Gość: ka_ja
IP: 157.25.164.*
03.06.02, 10:55
mam pytanie. Rozstałam sie jakiś czas temu (a moze raczej nie rozstalam tylko
oslabilismy nasze kontakty) z moim partnerem. Takim na cale zycie. Wspolne
plany projekty itd. Mielismy drobny kryzys i postanowilismy troche od siebie
odpoczac - ja wyjechalam zeby mu dac przestrzen tzw zyciowa, zeby sobie
poukladac to wszystko od nowa i zobaczyc czy faktycznie jestesmy sobie
przeznaczeni. To ja tego potrzebowalam, nie on... On mnie caly czas kochal,
pilnowal, dzwonil... interesowal sie mna. I nagle przestal... Teraz widujemy
sie raz w tygodniu (ja pracuje w innym miejscu z perspektywa rychlego
przeniesienia do miasta w ktorym mieszka moj partner) ale jego uczucie do mnie
wyraznie oslablo. Nadal twierdzi ze mnie kocha, ale juz nie jest pewny czy
jestem ta jedyna na cale zycie... Pojawila sie na horyzoncie inna kobieta -
miedzy nimi podobno nic nie ma ale...
Widzielismy sie teraz w weekend i uczucie na nowo ozylo. Szalone cztery dni
pelne radosci slonca i usmiechow... skonczylo sie, jak to zazwyczaj w takich
sytuacjach bywa na dlugiej nocy pelnej pieszczot... i rano... wszystko
zniknelo. Obudzialam sie obok faceta ktory mnie nie chcial przytulic, ale nie
chcial tez odejsc... Mam metlik w glowie. Jestem pewna swoich uczuc, chcialbym
abysmy znow mieli wspolne plany, chcialabym widziec caly czas w jego oczach ten
blysk zachwytu, uwielbienia... a jednak... nie chce sie narzucac. Caly czas
czuje sie jak w butach startowych czekajac na jeden jego gest, na jedno slowo,
gotowa rzucic wszystko... Jak odzyskac mezczyzne, najwazniejszego na calym
swiecie, ktory ani nie jest ze mna, ani nie chce odejsc? Pomozecie? Prosze...