
                            Poza tym dziecko, daj juz spokoj, przestan sie wywnetrzniac, idz spac i daj
                            ludziom zyc.
                            Jak juz pisalam, kazdy ma prawo do wlasnej opinii. Szczegolnie na publicznym,
                            ogolnie dostepnym forum.
                            Cheers
                          • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 09:24
                            Ja nie rozumiem, dlaczego odczuwasz taką potrzebę obrzucania błotem tych,
                            którzy Ciebie obrzucili. Jeśli zależy Ci na rozwiązaniu problemu i uzyskaniu
                            rad w temacie, to skup się na tych wypowiedziach, które coś wnoszą. Bo tak to
                            dyskusja schodzi na boczny tor.
                      • borsuczyca Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 04:06
                        dombas, poświadczam:), niejaka przemiła osoba płci żeńskiej, nicka nie
                        pamiętam, obraziła najpierw rudą szczurkę nazywając ją mendą, potem Ciebie już
                        mniej drastycznie, swoją drogą słowem silna kobiecina, ciekawe czy jest taka
                        odważna w realu:) byłam przy wielu porodach, dla mnie to jest piękne i
                        wzruszające, ale rozumiem, że może być inaczej, spróbuj z tymi psychologami,
                        wiesz z nimi to różnie bywa, jak z ludźmi, są dobrzy psychlodzy, przeciętni i
                        beznadziejni, powodzenia, może jeszcze się otrząśniesz, to jest dość typowa
                        reakcja na szok:))
              • ewakiertowicz Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 25.08.04, 22:58
                nie zwracaj uwagi na styl ktos ma problem i juz, nie trzeba wg mnie
                bagatelizowac sprawy , ja nie wiem czy sie zdecuduje na udzial mojego faceta
                przy porodzie, ale moze jestem niedojrzala , poza tym chyba za duze ryzyko,
                gdybym wiedziala napewno zawczasu ze nie bedzie to mialo na niego negatywnego
                wplywu i ze to nas wzmocni, problem ze nigdy sie nie wie, ja bym kochala dalej
                jKBYM widziala jak jemu np. wycinaja wyrostek ale ja siebie znam najlepiej,
                nie ma co zakrzykiwac mezczyzn twierdzeniami typu "jestes niedojrzaly", poza
                tym czasem mam wrazenie ze w tych wspolnych porodach to kazdy chce byc taki
                prorodzinny i poprawny a prawda gdzie umyka, faceci co naprawde po tym
                myslicie? ja gdybym rodzila to bym nie chciala byc na miejscu osoby ktora na to
                patrzy jakis facet kiedys powiedzial, ze potem by sie czul jak zapalka w
                tunelu, moze to za duzy skrot myslowy i niepowanze podjescie do tematu ale
                trzeba brac pod uwage ludzka psychike
    • Gość: Nelka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:32
      To przynajmniej widziałeś, co jej zrobiłeś. A myślałeś naiwnie, że z wsadzania
      i wyjmowania niosą same przyjemności??

      Współczuję Twej żonie, że ma męża niedorajdę. Dosyć, że egoistę i mięczaka
      całkowicie pozbawionego asertywności, to jeszcze infantylnego dwulicowca
      wypowiadajacego się w tak nieokrzesany i wulgarny sposób o matce swego dziecka.
      Obrzydzenie to powinieneś czuć... do siebie,
      • Gość: Dombas Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:36
        Gość portalu: Nelka napisał(a):


        > Współczuję Twej żonie, że ma męża niedorajdę. Dosyć, że egoistę i mięczaka
        > całkowicie pozbawionego asertywności, to jeszcze infantylnego dwulicowca
        > wypowiadajacego się w tak nieokrzesany i wulgarny sposób o matce swego
        > dziecka.
        >


        Możesz podać przykład w jaki cyt.nieokrzesany i wulgarny sposób wypowiedziałem
        się o matce mojego dziecka?Pytanie retoryczne.Wiem że nie możesz bo takich
        tekstów nie bylo durna krowo.Przyznaj się sama przed sobą ze jesteś idiotką
        albo podaj te przykłady.

        • Gość: Nelka Proszę bardzo, nędzna imitacjo mężczyzny: IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:41
          jak na nią patrzę to mnie obrzydzenie bierze.
          Niedobrze mi.
          A teraz chyba sobie kochanki poszukam bo nawet jak leżę koło niej to mnie
          brzydzi.
          Najchętniej bym
          się przeniósł do innego łóżka ale nie mogę jej tego wytłumaczyć bo i tak nie
          zrozumie.



          Pewnie byłaby wniebowzięta i zachwycona, gdyby przeczytała Twe słowa. Wcale nie
          zraniłoby to jej uczuć i dziękowałaby Ci za delikatne naświetlenie problemu
          jaki Cię gnębi.
          • Gość: Max Daj mu spokój. IP: *.dyn.optonline.net 18.08.04, 00:06
            On czuje to co czuje i wcale nie świadczy to o nim ani dobrze ani źle. Napisał
            post bo naprawdę ma problem i to poważny. Może to powinno być ostrzeżeniem dla
            kobiet które zmuszaj do tego swoich facetów.
            • nenoofar Re: Daj mu spokój. 24.08.04, 20:35
              Pomoc żonie przy porodzie może być pięknym przeżyciem dla faceta, ale
              nakłanianie go do tego wbrew jego woli czy to w imię swoich potrzeb, czy nawet
              mody może się skończyć się widzimy właśnie jak.I potępianie reakcji autora nic
              tu nie zmieni.Ja bym jednak radziła zastanowić się nad tą kochanką.Bo kochanka
              teoretycznie też może zajść w ciążę. I co wtedy?
            • ewakiertowicz Re: Daj mu spokój. 25.08.04, 23:01
              swiete slowa, ja cenie autora wypowiedzi za szczerosc i odwage, mimo ze
              poniekad uwazam sie za feministke
    • Gość: krisza Re: Do Nelki i mili i całej reszty... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:41
      Rany odpuście chłopakowi...skąd wiecie co on czuje? Przecież On też
      cierpi...nikt by chyba nie chciał mieć obrzydzenia do własnej żony. Jak juz
      pisałam wspólny poród może coś takiego spowodować i nie ma co się na chłopaka
      wydzierać tylko mu coś doradzić..
      Dombas idź do psychologa, albo jeszcze lepiej seksuologa, w końcu po to oni są
      i wiesz mi nie tylko Ty masz taki problem. Kochankę stanowczo odradzam. Z
      problemami trzeba sobie radzić a nie od nich uciekać. pozdrawiam
      • Gość: Nelka Re: Do Nelki i mili i całej reszty... IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:44
        Facet z wątku "nie bierzcie mężów na porodówki" przedstawił sytuację jasno, nie
        uwłaczając swojej żonie. Widać było, że ją kocha i zależy mu na ich szczęściu.

        A ten tutaj to tchórz i niedorajda.
        • Gość: krisza Re: Do Nelki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.08.04, 23:54
          Wiesz nie każdy potrafi pięknie pisać, niektórzy faceci tacy są, że wstydzą się
          pisać o swoich uczuciach i emocjach i używają przez to często niefortunnych
          wyrażeń...ale to nie znaczy że też nie cierpią. Obrzucanie kogoś błotem nic nie
          pomoże...
          • Gość: Nelka Może trochę otrzeźwi kubeł zimnych pomyj. IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:10
            Przestanie patrzeć na swoje zbeszczeszczone poczucie estetyki, zacznie
            dostrzegać w swej żonie coś więcej niż wielką dziurę między nogami. Choć wątpię
            w to bardzo.

            Gdyby żona (odpukać) została sparaliżowana i robiła pod siebie, zapewne oddałby
            ją do Domu Pomocy, bo brzydziłby się jej dotknąć, estecik.

            I już nie chodzi o to, że czuje obrzydzenie (rozumiem facetów, którzy mogą czuć
            się nieco "niekomfortowo" przy porodzie), ale krytykuję go za takie a nie inne
            pisanie o swej żonie, matce swego dziecka, za nieasertywność, tchórzostwo i
            nieodpowiedzialność ("poszukam sobie kochanki"). A Twoim zdaniem należy się mu
            pogłaskanie po główce?
            • Gość: Dombas Re: Może trochę otrzeźwi kubeł zimnych pomyj. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:13
              Gość portalu: Nelka napisał(a):

              > Przestanie patrzeć na swoje zbeszczeszczone poczucie estetyki, zacznie
              > dostrzegać w swej żonie coś więcej niż wielką dziurę między nogami. Choć
              wątpię
              >
              > w to bardzo.
              >
              > Gdyby żona (odpukać) została sparaliżowana i robiła pod siebie, zapewne
              oddałby
              >
              > ją do Domu Pomocy, bo brzydziłby się jej dotknąć, estecik.
              >
              > I już nie chodzi o to, że czuje obrzydzenie (rozumiem facetów, którzy mogą
              czuć
              >
              > się nieco "niekomfortowo" przy porodzie), ale krytykuję go za takie a nie
              inne
              > pisanie o swej żonie, matce swego dziecka, za nieasertywność, tchórzostwo i
              > nieodpowiedzialność ("poszukam sobie kochanki"). A Twoim zdaniem należy się
              mu
              > pogłaskanie po główce?



              Bredzisz idiotko a najśmieszniejsza z tego jest ta twoja "nieasertywność".
              Boki zrywać.
              • Gość: Nelka Tak, rozbijaj rodzinę... IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:20
                I taplaj się we własnym chlewiku niemocy życiowej. Zbieraj pochwały za
                tchórzostwo i egoizm. Uciekaj przed problemami zamiast stawiać im czoła. Życzę
                powodzenia nieokrzesany głupcze i nowego, bardziej udanego męża Twojej żonie.

                Pozdrawiam serdecznie.
                • aankaa Re: Tak, rozbijaj rodzinę... 18.08.04, 00:30
                  Gość portalu: Nelka napisał(a):

                  > I taplaj się we własnym chlewiku niemocy życiowej. Zbieraj pochwały za
                  > tchórzostwo i egoizm. Uciekaj przed problemami zamiast stawiać im czoła.
                  Życzę
                  > powodzenia nieokrzesany głupcze i nowego, bardziej udanego męża Twojej żonie.
                  >
                  > Pozdrawiam serdecznie.

                  no to pojechałaś ...
                • Gość: Dombas Re: Tak, rozbijaj rodzinę... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:34
                  Gość portalu: Nelka napisał(a):

                  > I taplaj się we własnym chlewiku niemocy życiowej. Zbieraj pochwały za
                  > tchórzostwo i egoizm. Uciekaj przed problemami zamiast stawiać im czoła.
                  Życzę
                  > powodzenia nieokrzesany głupcze i nowego, bardziej udanego męża Twojej żonie.


                  Boszee co za idiotyzmy i komunały hahaha "Uciekaj przed problemami zamiast
                  stawiać im czoła" hahaha masz wogóle cokolwiek do powiedzenia tak od siebie?
                  Widać że nic.
                  • Gość: felietonista Re: Tak, rozbijaj rodzinę... IP: *.intranet / *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 07:45
                    Ty też jak widać niewiele - w kółko powtzarzasz to samo. Łatwo Co przychodzi
                    nazywanie innych idiotami, a nie myślałeś, że z Tobą też może być coś nie tak?
                • Gość: Annika Re: Tak, rozbijaj rodzinę... IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.08.04, 20:30
                  kobieto, daj sobie spokój, bo naprawdę wygląda, że odreagowujesz na nim jakies
                  inne swoje problemy z facetami
              • Gość: krisza Re: Może trochę otrzeźwi kubeł zimnych pomyj. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:25
                A myślisz że jak go powyzywasz to się nagle nawróci. Nie sądze,że to forum może
                zmienić kogoś system wartości, sposób wypowiadania itp.
                Lepiej dać radę niż wkręcać się w pyskówki. Nie jesteś jego żoną więc się
                ciesz, jego żona mniej się cieszy ale sama go wybrała...proste
            • aankaa Re: Może trochę otrzeźwi kubeł zimnych pomyj. 18.08.04, 00:19
              Gość portalu: Nelka napisał(a):

              > zacznie dostrzegać w swej żonie coś więcej niż wielką dziurę między nogami.

              faktycznie - pomyje, Twoje słowa ...
              btw. przymierzasz się do rodzinnego porodu ?
              • aankaa Re: Może trochę otrzeźwi kubeł zimnych pomyj. 18.08.04, 00:21
                > A myślałeś naiwnie, że z wsadzania i wyjmowania niosą same przyjemności??

                kolejny "dowód" Twojej kobiecej delikatności
                • Gość: Nelka Moja niedelikatność IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:28
                  jest w pełni pod kontrolą. Kiedy trzeba jestem cukierkowym aniołkiem. I NIGDY
                  nie napisałabym o człowieku, którego kocham czegoś takiego jak autor wątku!!!
                  Ba, nie wyobrażam sobie, że można mysleć w ten sposób o kobiecie/mężczyźnie
                  swego życia.
                  • aankaa Re: Moja niedelikatność 18.08.04, 00:32
                    to może poczekajmy co napisze Twój partner po wspólnym porodzie ...
                    • beadah Re: Moja niedelikatność 18.08.04, 23:33
                      Czy nikt tu nie mysli PO Co tam potrzebny jest facet(np. badz przyjaciolka/matka)?
                      To odpowiem- po to by wspierac- fizycznie i psychicznie.
                      Porod dla czlowieka(!) to bardzo ciezka sprawa. Czesto zagrozenie zycia. Kobiety
                      to przezywaja tysiackrotnie wiecej niz panowie. Sama bylam bliska smierci (i
                      smierci dziecka) i moj mezczyzna byl moim wsparciem. Moze by tak panowie
                      zechcieli wspierac kobiete swego zycia w tej jednej z najcziezszych prob, a nie
                      mysleli o seksie i estetyce.
              • Gość: Nelka Mój mąż nie dopuszcza nawet innej możliwości n/t IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:22
                • Gość: Max Re: Mój mąż nie dopuszcza nawet innej możliwości IP: *.dyn.optonline.net 18.08.04, 00:25
                  Po przeczytaniu twoich postow wcale mu sie nie dziwie ze ma stracha powiedziec
                  nie:-)
                  • Gość: Nelka Re: Mój mąż nie dopuszcza nawet innej możliwości IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:33
                    Mój mąż nie ma stracha ze mną rozmawiać. Jest mężczyzną, nie tchórzem. Z
                    tchórzem bym się nie związała.

                    Poza tym, jako pracownik szpitala, napatrzył się na "nieestetyczne" widoki i
                    nie sądzę, by poród był dla niego wyjątkowym szokiem, zwłaszcza, że ogladał
                    zdjęcia i film np. z forum baybusa.
                    • Gość: Max Re: Mój mąż nie dopuszcza nawet innej możliwości IP: *.dyn.optonline.net 18.08.04, 00:36
                      Na wszelki wypadek niech sie nie patrzy:-)
                      Nigdy nic nie wiadomo a ja nie chce za pare miesiecy czytac twojego meza post
                      pod tytulem:

                      "brrrrrrrrrrrrrr"

                      pzdr

                • aankaa Re: Mój mąż nie dopuszcza nawet innej możliwości 18.08.04, 00:27
                  to wydrukuj ten wątek i daj mu - przed - do przeczytania
                  i te, wychwalające pod niebiosa

                  niech sam zdecyduje
                  bo, póki co, jest "trendy" - razem zrobiliśmy, razem urodzimy
                  • Gość: Nelka Nie ma problemu n/t IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:35
                  • evee1 Re: Mój mąż nie dopuszcza nawet innej możliwości 18.08.04, 04:30
                    Moj byl. Dwa razy. Jakos mu nie obrzydlam. Poszedl tam nie dla widokow,
                    tylko po to bym mnie wspierac psychicznie i fizycznie i po to zebym
                    nie byla sama w jednym z najtrudniejszych momentow w zyciu.
                    Jednego jestem tylko ciekawa skad PRZED porodem ma byc wiadomo, ze
                    facetowi zona nie zbrzydnie PO. Tak profilaktycznie wszyscy maja zostawac
                    na korytarzu, bo a nuz im sie nie spodoba? Bo moj, jakbym mu powiedziala,
                    ze chce sama rodzic, to by sie specjalnie nie opieral...
            • maretina Re: Może trochę otrzeźwi kubeł zimnych pomyj. 18.08.04, 08:09
              Gość portalu: Nelka napisał(a):

              > Przestanie patrzeć na swoje zbeszczeszczone poczucie estetyki, zacznie
              > dostrzegać w swej żonie coś więcej niż wielką dziurę między nogami. Choć
              wątpię
              >
              > w to bardzo.
              >
              > Gdyby żona (odpukać) została sparaliżowana i robiła pod siebie, zapewne
              oddałby
              >
              > ją do Domu Pomocy, bo brzydziłby się jej dotknąć, estecik.
              >
              > I już nie chodzi o to, że czuje obrzydzenie (rozumiem facetów, którzy mogą
              czuć
              >
              > się nieco "niekomfortowo" przy porodzie), ale krytykuję go za takie a nie
              inne
              > pisanie o swej żonie, matce swego dziecka, za nieasertywność, tchórzostwo i
              > nieodpowiedzialność ("poszukam sobie kochanki"). A Twoim zdaniem należy się
              mu
              > pogłaskanie po główce?

              Nelko jestes okrutna, nic nie wiesz o syndromie faceta po porodzie! zatem nie
              oceniaj tak latwo. swoimi bluzgami nie pomozecie Dombasowi! on potrzebuje
              pomocy specjalisty.
              takie sytuacje sie zdarzaja. nie kazdy z porodu wychodzi podniecony i
              uradowany. dla laika porod wyglada starasznie. oprocz dziecka z kobiety wylaza
              same paskudztwa i niezbyt mile zapachy. ot zwykla fizjologia, ale nie kazdy
              moze na nia patrzec i nie kazdy po takim widoku wraca do siebie.
              tu potrzebny jest specjalista a nie zajadle baby.
    • aankaa Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 17.08.04, 23:45
      > egoistę i mięczaka całkowicie pozbawionego asertywności

      to o świeżo upieczonym ojcu, który nie miał ochoty na wspólny poród

      chyba Wam się na głowy rzuciło ... moda na wspólne rodzenie
      a nie myślałyście o odrobinie intymności w czasie porodu ? wystarczy, że tabun
      lekarzy/pielęgniarek/położnych Was "obserwuje". Jeszcze mąż/partner potrzebny
      (na zasadzie "niech wie, co zrobił") ...
      • Gość: lucynka_p Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:18
        Dombas- tak, współczuję Ci stanu w jakim się znalazłeś.Jednak bardziej
        współczuję Twojej żonie. Za całokształt.
        • Gość: mila Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.icpnet.pl 18.08.04, 00:21
          Ode mnie również wyrazy współczucia. Szczeglnie dla Twojej żony Dombas.
          • Gość: krisza Re: Do Nelki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:35
            Aankaa ma racje teraz to rzeczywiście pojechałaś. Spójrz na siebie z boku,
            chyba również brakuje Ci sporo do poziomu, którego wymagasz od Dombasa. Ochłoń
            trochę...pozdrawiam
      • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 09:54
        Ty chyba nie rozumiesz. Właśnie dlatego, że w porodzie nie ma intymności, a
        zamiast tego są położne, zmieniający się lekarze (jak długi poród), studenci na
        praktykach i bóg wie kto jeszcze... Właśnie dlatego intymność stwarza obecność
        męża. To nie chodzi o to, żeby on sobie popatrzył na paskudztwa, tylko, żeby ją
        potrzymał za rękę, pogłaskał po czole itd. A jeśli załoga jest fachowa, to
        nawet nie pozwolą facetowi zaglądać żonie w krocze i nie zmuszają siłą do
        przecinania pępowiny.
        Jak ktoś się naprawdę źle w tym wszystkim czuje, to w każdej chwili może wyjść
        z sali porodowej.
        Porody rodzinne to nie żadna moda. Ja bym tam żadnej kobiecie nie życzyła, żeby
        rodziła sama, choć rozumiem, że są tacy mężowie, co nie będą chcieli i takie
        kobiety, co uważają, że sobie poradzą same.
        Wspólny poród w większości przypadków stwarza silniejszą więź mężczyzny z
        dzieckiem i żoną, a w skrajnych, takich jak ten, może tę więź osłabić. Myślę,
        że właśnie wtedy należy szukać pomocy psychologa, a nie kochanki.
    • aankaa Nelka, zamiast się zaperzać 18.08.04, 00:38
      oddaj, na kilka minut, klawiaturę swojemu Mężczyźnie
      może poznamy drugą stronę medalu
      • Gość: pan pantofelek Re: Nelka, zamiast się zaperzać IP: *.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 00:50
        Prosze jej nie podpuszczac bo to swir. Dajcie wy mi swiety spokoj, wszyscy
        jestescie walnieci zdrowo!! Ze slonkiem moim fujowatym zgadzam sie a jakze bom
        pantofel i mieczak- zadowoleni?

        Dobranoc panstwu
        • Gość: .................. Re: Nelka, zamiast się zaperzać IP: *.dialup.sprint-canada.net 18.08.04, 04:35
          Czy ty Dombasie czasem pedalem nie jestes i nie piszesz tego z
          pedalskiego punktu widzenia (zmyslonego zreszta)? Ten temat byl
          poruszony tutaj wczesniej -z rok temu, bardzo podobnie ujety. Ja tez
          bylem przy porodzie, ale.........i moze tu jest to cale ale........ja
          cipke zony kochalem i kocham.
          • panidanka Re: Nelka, zamiast się zaperzać 18.08.04, 07:42
            Gość portalu: .................. napisał(a):

            > Czy ty Dombasie czasem pedalem nie jestes i nie piszesz tego z
            > pedalskiego punktu widzenia (zmyslonego zreszta)? Ten temat byl
            > poruszony tutaj wczesniej -z rok temu, bardzo podobnie ujety. Ja
            tez
            >
            > bylem przy porodzie, ale.........i moze tu jest to cale
            ale........ja
            >
            > cipke zony kochalem i kocham.


            ale.....
            może żona tego donbasa nie aż tak "kocha" swoją cipkę jak ty jej?
            może ona BARDZIEJ kocha ten "twój interes" do tej swojej cipki?
      • nenoofar Re: Nelka, zamiast się zaperzać 24.08.04, 20:54
        Obecność męża przy porodzie nie jest niezbędna,wystarczy, żeby kobieta czuła,
        że nie jest sama.Wsparcie może dać dobra połóżna albo ktoś z rodziny, kto nie
        zemdleje na widok fizjologii.Mężczyźni są od kobiet często słabsi psychicznie,
        jeśli chodzi o przeżywanie np. porodu.A lansowanie mody na porody rodzinne
        przez kolorowe poradniki to niestety prawda.
    • panidanka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 07:37
      Donbasie

      Przypuszczam (nie czytałam tego co wyżej w postach już ci napisali), ale ....
      CAŁKOWICIE CIEBIE ROZUMIEM!
      i osobiscie jestem przeciw "asystowaniu" ojców w pewnej (już końcowej raczej)
      fazie porodu

      danka
    • Gość: listek Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.08.04, 07:42
      najchętniej wbilabym Ci cos w tylek i kazalato elegancko wydalic dupku
      jeden!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
      • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:25
        Gość portalu: listek napisał(a):

        > najchętniej wbilabym Ci cos w tylek i kazalato elegancko wydalic dupku
        > jeden!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
        pewnie, piekne zachowanie. zapewne Dumdas o niczym innym nie marzyl i na nic
        innego nie czekal jak na moment, kiedy zona zacznie budzic w nim wstret.to nie
        jest kwestia checiu lub braku milosci. to wielki szok. jeden mdleje na widok
        krwi, inny ma nerwice natrectw po porodzie.
    • ida.sierpniowa Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:01
      pragnę tylko zauważyć że kobieta jakoś nie może wybierać czy być przy porodzie
      czy nie
      nie może tak po prostu zrezygnować - jednak nie rodzę
      uciec od bólu i lęku
      więc gdzie ci mężczyźni prawdziwi tacy - do refleksji ...
      ida
      • Gość: denio Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.icpnet.pl 26.08.04, 20:11
        a może dzidziuś powinien urodzić się w pudełku i mógłby być dodatkowo
        przewiązany śliczną kolorową wstążeczką - prezent dla tatusia!!!!!
        ach! ciekawe co byłoby, gdyby potomka musiał urodzić mąż?
    • losiu4 Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:09
      cóż, szkoda ze dałeś się namówić na poród rodzinny. Bo prawda jest taka, że nie
      każdy mężczyzna się do tego nadaje (sa też kobiety, które swego męża nie chcą
      podczas rodzenia widziec). Nie ma sie co na siłę zmuszać, by pokazac że jest
      się trendy. Co do meritum: mam nadzieję, że z czasem szok i odreagowanie
      przejdą. Oby jak najszybciej

      Pozdrawiam

      Losiu
    • kasiek5 Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:18
      Dobra rada dla wszystkich przyszłych tatusiów - w czasie wspólnego porodu
      chwyćcie mocno za rękę swoja ukochaną kobietę, stańcie tak aby patrzeć jej
      prosto w oczy (a całość akcji porodowej mieć za plecami). Wy nie jesteście od
      tego żeby patrzeć tylko aby wesprzeć swoje kobiety.
      Z własnego "podwórka" dodam mój mąż był przy porodzie (odcinał nawet pępowinę)
      nic to nie zmieniło w jego zachowaniu ale na wszelki wypadek zawsze można
      zastosować wariant opisany wyżej. Pozdrawiam
      • panidanka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:41
        kasiek5 napisała:

        > Dobra rada dla wszystkich przyszłych tatusiów - w czasie wspólnego porodu
        > chwyćcie mocno za rękę swoja ukochaną kobietę, stańcie tak aby patrzeć jej
        > prosto w oczy (a całość akcji porodowej mieć za plecami). Wy nie jesteście od
        > tego żeby patrzeć tylko aby wesprzeć swoje kobiety.
        >

        i TO JEST TO!!!!
        • panidanka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:43
          panidanka napisała:

          > kasiek5 napisała:
          >
          > > Dobra rada dla wszystkich przyszłych tatusiów - w czasie wspólnego porodu
          >
          > > chwyćcie mocno za rękę swoja ukochaną kobietę, stańcie tak aby patrzeć je
          > j
          > > prosto w oczy (a całość akcji porodowej mieć za plecami). Wy nie jesteści
          > e od
          > > tego żeby patrzeć tylko aby wesprzeć swoje kobiety.
          > >
          >
          > i TO JEST TO!!!!

          a "filmy" z porodów pokazać co najwyzej specjalistom i...małolatom płci męskiej
          zanim....itg
          • Gość: młoda Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 212.244.68.* 18.08.04, 08:45
            A co mam zrobić jeżeli nie chcę aby mój mąż asystował przy porodzie, a on
            usilnie na to nalega?
            • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 08:47
              pokaz mu ten watek;)
              • Gość: młoda Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 212.244.68.* 18.08.04, 08:49
                Chyba tak zrobię... :)

                Pzdr
                • Gość: Rozsądna Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 213.77.38.* 18.08.04, 09:06
                  Jestem młodą kobietą, przed którą małżeństwa, porody i rozwody... Nie wiem, jak
                  to jest, gdy się jest w ciąży ale... nigdy nie rozumiałam, jak kobieta może
                  chcieć, aby jej facet oglądał poród!!! W głowie mi się to nie mieści. Mam
                  wrażenie, że jest w tym coś, co ma mężczyznę uwiązać, zniewolić, wzbudzić w nim
                  litość i wyrzuty sumienia: "patrz, jak ja cierpię, patrz, co mi zrobiłeś, mamy
                  dzieciaczka, nie zostawisz nas teraz, prawda?" Ohydna babska zagrywka.
                  Nigdy nie dopuszczę, bo mój facet oglądał te dantejskie sceny!

                  Ktoś napisał, że jakby żona naszego nieszczęśnika została sparaliżowana, to
                  oddałby ją do domu opieki, czyniąc z tego zarzut poważnego kalibru. Ludzie!
                  Pogłupieliście??? Czy tu sami altruiści są? Czy jedynie bez wyobraźni? Nie
                  wiem , czy ja bym oddała, czy nie, ale zdaję sobie sprawę, że wiele ludzi nie
                  dałoby sobie z tym rady; nie dlatego, że są wygodni, tylko za słabi... albo
                  upośledzone dziecko... wiele kobiet oddaje je do domu dziecka, ja to rozumiem.
                  Nie rzucajcie kamieniami w faceta, tylko poradźcie, co ma robić.

                  O psychologu i seksuologu już było mówione, więc nie będę się powtarzać. Zajmuj
                  się częściej dzieckiem, skoncentruj się na nim, wtedy poczujesz jedność z
                  rodziną i może Ci przejdzie...
                  Powodzenia.
                  • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 09:16
                    spokojnie, jak juz bedziesz miala meza, jak juz bedziesz w ciazy to wtedy
                    dopiero pisz czy bedziesz chciala czy tez nie. teraz to czyste gdybanie.
                    poza tym dla wielu facetow porod byl czyms niesamowitym i wspanialym. zatem nie
                    dziw sie, ze komus tez moze cos sie w nim podobac. nie dziw sie, ze facet-
                    ojciec dziecka chce uczestniczyc w narodziach swojego potomka.
                    moj maz na studiach medycznych przy pierwszym ogladanym porodzie plakal ze
                    wzruszenia, wielu innych studentow tez. zatem to moze byc piekne.
                    • Gość: nina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 212.160.172.* 18.08.04, 09:20
                      Ja miałam cc na życzenie - wszyscy zadowoleni: ja nie umęczona, dziecko też -
                      różowe, kształtna głowka, mąż poczekał pod salą i wszystko ok. blizny nie
                      widać. Proste.
                      • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 09:37
                        Gość portalu: nina napisał(a):

                        > Ja miałam cc na życzenie - wszyscy zadowoleni: ja nie umęczona, dziecko też -
                        > różowe, kształtna głowka, mąż poczekał pod salą i wszystko ok. blizny nie
                        > widać. Proste.

                        na razie.
                        za kilka lat zobaczysz, ze Twoj brzuch nie bedzie plaski. robiac cc lekarze
                        musza uszkodzic kilka nerwow, w efekcie po jakims czasie skora zaczyna zwisac.
                        • Gość: nina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 212.160.172.* 18.08.04, 09:58
                          ja wiem??? ja bym z niczym nie generalizowała. Nie ma 100 % pewnoście, tak samo
                          można powiedzieć kobietom rodzącym naturalnie, że za X lat będą miały trudności
                          z trzymaniem moczu. Część będzie miała, część nie. Poza tym już jakiś czas
                          upłynął, uprawiam sporty, więc nie rozmumiem dlaczego miałabym mieć zwisający
                          brzuch. Na starość pewnie i tak..ale nie jestem osobą fanatycznie walczącą o
                          wygląd. Poza tym mój mąż jest chirurgiem i nic takiego nie potwierdza -
                          oznaczało by to, iz po każdej większej operacji z rozcięciem powłok brzusznych
                          następuje potem "zwisanie" - co niestety nie jest prawdą. Poza tym nic nigdy
                          nie ma w 100%.
                        • Gość: katinka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 18.08.04, 12:01
                          > za kilka lat zobaczysz, ze Twoj brzuch nie bedzie plaski. robiac cc lekarze
                          > musza uszkodzic kilka nerwow, w efekcie po jakims czasie skora zaczyna zwisac.

                          co za bzdura, mialam cesarke (kiepsko bylo, zadna tam na zyczenie operacja!) a
                          brzuszek mam plasciutki, blizna niewidoczna, jestem bardzo szczupla i nigdy mi
                          faldka zadna nie zwisala, ani przed ani po. figura jak marzenie!
                    • Gość: Rozsądna Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 213.77.38.* 18.08.04, 09:23
                      OK, wezmę Twoje rady pod uwagę.

                      Mój brat- kardiolog, który różne rzeczy widział w czasie studiów i praktyki
                      lekarskiej, tak się zestresował podczas porodu swojej żony, że go ginekolog nie
                      wpuścił na salę porodową. Śmieszne, bo on wtedy był w trakcie przygotowań na
                      specjalizację ginekologa w Matce Polce w Łodzi, więc nie taki tam fajtłapa. A
                      teraz jest kardiologiem.

                      Nie napisałam, że się dziwię, że facetom to się podoba, nie przypisuj mi
                      generalizowania, którym Ty się posługujesz, bo tego cholernie NIE ZNOSZĘ.
                      Napisałam tylko, że mi się nie podoba i nie chciałabym, aby mój ukochany gapił
                      się na moje zakrwawione krocze i mdlał z emocji. Jak wynika z naświetlonego tu
                      problemu,nie tylko mi kobiecie się to nie podoba.
                      • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 09:39
                        ooo! tupnelas noga! nie boje sie;)))
                        nie genarlizuje, napisalam, ze sa tez odwrotne sytuacje niz te, ktore w facecie
                        sam stres powoduja. nie czytaj miedzy moimi wierszami, tylko caly tekst, bo ja
                        poezja sie nie posluguje i nie ma w tym co pisze ukrytych znaczen, ktore mi
                        przypisujesz:)
                      • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 10:09
                        Jakie zakrwawione krocze? Ty naprawdę nie masz pojęcia o porodzie!
                        Podczas porodu nikt cię nie rozetnie siekierą na pół, żeby wydobyć dzidziusia!
                    • Gość: Rozsądna Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 213.77.38.* 18.08.04, 09:50
                      maretina napisała:

                      ...nie dziw sie, ze komus tez moze cos sie w nim podobac. nie dziw sie, ze
                      facet- ojciec dziecka chce uczestniczyc w narodziach swojego potomka.

                      Jeszcze raz drukowanymi, bo znowu nie czajnęłaś: NIE NAPISAŁAM, ŻE SIĘ DZIWIĘ,
                      ŻE NIE ROZUMIEM MĘŻCZYZN ECT. NAPISAŁAM O SWOICH ODCZUCIACH W TYM TEMACIE.

                      Więcej się do mnie nie zwracaj, bo nie czuję przyjemności w rozstrząsaniu z
                      Tobą jakis głupawych kwestii typu, czy Twój mąż płakał przy porodzie, czy tylko
                      zrobił siku z wrażenia i czy ci inni studenci zrobili sobie z porodu pacjenti
                      happening, czy też może poczuli samczy zew.
                      Ciao



                      • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 10:03
                        Amen zlosnico:P
                    • Gość: ojciec od 4 mies Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.range81-152.btcentralplus.com 18.08.04, 14:54
                      moja zona nie chciala zebym byl przy porodzie ale ja sie uparlm. Bylem,
                      trzymalem za reke, widzialem jak 'rozchodza' sie kosci miedzy nogami- nigdy nie
                      widzialem czegos co mogloby bardziej bolec. Widzialem krew, wody plodowe,
                      zajrzalem niechcacy miedzy nogi mojej zony zaraz po tym jak urodzil sie nasz
                      synek, widok byl straszny ale czy zrobilo mi sie niedobrze? bylo mi jej zal i
                      chcialem ja stamtad zabrac. Teraz 4 miesiace pozniej podnieca mnie jak nigdy bo
                      jest matka mojego dziecka . Podziwiam ja bo nie robila mi wyrzutow za ten bol
                      przez ktory musiala przejsc a ktorego ja bylem wspol-sprawca. nie komentuje
                      problemu dombasa. dla mnie jest problmm osoby o nizszym poziomie swiadomosci.
                      Ja tez jestem pewien Dombasie ze kiedy twoja zona wyobraza sobie ciebie na
                      kiblu srajacego po zjedzeniu bigosu nie jest podniecona. Ani tez podrajcowana
                      negatywnie i szukajaca kochanka. Zycze jej go z calego serca a tobie zycze
                      znalezienia dobrego psychologa.
                  • Gość: zołza Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 10:04
                    skoro wszystko przed tobą, to skąd do cholery już wiesz, że poród to dantejskie
                    sceny? Życzliwa mamusia naopowiadała jak się musiała z tobą namęczyć? Może
                    najpierw trochę poczytaj o akcji porodowej, jeśli jeszcze jej nie przeżyłaś na
                    własnej skórze a potem się wypowiadaj.
                    Ja trzy razy rodziłam i żadnych dantejskich scen nie widziałam ani u siebie,
                    ani u innych.
                    Jak Cię boli to prosisz o znieczulenie i dostajesz, potem mąż wychodzi (jeśli
                    nie może znieść ostatniej fazy) i jesteście happy ever after. Nikt nikogo nie
                    zmusza. A poród, to nie żadna cholerna damska zagrywka, jestem w szoku, że tak
                    o tym myślisz!
                    Btw, to już nie średniowiecze! A Twoja wypowiedź świadczy, że w tamtej epoce
                    się zatrzymałaś!
                    • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 10:15
                      mialas do mnie nie pisac.
                      a jesli chesz wiedziec to troszke doswiadczen mam. to, ze nie mam dzieci, nie
                      znaczy, ze nie bylam w ciazy. po prostu moich dzieci nie ma na tym swiecie.
            • panidanka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 19.08.04, 07:19
              Gość portalu: młoda napisał(a):

              > A co mam zrobić jeżeli nie chcę aby mój mąż asystował przy porodzie, a on
              > usilnie na to nalega?

              posłuchać JEGO argumentów i wtedy dopiero....podjąć decyzję na tak lub nie.
              ja osobiście...wolałabym "trzymanie" tylko za rękę. jakoś maszżyk po bolących
              miejscach oraz....wiele innych miłych słówek, ale nie....
              patrzenia na samą akcję porodową

              może dlatego mam takie zdanie, bo...jednak jako kobieta już dojrzała jestem
              jednak "wstydliwa" do pewnych granic :)

              danka
            • Gość: Annika Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.aster.pl / *.aster.pl 21.08.04, 20:31
              wyraźnie mu powiedz nie - innego sposobu nie widzę
        • Gość: Wiola Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.isdebna.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 10:05
          Narodziny dziecka to cud, a kobieta jest wybrana do tego aby nosić w sobie
          dziecko i aby je urodzić.Jeżeli poród jest obrzydliwy, to obrzydliwi są rownież
          faceci, bo płodzą dzieci a reszta ich nie obchodzi.
    • Gość: ted Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 195.205.7.* 18.08.04, 10:06
      Temu Donbasowi chcę powiedzieć tylko jedno, jesteś niedojrzały i psychicznie i
      fizycznie . Powinieneś sobie ogolić jaja i udać się do przedszkola.
    • aleksandrynka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 10:08
      hej, zostawcie już gościa. jest w szoku i nie umie sobie z tym poradzić, to że
      tu napisał dla mnie świadczy o tym, że chce coś z tym zrobić, a nie że chce Wam
      wszystkim dowalić czy obrzydzić poród.

      Dombas, jesteś w okropnej sytuacji. Mnóstwo mężczyzn rodzi z żonami i wielu z
      nich wspomina to wspaniale, jak mój mąż na przykład. Ale to nie znaczy, że
      jeśli Tobą to wstrząsnęło to znaczy, że jesteś zacofany czy nienormalny. To nie
      Twoja wina, że pojawiły się w Tobie takie uczucia, ale teraz czas coś z tym
      zrobić. Nie obrażaj się na wszystkich psychologów, niektórzy na prawdę potrafią
      pomóc. Twoje teksty o kochance to dla mnie właśnie wołanie o pomoc, nie jestem
      przekonana, że na prawdę tego chcesz. Podejrzewam, że widok żony rozdartej
      bóle, ta cała krew, mazie były dla Ciebie traumatycznym przeżyciem, nie byłeś
      na to przygotowany, piszesz, że zrobiłeś to wbrew sobie, i takie są efekty.
      Myślę, że rozmowa ze specjalistą pozwoli Ci przyjrzeć się swoim uczuciom, całej
      tej sytuacji.
      Nie daj się, na pewno jest Ci bardzo trudno, ale uwierz mi, że można coś z tym
      zrobić. Spróbuj się przełamać, dla dobra swojej rodziny i przede wszystkim dla
      siebie (jedno wiąże się z drugim). Poszukaj profesjonalnej pomocy. Gorąco
      namawiam i trzymam kciuki.
    • Gość: Marika18lat Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.net.pl 18.08.04, 10:54
      przykre Dombas
    • lorenzo_pagaj Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 12:04
      Ty buraku!
      Bzykac to sie chcialo, tak? A jak ci kobieta sie meczy zeby ci zdrowe dziecko
      urodzic to juz obrzydzenie cie bierze?

      Ty sie zdrowo puknij w dynie! Zanim urodzila to ja kochales a teraz juz nie?
      DEBILEM JESTES!
      Az zal mnie bierze ze matka ziemia takich na sobie nosi...
    • Gość: marzena Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: 217.153.10.* 18.08.04, 12:06
      Oj ludzie, ludzie, ile w Was nietolerancji i niezrozumienia. Czytam i czytam i
      nieliczne osoby są na tyle tolerancyjne żeby móc zrozumieć i jedną stronę i
      drugą. Nie wszyscy jesteśmy jednakowi, nie mamy jednakowej psychiki. Dla
      jednych facetów jest to wspaniałe przeżycie-płaczą i wzruszają się na porodówce-
      - innych to wydarzenie przerasta. Zaczynają się problemy psychologiczne. I jak
      widać nie pomogła Dombasowi wpajana ideologia i dorabiane argumenty żony i
      rodziny dlaczego to powinien być przy żonie. On doznał szoku. Po prostu było to
      dla niego wydarzenie traumatyczne. Nie wiem czy dobrze porównam, ale np.
      zgwałcona dziewczyna, która doznała traumy- też niełatwo podejmie ponowne
      współżycie z facetem- bo jej się gwałt będzie przypominał...(tak mi się
      przynajmniej wydaje. Osobiście zawsze byłam gorącą zwolenniczką wspólnych
      porodów a facetów którzy tego nie chcieli nie mogłam zrozumieć. Po porodach
      (mój mąż był przy mnie ale byliśmy wcześniej dobrze przygotowani- szkoła
      rodzenia, filmy o rodzeniu itd- także dobrze wiedział co zobaczy , co ma robić,
      do czego będzie potrzebny itd...)przeczytałam w którejś z książek wypowiedź
      psychologa, który zawsze był moim idolem- który negatywnie wyrażał się o
      wspólnych porodach. Mówił, że jest to sprawa ropzdmuchana i nie znana i nie
      nagłaśniana jest druga strona tego medalu- mówił, ze jego gabinet jest pełen
      panów którzy doznali szoku po wspólnym porodzie i nie są w stanie prowadzić z
      żoną dalszego pożycia małżeńskeigo. Wszak we wszystkich chyba kulturach poród
      odbywał się przy asyście kobiet- matek, babek, kobiet, które już rodziły a mogą
      być pomocne- panowie czekali na zewnątrz. Taka chyba jest więc natura a
      zmuszanie panów czy wogóle cały ten szum wokół wspólnych porodów nie jest chyba
      nie zgodny z naturą i wypacza na siłę pewne prawidłowości w pożyciu i
      wspólnocie małżonków. Co nie oznacza oczywiście żebym miała być przeciwna
      wspólnym porodom- jestem za ale tylko po wcześniejszym dobrym przygiotowaniu
      panów (nie tylko w formie nauki wspólnego oddychania ale również wszystkiego
      innego co może go spotkać, co może zobaczyć i usłyszeć)i ich pełnej i
      świadomej zgodzie na to. Z prawem opuszczenia sali jeżeli będą czuli ze ich to
      przerasta.
      DO DOMBASA; Nie kochanki szukaj ale psychologa dobrego. Musi dać się to jakoś
      załagodzić. Ratuj małżeństwo a nie myśl o całkowitym jego rozwaleniu. mam
      nadzieję, ze nie mówiłeś tego serio. Na choroby są sposoby - jak to mówią więc
      próbuj.
      Pozdrawiam
    • Gość: katinka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.attu.pl / *.crowley.pl 18.08.04, 12:12
      nie doczytalam sie, kiedy Twoja zona rodzila, wiec nie wiem ile czasu trwa
      Twoje zniechecenie, ale moze jednak sprobuj z zona porozmawiac? niedobrze sie
      stalo, ze byles przy porodzie wbrew sobie, no ale stalo sie... to prawda, ze
      jesli partner nie jest psychicznie przygotowany na TO wydarzenie, moze zle je
      zapamietac i niekoniecznie najistotniejsze "niuanse" wylapac :( moj mezyk byl
      przy mnie, sam tego chcial, choc tylko ja przygotowywalam sie (szkola
      rodzenia), on nie, bo pracowal na drugim krancu Polski w tym czasie. a jednak
      ulozylo nam sie inaczej, mialam cesarskie ciecie. musial wyjsc, nie widzial od
      razu maluszka, nie przecinal pepowiny. do dzis pamieta swoje miekkie kolana,
      bicie serca, bylo mu slabo, pogubil sie. nie wiadomo, czy by wytrwal do
      konca ;) choc bardzo tego pragnal. dlatego rozumiem Cie, nie rozumiem tylko, ze
      chcesz uciekac do kochanki (taka przenosnia pewnie). to Twoja zona, Wasze
      dziecko, jestes im teraz bardzo potrzebny. moze popatrz na swoja kobiete przez
      inny pryzmat, zapomnij o tamtym, bo to JUZ BYLO. trzymam mocno kciuki i wierze,
      ze to wszystki minie... :)
      • zwierzoczlowiekoupior Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 13:57
        Im ktoś mniej wie o porodzie, tym więcej krzyczy. Ja bym jednak proponowała
        najpierw zobaczyć jak wygląda poród rodzinny, a potem wyciągac wnioski, bo jak
        na razie to większość snuje sobie na ten temat wyłącznie fantazje. Poród nie
        wygląda tak jak na filmach, z których to obawiam się czerpiecie wyobrażenia.
        I faza porodu, która trwa najdłużej jest wręcz nudna dla otoczenia:). Kobieta
        najczęściej jest ubrana, żadna krew wiadrami się nie leje, można chodzić, brać
        prysznic, między skurczami nawet czytać książkę lub gadać przez telefon. No
        chyba, że dla kogoś estetycznym wstrząsem jest skrzywienie się i zgięcie w
        czasie skurczu. Jeśli nie, to nuda panie oj nuda. Tylko co jakiś czas badanie,
        ale temu naprawdę nikt poza położną nie musi się przyglądać. Czasem jakieś KTG,
        ale chyba widok pasa na brzuchu też trudno zaliczyć do traumatycznych
        doświadczeń. Jeśli dla kogoś wszystko wyżej wymienione jest traumą, to znaczy,
        że jest świrem i tyle:P, wizyta u dentysty dostarcza patrzącemu
        intensywniejszych doznań (te spróchniałe pieńki i bryzganie śliną, fuj;).
        II faza to parcie, trwa od 15 minut do mniej więcej 2h (raczej mniej, niż
        więcej). Ojciec dziecka siedzi przy głowie rodzącej i jeśli nie upiera się,
        żeby zmieniać miejsce i robić sobie taras widokowy naprzeciw krocza to niczego
        widzi. A nawet gdyby się uparł to co niby zobaczy? Wychodzącą główkę w śluzie i
        krwi, po chwili rękę itd. I znowu trzeba być autentycznym świrem, żeby w takim
        momencie zamiast rozdziawić gębę ze zdziwienia na widok dziecka kontemplować
        widok narządów rodnych. Za wyjątkiem masochistów nikt kto ma wątpliwości, boi
        się krwi itd. nie będzie się pchał do oglądania parcia. A jak się nie będzie
        pchał, to i nic nie zobaczy. III faza to rodzenie łożyska. Jak wygląda łożysko
        nie wiem i nie chcę, podobno nieciekawie, ale tak samo jak z parciem ogląda się
        to wyłącznie na wyraźne życzenie (bo rozumiem, że to miał na myśli mówiący o
        obrzydliwych substancjach?), szycie - analogicznie. Mało kto jednak temu się
        przygląda, bo zazwyczaj rodzice są jeszcze na etapie nie pozbierania szczęk z
        podłogi na widok łypiącego na nich rozłoszczonym wzrokiem zawiniatka (lub
        golasa wedle życzenia).

        Żeby było jasne, nie jestem zwolenniczką wymuszania decyzji o porodzie
        rodzinnym, niech to będzie decyzja ojca. Tylko nie mylcie porodów z widokami z
        rzeźni czy krajania świńskiej wątroby;). I nie wmawiajcie mi, że rodzina wlecze
        delikwenta za ucho i przemocą mu wsadza nos między nogi żony, a potem
        triumfalnie macha mu przed oczami łożyskiem;)

        Pozdrawiam,
        Zwierzak
        • marzena21 Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 14:18
          Niby masz rację- tyle, ze nie mozemy założyć że wszystkie porody wyglądają
          jednakowo dobrze. Moze szpital w którym "rodził" nasz autor był na tyle
          nieodpowiedzialny, ze nie zwrócił uwagi na to że biedaczysko plątał się po sali
          nie wiedząc cio ma robić- bo np. był kompletnie nieprzygotowany... itd. Nie
          każdy poród wygląda tak jak piszesz. Słyszałam o na prawdę różnych przebiegach-
          jak to przy parciu kobiecie tak strzelily wszystkie te wydzieliny, ze zalała
          lekarkę siedzącą pomiędzy jej nogami. Generalnie kobieta może też się drzeć -
          wtedy leje się krew. Jak wiadomo kobiety oddają stolec często. Wiesz sam widok
          rozciągniętego krocza do granic wytrzymałości moze nie być tym co wytzryma
          każdy mężczyzna. No rzeczywiście głowy się nie wsadza- ale on wsadził i
          zobaczył. A co zobaczył tego nie cofnie. Ja tam go rozumiem i nie ma co psów na
          nim wieszać bo czy to jego wina, że ak to odczuł?
    • bez_loginu4 dresiarz zalozyl watek 18.08.04, 14:32
      i ma radoche ze tyyyyyle wpisow

      ciekawe ktory to z boskiej pary zawodwcow
      a moze nowa dresiarska krew
      • losiu4 Re: dresiarz zalozyl watek 18.08.04, 20:01
        nie wiem czy to podpucha, ale naprawde są osoby, które zaufały modzie na
        rodzenie razem i się na tym przejechały. I twierdzili tak i mężczyźni i kobiety

        Pozdrawiam

        Losiu
        • Gość: zołza Re: dresiarz zalozyl watek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 09:49
          Co wy z tą modą? Myślicie, że przyszli rodzice naprawdę podejmują decyzję,
          rozważając, czy będą się potem mieli czym pochwalić w towarzystwie? Jeśli tak,
          to są po prostu niedojrzali. Równie niedojrzała wydaje mi się osoba, która
          wbrew swoim odczuciom dała się wciągnąć na salę porodową. Najczęściej jest tak,
          że człowiek wie, co i w jakich ilościach toleruje. A jeśli tego nie wie, to
          potem pisze takie listy jak dombas.

          Przyłączam sie do zwierzoczłeko... Tak wygląda większość porodów bez powikłań!
          • panidanka Re: dresiarz zalozyl watek 19.08.04, 09:59
            Gość portalu: zołza napisał(a):

            > Co wy z tą modą? Myślicie, że przyszli rodzice naprawdę podejmują decyzję,
            > rozważając, czy będą się potem mieli czym pochwalić w towarzystwie? Jeśli
            tak,
            > to są po prostu niedojrzali. Równie niedojrzała wydaje mi się osoba, która
            > wbrew swoim odczuciom dała się wciągnąć na salę porodową. Najczęściej jest
            tak,
            >
            > że człowiek wie, co i w jakich ilościach toleruje. A jeśli tego nie wie, to
            > potem pisze takie listy jak dombas.
            >
            > Przyłączam sie do zwierzoczłeko... Tak wygląda większość porodów bez powikłań!


            nie wiem KTO to jest ten "zwierzoczłek", ale ....masz rację "zołzo" w tym co
            napisałeś (aś)

            danka
          • losiu4 Re: dresiarz zalozyl watek 19.08.04, 12:27
            Gość portalu: zołza napisał(a):

            > Co wy z tą modą?

            naprawdę jest (była?) to moda. Lansowana po kolorowych pisemkach i przez
            niektórych psychologów (przykładowo -wiem o jednej przyjmującej w gasbinecie w
            dosć dużym małopolskim mieście).

            > Myślicie, że przyszli rodzice naprawdę podejmują decyzję,
            > rozważając, czy będą się potem mieli czym pochwalić w towarzystwie?

            nie wiem, czym się kierowali, wiem natomiast że po takim porodzie oboje
            jednogłośnie stwierdzili, że nie będzie wiecej porodu rodzinnego.
            Będzie "zwykły". I był, jakieś 2 lata później.

            > Jeśli tak, to są po prostu niedojrzali. Równie niedojrzała wydaje mi się
            > osoba, która wbrew swoim odczuciom dała się wciągnąć na salę porodową.

            czy ja wiem, czy niedojrzała? Jeśli niedojrzałoscią dla Ciebie będzie np. pewna
            uległość lub mniejsza odporność psychiczna, to tak, jak najbardziej, będzie to
            osoba niedojrzała.

            > Najczęściej jest tak,
            > że człowiek wie, co i w jakich ilościach toleruje.

            Człowiek nie pozna granic swojej tolerancji dopóki do nich nie dotrze. To co
            piszesz - przynajmniej jak dla mnie - prawie nigdy sie nie sprawdzi.

            > A jeśli tego nie wie, to potem pisze takie listy jak dombas.

            nie tylko. Niektórym _moze_ się wydawac, ze dadzą radę. No i nie wytrzymują. Bo
            zakładanie ze każdy dokładnie wie, ile jest wq stanie wytrzymać (zresztą
            wytrzymałosć też silnie mże zależeć od aktualnego stanu osoby) to jakaś
            abstrakcja.

            > Przyłączam sie do zwierzoczłeko... Tak wygląda większość porodów bez powikłań!

            w tym przypadku też się przyłączę :)

            Pozdrawiam

            Losiu
            • Gość: zołza Re: dresiarz zalozyl watek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 12:45
              "Bo zakładanie ze każdy dokładnie wie, ile jest wq stanie wytrzymać (zresztą
              wytrzymałosć też silnie mże zależeć od aktualnego stanu osoby) to jakaś
              abstrakcja"

              Ja nie zakładam, ja wiem z praktyki. Jak oglądam drastyczny film i w pewnym
              momencie zamykam oczy, to znaczy że nie mogę tego wytrzymać. Jak piję alkohol i
              czuję, że robi mi się niedobrze (w sumie po dość niewielkiej ilości :-), to
              dalej nie piję. Tak samo, gdybym była dombasem na sali porodowej (zmuszonym do
              rodzinnego) to za wszelką cenę unikałabym patrzenia na to, co nieprzyjemne, a
              skupiała się na błękicie oczu żony ;-)))
              Oczywiście, są różne sytuacje i nie można generalizować, toteż doceniam, że tak
              bronisz indywidualnych przypadków.
              • losiu4 Re: dresiarz zalozyl watek 19.08.04, 13:05
                Gość portalu: zołza napisał(a):

                > > "Bo zakładanie ze każdy dokładnie wie, ile jest wq stanie wytrzymać
                > > (zresztą wytrzymałosć też silnie mże zależeć od aktualnego stanu osoby) to
                > > jakaś abstrakcja"

                > Ja nie zakładam, ja wiem z praktyki.

                Ty wiesz, powiadasz... jesli jesteś tego w 100% pewna to robot z Ciebie, nie
                człowiek :) jest tyle czynników wzmacniających i oslabiających psychikę
                człowieka, ze - przynajmniej jak dla mnie - nie mogę powiedzieć, że na 1000%
                jestem pewien, że zachowałbym się tak, a nie inaczej.

                > Jak oglądam drastyczny film i w pewnym momencie zamykam oczy,

                hmmm... a będac w zupełnie innym nastroju (nie wiem, pomocne ramie, jakies
                silniejsze przeswiadczenie o swoich możliwosciach) ten fragment spokojnie sobie
                obejrzysz. A za nastepnych kilka co innego Cię przestraszy :)

                > to znaczy że nie mogę tego wytrzymać.

                no tak, wiesz to _w danym momencie_. Czyli dobroweolnie zgodziłaś sie na
                podobną rzecz, na którą zgodził się Dombas (w sensie narazenia sie na coś co
                moze człowieka w traume wpedzić, nie w sensie sytuacji). Tyle że jego przeżycia
                były drastyczniejsze. No i nie dało się po prostu oczu zasłonić.

                > Jak piję alkohol i
                > czuję, że robi mi się niedobrze (w sumie po dość niewielkiej ilości :-), to
                > dalej nie piję.

                Wiesz to w momencie, gdy już zaczęłaś pic... a gdyby nie daj Boże nałożyła się
                na to jakaś niezbyt świeża sałatka dzialająca z opóźnieniem, to też wstretu byś
                nabrała. I do sałatki i do alkoholu :)

                > Tak samo, gdybym była dombasem na sali porodowej (zmuszonym do
                > rodzinnego) to za wszelką cenę unikałabym patrzenia na to, co nieprzyjemne, a
                > skupiała się na błękicie oczu żony ;-)))

                a dźwiek? A wyraz cierpienia w oczach żony? Proponujesz stopery i całkowite
                odizolowanie?

                > Oczywiście, są różne sytuacje i nie można generalizować, toteż doceniam, że
                > tak bronisz indywidualnych przypadków.

                Akurat znam parę osób, które na takich rodzinnych porodach sie przejechały. Nie
                skończyło sie to tak źle, jak u autora wątku, ale mówiły "nigdy więcej". Wiec
                cos w tym musi być :) Dodam również, że znam 2 pary, które wielce sobie chwalą
                ten sposób rodzenia :)

                Pozdrawiam

                Losiu
                • Gość: zołza Re: dresiarz zalozyl watek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.08.04, 18:39
                  "a dźwiek?"

                  A skąd wiesz, jakie on miał tam wrażenia dźwiękowe? Bo nic o tym w poście nie
                  ma, że go dźwięki raziły.
                  Zresztą ja się nie upieram i nie musisz komentować każdego wyrazu, jaki
                  wypowiedziałam. Mógł odmówić, nie odmówił, mógł wyjść z porodówki, a nie
                  wyszedł. No to co ja mam powiedzieć? Szok na własne życzenie i tyle!
                  Stało się, to się stało, teraz niech szuka fachowej pomocy u psychologa!
                  Normalka, jak to w życiu.

                  • losiu4 Re: dresiarz zalozyl watek 19.08.04, 20:10
                    Gość portalu: zołza napisał(a):

                    > "a dźwiek?"
                    >
                    > A skąd wiesz, jakie on miał tam wrażenia dźwiękowe?

                    a nie wiem... to było jeno przypuszczenie :) podejrzewam, że wiele bodźców na
                    niego działało.

                    > Bo nic o tym w poście nie ma, że go dźwięki raziły.

                    nie ma. Ja tam odebrałem jego post jako reakcje na sumę doznań, z których pewną
                    przewage miały zapewne bodźce wzrokowe.

                    > Zresztą ja się nie upieram i nie musisz komentować każdego wyrazu, jaki
                    > wypowiedziałam.

                    nie komentuję kazdego wyrazu, bo post i na 100 stronach kalibru A4 by się nie
                    zmieścił :) tylko pewne Twoje tezy jakos do mnie nie trafiaja. Zreszta
                    najwyraźniej jak i moje do Ciebie :)

                    > Mógł odmówić, nie odmówił, mógł wyjść z porodówki, a nie
                    > wyszedł. No to co ja mam powiedzieć? Szok na własne życzenie i tyle!

                    ech, żeby człowiek zawsze mógł zimna krew zachować w sytuacji kryzysowej... o
                    ile mniej wypadków różnych byłoby na świecie. Ale tak nie jest i nie będzie.

                    > Stało się, to się stało, teraz niech szuka fachowej pomocy u psychologa!

                    o! i tu mamy zbliżone stanowiska (co do tego, co sie podziało)... chociaż do
                    psychologów (młodych kobiet tuż po studiach w szczególnosci) mam nieco
                    podejrzliwe podejście

                    > Normalka, jak to w życiu.

                    no akurat to nie była normalka, ale niech Ci będzie :)

                    Pozdrawiam

                    Losiu
                    • Gość: zołza Re: dresiarz zalozyl watek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 20.08.04, 10:58
                      >żeby człowiek zawsze mógł zimna krew zachować w sytuacji kryzysowej... o
                      ile mniej wypadków różnych byłoby na świecie. Ale tak nie jest i nie będzie.

                      Ale my tu nie rozważamy generalnie, tylko mówimy o konkrecie. Uważam, że w tym
                      konkretnym przypadku mógł po prostu wyjść i nie wymagało to żadnego
                      bohaterstwa, zimnej krwi itd. Nie można wszystkiego tłumaczyć okolicznościami,
                      bo wtedy człowiek wygląda jak jakaś kukiełka, która ani własnej woli, ani
                      własnego rozumu.
                      Facet jest dorosły. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że wszedł na tę porodówkę i
                      zamurowało go aż do odcięcia pępowiny. Ja wiem, że szok mógł być, ale istnieje
                      też coś takiego jak instynktowna reakcja obronna organizmu (objawiająca się np.
                      wspomnianym zamknięciem oczu, gdy widzisz coś, czego widzieć nie chcesz - nie
                      możesz tego zrobić rozumowo, to się robi samo. Uciekanie gdzie pieprz rośnie
                      jest też taką reakcją! I to by była reakcja prawidłowa w takich warunkach.
                      Dlaczego tego nie zrobił, nie wiem. Może trudno mu było wybrać między
                      cierpieniami żony a drzwiami, ale w każdym razie na pewno nie był to szok, bo
                      lekarze po prostu by go wywalili z sali, widząc go w takim stanie. Musiał więc
                      zachowywać się w miarę normalnie (tylko proszę, nie pisz, że to były pozory
                      normalności, a wewnątrz targał nim szok :-)

                      > Stało się, to się stało, teraz niech szuka fachowej pomocy u psychologa!

                      > Normalka, jak to w życiu.
                      no akurat to nie była normalka, ale niech Ci będzie :)

                      Porodu nie uważasz za coś normalnego? Czy reakcji męża? Bo już się gubię.
                      Cała sytuacja: poród i reakcja jest z życia wzięta! Jeśli mówisz o tym, że
                      poród rodzinny nie jest normalką, to ja już się nie będę spierać. Dla mnie
                      jest. Mąż dziecko spłodził, żona je rodzi. Dlaczego oboje nie mają w tym
                      uczestniczyć (o ile nie mają przed tym oporów)? Znam takich, którzy najpierw
                      nie chcieli, bo bali się obrzydliwstwa itd, a potem piali z zachwytu. I mogę
                      Cię zapewnić, że dzieciaki tych rodziców będą znacznie bliżej związane z
                      rodzicami, a rodzice z nimi, niż u takich par, które poród traktują jak jakąś
                      wstydliwą chorobę, którą trzeba możliwie szybko odbębnić i więcej do niej nie
                      wracać.

                      >o! i tu mamy zbliżone stanowiska (co do tego, co sie podziało)... chociaż do
                      > psychologów (młodych kobiet tuż po studiach w szczególnosci) mam nieco
                      > podejrzliwe podejście.
                      O psychologu mówiłam, zdaje się, już w drugim swoim poście do tego tematu, bo
                      wypowiadałam się kilka razy.

                      Ale dlaczego Ty w każdym zdaniu jakiś stereotyp musisz umieścić? Dlaczego masz
                      podejrzliwe podejście do młodych psycholożek? Masz jakieś doświadczenia? Jeśli
                      tak, wybieraj starsze, facetów czy co tam chcesz. A nie masz, to nie produkuj
                      uprzedzeń.
                      Pozdrówka

                      • losiu4 Re: dresiarz zalozyl watek 20.08.04, 12:40
                        Gość portalu: zołza napisał(a):

                        > >żeby człowiek zawsze mógł zimna krew zachować w sytuacji kryzysowej... o
                        > > ile mniej wypadków różnych byłoby na świecie. Ale tak nie jest i nie będzie.

                        > Ale my tu nie rozważamy generalnie, tylko mówimy o konkrecie.

                        tyle, ze pod to generalizowanie i ten przypadek można podciągnąć. Po prostu
                        chłop nie zachował zimnej krwi i w szok popadł. I podobne przypadki będą sie
                        zdarzać jeszcze nie raz.

                        > Uważam, że w tym
                        > konkretnym przypadku mógł po prostu wyjść i nie wymagało to żadnego
                        > bohaterstwa, zimnej krwi itd.

                        widzisz, łatwo się nam pisze co by było najlepiej żeby zrobił. Popieram to co
                        powiedziałaś. Dombas tak nie zrobił - to jego błąd. Ja natomiast nie powiem, co
                        bym "na pewno" zrobił bo po prostu nie wie. Ja _podejrzewam_ że w jego sytuacji
                        wyszedłbym

                        > Nie można wszystkiego tłumaczyć okolicznościami,

                        wszystkiego nie, ale pewne rzeczy jak najbardziej. Wśród nich irracjonalne
                        działanie człowieka bedącego w szoku.

                        > bo wtedy człowiek wygląda jak jakaś kukiełka, która ani własnej woli, ani
                        > własnego rozumu.

                        ano w szoku często tak wygląda i tak się zachowuje, niestety. By mnie było
                        dalszych nieporozumień - zakładam, że chłop _był_ w szoku.

                        > Facet jest dorosły. Jakoś nie mogę sobie wyobrazić, że wszedł na tę porodówkę
                        > i zamurowało go aż do odcięcia pępowiny.

                        może warto wytężyć wyobraźnię? Jak to podczas tego porodu było - nie wiem, ale
                        widziałem przypadek, gdy jednego gościa nagły huk zamurował na kilka minut.
                        Dosłownie. Też myślałem, że to niemożliwe i "nikt racjonalny tak by się nie
                        zachował". By uprzedzić ew. zarzut, ze to ma sie nijak do porodu, wyjaśnie, że
                        chodzi mi tu o nagłe działanie silnych bodźców stresujących.

                        Ja wiem, że szok mógł być, ale istnieje
                        > też coś takiego jak instynktowna reakcja obronna organizmu (objawiająca się
                        np.
                        > wspomnianym zamknięciem oczu, gdy widzisz coś, czego widzieć nie chcesz - nie
                        > możesz tego zrobić rozumowo, to się robi samo.

                        albo - jak w podanym przykładzie: stanięciem i wytrzeszczaniem oczu. Zresztą
                        nieraz można przeczytać zdania: stała i w szoku przypatrywala sie szeroko
                        rozwartymi oczami" :)

                        > Uciekanie gdzie pieprz rośnie
                        > jest też taką reakcją! I to by była reakcja prawidłowa w takich warunkach.

                        niekoniecznie. Niektórym nogi wrastają w ziemię :)

                        > Dlaczego tego nie zrobił, nie wiem.

                        też nmie wiem. Ale staram sie go zrozumieć. Znaczytłumaczę jego reakcję
                        szokiem. Co nie znaczy, że usprawiedliwiam jego dalszego zachowania: znaczy
                        chęci szukania kochanek i rozwalenia związku, zamiast pomocy u psychologa
                        jakiegoś.

                        > Może trudno mu było wybrać między
                        > cierpieniami żony a drzwiami, ale w każdym razie na pewno nie był to szok, bo
                        > lekarze po prostu by go wywalili z sali, widząc go w takim stanie.

                        dlaczego? że stał chłop jak wmurowany i się patrzył? I za to by go mieli
                        wywalić? Podejrzewam, ze wielu meżczyzn podobnie postępuje, tylko nie każdemu
                        potem takie problemy się zdarzaja.

                        > Musiał więc
                        > zachowywać się w miarę normalnie (tylko proszę, nie pisz, że to były pozory
                        > normalności, a wewnątrz targał nim szok :-)

                        oczywiście że napiszę, bo często jest tak, jak napisałem kilka linijek wyżej :)
                        jeszcze lepszym przykładem jest jeden mój znajomy, który własnie stał jak wryty
                        i się patrzył (nb. później przyznał, że o mało co nie zemdlał). Tyle ze on
                        urazu się nie nabawił, ale z żoną podjęli decyzję, że drugiego porodu
                        rodzinnego nie będzie. I nie było. Był tradycyjny.

                        > > Stało się, to się stało, teraz niech szuka fachowej pomocy u psychologa!

                        > > Normalka, jak to w życiu.

                        > no akurat to nie była normalka, ale niech Ci będzie :)

                        > Porodu nie uważasz za coś normalnego?

                        w pewnym sensie nie :) znaczy w sensie "ludzkości" - tak jest to normalne
                        (kobiety rodziły, rodzą i będą rodzić). W sensie stanu pojedynczej kobiety to
                        juz niekoniecznie (porody zdarzaja się najwyżej co jakiś czas i zazwyczaj jest
                        to dla takiej kobiety jakieś przeżycie różniące sie od "stanu normalnego"). Ale
                        nie o to mi chodziło :)

                        > Czy reakcji męża? Bo już się gubię.

                        o reakcję męża :) mam nadzieję, ze pomogłem się odnaleźć :)

                        > Cała sytuacja: poród i reakcja jest z życia wzięta! Jeśli mówisz o tym, że
                        > poród rodzinny nie jest normalką, to ja już się nie będę spierać.

                        nie dla wszystkich jest normalka i nie kazdy chce go miec (kobiety również) :)

                        > Dla mnie
                        > jest. Mąż dziecko spłodził, żona je rodzi. Dlaczego oboje nie mają w tym
                        > uczestniczyć (o ile nie mają przed tym oporów)?

                        juz się miałem czepić, ale słowa w nawiasach mnie powstrzymały :) tu zgadzamy
                        się całkowicie :) najwyraźniej musimy sobie doprecyzować o czym piszemy.

                        > Znam takich, którzy najpierw
                        > nie chcieli, bo bali się obrzydliwstwa itd, a potem piali z zachwytu.

                        nie neguję. Istnieją tacy. Tak samo jak istnieją przypadki wrecz przeciwne :)

                        I mogę
                        > Cię zapewnić, że dzieciaki tych rodziców będą znacznie bliżej związane z
                        > rodzicami, a rodzice z nimi, niż u takich par, które poród traktują jak jakąś
                        > wstydliwą chorobę, którą trzeba możliwie szybko odbębnić i więcej do niej nie
                        > wracać.

                        ja bym tak pochopnie nie szafował zapewnieniami :) różnie to w zyciu później
                        bywa. Pokazujesz 2 skrajności, a cały środek Ci umyka :)

                        > O psychologu mówiłam, zdaje się, już w drugim swoim poście do tego tematu, bo
                        > wypowiadałam się kilka razy.

                        to dobrze radziłaś. O ile on chce w ogóle ratowac zwiazek.

                        > Ale dlaczego Ty w każdym zdaniu jakiś stereotyp musisz umieścić?

                        nie w każdym, ale zdarza sie :) stereotypy ułatwiają życie, chociaż oczywiście
                        można się na nich przejechać :)

                        > Dlaczego masz
                        > podejrzliwe podejście do młodych psycholożek? Masz jakieś doświadczenia?

                        osobiście nie. Ale jednego faceta taka młoda osobka po studiach dość strasznie
                        poharatała (psychicznie oczywiście). Przynajmniej później inny psycholog tak
                        stwierdził.Poza tym uważam, że za pracę terapeutyczną winny się brac osoby z
                        doświadczeniem życiowym i odpowiednim podejściem do człowieka, a nie samymi
                        trzema literkami przed nazwiskiem. Oczywiście - jak od każdej reguły - są i
                        wyjątki :) dobrze przebacz, znów sobie pogeneralizowałem. I celowo
                        przejaskrawiłem :)

                        > Jeśli tak, wybieraj starsze, facetów czy co tam chcesz. A nie masz, to nie
                        > produkuj uprzedzeń.

                        nie złość się już :) czyzbyś była młodym psychologiem?

                        Pozdrawiam

                        Losiu
                        • Gość: zołza Re: dresiarz zalozyl watek IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 21.08.04, 13:20
                          Wiedziałam, że Twoja odp. będzie długa ;-), ale że aż tak?
                          Dobra, skomentuję jeszcze niektóre:

                          >może warto wytężyć wyobraźnię? Jak to podczas tego porodu było - nie wiem, ale
                          > widziałem przypadek, gdy jednego gościa nagły huk zamurował na kilka minut.
                          Właśnie dobrze, że piszesz na kilka minut! Tyle właśnie może trwać zamurowanie.
                          Poród trwa trochę dłużej, co zapewne wiesz. I składa się z kilku faz, z których
                          naprawdę szokująca może być tylko ostatnia. Przy czym oczywiście, od początku
                          jest stopniowanie wrażeń. Najpierw trochę bolą skurcze, potem boli coraz
                          bardziej i coraz częściej. Przy końcu rozwierania boli już tak bardzo, że
                          trudno to wytrzymać, jeśli nie dostało się znieczulenia) (i tu uwaga: facet
                          powinien wyjść).

                          > może warto wytężyć wyobraźnię?
                          Nie brak mi wyobraźni ani doświadczenia w kwestii porodów (wspólnych). Lekarze
                          nie pozwalają facetom pętać się od strony teatrzyku w momencie wydobywania
                          dzieciaczka na świat. Nie zapominaj, że kobieta wtedy musi mocno przeć, a facet
                          najczęściej jest tuż przy niej i trzyma ją mocno, mówiąc w odpowiedniej chwili:
                          przyj, przyj (zupełnie jak na filmach - to chyba jedyny moment
                          odzwierciedlający rzeczywistość ;-). Co Dombas robił w tym momencie od drugiej
                          strony, nie wiem - może to on był lekarzem odbierającym poród???

                          > też nmie wiem. Ale staram sie go zrozumieć
                          Też się staram, ale nie mogę, bo ton tego postu jest taki, że nie wynika z
                          niego tragizm, ale sadyzm. Wobec wielkiego uczucia fizjologia jest niczym,
                          uwierz mi :-) A on od razu o kochankach!

                          > dlaczego? że stał chłop jak wmurowany i się patrzył? I za to by go mieli
                          > wywalić? Podejrzewam, ze wielu meżczyzn podobnie postępuje, tylko nie każdemu
                          > potem takie problemy się zdarzaja.
                          Tak, dlatego, że się nie umiał zachować. FAcet na sali porodowej potrzebny jest
                          rodzącej. Jeśli jej nie pomaga, to przeszkadza. Uwierz mi, że na sali porodowej
                          lekarze nie mają ochoty ratować tatusia z omdlenia, dlatego zwraca się uwagę na
                          to, co robi mąż, czy nie przeszkadza itd. W skrajnych przypadkach wyprasza się
                          gościa z sali i już!

                          ja bym tak pochopnie nie szafował zapewnieniami :) różnie to w zyciu później
                          > bywa. Pokazujesz 2 skrajności, a cały środek Ci umyka :)
                          Ja nie mówię o losach dzieci, że będą lepsze, tylko o tym, że takie dzieci,
                          przy których porodzie byli ojcowie, są później w lepszych stosunkach z tymi
                          ojcami :-) A nie to że generalnie będzie im lepiej w życiu, będą szczęśliwsze
                          itd.

                          Przynajmniej później inny psycholog tak
                          > stwierdził.Poza tym uważam, że za pracę terapeutyczną winny się brac osoby z
                          > doświadczeniem życiowym i odpowiednim podejściem do człowieka, a nie samymi
                          > trzema literkami przed nazwiskiem.
                          Zgadzam się jak najbardziej, że tak delikatną materię, jaką jest psyche, należy
                          oddać w ręce doświadczonej osoby :-)

                          > nie złość się już :) czyzbyś była młodym psychologiem
                          Nie złoszczę się, nie jestem psychologiem, ale z pewnych względów mam dla nich
                          szacunek.

                          Skoro w zasadzie w większości punktów w zasadzie się zgadzamy, to możemy
                          dyskusję chyba zamknąć. :-)

                          • losiu4 Re: dresiarz zalozyl watek 25.08.04, 09:26
                            Gość portalu: zołza napisał(a):

                            > Wiedziałam, że Twoja odp. będzie długa ;-), ale że aż tak?

                            wena twórcza mnie meczyła :)

                            > Właśnie dobrze, że piszesz na kilka minut! Tyle właśnie może trwać
                            > zamurowanie.

                            i tyle najwyraźniej wystarczy, by się szoku nabawić.

                            > Przy końcu rozwierania boli już tak bardzo, że
                            > trudno to wytrzymać, jeśli nie dostało się znieczulenia) (i tu uwaga: facet
                            > powinien wyjść).

                            no widzisz, a niektórzy twierdza, że właśnie wtedy powinien być przy cierpiącej
                            kobiecie i za rękę ja trzymać :)

                            > Lekarze nie pozwalają facetom pętać się od strony teatrzyku w momencie
                            > wydobywania dzieciaczka na świat.

                            jak to nie pozwalają, kiedy pozwalają. Z boku co prawda (jeśli na sali), lub
                            wręcz wprost (kiedy przez szybę) :)

                            > Co Dombas robił w tym momencie od drugiej
                            > strony, nie wiem - może to on był lekarzem odbierającym poród???

                            a ja nie wiem, z której strony był :)

                            > Tak, dlatego, że się nie umiał zachować. FAcet na sali porodowej potrzebny
                            > jest rodzącej.

                            i rodzącej pomaga i sobie :)

                            > Jeśli jej nie pomaga, to przeszkadza.

                            jak najbardziej

                            > Uwierz mi, że na sali porodowej
                            > lekarze nie mają ochoty ratować tatusia z omdlenia,

                            wierzę :) ale od tej wiary nie ubędzie mdlejących tatusiów. A takie przypadki
                            mimo czujności lekarzy po prostu sie zdarzają

                            > dlatego zwraca się uwagę
                            > na to, co robi mąż, czy nie przeszkadza itd. W skrajnych przypadkach wyprasza
                            > się gościa z sali i już!

                            oczywiscie że zwracają. Ale pewnych zachowań po prostu nie da sie zauważyc, a
                            jesli już sie zauważy, jest za późno. To o czym piszesz to byłby ideał.
                            Niestety niemożliwy do osiągnięcia.

                            > Ja nie mówię o losach dzieci, że będą lepsze, tylko o tym, że takie dzieci,
                            > przy których porodzie byli ojcowie, są później w lepszych stosunkach z tymi
                            > ojcami :-) A nie to że generalnie będzie im lepiej w życiu, będą szczęśliwsze
                            > itd.

                            o to samo i mnie chodziło :) i nadal będę sie upierał, że to co twierdzisz
                            niekoniecznie prawdą musi być w 100% przypadków :) bo to generalizowanie,
                            którego zdaje się nie lubisz :)

                            > Zgadzam się jak najbardziej, że tak delikatną materię, jaką jest psyche,
                            > należy oddać w ręce doświadczonej osoby :-)

                            no i widzisz? jakoś udaje nam się stanowiska pogodzić :)

                            > Nie złoszczę się, nie jestem psychologiem, ale z pewnych względów mam dla
                            > nich szacunek.

                            ja też. Do niektórych

                            > Skoro w zasadzie w większości punktów w zasadzie się zgadzamy, to możemy
                            > dyskusję chyba zamknąć. :-)

                            niby tak :) ale pozwoliłem sobie na małe post scriptum, bo fajnie się
                            dyskutowało :) dzieki :)

                            Pozdrawiam

                            Losiu
    • Gość: jedna z zon Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.jersyc01.nj.comcast.net 18.08.04, 15:01
      zal mi pana,proponuje leczenie bo uczucia do zony trzeba bylo zweryfikowac
      przed zajsciem zony w ciaze
      • losiu4 Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 20:02
        Gość portalu: jedna z zon napisał(a):

        > zal mi pana,proponuje leczenie bo uczucia do zony trzeba bylo zweryfikowac
        > przed zajsciem zony w ciaze

        to naprawdę nie w tym problem jest

        Pozdrawiam

        Losiu
    • Gość: beatka Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.milocin.sdi.tpnet.pl 18.08.04, 15:08
      boshe Dombas jak widze co piszesz to mi sie niedobrze robi..patrzec na Twoje posty widze ze nieszanujesz kobiet i ogolnie masz je gdzies...fakt, gdy kobieta rodzi wylewa sie z niej krew,wody plodowe..ale rowniez na swiat przychodzi wtedy dziecko..i to powinno byc dla Ciebie najwaziejsze a nie jej krew czy inne plyny ustojowe..TWOJE DZIECKO i to ono powinno byc dla Ciebie najwazniejsze..Twoja zona chciala przezyc chwile narodzin WASZEGO potomka razem z Toba..ogolnie to radze Ci dac sie zamknac w pokoju bez klamek..
      • maretina Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 20:07
        Gość portalu: beatka napisał(a):

        > boshe Dombas jak widze co piszesz to mi sie niedobrze robi..patrzec na Twoje
        po
        > sty widze ze nieszanujesz kobiet i ogolnie masz je gdzies...fakt, gdy kobieta
        r
        > odzi wylewa sie z niej krew,wody plodowe..ale rowniez na swiat przychodzi
        wtedy
        > dziecko..i to powinno byc dla Ciebie najwaziejsze a nie jej krew czy inne
        plyn
        > y ustojowe..TWOJE DZIECKO i to ono powinno byc dla Ciebie
        najwazniejsze..Twoja
        > zona chciala przezyc chwile narodzin WASZEGO potomka razem z Toba..ogolnie to
        r
        > adze Ci dac sie zamknac w pokoju bez klamek..
        beatko...
        dumbas nie napisal, ze nie szanuje zony, nie napisal, ze nie kocha dziecka, ze
        sie z niego nie cieszy.
        chyba nie zrozumialas sensu jego postu.
        moze wytlumacze Ci bardziej obrazowo: idz do rzezni i zobacz jak zabija sie
        zwierzeta, z ktorych potem masz miesko. ciekawe czy nie stracisz apetytu.
        Dumbas potrzebuje pomocy specjalisty, nie szykan.
      • losiu4 Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 18.08.04, 20:08
        Gość portalu: beatka napisał(a):

        > boshe Dombas jak widze co piszesz to mi sie niedobrze robi..patrzec na Twoje
        > posty widze ze nieszanujesz kobiet i ogolnie masz je gdzies...

        to nie ma nic do szanowania kobiet. To po prostu pewnego rodzaju szok, podobny
        do tego, co sie kobietom zdarza i zwie sie szokiem poporodowym.

        > ale rowniez na swiat przychodzi wtedy
        > dziecko..i to powinno byc dla Ciebie najwaziejsze a nie jej krew czy inne
        > plyny ustojowe..TWOJE DZIECKO i to ono powinno byc dla Ciebie
        > najwazniejsze..

        no i pewnie jest. Tylko co to ma wspólnego z z przedstawionym problemem?


        > Twoja zona chciala przezyc chwile narodzin WASZEGO potomka razem z
        > Toba..

        no to troche sie pomyliła. Prawda jest taka, że nie każdy nadaje sie do tzw.
        porodu rodzinnego. I nikogo na siłę nie należy do niego przymuszac (ani kobiet,
        ani mężczyzn) bo potem własnie takie problemy się pojawiają. Jedną słową:
        tzw. "amerykańskim naukowcom" nie ma co bezkrytycznie wierzyc, bo to więcej
        szkoduy przynosi, niźli pożytku


        > ogolnie to radze Ci dac sie zamknac w pokoju bez klamek..

        nie ma powodu. Natomiast faktycznie musi sobie chłop jakoś dać rade.

        Pozdrawiam

        Losiu
        • Gość: sabna Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć IP: *.range81-156.btcentralplus.com 18.08.04, 20:47
          zupelnie sie zgadzam nikt nie powinien przymuszac kobiet do porodu :)
          A tak na marginesie zupelnie mi sie w glowie nie miesci jak dojrzaly mezczyzna
          moze doznac szoku na widok rodzacej zony, nie chcialabym sobie takiego faceta
          nawet wyobrazac w sytuacjach rzeczywiscie ekstremalnych. A z drugiej strony jak
          swiat swiatem ludzkosc nigdy nie bedzie sie skladac z jednostek iealnych i
          rzeczywiscie warto sobie zdawac sprawe ze dla niektorych porod moze
          zlamac "estetycznie" i psychicznie. Odpowiedzi dla autora sa tak agresywne bo
          on nie pyta sie o porade, nie szuka rozwiazania problemu, pisze tylko ze sie
          brzydzi i chyba sobie kochanke znajdzie.
          • losiu4 Re: Asystowałem przy porodzie i nie mogę patrzeć 19.08.04, 07:05
            Gość portalu: sabna napisał(a):

            > zupelnie sie zgadzam nikt nie powinien przymuszac kobiet do porodu :)

            o przymiotniku zapomniałaś :)

            > A tak na marginesie zupelnie mi sie w glowie nie miesci jak dojrzaly
            > mezczyzna moze doznac szoku na widok rodzacej zony,

            powinno Ci sie zmiescić, bo po prostu tak bywa :)

            > nie chcialabym sobie takiego faceta
            > nawet wyobrazac w sytuacjach rzeczywiscie ekstremalnych.

            a to juz zależy co nazwiesz sytuacją ekstremalną. Hihi, przypomniała misię
            opowieść znajomego... pewien mężczyzna - zawodowy wojskowy - człowiek szanowany
            przez podwładnych za odwagę i zimna krew padł jak kawka, gdy jego zona zaczęła
            rodzić :)

            > Odpowiedzi dla autora sa tak agresywne bo
            > on nie pyta sie o porade, nie szuka rozwiazania problemu, pisze tylko ze sie
            > brzydzi i chyba sobie kochanke znajdzie.

            faktycznie ostro się odezwał. Ale najwyraźniej ma problem. To pewnie
            porównywalne z szokiem poporodowym u kobiet. Też dla "normalnych" jest
            niezrozumiałe jak można nienawidzic swojego dziecka i dążyć do jego uśmiercenia.

            Pozdrawiam

            Losiu
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka