Dodaj do ulubionych

Mój chłopak mi nie nadskakuje

02.11.14, 13:32
Drogie Forum, już nie raz mogłam liczyć na Wasze trzeźwe spojrzenie i konstruktywne porady.
Tym razem wątek damsko-męski. Od czerwca jestem z chłopakiem, w grudniu zakończył się mój poprzdni, długoletni związek (myślę, że to może być istotne dla sprawy).

Na początku była klasyka gatunku, czyli zaloty, motyle w brzuchu (brzmi strasznie) i wzajemna fascynacja. Chłopak mnie zauroczył, wlaściwie nie było dnia, bym o nim nie myślała. Od początku mi się podobał i czułam się bardzo rada z tego, że ostatecznie zostaliśmy parą (nadal trudno dojść kto kogo uwiódł).

Problem w tym, że zauważyłam, że bardzo często rozmijamy się w naszych potrzebach i postawach. Ja jestem typem księżniczki przyzwyczajonej do tego, że mówiąc metaforycznie, facet roztacza przede mną czerwony dywan, a w tym związku tego nie ma. Przykładowo - dość często zdarzało mi się płacić na naszych pierwszych randkach (dopóki nie przyznałam mu się, że uważam, że to jego obowiązek i że propozycja zapłąty z mojej strony była tylko czystą kurtuazją). Przez 6 lat mojego poprzedniego związku, ani razu nie tłukłam się z dworca z torbą autobusem - mój były za każdym razem przyjeżdżał na dworzec, nierzadko z jakimś kwaitkiem na powitanie. Tutaj na moje wyraźnie okazane niezadowolenie pan zorientował się, że jako mój chłopak mógłby przyjechać po mnie, chociazby autobusem (facet studiuje, naprawdę nie wymagam od niego, żeby po mnie przyjeżdżał autem, zwłaszcza, że mieszka dość daleko od dworca). Ponadto rozmijamy się w potrzebach - ja jak się zakocham, to potrzebuję naprawdę intesywnego kontaktu. Nie jestem babą bluszcz, bardzo cenię sobie męską przyjaźń i szanuję czas mojego faceta. Ale w tym związku czuję się lekko mówiąc... lekceważona. Np. wczoraj umówiliśmy się, że przyjedzie dziś po mnie na dworzec (bylam u rodziców kilka dni). Marudził, że rano (o 9:30 byłam w Wawie), że chciał się wyspać. Samo to sprawiło, że zrobiło mi się trochę przykro, bo nie widzieliśmy się cały tydzień i myślałam, że on, podobnie jak ja, nie może się już doczekać spotkania. Ale okej, powiedział, że przyjedzie. No to mając to na uwadze, postanowiłam wziąć trochę więcej zimowych ciuchów z domu, z myslą, że ma mi kto pomóc z bagażem. Ja durna, jeszcze wyłudziłam od mamy obiad dla niego :/ Ledwo wsiadłam do pociągu, dostałam SMS od niego, że spał źle biedaczyna tej nocy i czy mógłby przyjechać do mnie na 13. Napisałam, że okej, że dam sobie radę (choć miałam ciężką torbę + kontuzję nogi), ale w środku mnie ścisnęło, że najpierw obiecał, potem odwołuje. Aaale, starałam się nic sobie z tego nie robić. Dałam radę dojechać do mieszkania sama. Poleciałam po zakupy z myślą, że jak przyjedzie, to zrobię fajne jedzenie i w ogóle będzie bosko jak dawniej. No i wtedy dostałam kolejny SMS, że mój miły wolałby się dziś nie spotykać, bo coś niewyraźnie się czuje i chyba powinien zostać w łóżku.

Może durna jestem, ale aż się popłakałam. Czuję się przez niego olewana. A z drugiej strony, jak zaczęłam się nad tym racjonalnie zastanawiać, to doszłam do wniosku, że to może egoistyczne z mojej strony i że gdybym go kochała, to nie czepiałabym się tak. No i że on biedny chory leży, a ja bezwględna szuja próbuję wyegzekwować jakieś korzyści dla siebie. Napisałam mu tylko "ok" bo już nie straciłam siłę i cieprliwość.

No nie wiem, co mam o tym wszystkim myśleć, może Wy dostrzeżecie coś, czego ja nie widzę lub nie chcę widzieć. Wyjaśnień jest kilka:
a) nie pasujemy do siebie - mamy rozbiezne potrzeby i sposoby okazywania miłości
b) facet mnie olewa
c) nie kocham go, tęsknię za byłym i dokonuję na obecnym chłopaku projekcji własnych uczuć (boję się, że coś w tym może być i że interpretuję jego zachowania jako olewanie mnie, po to, żeby się go czepiać, a w ostateczności rzucić, bo sama nie darzę go uczuciem, że to jedynie zauroczenie i bycie z kimś "bo tak wyszło").

Medal dla tego, kto dobrnął do końca.
Będę wdzięczna za opinie.
Obserwuj wątek
    • alpepe Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 13:36
      on jest alkoholikiem, czy tylko przedobrzył?
      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 13:43
        Niee, on prawie w ogóle nie pije. Przeziębił się pewnie na cmentarzu ;P
    • facettt a musi ? 02.11.14, 13:40
      obcy.kana napisał(a):

      > a) nie pasujemy do siebie - mamy rozbiezne potrzeby i sposoby okazywania miłośc
      > i
      > b) facet mnie olewa
      > c) nie kocham go, tęsknię za byłym i dokonuję na obecnym chłopaku projekcji wła


      Odpowiedz: - a+c

      PS. tez leze (aktualnie) chory w lozku i Szanowna musiala tluc sie wczoraj samochodem
      po zatloczonym miescie i swieczki zapalic sama.
      no i co ?
      • obcy.kana Re: a musi ? 02.11.14, 13:44
        Myslę, że gdybym dostawała w tym związku tyle, ile potrzebuję, to z wielką chęcią zajęłabym się nim w trakcie choroby.
        • sundry Re: a musi ? 02.11.14, 13:51
          Mimo faktu, że darzę wielką niechęcią kobiety w typie księżniczek, akurat w tym przypadku stawiam na olewanie przez niego. Wydaje mi się, że więcej dajesz, niż dostajesz. Marudzenie na odebranie z dworca o 9:30 (no faktycznie, co za nieludzka godzina...) i odwoływanie umówionych spotkań ( po co się umawiał?) ledwie może dałoby się jakoś usprawiedliwić po kilkuletnim związku, kiedy już nieco opadły emocje i skończyło się picie sobie z dzióbków, ale na pewno nie po 5 miesiącach. Pewnie dałabym sobie spokój na Twoim miejscu.
          • sl-14 Re: a musi ? 02.11.14, 13:54
            No właśnie, jeszcze to przeciąganie - najpierw że później, potem, że wcale. Jakby chciał się wymigać od przykrego obowiązku. :/
            • obcy.kana Re: a musi ? 02.11.14, 14:02
              Pisz mi tak dalej

              https://2.bp.blogspot.com/-3OamRseigLQ/UXXUYGTd2II/AAAAAAAAAEo/m8jsz4AskRQ/s1600/imagesCAVKMKK5.jpg
              • sl-14 Re: a musi ? 02.11.14, 14:06
                Sorry, ale weź pod uwagę, że dostaniesz tu wnioski osób, które oceniają po tym, co napisałaś, a napisałaś tak, a nie inaczej, bo czujesz się rozżalona. Ale nikt tutaj nie ma pełnego oglądu sytuacji.
                • obcy.kana Re: a musi ? 02.11.14, 14:16
                  no niżej wypisałam trochę pozytywów na jego temat ;]
          • obcy.kana Re: a musi ? 02.11.14, 13:56
            :(
            A taki fajny się wydawał... Rodzicom go przedstawiłam, poznałam jego rodzinę. Wszyscy znajomi i rodzina cieszą się, że jestem szczęśliwie zakochana. Trochę byłoby mi wtyd teraz tak po prostu to wszystko zakończyć... Nie chcę go skreślać ;(
            • sundry Re: a musi ? 02.11.14, 14:02
              Nikt za Ciebie tej decyzji nie podejmie, ale imho łatwiej ją podjąć po 5 miesiącach niż po 5 latach, a założę się, że przez ten czas Twoje niezadowolenie i frustracja będą narastać, co odbije się pewnie także i na nim, a mógłby już w tym czasie układać sobie życie z kimś, kto nie będzie od niego oczekiwać czerwonych dywanów ( choć akurat w opisanych przykładach nie oczekiwałaś wcale żadnego królewskiego traktowania, raczej zwykłego w związku ludzi, którym na sobie zależy).
              • lew_ Re: a musi ? 02.11.14, 15:21
                Sundry,jak milo cie znowu widziec:) Jestes juzz tym radca prawnym?:)
                • sundry Re: a musi ? 02.11.14, 15:51
                  Tak, jestem :)
                  • lew_ Re: a musi ? 02.11.14, 15:56
                    Gratuluje Tobie z calego serca:)Ale teraz to nie mam szans u ciebie:(
                    • sundry Re: a musi ? 02.11.14, 17:00
                      Dziękuję, łatwo nie było :) a kiedykolwiek dawałam do zrozumienia, że masz?
                      • lew_ Re: a musi ? 02.11.14, 17:05
                        Wierze ze latwo nie bylo,ale co to dla Ciebie:) kiedys bylas super mila dla mnie:) Wiec pomyslalem sobie.....
      • sl-14 Re: a musi ? 02.11.14, 13:50
        Ja stawiam na a) lub b), wnosząc po opisie. O ile jeśli chodzi o płacenie, to nie do końca się zgadzam, o tyle umiarkowany zapał twojego lubego do kontaktów i pomocy tobie, nie wygląda dobrze.
        • sl-14 I jeszcze 02.11.14, 13:53
          > Na początku była klasyka gatunku, czyli zaloty, motyle w brzuchu (brzmi strasznie
          > i wzajemna fascynacja. Chłopak mnie zauroczył, wlaściwie nie było dnia, bym o
          > nim nie myślała. Od początku mi się podobał i czułam się bardzo rada z tego,
          > że ostatecznie zostaliśmy parą (nadal trudno dojść kto kogo uwiódł).

          To na pewno było/jest wzajemne i z obu stron?
          • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 13:58
            No taaak. Tego akurat jestem pewna.
            W ogóle ja wiem, że on mnie kocha. Naprawdę. Myślę, że nawet bardziej niż ja jego. Ale kocha mnie po swojemu,a to co mi daje, dla mnie jest niewystarczające. Ot co. I boję się, że im dalej w las, to te różnice będą się coraz bardziej uwydatniać. Nie wiem, może jest jeszcze mało dojrzały, w sumie to najmlodszy chłopak jakiego miałam (ma 24 lata, ja 23).
            • sl-14 Re: I jeszcze 02.11.14, 14:00
              > W ogóle ja wiem, że on mnie kocha. Naprawdę. Myślę, że nawet bardziej niż ja jego.

              Ok, a po czym to wnosisz?
              • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:10
                Hmm. No to co tutaj opisałam to tylko wycinek, i to zawierający same negatywy. A wnioskuję, że mnie kocha po tym, że:
                - mówi mi to
                - jak się spotykamy, to okazuje mi to w sposób fizyczny (całowanie, przytulanie)
                - kilka razy mi pomógł.. zreperował coś w mieszakniu, przyniósł zakupy, a na początku znajomości miał dla mnie zawsze czas ... jak chcialam się spotkać, bo miałam zły dzień, to zawsze mogłam na niego liczyć (dziś już tak nie jest :/)
                - przedstawił mnie swoim rodzicom - on raczej należy do tych, co traktują te sprawy poważnie
                - łazi ze mną do kościoła, bo wie, że mi na tym zależy :P
                - no i o wspólnym życiu coś wspomina często. tzn wprost powiedział, że jestem pierwszą dziewczyną, którą rozpatruje w kontekście małżeństwa.

                No sama już nie wiem. Ja wierzę mu i widzę, ze mnie kocha, ale własnie chyba mamy baaardzo rozbieżne potrzeby bliskości. Jak się spotykamy, to jest fajnie. Gorzej jak się nie widzimy - np. on sam z siebie praktycznie do mnie nie dzwoni, żeby spytać, co u mnie i pogadać.
                • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:13
                  "jestem pierwszą dziewczyną, którą rozpatruje w kontekście małżeństwa."

                  wlasnie to przeczytalam i zrobilo mi sie dziwnie. bo to chyba brzmi trochę jak by mi robił łaskę. on to chyba inaczej ujął, ale mniejsza o to - w każdym razie on mówi o nas tak, jak bysmy mieli byc za rok, dwa, malzenstwem.
                  • alpepe Re: I jeszcze 02.11.14, 14:27
                    opowiedz, czemu się rozstałaś z facetem, który rozwijał przed tobą czerwone dywany.
                    • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:34
                      Tamten nie chciał się żenić. Poza tym nie szanował moich poglądów. W przeciwieństwie do chłopaka, z którym jestem teraz.

                      Szkoda, że jakiejś hybrydy nie da się zrobić z najlepszych cech mężczyzn naszego życia.
                      • alpepe Re: I jeszcze 02.11.14, 14:42
                        Ja to widzę tak, młodzi jesteście, jak się zaweźmiesz, to go "wychowasz", w znaczeniu, że będzie wiedział: na dworzec wyjść, z kwiatkiem w dłoni, bo jak nie, to foch. Albo mamy do jasnej równouprawnienie i wtedy możesz sama o siebie zadbać, a miłe gesty ci średnio potrzebne, albo księżniczkuj dalej, ale zmień księcia. Póki co, pretensje możesz mieć do rodziców chłopaka, że go nie wychowali na rycerskiego dżentelmena.
                        • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 15:06
                          Jasne, że mogę sama o siebie zadbać, ale należę do tego typu kobiet, które muszą czuć, że facet jest ich wsparciem i ochroniarzem. Nie chodzi oczywiście o sytuację znajdowania się non stop pod opieką partnera, tylko o pewną postawę, Nawet z tym płaceniem jest tak, że wymagam, żeby to mężczyzna fundował wyjścia, a i tak mu tę forsę zwracam, np. regularnie zapraszając na obiad czy kupując mu jakiś drobiazg.

                          obyś miała rację alpepe, spróbuję jeszcze podziałać, ale jeśli natrafię na mur z jego strony, to chyba rzeczywiście sobie odpuszczę i poczekam na kogoś, kto bardziej będzie potrafił okazać zaangażowanie.
                          • wysad Re: I jeszcze 02.11.14, 17:43
                            jesteś przynajmniej zgrabna, atrakcyjna w łóżku?
                • sl-14 Re: I jeszcze 02.11.14, 14:27
                  > - mówi mi to

                  Ok, ale to deklaracja, a za nią powinny iść czyny.

                  > - jak się spotykamy, to okazuje mi to w sposób fizyczny (całowanie, przytulanie)

                  Do tego nie trzeba miłości. :)

                  > - kilka razy mi pomógł.. zreperował coś w mieszakniu, przyniósł zakupy, a na po
                  > czątku znajomości miał dla mnie zawsze czas ... jak chcialam się spotkać, bo
                  > miałam zły dzień, to zawsze mogłam na niego liczyć (dziś już tak nie jest :/)

                  Kiedyś podobnie miałam z kolegą, z którym nic mnie nie łączyło. Tym bardziej, że piszesz, że już tak nie jest.

                  > - przedstawił mnie swoim rodzicom - on raczej należy do tych, co traktują te
                  > sprawy poważnie
                  > - no i o wspólnym życiu coś wspomina często. tzn wprost powiedział, że jestem
                  > pierwszą dziewczyną, którą rozpatruje w kontekście małżeństwa.

                  Może po prostu uważa cie za dobra kandydatkę na żonę, co niekoniecznie musi być komplementem?

                  > - łazi ze mną do kościoła, bo wie, że mi na tym zależy :P

                  A sam jest niewierzący? No to ok, tutaj dostaje punkt. :)

                  Pewnie cię trochę dołuję, ale z drugiej strony jeśli panu się rzeczywiście nie chce, to po co masz robić sobie źle? A w ogóle rozmawiałaś z nim o tym?
                  • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:41
                    Tak nparawdę to od jakiegoś czasu są o to spiny (o to, że ja w tym związku 70% czasu tęsknię). Mieliśmy o tym pogadać jak się spotkamy, czyli dziś... No ale do spotkania nie doszło.
                    Napisał jakąś godzinę temu, że mnie kocha. Ja mu w złości odpisałam, żeby skończył, ale już nie odpisał.

                    Nieee wiem o co chodzi. Jest mi cholernie przykro, bo nawet jak jest chory i leży w łóżku, mógłby ze mną pogadać przez telefon (och nie, zapomnialam ze nie ma kasy na koncie). No to przez głypi internet. Tydzień się nie widziliśmy, dla mnie to sporo....

                    No do kościoła chodzi, choć sam jest agnostykiem. Chodzi i szanuje moje poglądy, a to dla mnie ważne. Np. widzę też, że dla mnie może się powstrzymac od seksu, mimo że nas do siebie cholernie ciągnie (ja chcę dopiero po ślubie i on o tym wie).
                    • straszny.upal Re: I jeszcze 02.11.14, 14:52
                      Moim zdaniem kompletnie do siebie nie pasujecie. Chemia was oglupila i przez jakis czas moze sie wydawac, ze jest ok, ale nie jest.
                      • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 14:55
                        Obawiam się, że możesz mieć rację :c
                        • straszny.upal Re: I jeszcze 02.11.14, 16:54
                          Dodam jeszcze, że to co opisałaś jako "księżniczkowatość" czy jakieś oczekiwania - IMO nie są zawyżone (widocznie dałaś się skutecznie wbić w poczucie winy z ich powodu - niech zgadnę, młoda jeszcze jesteś i łatwo Tobą manipulować?), natomiast jest grupa facetów, którzy z natury nie będą niczego spełniać, oraz druga, która spełni to bez słowa i jeszcze od siebie doda. Z natury.
                          I jeszcze powiem Ci z doswiadczenia - niespełnienie oczekiwań kiedyś odbije Ci sie czkawka i przerodzi sie w stan przewlekly. Pomijam kwestie czekania z seksem do ślubu, bo tego nie poważam i nie popieram (też na podstawie doświadczenia!), zwłaszcza nie popieram braku sprawdzenia sie we wspolnym mieszkaniu przed slubem. Przerobilam w życiu dwa poważne układy, gdzie jeden facet byl taki jak opisujesz i czekanie do slubu z seksem tez bylo. Skonczylo sie frustracja, czkawka przewleklą i rozwodem. Oraz zmiana pogladów, moją przede wszystkim.
                          A potem po wielu roznych ciezkich trafil sie inny, z którym wzajemne oczekiwania spełnilismy bez wysiłku, wspólne mieszkanie okazało się trafione w dziesiątkę, więc i z konsekwencjami dalszymi nie bylo po co zwlekać. Czego i Tobie serdecznie zycze.
                          • obcy.kana Re: I jeszcze 02.11.14, 17:05
                            Ja wiem, ja wiem, masz rację. Ja też mam za sobą długoletni związek i życie na kocią łapę w moim przypadku zupełnie się nie sprawdziło. Panu było już tak dobrze, że o ślubie nawet nie chciał słyszeć.

                            Ja wiem, że to wszystko fatalnie brzmi - że niby czekam teraz do ślubu, a kilka razy poszliśmy do łóżka. Że on niezbyt wierzący (chociaż ostatnio widzę, że coś tez i u niego się w tej kwestii zmienia), a chce czekać. Że w tym wszystkim gdzieś po drodze upadliśmy. Nie chciałabym popadać w skrajności i nie chcę, żeby to wyglądało, że mi kościół wodę z mózgu zrobił - nie, to był mój świadomy wybór. A że bywa ciężko, no to każdy wie po sobie jak trudno się powstrzymać przed miloscia fizyczna jak sie lezy obok kochanej osoby, i to na poczatku zwiazku.

                            Ale z dwojga sytuacji - w tej czuje sie o wiele lepiej. I już wiem, że nie zdecyduje się wiecej na mieszkanie przed slubem.

                            Rozumiem Twoja sytuacje, prawdopodobnie na taki efekt zlozylo sie wiele czynników.
                            Ale Ty zrozum też i moją - ja zmieniłam poglądy, zmieniłam podejście do seksu i malzenstwa i choc bywa trudno, to dobrze mi z tym.

                            A co do moich wymagań - masz rację, powinnam chyba popracować nad poczuciem własnej wartości i chyba przede wszystkim sama do siebie nabrać szacunku. Przestać mu nadskakiwać, to może zacznie mnie szanować i będzie tak jak na początku związku.
                            • straszny.upal Re: I jeszcze 02.11.14, 17:09
                              Ten ostatni paragraf napisalaś dosc sensownie, teraz warto zastosowac.
                              Co do kwestii wiary/religii nie bede sie wypowiadac, bo nie mam ochoty :)
                            • stokrotka_a Re: I jeszcze 04.11.14, 11:33
                              obcy.kana napisał(a):

                              > Ja wiem, że to wszystko fatalnie brzmi - że niby czekam teraz do ślubu, a kilka
                              > razy poszliśmy do łóżka. Że on niezbyt wierzący (chociaż ostatnio widzę, że co
                              > ś tez i u niego się w tej kwestii zmienia), a chce czekać. Że w tym wszystkim g
                              > dzieś po drodze upadliśmy. Nie chciałabym popadać w skrajności i nie chcę, żeby
                              > to wyglądało, że mi kościół wodę z mózgu zrobił - nie, to był mój świadomy wyb
                              > ór. A że bywa ciężko, no to każdy wie po sobie jak trudno się powstrzymać przed
                              > miloscia fizyczna jak sie lezy obok kochanej osoby, i to na poczatku zwiazku.

                              Nie wiem, czy zdajesz sobie sprawę ze swojego zakłamania...
                      • sl-14 Re: I jeszcze 02.11.14, 16:02
                        Pierwszy raz się z tobą zgadzam.
                • stephanie.plum Re: I jeszcze 02.11.14, 21:45
                  ja zdecydowałam się na faceta z podobnym zespołem objawów.

                  to znaczy: byłam pewna, że mnie kocha,
                  i byłam wściekła, bo w ogóle nie stawiał się w roli księcia na szkapie.
                  nie raz desperowałam, bo miałam wrażenie, że gościu kompletnie olewa moje oczekiwania.

                  ale bardzośmy się lubili, a ja jestem długodystansowcem, więc nie zrezygnowałam.
                  po 20 latach razem wiem, że ten człowiek ma po prostu niesamowicie ostro wysterowany próg asertywności, i nigdy nie robi nic, do czego nie jest w stu procentach przekonany.

                  na dłuższą metę ta postawa ma kupę zalet, bo facet nic nie udaje, ani się nie poświęca i nie trzeba mdleć z wdzięczności.
                  poza tym, jest zupełnie odporny na manipulacje i emocjonalne szantaże, co ukróciło moje ewentualne chore zapędy w zarodku.

                  jedyna rzecz, która w twoim opisie niepokoi, to hipochondria delikwenta
                  :~/
                  • stephanie.plum Re: I jeszcze 02.11.14, 21:47
                    i jeszcze jedno: asertywności można się od takiego typa nauczyć. co ułatwia życie.
                  • six_a Re: I jeszcze 03.11.14, 12:57
                    >ani się nie poświęca i nie trzeba mdleć z wdzięczności.
                    no przecież mdlejesz, stawiając się na pozycji zdesperowanej i histeryczki czy co tam sobie wymyśliłaś. a on taki silny, asertywny, uczyć się można i wogle.

                    pamprofesor i kwiaciarka eliza;)
                    • stephanie.plum Re: I jeszcze 03.11.14, 23:01
                      atociheca,
                      diagnoza dotycząca związku na podstawie kilku słów wypowiedzi na jeden wąski, konkretny temat.
                      jestem pod wrażeniem.
                      mieszanym.
                      :~o
                      • six_a Re: I jeszcze 03.11.14, 23:10
                        dekonstrukcja i inne takie, trzeba uważać.
    • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 15:19
      moja droga, ty to męczennica jesteś. będziesz bardzo dobrą matką polką;)
      księżniczka wzięłaby taksówkę, a niewyspanemu chłopcu zrobiła hiszpańską inkwizycję lub do wyboru jesień średniowiecza.
      i przestań odpisywać na każdego smsa ok.
      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 15:24
        "Ok" piszę jak jestem nieźle fkurfiona :D

        No co ja mu innego miałabym napisać? Że mi smutno, że tęsknię? To już było, i skoro nadal nic nie zrozumiał, to mnie już kita opadła po prostu.
        • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 15:39
          w ogóle nic nie pisać. facet nie ma nawet odwagi zadzwonić, żeby powiedzieć, że coś mu dolega i nie może przyjść, to przynajmniej by zadzwonił. a ty się będziesz spowiadać w smsach. teeeż coś.

          żeby on jeszcze kumał, że to ok to wkurw, to by pewnie zadzwonił, a tak to nie dość że leń, to jeszcze głupi jakiś.

          w sumie wszystko sprowadza się do jednego: move on!

          • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:27
            oho, chyba się zorientował, że jest coś nie tak. Odwołałam nasz wpółny wyjazd do moich rodziców - serio, wolę pojechać sama niż z nim po dzisiejszej sytuacji. I teraz wydzwania i pisze. Co robić?

            Nie odpisuję, nie odbieram, nie mam ochoty z nim gadać. Ale nie można tak w nieskończonośc :/

            Siksa, pomusz :|
            • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:47
              no jak zaczął wydzwaniać, to może nie jest aż takim dnem, ale generalnie to przenieś ciężar starania się na niego bardziej, a nie że ty mu mówisz, co ma robić, a on to robi, marudząc pod nosem.
              no tak nie może być. albo chce z tobą spędzać czas, albo może spędza go już z kim innym, to w te weekendy biedak wypocząć musi.
              • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:53
                Potrafisz podnieść na duchu :]

                No dobra, i tak zaraz idę do kościoła, więc ja trochę ochłonę, a i on będzie miał czas pomyśleć.

                Chyba muszę się trochę od niego zdystansować. Że też na początku zawsze jest tak super. Dopóki baba nie okaże, że jej zależy, dopóty chłop lata za nią jak kot z pęcherzem. Ehh.
    • lew_ Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 15:41
      A sex juz byl obcykana?: bo jak nie bylo to mu sie nie dziwie:)
      • facettt wez jej nie doluj_ :) 02.11.14, 16:15
        jasne, ze nie bylo, albo jest raz na dwa tygodnie, bo inaczej, to juz po 3 dniach mialby parcie
        na spotkanie, bo by go przypililo_ :)
        • six_a Re: wez jej nie doluj_ :) 02.11.14, 16:49
          > to juz po 3 dniach mialby parcie
          > na spotkanie, bo by go przypililo_ :)
          może robi tak jak ty, nie zawraca wyimaginowanej żonie dupy.
          • facettt cos nowego 02.11.14, 17:04
            six_a napisała:
            > może robi tak jak ty, nie zawraca wyimaginowanej żonie dupy.


            zawracac/lub nie zawracac/ wyimaginowanej zonie d...?
            co to za kategoria logiczno/poznawcza ?

            wyjasnij, bo mam problemy ze zrozumieniem przeslania.
            • six_a Re: cos nowego 02.11.14, 17:20
              nie zawracaj dupy
              tak się mówi, co nie?
              zawracać komu czemu, w tym przypadku żonie.

              ale ślub pościelny to ci akurat wyszedł, jak mało co.
              • facettt dalej nie kapuje... 02.11.14, 17:27
                six_a napisała:
                > zawracać komu czemu, w tym przypadku żonie.


                .- dobrze, ale po co (tej) wyimaginowanej ?

                - tu chyba nie foro psychiatria ?

                Ale nie przejmuj sie, mam aktualnie ponad 38 °C wiec nie kapuje nie tylko tego :)
                • six_a Re: 38 to jest gorączka? 02.11.14, 17:30
                  japier. gorączka od 39 i pół się zaczyna. i bierzesz procha, a nie się pokładasz jak ostatnia mimoza.
                  czego nie kapujesz, do ciebie odnosiło się tylko "tak jak ty", reszta nie jest o tobie.
                  • facettt dla mezczyzny i owszem :) 02.11.14, 19:45
                    - nie jestem kobieta :)
      • ste.do Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:23
        Przecież napisała że ona dziewictwo konserwuje do ślubu;)) Stąd pewnie te jego napomknienia o małżeństwie, bo a nuż da się w ten sposób przyspiszyć ślub pościelny. A takie częste spotkania "na pusto" muszą być dla niego męczące więc ich unika. Może zresztą inaczej zagospodarował sobie te świąteczne dni aby sobie ulżyć w tym czekaniu na ślub;))Na początku znajomości był okres wakacji i chłopak miał nadzieję na bardziej barwny związek, to się starał. A jak nic z tego nieb wyszło, a rok akademicki się rozpoczął to część czasu poświęca koleżankom z ławy uczelnianej.;)). A kandydatce na żonę wciska narzekania na "bóle głowy" i inne takie;))
        • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:28
          Cóż, tak też może być. Państwo się źle dobrali, a autorka wątku powinna poszukać kogoś przede wszystkim z takimi samymi zapatrywaniami. Tylko po co facet marnuje czas, swój i jej - nie wiem.
        • facettt przeoczylem to... 02.11.14, 16:29
          ste.do napisała:
          > Przecież napisała że ona dziewictwo konserwuje do ślubu;))

          - przeoczylem to - a to wiele wyjasnia :)

          Stąd pewnie te jego napomknienia o małżeństwie, bo a nuż da się w ten sposób przyspieszyć
          ślub pościelny.

          - cwany lis z niego :). Tesz mialem kiedys dziewcze, co to te posciel odsuwalo na czas nieokreslony, a potem dziwilo sie, ze wystarczaja mi z nia spotkania raz na tydzien,
          by pogadac o ksiazkach, pojsc do kina, czy teatru :)))
        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:29
          A nie, nie. Ja taka święta nie jestem :P W łóżku byliśmy kilka razy i było super, jeszcze z nikim tak się nie czułam. Ale to było kilka razy (no nie wytrrzymaliśmy :D) i teraz staramy się tego nie robić. Takie mam postanowienie ;C
          • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:32
            Chyba nie rozumiem - to uprawiasz seks przed ślubem, czy nie?
            • facettt uprawia... 02.11.14, 16:35
              sl-14 napisała:
              > Chyba nie rozumiem - to uprawiasz seks przed ślubem, czy nie?


              uprawia, ale sie tego wstydzi. cos nie jasne ? :)))
              nalepiej, ze to jej "postanowienie o wstrzymaniu" - to durne chlopie akceptuje.

              - pogonilbym na 4 wiatry.
              • sl-14 Re: uprawia... 02.11.14, 16:36
                No ale skoro uprawia, to na co oni mają czekać na po ślubie?
                • facettt nosz k... 02.11.14, 16:39
                  sl-14 napisała:
                  > No ale skoro uprawia, to na co oni mają czekać na po ślubie?

                  nosz k...
                  na blogoslawienstwo: - jak nie Swiatobliwosci - to przynajmniej jej rodzicow.
                  • sl-14 Re: nosz k... 02.11.14, 16:40
                    To dla mnie za trudne. :)
                • obcy.kana Re: uprawia... 02.11.14, 16:40
                  To tak jak z niejedzeniem czekoladek w wielkim poście. Starasz się nie jeść, potem idziesz na imprezę, dajesz się ponieść atmosferze i zdarza Ci się jedną zeżreć. Jezzzu, wiedziałam, że jak o tym wspomnę, to nagle tematem wątku stanie się moje nieudolne jak widać, ale zawsze - zachowanie czystości.
                  Nie będę już komentować tego wątku, bo nie jest on tematem mojego problemu :x

                  • sl-14 Re: uprawia... 02.11.14, 16:41
                    Nie, to nie to samo. :) Ale ok, przynajmniej zrobiło się śmiesznie. :)
                    • obcy.kana Re: uprawia... 02.11.14, 16:46
                      Hmm. Jasne, że nie jestem dumna, że uległam i kilka razy to zrobiliśmy. Akurat poglądy mam dośc konserwatywne i wyrobione. Wyspowiadalismy się oboje i już tego nie robimy - cudownym rozwiązaniem jest jego nienocowanie u mnie.

                      Ja wiem, że dla osób niewierzących/ niepraktykujących to co pisze to może być jakiś kosmos, dlatego nie chcę się wdawać w dyskusję na ten temat. Jestem katolem, i to dość konserwatywnym od mniej więcej pół roku - stąd do świętości jeszcze może mi daleko. Ale to nie jest miejsce na tego typu historie i opowieści o nawróceniu.

                      Zwróciłam się z konkretnym problemem, i to na nim proszę skupić swoją uwagę ;]
                      • wysad Re: uprawia... 02.11.14, 17:49
                        próbuj być Mesjaszem
                      • misiana Re: uprawia... 03.11.14, 12:41
                        "Jestem katolem, i to dość konserwatywnym od mniej więcej pół roku" - oho, tzw. "gorliwość neofity" :D
                        • straszny.upal Re: uprawia... 03.11.14, 12:45
                          :D
                        • sl-14 Re: uprawia... 03.11.14, 17:25
                          No przecież piszę, że jak były palacz. :P
                  • facettt orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 16:45
                    obcy.kana napisał(a):
                    > Nie będę już komentować tego wątku, bo nie jest on tematem mojego problemu :x


                    Twojego nie, ale moze owego Pana ?
                    • obcy.kana Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 16:47
                      Rozmawialiśmy o tym. I to całkiem niedawno, On deklaruje, że będzie czekał, a ja mu wierzę. Dzieckiem nie jest. Ani zwierzęciem, które musi tu i teraz zaspokajać swoje popędy :)
                      • six_a Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 16:55
                        weekend mi upływa pod znakiem zidiocenia religijnego, najpierw jakiś futograf, żeby mu na krzyż nie pluć, tera Ty o zwierzętach. otóż zwierzęta seksu nie uprawiają, only for pipl.
                        :)
                        • obcy.kana Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 17:08
                          Jak to nie uprawiajo? No kopulują przecież. Ale kierują się instynktem, popędami. Ja tam wolę poczekać i robic to "na legalu", że tak powiem. Ale ja jestem katoliczką, zdjaę sobie sprawę, że nie-katolikowi ciężko przyjąć moją perspektywę.

                          Jaki futograf pani?
                          • six_a Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 17:14
                            >No kopulują przecież.
                            aha, no to miłego kopulowania po ślubie w takim razie, jest na co czekać.

                            > Jaki futograf pani?
                            no stoi tam na głównej gdzieś, "buk horror i fotografia", o ten to by pasował do twojego światopoglądu, z wyglądu też nienajgorszy. rzuć tego ciecia i jedź w fotografię;)

                            weekend.gazeta.pl/weekend/1,138585,16893934,Bog__honor_i_fotografia__Jakub_Szymczuk_o_wierze_.html#TRwknd
                        • sl-14 Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 17:59
                          Popieram, pan bardzo przystojny, a ideologicznie też się dogadacie.
                          Tylko że tacy panowie - w przeciwieństwie do pań, które się powstrzymują, żeby seksem po ślubie zaciągnąć pana przed ołtarz (bo chyba bardziej o ten ślub chodzi, niż o fajny związek z fajnym człowiekiem), a pójście do łózka nazywają upadkiem - potrafią inaczej deklarować, a inaczej robić.:)
                          • kino.mockba Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 21:37
                            > potrafią inaczej deklarować, a inaczej robić.:)

                            Jak na razie to się zgadza z autorką wątku:D
                            • sl-14 Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 03.11.14, 17:25
                              > Jak na razie to się zgadza z autorką wątku:D

                              Tak, teraz już to wiemy. Tym bardziej powinna porandkować z panem fotografem. ;)
                        • ste.do Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 18:50
                          No to trochę zboczę z tematu w związku z krzyżem. Nowa walka rozgorzała. Tym razem o pominięty w nowym spocie promującym Polskę krzyż na Giewoncie. Poszukajcie, problem poruszany w kilku artykułach na głównej onegdaj od wczoraj.
                      • straszny.upal Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 17:17
                        Serio uwazasz, ze tylko katole wierzace praktykujace sa te madre, a reszta zwierzeci sie jak popadnie? Zdaj sobie sprawe, ze co nieco obrazasz w tym momencie innych ludzi.
                        • sl-14 Re: orka na ugorze - kazden orze jak moze... 02.11.14, 18:01
                          Ja myślę, że pan w poprzednim związku źle panią potraktował i stąd takie jazdy - tak jak niepijący alkoholik potrafi stać się fanatycznie wierzący, bo tylko to pozwala mu nie pić.
                  • stokrotka_a Re: uprawia... 04.11.14, 11:35
                    obcy.kana napisał(a):

                    > To tak jak z niejedzeniem czekoladek w wielkim poście. Starasz się nie jeść, po
                    > tem idziesz na imprezę, dajesz się ponieść atmosferze i zdarza Ci się jedną zeż
                    > reć. Jezzzu, wiedziałam, że jak o tym wspomnę, to nagle tematem wątku stanie si
                    > ę moje nieudolne jak widać, ale zawsze - zachowanie czystości.

                    O jakim zachowaniu czystości w związku piszesz??? Przecież w tym zwiazku postanowienie czystości już złamałaś kilka razy więc, żadnej czystości już nie ma. Mleko się rozlało i nie da się tego stanu odwrócić, ale zawsze można okłąmywać siebie samą, jak ty to czynisz.
                    • obcy.kana Re: uprawia... 04.11.14, 23:11
                      Hłe, hłe, a jak Ci się skarpetki zabrudzą to też twierdzisz iż mleko się rozlało i chodzisz do końca życia w brudnych? Współczuję ;p

                      Czystość to stan umysłu, a w kontekście wiary - duszy. To, że dało się plamę, nie oznacza, że nie warto próbować od nowa. Ale czo ja w ogóleeee, z kim tu gadać :x

                      Ten wątek jest wspaniały, otworzył mi oczy na to, że najwięcej faryzeizmu , fałszu i pełnej zacietrzewienia nienawiści jest poza Kościołem, a nie w nim, jak kiedyś sądziłam.
                      Boże, jak się cieszę, że się nawróciłam :)
                      • klamkas Re: uprawia... 04.11.14, 23:26
                        A ja w przeciwieństwie do forum napiszę, że twoje przekonania religijne to twoja sprawa (i twojego chłopaka, o ile się na nie godzi), ale z doświadczenia - zbudowanie trwałego związku między gorliwą katoliczką i agnostykiem jest trudne, wymaga dużo dojrzałości (życiowej i religijnej, a ani jednej, ani drugiej nie masz, bo jesteś młoda życiowo i zupełnym dzieciakiem duchowo).

                        Cieszysz się, że chłopak szanuje twoje poglądy. I cieszysz się, że AGNOSTYK się spowiada?! Z czego, jeśli to twój grzech, a nie jego? I przed kim, skoro dla niego ksiądz to człowiek jak każdy inny? Ty jesteś katoliczką, seks poza małżeński jest twoim grzechem, a nie kogoś, kto wierzy, że istnieje gdzieś coś, co ma jakąś siłę...

                        W aspekcie niereligijnym - jesteście młodzi, musicie się nauczyć nie tylko rozmawiać, ale sprawnie komunikować. Czyli w sposób skuteczny mówić o swoich potrzebach, a nie oczekiwać, że ktoś się domyśli. Twierdzenie, że "on wie, że moje ok, oznacza maksymalne wkurzenie" jest naiwne i dziecięce - on nie musi wiedzieć o co chodzi (czuje, że jesteś niezadowolona, ale nie wie o co ci chodzi), dopóki mu nie powiesz. I poważnych spraw nie rozwiązuje się w smsach, ale rozmawia się ze sobą na żywo - pozwalając, żeby nie tylko słowa (albo ich smsowe namiastki) ale i mimika, intonacja, zachowanie robiły wrażenie.

                        Generalnie - dorośnij. Bo narazie masz bardzo dorosłe oczekiwania (np. ślub), ale nic nie wskazuje, że ty i twój partner do tych oczekiwań dorośliście. I to nie znaczy, że trzeba zerwać. Znaczy, że trzeba pracować...
                      • stokrotka_a Re: uprawia... 05.11.14, 08:33
                        obcy.kana napisał(a):

                        > Hłe, hłe, a jak Ci się skarpetki zabrudzą to też twierdzisz iż mleko się rozlał
                        > o i chodzisz do końca życia w brudnych? Współczuję ;p

                        hłe hłe, niezłe to porównanie czystości w sensie seksualnym (kto to wymyślił? - pewnie duchowni, którzy ślubowali czystość, ale ciągle bzykali sobie na boku ;-)) do zabrudzonych skarpetek. ;-)

                        > Czystość to stan umysłu, a w kontekście wiary - duszy. To, że dało się plamę, n
                        > ie oznacza, że nie warto próbować od nowa. Ale czo ja w ogóleeee, z kim tu gada
                        > ć :x

                        O tak, warto próbować, bo pomiędzy "nieczystym" bzykankiem, które jest przecież takie och i ach można sobie wmawiać, że jest się "czystym". ;-D Co za hipokryzja!

                        > Ten wątek jest wspaniały, otworzył mi oczy na to, że najwięcej faryzeizmu , fał
                        > szu i pełnej zacietrzewienia nienawiści jest poza Kościołem, a nie w nim, jak k
                        > iedyś sądziłam.
                        > Boże, jak się cieszę, że się nawróciłam :)

                        To prawda, arcyciekawe są twoje posty, bo pokazują jak można oślepnąć na "faryzeizm", zacietrzewieni i nienawiść w Kościele. :-)
                      • sl-14 Re: uprawia... 05.11.14, 19:16
                        > Czystość to stan umysłu, a w kontekście wiary - duszy. To, że dało się plamę,
                        > nie oznacza, że nie warto próbować od nowa.

                        Żadna nowość, że w katolicyzmie chodzi o deklaracje i wyobrażenia, nie o czyny. :)
          • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:59
            >A nie, nie. Ja taka święta nie jestem :P W łóżku byliśmy kilka razy i było super, jeszcze z nikim tak się nie czułam.

            A to tego to ja nie rozumiem, to jakies megazakłamanie jest. Sorry, albo rybka, albo pipka, jak powiedzial Hamlet
        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:35
          NIe, nie, nie. Akurat ta kwestia w grę nie wchodzi. On babiarzem nie jest i rozmawialiśmy na temat seksu. Jest między nami ogromna chemia (do tego stopnia, że kilka razy rzeczywiście wylądowaliśmy w łóżku), ale ja mimo to chce się starać i z tym poczekać do ślubu. Nie chodzi o dziewictwo, bo dziewicą już dawno nie jestem, ale w międzyczasie trochę dojrzałam i zmieniłam poglądy i chcę zachować wstrzemięźliwość do ślubu. Wychodzi różnie, ale się staramy.On to szanuje i właśnie po tym też poznaję, że mu zależy - że potrafi okazywać czułość, ale i też powstrzymać się przed czymś więcej.
          Czasem to on wręcz odwraca moją uwagę jak robi się za gorąco :P

          Także to na pewno nie problem z seksem. O co innego musi chodzić. Może to reczywiście kwestia wychowania :( Że muszę go nauczyć traktować mnie tak jak tego potrzebuję :(
          • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:36
            Sorry, ale jak dla mnie paranoja. Podziwiam faceta, że mu się chce w to bawić.
            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:48
              Co nie? Mało który chciałby. DLatego nie chcę go tak skreślać, bo widzę że się chłopak stara. Oboje się staramy.
              • sundry Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:04
                Wybacz, ale dla mnie to żadna zaleta, raczej dowód na niewielkie potrzeby.
                • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:11
                  Masz prawo tak uważać ;] To, ze w 99% sytuacji potrafimy się powstrzymać nie oznacza, że nie mamy takich potrzeb. BO libido z tego co zaobserwowalam, oboje mamy dość wysokie. Tym trudniej zachować czystosc, ale z reguly sie udaje ;]
                  • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:15
                    NA RAZIE macie wysokie, oboje, bo sie malo znacie.
                    A potem sie mozesz rozczarowac...
                    • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:25
                      No pewnie! Zawsze tak jest, że na początku libido jest wysokie, a potem spada. Czy w takim razie, zachowując wstrzemięźliwość nie zostawiam trochę tej energii na później? Moim zdaniem tak i chcę żeby dla mnie ślub był realną zmianą, a nie tylko zmianą w adresu i dowodu osobistego.
                      • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:29
                        A skad zalozenie, ze to libido bedzie Wam spadalo rownolegle? Ktos moze w tym spadaniu kogos wyprzedzic, i wtedy bedzie nieszczecie - nie zycze Ci, zeby to Twoj wybranek byl tym, ktoremu szybciej opadnie... :D
                        Co do tej "energii zostawionej na pozniej" - nie jestem pewna, czy to rzeczywiscie tak dziala.
                      • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 17:49
                        Libido macie wysokie? Nie masturbujecie się, jak rozumiem (toż to grzech) i seksu nie uprawiacie, choć ponoć świeżo zakochani, i libido macie wysokie? Buahaha! Wybacz, ale libido to można oszacować, jak się prowadzi jakieś życie seksualne, a nie celibat.

                        Żeby się po ślubie nie okazało, że pan tak ochoczo oczekiwał nie z powodu wartości duchowych, ale dlatego, że ma potrzebę raz na miesiąc. Bo będzie płacz i zgrzytanie zębów.
                        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 17:59
                          yyyy, a oznaką wysokiego libido musi być od razu stosunek?:D To prędzej potencji.... ;P Ochotę można mieć bez konieczności jej realizacji.

                          Jesteśmy oboje młodzi, raczej trudno mieć w tym wieku niskie libido.
                          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:06
                            Widzisz, jak nie spuszczasz napięcia, to ono się utrzymuje. Dopiero gdy je spuścisz, możesz dostrzec, kiedy zaczyna narastać i osiąga stopień, w którym znowu musisz sobie ulżyć. Obserwacja szybkości tego procesu i natężenia napięcia - to jest właśnie szacowanie swojego libido. Bez spuszczania nie ma szacowania. Dac maj point.

                            A co do niskiego libido u facetów - obyś się nie zdziwiła, gdy będzie za późno (bo rozwód w katolicyzmie nie wchodzi w grę, prawda?).
                            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:13
                              No nie wchodzi, to fakt.
                              Ale nie mam zamiaru martwić się na zapas. Seks w związku/małżeństwie jest bardzo ważny, nie przeczę. Ale wychodzę z założenia, że jak ludzie się naprawdę kochają, to poradzą sobie z problemami także w tej sferze. Idąc Twoim tokiem rozumowania, powinnam każdego kandydata na męża sprawdzać pod tym kątem jeszcze przed ślubem, co przy moich poglądach nie wchodzi w grę.
                              • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:25
                                Jeśli rzeczywiście masz wysokie libido, to tak, powinnaś sprawdzać przed ślubem, żeby nie skończyć z ręką w nocniku, a przynajmniej zminimalizować ryzyko.

                                Rozumiem jednak, że nawracając się, przyjęłaś na siebie pewne zobowiązania i jesteś gotowa ich dotrzymać nawet kosztem swojego zadowolenia w pewnych sferach życiowych. Rozumiem to, choć osobiście nie widzę uzasadnienia dla takiego samoudręczania (także byłam niegdyś wierząca, więc znam racjonalizacje dorabiane do tej rzekomej konieczności).
                              • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:30
                                > No nie wchodzi, to fakt.

                                No to dlaczego chcesz brać ślub z facetem, w związku z którym masz wątpliwości, zastanawiasz się nawet, czy nie z powodu byłego i generalnie nie wszystko gra? Jeśli decyzja ma być na całe życie, bez odwrotu, to powinna być w 100% przemyślana. No chyba, że jednak rozwód, a później zaczynamy od nowa. :>
                              • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:16
                                obcy.kana napisał(a):

                                > Ale wychodzę z założenia, że jak ludzie się naprawdę koch
                                > ają, to poradzą sobie z problemami także w tej sferze.

                                Naiwne to założenie, moja droga, ale masz jeszcze czas z tej naiwności wyrosnąć. ;-) Popatrz, tak się kochacie, a jakichś drobnych nieporozumień nie potrafcie wyjaśnić. A co dopiero będzie, gdy przyjdą poważne problemy?
                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:27
                              A Tobie się wydaje, że jak przed ślubem będzie z bzykaniem ok, to już po grób tak musi zostać? Żeby to było takie proste...
                              • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 18:37
                                Co do tego, co mi się wydaje: otóż wydaje mi się, że bez seksu nie ma związku.

                                A co do samego seksu - nad tym można pracować. Tylko ważne jest, żeby dobrać się tak, żeby było w ogóle z czym pracować. I rozpoczęcie pożycia zanim się zobowiąże do małżeństwa do śmierci (w przypadku Obcykanej to może być nawet 50 lat), ułatwia ocenę - czy z tym facetem da się w ogóle dotrzeć, dogadać; jak to będzie, gdy szał minie itp.

                                Moim zdaniem lepiej to ocenić przed ślubem, bo małżeństwa dziś są bardziej odizolowane od świata zewnętrznego niż to drzewiej bywało - rozpad więzi społecznych jest realny i namacalny. Znaczy to ni mniej, ni więcej, że ciężko znaleźć wsparcie poza związkiem. Lepiej więc, żeby w związku było (przynajmniej potencjalnie) cacy.

                                Ale ogólnie oczywiście wali mnie, co robicie ze swoim życiem. Wygłaszam li jedynie swoją opinię na dany temat.
                                • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 19:59
                                  Nie no, jasne… już to widzę oczami wyobraźni, jak bzykając się przed ślubem, na fali zadurzenia i fascynacji, panienka analizuje, jakiż to będzie ten jej przyszły mąż, jak mu już żona spowszednieje. To jest zaiste najlepszy moment na takie rozważania i im właśnie niewątpliwie młodzi napaleni całkowicie poświęcają przedślubne igraszki.

                                  Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne „próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpada. No to albo kluczowe znaczenie seksu w związku jest nieco przereklamowane, albo to całe „próbowanie” o kant doopy potłuc.

                                  Ale to moje zdanie i nikomu go narzucać nie zamierzam. Też mi zwisa, co kto uważa i robi w tym względzie.
                                  • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:06
                                    Jasne, jak ślub bierzesz po 4 miesiącach znajomości to w zasadzie wszystko jedno.
                                  • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:11
                                    > Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne &#
                                    > 8222;próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpad
                                    > a. No to albo kluczowe znaczenie seksu w związku jest nieco przereklamowane, al
                                    > bo to całe „próbowanie” o kant doopy potłuc.

                                    Hm, ale ty jesteś mężatką?
                                    • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 09:59
                                      Tak, jestem.
                                      • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:07
                                        I to kluczowe znaczenie seksu w związku jest przereklamowane? Możesz rozwinąć?
                                        • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 11:33
                                          Napisałaś, że bez seksu nie ma związku i że powinno się wcześniej przetestować w tej sferze. Tymczasem, pomijając już fakt, że istnieją tzw. białe małżeństwa, to i w tych całkiem zwyczajnych z różnych powodów mogą się zdarzyć krótsze czy dłuższe okresy bezseksia. Jeśli ludzie są dobrani przede wszystkim mentalnie, dogadują się w kwestiach światopoglądowych, wartości, podejścia do życia i siebie, to związkowi takie sytuacje najczęściej niczym nie grożą. To miałam na myśli.
                                          • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:20
                                            a to przed ślubem okresy bezseksia spowodowanego np. czyjąś chorobą, nie zdarzają się z zasady? ludzie albo są dobrani, albo nie są, a nie że jak są dobrani psychicznie, to ze wszystkim absolutnie sobie poradzą. skąd taki optymizm magiczny, że wszystko pozostanie takie samo jak w dniu ślubu?

                                            poza tym bezseksie w małżeństwie to nie to samo bezseksie co wstrzemięźliwość przed ślubem, gdzie każdego rodzaju zbliżeń fizycznych należy unikać, bo be, albo bo święte i tylko dla męża.

                                            przywoływanie białych małżeństw jest w ogóle kulą w płot. szczególnie jeśli rozpatrujemy to w kontekście wiary katolickiej, gdzie małżeństwo służy tworzeniu rodziny i płodzeniu dzieci. więc żadne białe, które ma inne założenia od początku, nie ma z punktu widzenia katolika racji bytu.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:21
                                              six_a napisała:

                                              > a to przed ślubem okresy bezseksia spowodowanego np. czyjąś chorobą, nie zdarza
                                              > ją się z zasady? ludzie albo są dobrani, albo nie są, a nie że jak są dobrani p
                                              > sychicznie, to ze wszystkim absolutnie sobie poradzą. skąd taki optymizm magicz
                                              > ny, że wszystko pozostanie takie samo jak w dniu ślubu?

                                              Ale po co te skrajności, ja wcale nie mówię, że ze wszystkim i zawsze. Niemniej jednak niewątpliwie prawdopodobieństwo się wtedy zwiększa, nie sądzisz?


                                              > poza tym bezseksie w małżeństwie to nie to samo bezseksie co wstrzemięźliwość p
                                              > rzed ślubem, gdzie każdego rodzaju zbliżeń fizycznych należy unikać, bo be, alb
                                              > o bo święte i tylko dla męża.

                                              No to tym bardziej w małżeństwie powinno się udać.

                                              >
                                              > przywoływanie białych małżeństw jest w ogóle kulą w płot. szczególnie jeśli roz
                                              > patrujemy to w kontekście wiary katolickiej, gdzie małżeństwo służy tworzeniu r
                                              > odziny i płodzeniu dzieci. więc żadne białe, które ma inne założenia od początk
                                              > u, nie ma z punktu widzenia katolika racji bytu.
                                              >

                                              Masz rację, nieprecyzyjnie się wyraziłam. Chodzi mi o sytuacje, kiedy biały związek nie stanowi założenia początkowego, tylko zostaje niejako wymuszony przez życie. Do takich przypadków KK podchodzi nieco inaczej.
                                              • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:32
                                                > Niemniej jednak niewątpliwie prawdopodobieństwo się wtedy zwiększa, nie sądzisz?
                                                nie zwiększa się, bo po prostu nie ma to związku żadnego. brak seksu przed ślubem nie jest żadną gwarancją udanego małżeństwa czy też wytrwania w przymusowym poście po ślubie. nie jest nią również seks przed ślubem.
                                                na tym przykładzie akurat świetnie widać, jak wprowadzanie sztucznych cezur i ograniczeń robi wodę z mózgu.

                                                > No to tym bardziej w małżeństwie powinno się udać.
                                                nie, bo nie ma porównania i nie ma zależności.

                                                > Chodzi mi o sytuacje, kiedy biały zwi
                                                > ązek nie stanowi założenia początkowego, tylko zostaje niejako wymuszony
                                                nie będzie to związek biały, to po pierwsze. po drugie, nie będzie to także ten sam stan, co wstrzemięźliwość przedmałżeńska. gdzie jest zatem podstawa porównań i podstawa do wyciągania wniosków?
                                                • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 14:08
                                                  six_a napisała:

                                                  > > Niemniej jednak niewątpliwie prawdopodobieństwo się wtedy zwiększa, nie s
                                                  > ądzisz?
                                                  > nie zwiększa się, bo po prostu nie ma to związku żadnego. brak seksu przed ślub
                                                  > em nie jest żadną gwarancją udanego małżeństwa czy też wytrwania w przymusowym
                                                  > poście po ślubie. nie jest nią również seks przed ślubem.

                                                  > na tym przykładzie akurat świetnie widać, jak wprowadzanie sztucznych cezur i o
                                                  > graniczeń robi wodę z mózgu.
                                                  >

                                                  Ale przecież nie o seksie była przed chwilą mowa, tylko o dobraniu psychicznym. To ono zwiększa imo szansę na udany związek, o tym pisałam. Więc nie ma żadnej wody z mózgu... a przynajmniej nie z mojego ;))


                                                  > nie, bo nie ma porównania i nie ma zależności.

                                                  No z tego, co napisałaś wynikałoby, że w małżeństwie powinno być łatwiej.

                                                  >
                                                  > > Chodzi mi o sytuacje, kiedy biały zwi
                                                  > > ązek nie stanowi założenia początkowego, tylko zostaje niejako wymuszony
                                                  > nie będzie to związek biały, to po pierwsze.

                                                  Uważam, że "roboczo" może być, ale jak go zwał, tak zwał - grunt, że o brak seksu chodzi.

                                                  po drugie, nie będzie to także ten
                                                  > sam stan, co wstrzemięźliwość przedmałżeńska. gdzie jest zatem podstawa porówn
                                                  > ań i podstawa do wyciągania wniosków?
                                                  >
                                                  A jakie konkretnie wnioski masz tu na myśli?
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 14:25
                                                    >tylko o dobraniu psychicznym.
                                                    ok. czyli te pary, które uprawiają seks, nie dobierają się psychicznie, tak? albo dobierają się jakoś mniej, bo potem im się rozpada i to przez seks przedślubny. taka była twoja obserwacja, tak?

                                                    >wynikałoby, że w małżeństwie powinno być łatwiej.
                                                    nje. związek istnieje przed małżeństwem i po małżeństwie. związek przed małżeństwem bez seksu, nie jest związkiem w pełnym znaczeniu. więc pełny test w przypadku takiej pary rozpocznie się po ślubie. żadna różnica odsunięciem tego w czasie.

                                                    > grunt, że o brak seksu chodzi.
                                                    o taki brak seksu z seksem w trakcie, czy o jakiś inny brak seksu?
                                                    imo. to są zupełnie różne sytuacje. nie ma czego porównywać. i nie ma co wyciągać wniosku, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu przed małżeństwem, to powstrzymywanie się z przymusu będzie im łatwiej szło.

                                                    > A jakie konkretnie wnioski masz tu na myśli?
                                                    takie jak wyżej, o łatwości czegoś tam po ślubie, gdy przed ślubem nie uprawiało się seksu.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 15:23
                                                    six_a napisała:

                                                    > ok. czyli te pary, które uprawiają seks, nie dobierają się psychicznie, tak? al
                                                    > bo dobierają się jakoś mniej, bo potem im się rozpada i to przez seks przedślub
                                                    > ny. taka była twoja obserwacja, tak?

                                                    Bynajmniej. Nie wiem, skąd takie wnioski, przypuszczam, że z nadinterpretacji tego, co napisałam. Tymczasem generalnie chodzi tylko o to, że nie trzeba się koniecznie seksić przed ślubem, żeby poznać człowieka i stworzyć z nim udany związek.


                                                    > nje. związek istnieje przed małżeństwem i po małżeństwie. związek przed małżeńs
                                                    > twem bez seksu, nie jest związkiem w pełnym znaczeniu. więc pełny test w przypa
                                                    > dku takiej pary rozpocznie się po ślubie. żadna różnica odsunięciem tego w czas
                                                    > ie.
                                                    >

                                                    Pytanie tylko po co ten pełny test przed ślubem, skoro niekoniecznie wpływa on pozytywnie na sytuację po ślubie...

                                                    > o taki brak seksu z seksem w trakcie, czy o jakiś inny brak seksu?

                                                    o brak seksu po seksie

                                                    > imo. to są zupełnie różne sytuacje. nie ma czego porównywać. i nie ma co wyciąg
                                                    > ać wniosku, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu przed małżeństwem, to
                                                    > powstrzymywanie się z przymusu będzie im łatwiej szło.
                                                    >

                                                    Imo nie ma też powodu zakładać, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu przed małżeństwem, to powstrzymywanie się z przymusu w małżeństwie będzie im trudniej szło.
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 16:04
                                                    >Nie wiem, skąd takie wnioski, przypuszczam, że z nadinterpretacji tego, co napisałam.

                                                    w takim razie, jak należy zinterpretować to?
                                                    "chodzi mi o to, dlaczego mimo tego całego pomieszkiwania ze sobą, testowania i sprawdzania się w wielu związkach coś nie gra na tyle, że ludzie się decydują na rozstanie."

                                                    > Pytanie tylko po co ten pełny test przed ślubem, skoro niekoniecznie wpływa on
                                                    > pozytywnie na sytuację po ślubie...
                                                    no nie wiem, może po to, że seks będzie składową tego związku? może zacznijmy od drugiej mańki, z jakiego powodu mieliby akurat nie testować seksu?


                                                    > Imo nie ma też powodu zakładać, że jak się sztucznie powstrzymywali od seksu pr
                                                    > zed małżeństwem, to powstrzymywanie się z przymusu w małżeństwie będzie im trud
                                                    > niej szło.
                                                    a ktoś takie założenie robił w tej dyskusji?
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:43
                                                    six_a napisała:


                                                    > w takim razie, jak należy zinterpretować to?
                                                    > "chodzi mi o to, dlaczego mimo tego całego pomieszkiwania ze sobą, testowania i
                                                    > sprawdzania się w wielu związkach coś nie gra na tyle, że ludzie się decydują
                                                    > na rozstanie."


                                                    Tak, że wg mnie przedślubny seks nie jest wystarczający do tego, żeby uznać, że potem też będzie ok. Bo przypomnę może, że zaczęło się od tego, że koleżanka Mendigo klarowała koleżance Obcykanej, że jak nie sprawdzi przed ślubem, to potem może się „obudzić z ręką w nocniku”. A ja twierdzę, że jak sprawdzi, to też może.


                                                    > no nie wiem, może po to, że seks będzie składową tego związku?


                                                    No będzie, i co? Zakładasz, że bez testu ten seks będzie niefajny, czy co?


                                                    m
                                                    > oże zacznijmy od drugiej mańki, z jakiego powodu mieliby akurat nie testować se
                                                    > ksu?
                                                    >


                                                    Może z takiego, że mają życzenie stosować się do zasad swojej religii, bo widzą w tym sens? Dlaczego mają je tak po prostu olać, skoro to nijak nie gwarantuje sukcesu?


                                                    > a ktoś takie założenie robił w tej dyskusji?

                                                    Skoro nie robił, to po co zachwalać to seksualne testowanie?
                                                  • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:55
                                                    majaa napisała:
                                                    > Tak, że wg mnie przedślubny seks nie jest wystarczający do tego, żeby uznać, że
                                                    > potem też będzie ok. Bo przypomnę może, że zaczęło się od tego, że koleżanka M
                                                    > endigo klarowała koleżance Obcykanej, że jak nie sprawdzi przed ślubem, to pote
                                                    > m może się „obudzić z ręką w nocniku”. A ja twierdzę, że jak sprawd
                                                    > zi, to też może.

                                                    I, gwoli ścisłości, zdanie podtrzymuję. Seks przed ślubem nie gwarantuje, że po ślubie będzie cacy, ale znacząco zwiększa takie prawdopodobieństwo, pozwalając np. odsiać ukrytego zboka/impotenta w przedbiegach.

                                                    Rozumowanie: po co sprawdzać, skoro to niczego nie gwarantuje, to trochę tak, jakby olać badania profilaktyczne, skoro nie gwarantują wyleczenia z ewentualnej choroby.

                                                    Można i tak, zwłaszcza gdy religia wchodzi w grę, ale ja bym się tu na argumenty racjonalne nie powoływała. Niech sobie będą religijne i nikt się nie będzie czepiać.

                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:57
                                                    > Można i tak, zwłaszcza gdy religia wchodzi w grę, ale ja bym się tu na argumenty
                                                    > racjonalne nie powoływała. Niech sobie będą religijne i nikt się nie będzie czepiać.

                                                    No właśnie.
                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 18:56
                                                    > Tak, że wg mnie przedślubny seks nie jest wystarczający do tego, żeby uznać, że
                                                    > potem też będzie ok.

                                                    Napraaawdę? Szok! :>

                                                    > Bo przypomnę może, że zaczęło się od tego, że koleżanka Mendigo klarowała koleżance
                                                    > Obcykanej, że jak nie sprawdzi przed ślubem, to potem może się „obudzić z ręką w
                                                    > nocniku”. A ja twierdzę, że jak sprawdzi, to też może.

                                                    No, tylko jest kwestia jednego powodu więcej lub mniej. A czasami jeden powód wystarczy. A u koleżanki Obcykanej wątpliwości jest więcej i nie tylko z seksem związanych, że przypomnę.

                                                    > Może z takiego, że mają życzenie stosować się do zasad swojej religii, bo widzą w tym
                                                    > sens?

                                                    I to jest tak naprawdę jedyny aspekt całej sprawy - "postępuję zgodnie ze swoją wiarą, bo ja widzę w tym sens". I danego delikwenta sprawa. A wy (Ty, Obcykana, Stefania) staracie się nam tu jakieś dodatkowe sensy wyczarować, których tak naprawdę niestety nie ma.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:08
                                                    sl-14 napisała:

                                                    > I to jest tak naprawdę jedyny aspekt całej sprawy - "postępuję zgodnie ze swoją
                                                    > wiarą, bo ja widzę w tym sens". I danego delikwenta sprawa. A wy (Ty, Obcykana
                                                    > , Stefania) staracie się nam tu jakieś dodatkowe sensy wyczarować, których tak
                                                    > naprawdę niestety nie ma.

                                                    Chyba te dodatkowe sensy, których nie ma to sobie jednak same dośpiewujecie niestety. My Was do niczego przekonywać nie próbujemy, a Wy nas - i owszem.
                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:11
                                                    Spoko, nie ma jak alternatywna rzeczywistość. :>
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:06
                                                    >A ja twierdzę, że jak sprawdzi, to też może.
                                                    ale ona już sprawdziła, to jaki sens mają właściwie twoje wywody o tym, że może lepiej nie sprawdzać, a za to dopasowywać się inaczej.

                                                    >Zakładasz, że bez testu ten seks będzie niefajny, czy co?
                                                    nic takiego nie zakładam. równie dobrze, oni mogliby postanowić, że przed ślubem nie będą jeść obiadów trzydaniowych, rezerwując je na później. no bo jak już teraz spróbują obiadów trzydaniowych, to ich małżeństwo będzie mniej warte, na dodatek przez te obiady mogą zaniedbać spacery, a spacery są najważniejsze i jak się ma spacery, to można przetrwać wszystko. taka logika tych wstrzemięźliwości mniej więcej. jest to po prostu dęte tak, że już bardziej nie można.


                                                    > Skoro nie robił, to po co zachwalać to seksualne testowanie?
                                                    z takiego samego powodu, z jakiego ty zachwalasz poznawanie się na innych płaszczyznach, po prostu są to ważne elementy związku i jak któregoś nie tkniesz w ogóle, to najprawdopodobniej się na nim wyłożysz. to samo będzie, jak para będzie wyłącznie spędzała czas w łóżku, a poza tym będą spędzać czas w swoim gronie znajomych, nie poznając siebie kompletnie poza kontekstem łóżkowym. dlategóż należy zachwalać wszystko, co dla związku może mieć znaczenie. chyba że się planuje, że seksu nie będzie (tu sobie można wyciągnąć na stół to białe małżeństwo) albo raz na trzy miesiące starczy, to jakoś się człowiek przemęczy.
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:09
                                                    + należy zwrócić uwagę, że oni w seksie akurat się nie rozmijają, rozmijają się gdzie indziej, ale to właśnie unikanie seksu ma im przynieść korzyści. no bardzo ciekawa teoryja.
                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:11
                                                    > + należy zwrócić uwagę, że oni w seksie akurat się nie rozmijają, rozmijają się
                                                    > gdzie indziej, ale to właśnie unikanie seksu ma im przynieść korzyści. no bardzo
                                                    > ciekawa teoryja.

                                                    I to jest tak naprawdę esencja tego wątku. :)
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:39
                                                    No, faktycznie, ciekawie to skompilowałaś.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:30
                                                    six_a napisała:

                                                    > ale ona już sprawdziła, to jaki sens mają właściwie twoje wywody o tym,
                                                    > że może lepiej nie sprawdzać, a za to dopasowywać się inaczej.

                                                    Czysto informacyjny. I nie że "może lepiej nie sprawdzać", tylko raczej "sprawdzał - nie sprawdzał - wyjść może różnie". A co dla niego lepiej, to niech już każdy sam zdecyduje.


                                                    > nic takiego nie zakładam. równie dobrze, oni mogliby postanowić, że przed ślube
                                                    > m nie będą jeść obiadów trzydaniowych, rezerwując je na później. no bo jak już
                                                    > teraz spróbują obiadów trzydaniowych, to ich małżeństwo będzie mniej warte, na
                                                    > dodatek przez te obiady mogą zaniedbać spacery, a spacery są najważniejsze i ja
                                                    > k się ma spacery, to można przetrwać wszystko. taka logika tych wstrzemięźliwoś
                                                    > ci mniej więcej.

                                                    To chyba jakaś specjalna logika sixowa...


                                                    > z takiego samego powodu, z jakiego ty zachwalasz poznawanie się na innych płasz
                                                    > czyznach, po prostu są to ważne elementy związku i jak któregoś nie tkniesz w o
                                                    > góle, to najprawdopodobniej się na nim wyłożysz.

                                                    Albo nie. Na dwoje babka wróżyła...

                                                    to samo będzie, jak para będzi
                                                    > e wyłącznie spędzała czas w łóżku, a poza tym będą spędzać czas w swoim gronie
                                                    > znajomych, nie poznając siebie kompletnie poza kontekstem łóżkowym. dlategóż na
                                                    > leży zachwalać wszystko, co dla związku może mieć znaczenie. chyba że się planu
                                                    > je, że seksu nie będzie (tu sobie można wyciągnąć na stół to białe małżeństwo)
                                                    > albo raz na trzy miesiące starczy, to jakoś się człowiek przemęczy.
                                                    >

                                                    No paczpani, niby to takie oczywiste, a w życiu tak różnie wychodzi...
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 21:40
                                                    > Czysto informacyjny.

                                                    no tutaj to już wychodzisz rakiem z tej dyskusji, ale w sumie się nie dziwię.

                                                    było:
                                                    (o seksie) No to tak się zastanawiam po prostu, co jest tak naprawdę warte to testowanie, skoro kończy się, jak się kończy.

                                                    jest:
                                                    >tylko raczej "sprawdzał - nie sprawdzał - wyjść może różnie".
                                                    eureka normalnie.

                                                    reszty nie komentuję, bo nie ma czego komentować, a nie że och, jak mnie położyłaś na łopatki.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 21:57
                                                    No może to i dla Ciebie eureka (choć stawiam raczej na brak woli zrozumienia), a to po prostu wszystko to samo, tylko w różnych ujęciach.
                                                    A z dyskusji to się mogę owszem i wycofać, bo to takie grochem o ścianę. Tylko po co rakiem?
                                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 22:09
                                                    > No może to i dla Ciebie eureka (choć stawiam raczej na brak woli zrozumienia)

                                                    a specjalnie użyłam czcionki times new sarcasm ultra bold condensed.
                                                    i nic.
                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 16:58
                                                    > Tymczasem generalnie chodzi tylko o to, że nie trzeba się koniecznie seksić
                                                    > przed ślubem, żeby poznać człowieka i stworzyć z nim udany związek.

                                                    Jeśli oboje mają podobne podejście i w razie czego razem wezmą na siebie ewentualne nieszczęście, to może i można. Ale może się okazać, że jedno jest mniej wytrzymałe, tudzież mu się odwidziało. Naprawdę, z niedopasowania seksualnego może być sporo problemów i mówię zarówno o niedopasowaniu w sensie potrzeb, preferencji i anatomii. A dla niektórych jest jak dla romantycznych gimnazjalistek, miłość ci wszystko wybaczy.
                                                    I nie porównuj sytuacji losowych w udanym związku do powstrzymywania się od seksu i barania kota w worku, z zastrzeżeniem, że jakby co, to musisz męczyć się z tym kotem resztę życia.

                                                    > Pytanie tylko po co ten pełny test przed ślubem, skoro niekoniecznie wpływa on
                                                    > pozytywnie na sytuację po ślubie...

                                                    Tylko że negatywne sytuacje po ślubie mogą mieć miejsce nie z powodu owego "testu", jak to nazywasz (bo dla mnie to normalny element związku, m.in. tym się różni mój partner od mojego kolegi, że z partnerem sypiam), tylko mimo niego. Seks przed ślubem, wspólne mieszkanie przed ślubem, poznanie partnera w różnych sytuacjach - to wszystko pomaga poznać człowieka i generalnie rozeznać się w sytuacji, odpowiedzieć sobie na ważne pytania dotyczące związku. Nie wiem, dlaczego jakość seksu miałaby mieć mniejsze znaczenie niż np. to, czy druga strona nie ma ciągot do hazardu, tudzież ustępuje starszym osobom miejsca w autobusie. Bo na innej zasadzie, to można i zaaranżować małżeństwo, bo matka z ciotkami sprawdziły kandydata i jest ok - nie pije, nie trzyma rąk w kieszeniach, pracuje i ma ładne oczy, więc bierz.
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:00
                                                    sl-14 napisała:

                                                    > Jeśli oboje mają podobne podejście i w razie czego razem wezmą na siebie ewentu
                                                    > alne nieszczęście, to może i można.

                                                    No i tyle komentarza wystarczy.
                                                    To dorośli ludzie, tak samo, jak Ty. Ich decyzja, ich ryzyko. Nie rozumiem, po co wtrącają się w to ciotkidobrerady ze swoim „ale może się okazać”. Okazać to się wszystko zawsze może, mimo kombinowania i zapobiegania.

                                                    > Tylko że negatywne sytuacje po ślubie mogą mieć miejsce nie z powodu owego "tes
                                                    > tu", jak to nazywasz [...], tylko mimo niego.


                                                    A ja gdzieś twierdziłam co innego? No właśnie, „mimo niego”. Więc na kij mi on?

                                                    > (bo dla mnie to normalny element związku, m.in. tym się różni mój partner od mojego kolegi, że z partnerem sypiam)

                                                    A dla mnie sypianie jest normalnym elementem związku małżeńskiego. Czy komuś to przeszkadza? Jeśli tak, to dlaczego? Bo to nie ja ani Obcykana agitujemy koleżanki do wstrzemięźliwości, tylko koleżanki próbują agitować nas do czego innego.

                                                    W moim przypadku zresztą, to już i tak musztarda po obiedzie;)


                                                    Sek
                                                    > s przed ślubem, wspólne mieszkanie przed ślubem, poznanie partnera w różnych sy
                                                    > tuacjach - to wszystko pomaga poznać człowieka i generalnie rozeznać się w sytu
                                                    > acji, odpowiedzieć sobie na ważne pytania dotyczące związku.


                                                    Komu pomaga, to pomaga. My z mężem jakoś się obeszliśmy i mniemam, że mimo to poznaliśmy się całkiem nieźle, skoro jesteśmy ze sobą już kilkanaście lat i dobrze nam, nie mamy zamiaru niczego zmieniać.

                                                    Nie wiem, dlaczego
                                                    > jakość seksu miałaby mieć mniejsze znaczenie niż np. to, czy druga strona nie
                                                    > ma ciągot do hazardu, tudzież ustępuje starszym osobom miejsca w autobusie.


                                                    Acha, czyli jak nie bzykam się przed ślubem, to jakość seksu nie ma dla mnie większego znaczenia? No paczpani, jakich to się człowiek o sobie ciekawych rzeczy czasem dowie...

                                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:10
                                                    > To dorośli ludzie, tak samo, jak Ty. Ich decyzja, ich ryzyko. Nie rozumiem, po
                                                    > co wtrącają się w to ciotkidobrerady ze swoim „ale może się okazać”.

                                                    Yyy... Bo jest wątek na forum?

                                                    > A ja gdzieś twierdziłam co innego? No właśnie, „mimo niego”. Więc na kij mi on?

                                                    Spoko, był już przykład z badaniami, dosyć łopatologiczny, więc nie będę wymyślała innych analogii.

                                                    > Bo to nie ja ani Obcykana agitujemy koleżanki do wstrzemięźliwości, tylko koleżanki próbują > agitować nas do czego innego.

                                                    Następna. Nikt nie każe wam uprawiać seksu, bo nikogo oprócz was nie obchodzi wasze życie seksualne, tak naprawdę. Ludzie piszą o możliwych pułapkach takiego myślenia i braku logiki oraz hipokryzji w podejściu autorki wątku. Jakich (zapewne zapytasz) - odsyłam do poprzednich postów, nie tylko moich.

                                                    > Acha, czyli jak nie bzykam się przed ślubem, to jakość seksu nie ma dla mnie większego
                                                    > znaczenia? No paczpani, jakich to się człowiek o sobie ciekawych rzeczyczasem dowie...

                                                    Nie wiem, czemu odebrałaś to osobiście, czyżby uderz w stół? :>

                                                    Dyskusja jest ciągle i niezmiennie fascynująca, ale zmykam na randkę. Postaram się wyrobić normę seksualną za siebie, ciebie, Obcykaną i jej chłopaka (chociaż, tak jak już pisałam, podejrzewam że za niego nie muszę).
                                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 20:11
                                                    sl-14 napisała:

                                                    > Yyy... Bo jest wątek na forum?
                                                    >

                                                    Acha, i to ciotkom wystarczy. Nawet, jak autorka o to nie prosi (a wręcz sobie tego nie życzy), a wątek tak naprawdę całkiem o czym innym.


                                                    > Spoko, był już przykład z badaniami, dosyć łopatologiczny, więc nie będę wymyśl
                                                    > ała innych analogii.

                                                    Związki między ludźmi to sprawa trochę bardziej skomplikowana, niż badania profilaktyczne. Niestety. Prostej recepty tu nie ma.


                                                    > Następna. Nikt nie każe wam uprawiać seksu, bo nikogo oprócz was nie obchodzi w
                                                    > asze życie seksualne, tak naprawdę. Ludzie piszą o możliwych pułapkach takiego
                                                    > myślenia i braku logiki oraz hipokryzji w podejściu autorki wątku. Jakich (zape
                                                    > wne zapytasz) - odsyłam do poprzednich postów, nie tylko moich.

                                                    Oooo, no jakie Wy życzliwe jesteście, że tak nas ostrzegacie...Wprawdzie mnie to już psu na budę, niemniej doceniam starania... Ale może skupcie się bardziej na sobie, cobyście same w jakieś pułapki nie wpadły, bo życie zna takie przypadki, że innych ratują, a sami wpadają.

                                                    > Nie wiem, czemu odebrałaś to osobiście, czyżby uderz w stół? :>

                                                    Raczej humorystycznie to odebrałam, tak, że nie dopatruj się...

                                                    >
                                                    > Dyskusja jest ciągle i niezmiennie fascynująca, ale zmykam na randkę. Postaram
                                                    > się wyrobić normę seksualną za siebie, ciebie, Obcykaną i jej chłopaka (chociaż
                                                    > , tak jak już pisałam, podejrzewam że za niego nie muszę).

                                                    No wielkie dzięki, ale mną to się nie przejmuj, ja sobie spokojnie daję radę, z nawiązką :)

                                          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:48
                                            OK, przetestować się mentalnie. Jasne, jeśli zakładasz, że to możliwe bez wejścia na wyższy poziom intymności. Bo moim zdaniem właśnie prowadząc życie seksualne, można świetnie sprawdzić i wzajemne dopasowanie, i empatię i tzw. wartości, ale w praktyce (życie seksualne to także przerwy w seksie w skonsumowanym związku, odróżnianym od celibatu) itp.

                                            A wracając do sprawy Obcykanej - ona się zastanawia, czy nie zerwać ze swoim kandydatem na męża (tak go postrzega), bo jej walizki nie nosi i nie przyjeżdża na dworzec. Jak zatem będzie sobie radzić z ewentualnymi problemami w sferze seksualnej? Mówię o niej, bo zadeklarowała, że ma duże potrzeby. Sytuacja ma się inaczej w przypadku kobiet, które "dają" swoim mężom, samemu nie wykazując większego entuzjazmu - tutaj testowanie wstrzemięźliwości narzeczonego ma sens i właściwie nie wymaga specjalnych poświęceń od samej kobiety.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:40
                                              mendigo napisał:

                                              > OK, przetestować się mentalnie. Jasne, jeśli zakładasz, że to możliwe bez wejśc
                                              > ia na wyższy poziom intymności. Bo moim zdaniem właśnie prowadząc życie seksual
                                              > ne, można świetnie sprawdzić i wzajemne dopasowanie, i empatię i tzw. wartości,
                                              > ale w praktyce (życie seksualne to także przerwy w seksie w skonsumowanym zwią
                                              > zku, odróżnianym od celibatu) itp.

                                              No to mamy różne zdania:)

                                              >
                                              > A wracając do sprawy Obcykanej - ona się zastanawia, czy nie zerwać ze swoim ka
                                              > ndydatem na męża (tak go postrzega), bo jej walizki nie nosi i nie przyjeżdża n
                                              > a dworzec. Jak zatem będzie sobie radzić z ewentualnymi problemami w sferze sek
                                              > sualnej? Mówię o niej, bo zadeklarowała, że ma duże potrzeby.

                                              I dobrze, że się zastanawia, bo może faktycznie im nie po drodze, może to co dla niej bardzo ważne, to dla niego wcale. Miejmy nadzieję, że nie, ale jeśli tak, to po co brać ślub.
                                              Tak, że nie martwmy się na zapas.


                                              Sytuacja ma się i
                                              > naczej w przypadku kobiet, które "dają" swoim mężom, samemu nie wykazując więks
                                              > zego entuzjazmu - tutaj testowanie wstrzemięźliwości narzeczonego ma sens i wła
                                              > ściwie nie wymaga specjalnych poświęceń od samej kobiety.
                                              • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 14:32
                                                > No to mamy różne zdania:)

                                                Tyle przynajmniej udało się ustalić ;)
                                                • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 15:53
                                                  To już coś ;)
                                  • kino.mockba Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:15
                                    > Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne &#
                                    > 8222;próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpad
                                    > a.

                                    Rozpadają się, bo mogą.

                                    Skoro podstawowe potrzeby są zapewnione, to ludzie zaczynają dbać o jakość życia. Najtrwalsze są te związki, gdzie jedna strona (a historia poucza, że jest to kobieta) całkowicie ustępuje tej drugiej. Chcesz mieć trwały związek? Narób sobie drobiazgu i zrezygnuj z pracy. Nie będziesz miała dokąd odejść, to i pokusa zniknie.
                                  • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:34
                                    > Tylko jak wytłumaczyć, dlaczego w dzisiejszych czasach, kiedy to przedślubne
                                    > "próbowanie” jest tak rozpowszechnione, tak wiele związków się rozpada.

                                    Bo "w dzisiejszych czasach" ludzie mogą się rozwieść czy rozstać, a "kiedyś", jeśli nie wszystko grało, to jedna strona, najczęściej kobieta, musiała zacisnąć zęby i się męczyć. Aha, to nie pokolenie obecnych 20-latków wymyśliło seks przed ślubem.:)
                                    • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 09:57
                                      Nie no ja wiem, że mogą, a kiedyś może było z tym trudniej, ale mi chodzi o coś innego, chodzi mi o to, dlaczego mimo tego całego pomieszkiwania ze sobą, testowania i sprawdzania się w wielu związkach coś nie gra na tyle, że ludzie się decydują na rozstanie. No to tak się zastanawiam po prostu, co jest tak naprawdę warte to testowanie, skoro kończy się, jak się kończy.

                                      Dlatego ja mam takie zdanie, że jednak lepiej testować się mentalnie niż seksualnie. A do tego "zabawa w dom" naprawdę nie jest konieczna. Bo wiadomo, że jak jesteśmy młodzi, świeżutcy, stęsknieni i napaleni, to na ogół wszystko jest fajnie i "jakoś się ułoży". Ale co, jak np. za dwa, trzy lata żona w zagrożonej ciąży i seksować się nie można, albo znów po ciąży gwałtownie jej spadnie zainteresowanie tymi sprawami i zanim sytuacja się poprawi trzeba będzie przeczekać ciężki czas abstynencji seksualnej? A tu się może okazać, że pan się tak tym frustruje, że będzie musiał się podleczyć u innej pani, w końcu przywykł, że bzykanie mu się należy, jak psu miska.

                                      No, ale, jak już mówiłam, mi tam wszystko jedno. Jak ktoś widzi sens w "próbowaniu", to niech robi, jak uważa. Ja tylko po prostu mówię, co widzę. A widzę, że to nie działa.
                                      • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:05
                                        > Ale co, jak np. za dwa, trzy lata żona w zagrożonej ciąży i seksować się nie można, albo znów po ciąży gwałtownie jej spadnie zainteresowanie tymi sprawami i zanim sytuacja się poprawi trzeba będzie przeczekać ciężki czas abstynencji seksualnej? A tu się może okazać, że pan się tak tym frustruje, że będzie musiał się podleczyć u innej pani, w końcu przywykł, że bzykanie mu się należy, jak psu miska.

                                        I Twoim zdaniem do tego trzeba wiary w Boga i braku seksu przed ślubem, żeby mężczyzna był w stanie być empatyczny? ;-)
                                        • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 11:43
                                          straszny.upal napisał(a):

                                          > I Twoim zdaniem do tego trzeba wiary w Boga i braku seksu przed ślubem, żeby mę
                                          > żczyzna był w stanie być empatyczny? ;-)

                                          Niczego takiego nie twierdziłam. Mężczyzna albo jest empatyczny, albo nie jest. Ale skąd mam to wiedzieć, jeśli nie dam mu żadnej okazji do tego, żeby wykazał się tą empatią (lub jej brakiem)?
                                          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:40
                                            Czyli jesteś jak najbardziej za testowaniem, ale po prostu testujesz co innego. To dobrze sobie wyjaśnić.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:53
                                              Nie zawsze co innego, ale na pewno w inny sposób. No chyba nie przypuszczałaś, że jestem za tym, żeby poślubić człowieka, którego kompletnie się nie zna.
                                      • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:11
                                        >chodzi mi o to, dlaczego mimo tego całego pomieszkiwania ze sobą, testowania i sprawdzania się w wielu związkach coś nie gra na tyle, że ludzie się decydują na rozstanie.

                                        bo przyczyną rozstań nie jest sam fakt mieszkania razem, czy uprawiania seksu, tylko to, jak to wspólne życie wychodzi. jak nie wychodzi, to się rozstają jeszcze przed ślubem, bo wtedy łatwiej.

                                        zakładanie, że seks przed ślubem jest przyczyną rozstań, więc lepiej testować się psychologicznie, cokolwiek to znaczy, jest delikatnie rzecz ujmując, naiwno-romantyczną wizją.

                                        + po ślubie się trudniej rozstać, więc więcej ludzi decyduje się męczyć, co inni mogą odbierać jako dobre małżeństwo, no bo przecież tyle już są razem. potem się okazuje, że są tak dobrzy jak kaziu marcinkiewicz na ten przykład.
                                        • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:41
                                          six_a napisała:

                                          > bo przyczyną rozstań nie jest sam fakt mieszkania razem, czy uprawiania seksu,
                                          > tylko to, jak to wspólne życie wychodzi. jak nie wychodzi, to się rozstają jesz
                                          > cze przed ślubem, bo wtedy łatwiej.

                                          Tylko zauważ, że jest też sporo takich, którym przed ślubem wychodzi, a dopiero po ślubie jakoś nie bardzo. Jak wytłumaczysz ten fenomen?

                                          >
                                          > zakładanie, że seks przed ślubem jest przyczyną rozstań, więc lepiej testować s
                                          > ię psychologicznie, cokolwiek to znaczy, jest delikatnie rzecz ujmując, naiwno-
                                          > romantyczną wizją.
                                          >

                                          Niczego takiego nie zakładam. Twierdzę tylko, że seks przed ślubem niekoniecznie zapewnia udany związek po ślubie, jak się niektórym może wydaje. Dlatego nie widzę powodu, żeby rezygnować ze swoich zasad.

                                          > + po ślubie się trudniej rozstać, więc więcej ludzi decyduje się męczyć, co in
                                          > ni mogą odbierać jako dobre małżeństwo, no bo przecież tyle już są razem. potem
                                          > się okazuje, że są tak dobrzy jak kaziu marcinkiewicz na ten przykład.
                                          >

                                          No, ale tak do śmierci w tej męce to jakoś nie kwapią się dobrnąć. Jakoś dają radę zdążyć z rozwodem, zanim całkiem im organy opadną.
                                          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 12:51
                                            Wszystko jest OK, póki te zasady, o których piszesz, wyznawane są przez oboje partnerów. W sytuacji, gdy jest to wymuszanie celibatu na partnerze, to jest to ryzykowne. Choć oczywiście zadziała jako test na wytrwałość, bo nie na miłość.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:02
                                              To oczywiste, że partner sam musi być do tego przekonany. Nie zamierzam nikogo do niczego zmuszać.
                                              No, może i masz rację z tą wytrwałością, chociaż nie wydaje mi się, że jeśli facetowi na babce nie zależy, to będzie w stanie tak się dla niej poświęcać. Mnie tam by się nie chciało;)
                                          • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 16:52
                                            > Tylko zauważ, że jest też sporo takich, którym przed ślubem wychodzi, a dopiero
                                            > po ślubie jakoś nie bardzo. Jak wytłumaczysz ten fenomen?

                                            Szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego to ma być (bo chyba ma być) potwierdzenie twojej tezy, że związki bez seksu przed ślubem maja większe szanse, żeby być udane. No chyba, że odwrotnie - przed ślubem było ok, po ślubie doszedł seks, okazał się kompletnie nieudany i klops.
                                            Przecież w związku może nie wyjść dużo rzeczy, od jakichś mniej lub bardziej namacalnych, do tego, ze przez 5 lat było ok, a po 10 już po prostu nie jest i nie możemy na siebie patrzeć. Na podobnej zasadzie mówi się, że ludzie są ze sobą 10 lat, rozstaja się, później jedna strona poznaje kogoś i po roku ślub - czy na tej podstawie należy wyciągać wniosek, że najlepiej żenić się/wychodzić za mąż po jak najkrótszej znajomości?
                                            A jeżeli związki bezseksowe przed ślubem, bywają trwalsze po ślubie, to dlatego, że (jak już kilka osób pisało), wiara każe nieść swój krzyż, z resztą można spotkać różne gimbazowe mądrości, jak to kiedyś się naprawiało, a teraz wyrzuca. A to naprawianie często wygląda tak, że jedno pije, zdradza, ludzie nie rozmawiają ze sobą, ale są po ślubie, więc musi toto jakoś trwać. Pewnie każdy zna takie związki lub o takich słyszał. Szczególnie u was, konserwatywnych, nie wypada się rozwieść, ale odwracacie (towarzyszu:) kota ogonem przekonując, że wasze zasady są gwarantem szczęścia. Otóż bywa wręcz przeciwnie, z resztą nie ma reguł, tylko że ludzie mniej konserwatywni mogą łatwiej wyjść ze swojego ewentualnego dołka.
                                            • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 21:39
                                              sl-14 napisała:

                                              > Szczerze mówiąc nie rozumiem dlaczego to ma być (bo chyba ma być) potwierdzenie
                                              > twojej tezy, że związki bez seksu przed ślubem maja większe szanse, żeby być u
                                              > dane.

                                              Mojej tezy? Nie przypominam sobie, żebym stawiała taką tezę.
                                              Tak, że to nie ma być żadne potwierdzenie czegokolwiek, tylko zwyczajne pytanie. Ciekawi mnie po prostu, dlaczego dla Ciebie to akurat seks przed ślubem, a nie co innego, ma być takim istotnym plusem dla związku, skoro nie znajduje to żadnego potwierdzenia w rzeczywistości.

                                              Nigdzie też nie twierdziłam, że "nasze" zasady są gwarancją szczęścia. A już szczególnie gwarancją szczęścia dla ateistów.

                                              z resztą nie ma regu
                                              > ł,

                                              No właśnie. I to jest najbardziej sensowne zdanie w tym całym wywodzie. Dlaczego więc twierdzisz, że związki bezseksowe przed ślubem jeśli są trwalsze to tylko dlatego, że opierają się na cierpieniu i oszukiwaniu siebie i innych? Co Cię upoważnia do takich osądów? Podobnie zresztą, jak do tych, kto łatwiej wychodzi z dołka? Masz na to jakieś konkretne dowody, badania, czy tak sobie po prostu bąki puszczasz? Jeśli czujesz potrzebę zracjonalizowania sobie własnego postępowania, to proszę bardzo, ale może nie za pomocą takich prymitywnych chwytów, koleżanko droga.


                                              • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 08.11.14, 09:43
                                                > Ciekawi mnie po prostu, dlaczego dla Ciebie to akurat seks przed ślubem, a nie
                                                > co innego, ma być takim istotnym plusem dla związku, skoro nie znajduje to ża
                                                > dnego potwierdzenia w rzeczywistości.

                                                Nie wiem, dlaczego napisałaś "a nie co innego", skoro nie twierdzę, że seks jest jedynym elementem związku. No i właśnie - jego elementem, a nie istotnym plusem, bo istotnym plusem to może być to, że facet dobrze gotuje czy lubi spędzać urlop tak samo, jak ja. Ludzie w związku rozmawiają, spędzają czas razem, wspierają się, dzielą się troskami, uprawiają seks. Chociaż w sumie po co rozmawiać, bo przecież nawet jeśli rozmawiają ze sobą przed ślubem, to po ślubie może się posypać, więc dlaczego rozmowa ma być takim istotnym elementem, skoro nie daje gwarancji?:>

                                                > Masz na to jakieś konkretne dowody, badania, czy tak sobie po prostu bąki puszczasz?
                                                > Jeśli czujesz potrzebę zracjonalizowania sobie własnego postępowania, to proszę bardzo,
                                                > ale może nie za pomocą takich prymitywnych chwytów, koleżanko droga.

                                                Widzę, ze chyba nerwy ci puszczają, skoro wchodzisz w protekcjonalny ton. Ale tak to bywa, jeśli ktoś nie ma racji i chyba jakoś tam zdaje sobie z tego sprawę (chociaż nie zawsze, bo np. koleżanka Obcykana idzie w zaprzeczanie). W sumie dobrze, że możemy już zakończyć dyskusję, bo zaczyna robić się nudno, muszę się powtarzać i generalnie trochę czuję się tak, jakbym tłumaczyła anorektyczce, że wcale nie jest gruba. Pa.
                                                • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 09.11.14, 21:52
                                                  sl-14 napisała:

                                                  > Nie wiem, dlaczego napisałaś "a nie co innego", skoro nie twierdzę, że seks jes
                                                  > t jedynym elementem związku. No i właśnie - jego elementem, a nie istotnym plus
                                                  > em, bo istotnym plusem to może być to, że facet dobrze gotuje czy lubi spędzać
                                                  > urlop tak samo, jak ja. Ludzie w związku rozmawiają, spędzają czas razem, wspie
                                                  > rają się, dzielą się troskami, uprawiają seks. Chociaż w sumie po co rozmawiać,
                                                  > bo przecież nawet jeśli rozmawiają ze sobą przed ślubem, to po ślubie może się
                                                  > posypać, więc dlaczego rozmowa ma być takim istotnym elementem, skoro nie daje
                                                  > gwarancji?:>

                                                  Znaczy, jak poznasz kogoś, z kim chcesz aktualnie tworzyć związek, to nieodłącznym elementem tegoż związku ma być seks? Bez jakichś szczególnych założeń na temat trwałości, małżeństwa np., tak? I uważasz, że tak ma być, bo tak jest dobrze? Jeśli tak, to ok, rozumiem.
                                                  Ale Ty też zrozum, że inni mogą podchodzić do tego inaczej. Co nie znaczy źle czy głupio. Bo nie ma żadnych dowodów na to, że Twoje podejście sprawdza się lepiej. Więc może Ty i Twoje tutejsze „siostry w niewierze”;) róbcie po swojemu, a innym pozwólcie robić, jak sami chcą. Kiego grzyba wyjeżdżać w radami, i do tego wątpliwymi, skoro nikt Was o rady w tej kwestii nie pytał? No, wprawdzie nie Ty to rozpoczęłaś, ale ochoczo się przyłączyłaś.


                                                  > Widzę, ze chyba nerwy ci puszczają, skoro wchodzisz w protekcjonalny ton. Ale t
                                                  > ak to bywa, jeśli ktoś nie ma racji i chyba jakoś tam zdaje sobie z tego sprawę
                                                  > (chociaż nie zawsze, bo np. koleżanka Obcykana idzie w zaprzeczanie). W sumie
                                                  > dobrze, że możemy już zakończyć dyskusję, bo zaczyna robić się nudno, muszę się
                                                  > powtarzać i generalnie trochę czuję się tak, jakbym tłumaczyła anorektyczce, ż
                                                  > e wcale nie jest gruba. Pa.

                                                  Nic mi nie puszcza, moja droga. Tylko bardzo nie lubię, jak ktoś próbuje bronić swoich racji czyimś kosztem. Zwłaszcza sięgając po argumenty nieuczciwe i obraźliwe. Na taką dyskusję nie mam ochoty. A tłumaczyć doprawdy nie musisz, ani mnie niczego, bo tu nie ma nic do tłumaczenia, ani siebie przede mną, bo całkowicie mi wisi, z kim sypiasz, kiedy, dlaczego i czy w ogóle. Pa.
                                      • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:12
                                        Ale żona w ciąży to już jest bliska kobieta, z którą jest się w złożonej (także seksualnej) relacji. Dziewczyna, z którą się nie sypia, to jest panna do randkowania lub (to już hardkor) współlokatorka. To są inne sytuacje.

                                        ?A tu się może okazać, że pan się tak tym frustruje, że będzie musiał się podleczyć u innej pani, w końcu przywykł, że bzykanie mu się należy, jak psu miska.?

                                        A to jest chyba problem związków, w których kobieta facetowi ?daje?. I testowanie czy jego brak nie ma wiele do rzeczy.
                                      • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 10:13
                                        majaa napisała:

                                        > No, ale, jak już mówiłam, mi tam wszystko jedno. Jak ktoś widzi sens w "próbowa
                                        > niu", to niech robi, jak uważa. Ja tylko po prostu mówię, co widzę. A widzę, że
                                        > to nie działa.

                                        Nie możesz wiedzieć czy działa, czy nie działa. Jest tak wiele czynników wpływających na trwałość związków, że łączenie jakiegoś pojedynczego elementu na podstawie osobistych obserwacji (w tym wypadku chodzi o testowanie lub jego brak) z rozpadem związków jest czystą spekulacją.
                        • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 20:28
                          Ciekawe, jak było z antykoncepcją, bo to przecież też grzech.:P I teraz zagwozdka, co gorsze - gumki, czy ewentualna ciąża przed ślubem.
                          • kino.mockba Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 06.11.14, 21:19
                            sl-14 napisała:

                            > Ciekawe, jak było z antykoncepcją, bo to przecież też grzech.:P I teraz zagwozd
                            > ka, co gorsze - gumki, czy ewentualna ciąża przed ślubem.

                            Katolik =/= wyborca PIS, ale mniej więcej tak to wygląda:

                            "Mimo to dziwny jest obyczajowy liberalizm zwolenników PiS. Nigdy bym nie pomyślał, że aż 54 proc. z nich uważa seks przedmałżeński za dobre doświadczenie.
                            PiS popierają dwie bardzo różne obyczajowo grupy. Starsi – zwykle rygorystyczni, bardzo konserwatywni. I młodsi – już dość liberalni. Dwie trzecie wyborców PiS używa prezerwatyw. Tyle samo co w elektoratach SLD i PO. A tabletki antykoncepcyjne stosuje co czwarta kobieta wyborca PiS. Wprawdzie 18 proc. stosuje tylko kalendarzyk, ale wśród wyborców SLD takich osób jest 13 proc., więc różnica też nie jest zasadnicza.

                            To by znaczyło, że w łóżku nie ma przepaści kulturowej.
                            Ale są podwójne standardy moralne. Seksualny rygoryzm prawicy ma wymiar raczej polityczny niż społeczny. Głoszą go księża i politycy, ale wyborcy w małym stopniu za tymi deklaracjami i wezwaniami idą."
              • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 18:19
                > Co nie? Mało który chciałby. DLatego nie chcę go tak skreślać, bo widzę że się
                > chłopak stara. Oboje się staramy.

                Na 90% obstawiam, że pan jakoś radzi sobie poza związkiem. :P
          • facettt wychodzisz za maz, czy adoptujesz, please ? 02.11.14, 17:17
            obcy.kana napisał(a):
            Że muszę go nauczyć traktować mnie tak jak tego po trzebuję :(

            wychodzisz za maz, czy adoptujesz ?
            - otoz doroslych mezczyzn zazwyczaj niczego nie udaje sie nauczyc, poza zamykaniem deski klozetowej.

            PS. Leze chory i nie ide dzis (jak zawsze w Niedziele) na Nieszpory
            - to prosze zapal dla mnie swieczke.

    • allatatevi1 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 15:54
      A co się stało, że z tym wcześniejszym się rozstałaś? Bo z opisu wychodzi że poprzedni całkiem nieźle spełniał Twoje potrzeby emocjonalne.
      • ste.do Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:32
        No jak to dlaczego!!. Napisała wszak że "nie szanował jej poglądów" co w tym wypadku należy rozumieć, że po 6ciu latach abstynencji seksualnej, bo tyle trwał ich "związek", miał dość.
        • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:33
          :D
        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:36
          Nie wiesz, to siedź cicho :P Akurat wtedy byłam młoda, zbuntowana i mieszkanie oraz seks przed ślubem ni były dla mnie problemem. Problem się pojawił w momencie, że pan żadnego ślubu nie planował. Nigdy. Taka różnica :P
          • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:37
            No rzeczywiście, masz 23 lata i facet z którym byłaś nie planował ślubu, straszne. :)
            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:42
              Ale byłam z nim 6 lat, wiesz ;] z czego 4 lata wspólnego mieszkania.
              • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:59
                >z czego 4 lata wspólnego mieszkania.

                to jest baaaardzo nowatorski konserwatyzm :D
                • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:01
                  To przy mnie sprzed paru lat to bohaterka watku jest ladacznica, ot co :D a ja nie przeczytawszy tego tutaj sie madrze tam na gorze :P
                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:04
                    ale się wyspowiadała, więc już się nie liczy :D
                    a cała reszta nie może się dajmy na to wyspowiadać i zostaje z takom etykietkom na całe życie. chlip.
                    • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:14
                      No wlasnie, spowiedz, alleluja i do przodu, po nowe grzechy. Zajedwabista religia.
                      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:21
                        Co nie? Ten Bóg to dopiero głupol. Że tak pozwala na nowo, i ciągle od początku próbować.

                        Zero w tym logiki i ludzkiej kalkulacji. Dlatego to wiara, a nie styl życia czy filozofia życiowa.
                        • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:25
                          Dziecinko, to tylko jedna z wielu wiar. W innych wiarach na przyklad ten sam Bog pozwala, by umierala kobieta ktora zranila mezczyzne chcacego ja zgwalcic. W jeszcze innej Bog pozwala, by od osoby, ktora zrobila cos "zlego" w swietle danej interpretacji jakiejstam swietej ksiegi odwrocila sie cala rodzina i znajomi. Nie uzywaj wznioslych slow, by usprawiedliwic wybor, na ktory skazalo Cie polozenie geopolityczne i dominujaca tutaj kultura judeochrzescijanska :)
                          • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:30
                            A dlaczego od razu "dziecinko"? Czy możesz wyzbyć się protekcjonalnego tonu i dyskutować na poziomie? Tak się składa, że wiele lat byłam ateistką i przyglądałam się różnym systemom filozoficznym i duchowym i katolicyzm jest moim suwerennym wyborem. Tak cięzko to zrozumieć?:D No dobra, prawosławie mi się też podoba, ale katolicyzm jest bliższy źródłom chrześcijaństwa, że tak powiem.

                            Ja również uważam, że sytuacje, które opisałaś są okrutne i moim zdaniem stanowią wypaczenie religii. Kwestia interpretacji Koranu i wieloletniego prania mózgu.

                            Ja akurat nie pochodzę z religinej rodziny, nikt mnie do kościoła siłą nie ciągał. Więc proszę o przyjęcie do wiadmości, że to była li tylko i jedynie moja decyzja, z której jestem zadowolona.
                            • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:32
                              Tak się składa, że wiele lat byłam ateistką i przyglądał
                              > am się różnym systemom filozoficznym i duchowym i katolicyzm jest moim suwerenn
                              > ym wyborem. Tak cięzko to zrozumieć?:D

                              Tak, bardzo mi ciezko zrozumiec taki wybor. Z latwoscia rozumiem odwrotne wybory, ale przejscia od racjonalnego myslenia w kierunku zabobonu nigdy nie pojme.
                              • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:41
                                No i super, a mnie nie zależy na przekonywaniu Cię na siłę co do słuszności moich poglądów.

                                W tym społeczeństwie nigdy nie będzie dobrze, jeśli nie będziemy się szanować.
                                Szanuję Twój wybór, Twoje poglądy (które w pewnym stopniu rozumiem), ale jednocześnie wymagam tego samego.

                                Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć, dlaczego ludzie wierzą (pomimo pozornej nieracjonalności chrześcijaństwa) i "jak można zwrócić w kierunku zabobonu" to poszukaj uczciwie i zachowując obiektywny osąd, a nie atakując kogoś na forum tylko dlatego, że przyznał się, że jest katolikiem, i to - jak widać - byle jakim.

                                Chociaż, paradoskalnie, Bogu to wniczym nie przeszkadza. Wystarczy popatrzeć kim otaczał się Jezus. Aaaale to już nie moja brocha, i trochę nie chce mi się na ten temat dyskutować, bo nie czuję się apologetką z powołania.

                                • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 18:14
                                  Tego sie juz nie chce komentowac nawet... :)
                                • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 13:04
                                  >Wystarczy popatrzeć kim otaczał się Jezus.
                                  no właśnie. zakładasz se kółko wędkarskie, a dwa tysiące lat później z okładem bam, ludzie deseru se nagle odmawiają, po latach opychania się, na dodatek w okrasie farmazonów o jakimś legalu.
                                  to jest załamujące, serio :P
                                  • ste.do Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 19:39
                                    No nie umniejszajmy tak znowu. Od czegoś każdy trybun ludowy czy rewolucjonista zaczynać musi.;)) A Jezus był na swoje czasy kimś takim . I nawet coś na kształt Solidarności starał się założyć;)). Ale skończył marnie i ta jego Solidarność początkowo po jego śmierci też ledwo dychała schodząc do podziemi. Dopiero po dłuższym czasie wzięli się za te idee łebscy ludzie i zrobili z nich instytucje służącą przede wszystkim im, a maluczkim wmówili że to dla ich dobra. Człowiek jest tak skonstruowany że lubi wierzyć że jego męki za żywota nie idą na marne i czeka ich po śmierci szczęśliwość wiekuista o ile tylko będą powolni nauczycielom.
                                    • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 19:46
                                      >Ale skończył marnie
                                      no nie przesadzajmy, takiej piramidy finansowej to nikt nie wymyślił :)
                            • kachaa17 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 19:59
                              To podziwiam za własny wybór i zazdroszczę bo mnie to nie było dane. Mi religia została bardzo mocno narzucona bez możliwości jakiejkolwiek zmiany pod groźbą kary boskiej. :)
                              Ja akurat zostałam wychowana w religii prawosławnej i wydaje mi się, że to jednak prawosławie jest bliższe źródłom chrześcijaństwa, o których piszesz.
                              A co do twojej sytuacji to wydaje mi się, że wyciągnęłaś błędne wnioski z poprzedniego związku. Był seks = brak małżeństwa. A to zazwyczaj tak nie działa. Jednak większość ludzi biorąca śluby uprawia seks przedmałżeński.
                              Ja jestem sporo starsza od ciebie i tak sobie myślę, że jakbym tak natrafiła w twoim wieku na kogoś z kim łączyłaby mnie chemia to szkoda by było to marnować. To wcale takie częste nie jest, że się taką osobę spotyka. A z drugiej strony to chyba tak nie działa, że jak teraz się powstrzymacie na dłużej tej energii starczy.
                        • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 04.11.14, 11:31
                          obcy.kana napisał(a):

                          > Co nie? Ten Bóg to dopiero głupol. Że tak pozwala na nowo, i ciągle od początku
                          > próbować.

                          A skąd wiesz, że pozwala? Może tych, którzy tak ciągle powtarzają te same grzechy mimo obietnic poprawy, wtrąca po śmierci do piekła na wieczne męki?
                • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:19
                  Hmm, napisalam przecież, że ja od pół roku mniej więcej chodzę regularnie do kościoła. Możecie sobie kpić z kościoła, naprawdę nie mam na celu przekonywania nikogo do swoich racji ;)

                  Wiedziałam, że jak o tym napiszę, to poleje się fala sakrakzmu i docinków, więc nie razi mnie to.
                  Razi mnie tylko to, że jara Was ten temat tak bardzo, że odeszliście już w analizie mojego życia seksualnego (które na ten moment prawie nie istnieje), zamiast skupić się na sytuacji, którą opisałam.

                  Ja wiem, że praktykujący katolik to cudak, ale no błagam, w katolandzie żyjecie i jeszcze się nie przyzwyczailiście?
                  Owszem, wyspowiadałam się, żałuję tego (nie seksu, bo był super, ale tego, że się nie powstrzumałam) i moja wiara zakłada rozgrzeszenie przy skrusze i szczerym wyznaniu grzechów.
                  Naprawdę mamy kontynuować ten wątek? :O

                  Bo szczerze mówiąc mnie się nie chce, gdybym miala problem natury teologicznej, tobym poszukała innego forum.
                  • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:22
                    Mnie sie wydaje, ze ludzi tutaj bardziej smieszy Twoja niekonsekwencja i hipokryzja niz zasady KKAT.
                    • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:35
                      Hipokryzja? :D LOL. W którym miejscu? Że parę razy zgrzeszyłam? Sfera seksualna tak Was bawi? Mój bosze, mam się publicznie spowiadać, z tego co robię? trochę długo by pisać, bo przykazań jeszcze 9, a ja co najmniej 3 razy dziennie któreś łamię (hiperbola taka). No i? Nad jednymi rzeczami udaje mi sie panowac, nad drugimi jeszcze pracuję.

                      Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień.

                      Zatrważające jest to, że tylu ludzi ma w Polsce problem z kościołem katolickim. Widać to chociazby na przykładzie tego wątku. Co najzabawaniejsze, najbardziej zacietrzewieni są Ci, którym powinien on zwisać i powiewać.

                      Spójrz najpierw głęboko w siebie, a potem nazywaj innych hipokrytami ;) Ja hipokrytką nie jestem i nigdy nie byłam. Kiedy nie wierzyłam, wtedy nie wierzyłam. Teraz to dla mnie największa wartość, Wartość trudna, która jest wyzwaniem, ale nic co cenne nie przychodzi z łatwością. Dlatego katolicyzm nie jest dla wszystkich, EOT.
                      • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:48
                        obcy.kana napisał(a):

                        > Hipokryzja? :D LOL. W którym miejscu? Że parę razy zgrzeszyłam? Sfera seksualna
                        > tak Was bawi? Mój bosze, mam się publicznie spowiadać, z tego co robię? trochę
                        > długo by pisać, bo przykazań jeszcze 9, a ja co najmniej 3 razy dziennie które
                        > ś łamię (hiperbola taka). No i? Nad jednymi rzeczami udaje mi sie panowac, nad
                        > drugimi jeszcze pracuję.

                        Dziecinko (przykro mi, ze tak Cie uraza ten zwrot, ale na inny mnie nie stac, gdy czytam Twoje produkcje) - Ty sama zaczelas ten watek, sama zwierzasz sie ze swojego zycia i z intymnych szczegolow. Nikt Cie nie zacheca :) najpierw pisalas, ze czekasz z seksem do slubu, a potem temu zaprzeczylas i przyznalas, ze jednak "pare razy" sie nie udalo. Trudno Cie traktowac powaznie :)

                        >
                        > Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień.

                        Uwazaj, zebys nie oberwala :)

                        >
                        > Zatrważające jest to, że tylu ludzi ma w Polsce problem z kościołem katolickim.
                        > Widać to chociazby na przykładzie tego wątku. Co najzabawaniejsze, najbardziej
                        > zacietrzewieni są Ci, którym powinien on zwisać i powiewać.

                        Znacznie bardziej zwisalby mi i powiewal, gdyby nie mial az takiego wplywu na ludzi, ktorzy sobie tego niekoniecznie zycza. Za posrednictwem polityki, na przyklad, ale tych spraw jest wiecej.

                        >
                        > Spójrz najpierw głęboko w siebie, a potem nazywaj innych hipokrytami ;) Ja hipo
                        > krytką nie jestem i nigdy nie byłam. Kiedy nie wierzyłam, wtedy nie wierzyłam.
                        > Teraz to dla mnie największa wartość, Wartość trudna, która jest wyzwaniem, ale
                        > nic co cenne nie przychodzi z łatwością. Dlatego katolicyzm nie jest dla wszys
                        > tkich, EOT.

                        Prosze bardzo, spogladam na siebie, i nie widze na razie nic takiego, natomiast u Ciebie to sie az wylewa. Ja w swoim czasie, kiedy bylam jeszcze osoba wierzaca, NAPRAWDE, a nie na niby, trzymalam sie pewnych przykazan, chociaz to bylo znacznie trudniejsze niz Ci sie wydaje, nie wspominajac o tym, ze zasadnicza wiekszosc naokolo mnie robila dokladnie co innego.
                        Ty zas wybralas sobie wiekszosciowa, popularna i w sumie latwa do realizacji w tym kraju religie, po czym i w tym zawodzisz, a w tym watku raz piszesz jedno, innym razem drugie. Niespecjalnie wiele to warte, coz... :)
                      • facettt wez nie belkocz 02.11.14, 19:50
                        albo chodzisz z kims do lozka, albo nie (gdyz masz taka wole) i malo kto laczy to dzisiaj z katolicyzmem.

                        - to Ty wysmiewasz katolicyzm, a nie ci ludzie.

                        PS. Jestem ewangelikiem i tez co niedziele staram sie chodzic do kosciola.

                  • kachaa17 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 20:02
                    Wiesz co a mnie trochę razi twoje nazewnictwo: katoland, katole. To trochę taki lekceważący sposób wypowiadania się o własnej religii.
              • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 18:02
                Czyli od 17 do 23 roku życia? No to ślub powinien być jak nic!:)
                PS. Dzięki za wątek, bo ostatnio tu straszne nudy.
          • ste.do Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:39
            Acha.To na tym polega twoje "nawrócenie", zmiana poglądów i dążenie do "czystości". Jak się nie dało zobligować faceta do ślubu przez 6 lat pomimo otwartości na seks, to teraz zmieniłaś metodę i starasz się tego następnego zmusić do tego przez "śluby czystości", mając nadzieję że jak go przyciśnie to stanie się bardziej uległy w tej kwestii. Jak widać skutek jest odwrotny, bo istnieją alternatywy na każdym kroku w tej kwestii.
            Dziewczyny, w dzisiejszych czasach, jeśli chcecie facetów zaobrączkować to musicie solidarnie stać się konserwatywne w kwestii łóżka. I stać się w swej większości bardziej niedostępne. Bo co w obecnych warunkach życia ma zachęcać facetów do ożenku. Żony już nie są im już potrzebne do zapewnienia wiktu i opierunku. Pralki są dostępne bez problemu, a aprowizację załatwia cotygodniowe odwiedziny w markecie. Takie życie, niestety;)) Tylko trudności w dostępie do seksu może ich nakłonić do zmiany stanu cywilnego.
            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 17:42
              NIeee, małżeństwo jest dla mnie ważne, ale nie ponad wszysto. Sorry. Wychodzę z zalozenia, ze lepiej jest być samej niż być z byle kim.
            • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 18:07
              > Acha.To na tym polega twoje "nawrócenie", zmiana poglądów i dążenie do "czystości.
              > Jak się nie dało zobligować faceta do ślubu przez 6 lat pomimo otwartości na seks, to
              > teraz zmieniłaś metodę i starasz się tego następnego zmusić do tego przez "śluby czystości",
              > mając nadzieję że jak go przyciśnie to stanie się bardziej uległy w tej kwestii.

              Też tak to widzę. :)
    • babciajadzienka Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:16
      dzien dobry. Czym sie moze podzielic Babcia z dluugim stazem malzenskim? Pewnie sa kobiety, ktore lubia zeby im mezczyzna nadskakiwal. ja nie znosze tego. Najlepiej sie czuje kiedy moj mezczyzna jest po prostu soba i traktuje mnie no nie powiem ale z sympatia. A znajomy internetowy? Raczej tez tak wole. Takie nadskakiwanie jest mocno sztuczne na dluzsza mete. Zadusic mozna, zaglaskac.
      • alpepe Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:29
        te babcia, a czemu to babunia blogaska nie prowadzi? I parę groszaków by skapło z reklamy google i można by piep.rzyć absolutnie cały czas tak od rzeczy bez obawy, że się zostanie skasowanym.
        • facettt pipi... 02.11.14, 16:38
          babcia pie.pszy (zawyczaj) od rzeczy - ale przynajmniej czyni to sympatycznie.
      • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 16:44
        >Czym sie moze podzielic Babcia
        tym, czym do tej pory: flakami z olejem.
        • babciajadzienka Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 19:01
          Nie pisze bloga bo nie potrafie pisac o tym czego dobrze nie znam. A pisac o swojej rodzinie? Slyszalam, ze to karalne. :) Moglabym jeszcze pisac o blaskach i cieniach zycia na emigracji. A kogo to? Dowalilibyscie z mety. Nie ma potrzeby. Ale swoja droga to ciekawe. Obserwuje, ze wypowiedzi internetowe tez sie ewaluuja. Ale to budujace.
    • znana.jako.ggigus wg mnie jestes bluszczem, skoro wymagasz 02.11.14, 19:27
      przyjezdzania po siebie autem. Moze pare razy przyjec hal, a potem mu sie zwyczajnie nie chcialo?
      Co w tym zlego, ze dorosla kobieta z ciezka tobra i kontuzja jedzie na wlasna reke do domu? Nastepnym razem spakujesz mniej, tym razem moglas wziac taksowke.
      Macie w tym wzgledzie chyba inne wymagania. Mnie by tez nie przyszlo do glowy prosic o transport spod dworca. Oczywiscie ze to wygodniej, ale dlaczego mam planowac czyjs dzien?
      • allatatevi1 Re: wg mnie jestes bluszczem, skoro wymagasz 02.11.14, 22:16
        Bez sensu kompletnie.
        Po to właśnie ma się bliskie osoby, żeby nie musieć się tłuc samotnie z walizami.

        Też kiedyś byłam taką heroską - odrzucałam pomoc faceta, znajomych, brata, ojca.
        Bo musiałam sama sobie udowodnić, że potrafię, że sama dam radę.

        I tak kiedyś sama leciałam za granicę - na plecach laptop, w jednej ręce walizka w drugiej rower.
        Rower oczywiście sama osobiście na lotnisku rozmontowałam śrubokrętem, zapakowałam nadałam (razem z narzędziami), a na lotnisku docelowym odebrałam z punktu bagaży niewymiarowych i sama skręciłam.
        Oczywiście zarówno do lotniska w Warszawie dojechałam sama autobusem jak i z lotniska zagranicznego wracałam sama do domu (dwoma pociągami z przesiadką).

        Dałam radę, udowodniłam sobie że mogę. Miałam jeszcze parę podobnych akcji.
        Ale dorosłam - po to mam bliskich żeby właśnie takich rzeczy nie musieć robić.
        Ja też nikogo bym nie prosiła żeby po mnie wyjeżdżał na dworzec/lotnisko. Ale gdyby mój mąż sam nie wyszedł z taką propozycją byłoby cholernie smutno i źle.
        • znana.jako.ggigus por#wnujesz dwie kompletnie inne sytuacje 02.11.14, 22:19

    • kachaa17 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 20:06
      Ja po tej akcji z pociągiem miałabym podobne odczucia do twoich. I szczerze mówiąc będąc w twoim wieku miałam, bo niestety mój chłopak też się tak zachowywał. Tylko niestety ja wyszłam za niego za mąż bo bardziej ceniłam jego niż siebie. Nie polecam. Urazy narastają i kończy to się bardzo źle.
    • hotu.matua Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 21:03
      Jeśli żaden rycerz na Ciebie nie leci to widocznie taka z Ciebie księżniczka z wieży ciśnień;)
    • berta-death Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 02.11.14, 22:36
      Może naprawdę nie lubi rano wstawać. Jakby mi ktoś kazał po siebie na dworzec wyjechać na 9:30, czyli wyjść z domu z godzinę wcześniej a wstać w łóżka jeszcze co najmniej jedną godzinę wcześniej, to byłoby to poświęcenie na miarę zrobienia loda na pierwszej randce. A może nawet większe. Może miał dobre chęci, obudził się, ale w takim zombie stanie, że nie dał rady. A potem wybity ze snu, nie odespał ile trzeba i nawet na popołudnie się nie wyrobił. Nie zdajesz sobie sprawy co to jest bycie konserwatywną sową a nie skowronkiem.

      Poza tym nie ma co z siebie kaleki robić. Skoro dałaś radę dojechać samodzielnie do domu, to znaczy, że eskorta nie jest ci do niczego potrzebna. Nie ma co niepotrzebnie ładować się w związek z nierównościami, gdzie jedna strona z marszu robi za tą słabszą, wymagającą pomocy. Ktoś kto żyje na łasce innej osoby nie ma co oczekiwać, że będzie szanowany i traktowany po partnersku.

      A co do tego seksu przedmałżeńskiego, to przypominam, że nawet Terlikowscy się bzykali przed ślubem. Co prawda potem bóg i pokarał bezpłodnością, ale wystarczyła pielgrzymka do Lourdes i wszystko dobrze się skończyło.
      • ruda_owca Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 04.11.14, 16:36
        > byłoby to poświęcenie na miarę zrobien
        > ia loda na pierwszej randce. A może nawet większe

        Jak trzeba miec zryta banie, zeby zrobienie loda na pierwszej randce traktowac jako poswiecenie? To moze byc albo przyjemnosc, albo zmuszenie do innej czynnosci seksualnej, ale poswiecenie, serio??
    • stephanie.plum zdumiewające 03.11.14, 08:07
      niejako przy okazji głównego tematu o "nadskakiwaniu", wyszło szydło z wora:
      otóż autorka jest katoliczką.
      nie taką, która w ostateczności toleruje Kościół i pójdzie tam, krzywiąc się, raz do roku, lecz taką, która wierzy i praktykuje, do tego stopnia, że usiłuje żyć według zasad moralności jakie z tej wiary wynikają.

      zdumiewa mnie chamska agresja, jakiej natychmiast autorka stała się obiektem, choć przecież jej postawa nikogo z tu piszących nie dotyczy, ani nie dotyka w najmniejszy sposób.

      zdumiewają mnie szyderstwa, które dowodzą, że nikt nie uważa, by powinien zdobyć się na jakikolwiek wysiłek, nie mówię zrozumienia, ale tolerancji wobec czyjegoś życia.

      zdumiewa mnie, jak wiele osób uważa, że ma prawo wtrącać się i otwarcie okazywać pogardę wobec postawy, która jest po prostu trochę inna niż te, z którymi spotykają się na co dzień.

      autorko, niech te komentarze spłyną po Tobie jak po kaczce.
      możesz wyjaśniać swoją postawę, z czystej życzliwości dla pytających.
      nie musisz absolutnie z niczego się przed nikim tłumaczyć.
      • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 10:14
        Dzięki Stephanie, za ciepłe słowo i zrozumienie.
        Cóż, mogłam się tego spodziewać po tym forum i nie wspominać o mojej wierze, ale szczerze mówiąc chyba wolę być prawdziwa w tym co robię i piszę, niż dostosowywać swoje "ja" zależnie od kontekstu.

        Mam wrażenie, że fala pogardy i agresji, jaka się tu wylała otworzyła mi oczy na to, że w Polsce, pomimo żartobliwego nazywania jej "Katolandem", chrześcijanie i katolicy naprawdę traktowani są jak kosmici. Najlepiej odciąć się od Kościoła w ogóle, a jeśli już w nim jesteś, nie wolno Ci okazywać słabości, bo inaczej zostaniesz uznany za hipokrytę. Tak skrajne postrzeganie rzeczywistości w czasach swojego ateizmu zarzucałam właśnie środowiskom katolickim, ale teraz widzę, że nie miałam racji.
        Wiem, że za to, co teraz napiszę, może polać się kolejna fala jadu, ale wydaje mi się, że pewien procent tych wypowiedzi wynika z postawy psa ogrodnika. Może niektórzy w głębi serca czują jakąś więź z wiarą katolicką i Kościołem (chociażby przez wychowanie w wierzącej rodzinie), ale na pewnym etapie woleli opowiedzieć się za drugą stroną barykady, która daje iluzję panowania nad własnym życiem i jest z pozoru... łatwiejsza. Nie-katolicy nie mogą znieść, że można być w Kościele, popełniać błędy i nadal mieć pełną satysfakcję z życia duchowego. Kpiny na temat spowiedzi tylko tego dowodzą. To jasne, bo miłość Boża jest nieracjonalna - wystarczy sobie przypomnieć przypowieść o synu marnotrawnym, który wraca do ojca tylko dlatego, że skończyła mu się forsa, a ojciec wita go jak księcia tylko dlatego, że syn wrócił.

        Ale to już nie miejsce i nie czas na tego typu wywody.

        Miłego dnia, Stephanie :)
        • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 11:51
          obcy.kana napisał(a):

          > Mam wrażenie, że fala pogardy i agresji, jaka się tu wylała otworzyła mi oczy n
          > a to, że w Polsce, pomimo żartobliwego nazywania jej "Katolandem", chrześcijani
          > e i katolicy naprawdę traktowani są jak kosmici. Najlepiej odciąć się od Kościo
          > ła w ogóle, a jeśli już w nim jesteś, nie wolno Ci okazywać słabości, bo inacze
          > j zostaniesz uznany za hipokrytę. Tak skrajne postrzeganie rzeczywistości w cza
          > sach swojego ateizmu zarzucałam właśnie środowiskom katolickim, ale teraz widzę
          > , że nie miałam racji.

          Jesteś doskonałym przykładem tego, w jaki sposób poglądy środowiska, do którego się "zapisałaś" wpływają na ocenę rzeczywistości. Syndrom oblężonej twierdzy to czystej wody fantastyka w kraju, w którym religia katolicka ma uprzywilejowaną pozycję, a "świętości" katolickie są bronione za pomocą zapisów w kodeksie karnym.

          > Nie-katolicy nie mogą znieść, że można być w K
          > ościele, popełniać błędy i nadal mieć pełną satysfakcję z życia duchowego.

          Wyobraź sobie, że można nie być w Kościele, popełniac błędy i nadal mieć satysfakcję z życia duchowego, i to bez tego całego cyrku ze spowiedziami, obietnicami poprawy, które zazwyczaj są łamane, rozgrzeszeniami i powtarzaniu tych samych grzechów aż do śmierci.
      • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 12:32
        Zdumiewajace jest to, stephanie, ze Ty nie widzisz, ze wysmiewamy tutaj nie tyle religijnosc autorki, co jej zaklamanie i hipokryzje, bo inaczej deklaruje, a inaczej robi. Dlatego jej napisalam, zeby uwazala, czy nie oberwie, jak wzywa kogos do rzucania kamieniem, bo sie moze okazac, ze istnieja bardziej prawi - konsekwentni w tym, co deklaruja - ludzie od niej.
        Aha, i nie wierzacy kazdy w tym kraju to katolik.
        Wiekszosc religii wtraca sie do zycia seksualnego swoich wyznawcow - sa takie religie, w ktorych czlonkowie AUTENTYCZNIE sa w stanie powstrzymac sie od wspolzycia przed slubem, wlasnie miedzy innymi dlatego, ze nie maja w tej religii furtki w postaci spowiedzi, ktora niczym gumka wymazuje wszystko i pozwala grzeszyc od nowa. Ja w takiej wlasnie kiedys bylam i trzymalam sie dokladnie wszystkiego, czego musialam sie trzymac - i dlatego dla mnie religijnosc i konsekwencja autorki watku sa funta klakow niewarte.
        • majaa Re: zdumiewające 03.11.14, 14:34
          Zdumiewające jest raczej to, że wydawałoby się inteligentni ludzie nie odróżniają hipokryzji od ulegania jakiejś słabości. Autorka napisała, że stara się trzymać pewnych reguł, które uważa za słuszne, ale zdarzało jej się, że nie dała rady, z czego oczywiście dumna nie jest. Gdzie Wy tu widzicie hipokryzję? Jeśli istnieją, jak to określiłaś "bardziej prawi ludzie", to chwała im za to, ale to jeszcze nie powód, żeby z autorki sobie drwić czy zadzierać nosa.
          • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 15:18
            To moze poczytaj uwazniej watek, zanim bedziesz sie upierac, ze Autorka sie stara :D poczytaj o poprzednim zwiazku i o stazu w "nawroceniu". Nikt tu nosa nie zadziera, a obluda zawsze zasluguje na drwiny.
            • majaa Re: zdumiewające 03.11.14, 17:25
              Nie zamierzam się przy niczym upierać. Tylko nie bardzo wiem, co ma do tego poprzedni związek i staż. Może wskaż wypowiedzi, albo chociaż jedną, która Twoim zdaniem świadczy o hipokryzji autorki, bo ja takiej nie wyłapałam.
              • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 17:47
                no właśnie ma, bo akurat trafiło nie na jakąś tam sobie słabość, jak przedawkowanie alkoholu, tylko na nieistniejącą czystość. więc sorry, ale na czym polega trzymanie tego seksu do ślubu, skoro po pierwsze się tego nie dotrzymuje, po drugie generalnie nie ma co trzymać, bo wianek wziął i zaginął w poprzednim związku.

                w ogóle jak na to popatrzeć od tej strony, to może właśnie to jest przyczyna, że facetowi niespieszno do tych spotkań. bo co to za związek? jakiś taki żaden. a to nie jest oazowa młodzież trzymająca się za rączkę, tylko dorośli ludzie, w tym jedno po długoletnim związku rzeczywistym, tak to nazwijmy roboczo.
                • majaa Re: zdumiewające 03.11.14, 18:00
                  Wianka nie ma, fakt, ale to nie znaczy, że zmiana podejścia do pewnych spraw w życiu jest bez sensu. Zresztą z tego, co autorka pisała wynika, że nie tylko nad tą jedną kwestią pracuje. A że nie zawsze wychodzi... to oczywiste, że "świętą" z dnia na dzień nie zostanie, ale praca nad sobą i choćby małe sukcesy też się liczą. Lepiej poprawić cokolwiek niż nic.
                  • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 18:07
                    Zmiana podejścia do pewnych spraw, jak to ładnie nazywasz, to by była na przykład, gdyby dziewczę bzykało się na imprezach po pijaku, ale przewartościowało sobie pewne rzeczy stwierdzając, że chce uprawiać seks z tylko z mężczyzną, z którym jest w związku. A tak to mamy, tak jak pisze Sixa, zachowywanie nieistniejącego dziewictwa na noc poślubną, cholera wie po co - bo i dziewictwa już nie ma i obecnego wybranka się skosztowało. Sztuka dla sztuki.
                  • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 18:13
                    Jaka zmiana? Jakie sukcesy? To manipulacja zwykla jest, a nie zadna zmiana i sukcesy :) Pol roku wielkiej religijnosci po wielu latach ateizmu, i w czasie tego pol roku tez sie nie udalo zacisnac nog... :P Sorry, jest z czego kpic, wiec nie dziw sie, ze ludzie kpia.
                  • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 18:17
                    > Lepiej poprawić cokolwiek niż nic.
                    ja akurat uważam, że to komiczne. nawet bardzo.
                    dobrze, to teraz jakiś konkret. co konkretnie tym się poprawia. w jakim sensie brak seksu (jak sobie akurat przypomnisz, że seksu jednak miało nie być uuuups;) czyni cię lepszą, z kolei seks czyni cię gorszą. słucham albo nawet czytam :)
                    • majaa Re: zdumiewające 03.11.14, 22:23
                      Ale to zupełnie nie o to chodzi, czy seks albo jego brak czyni cię gorszą czy lepszą. Ani tym bardziej, tak myślę, o przywrócenie dziewictwa, którego już nie ma. Tak generalnie to tu chodzi o to, czy chcesz narzucić sobie pewne zasady, jakąś samodyscyplinę czy nie, czy chcesz pracować nad sobą czy nie, wierzysz w coś, znajdujesz w czymś jakąś wartość czy nie. Jeśli w pewnym momencie uznasz, że coś ci nie gra, to możesz to zmienić, czyli w swoim przeświadczeniu poprawić. A seks lub jego brak w określonych sytuacjach to tylko jedna z konsekwencji pewnych wyborów. Doprawdy nie widzę w tym nic komicznego, że jeden chce żyć tak, a drugi inaczej. Ani w tym, że ludzie czasem z jakichś powodów zmieniają swoje poglądy i wybory życiowe.
                      • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 22:44
                        Tak generalnie, to narzucanie sobie pseudozasad w kwestiach seksu jest smieszne :)
                        • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 12:56
                          A dlaczego twierdzisz, że to pseudozasady? Generalnie narzucanie sobie jakichś zasad uważasz za śmieszne?
                          A poza tym, przecież zmiana, którą podjęła autorka obejmuje mnóstwo innych aspektów życia we dwoje i życia w ogóle, a Ty się tylko na tym seksie skupiasz...
                          • straszny.upal Re: zdumiewające 04.11.14, 13:00
                            Ilestam osob w tym watku widzi hipokryzje i zaklamanie, a Ty sie upierasz? Odpusc, nie ma kogo i czego bronic :)
                            • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 13:07
                              :) I na co to ma być niby argument? Na czyjeś wizje nic nie poradzę, każdy widzi, co chce;)
                              • straszny.upal Re: zdumiewające 04.11.14, 13:20
                                No wlasnie, nie mozna nic poradzic na urojone wizje powroconej "czystosci" Autorki ;-)
                                • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 13:40
                                  Tudzież na wizje innych forumowiczek, którym się wydaje, że przejrzały autorkę na wylot :)
                                  • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 13:45
                                    majaa napisała:

                                    > Tudzież na wizje innych forumowiczek, którym się wydaje, że przejrzały autorkę
                                    > na wylot :)

                                    To autorka dokonała wiwisekcji, a widok, który ukazał się czytającym, jest niestety dość nieciekawy.
                                  • six_a Re: zdumiewające 04.11.14, 16:16
                                    nom, a ty przejrzałaś wszystkich, którzy ją przejrzeli. brawo.
                                  • sl-14 Re: zdumiewające 04.11.14, 18:17
                                    A co tu jest do przejrzenia, skoro dziewczyna wystawiła się na tacy.:)
                                    • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 14:15
                                      No i nie żałuję, bo nie mam nic do ukrycia.

                                      Przyświecają mi pewne ideały, które są szczytne i zarazem trudne (nic co wartościowe, nie przychodzi z łatwością) i mimo że zdarzyło mi się postąpić wbrew nim, nadal mam do siebie szacunek, gdyż potrafiłam podnieść się z upadku i na nowo podjąć walkę o to, by ich przestrzegać.

                                      A zbiorowa histeria, jaka ma tu miejsce przywodzi mi na myśl pewne słowa, które kiedyś usłyszałam, że innych ludzi najbardziej rozsierdzają wady innych, z którymi oni sami mają problem i których nie akceptują u siebie.

                                      Oj, psychoanalityk miałby na w tym wątku używanie ;)
                                      • stokrotka_a Re: zdumiewające 05.11.14, 14:20
                                        obcy.kana napisał(a):

                                        > nic co wartościowe, nie przychodzi z łatwością

                                        To komunał. ;-) Ludziom z niskim libido zachowanie "czystości" seksualnej przychodzi bardzo łatwo. ;-)
                                        • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 14:37
                                          Z doświadczenia piszesz?

                                          Tym większą wartość ma moja walka i jestem dumna, że dajemy radę ;-)
                                          • stokrotka_a Re: zdumiewające 05.11.14, 14:46
                                            obcy.kana napisał(a):

                                            > Z doświadczenia piszesz?

                                            Na podstawie doświadczenia. Choć nie jest to moje doświadczenie, ponieważ ja nie uważam, że seks jest brudny i trzeba go prać w kościele. ;-D

                                            > Tym większą wartość ma moja walka i jestem dumna, że dajemy radę ;-)

                                            Twoja walka to udawanie. ;-)
                                            • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 14:55
                                              A twoja torebka ma kolor czerwony.


                                              Przedszkole :D
                                              • stokrotka_a Re: zdumiewające 05.11.14, 14:58
                                                Tak, przedszkole erystyczne już zaliczyłam, a ty masz to jeszcze przed sobą. ;-)
                                                • straszny.upal Re: zdumiewające 05.11.14, 15:01
                                                  Obawiam sie, ze jej nie przyjeliby nawet do zlobka. Cienias.
                                      • sl-14 Re: zdumiewające 05.11.14, 19:11
                                        Lol, dziewczyno, ty masz coraz lepszy odlot. :D
                      • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 23:01
                        >Doprawdy nie widzę w tym nic komicznego, że jeden chce żyć tak, a drugi inaczej.
                        komizm to akurat nie w tym miejscu.
                        tu masz deklarację, że chcesz coś tam. ale tego nie robisz. z jakichkolwiek przyczyn. po czym nazywasz to poprawą, dlatego że chcesz robić.

                        to teraz przełóż to powiedzmy na palenie. deklaruję, że nie będę palić, i faktycznie na co dzień nie palę. ale raz w miesiącu siadam i całą paczkę wciągam. gdzie zaszła zmiana? nigdzie? no ale chęci mam, więc mówię dookoła, jak mi to wychodzi na zdrowie, jak się zmieniłam i jak mi dobrze z nowym stylem życia. jak to nazwiesz? bo możliwości jest całkiem sporo: od samooszukiwania się, przez hipokryzję, po manipulację. szczególnie, jeśli deklaracja wpływa także na życie innych osób.

                        przy czym papierosy można jeszcze uznać za szkodliwe, o seksie w związku trudno by było coś takiego powiedzieć.

                        + dodaj do tego ewidentny problem w tym związku: facet ją lekceważy, umawia się na spotkania i nie przychodzi, trzeba tupnąć, żeby wykrzesać z gościa jakieś działanie. może on widzi, że starać to się musi raz na ruski miesiąc, kiedy już nie będzie można wytrzymać, a poza tym nie ma się co wysilać. to jest jakaś bardziej wyrafinowana rozgrywka, kto kogo złapie pierwszy, ona jego na ślub, czy on ją na seks.
                        • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 13:03
                          Przykład z papierosami byłby adekwatny do omawianej sytuacji, gdybyś napisała, że kilka razy zdarzyło się takiemu rzucającemu zakopcić jeden dymek, jak go już mocno przycisnęło. To całkiem zmienia postać rzeczy i przede wszystkim jest bliższe prawdy.


                          > + dodaj do tego ewidentny problem w tym związku: facet ją lekceważy, umawia się
                          > na spotkania i nie przychodzi, trzeba tupnąć, żeby wykrzesać z gościa jakieś d
                          > ziałanie. może on widzi, że starać to się musi raz na ruski miesiąc, kiedy już
                          > nie będzie można wytrzymać, a poza tym nie ma się co wysilać. to jest jakaś bar
                          > dziej wyrafinowana rozgrywka, kto kogo złapie pierwszy, ona jego na ślub, czy o
                          > n ją na seks.
                          >

                          I co, uważasz, że jak by częściej się z nim bzykała, to facet by jej nie lekceważył i bardziej się wysilał? Czyli że za zwyczajne, normalne traktowanie trzeba płacić seksem, czy o co Ci chodzi?
                          • six_a Re: zdumiewające 04.11.14, 13:20
                            > To całkiem zmienia postać rzeczy i przede wszystkim jest bliższe prawdy.
                            och, więc znasz nawet prawdę? przykład był tylko ilustracją mechanizmu, a nie analogią 1:1, nie ma najmniejszego znaczenia, czy to dymek czy cały karton.

                            > Czyli że za zwyczajne, normalne traktowanie trzeba płacić seksem, czy o co Ci chodzi?
                            co to znaczy trzeba, a zwłaszcza co to znaczy płacić? seks chyba jest elementem bycia w związku, a nie środkiem płatniczym i dobrem podlegającym reglamentacji?

                            daj spokój, po prostu to jest nie do obrony, a już zwłaszcza w połączeniu z kadzeniem wiarą.
                            • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 13:53
                              six_a napisała:

                              > > To całkiem zmienia postać rzeczy i przede wszystkim jest bliższe prawdy.
                              > och, więc znasz nawet prawdę? przykład był tylko ilustracją mechanizmu, a nie a
                              > nalogią 1:1, nie ma najmniejszego znaczenia, czy to dymek czy cały karton.

                              "Bliższe prawdy" w znaczeniu bliższe temu, o czym pisała autorka.
                              Nawet jeśli to miała być tylko ilustracja mechanizmu, to zilustrowałaś jakiś zupełnie inny mechanizm.

                              > co to znaczy trzeba, a zwłaszcza co to znaczy płacić? seks chyba jest elementem
                              > bycia w związku, a nie środkiem płatniczym i dobrem podlegającym reglamentacji
                              > ?

                              Zasadniczo to chodziło mi o to, po co analizujesz problemy w ich związku w połączeniu z podejściem autorki do seksu, co to Twoim zdaniem oznacza. A Ty zamiast odpowiedzieć na pytanie, sama zadajesz swoje. Bez sensu taka rozmowa.


                              > daj spokój, po prostu to jest nie do obrony, a już zwłaszcza w połączeniu z kad
                              > zeniem wiarą.
                              >

                              A konkretnie o obronę czego Ci chodzi?
                              • six_a Re: zdumiewające 04.11.14, 16:12
                                > "Bliższe prawdy" w znaczeniu bliższe temu, o czym pisała autorka.
                                aaaa w tym znaczeniu. ale na podstawie czego twierdzisz, że ten seks był jednym dymkiem, a nie całą paczką? no i skoro nawet inny mechanizm przedstawiłam, to jakim cudem uznałaś, że dymek by pasował?

                                > Zasadniczo to chodziło mi o to, po co analizujesz problemy w ich związku w połą
                                > czeniu z podejściem autorki do seksu, co to Twoim zdaniem oznacza.
                                po to, że moim zdaniem ma to znaczenie. a co to może oznaczać, to już pisałam.

                                > A konkretnie o obronę czego Ci chodzi?
                                konkretnie to o obronę tego, czego bronisz. nazwij to częstochową.
                                a teraz dobranoc, bo nudzisz.
                                • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 18:56
                                  six_a napisała:

                                  > aaaa w tym znaczeniu. ale na podstawie czego twierdzisz, że ten seks był jednym
                                  > dymkiem, a nie całą paczką? no i skoro nawet inny mechanizm przedstawiłam, to
                                  > jakim cudem uznałaś, że dymek by pasował?

                                  Twierdzę na podstawie tego, co napisała. A napisała, że zdarzyło jej się kilka razy, a nie że regularnie wpada w „ciągi” bzykania, jak tylko ją przypili.

                                  > po to, że moim zdaniem ma to znaczenie. a co to może oznaczać, to już pisałam.
                                  >
                                  > > A konkretnie o obronę czego Ci chodzi?
                                  > konkretnie to o obronę tego, czego bronisz. nazwij to częstochową.
                                  > a teraz dobranoc, bo nudzisz.
                                  >

                                  Acha, Twoim zdaniem ma znaczenie, bo ma, a ja bronię tego, czego bronię. No to dzięki za wyjaśnienia, jestem pod wrażeniem.

                                  A na Twoje znudzenie rada jest prosta: zajmij się czymś ciekawym, zamiast czytać i odpowiadać na nudne posty.
                                  • six_a Re: zdumiewające 04.11.14, 19:21
                                    > Twierdzę na podstawie tego, co napisała. A napisała, że zdarzyło jej się kilka
                                    > razy,
                                    tak, od czerwca, a mamy początek listopada. przeczytaj no sobie wszystkie wypowiedzi, a nie tylko post założycielski. przecież ja tych wyliczeń nie robiłam, raz na ile i tak dalej. zresztą to nie ma znaczenia, ile konkretnie czy pięć, dziesięć czy piętnaście. ma za to znaczenie w zestawieniu z deklaracjami na temat tego seksu i czystości i generalnie idei związku.

                                    > A na Twoje znudzenie rada jest prosta:
                                    może dla porządku udzieliłabyś jakiejś rady autorce, bo ja akurat nie prosiłam o rady. a nudne jak flaki z olejem jest przyłażenie do wątku i opie...nie wszystkich, którzy się wypowiedzieli z pozycji: ja znam prawdę. ale jak musisz, to nie przeszkadzaj sobie.
                                    • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 22:56
                                      six_a napisała:

                                      > tak, od czerwca, a mamy początek listopada. przeczytaj no sobie wszystkie wypow
                                      > iedzi, a nie tylko post założycielski. przecież ja tych wyliczeń nie robiłam, r
                                      > az na ile i tak dalej. zresztą to nie ma znaczenia, ile konkretnie czy pięć, dz
                                      > iesięć czy piętnaście. ma za to znaczenie w zestawieniu z deklaracjami na temat
                                      > tego seksu i czystości i generalnie idei związku.
                                      >

                                      Przeczytałam sobie, a jakże, i różne refleksje mi się nasunęły w związku z wypowiedziami autorki (nieciekawe też, żeby nie było), ale akurat na hipokryzję to mi nie wygląda.


                                      > może dla porządku udzieliłabyś jakiejś rady autorce, bo ja akurat nie prosiłam
                                      > o rady.

                                      Uznałam, że to musztarda po obiedzie, dostała ich tyle, że już wystarczy. A Tobie poradziłam tak z własnej inicjatywy, żebyś nie czuła się zmuszona do rozmowy z nudną mają;)

                                      a nudne jak flaki z olejem jest przyłażenie do wątku i opie...nie wszys
                                      > tkich, którzy się wypowiedzieli z pozycji: ja znam prawdę. ale jak musisz, to n
                                      > ie przeszkadzaj sobie.
                                      >

                                      Jak w „Radiu Erewań” normalnie… Gdzie ja tak „opie…am” i których „wszystkich”? Każdy widzi, co chce, no nie da się ukryć. A Ty mnie opie…asz z jakiej pozycji?
                                      • six_a Re: zdumiewające 04.11.14, 23:34
                                        > ale akurat na hipokryzję to mi nie wygląda.
                                        ale why z tym wogle do mnie? (patrz niżej: wy, czyli my)
                                        ja wskazałam hipokryzję jako jedną z możliwości, ale wcale się nie dziwię, że tak to można odbierać.

                                        >Gdzie ja tak „opie̷...am” i których „wszystkich”? Każdy widzi, co chce,
                                        dopsz, narysuję to: w pierwszych słowach swojego listu ustawiłaś się w opozycji do "wydawałoby się inteligentnych" - trafisz do tego postu sama? i tam też, piszesz wy, wy zarzucacie hipokryzję, wy wyśmiewacie, mimo że odpowiadasz konkretnej osobie. wy to my, ale nie ty. i nie autorka (najprawdopodobniej). tak że tak, żaden erewań.

                                        >A Ty mnie opie…asz z jakiej pozycji?
                                        z nijakiej, stwierdzam fakt.
                                        • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 10:17
                                          No ok, odpowiedziałam pod konkretnym postem, bo Straszny.upał chyba pierwsza rzuciła tu hipokryzją, ale na pewno nie była jedyna. Zwróciłam się zatem zbiorowo do chórku potępiających i chórek z pewnością wie, o kim mowa. Moja wina, moja bardzo wielka wina… Ale „opie…aniem” to bym tego jednak nie nazwała, stanowczo za mocnych słów używasz.

                                          Czy to mój jedyny grzech, czy masz mi jeszcze coś do zarzucenia?


                                          > >A Ty mnie opie…asz z jakiej pozycji?
                                          > z nijakiej, stwierdzam fakt.
                                          >

                                          Acha, ja nudzę i opie…am, autorka jest hipokrytką (względnie jakąś inną nieciekawą –ytką), a Ty tylko stwierdzasz fakty… no super, dzięki, nie wiem, czy bym to ogarnęła bez Twojej pomocy.
                                          • katalonja Re: zdumiewające 05.11.14, 11:02
                                            Niestety majuu, dyskusja z niektórymi paniami jest miałka, skazana na porażkę. Pewnych rzeczy nie dostrzegają i stąd rzucają inwektywami - tak jest najłatwiej. Przebija przez to własna frustracja i odkrywają się pokłady stłumionej agresji. Innymi słowy walka z wiatrakami.
                                            • straszny.upal Re: zdumiewające 05.11.14, 11:31
                                              No tak, Tobie to najlatwiej przejac role choru greckiego, dopowiadajacego z boku malo istotne kwestie :D na prawdziwa wymiane argumentow jestes najwyrazniej za cienka :)
                                            • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 12:21
                                              No ale gdzie tam..., to ja jestem płytka i miałka z zasady, tudzież nic nie rozumiem, bom katoliczka przecież ;)
                                          • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 11:26
                                            > Czy to mój jedyny grzech, czy masz mi jeszcze coś do zarzucenia?
                                            widzę, że męczennictwo to bardzo atrakcyjna opcja, każdy by chciał.

                                            >autorka jest hipokrytką (względnie jakąś inną nieciekawą –ytką), a Ty tylko stwierdzasz fakty
                                            stwierdziłam fakt 1 (słownie: jeden), że przyczepiłaś się bezzasadnie do tych, którzy akurat widzą w opisanym zachowaniu hipokryzję.

                                            ale oczywiście łatwiej wszystko sprowadzić do najazdu personalnego. no sorry, ale jak ktoś opowiada o swoich motywach, to niech się nie dziwi, że one są oceniane. z drugiej strony, masz do czynienia z katolikiem, a to są ciężkie przypadki braku dystansu do siebie i walenia komunałami w tłum - wy faryzeusze i tak dalej - oraz robienia z siebie męczennika wiary. ha ha ha.

                                            popatrz na to trzeźwiej: rozentuzjazmowana nawrócona i agnostyk, który chodzi do kościoła, a nawet się spowiada w jakim celu? żeby żyć w wierze? żeby dochowywać jakichś bzdurnych postanowień o czystości? żeby się ożenić? ten ostatni element wygląda na takie gruszki na wierzbie, że żal. no ale wspomniał, że ją pierwszą rozpatrywał jako żonę juhu. a ona się z tego cieszy, że to wyraz szacunku, jak dla mnie, to chłopak jest z plasteliny ulepiony i takie cyrki odstawia wyłącznie z powodu doraźnych korzyści, no ale już pół roku minęło i zaczęło go to trochę nudzić, więc wymiguje się od spotkań i reaguje tylko na foch, dlaczego? no ma w tym jakiś interes widocznie. przy tym wszystkim ciągle powtarza pannie, że ją kocha. co oczywiście na nią działa. ona też go niby kocha, ale od rozstania z byłym, który rozkładał dywany, za to miał czelność do kościoła nie chadzać, też nie tak w sumie daleko. a teraz najlepszy fragment: nowy związek jest idealizowany w kontekście nawrócenia. jest lepszy, jest wspanialszy, podobno opiera się na szacunku, chociaż autorka czuje się w nim coraz bardziej kijowo, o czym pisze.

                                            a teraz wyraźnie napisz, że opisywany cyrk wiary z tym dotrzymywaniem czystości nie ma w ogóle nic wspólnego z tym konkretnym związkiem. że facet agnostyk nie wykorzystuje tego cyrku do swoich celów w żaden sposób. według mnie wykorzystuje, a ona się na to nabiera, bo tu też wierzy, a zamiast wierzyć, powinna widzieć i oceniać to, co widzi, a nie co on jej sprzedaje.
                                            • straszny.upal Re: zdumiewające 05.11.14, 11:33
                                              Samo sedno :)
                                              A jak brakuje argumentow, to najlepiej w nas rzucic frustracja i niespelnieniem. Jasne, ja tak zazdroszcze tych przezyc jak cholera :D :D :D
                                            • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 12:29
                                              six_a napisała:


                                              > widzę, że męczennictwo to bardzo atrakcyjna opcja, każdy by chciał.

                                              No ale chyba mnie, jako katoliczce należy się to niejako z urzędu, nie sądzisz? ;)

                                              > stwierdziłam fakt 1 (słownie: jeden), że przyczepiłaś się bezzasadnie do tych,
                                              > którzy akurat widzą w opisanym zachowaniu hipokryzję.

                                              W Twojej ocenie bezzasadnie, a w mojej zasadnie. Poza tym, nie „przyczepiłam się”, tylko wyraziłam swoje zdanie, podobnie jak reszta towarzystwa.

                                              >
                                              > ale oczywiście łatwiej wszystko sprowadzić do najazdu personalnego. no sorry, a
                                              > le jak ktoś opowiada o swoich motywach, to niech się nie dziwi, że one są oceni
                                              > ane. z drugiej strony, masz do czynienia z katolikiem, a to są ciężkie przypadk
                                              > i braku dystansu do siebie i walenia komunałami w tłum - wy faryzeusze i tak da
                                              > lej - oraz robienia z siebie męczennika wiary. ha ha ha.

                                              Się nie ma z czego śmiać, bo tu leży pies pogrzebany… Mamy do czynienia z katoliczką, więc należy ją natychmiast odpowiednio zaszufladkować i ocenić (cóż za chytra zmyłka, że nie napisała tego od razu). I jeszcze koniecznie wmówić męczeństwo, bo dobrze dopełnia całości obrazu. No bo jak by katoliczką nie była, to by takich wad nie miała z natury rzeczy przecież i o czym tu w ogóle deliberować.
                                              Czekam tylko, jak dołączy do Ciebie Stokrotka i zacznie klarować o braku tendencyjności…

                                              >
                                              > popatrz na to trzeźwiej: rozentuzjazmowana nawrócona i agnostyk, który chodzi d
                                              > o kościoła, a nawet się spowiada w jakim celu? żeby żyć w wierze? żeby dochowyw
                                              > ać jakichś bzdurnych postanowień o czystości? żeby się ożenić? ten ostatni elem
                                              > ent wygląda na takie gruszki na wierzbie, że żal. no ale wspomniał, że ją pierw
                                              > szą rozpatrywał jako żonę juhu. a ona się z tego cieszy, że to wyraz szacunku,
                                              > jak dla mnie, to chłopak jest z plasteliny ulepiony i takie cyrki odstawia wyłą
                                              > cznie z powodu doraźnych korzyści, no ale już pół roku minęło i zaczęło go to t
                                              > rochę nudzić, więc wymiguje się od spotkań i reaguje tylko na foch, dlaczego? n
                                              > o ma w tym jakiś interes widocznie. przy tym wszystkim ciągle powtarza pannie,
                                              > że ją kocha. co oczywiście na nią działa. ona też go niby kocha, ale od rozstan
                                              > ia z byłym, który rozkładał dywany, za to miał czelność do kościoła nie chadzać
                                              > , też nie tak w sumie daleko. a teraz najlepszy fragment: nowy związek jest ide
                                              > alizowany w kontekście nawrócenia. jest lepszy, jest wspanialszy, podobno opier
                                              > a się na szacunku, chociaż autorka czuje się w nim coraz bardziej kijowo, o czy
                                              > m pisze.
                                              >
                                              > a teraz wyraźnie napisz, że opisywany cyrk wiary z tym dotrzymywaniem czystości
                                              > nie ma w ogóle nic wspólnego z tym konkretnym związkiem. że facet agnostyk nie
                                              > wykorzystuje tego cyrku do swoich celów w żaden sposób. według mnie wykorzystu
                                              > je, a ona się na to nabiera, bo tu też wierzy, a zamiast wierzyć, powinna widzi
                                              > eć i oceniać to, co widzi, a nie co on jej sprzedaje.
                                              >

                                              No ale co ja mam jeszcze pisać, jak Ty już wszystko napisałaś… Tak, masz rację, nim kieruje interes (dosłownie i w przenośni) i czysta kalkulacja, a ona jest ślepa, naiwna i obłudna jednocześnie. Amen.
                                              • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 12:48
                                                > No ale chyba mnie, jako katoliczce należy się to niejako z urzędu, nie sądzisz?
                                                jasne, wam się wszystko należy.

                                                >Poza tym, nie „przyczepiłam się”, tylko wyraziłam swoje zdanie, podobnie jak reszta towarzystwa.
                                                pisząc o wydawałoby się inteligentnych? ołkej.
                                                może ja ci to jeszcze raz narysuję: otrzymujesz opinię hipokrytka, co nawet nie jest wyzwiskiem, a w zamian wysyłasz: idioci, frustraci, ciotki (tak, tak, to ta frakcja).


                                                > Mamy do czynienia z katoliczką, więc należy ją natychmiast odpowiednio zaszufladkować i ocenić
                                                ojej, to w tym kraju większość wymaga szufladkowania? kto by pomyślał. ale ile to szufladek by trzeba mieć. do zarąbania taka robota.

                                                >(cóż za chytra zmyłka, że nie napisała tego od razu).
                                                napisała, napisała. na początku dyskusji.

                                                >No bo jak by katoliczką nie była, to by takich wad
                                                o jakich ty teraz wadach mówisz? wady to ma każdy, natomiast w religii dorabia się wady nieistniejące, takie jak brudny seks przed ślubem.


                                                > Tak, masz rację, nim kieruje interes (dosłownie i w przenośni) i czysta kalkulacja, a ona
                                                > jest ślepa, naiwna i obłudna jednocześnie.
                                                och, co prawda nie zamierzałam aż mieć racji, tylko taką tam sobie hipotezę postawiłam, ale to miło, że się zgadzasz.

                                                >Amen.
                                                bez klękania się nie liczy.
                                                • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 14:05
                                                  six_a napisała:

                                                  > > No ale chyba mnie, jako katoliczce należy się to niejako z urzędu, nie są
                                                  > dzisz?
                                                  > jasne, wam się wszystko należy.


                                                  Ehe… a emotikonki na końcu to na pewno przez przypadek zapomniałaś zacytować…

                                                  > może ja ci to jeszcze raz narysuję: otrzymujesz opinię hipokrytka, co nawet nie
                                                  > jest wyzwiskiem, a w zamian wysyłasz: idioci, frustraci, ciotki (tak, tak, to
                                                  > ta frakcja).
                                                  >

                                                  O kurczę, nie sądziłam, że to tak dramatycznie wygląda…
                                                  Szkoda, że nie jesteś taka wrażliwa, jak się wypowiadasz na temat katolików np.

                                                  > ojej, to w tym kraju większość wymaga szufladkowania? kto by pomyślał.

                                                  A skąd, właśnie wcale nie wymagają, ale kto by tam się tym przejmował… się szufladkuje i fajno jest.

                                                  ale ile
                                                  > to szufladek by trzeba mieć. do zarąbania taka robota.

                                                  Nie no, nie przesadzaj, jedna przecież spokojnie wystarczy.

                                                  >
                                                  > >(cóż za chytra zmyłka, że nie napisała tego od razu).
                                                  > napisała, napisała. na początku dyskusji.

                                                  Za późno, za późno...

                                                  > o jakich ty teraz wadach mówisz? wady to ma każdy, natomiast w religii dorabia
                                                  > się wady nieistniejące, takie jak brudny seks przed ślubem.
                                                  >

                                                  No jak to, już zapomniałaś, co napisałaś? Brak dystansu do siebie, albo walenie komunałami np., o robieniu z siebie męczennika nie wspominając…. no to chyba zalety nie są, c’nie? I to typowo katolickie przecież.
                                                  A seks przed ślubem to akurat nie wada, to złamanie zasad. Ale Ciebie nie dotyczy, więc się tak nie przejmuj.

                                                  > och, co prawda nie zamierzałam aż mieć racji, tylko taką tam sobie hipotezę pos
                                                  > tawiłam, ale to miło, że się zgadzasz.
                                                  >

                                                  Że niby zaskoczona? No weź nie czaruj…


                                                  > bez klękania się nie liczy.
                                                  >

                                                  To uklęknij, jak czujesz taką potrzebę. Mnie akurat nie musisz się wstydzić.
                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 14:48
                                                    > Ehe… a emotikonki na końcu to na pewno przez przypadek zapomniałaś zacyto
                                                    > wać…
                                                    to był czysty sarkazm, nie sądzę, by wymagał emotek. najwyżej nie zrozumiesz. dla mnie nie problem.

                                                    > Szkoda, że nie jesteś taka wrażliwa, jak się wypowiadasz na temat katolików np.
                                                    nikt nie zabrania wypowiadania się o katolikach albo niekatolikach czy też o wierze albo niewierze. zdaje się masz problem z odróżnieniem "opinii" typu "puszczalska zdzira" od opinii (samooszukiwanie się czy ta hipokryzja nawet).

                                                    > Brak dystansu do siebie, albo walenie komunałami np., o robieniu z siebie męczennika nie wspominając…. no to chyba zalety nie są, c’nie?
                                                    o czym ty wogle do mnie rozmawiasz? myślisz, że jak wszystko wymieszasz, to będzie lepiej?
                                                    o waleniu komunałami było w zupełnie innym kontekście, teraz z nowszych masz np., że forum cierpi na zbiorową histerię i przydałby się psychoanalityk. no ja nie wiem komu bardziej;)

                                                    > A seks przed ślubem to akurat nie wada, to złamanie zasad. Ale Ciebie nie dotyc
                                                    > zy, więc się tak nie przejmuj.
                                                    nie masz pojęcia, o czym jest dyskusja, prawda? wspomniałaś o wadach typowo katolickich, teraz już nie wiesz, że to napisałaś.

                                                    reszty to już mi się nie chce komentować. sorry. zarobiona jestem.

                                                    jak ci nie pasuje dyskusja i najazdy, dyskutuj o problemie. a nie, nie możesz, bo nie masz na ten temat nic do powiedzenia.
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 15:56
                                                    six_a napisała:

                                                    > reszty to już mi się nie chce komentować. sorry. zarobiona jestem.

                                                    No i wzajemnie, i niech tak zostanie. Też już mi się nie chce odnosić do konkretnych Twoich wypowiedzi, bo mieszasz okrutnie… odwracanie kota ogonem na przemian z udawaniem Greka. Tak, że tego... przyganiał kocioł garnkowi, męczące i szkoda czasu i atłasu.

                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 16:04
                                                    >odwracanie kota ogonem na przemian z udawaniem Greka. Tak, że tego... przyganiał kocioł garnkowi, męczące i szkoda czasu i atłasu.

                                                    połknęłaś słownik frazeologiczny?
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 18:41
                                                    Że połknęłam to jeszcze nic, najważniejsze, że odbiło się hasełkami adekwatnymi do sytuacji.
                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 18:46
                                                    to fajnie, że uważasz siebie za kocioł czy tam garnek, ew. uważasz autorkę za kocioł czy tam garnek.
                                                    ale co to ma wspólnego z tematem dyskusji, to nie bardzo wiem.

                                                    jak masz coś jeszcze, to proszę, akurat mam przerwę na karton petów, raz na miesiąc można.
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 19:39
                                                    six_a napisała:

                                                    > to fajnie, że uważasz siebie za kocioł czy tam garnek, ew. uważasz autorkę za k
                                                    > ocioł czy tam garnek.
                                                    > ale co to ma wspólnego z tematem dyskusji, to nie bardzo wiem.

                                                    Oj, Six_a, Six_a... już Ty dobrze wiesz, o co cho... nie strugaj wariata, bo mnie zniesmaczasz.

                                                    >
                                                    > jak masz coś jeszcze, to proszę, akurat mam przerwę na karton petów, raz na mie
                                                    > siąc można.

                                                    Wedle życzenia, zapodałam wyżej. Dobry mam dzień dzisiaj.

                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 19:52
                                                    nienie, kochana, wrąbałaś się aż miło z tym garnkiem, to teraz wytłumacz społeczeństwu,
                                                    bo skoro ja przyganiam, to ja jestem garnkiem/kotłem (proszę cię bardzo), ale i druga strona musi być, więc albo masz tak kiepskie mniemanie o autorce, albo o sobie.
                                                    możesz wybrać:)
                                                  • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 20:11
                                                    Mujbosze, skończcie obie :}
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 20:45
                                                    Ale czemuż to, ach, czemuż? Tak się miło gawędzi... ;)
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 20:43
                                                    :D No widzisz, od razu lepiej... po co to udawać, że się całkiem nic nie teges...

                                                    Ale jeśli spodziewasz się dramatycznych okrzyków w stylu „o matko, jak ja się wrąbałam”, to muszę Cię rozczarować. Z niczym się, kochana, nie wrąbałam. Użyłam tego powiedzenia zupełnie świadomie. Ba, można by rzec śmiało, że sama byłaś uprzejma skierować rozmowę na te tory, twierdząc, że o czym to ja rozmawiam, wszystko celowo mieszam, itp. itd. No to ok., skoro ja wg Ciebie mieszam, to Ty wg mnie mieszasz jeszcze bardziej. Ot, i cała wielka tajemnica garnka i kotła :) Nie sądzę, żeby było nią zainteresowane całe tutejsze społeczeństwo.
                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 20:45
                                                    2/10, no ale wiemy przynajmniej, że jesteś kotłem albo garnkiem.
                                                    frazeologizmy: nie dla wszystkich.
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 21:03
                                                    six_a napisała:

                                                    > 2/10, no ale wiemy przynajmniej, że jesteś kotłem albo garnkiem.
                                                    > frazeologizmy: nie dla wszystkich.
                                                    >

                                                    Nie, nie, wiemy, że kotłem na pewno nie jestem, bo on bardziej...
                                                    No, frazeologizmy nie dla wszystkich, fakt.
                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 21:17
                                                    100% racji, garnek brzmi mniej i dumniej. bierz go i skończmy se to już.
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 21:34
                                                    six_a napisała:

                                                    > 100% racji, garnek brzmi mniej i dumniej. bierz go i skończmy se to już.
                                                    >

                                                    Nie chce Ci się już sprzeczać? Szkoda, fajnie było :(
                                                    No, ale nic to... może innym razem. Ciao
                                                  • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 20:15
                                                    majaa, daj spókój, nie warto ;D

                                                    czasem mam wrażenie, że Six_a to bot, ona tak może do końca miesiąca :D
                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 20:26
                                                    no wiesz, to ja cię tu bronię przed wyzywaniem od garnków albo kotłów. fstyt.
                                                  • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 20:29
                                                    Już Ty mnie nie broń, skoro tak łatwo było Ci mnie nazywać obłudnicą, bo zaraz sama przez nieuwagę zasłużysz na taki epitet :P
                                                  • six_a Re: zdumiewające 05.11.14, 20:40
                                                    >skoro tak łatwo było Ci mnie nazywać obłudnicą
                                                    ja rozumiem, że można pomylić ob_cykaną z obcy.kaną ale prawda bez przesady. w tym wątku reprezentuję spółkę samooszukiwanie SA z siedzibą w naiwności wielkiej, więc z całą resztą to nie do mnie. obłudy jakoś szczególnie nie akcentowałam z tego, co pamiętam.
                                                  • obcy.kana Re: zdumiewające 05.11.14, 20:45
                                                    niech Ci będzie ;]
                                                  • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 20:56
                                                    obcy.kana napisał(a):

                                                    > majaa, daj spókój, nie warto ;D
                                                    >
                                                    > czasem mam wrażenie, że Six_a to bot, ona tak może do końca miesiąca :D

                                                    Oj tam, oj tam, w charakterze rozrywki traktuję, jak mi się znudzi, to se skończe, nie? ;))
                            • sl-14 Re: zdumiewające 04.11.14, 18:17
                              > co to znaczy trzeba, a zwłaszcza co to znaczy płacić? seks chyba jest elementem
                              > bycia w związku, a nie środkiem płatniczym i dobrem podlegającym reglamentacji?

                              W normalnych związkach tak, ale czasami bywa środkiem płatniczym, typu hajtniemy się, to będzie seks, a te trzy seksy przed hajtnięciem, to brud, grzech i niegodziwość.
                              • six_a Re: zdumiewające 04.11.14, 19:22
                                > a te trzy seksy przed hajtnięciem, to brud, grzech i niegodziwość.
                                seks przed ślubem: jak zwierzęta.
                                seks po ślubie: jak króliki.
                                znacząca różnica :)
                  • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 11:55
                    majaa napisała:

                    > Wianka nie ma, fakt, ale to nie znaczy, że zmiana podejścia do pewnych spraw w
                    > życiu jest bez sensu. Zresztą z tego, co autorka pisała wynika, że nie tylko na
                    > d tą jedną kwestią pracuje. A że nie zawsze wychodzi... to oczywiste, że "święt
                    > ą" z dnia na dzień nie zostanie, ale praca nad sobą i choćby małe sukcesy też s
                    > ię liczą. Lepiej poprawić cokolwiek niż nic.

                    Nie tylko nie ma wianka, ale i czystości w obecnym związku już nie ma. Czystość poszła się bzykać kilkakrotnie już i nie da się tego odwrócić. ;-) Jak więc autorka może pisać o zachowaniu czystości do ślubu? Przecież to czysta obłuda! ;-)
                    • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 13:11
                      O czystości w sensie dosłownym pisać nie może. Grunt więc, żeby się czepnąć słówka, a całą resztę pominąć.
                      • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 13:30
                        majaa napisała:

                        > O czystości w sensie dosłownym pisać nie może. Grunt więc, żeby się czepnąć słó
                        > wka, a całą resztę pominąć.

                        Nie, nie chodzi o czepianie się słówka tylko istoty jej wypowiedzi. A istotą tej wypowiedzi jest tworzenie pozorów, w które autorka chce wierzyć.
                        • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 13:58
                          Załóżmy, że tak jest, więc skoro w nie wierzy, to trudno ją posądzać o hipokryzję czy obłudę, czyż nie?
                          • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 14:35
                            majaa napisała:

                            > Załóżmy, że tak jest, więc skoro w nie wierzy, to trudno ją posądzać o hipokryz
                            > ję czy obłudę, czyż nie?

                            Ja napisałam, że ona chce wierzyć, ponieważ z jej wypowiedzi wcale nie wynika, że wierzy. Wprost przeciwnie - z jednej strony pisze o zachowaniu czystości do ślubu, o jakimś specjalnym czymś (seksie?) po ślubie dopiero, a przecież już się bzyka ze swoim chłopakiem i tylko udaje, że stara się zachować coś, czego już nie ma. Obłuda w czystej postaci.
                            • majaa Re: zdumiewające 04.11.14, 18:59
                              stokrotka_a napisała:

                              > Ja napisałam, że ona chce wierzyć, ponieważ z jej wypowiedzi wcale nie wynika,
                              > że wierzy. Wprost przeciwnie - z jednej strony pisze o zachowaniu czystości do
                              > ślubu, o jakimś specjalnym czymś (seksie?) po ślubie dopiero, a przecież już si
                              > ę bzyka ze swoim chłopakiem i tylko udaje, że stara się zachować coś, czego już
                              > nie ma. Obłuda w czystej postaci.

                              :) Nadinterpretacja i tendencyjność w czystej postaci.

                              Sformułowanie „chce wierzyć” zakłada szczere intencje, więc nadal ma się to nijak do obłudy. Ale naprawdę nie mam już ochoty się o to spierać. Nikt tu nikomu nie może zabronić dowolnej interpretacji czyichś wypowiedzi i tworzenia na tej podstawie obrazu ich autora. Skoro masz przeświadczenie, że Twoja ocena jest słuszna, to je sobie miej. Sytuacja jest tu o tyle komfortowa, że ani w życiu autorki ani Twoim to niczego nie zmieni przecież :)
                              • stokrotka_a Re: zdumiewające 05.11.14, 08:28
                                majaa napisała:

                                > :) Nadinterpretacja i tendencyjność w czystej postaci.

                                Ani jedno, ani drugie. :-)

                                > Sformułowanie „chce wierzyć” zakłada szczere intencje, więc nadal m
                                > a się to nijak do obłudy.

                                Nie, "chce wierzyć" nie zakłada szczerych intencji z automatu. Z jej wypowiedzi wynika, że chce wierzyć, bo chce zjeść ciastko i je mieć jednocześnie, a jedynym sposobem na to jest uwierzenie, że zachowuje czystość do ślubu, bzykając się jednocześnie ze swoim niedoszłym jeszcze. ;-)
                                • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 10:20
                                  Gratuluję analizy psychologicznej autorki. Normalnie jak byś jej w głowie siedziała. Marnujesz się na tym forum.
                                  • stokrotka_a Re: zdumiewające 05.11.14, 10:40
                                    O jakiej analizie psychologicznej mówisz? Przecież autorka dokonała tu wiwisekcji, podając na tacy osobiste informacje dotyczące jej motywacji i podejścia do "czystości" z odzysku aż do ślubu. Wystarczy umieć czytać ze zrozumieniem. ;-)
                                    • majaa Re: zdumiewające 05.11.14, 11:29
                                      No i oczywiście Ty zawsze rozumiesz najlepiej... spoko, przyzwyczaiłam się.
                                      • stokrotka_a Re: zdumiewające 05.11.14, 11:43
                                        majaa napisała:

                                        > No i oczywiście Ty zawsze rozumiesz najlepiej... spoko, przyzwyczaiłam się.

                                        Trudno nie rozumieć, gdy autorka tak wyraźnie opisuje swoje motywacje i związek tego, co czyni obecnie z nieprzyjemnymi osobistymi doświadczeniami wynikającymi z poprzedniej, "nieczystej" relacji damsko-męskiej.
        • alpepe Re: zdumiewające 03.11.14, 14:47
          bez przesady z tą gumką spowiedziową. I ja i moja matka byłyśmy dziewicami do ślubu kościelnego. Z perspektywy czasu uważam to zresztą za głupotę i moim córkom tej wątpliwej wartości wpajać nie będę.
        • stephanie.plum Re: zdumiewające 03.11.14, 23:20
          dla mnie religijnosc i konsekwencja
          > autorki watku sa funta klakow niewarte.

          ależ dla ciebie mogą być, szanowna, jakie chcą, bo nie sądzę, żeby autorka robiła cokolwiek z myślą o Tobie.

          no chyba, że to Ty będziesz miała ostatnie słowo na sądzie ostatecznym?
          :~D

          a w takiej wlasnie kiedys bylam i trzymalam sie dokladnie wszystkie
          > go, czego musialam sie trzymac
          myślę, że czas przeszły tu użyty w decydujący sposób osłabia moc przekazu.
          konsekwencja w Twoim przypadku miała swój kres, czyż nie?

          no ale samozadowolenie jest niezwykle ważne dla zdrowia, więc smacznego.
          • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 23:57
            stephanie.plum napisała:

            >
            > ależ dla ciebie mogą być, szanowna, jakie chcą, bo nie sądzę, żeby autorka robi
            > ła cokolwiek z myślą o Tobie.

            To jasne, ale ja sie wypowiadam w tym watku jak kazdy i mam prawo, jak kazdy, napisac co uwazam. Nie sadze, by na forum ktokolwiek robil cokolwiek z mysla o czytajacych, wiec argument jak kula w plot.


            >
            > no chyba, że to Ty będziesz miała ostatnie słowo na sądzie ostatecznym?
            > :~D


            Moja droga, cos takiego jak sad ostateczny to tylko wytwor fantazji tych, ktorzy lubia innych w garsci trzymac, a celem tego trzymania sa korzysci finansowe. Tak ze powodzenia, skoro chcesz w tym brac udzial :)

            > myślę, że czas przeszły tu użyty w decydujący sposób osłabia moc przekazu.
            > konsekwencja w Twoim przypadku miała swój kres, czyż nie?

            Moze Tobie oslabia, ale kogo to obchodzi? Ja po prostu zmadrzalam i przestalam wierzyc w zabobony oraz uzalezniac moje zycie od wytworow fantazji :) a ze Ty jako osoba w tworach fantazji tkwiaca po szyje nie jestes w stanie tego zrozumiec, coz - pewnie nie jest Ci dane, przykro mi :)

            >
            > no ale samozadowolenie jest niezwykle ważne dla zdrowia, więc smacznego.

            I owszem dziekuje, jestem bardzo zadowolona ze swoich wyborow - moje zycie nabralo prawdziwego sensu odkad skonczylam z zabobonami i pozbylam sie z zycia ludzi, ktorzy usilowali mnie za ich pomoca ograniczac :)
          • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 12:01
            stephanie.plum napisała:

            > no chyba, że to Ty będziesz miała ostatnie słowo na sądzie ostatecznym?
            > :~D

            A ja na to spojrzałabym z innego punktu - perspektywa sądu statecznego jest czystą fantazją, więc rozpatrywanie czegokolwiek w odniesieniu do fantastycznych spekulacji jest pozbawione sensu. ;-)
            • straszny.upal Re: zdumiewające 04.11.14, 12:29
              Przeciez napisalam jej to samo niemal.
              • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 12:35
                To straszne! Na swoje usprawiedliwienie mam tylko to, że napisałam swoją dopowiedź skierowaną do Stefanii przed przeczytaniem twojego postu. Wybaczysz?
                • straszny.upal Re: zdumiewające 04.11.14, 12:39
                  Odpusc te pseudoironie; mamy zbiezne poglady, zwrocilam tylko uwage, ze sie powtarzasz, wiec nie dramatyzuj.
                  • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 13:25
                    straszny.upal napisał(a):

                    > Odpusc te pseudoironie; mamy zbiezne poglady, zwrocilam tylko uwage, ze sie pow
                    > tarzasz, wiec nie dramatyzuj.

                    A w jakim celu zwróciłaś mi uwagę, że wyraziłam pogląd zbieżny z twoim? Nie, nie powtrzam się.
      • ste.do Re: zdumiewające 03.11.14, 15:12
        "katoliczką....taką, która wierzy i praktykuje, do tego stopnia, że usiłuje żyć według zasad moralności jakie z tej wiary wynikają."???
        Czy tobie kobieto ta wiara umysł zaćmiła, jak większości współwyznawców zresztą, że nie widzisz że dziewczę swoją obecną "wiarę" i nawrócenie traktuje instrumentalnie??? Gdy była z poprzednim facetem, a było to niecały rok temu, była ateistką jak sama przyznaje, nawet nie agnostką, czyli iedziała że Boga nie ma. Potem się rozstali, bo nie " szanował jej poglądów", czytaj nie chciał dać się zaobrączkować mimo co najmniej 4letniego współżycia, a dziewczę chciało mieć koniecznie męża. Po pół roku od rozstania spotkała tego obecnego, i aby zachęcić go do małżeństwa ograniczyła seks rzekomo w związku z wiarą, którą nabyła w przeciągu tego półrocza. A to moim zdaniem tylko przykrywka dla manipulacji seksem by sterować facetem. Nie jestem w stanie uwierzyć, że ktoś w pół roku tak przejrzał na oczy, że stał się ortodoksyjnym, głęboko wierzącym katolikiem, będąc przedtem ateistą. Tak sobie powiedzieć: od teraz wierzę w Boga. Przecież to niezgodne z psychologią, logiką.Gdyby w tym czasie w jej życiu zaszło jakieś nieszczęście, kataklizm, choroba, z której cudem wyszła, mogłabym przyjąć taką przemianę za prawdziwą, wszak "jak trwoga to do Boga", ale nie w tej sytuacji. Dziewczę jest infantylne i naiwne sądząc że ludzie uwierzą w jej nawrócenie, pomijając takich osobników jak ty. Nikt tu nie kpi z cudzych przekonań jeśli są prawdziwe, a nie służą manipulacji innymi.
        • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 15:19
          10/10
          Calkowita zgoda
        • stephanie.plum Re: zdumiewające 03.11.14, 23:16
          "Czy tobie kobieto ta wiara umysł zaćmiła, jak większości współwyznawców zresztą"

          powtarzam: chamska agresja.

          > że nie widzisz że dziewczę swoją obecną "wiarę" i nawrócenie traktuje instr
          > umentalnie???

          cóż, ty widzisz to, co chcesz widzieć, szanowna.
          chyba ci nie przeszkadza, kiedy kobieta jest traktowana instrumentalnie, skoro piszesz, we wcześniejszym fragmencie, że facet nie zainteresuje się randkami "na pusto", czyli takimi, podczas których nie dojdzie do seksu?
          czyli seks ma być, jako zapłata za męskie zainteresowanie. no cóż, można i takie mieć podejście, cieszę się bardzo, że go nie miałam, kiedy chadzałam na randki.

          jakoś też trudno mi uznać, byś miała prawo oceniać, ile czasu wymaga prawdziwe nawrócenie i czy autorka je przeżyła.

          wierz mi, istnieją faceci, którzy są w stanie się interesować, i angażować.
      • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 17:16
        Ty sobie jaja robisz, czy na dźwięk pewnych określeń kładą ci się klapki na oczach i idziesz jak ten kuń, który nic nie widzi?
        Dziewczyny nikt nie krytykował ani nie wyśmiewał za bycie katoliczką czy czekanie z seksem do ślubu. Ludzi rozbawiło to, że ona tak czeka z seksem, jak ja jestem kominiarzem, zaś katoliczką jest od pół roku i to na zasadzie byłego palacza, który krzywi się z obrzydzeniem na samo słowo "papieros". A wszystko się sprowadza do tego, że kiedy nie była ortodoksyjna, to facet nie chciał się żenić, więc wymyśliła, że jeśli będzie ortodoksyjna, to facet od razu poleci przed ołtarz. Oczywiście, żeby pan nie zmył się od razu, to kilka razy od ortodoksji odstąpiła, a co.
        • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 18:36
          Nawet nie chce mi się już tego komentować... ;) Nie macie racji, nie znacie całej sytuacji, ale naprawdę innych reakcji po tym forum spodziewać się nie mogłam.

          Cieszę się, że dostarczyłam wam rozrywki - rozkminianie motywów czystości (aha, w katolicyzmie istnieje cos takiego jak czystość z odzysku - to nie o wianek chodzi, lecz o pewną postawę) i EWENTUALNEGO mojego zamążpójścia - rozwaliły mnie tak daleko idące i dogłębne pseudoanalizy :)

          Żal rzucac perły przed wieprze i ciągnąć tę dyskusję. Wasze komentarze jeszcze bardziej utwierdzają mnie w słuszności mojej postawy. Radzę poczytać św. Augustyna, jeśli nie wierzycie, że z dnia na dzień można podjąć decyzję o nawróceniu. Decyzję - bo to proces, i tak jak słusznie ktoś napisał, po latach życia w grzechu niełatwo zerwać ze starymi zwyczajami, ale przynajmniej się staram i dla mojego Boga ma to ogromną wartość, jestem o tym przekonana w 100%.

          Miłego wieczoru! ;]
          • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 18:42
            >(aha, w katolicyzmie istnieje cos takiego jak czystość z odzysku)
            tam wszystko istnieje, żadna rewelacja. ale zaczyna się zawsze od wmawiania ludziom brudu, z którego potem się czyszczą i czyszczą i doczyścić nie mogą przez całe życie.
            eeeetam.
            • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 19:14
              O tak, esencja zjawiska - moja wina, moja bardzo wielka wina <czołem o ziemię>. :>
            • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 19:38
              To przykre, że masz takie traumatyzujące doświadczenia z KK (serio). Ale rozumiem to, bo niestety nie każdy ksiądz czy katecheta potrafi przekazać naukę kościoła na temat seksualności człowieka, bez odwoływania się do jego poczucia winy.

              Mnie nauczono (a raczej sama się nauczyłam, właśnie jakieś pół roku temu czytając wiele na ten temat i słuchając rekolekcji), że seks jest super i jest czymś pięknym. Do tego stopnia, że nie warto tym darem szastać, tylko poczekać do PEŁNEJ jedności z drugim człowiekiem.

              Sixówna, tak pyskujesz, a ciekawe czy w ogóle chcesz poznać prawdziwe stanowisko kościoła na ten temat, a nie półprawdy wciskane przez panie katechetki z włosami na nogach na naukach przedmałżeńskich.

              Ja trafiłam na internetowe rekolekcje tego pana: https://www.youtube.com/watch?v=49byx5c_X6M

              Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć sens mojej walki o czystość MIMO TEGO, że miałam za sobą regularny związek ze wspólnym mieszkaniem, to posluchaj, a potem się odnieś.

              No chyba, że chodzi o czcze krytykanctwo, to wtedy nie marnuj nawet czasu.
              • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 19:48
                > Jeśli naprawdę chcesz zrozumieć sens mojej walki o czystość MIMO TEGO, że miałam
                > za sobą regularny związek ze wspólnym mieszkaniem, to posluchaj, a potem się odnieś.

                Nie do mnie, ale się odniosę - sformułowania, których używasz - "czystość" - seks jest brudny? Przecież uprawiałaś go z partnerem, z którym byłaś 6 lat, wiec skąd teksty o szastaniu? "Walka" - mocne słowa, no ale chyba jej nie wygrałaś. :> A ta pełna jedność to dzięki małżeństwu się pojawia? Zaczynam ci współczuć, bo musiało cię spotkać coś przykrego - nie wiem, czy w związku z poprzednim facetem, czy to jakiś inny temat - że próbujesz schronić się w samoograniczaniu, chociaż jak widać nie idzie ci dobrze.
                • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 19:57
                  Nie, nie jest brudny. Każdy grzech, czyli postępowanie wbrew woli Bożej jest nieczyste. Naprawdę trzeba takie rzeczy tłumaczyć jak chłopu na miedzy?

                  Dopóki walczysz, jesteś zwycięzcą - ale masz rację, czy wygraliśmy, okaże się po ślubie ;) Całe szczęście byliśmy oboje u spowiedzi i już dłuuugo udaje nam się zachować wstrzemięźliwość. I jestem z tego dumna :) oby tak dalej. I wiesz co? Oczywiście nie planuję tego, ale jeśli zdarzyłoby nam się upaść (och, to byłby AŻ czwarty raz na przestrzeni tych 5 miesięcy :P), to mam dla Ciebie oburzającą wiadomość - szczera spowiedź i postanowienie dalszej walki sprawią, że miłosierdzie Boga nie tylko mi wybaczy, ale jeszcze wspomoże w walce, tak jak ma to miejsce teraz. Leżeć na kanapie oglądając film obok ukochanego faceta i okazywać sobie czułość bez seksu? sama bym nie dała rady, ale mogę dokonać wszystkiego, jesli umacnia mnie sam Bóg.
                  • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 20:02
                    To nie jest oburzające, chociaż chyba tobie się wydaje, że jesteś taaaka kontrowersyjna. To jest po prostu smutne, tak jak napisała Sixa. Twoje życie, twoja sprawa, zawsze mogłaś wybrać gorzej, np. ćpać. No i ta pomoc w walce rzeczywiście bardzo skuteczna, jeśli drogą do "czystości" jest seks raz w miesiącu. :D
                    • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 20:37
                      Nie, nie jest. Dlaczego zarzucasz mi coś, co nie jest prawdą?
              • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 19:51
                > To przykre, że masz takie traumatyzujące doświadczenia z KK (serio).
                właśnie nie mam traumatycznych, w ogóle. zupełnie lajtowe mam. siostrom zakonnym pomagałam w sierocińcu, ksiądz mnie nie przeleciał. nie licząc jednego pawia pod kościołem, no ale każdemu się zdarza, to mam raczej normalne wspomnienia.

                ale potem wiesz, człowiek dorasta. zdarza się. co robić.

                eeee, no i chyba nie ja wspominałam coś o seksie jak zwierzęta oraz czystości z odzysku. więc sory. nie chciałam obrazić, ale trochę przykro patrzeć, jak z człowieka robi się owca na łańcuchu poczucia winy.

                >Do tego stopnia, że nie warto tym darem szastać, tylko poczekać
                no z tym czekaniem to już wiemy jak było :P
                • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 19:59
                  > ale trochę przykro patrzeć, jak z człowieka robi się owca na łańcuchu poczucia winy.

                  I to, autorko wątku, apelująca do dyskutantów o zrozumienie, mogłabyś sobie przemyśleć.
                • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 20:10
                  Owszem, trzy razy to zrobiliśmy na przestrzeni pięciu miesięcy. Nie, nie mam potrzeby spowiadania się przed Wami, gdyż albowiem zostało mi to odpuszczone w konfesjonale ;] usiłuje tylko pokazać, że uważam, że po latach życia w konkubinacie to i tak świetny wynik i cieszę się, że od czasu kiedy oboje zaczęliśmy chodzić do kościoła, taka sytuacja nie miała już miejsca.
                  Na tym polega istota chrześcijaństwa droga Sisi - pięć razy upadniesz i pięc razy masz się podnieść, nie ma letko. A pewne rzeczy trzeba sobie wypracować, co nie dzieje się z dnia na dzień,

                  A co do zarzyutu stedo o ile pamiętam, no popaczcie- nie straciłam ręki ani nogi, piorun nie spalił mi domu, a i tak się nawracam :D Cuda nie widy!

                  Bo dla mnie nawrócenie to nie spektakularne zerwanie z przeszłością i przeświadczenie :"Okej, od tej pory nie będę grzeszyć!" (to by byla swoją drogą straszna pycha). Dla mnie to decyzja i pewien proces, który trwa i cieszę się, że zachodzi w moim życiu.

                  Nie czuję się spętana żadnymi łańcuchami i nikt mnie do kościoła nie przekonywał. Sama podjęłam taką decyzję (ofkorz z Bożą pomocą) i jest mi z tym dobrze, czuję się wolna jak nigdy dotąd.
                  • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 20:17
                    > Nie, nie mam potrzeby spowiadania się przed Wami

                    Aha, a co robisz w tym wątku? Nie masz potrzeby spowiadania się, a się spowiadasz, czekasz z seksem do ślubu, ale nie czekasz, byłaś ateistką, a od pół roku jesteś "fanatycznym katolem" i twoja racja jest najtwojsza (jak to u ortodoksów). Może po prostu weź się ogarnij?
                  • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 20:18
                    >Na tym polega istota chrześcijaństwa droga Sisi - pięć razy upadniesz i pięc razy masz się podnieść,
                    otóż nieee, nie pięć razy, tylko do końca życia, mnóstwo mnóstwo razy, grzech na każdy dzień i pokuta na każdą godzinę, wyjdziesz z jednego bagna nieczystego, wejdziesz w drugie. aniołem to sobie kochana zostaniesz po śmierci, chociaż są też inne opcje, więc nie warto się na to nastawiać. co do idei, to polega ona wyłącznie na tym, żeby skolonizować wszystko, co się da i skolonizowane trzymać za ryj, ciągnąc z tego kasę. tak w skrócie. reszta to opowieści z mchu i paproci.
                    • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 20:29
                      Masz prawo tak uważać. Ja mam prawo uważać inaczej.
                      • six_a Re: zdumiewające 03.11.14, 20:43
                        przecież ja Ci nie odmawiam prawa do uważania.
                        może i religia jakoś tam ci pomogła wydostać się z poprzedniego związku, ale wnioski z tej historii wyciągnęłaś takie, że za moment znowu możesz mieć ten sam problem.

                        twój poprzedni związek się nie udał nie dlatego, że żyłaś w grzechu, tylko dlatego, że trafiłaś na jakiegoś przemocowca (załóżmy taki wariant), a jaki będzie kolejny układ, to na razie trudno wyrokować (z opisu, to tak średnio się w nim czujesz).

                        jeśli kolejny raz wpadniesz w podobny układ, a to się zdarza, to na co tym razem spadnie wina, bo już odpada życie w grzechu. moim skromnym zdaniem, zupełnie źle zlokalizowałaś przyczynę niepowodzenia po prostu. a wiara czy tam nawrócenie nie mają nic do rzeczy.
                        • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 20:57
                          dokladnie, tez podobnie napisalam.
                        • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 21:01
                          > a jaki będzie kolejny układ, to na razie trudno wyrokować (z opisu, to tak średnio się w nim
                          > czujesz).

                          Ale po ślubie na pewno wszystko się odmieni i będzie lepiej.;) Oczywiście o ile pan wcześniej się nie wymiksuje, bo jak pisałam, obstawiam jakieś koleżanki lub koleżankę ze zdrowszym podejściem do życia, ewentualnie typa szukającego męczennicy i nawróconej prawie że dziewicy na żonę, a koleżanki na boku swoją drogą.
                  • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 20:21
                    Proces... pół roku...
                    ROTFL
                  • kino.mockba Re: zdumiewające 04.11.14, 18:51
                    obcy.kana napisał(a):

                    > Owszem, trzy razy to zrobiliśmy na przestrzeni pięciu miesięcy. Nie, nie mam po
                    > trzeby spowiadania się przed Wami, gdyż albowiem zostało mi to odpuszczone w ko
                    > nfesjonale ;] usiłuje tylko pokazać, że uważam, że po latach życia w konkubinac
                    > ie to i tak świetny wynik i cieszę się, że od czasu kiedy oboje zaczęliśmy chod
                    > zić do kościoła, taka sytuacja nie miała już miejsca.


                    Obcy.kana: bóg prawdopodobnie nie istnieje, więc uśmiechnij się i nie żałuj sobie.
                • ruda_owca Re: zdumiewające 05.11.14, 09:37
                  > właśnie nie mam traumatycznych, w ogóle. zupełnie lajtowe mam. siostrom zakonny
                  > m pomagałam w sierocińcu, ksiądz mnie nie przeleciał. nie licząc jednego pawia
                  > pod kościołem

                  Przelecial cie ksiadz paw pod kosciolem?? :P
          • facettt alesz gratulujemy. 03.11.14, 18:59
            obcy.kana napisał(a):
            > Nawet nie chce mi się już tego komentować... ;)

            - nie przejmuj sie, wazne - ze nam sie chce :)

            I nikt Cie tu nie wysmiewa, bo sam tesz cierpie duchowo, ze z racji przeziebienia
            i temperatury nie bylem wczoraj na Nieszporach...

            gratulujemy Ci Twoich wyborow i Twojej odmiany, a wspolczujemy jedynie temu facetowi,
            ze po (podobno) udanym seksie dal sie wpedzic w celibat.
            chyba swietym zostanie - bo takich frajerow ze swieca szukac :)
            • sl-14 Re: alesz gratulujemy. 03.11.14, 19:13
              > > Nawet nie chce mi się już tego komentować... ;)
              >
              > - nie przejmuj sie, wazne - ze nam sie chce :)

              Yep ;)
          • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 19:12
            > Żal rzucac perły przed wieprze i ciągnąć tę dyskusję.

            :DDDDD
            Umarłam!
            • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 19:50
              No tu umieraj.
              Zapalę znicz w Twojej intencji :)

              jak inaczej nazwać jałową dyskusję,w której nawet nie usiłujesz wysilić mózgownicy i odrobiny dobrej woli, żeby zrozumieć czyjś, jakże odmienny, punkt widzenia?

              Wkleiłam wyżej link z wypowiedzią katolickiego księdza na temat seksu i sensu walki o czystość, nawet jeśli z punktu fizycznego dziewiczym się już nie jest.

              Ja dałam się przekonać (w ogole polecam rekolekcje tego dominikanina: www.langustanapalmie.pl/) i zmieniłam swoje życie o 180 stopni. I jest mi z tym baaaaaaardzo dobrze.
              • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 19:57
                Twoja mózgownica też nie jest zbytnio przepracowana, ale w końcu ty nie potrzebujesz myśleć logicznie, bo masz swoja nowo nabytą religię.:> Gratulację i krzyżyk (nomen omen) na drogę. Powiedz tylko, czy to działa wyłącznie w systemie religijnym? Czy gdybym na przykład przespała się z jednym kolegą, a później stwierdziła, że wolę drugiego, to mogę tak o udawać, że z tym pierwszym wcale się nie przespałam, ale bez chodzenia do kościoła, czy jednak muszę się nawrócić?
                • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 20:12
                  Chyba coś Ci się pomyliło. W sakramencie nie chodzi o zapominanie, istnieje jeszcze coś takiego jak pokuta. Niezależnie od systemu religijnego każdy powinien być odpowiedzialny za swoje życiowe wybory.
                  • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 20:14
                    No i jak odpokutowałaś te seksy? :>
                    • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 20:19
                      Fatalnym poprzednim związkiem, którego negatywne konsekwencje ponoszę do tej pory. Nie ma czego żartować, serio. Nie mam zamiaru opisywać tu smrodu, który za mną się ciągnie po poprzedniej relacji, ale myślę, że by Cię to nie bawiło.
                      • sl-14 Re: zdumiewające 03.11.14, 20:20
                        Czyli tak jak pisałam - trauma i krzywda zaprowadziły cię na drogę ciemności. Przykre, że się powtórzę.
                        • obcy.kana Re: zdumiewające 03.11.14, 20:25
                          Nie. Gdyby nie moja chęć nawrócenia i wyrwania się z toksycznej relacji, pewnie nadal tkwiłabym w tamtym związku. To dzięki kościołowi zrozumiałam, że to, w czym tkwię, to totalna destrukcja.

                          Znikam już, i tak poświęciłam masę energii na tę dyskusję.
                          Mam nadzieję, że nikogo nie uraziłam i proszę mi nie współczuć, jestem o niebo szczęśliwsza, niż gdybym nadal tkwiła w relacji z człowiekiem, który miał mnie za swoją własność.
                          • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 20:26
                            Problem polega jedynie na tym, ze nie rozumiesz, ze religia i wiara nie ma z tym nic wspolnego.
                          • facettt a to ciekawe, zrozumalas cos dzieki kosciolowi ? 03.11.14, 21:23
                            obcy.kana napisał(a):
                            To dzięki kościołowi zrozumiałam, że to, w czym tkwię, to totalna destrukcja.

                            a to ciekawe, zrozumalas cos dzieki kosciolowi ?
                            gratulacje.
                            bo ja-tam zrozumialem cos dzieki WIERZE - a to dwie zupelnie inne kategorie.
                            • straszny.upal Re: a to ciekawe, zrozumalas cos dzieki kosciolow 03.11.14, 22:43
                              Co zrozumiales dzieki wierze? ze nalezy permanentnie i wielokrotnie przez cale swoje zycie zdradzac zone? To brawo.
                              • facettt ano ciekawe... 04.11.14, 15:20
                                straszny.upal napisał(a):
                                > Co zrozumiales dzieki wierze? ze nalezy permanentnie i wielokrotnie przez cale
                                > swoje zycie zdradzac zone?

                                To , ze czlowiek jest ulomny.
                                I walka z grzechem niekoniecznie musi sie udac, co nie znaczy - ze walczyc nie trzeba.

                                PS. Cale zycie sie nie zdradza - to technicznie niewykonalne.
                                . Zdradza sie od czasu do czasu - gdy trafi sie jakas gwiazdka.
                      • straszny.upal Re: zdumiewające 03.11.14, 20:24
                        Kurde, a ja jakos dziwnie odpokutowalam seksy legalne poslubne z eksmalzonkiem, bo eksmalzenstwo to byla zmora, a odkad porzucilam te ideje, i zeszlam na droge seksu nielegalnego to bylo mi tylko lepiej.
                        I moj obecny szanowny malzonek nie potrzebowal presji w postaci przymusowego celibatu, zeby sam zachciec sie ze mna ozenic. Dziwne, nie? Cos tu sie kupy nie trzyma, moja panno.
          • stokrotka_a Re: zdumiewające 04.11.14, 12:10
            obcy.kana napisał(a):

            > Cieszę się, że dostarczyłam wam rozrywki - rozkminianie motywów czystości (aha,
            > w katolicyzmie istnieje cos takiego jak czystość z odzysku - to nie o wianek c
            > hodzi, lecz o pewną postawę) i EWENTUALNEGO mojego zamążpójścia - rozwaliły mn
            > ie tak daleko idące i dogłębne pseudoanalizy :)

            W katolicyzmie hipokryzja została podniesona do rangi sakramentu spowiedzi, ale niestety nie udało im się wymyślić dziewictwa z odzysku. Choć muszę przyznać, że jestem pełna podziwu, dla tego, kto wymyślił stan panny/kawalera z odzysku (patrz "katolickie uznanie małżeństwa za niebyłe" sic!).

            > Żal rzucac perły przed wieprze i ciągnąć tę dyskusję.

            Och, moja droga, zaprawdę wysokie masz mniemanie o sobie! ;-)
        • stephanie.plum Re: zdumiewające 03.11.14, 23:26
          a to katoliczka od pół roku gorsza od takiej od urodzenia?

          reszta - to domysły. mocno tendencyjne, jak dla mnie, ale się nie przejmuj, ja wszak mam klapki.
          • sl-14 Re: zdumiewające 04.11.14, 18:15
            > reszta - to domysły. mocno tendencyjne, jak dla mnie, ale się nie przejmuj, ja
            > wszak mam klapki.

            No przecież pisałam, że masz, z resztą nie jest to odkrycie dnia wczorajszego, więc nie wiem czemu uważasz, że miałabym się przejmować twoimi wypowiedziami.:)
    • piataziuta Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 12:28
      Czyli mamy tu kilka problemów:
      1)twoje, nieprzystające do świata inteligentnego, młodego człowieka, poglądy życiowe
      2)twój brak samoświadomości (nie jesteś w stanie stwierdzić nawet czy kochasz czy odbijasz sobie niedostatki po byłym)
      3)brak spójności między twoimi poglądami a wyborami (ortodoksyjna katoliczka, seks po ślubie, ale wcześmiej mieszkałaś 4 lata z facetem??wtf?)
      4)generalna naiwność i głupota (chłopak nie przyjechał na dworzec, a ty zakładasz wątek, że wiesz czy go kochasz, bo były i bo ten nie płaci w restauracji? :D)
      5)chłopaka, który najprawdopodobniej nie ma jaj, żeby się do powyższych punktów ustosunkować (zostawić cię) więc wybrał postawę pasywną: zaczął cię olewać, żebyś w końcu sama doszła do wniosku, że ten zwiazek jest bez sensu

      Proponowałabym:
      1)zweryfikować o co ci samej chodzi (bo jeśli sobie tylko odbierasz niedostatki po byłym to chyba nie ma sensu płakać po tym, nie?)
      2)uporządkować swoje poglądy życiowe, wnioski wcielić w życie (jeśli postanowisz np. pozostać ortodoksem, szukaj sobie faceta ortodoksa - pozbędziesz się jakichś 70% problemów [przynajmniej do ślubu :P]; a jeśli przejrzysz na oczy, że te poglądy do niczego jednak dobrego ci nie posłużą, zmień je, seks bywa fajny również dla kobiet, równie fajna jest niezależność i poczucie równości w związku, nie bez powodu kobiety o to, swojego czasu, tak ciężko walczyły, serdecznie polecam)
      3)po dwóch powyższych facet sam się powinien ustosunkować do tego co dalej,
      przypuszczam, że i tak będziesz musiała go spuścić w toalecie, ale chyba niewielka to strata ;)
      • misiana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 12:51
        W punkt!
        • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 17:16
          Ja również popieram powyższą analizę. :)
    • kalllka Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 03.11.14, 21:24
      Wiesz co obcykana,
      Tak sobie myśle, ze twoja obecna postawa życiowa ( potrzeba nawrócenia- znalezienia sensu idąc inna,niż dotychczas, droga) jest wynikiem twojego jałowego eks ..księżniczkowania. Nie tyle inni potrzebowali zmian ile ty. Ergo- wszystko co sprawi,ze zmienisz siebie ( swój królewski punkt widzenia) i twoje życie i z tobą życie będzie szczęśliwe, jest właściwe. I niech by to była nawet wiara w królicza łapkę.,.,jeśli "pracuje" na obopólna korzyść- to wybrałaś właściwa drogę.
      Amen.
    • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 04.11.14, 13:36
      Prawie dziewica konsystorska.
    • shmu Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 04.11.14, 14:23
      Jesli sie wymijacie we wlasnych potrzebach bardzo czesto to to nie ma sensu. Ale:
      - po pierwsze powiedzialas mu, ze bedziesz potrzebowac pomocy w targaniem ciezkiej torby? oczywiscie jest super jak facet sam sie domysli i przybiegnie, ale mogl o tym po prostu nie wiedziec.
      - po drugie jesli jest rzeczywiscie chory, to zrozumiale, ze nie chce wstawac rano i leciec na dworzec (sama piszesz, ze mieszka daleko od dworca)
      - tego z placeniem za Ciebie... chlopak studiuje, nie wiem jaka jest jego sytuacja finansowa, ale wydaje mi sie, ze oczekiwanie, ze bedzie za Ciebie zawsze placil jest troszke nie fair. Nawet jesli sie rewanzujesz, moze byc tak, ze on potrzebuje (lub ma ochote) wydac pieniadze na cos wazniejszego, niz np Twoj bilet do kina. Jesli razi Cie gest wyciagania i placenia, zorganizujcie sobie wspolny porfel, do ktorego oboje wrzucicie po rowno, ale to on bedzie go mial przy sobie i placil.
      - wymuszania romantycznych gestow fochami nie polecam. Zastanow sie, co czujesz jak ktos na Tobie cos wymusza obrazaniem sie, albo robisz cos z przeswiadczeniem, ze jak tego nie zrobisz, to bedzie foch. Faceci co prawda na ogol toleruja to lepiej niz my, ale do czasu.
      - jesli jest to jedyny raz, kiedy zdarzylo mu sie odwolac spotkanie, i w dodatku rzeczywiscie jest chory, to powinnas to zrozumiec, jesli zdarza mu sie to czesciej, no to rzeczywiscie Cie olewa.
      - opcja c... juz sam fakt, ze przyszla Ci do glowy moim zdaniem wiele znaczy. Tak samo jak sam fakt porownywania go do bylego. Nikt Ci tutaj nie powie, ze go nie kochasz, albo, ze tesknisz za bylym. Sama usiadz i sie zastanow czego chcesz.
      • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 04.11.14, 23:16
        zauważcie - chłopak spadł gdzieś w niebyt, nikogo już nie obchodzi ich związek, tylko uwiesiłyście się na obcykanej, że postanowiła przemodelować światopogląd. jakie swoje problemy leczycie tym agresywnym jazgotem?

        six_a, którą uważałam dotąd za jedną z większych umysłowych "brzytw" tego forum, uczepiła się religijności autorki, jakby od tego zależało jej własne zbawienie.
        zaiste, nie ma ideałów na tym świecie ;-P

        gdyby bohaterka została muzułmanką, Świadkiem Jehowy albo wyznawczynią Latającego Potwora Spaghetii, może wydziwianie byłoby bardziej zrozumiałe, ale katolicyzm z jego zasadami powinien Wam się już kiedyś obić o uszy.

        nazywając autorkę hipokrytką jesteście same hipokrytkami - no chyba, że zawsze i wszędzie przestrzegacie wyznawanych przez siebie norm moralnych i nie zdarzają Wam się od tego żadne odstępstwa, bo każde z nich to zaprzeczenie wyznawanych przez Was wartości.

        bzykanie do woli jest owszem przyjemne, ale nie gwarantuje trwałości związku, podobnie jak nie zapewni go brak seksu na etapie budowania relacji. panie chyba mają dość lat, żeby mieć tego świadomość?

        autorka nie pisze, że to seks albo religia są źródłem nieporozumień z chłopakiem, więc uprzejmie odstosunkujcie się od tego w co i jak ona wierzy, a skupcie może na rzeczach, które dotyczą jej problemu.
        • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 04.11.14, 23:42
          ja się niby nie skupiałam na chłopaku i na problemie?
          i jeszcze czepiam się religijności?
          olol.
        • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 09:57
          > gdyby bohaterka została muzułmanką, Świadkiem Jehowy albo wyznawczynią Latającego Potwora > Spaghetii, może wydziwianie byłoby bardziej zrozumiałe,

          Ej, ale dlaczego, bo ja nie rozumiem? Zabobony są wszystkie takie same, nie ma gorszych ani lepszych.

          Pisząc takie słowa to Ty dajesz przykład zarabistej wprost nietolerancyjnosci i zasciankowosci.
          I tak, mnie sie nie zdarzylo odstepstwo od AKTUALNIE WYZNAWANYCH wyznawanych wartosci - zdarzaja sie tacy ludzie (a do zmiany pogladow mam prawo). Tak ze sorry, Twoj argument jest invalid.
          • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 10:17
            upał, nie udawaj, ze nie kumasz.

            dokładne zasady religii muzułmańskiej mogą być nam średnio znane, natomiast że w KK istnieje zasada: grzech - żal za grzech - spowiedż- odpuszczenie grzechu - zadośćuczynienie i pokuta to Ci się chyba obiło?

            laska pisze, że dla niej religia jest ważna, spokojnie odpowiada na wścibskie i złośliwe pytania, a Wy jak w przedszkolu - wyśmiewanie i drwiny. nie jesteście religijni - Wasze prawo, ale to kretyńsko-dziecinne szydzenie z wiary nie świadczy dobrze o autorach wypowiedzi.

            nie zdarzyło Ci się nigdy żadne odstępstwo od zasad moralnych, które wyznajesz?
            PEŁEN SZACUN.
            nigdy nie osiągnęłam podobnego stopnia doskonałości.
            • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 10:32
              > upał, nie udawaj, ze nie kumasz.
              > dokładne zasady religii muzułmańskiej mogą być nam średnio znane, natomiast że
              > w KK istnieje zasada: grzech - żal za grzech - spowiedż- odpuszczenie grzechu -
              > zadośćuczynienie i pokuta to Ci się chyba obiło?

              Co to ma do rzeczy do tego co napisalas? Tkwisz sobie w kregu judeochrzescijanskim od pokolen i dlatego dla Ciebie zasady KKAT sa bardziej zrozumiale, natomiast przyjmij do wiadomosci, ze Twoj post byl pokazem szczytowej nietolerancji, a przy okazji niewiedzy na temat innych religii, skoro w jednym rzedzie postawilas akurat islam, SJ i Potwora Spaghetti, dajac do zrozumienia jednoczesnie, ze to sa wg Ciebie skrajnosci. widac, jak niewiele wiesz i jak ciasnym rozumowaniem sie kierujesz.
              >
              > laska pisze, że dla niej religia jest ważna, spokojnie odpowiada na wścibskie i
              > złośliwe pytania, a Wy jak w przedszkolu - wyśmiewanie i drwiny. nie jesteście
              > religijni - Wasze prawo, ale to kretyńsko-dziecinne szydzenie z wiary nie świa
              > dczy dobrze o autorach wypowiedzi.

              Kolejna, ktora nie umie czytac ze zrozumieniem, milion razy specjalnie dla Ciebie trzeba powtorzyc, ze najbardziej w tym watku wysmiewana jest OBLUDA I HIPOKRYZJA? Rzekome nawrocenie, rzekomy odzyskany wianek, rzekome postanowienie trwania w "czystosci", ktore zreszta bylo jednak lamane w celu utrzymania przy sobie chlopa, ktoremu w dodatku te wszystkie postanowienia zostaly narzucone w imie nie wiadomo czego. Plus dziecinne, bezsensowne i niekonsekwentne zachowania "zwiazkowe". To jest wysmiewane, a nie religia sama w sobie, chociaz tez sie prosi, nie powiem.

              >
              > nie zdarzyło Ci się nigdy żadne odstępstwo od zasad moralnych, które wyznajesz?
              > PEŁEN SZACUN.
              > nigdy nie osiągnęłam podobnego stopnia doskonałości.

              No to moze sie bardziej postaraj. Bo to jest mozliwe. A nie zazdrosc :)
              • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 10:50
                a jednak nie kumasz.

                porównałam różne systemy religijne po to, żeby Ci uzmysłowić, że właśnie KK - choćby z racji miejsca, gdzie się urodziłaś - powinien Ci być najbardziej znany, więc to wielkie zdziwienie, że odstępstwo od norm nie wyklucza od razu z szeregów Kościoła jest dość teatralne.

                dlatego katolicki "grzech" nie ma nic wspólnego z hipokryzją, czego konsekwentnie zdajesz się nie zauważać. gdyby autorka głosiła potrzebę czystości przedmałżeńskiej, ale prywatnie miała ją w pompie, byłaby to hipokryzja. ona natomiast kilka razy uległa pokusie, z którą cały czas walczy i do czego się przyznaje, uznając, że jest zła. koleżanka dostrzega subtelną różnicę?

                "rzekome nawrócenie" - a kim Ty jesteś, żeby to oceniać? siedzisz jej w głowie?
                "rzekomy odzyskany wianek" - autorka już tłumaczyła, że kompletnie nie o to chodzi, ale przeoczyłaś.
                "rzekome postanowienie trwania w czystości które zresztą było jednak łamane w celu utrzymania przy sobie chłopa" - a co Ty wiesz o jej postanowieniach? oraz o przesłankach, jakimi się przy ich podejmowaniu kieruje? z tego, co pisze, łamała je nie "dla chłopa", tylko dlatego, że OBOJE czują do siebie silny pociąg fizyczny.

                tak, zazdroszczę idealnego przestrzegania zasad.
                ja jestem niestety ciągle na etapie "staram się, ale nie zawsze mi się udaje".
                • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:08
                  nie_alicja napisała:

                  > gdyby autorka głosiła potrzebę czystości przedmałż
                  > eńskiej, ale prywatnie miała ją w pompie, byłaby to hipokryzja. ona natomiast k
                  > ilka razy uległa pokusie, z którą cały czas walczy i do czego się przyznaje, uz
                  > nając, że jest zła. koleżanka dostrzega subtelną różnicę?

                  Ale przecież ona ma tę czystość w pompie. Co z tego, że mówi, że jest inaczej, skoro fakty świadczą o tym, że "czystość" to dla niej tylko pewien instrument? Przecież wyraźnie napisała, że żałuje tylko złamania postanowienia, a nie żałuje samego seksu, a powinna żałować, bo seks bez ślubu kościelnego w religii katolickiej jest nieczysty i jest ciężkim grzechem. A zatem autorka nie postępuje jak na katoliczkę przystało, tkwi w grzechu świadomie i skoro nie wyraża żalu za ten grzech (nie żałuje seksu z obecnym), to nie powinna otrzymać rozgrzeszenia. Chyba, że wczasie spowiedzi powiedziała, że żałuje, a po spowiedzi wróciła do swojej prywatnej interpretacji. ;-)
                  • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:34
                    stokrotk_a, słuszna uwaga.

                    tyle, że religijne ograniczenia często dotyczą rzeczy, które sprawiają doraźną przyjemność i to dotyczy nie tylko seksu.
                    np. łamanie postu (wrąbię te czekoladki, mmm jakie pyszne) czy kłamanie dla własnej korzyści (nie przyznam się, że ja nawaliłam, to nie poleca mi po premii) - gdyby uleganie pokusom nie było fajne, wszyscy bez żadnego wysiłku bylibyśmy ideałami ;-)

                    dlatego postawa autorki zdaje się być raczej godna podziwu, niż kpiny, bo w imię wyższych wartości wyrzeka się łatwo dostępnej przyjemności.
                    czy to ma sens, czy nie, ocenia ona sama, ale walka z pokusą zawsze wymaga siły woli, na którą nie każdy z nas ma ochotę się zdobyć.
                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:48
                      nie_alicja napisała:

                      > dlatego postawa autorki zdaje się być raczej godna podziwu, niż kpiny, bo w imi
                      > ę wyższych wartości wyrzeka się łatwo dostępnej przyjemności.

                      A gdzie tu widzisz wyższe wartości? Przecież ona tę "czystość" traktuje instrumentalnie i nawet nie żałuje "nieczystego" seksu. ;-)

                      > czy to ma sens, czy nie, ocenia ona sama, ale walka z pokusą zawsze wymaga siły
                      > woli, na którą nie każdy z nas ma ochotę się zdobyć.

                      No, ona nie musi się tak bardzo wysilać z tą wolą, bo przecież seks z obecnym chłopakiem jest taki cudowny (sama o tym pisze), a z grzechu można się wyspowiadać i żyć w "czystości" aż do następnego słodkiego ulegnięcia pokusie. W ten sposób i wilk jest syty, i owca cała. ;-D
                      • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:57
                        a tu już musiałybyśmy wejść w głowę autorki, czego się osobiście nie podejmuję.
                        ale nie szkodzi, bo jest mnóstwo chętnych na moje miejsce ;-)
                        • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:00
                          PS. gdyby nie walczyła z pokusą, bzykań nie byłoby 3, ale 33 - i prawdopodobnie wszystkie tak samo przyjemne ;-)
                          • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:28
                            nie_alicja napisała:

                            > PS. gdyby nie walczyła z pokusą, bzykań nie byłoby 3, ale 33 - i prawdopodobnie
                            > wszystkie tak samo przyjemne ;-)

                            No właśnie, byłoby ich 33 i niczego by to nie zmieniło. I tak po każdym bzykaniu mogłaby się wyspowiadać i być "czystą" do następnego. ;-)
                        • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:26
                          nie_alicja napisała:

                          > a tu już musiałybyśmy wejść w głowę autorki, czego się osobiście nie podejmuję.
                          > ale nie szkodzi, bo jest mnóstwo chętnych na moje miejsce ;-)

                          Nie musimy wchodzić w jej głowę, bo ona ją przenicowała i podała nam na tacy, przynajmniej w tej części, która dotyczy jej obecnego i poprzedniego związku. ;-)
                          • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 13:56
                            I to największy znak, że do hipokryzji mi daleko.
                            Popełniłam błąd, ale podniosłam się i zachowuję przykazania.

                            Ja przynajmniej niczego nie udaje i mam trochę pokory co do własnych możliwości i słabości, nie to co koleżanka święta za życia upał ;D
                            • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:10
                              obcy.kana napisał(a):

                              > I to największy znak, że do hipokryzji mi daleko.
                              > Popełniłam błąd, ale podniosłam się i zachowuję przykazania.
                              >
                              > Ja przynajmniej niczego nie udaje i mam trochę pokory co do własnych możliwości
                              > i słabości, nie to co koleżanka święta za życia upał ;D

                              Twoja hipokryzja polega na tym, że skonsumowałaś związek nawet bez zaklepania ślubu kościelnego, a wmawiasz sobie, że zachowujesz jakąć wyższą wartość w postaci "czystości" na "po ślubie". Poza tym nie uznajesz wbrew nauce Kościoła, że seks bez ślubu jest grzechem i nawet tego seksu nie żałujesz. Jeszcze nie raz ten błąd popełnisz, ale potem pójdziesz do spowiedzi, dostaniesz rozgrzeszenie i będziesz mogła udawać, że się z czegoś podniosłaś, a przecież ty wcale nie upadłaś. To tylko faceci w sukienkach wymyślili, że seks bez ich certyfikatu jest upadkiem (co zresztą nie przeszkadza im bzykać wbrew ślubom), a ty się dałaś na to nabrać. ;-)
                              • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:31
                                > ci "czystości" na "po ślubie". Poza tym nie uznajesz wbrew nauce Kościoła, że s
                                > eks bez ślubu jest grzechem i nawet tego seksu nie żałujesz.

                                Gdzie ja tak napisałam? Gdybym nie uznawała tego za grzech tobym nie poszła do spowiedzi :D
                                Oczywiście, że to grzech, którego żałuję! :D Chyba nie zrozumiałaś różnicy, że nie żałuję zbliżenia z osobą, z którą łączy mnie uczucie (bo było wspaniale), ale ŻAŁUJĘ, że stało się to PRZED ślubem. Niemniej jednak nadal widzę sens w zachowaniu wstrzemięźliwości. Upadać jest rzeczą ludzką; powstawać rzeczą boską; ale trwać w upadku - rzeczą szatańską - do czego nie mam zamiaru dopuścić.

                                > Jeszcze nie raz te
                                > n błąd popełnisz, ale potem pójdziesz do spowiedzi, dostaniesz rozgrzeszenie

                                O, a skunt Ty to wiesz? Wróżka jakaś? Póki co, dzięki pewnym zasadom (np. chłopak nie nocuje u mnie, NAWET jeśli ma możliwość kimnięcia się na materacu), chęciom i modlitwie udaje nam się wytrwać ;-)

                                I oczywiście BARDZO bym nie chciała, żeby to się powtórzyło. Ale owszem, jeśli kiedyś jeszcze zgrzeszę (a stanie się tak na pewno, i nie mam tu na myśli sfery seksualnej, chociaż też pod to podlega), to szczery żal i postanowienie, by próbować od nowa uprawniają mnie do uzyskania w konfesjonale rozgrzeszenia ;)

                                • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:40
                                  obcy.kana napisał(a):

                                  > Gdzie ja tak napisałam? Gdybym nie uznawała tego za grzech tobym nie poszła do
                                  > spowiedzi :D
                                  > Oczywiście, że to grzech, którego żałuję! :D Chyba nie zrozumiałaś różnicy, że
                                  > nie żałuję zbliżenia z osobą, z którą łączy mnie uczucie (bo było wspaniale), a
                                  > le ŻAŁUJĘ, że stało się to PRZED ślubem. Niemniej jednak nadal widzę sens w zac
                                  > howaniu wstrzemięźliwości. Upadać jest rzeczą ludzką; powstawać rzeczą boską; a
                                  > le trwać w upadku - rzeczą szatańską - do czego nie mam zamiaru dopuścić.

                                  No to, moja droga, masz rozdwojenie jaźni, bo skoro uznajesz ten seks przed ślubem za grzech, to powinnaś zgodnie z nauką Kościoła żałować samego aktu, a ty piszesz cyt. "nie żałuję zbliżenia z osobą, z którą łączy mnie uczucie". Na jakiej więc podstawie dostałaś rozgrzeszenie???

                                  > O, a skunt Ty to wiesz? Wróżka jakaś? Póki co, dzięki pewnym zasadom (np. chłop
                                  > ak nie nocuje u mnie, NAWET jeśli ma możliwość kimnięcia się na materacu), chęc
                                  > iom i modlitwie udaje nam się wytrwać ;-)

                                  Ach tak, więc sądzisz, że już nigdy nie "upadniesz" i nie będziesz musiała się spowiadać? Sądzę, że do końca twojego życia jednak zdarzą ci się upadki mimo postanowień niegrzeszenia. Ja nie tylko seks z twoim obecnym miałam na myśli. ;-)

                                  > I oczywiście BARDZO bym nie chciała, żeby to się powtórzyło. Ale owszem, jeśli
                                  > kiedyś jeszcze zgrzeszę (a stanie się tak na pewno, i nie mam tu na myśli sfery
                                  > seksualnej, chociaż też pod to podlega), to szczery żal i postanowienie, by pr
                                  > óbować od nowa uprawniają mnie do uzyskania w konfesjonale rozgrzeszenia ;)

                                  To bardzo wygodna rzecz ta spowiedź - człowiek czyni postanowienia, ale w razie czego to dostanie rozgrzeszenie i będzie mógł grzeszyć od nowa. ;-)
                                  • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:51
                                    Bardzo płaska i zafałszowująca istotę rzeczy analiza, myślałam, że stać Cię na więcej ;]

                                    Aż szkoda marnować klawiaturę na te wypociny i zagwozdki rodem z lekcji religii w gimnazjum, rozczarowujesz mnie moja droga ;)
                                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:54
                                      obcy.kana napisał(a):

                                      > Bardzo płaska i zafałszowująca istotę rzeczy analiza, myślałam, że stać Cię na
                                      > więcej ;]
                                      >
                                      > Aż szkoda marnować klawiaturę na te wypociny i zagwozdki rodem z lekcji religii
                                      > w gimnazjum, rozczarowujesz mnie moja droga ;)

                                      Kochana moja, takie personalne chwyty to się ćwiczy w erystycznym przedszkolu. ;-)
                                  • majaa Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 19:19
                                    stokrotka_a napisała:

                                    > To bardzo wygodna rzecz ta spowiedź - człowiek czyni postanowienia, ale w razie
                                    > czego to dostanie rozgrzeszenie i będzie mógł grzeszyć od nowa. ;-)

                                    Odnoszę wrażenie, że czułabyś się usatysfakcjonowana ewentualnie wtedy, gdyby za grzech ładowano od razu np. kulkę w łeb. No to by była prawdziwa kara, c'nie? A nie tam takie ni to, ni sio...
                                    To może już pójść po całości i uderzyć jeszcze do organów wymiaru sprawiedliwości, coby wystrzelali wszystkich więźniów, zamiast zapewniać draniom wikt i opierunek za społeczną kasę. W końcu nie każdy więzień to katolik, żeby go ksiądz mógł "zutylizować".
                            • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:45
                              obcy.kana napisał(a):

                              > Ja przynajmniej niczego nie udaje i mam trochę pokory co do własnych możliwości
                              > i słabości, nie to co koleżanka święta za życia upał ;D

                              Hehe, ale Cie boli, ze sie komus innemu udawalo to, co tobie sie nie udaje w ogole :D :D :D
                              • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:12
                                Jedyne co mnie boli, to chora noga, ale dziękuję za troskę :)

                                Rozczulający jest ten czas przeszły, zaiste! :D
                                Gratuluję Ci Kochana, że w jakimś okresie Twojego życia udawało Ci się żyć zgodnie z wyznawanymi przez siebie zasadami, to naprawdę bardzo eee.... unikalne :D

                                buahaha :D
                                • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:18
                                  Na pewno bardziej niz Twoja hipokryzja i obluda, takich ludzi jak Ty jest duzo wiecej, niestety :)
                                  Jeszcze sprostuje malenka pomylke w Twoim zrozumieniu - mnie stale UDAJE sie zyc zgodnie z wyznawanymi przeze mnie zasadami moralnymi - tymi co do milosci blizniego jak siebie samego, bo to akurat zasada ogolna, natomiast w przeszlosci udawalo mi sie konsekwentnie rowniez stosowac sie do zasad narzuconych mi przez wspolnote religijna. W tym tej o braku seksu przed slubem, i w przeciwienstwie do Ciebie, moja droga, tego seksu faktycznie wcale nie bylo :)
                                  A libido zawsze mialam dosc wysokie :D
                                  No, probuj dalej sie odszczekiwac, czekamy :)
                                  • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:21
                                    To sobie czekajcie (jest Cię więcej?:O)

                                    :D

                                    Nie uda Ci się wpłynąć na moje myślenie, więc daruj sobie <ziew>
                                    • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:22
                                      To sobie czekajcie (jest Cię więcej?:O)

                                      Jest, nie widzisz w tym watku? :)
                    • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 19:09
                      > dlatego postawa autorki zdaje się być raczej godna podziwu, niż kpiny, bo w imię
                      > wyższych wartości wyrzeka się łatwo dostępnej przyjemności.

                      Halo, przecież ona wcale się nie wyrzeka, tylko uważa, że powinna. A w imię czego, to chyba ona sama nie wie.
                  • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 13:52
                    Seks jest piękny i cudowny - TO jest nauka kościoła. I przed ślubem należy się z nim powstrzymywać tylko dlatego, że jest zbyt cenny, by go kalać współżyjąc z człowiekiem, który nie jest mi w 100% oddany (zgodnie z nauką kościoła małżeństwo taką gwarancję daje).

                    Haha, kocham takie analizy laików ;D
                    Tak się składa, że jak poszłam się z tego wyspowiadać, było mi strasznie źle i smutno i zaczęłam od słów, że bardzo żałuję, na co ksiądz mi przerwał:
                    "-A co? Tak fatalnie było?", czym mnie kompletnie rozbroił i uświadomił, że całe zło w współżyciu przedmalzenskim polega na tym, że seks jest zbyt wspaniałym darem od Boga, by go tak lekko traktować. Bo w końcu nie wiadomo, czy ten chłopak zostanie moim męzem, hm?
                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:03
                      obcy.kana napisał(a):

                      > Seks jest piękny i cudowny - TO jest nauka kościoła.

                      O nie moja droga, seks bez ślubu kościelnego jest be i jest ciężkim grzechem, szczególnie gdy jest powtarzany po kolejnych obietnicach poprawy. Seks jest piękny i cudowny dopiero po ślubie kościelnym. TO jest nauka Kościoła. ;-D

                      > I przed ślubem należy się
                      > z nim powstrzymywać tylko dlatego, że jest zbyt cenny, by go kalać współżyjąc z
                      > człowiekiem, który nie jest mi w 100% oddany (zgodnie z nauką kościoła małżeńs
                      > two taką gwarancję daje).

                      Małżeństwo nie gwarantuje 100% oddania. Na papierze koscielnym można napisać dowolną bzdurę, ale nawet poświęcenie tego papieru nie powoduje, że bzdura staje się mądroscią. ;-) Skoro uważasz, że seks jest taki cenny, to dlaczego go "kalasz" (sic!)?

                      > Tak się składa, że jak poszłam się z tego wyspowiadać, było mi strasznie źle i
                      > smutno i zaczęłam od słów, że bardzo żałuję, na co ksiądz mi przerwał:
                      > "-A co? Tak fatalnie było?", czym mnie kompletnie rozbroił i uświadomił, że cał
                      > e zło w współżyciu przedmalzenskim polega na tym, że seks jest zbyt wspaniałym
                      > darem od Boga, by go tak lekko traktować. Bo w końcu nie wiadomo, czy ten chłop
                      > ak zostanie moim męzem, hm?

                      Moja droga, mleko się już rozlało i tego nie odwrócisz. Puściłaś się (i to kilka razy) już z chłopakiem, który nie wiadomo, czy zostanie twoim mężem, więc pozamiatane. A z tego co piszesz wynika, że jest mało prawdopodobne, że zostanie twoim mężem (o ile dobrze rozumiem, nawet się nie zaręczyliście), więc te twoje gadki o wspaniałym darze i "czystości" możesz sprzedawać podnieconemu księdzu w konfesjonale. ;-D
                      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:15
                        Podnieconemu księdzu w konfesjonale - no dalej, dalej, wylewaj ten jad, może zrobi Ci się lzej ;-)

                        Aha - ja nie nazywam zbliżenia z ukochaną osobą "puszczaniem się", ale rozumiem, że posługujesz się nomenklaturą, która jest Ci bliska <głaszcze>
                        • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 19:14
                          > Aha - ja nie nazywam zbliżenia z ukochaną osobą "puszczaniem się"

                          Nie, dla ciebie to jest "upadek". :D
                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:48
                      obcy.kana napisał(a):

                      > Tak się składa, że jak poszłam się z tego wyspowiadać, było mi strasznie źle i
                      > smutno i zaczęłam od słów, że bardzo żałuję, na co ksiądz mi przerwał:
                      > "-A co? Tak fatalnie było?", czym mnie kompletnie rozbroił (...)

                      Ten fragment jest boski! ;-) Ksiądz to spryciula, bo gdyby zapytał "jak było", to byłoby zbyt jawne ciągnięcie za język, a zadanie takiego "niewinnego" pytania powoduje, że skruszona grzeszniczka sama mu dostarczy szczegółów. ;-)

                      A poza tym pytanie księdza sugeruje, że żałować należy wtedy, gdy sam akt współżycia seksulanego był fatalny, a nie dlatego, że seks bez ślubu jest grzechem. No, no, jestem pod wrażeniem tej kościelnej "filozofii". ;-D
                • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:28
                  nie_alicja napisała:

                  >
                  > porównałam różne systemy religijne po to, żeby Ci uzmysłowić, że właśnie KK - c
                  > hoćby z racji miejsca, gdzie się urodziłaś - powinien Ci być najbardziej znany,

                  To Ty nie kumasz, ze nie kazdy w tym kraju urodzony czlowiek musi rzeczywiscie nalezec do kosciola kat. Na mnie sie wywrocilas - nigdy nie nalezalam, chociaz bylam chrzescijanka i pewnych zasad moralnych, ktore mozna nazwac ogolnymi, przestrzegalam bardzo scisle, nalezac do tejze chrzescijanskiej wspolnoty. Dla Ciebie mniejsza z tym, jakiej. I zapewniam - przestrzegalam duzo bardziej rygorystycznie, niz wiekszosci wyznawcow kkat, wlasnie dlatego, ze nie mialam furtki w postaci spowiedzi, a za to wpojono mi wrazliwe sumienie i wewnetrzne przekonanie, ze patrzy na mnie sam Bog i na kazdym kroku mnie osadza. Katolicyzm, w porownaniu z tym, w co ja wierzylam i do czego sie stosowalam, to bardzo lajtowa i malo wymagajaca religia.


                  > więc to wielkie zdziwienie, że odstępstwo od norm nie wyklucza od razu z szere
                  > gów Kościoła jest dość teatralne.

                  Gdzie ja wyrazilam takie zdziwienie? Nie przypominam sobie, zeby w ogole byl poruszany temat apostazji.

                  >
                  > dlatego katolicki "grzech" nie ma nic wspólnego z hipokryzją, czego konsekwentn
                  > ie zdajesz się nie zauważać. gdyby autorka głosiła potrzebę czystości przedmałż
                  > eńskiej, ale prywatnie miała ją w pompie, byłaby to hipokryzja. ona natomiast k
                  > ilka razy uległa pokusie, z którą cały czas walczy i do czego się przyznaje, uz
                  > nając, że jest zła. koleżanka dostrzega subtelną różnicę?

                  To Ty nieuwaznie czytalas watek. Mnie sie nie chce powtarzac, przeczytaj go jeszcze z piec razy w calosci i uwaznie, to moze zrozumiesz w czym rzecz, bo takie wlazenie na koncu, bez znajomosci tematu i czepianie sie wybranych postow nie swiadczy najlepiej o Twojej inteligencji.

                  >
                  > "rzekome nawrócenie" - a kim Ty jesteś, żeby to oceniać? siedzisz jej w głowie?
                  > "rzekomy odzyskany wianek" - autorka już tłumaczyła, że kompletnie nie o to cho
                  > dzi, ale przeoczyłaś.
                  > "rzekome postanowienie trwania w czystości które zresztą było jednak łamane w
                  > celu utrzymania przy sobie chłopa" - a co Ty wiesz o jej postanowieniach? oraz
                  > o przesłankach, jakimi się przy ich podejmowaniu kieruje? z tego, co pisze, łam
                  > ała je nie "dla chłopa", tylko dlatego, że OBOJE czują do siebie silny pociąg f
                  > izyczny.

                  Jak wyzej. Zachecam do uwaznej lektury, to nie bedziesz zadawac takich glupich pytan.

                  >
                  > tak, zazdroszczę idealnego przestrzegania zasad.
                  > ja jestem niestety ciągle na etapie "staram się, ale nie zawsze mi się udaje".

                  To powodzenia. Pisze bez zlosliwosci :)
                  • nie_alicja Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:54
                    im dłużej Cię czytam, tym bardziej mam wrażenie, że mówimy o różnych historiach ;-)

                    ok, już rozumiem - Twoje osobiste doświadczenia rzutują na to, jak widzisz sytuację autorki - i to jest zrozumiałe. nie będę więc już pińcetny raz prostować swoich opacznie interpretowanych wypowiedzi, bo mi się klawiszki ścierają ;-)

                    chciałabym tylko powtórzyć, że mierzi mnie rzucanie kamieniami i wyzywanie od hipokrytek dziewczyny, która odważnie pisze, że walczy z tym, co uważa za swoją słabość, ponosząc przy tym konsekwencje swoich wyborów.

                    dziękuję za uwagę :-)
                    • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:00
                      Gratuluje calkiem niezlego taktycznie wycofania sie na z gory upatrzone pozycje ;-)
                • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:32
                  Nareszcie jakaś rozsądna kobieta na tym forum (nie_alicja), zdominowanym przez ciotki-klotki, które potrzebują dowartościować się za wszelką cenę. Proszone o pomoc udzielają się chętnie, lecz wolą prawić morały i dzielą włos na czworo, żeby nakarmić własne ego.
                  • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:37
                    O, widze ze chor grecki sie rozrasta :D
                    • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:38
                      Uderz w stół...
                      • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:45
                        a to nie ty pisałeś o "prawie dziewicy konsystorskiej"
                        prawie jak komplement.
                        • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:49
                          Witaj Ciociu,
                          tak - to byłem ja, ale co ma piernik do wiatraka?
                          • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:53
                            nic, ciociu.
                            po prostu skleroza.
                            • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 11:59
                              Mów do mnie wuju.
                              A swoją diagnozą potwierdzasz, niskie poczucie własnej wartości.
                              • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:03
                                nie przejmuj się, ciociu, każdemu się zdarza.
                                • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:06
                                  Już mi się znudziłaś.
                                  • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:16
                                    świetnie, jest szansa, że nie będziesz pisać. niewielka, ale jest.
                                    • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 12:25
                                      Do Ciebie na pewno nie będę pisał - szkoda czasu.
                                      Chyba, że będziesz mnie zaczepiać. Zwróć uwagę, że ja Ci tylko opisuję.
              • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 13:45
                Seks w celu utrzymania przy sobie chłopa?:D Kochaniutka, może kobieta w Twoim wieku (mała zemsta za dziecinkę) rzeczywiście musi posuwać się do takich aktów desperacji, ale ja nie :D Weź Ty poczytaj samą siebie - niby taka feministka, a nie wie, że seks dla kobiety RÓWNIEŻ może być wspaniałym doznaniem, zwłaszcza jeśli dokonuje się z ukochaną osobą. Jest między nami ogromna chemia i to, że kilka razy zdarzyło nam się w tej sferze nie zachować wstrzemięźliwości uważam za absolutnie zgodne z ludzką naturą. Bardziej bym się martwiła, gdyby mój chłopak nocując u mnie, nie reagował na moją cielesność :f

                A to całe pitolenie o tym, jakąż to doskonałością moralną jesteś jest już trochę nudne, zwłaszcza, że nikt, kto czyta Twoje wypowiedzi, nie byłby w stanie to uwierzyć - nawet ja aż taka wierząca nie jestem ;D

                ALE - na wszelki wypadek, jeśli jesteś święta za życia - wspomnij na mnie w Raju :D
                • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 13:55
                  obcy.kana napisał(a):

                  > Kochaniutka, może kobieta w Twoim
                  > wieku (mała zemsta za dziecinkę) rzeczywiście musi posuwać się do takich aktów
                  > desperacji, ale ja nie :D

                  A od tej małej zemsty też nie mogłaś się powstrzymać? To takie trudne dla katoliczki tak gorąco wierzącej w "ideały" swojej religii? Rozumiem, że powstrzymanie się od seksu nawet po złożeniu obietnicy przed Bogiem to trudna rzecz, ale odmówienie sobie takiej małej zemsty nie powinno być wielkim wyczynem dla osoby głęboko wierzącej w Boga. ;-)
                  • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:03
                    Chyba mylisz porządnego katolika z frajerem. Poza tym pełne cierpliwego tłumaczenia i szacunku wypowiedzi nic nie dały, więc owszem, pozwalam sobie na złośliwości - mam zamiar bronić mojej wiary i swojej godności, bo tak się składa, że w 100% moje myslenie jest zgodne z nauką katolicką.

                    A jeśli nie podoba Wam się jego nauczanie, a zwłaszcza to, że daje wiernym drugą szansę, no wystosujcie list do Franciszka. Chociaż nie, już zdaje się coś takiego było i nie wypadło najlepiej :D

                    Ja Bogu żadnych obietnic nie składałam - zbyt słaba i nikczemna w obliczu Jego majestatu się czuję ;-) Podjęłam tylko decyzję o tym, by Mu zaufać i spróbować żyć według Jego przykazań.
                    Poległam - to jasne. Ale całe szczęście żałuję tego, mam postanowienie poprawy i z Bożą łaską udaje mi się wytrwać (a właściwie NAM) w tym postanowieniu już kilkanaście tygodni ;)
                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:17
                      obcy.kana napisał(a):

                      > Chyba mylisz porządnego katolika z frajerem.

                      Nie, nie mylę, chyba że to co Jezus powiedział o nadstawianiu drugiego policzka to wymysł ewangelistów. ;-)

                      > Poza tym pełne cierpliwego tłumacz
                      > enia i szacunku wypowiedzi nic nie dały, więc owszem, pozwalam sobie na złośliw
                      > ości - mam zamiar bronić mojej wiary i swojej godności, bo tak się składa, że w
                      > 100% moje myslenie jest zgodne z nauką katolicką.

                      Bronisz wiary za pomocą zła??? Tak naucza Kościół? Tak nauczał Jezus? A z tą 100% zgodnoscią to mnie nie rozśmieszaj, proszę! ;-)

                      > A jeśli nie podoba Wam się jego nauczanie, a zwłaszcza to, że daje wiernym drug
                      > ą szansę, no wystosujcie list do Franciszka. Chociaż nie, już zdaje się coś tak
                      > iego było i nie wypadło najlepiej :D

                      A jak podoba ci się nauczanie Jezusa i dlaczego go nie stosujesz (patrz: "nadstaw drugi policzek")?

                      > Ja Bogu żadnych obietnic nie składałam - zbyt słaba i nikczemna w obliczu Jego
                      > majestatu się czuję ;-) Podjęłam tylko decyzję o tym, by Mu zaufać i spróbować
                      > żyć według Jego przykazań.

                      Jeśli na spowiedzi nie składasz obietnicy poprawy przed Bogiem, to w czym ty uczestniczysz???

                      > Poległam - to jasne. Ale całe szczęście żałuję tego, mam postanowienie poprawy
                      > i z Bożą łaską udaje mi się wytrwać (a właściwie NAM) w tym postanowieniu już k
                      > ilkanaście tygodni ;)

                      No i co z tego, że wam się udaje? To już musztarda po obiedzie. ;-)
                      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:35
                        No nie rozśmieszaj mnie z tymi cytatami :D Owszem, Jezus tak powiedział, ale powiedział też o tym, że nie przyszedł z pokojem, ale by rzucić na ziemię ogień. Zresztą - sorry, ale nie jesteś dla mnie partnerką do tego typu dyskusji, poza tym mam zbyt wielki szacunek do Biblii, by wyrwanych z kontekstu słów używać jako argumentów w tej jałowej dyskusji.

                        No popacz, dla Ciebie musztarda po obiedzie, ale dla mnie i mojego miłosiernego Boga nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Całe szczęście, nie Ty ustalasz zasady :)
                        • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:44
                          obcy.kana napisał(a):

                          > No nie rozśmieszaj mnie z tymi cytatami :D Owszem, Jezus tak powiedział, ale po
                          > wiedział też o tym, że nie przyszedł z pokojem, ale by rzucić na ziemię ogień.
                          > Zresztą - sorry, ale nie jesteś dla mnie partnerką do tego typu dyskusji, poza
                          > tym mam zbyt wielki szacunek do Biblii, by wyrwanych z kontekstu słów używać ja
                          > ko argumentów w tej jałowej dyskusji.

                          No, jestem pełna podziwu dla twojej zręcznosci w interpretacji Boblii. Masz rację, słowami Jezusa w odpowiedniej interpretacji można wszystko usprawiedliwić, a skoro przyszedł rzucić na ziemię ogień to jego wyznawcy krzewiący wiarę i "dobro" ogniem mogą być spokojni o miejsce w raju. ;-) Jesteś żywym przykładem tego w jaki sposób za pomocą odpowiedniej interpretacji Biblii można usprawiedliwić dowolne świństwo. ;-)

                          > No popacz, dla Ciebie musztarda po obiedzie, ale dla mnie i mojego miłosiernego
                          > Boga nigdy nie jest za późno na nawrócenie. Całe szczęście, nie Ty ustalasz za
                          > sady :)

                          Nie możesz mieć bladego pojecia czym to jest dla "twojego" miłosiernego Boga, bo on jest przecież niepojęty jak mówią faceci w sukienkach. ;-)
                        • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:56
                          > Jezus tak powiedział, ale powiedział też o tym, że nie przyszedł z pokojem, ale by rzucić na ziemię ogień.

                          Miecz tam byl w tym tekscie, dziecko, miecz. Sorry, ale jak juz chcesz cos cytowac, to przynajmniej rob to porzadnie, bo zal czytac.
                          • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:04
                            Och, dziękuję! O kurcze, skąd tak dobrze znasz Biblię? (akurat nie o ten fragment mi chodziło, ale nvm)

                            Czzzzyyyli elementy układanki pasują ja ulał. Byłaś kiedyś gorliwą wyznawczynią Chrystusa albo innego Boga (wszak jest jeden, niezależnie jak Go nazwiemy), na pewnym etapie stwierdziłaś, że to chyba zbyt trudne i pod płaszczykiem wyleczenia się z bujdy, jaką jest wiara, usiłujesz żyć według własnych zasad. Oczywiście gdzieś w głębi duszy czujesz, że zdradziłaś swoje ideały i dlatego przypadki takie jak mój: czytaj - umiejętność określenia się po jednej stronie z jednoczesnym daniem sobie prawa do słabości, które nie odłącza od miłości Bożej tak Cię drażnią! :D

                            Oczywiście, ja zdaję sobie sprawę, że moja teoria może być mylna, mam za mało danych i nie siedzę w Twojej głowie ani sercu, ale kto by się tam tym przejmował ;-) Przecież nie TY ;-)
                            • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:12
                              obcy.kana napisał(a):
                              na
                              > pewnym etapie stwierdziłaś, że to chyba zbyt trudne i pod płaszczykiem wylecze
                              > nia się z bujdy, jaką jest wiara, usiłujesz żyć według własnych zasad. Oczywiśc
                              > ie gdzieś w głębi duszy czujesz, że zdradziłaś swoje ideały i dlatego przypadki
                              > takie jak mój: czytaj - umiejętność określenia się po jednej stronie z jednocz
                              > esnym daniem sobie prawa do słabości, które nie odłącza od miłości Bożej tak Ci
                              > ę drażnią! :D

                              Naprawde, daj sobie spokoj z intepretacjami, bo cienka jestes w te klocki. Tobie przy Twoich problemach moze byc trudno zrozumiec, ze w religii moze chodzic takze o inne, poza-zwiazkowe problemy czy zagadnienia, zapewne nie snilo Ci sie i nie przysni o powodach, dla ktorych ja postanowilam o zmianach w swoim zyciu, a mnie sie nie chce opowiadac Ci o nich, zreszta, serio, nie zrozumialabys, skoro jestes w stanie wpasc tylko na to, ze komus moga przeszkadzac zasady moralne. Akurat trzymanie sie ich to byl pikus w porownaniu z innymi sprawami, ze Cie tak na koniec jeszcze dobije :)

                              To, ze Ty tak postrzegasz religie z tym milosiernym Bogiem wszystko wybaczajacym to tez swiadczy o Tobie.

                              >
                              > Oczywiście, ja zdaję sobie sprawę, że moja teoria może być mylna, mam za mało d
                              > anych i nie siedzę w Twojej głowie ani sercu, ale kto by się tam tym przejmował
                              > ;-) Przecież nie TY ;)

                              Oczywiscie, Ty masz za malo danych i dlatego wypisujesz, co wypisujesz. Na szczescie my mamy o wiele wiecej danych o Tobie, i dlatego mozemy sie nasmiewac z Twojej hipokryzji i obludy :)


                              • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:18
                                >ze Cie tak na koniec jeszcze dobije :)


                                Awwww, nie mogę się podnieść :D

                                Hihi, wyborne! :D
                                • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:20
                                  No i dobrze, nie podnos sie juz :) zamilknij wreszcie i przestan sie pograzac :)
                            • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:31
                              obcy.kana napisał(a):

                              > Chrystusa albo innego Boga (wszak jest jeden, niezależnie jak Go nazwiemy),

                              Nie ma jednego Boga, bo są niezliczeni i często diametralnie różni bogowie wymyślani przez ludzi zgodnie z ich własnym widzimisię. ;-)
                  • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:58
                    Jaka tam zemsta, stokrotko, mnie to bawi, jak sie dziecko super podklada w tym watku - wszystkie jej swiete idealy ida sie pasc, az milo czytac :D
                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:01
                      straszny.upal napisał(a):

                      > Jaka tam zemsta, stokrotko, mnie to bawi, jak sie dziecko super podklada w tym
                      > watku - wszystkie jej swiete idealy ida sie pasc, az milo czytac :D

                      Ona jest katoliczką walczącą, nie to co pacyfista Jezus. No ale skoro katolicka twierdza jest oblężona, to wszelkie chwyty obronne i zaczepne dozwolone. ;-)
                      • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:21
                        Popacz, wystarczy jeden wateczek i taki maly, zly brzydki czlowieczek wychodzi z tej jasnie Bogiem oswieconej :)
                        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:34
                          Brzydki? Akurat uważam się za dość atrakcyjną kobietę, ale luz - jeśli Ci to poprawia nastrój i ma sprawić, że Twojego zostanie wywindowane, to prosszzz barc ;]

                          Zmykam, gdyż w przeciwieństwie do niektórych wiem, że mam jeszcze o co walczyć i poza tworzeniem alternatywnych wersji czyjegoś życia na forum internetowym, są na tym świecie jeszcze ważne rzeczy do zrobienia.
                          Pozdrawiam wszystkich zgorzkniałych i będę o Was pamiętać w modlitwie :)
                          • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:39
                            obcy.kana napisał(a):

                            > Pozdrawiam wszystkich zgorzkniałych i będę o Was pamiętać w modlitwie :)

                            Zmów za mnie 100 zdrowasiek, bo jak nie zmówisz, to może się Bogu nie spodobać... ;-)
                            • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:42
                              W ogole ja mysle, ze sie powinna krzyzem polozyc i tak ze dwie doby polezec, moze pomoze... :)
                            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:43
                              Yyyy, nie mam nerwicy eklezjogeennej :D

                              Zmówię jedną dziesiątkę :)
                              • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:49
                                obcy.kana napisał(a):

                                > Yyyy, nie mam nerwicy eklezjogeennej :D
                                >
                                > Zmówię jedną dziesiątkę :)

                                Dobre i tyle. Może Bogu wystarczy. ;-)
                          • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:44
                            Jestes az taka ignorantka, zeby nie wiedziec, ze "brzydki ten, kto brzydko postepuje"? Twoja fizycznosc mi zwisa i powiewa, mowiac szczerze, ale Twojego postepowania dalas tutaj przyklady, wiec ono zostalo ocenione. Coz, sama sobie wystawilas to swiadectwo :)
                            • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:48
                              A słyszałam, że święci mieli poczucie humoru ;)
                              • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:53
                                Najpierw musieliby istniec. To Twoje kompleksy spowodowaly, ze okreslilas mnie "swieta", bo ja sama nigdzie sie tak nie nazwalam. No ale kto pod kim dolki kopie, sam w nie wpada :)
                • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:38
                  Obcykana,
                  one już cię przesłuchały, oskarżyły, obroniły i skazały. Z ciotkami rewolucji nie masz szans.
                  • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:47
                    Wiem, pogodziłam się z tym.

                    Szkoda mi jednak zostawiać ten wątek z ich fałszywym poczuciem słuszności.
                    Chrześcijanin ma być solą dla świata, a jak widać, może stać się dla niektórych solą w oku ;)

                    Jak dla mnie, mogą nazywać mnie hipokrytką, bo ja i tak znam swoją wartość przed Bogiem i komentarze wypływające od tłumu laików w tym względzie nie są w stanie mi zaszkodzić.

                    Jedyne, co wydaje się przykre, to manipulacja i wybiórcze stanowisko większości szczekaczy w tym wątku. A szkoda, bo wiele razy można było tu liczyć na ciekawą, obiektywną i uczciwą dyskusją.

                    Dlatego śmiem upatrywać, że to w wyznawanym przeze mnie katolicyzmie tkwi szkopuł, ale cóż, głową muru nie przebiję :)
                    • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:50
                      obcy.kana napisał(a):

                      > Dlatego śmiem upatrywać, że to w wyznawanym przeze mnie katolicyzmie tkwi szkop
                      > uł, ale cóż, głową muru nie przebiję :)

                      Bardzo wygodna konkluzja i dość powszechna wsród wyznawców. ;-)
                    • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:55
                      Szkopuł nie tkwi w katolicyzmie, lecz w Tobie - od pewnego momentu byłem pod wrażeniem Twojej szczerości, co na takim forum jest postawą skrajnie idealistyczną. Dlatego zostałaś potraktowana jak ekshibicjonistka.
                      A co z chłopakiem, bo tego dotyczy prawdziwy problem?
                      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:08
                        Napisałabym, ale w obecnej sytuacji chyba nie ma sensu - no bo jak można liczyć na konstruktywne porady od ludzi, którzy są fanatycznie przekonani o własnej nieomylności (koleżanka upał zdaje się powinna zostać wyniesiona na ołtarze za jej dawne, zaznaczam, zasługi, bo teraz cosik jej się odmieniło)?

                        Problem był z gatunku tych z pupy za przeproszeniem, ot tak, by poznać opinie innych. Prawdziwa burza rozpętała się po tym, kiedy przyznałam, że staramy się nie uprawiać seksu, choć nie zawsze się to udawało. No i masz babo placek, przepis na burzę w szklance wody ;]
                        • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:15
                          Pamiętaj, że związek tworzą dwie osoby, a żeby to sensownie funkcjonowało niezbędne jest osiągnięcie kompromisu, który nie będzie wzajemnie uwierał.
                          Wszystkiego dobrego - prawie dziewico konsystorska.
                        • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:36
                          obcy.kana napisał(a):

                          > Prawdziwa burza rozpętała się po tym, kiedy przyznałam, że staramy się n
                          > ie uprawiać seksu, choć nie zawsze się to udawało. No i masz babo placek, przep
                          > is na burzę w szklance wody ;]

                          Być może to właśnie jest kluczową sprawą w twoim obecnym związku, ale wobec "świętych" ideałów nie ma siły. ;-)
                          • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:45
                            Rany Lujek, użyłaś sformułowania "być może" ! To już nie patrzysz na moje życie perspektywy Pantokratora? Wow, czyliś jednak reformowalna ;-) Jeszcze trochę bym tu posiedziała, to może nawet doszlibyśmy do porozumienia, ale chyba nie mam na to czasu ;)
                            • stokrotka_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:52
                              obcy.kana napisał(a):

                              > Rany Lujek, użyłaś sformułowania "być może" ! To już nie patrzysz na moje życie
                              > perspektywy Pantokratora? Wow, czyliś jednak reformowalna ;-) Jeszcze trochę b
                              > ym tu posiedziała, to może nawet doszlibyśmy do porozumienia, ale chyba nie mam
                              > na to czasu ;)

                              "Być może" użyłam w stosunku do tego, co pozostaje w sferze domysłów. A to co podałaś tu na tacy przyjmuję za pewnik na potrzeby dyskusji, choć i w tym przypadku nie mam absolutnej pewności, że twoje słowa są wiernym odzwierciedleniem rzeczywistości. ;-)

                              Ciekawa jestem, jakie porozumienie masz na myśli i dlaczego miałybyśmy dochodzić do porzumienia. Ja nie mam takiej potrzeby. ;-)
                        • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 19:15
                          > no bo jak można liczyć na konstruktywne porady od ludzi, którzy są fanatycznie przekonani o
                          > własnej nieomylności

                          Chyba o sobie piszesz, z resztą takie przekonanie przy braku logiki, jaki prezentujesz, jest całkiem urocze. :>
                • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 14:52
                  obcy.kana napisał(a):

                  > Seks w celu utrzymania przy sobie chłopa?:D Kochaniutka, może kobieta w Twoim
                  > wieku (mała zemsta za dziecinkę) rzeczywiście musi posuwać się do takich aktów
                  > desperacji, ale ja nie :D

                  Dziecino, malo co mnie ostatnio tak smieszy, jak Twoje wypociny i proby odegrania sie, to troche jak bezsilne trzepanie nogami osoby, ktora ktos wlasnie skutecznie dusi :) tyle samo ma mocy i tyle samo jest warte :) wspolczuje Ci, ze tylko tyle mozesz, bo wiecej nic :)


                  Weź Ty poczytaj samą siebie - niby taka feministka, a
                  > nie wie, że seks dla kobiety RÓWNIEŻ może być wspaniałym doznaniem, zwłaszcza
                  > jeśli dokonuje się z ukochaną osobą.

                  Weź Ty poczytaj moze to, co ja napisalam, i przytocz mi taka moja wypowiedz, w ktorej twierdze, ze seks nie jest wspanialym doznaniem, bo na razie to widze, ze za wszelka cene probujesz mnie w akcie desperacji wsadzic do jakiejs szufladki; problem Twoj polega na tym, ze za maly masz na to rozumek, a ja sie nie mieszcze w standardach, ktore Ty jestes w stanie wymyslic :D


                  Jest między nami ogromna chemia i to, że
                  > kilka razy zdarzyło nam się w tej sferze nie zachować wstrzemięźliwości uważam
                  > za absolutnie zgodne z ludzką naturą. Bardziej bym się martwiła, gdyby mój chło
                  > pak nocując u mnie, nie reagował na moją cielesność :f

                  Ziew....

                  >
                  > A to całe pitolenie o tym, jakąż to doskonałością moralną jesteś jest już troch
                  > ę nudne, zwłaszcza, że nikt, kto czyta Twoje wypowiedzi, nie byłby w stanie to
                  > uwierzyć - nawet ja aż taka wierząca nie jestem ;D

                  Dziecko, skoncz juz, wstydu SOBIE oszczedz :D :D :D
                  Jestes chociaz w stanie wyobrazic sobie, jak bardzo obojetna mi jest Twoja wiara lub niewiara? :)

    • ina_nova Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 09:40
      odpowiedź a)
    • blueboy22 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 15:55
      A mnie kompletnie nie interesuje ani religia, światopolgląd, ani moralność obcykanej.
      Skupiłem się wyłacznie na jej roszczeniwym i egocentrycznym podejściu do zycia i chęci czucia się jak księzniczka.

      Po pierwsze, to uważam, że bycie ze sobą polega na byciu partnerami.
      Czyli - tyle otrzymuję od związku, ile sama do niego daję.
      Ile ja razy sprawię przyjemność/radość/pomoc partnerowi, na tyle samo moge licyć (oczywiście mniej więcej i nie w sensie dosłownym).
      Ciekaw jestem, czy Ty obcykana tak samo dbasz o chłopaka?
      Nie sądzę :(
      Najlepszy dowód, że nie wiesz, czy naprawde był chory, czy mu się nie chciało.
      :(
      Zreszą z Twoich wpisów jak i spomiędzy wierszy wynika, że np. chcesz, żeby Ci stawiano w knajpie, w kinie itd....
      Przepraszam bardzo - to tak anachroniczne i egoistyczne podejście, że aż mi się nie chce kolejny raz poruszac tego tematu - wsktórcie tylko napisze, że owszem, stawiam na samym początku znajomości jak JA ZAPRASZAM na spotkanie. Potem, jeżeli druga strona chce sie spotykać, to powinna wykazać podpobne zaangażowanie, emocjonalne, uczuciowe ale i finansowe również.
      Inaczej "stawianie" staje się "opłatą" za czyjąś obecność, za ttowarzystwo, może i za seks. Czyli konkuludując - PŁACI SIE za to, jak damie do towarzystwa czy prostytutce.
      Pomijam już fakt, że chłopak obcykanej jest studentem.

      Dla mnie związek to także szczerość. Szczerość i chęć zrozumienia drugiej osoby jak również empatii.
      Po to się z kimś na poczatku "chodzi", żeby się poznać. Czyjeś potrzeby, czyjeś podejście do ludzi, świata, związku itd. W poprawnym związku po pewnym czasie wszystko powinno być jasne i łatwe do przewidzenia, jeśli chodzi o zachowanie drugiej strony.
      To poznawanie sie, docieranie to nieustająca wymiana próśb i żądań z jednej strony ale i kompromisów i przyjmnowania racji drugiej strony.
      Obcykana, czy zamiast wypisów na forach rozmawiałaś SZCZERZE na ten temat ze swoim chłopakiem?
      Czego od siebie oczekujecie, jakie Wy macie względem siebie oczekiwania?


      Obcykana sama przyznaje, że na zasadzie \projekcji przenosi oczekiwania z poprzedniego związku.
      I tu jest najważniejszy i największy BŁĄD.
      Związków nie da sie kopiować, powielać, bo związek tworzą DWIE osoby. A w każdym związku ta druga osoba jest INNA.
      Obcykana, moja droga, ZAPOMNIJ o takim mysleniu!

      Tylko dobrze na tym wyjdziesz! ::) :) :)

      Druga sprawa - powiem Ci jako facet, że czy to na poczatku związku, w jego środku czy po wielu latach seks jest czynnikiem bardzo cementujacym relacje :P Pomyśl o tym :)
      (powtarzam, nie chcę poruszać kwestii religii i postanowień, ja tylko coś sugeruje :P)

      :) :) :)

      Trzecia ważna sprawa. Bład, który popełnia obecnie coraz więcej ludzi (sądząc po ilości rozwodów lub fatalnych stosunków w rodzinie, gdzie rozwodu nie ma, bo kredyt miejszaniowy cementuje bycie "razem" bardziej niż dzieci).
      Chodzi o kretyński i z góry fałszywy jak i NIEUCZCIWY podział w związku na początkowy, w trakcie, ślub, po ślubie.
      Sorry. Podejście do siebie obu stron związku powinno być cały czas takie same. Trzeba budować ten związek co dzień, co godzinę i nieważne, że sie go buduje już rok, 5 czy 15.
      Pocenie sie rąk na myśl o niej/o nim, "motyle w brzuchu" mijaja po jakimś czasie.
      I co zostaje w takim związku, gdzie relacje zbudowano na tzw chemii, czyli miłości?
      Co zostanie w związku, gdy oboje zaspokoją swój genetycznie wpisaną w struktury DNA potrzebę prokreakcji?
      Co zostanie?
      Pustka?
      Przyzwyczajenie?
      Planowanie wakacji i budżetu rodzinnego?
      Nuda?
      Kredyty do spłacenia?

      . ?

      Nie, tak się związku nie buduje.

      Związek to nieustanna chęć "dopieszczania" swojego partnera na wszystkich płaszczyznach.
      Czyl to, czego chciałaby obcykana.

      Ale do tego trzeba
      a) poznać
      b) zrozumieć
      c) szanować
      d) doceniać partnera.

      Wtedy ma się 90 proc. szansy, że dostanie sie od partnera to samo.

      I każdy dzień z taka osoba.

      Ale powtarzam - związek sie buduje codziennie.

      A nie tak, że wszystko jest ok do ślubu, a potem ona chodzi po domu w szlafroku, a on przed telewizorem siedzi w dresie i drapiąc się po jajcach puszcza bąki.

      Roszczeniowy wpis obcykanej to najlepszy przykład jak NIE budować związków.

      Zamiast się denerwować, powinnaś z tego dworca z bolącą noga i ciężka waliza pojechać do niego, spytać wcześniej czy czegoś mu nie trzeba (soku, lekarstwa, jedzenia), potem sprawdzić osobiście co z nim jest (może faktycznie źle się czuł), i POROZMAWIAĆ szczerze na ten temat.
      Tymczasem co zrobiła obcykana?
      a) wkurzyła się
      b) obraziła się na chlopaka
      c0 Popłakała się przez niego
      d) popełniła sążnisty anonimowy wpis na publicznym forum
      d) przestała odbierać od niego telefony i nie odpowiadała na SMS.

      No zajebiście dojrzałem wielce budujące i bardzo mądre :( :( :(

      Wybacz obcykana, nie oceniam Cię, zapewno masz całe mnóstwo zalet i jesteś fajna kumpelą i tak dalej, ale już jako młody chłopak unikałem takich jak Ty; bluszczów, roszczeniowych, egoistycznych, niekomunikatywnych kobiet, mających tylko wymagania. Nie byłem zainteresowany czymś więcej niz kumpelstwo.

      A mimo tego przez lata garnęło się do mnie mnóstwo kobiet, które relacje budują na zasadzie równości, partnerstwa, przyjaźni i obopólnego szacunku. Nawet jak miałem 40-stke, czasami dosłownie podrywały mnie dwudziestoparolatki, niegłupie (w tym zawodzie mało jest głupców) mimo iż wiedziały, że nie mają szans.

      Bo sie spóźniły. O jakieś 30 lat. A od 25 nie mają już najmniejszych szans, bo takiej jednej coś kiedyś ślubowałem.
      I od 30 lat mam wspaniały związek, który się zaczał jak większość związków - od chemii, ale budowany był od początku do dziś mozolnie, z obopólnym staraniem itd.

      Efekt? Nigdy sie nie pokłócilismy. Przysięgam, nigdy, chyba że w żartach :)
      Nie mamy do siebie od lat o nic pretensji, bo sobie od razu WSZYSTKO wyjaśniamy, jak coś jest nie teges. Od tego mamy rozum i języki, żeby sie DOGADAĆ.
      (przepraszam skłamałem - moja żona uważa że za dużo palę i ma pretensje o to :P)
      Nie płaczemy przez siebie - przeciwnie, wciąż stać na wzajemny uśmiech, buziak po przyjściu do domu z pracy.

      Nie, nie jesteśmy idealni.
      Tylko my po prostu się DOGADUJEMY a nie mamy pretensje do siebie, żale, nie zaogniamy konfliktu nie odpisywaniem na SMS czy ie odbieraniem telefonu....

      ROZMOWA, droga obcykana.
      Szczera rozmowa i szacunek do partnera.

      TRAKTUJ GO TAK, JAK SAMA BYS CHCIAŁA BYĆ TRAKTOWANA.

      Spróbuj, opłaci sie :)

      :)))))))

      Pozdrawiam!
      • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:03
        Dzięki za merytoryczne odniesienie się do tematu wątku, to raz.
        Za konstruktywne porady,to dwa.

        A trzy - przemyślę to, co napisałeś.
        Może rzeczywiście wyciągnęłam zbyt pochopne wnioski z tej sytuacji, w zasadzie nie dając mu szansy na wyjaśnienie.

        Dzięki :)
        • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:07
          Tu nie ma nad czym myśleć. Trzeba to natychmiast zastosować.
        • blueboy22 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:18
          Obcykana.
          Cieszę się, że nie odebrałaś tego jak atak na Ciebie.
          Bo ja nie zatakowałem Ciebie, tylko Twoje podejście do chłopaka. Twoje (niektóre) nawyki i przyzwyczajenia.
          :)
          ad 1 - starałem się, bo chodziło mi o związek
          ad 2 - to na razie słowa - klucze, awarte...
          ...ad 3 - właśnie tego - przemyślenia :)

          Tak naprawdę najlepiej podsumowuje to, co napisałem powyżej jedno zdanie -

          traktuj partnera tak, jak sama byś chciała być traktowana :)

          Pozdrawiam! :)))))
        • moje_najnowsze_konto Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:30
          Jesteś dzieckiem szczęścia, Obcykana. Oprócz wyrodnych ciotek znalazłaś dwóch wujków, którzy w Ciebie wierzą i dobrze Ci życzą.
      • six_a Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:08
        >Zamiast się denerwować, powinnaś z tego dworca z bolącą noga i ciężka waliza pojechać do niego, spytać wcześniej czy czegoś mu nie trzeba (soku, lekarstwa, jedzenia), potem sprawdzić osobiście co z nim jest (może faktycznie źle się czuł), i POROZMAWIAĆ szczerze na ten temat.

        o, i to by było przedstawienie godne obejrzenia, szczególnie gdyby się okazało, że facet ściemnia, aż się kurzy.
        • obcy.kana Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:15
          Cóż, wtedy bym przynajmniej miała jasność :c
        • blueboy22 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 16:22
          Załóżmy trzy scenariusze:
          1. Obcykana wchodzi, a tam jej chłopak z jakąś inna dziewoją w łóżku :P
          2. Obcykana wchodzi, a chłopak z piwkiem w ręku (i dwoma puszkami juz pustymi0 ciupie w Play Station albo ogląda pornole
          3. Obcykana wchodzi, a on naprawdę chory, głodny, w lodówce pusto, a tu TAKA niespodzianka1

          :P

          Oj we wszystkich trzech scenariouszach by się działo I AKCJA BY BYŁA WARTKA :p :)
          :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D :D D:

          PS: A obcykana by nie musiała zakładać tego wątku :P
      • sl-14 Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 19:23
        > Zamiast się denerwować, powinnaś z tego dworca z bolącą noga i ciężka waliza
        > pojechać do niego

        Popieram, jest spore prawdopodobieństwo, że wtedy sytuacja mogłaby się totalnie wyjaśnić w osobie jakiejś miłej pani, chłopak miałby spokój, a autorka wątku mogłaby zacząć szukać faceta w jakimś kółku kościelnym (chociaż nie wiem, czy taki facet chciałby kobietę upadłą).:)
      • best.yjka Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 17:45
        > Dla mnie związek to także szczerość. Szczerość i chęć zrozumienia drugiej osoby
        > jak również empatii.

        I za to masz ode mnie dużego plusa.

    • ingeborg Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 18:57
      Pominęłam 4 strony gó...burzy, bo pewnie odbiła od głównego tematu sporo. Dużo w życiu widziałam, byłam po obu stronach barykady i powiem ci, że:

      Żeby było w związku dobrze to musi być równowaga. Jeśli się jest księżniczką to trzeba mieć paradoksalnie dużo do zaoferowania, typu combo "szałowo piękna + bogata z domu". Jeśli jesteś po prostu fajna, ale to tego jeszcze księżniczka i nie ma z tobą seksu, to dla faceta nie-katolika to słaby deal. Może dawać radę jak endorfiny i zakochanie się rzucają na mózg, ale po takim czasie o jakim piszesz to już rzeczywistość ma prawo skrzeczeć.

      Po drugie, środowiska konserwatywne mają tendencję do lansowania modelu w którym ona jest księżniczką a on jest Prawdziwym Facetem. Tyle że wiesz, księżniczki, takie prawdziwe mają bardzo ograniczoną wolność. Taka Kejt na przykład ma rodzić dzieci, machać rączkę i się nie roztyć. Możesz mieć deal ze swoim chłopem na taki związek, ale zadaj sobie pytanie czy jesteś w stanie udźwignąć również wady bycia księżniczką.

      Po trzecie bezseksie do ślubu to coś co istnieje ale tylko wtedy kiedy obie strony są hardkorowymi katolikami albo jedna z nich ma do zaoferowania na tyle dużo, że tej drugiej rekompensuje się czekanie. Znam pana, który jest po trzydziestce i, przynajmniej deklaratywnie, wciąż czeka. Jest super wykształcony, obyty, ma świetną pracę i jest przystojny, więc babki na to idą, ale spływają jak dochodzi do nich, że pan ma defekt charakterologiczny.

      Po trzecie nie wiem jakim twój Bóg jest sadystą, żeby dawać ludziom chcicę w komplecie z banem na jej zaspokajanie. Na moje, a jest to wniosek poprzedzony bardzo intensywną własną obserwacją uczestniczącą, temat seksu a zwłaszcza "czystości" to jest taki erzac, którym łatwiej się zajmować niż tym jak nie być dupkiem. Bo generalnie w chrześcijaństwie chodzi o to, żeby nie być dupkiem a nie żeby nie jeść parówek w piątek i trzymać wianek do ślubu.
      • straszny.upal Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 05.11.14, 19:00
        > Bo generalnie w chrześcijaństwie chodzi o to, żeby nie być dupkiem a nie żeby nie jeść parówek w piątek i > trzymać wianek do ślubu.

        Ja bym dodala, ze takie zasady, zeby nie byc dupkiem, to sa uniwersalne - nie czynic krzywdy innym, ani sobie. Wszystko reszta to jest obudowa wymyslona po to, zeby ludzi zastraszyc i ciagnac z nich kase :)
    • obcy.kana Dopsz 05.11.14, 20:09
      widzę, że rozwinęła się naprawdę spora dyskusja. Na początku nawet mnie to nie dziwiło, ale z racji tego, że wątek urósł do takich rozmiarów, odczuwam potrzebę uporządkowania paru rzeczy.

      Jeśli chodzi o nieszczęsny wątek poboczny, który tak zafrapował większość forowiczów, to odniosę się ostatni raz, a jeśli to nie pomoże Wam (przy założeniu oczywiście Waszych szczerych chęci) w zrozumieniu mojej postawy, to nie pozostanie mi nic innego niż olać temat i przytaknąć dla świętego spokoju.

      Pominę tu już moją historię poprzedniego związku, która zakończyła się dość dramatycznie i skupię się na tym, co dzieje się teraz. Mniej więcej od połowy stycznia zaczęłam regularnie chodzić do kościoła. Wyspowiadałam się za 6 ostatnich lat i od tamtej pory staram się żyć zgodnie z nauką Kościoła. W czerwcu poznałam mojego obecnego chłopaka, który pochodzi z dość wierzącej rodziny, ale sam nie do końca regularnie uczestniczył w życiu Kościoła, samego siebie określając jako agnostyka. Zaczęło się od przyjaźni, potem rzeczywiście coś do siebie poczuliśmy. Dużo rozmawialiśmy, on zadeklarował, że moje poglądy nie są dla niego przeszkoda, że sam wcześniej rozwazal powrót do Kościola, ale jakoś nie mial wystarczającego motywu, więc jak ja się pojawiłam, to z chęcią zaczął chodzić ze mną (ja go do niczego nie zmuszałam, wiem z doświadczenia, że to działa wręcz odpychająco, sam zaproponował wspólne chodzenie na msze). No i NIESTETY, przyszły wakacje i parę razy zdarzyło się, że u mnie zanocował i owszem, niestety wtedy doszło do seksu. Było fajnie, bo seks z kimś, kto nas pociąga i kogo darzymy uczuciem prawie zawsze jest fajny, ale ja czułam się z tym źle i było mi przykro, że nie wytrwałam w postanowieniu. On wtedy zaproponował,że też się wyspowiada, że pójdziemy do spowiedzi razem i że wtedy on będzie miał więcej siły, żeby zachować wstrzemięźliwość. Od tej pory idzie nam dobrze, żadna tego typu sytuacja nie miała miejsca. Ja nie wiem, gdzie Wy w tym widzicie hipokryzję? Ja zdaję sobie sprawę z popełnionych w młodości błędów i wiem, że pewne rzeczy są nieodwracalne. Ale to nie oznacza, że nie jestem na straconej pozycji i nie mogę pracować na sobą? Co Was tak oburza? Nie nazywam się dziewicą, bo nią nie jestem i niestety nie zmienię już tego. Jedyne co mogę zmienić, to uratować to, co mi zostało - czyli szacunek do własnego ciała i unikanie kontaktów seksualnych (nawet z narzeczonym!) do ślubu. Może dla Was jest to bezwartościowe, ale dla mnie ma dużą wartość (i wiem też, że na pewno nie jest bez znaczenia w oczach Boga, w którego wiarę wyznaję). Ktoś tu napisał, że nie ma żadnej różnicy, czybym to zrobiła 3, czy 33 (czy czy czydzieści czy xD) razy. A dla mnie ma. I nie, nie traktuję spowiedzi jako przepsutki do dalszego grzeszenia. Staram się nad sobą pracować, a spowiedź jest kredytem zaufania, nową szansą. Której owoce widzę w swoim życiu. Czy tak trudno to zrozumieć? Co w tym z obłudy? Wiele z Waszych zarzutów odnosi się wprost do nauki Kościoła, rozumiem to, bo poniekąd sama kiedyś wielu rzeczy nie mogłam zrozumieć (i nadal wielu rzeczy się uczę). Macie prawo się z nią nie zgadzać, odrzucać ją. Ale nie macie prawa wyżywać się na mnie, tylko dlatego, że próbuję żyć według tych zasad. Nie mam zamiaru więcej wypowiadać się na ten temat, bo i tak już dużo napisałam, a jesli to, co tutaj zawarłam nie wzbudzi w Was choć odrobiny zrozumienia czy tolerancji dla czyjejś odmienności, to trudno.

      Wolałabym z powrotem skupić się na sednie wątku, gdyż to jest mój obecny problem, z którym się borykam. I wiecie co? Macie rację. Jeśli podejrzenia niektórych z Was okażą się sluszne (w co wątpię...no ALE) co do nieuczciwości mojego chłopaka bądź też tego, że może sam nie wiedział, na co się porywa i obecny brak seksu, pomimo deklaracji, że jest super, mu przeszkadza, to wyjdę na straszną idiotkę i podwójnie będę żałować tego, że pozwoliłam na takie zbliżenie między nami. Ale to już moja sprawa, mój zawód, moja naiwność. Natomiast nie widzę w tym nic śmiesznego, nic, co zaslugiwałoby na kpiny.



      Nie wiem, co będzie, ale jest niewesoło. Facet w międzyczasie, po tym jak odwołałam wspólny weekend, ustawił się z kumplami i proponuje mi spotkanie w przyszłym tygodniu. Tylko że dla mnie wtedy może być trochę za późno na cokolwiek.
      • majaa Re: Dopsz 05.11.14, 21:29
        Wiesz, Obcy.kana, jeśli chodzi o Twoje wyjaśnienia, to chyba naprawdę nie warto. Przekonanym specjalnie się nie przydadzą, a nieprzekonanych i tak nie przekonasz, bo oni wiedzą swoje. I choćbyś wyjęła serce i położyła na dłoni, to i tak wykpią i wyśmieją. A może raczej szczególnie wtedy. Po prostu się nimi nie przejmuj, choć takie reakcje mogą być przykre, nie przeczę.

        Współczuję problemów z chłopakiem. Ale dąsy i fochy to nie jest najlepsze rozwiązanie. Ja bym postawiła na szczerą, spokojną rozmowę o Waszych oczekiwaniach. O ile w ogóle zależy Wam na kontynuacji tego związku.
        • obcy.kana Re: Dopsz 05.11.14, 21:39
          Pewnie masz rację. Ale jakoś tak chciałam to napisać jeszcze raz, dla siebie samej, by tym razem mieć pewność, że jasno się wyraziłam. Teraz - w razie kolejnych ataków - będę miała przynajmniej dowód na to, iż to sztuka dla sztuki, a nie reakcja adekwatna do treści.

          Co do chłopaka - ja już się nie dąsam i naprawdę chciałabym z nim porozmawiać, ale mam wrażenie, że oboje zapędziliśmy się w tym konflikcie strasznie daleko. Ja bym chciała wyjaśnić to jak najszybciej, a z kolei teraz on ma fazę na milczenie. Pewnie wszystko się wyjaśni i ułoży, ale ja jak to baba - siedzę i przeżywam - i mam wrażenie, że zanim do tej całej oczyszczającej rozmowy dojdzie, to z żalu pęknie mi serce :(
          • majaa Re: Dopsz 05.11.14, 22:25
            Wybacz obcesowość, ale zachowujecie się, jak rozkapryszone dzieci. Raz jedno się naburmusza, raz drugie... no nie dziwne, że nie idzie się dogadać. Ale ok, nie będę Ci tu prawić kazań... Jak mu faza przejdzie (coś wspominałaś o przyszłym tygodniu), to trzeba ruszyć temat. A teraz nie siedź i nie wyj do księżyca, bo chyba sama rozumiesz, że to bez sensu, no nic tym nie zmienisz, a tylko się dołujesz. Jak obojgu Wam zależy, to się dogadacie, a jak nie - to do miłości nikogo nie zmusisz. No banały Ci tu zapodaję, wiem, ale czasem tak jest, że jak ktoś z boku powie, to jakby jakoś lepiej działało ;)
            • stokrotka_a Re: Dopsz 06.11.14, 12:23
              majaa napisała:

              > Wybacz obcesowość, ale zachowujecie się, jak rozkapryszone dzieci. Raz jedno si
              > ę naburmusza, raz drugie... no nie dziwne, że nie idzie się dogadać.

              Maju, podpisuję się pod twoim podsumowaniem rękami i nogami! :-)
              • obcy.kana Re: Dopsz 06.11.14, 17:30
                No coś w tym jest, nie powiem ;] Też się zgadzam. Dlatego wrzuciłam dziś na luz i postanowiłam na nic nie naciskać. Jesteśmy umówieni za kilka dni na rozmowę, zobaczymy, co przyniesie ;)
                • majaa Re: Dopsz 06.11.14, 17:45
                  No i tak trzymać. Pozytywnie, i do przodu :)
              • majaa Re: Dopsz 06.11.14, 17:48
                Niebywałe! To chyba pierwszy raz w historii tego forum :))
          • facettt alesz Zlotko... 06.11.14, 01:59
            nie ma mowy o zadnych atakach na ciebie.
            - tylko konfabulujesz do zwymiotowania.
      • stephanie.plum Re: Dopsz 06.11.14, 21:44
        kurczę, użytkowniczko, czy to Ty, ta, o której myślę? która pisała tu wcześniej pod innym pseudonimem?
        bo sporo faktów się zgadza.

        co do oskarżeń o hipokryzję i głosów, że skoro już kiedyś uprawiałaś seks, to dalej też MUSISZ, regularnie, na każdej randce, i nie możesz zdecydować się na czasową wstrzemięźliwość bo, o zgrozo, narazisz się na śmieszność - bez komentarza, bo szkoda czasu.

        co zaś do samej wstrzemięźliwości, postanowienia, wytrwałości oraz chwil, gdy temperament zwyciężył - temat przerabiałam podczas trwającego lat siedem narzeczeństwa.

        tylko jedna rzecz może sprawę ułatwić - przekonanie, że chce się małżeństwa z tym człowiekiem. oraz ustalona data ślubu. wtedy przynajmniej wiadomo, ile czekania ma się przed sobą i... jest nawet fajnie.
        u nas decyzja o ""wstrzemięźliwości" była MOJA, ON początkowo nie przyjął jej najlepiej, ale zżył się ze mną i oswoił z tą kwestią. a że to dobry i niegłupi człowiek, żadnych prymitywnych tekstów typu, że jak nie dam duppy, to mu się nie opłaca, nie słyszałam.
        aaale napięcie rosło, jak w kamasutrze (jest tam rozdział o poście od seksu)!

        jeśli trzynaście lat baaardzo udanego pożycia może być jakimś wskaźnikiem, polecam wstrzemięźliwość - choćby i nawet z chwilami zapomnienia - przed ślubem.
        • stokrotka_a Re: Dopsz 07.11.14, 10:06
          stephanie.plum napisała:

          > co do oskarżeń o hipokryzję i głosów, że skoro już kiedyś uprawiałaś seks, to d
          > alej też MUSISZ, regularnie, na każdej randce, i nie możesz zdecydować się na c
          > zasową wstrzemięźliwość bo, o zgrozo, narazisz się na śmieszność - bez komentar
          > za, bo szkoda czasu.

          Stefanio, lekko przegięłaś z twierdzeniem, że są tu głosy, że skoro już kiedyś uprawiała seks, to dalej MUSI. Ja takich głosów tu nie znalazłam i wcale nie twierdzę, że ona "dalej MUSI". Przecież to nie o to chodzi. A chodzi mi o to, że skoro już naruszyła zasadę czystości w obecnym związku, to nie jest możliwe dochowanie tej czystości do ślubu i danie jakiegoś wyimaginowanego daru mężowi po legalnym (czyt. kościelnym) ślubie. Próba odzyskania czystości poprzez cyrk spowiedzi z ponownym popadaniem w "grzech" to hipokryzja.

          > aaale napięcie rosło, jak w kamasutrze (jest tam rozdział o poście od seksu)!

          Napięcie można budować w rózny sposób. Powstrzymywanie się od seksu przez lata nie jest jedyną metodą. ;-)

          > jeśli trzynaście lat baaardzo udanego pożycia może być jakimś wskaźnikiem, pole
          > cam wstrzemięźliwość - choćby i nawet z chwilami zapomnienia - przed ślubem.

          Stefanio, masz udane pożycie, bo trafiłaś na właściwego dla siebie człowieka. Sądzę, że wstrzemięźliwość nie ma z tym nic wspólnego. Jest wysoce prawdopodobne, że i bez twojej przerywanej wstrzemięźliwości mielibyście satysfakcjonujące pożycie z tą różnicą, że nie trwałoby 13 a np. 19 lat. :-)
        • kino.mockba Re: Dopsz 07.11.14, 13:44
          > co do oskarżeń o hipokryzję i głosów, że skoro już kiedyś uprawiałaś seks, to d
          > alej też MUSISZ, regularnie, na każdej randce, i nie możesz zdecydować się na c
          > zasową wstrzemięźliwość bo, o zgrozo, narazisz się na śmieszność - bez komentar
          > za, bo szkoda czasu.

          Stefka, fajna jesteś babka, ale nie naciągaj ok?
          • stephanie.plum Re: Dopsz 07.11.14, 14:50
            ok!
            :~)
          • sl-14 Re: Dopsz 07.11.14, 17:12
            To jest zadziwiające, bo chociaż światopoglądowo jestem na drugim biegunie niż Stephanie i chyba nigdy się z nią nie zgodziłam, to uważam, że głupia nie jest. A w tym wątku pierdzieli, aż miło (z resztą kiedyś był wątek o homoseksualizmie, w którym też się tak zaplątała w braku logiki). No ale chyba tylko tak można mieć jakieś tam poczucie racji.:)
    • lew_ Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 13:06
      Maz stefi sie tarmosil z innymi,podczas gdy stefi nie chciala dac :)
    • best.yjka Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 07.11.14, 19:07
      > Drogie Forum, już nie raz mogłam liczyć na Wasze trzeźwe spojrzenie i konstruktywne porady.

      WTF?
      • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 09.11.14, 13:53
        Inaczej nikt by nie czytał dalej. Takie małe łechtanko na dobry początek.
        • kino.mockba Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 09.11.14, 19:34
          No nie rozczarowujcie mnie, już niewiele zostało do 500!
          • mendigo Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 09.11.14, 19:38
            Zajmij mnie czymś, a natrzaskam ci tu do 700.
    • iuscogens Re: Mój chłopak mi nie nadskakuje 08.11.14, 20:52
      Przejrzałam cały watek i choć widzę, że dla większości najbardziej fascynujące okazało się twoje życie seksualne to jednak skupię się na meritum.
      Przede wszystkim nie daj sobie wmówić, że to czego byś chciała to nadskakiwanie i efekt wymagań księżniczki - normalną reakcją zakochanego faceta jest chętnie przyjedzie na dworzec bo się za Tobą stęsknił, chce Cię zobaczyć i chce Ci pomóc. Tym bardziej, że minęło tylko pół roku i on powinien biec jak na skrzydłach na ten dworzec a nie jęczeć, że chce spać. Młody facet, który nie wstanie na 9.30 bo zmęczony - no ludzie, przecież to jaja są. I naprawdę nie trzeba nieuposledzonemu facetowi tłumaczyć, że walizka może być ciężka.
      Więc na mój gust dobrze to nie rokuje i nie daj sobie wmówić, że to z Tobą jest coś dziwnego. Ja wiem, że są kobiety, które są tak szczęśliwe tym, że mają jakiegokolwiek faceta, że nie śmią nic od niego wymagać, ale to naprawdę nie jest sensowna strategia.
      Po drugie nie daj sobie wmówić że dziwne jest twoje podejście w poprzednim związku. Nikt nie mówi, że trzeba brać ślub wcześnie, ale jeśli się podchodzi przyszłościowo do związku to normalne jest, że oczekuje się, że druga strona też ma takie podejście. Też byłoby mi żal tracić czas na faceta, który nie ma zamiaru brać w przyszłości ślubu. Sama zaręczyłam się w wieku 24 lat, ślub wzięłam 2 lata później - ale w sumie praktycznie od początku związku wiedziałam, że to sprawa przyszłościowa.
      Tak więc podejście masz sensowne, tylko kandydaci średni.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka