Dodaj do ulubionych

fascynacje netowe......

IP: *.slupsk.cvx.ppp.tpnet.pl 15.07.02, 22:00
Zastanawiam sie czy warto przełamywac pewne bariery - tak właśnie bariery!-
które stwarza net
chodzi mi oczywiście o tak modne i porywające flirtowania, szepty,
westchnienia na czacie...
nie wiem , czy z taka samą niecierpliwością bedę czekal na godz. 23
i z utęsknieniem wypatrywał znajomego nicka...., a zestawienie :) równie
często pojawiac sie bedzie na ekranie....
w końcu, nie w każdym przypadku mozna zdac sie na własną wyobraźnię...
Obserwuj wątek
    • Gość: Pom Re: fascynacje netowe...... IP: *.koszalin.cvx.ppp.tpnet.pl 15.07.02, 22:32
      Nasłuchałam się, naczytałam tyle o internetowych fascynacjach...
      Nie wiem, może zbyt mocno jestem przywiązana do rzeczywistego człowieka,
      takiego z krwi i kości? I dlatego nie potrafi mnie nikt zafascynować w ten
      sposób? Bezlitosna świadomość złudy i iluzji skutecznie odpychają mnie od
      wieczornych westchnień do paska literek...
      • Gość: czeko Re: fascynacje netowe......ja się rozczarowałam! IP: *.chello.pl 15.07.02, 23:26
        Zrealizowałam dwie takie fascynacje na real. To nie były znajomości. To mozna
        spokojnie nazwać fascynacjami, bo było czekanie, rozmowy, wysyłanie esemesów z
        netu, nawet sytuacje skrajne, dochodziło bowiem do tego, że potrafiłam wpasc w
        panikę, jeżeli codziennie o umówionej porze nie siedziałam stukając w klawisze.
        To było uzależniające i wciągające i za każdym razem wydawało się, że osoba po
        drugiej stronie jest TAKA wspaniała. Była wymiana zdjęc i było ok....

        ....az do czasu konfrontacji. Wtedy było "co ja tutaj robię?" i gdyby nie foto
        miałabym poważne wątpliwości, czy to ten człowiek. Na real to jest takie
        jakieś....inne. Pozbywasz się błysku ekranu, wychodzisz zza niego, a osoba,
        która spotykasz jest jakimś nędznym odbiciem cudownej netowej persony. Okazuje
        się, że żałujesz tych wszystkich wieczorów, które spokojnie mogłes spędzić nad
        książką czy ze znajomymi.

        Badania wykazały, że net przekazuje nie więcej niż 20% rzeczywistości. Zgadzam
        się z tym. Moje znajomości w necie trwały ok pół roku. Po spotkaniach bardzo
        szybko je ucięłam.

        Na pewno zaraz odezwie się moja opozycja, jakies dziesięc tysięcy osób, które
        poznały wymarzonego partnera/partnerkę właśnie w ten sposób, przez netowy
        przypadek. Miały szczęście albo ja miałam pecha.

        Jednak teraz wiem że angaż w takie znajomości to strarta czasu. Nawet jak
        znajomości to na zasadzie "take it easy" niż na intensywnej, szalonej grze
        uczuć.

        Pamiętaj- osoba za ekranem może być zupełnie inna niż ją sobie wyobrażasz.
        Lepiej przyhamowac, bo póżniej szok bywa bolesny,

        pzdr.
        czeko
        • Gość: qocur o wyobraźni do czeko i nie tylko IP: 195.94.218.* 16.07.02, 10:05
          Czeko, pierwsze spotkanie to nie była "realizacja". To tylko część procesu
          poznawania drugiej osoby, i to na poziomie dość podstawowym.

          Twoje doświadczenia widzę jako jedną z odmian odwiecznego problemu - skłonności
          do fascynowania się produktami własnej wyobraźni. Bo to wszystko odbywa się w
          wyobraźni. Ból i rozczarowanie pojawiają się w momencie konfrontacji własnych
          wyobrażeń z rzeczywistością. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy nowych znajomości
          bardzo potrzebujemy.
          Jaka na to rada? Podobnie jak przy znajomościach zawieranych w jakikolwiek inny
          sposób - nie należy sobie wyobrażać zbyt wiele. I nie czekać miesiącami na
          pierwsze realne spotkanie. Trzeba po prostu spowodować, żeby wyobraźnia miała
          jak najwięcej realnych punktów oparcia, wtedy łatwiej będzie nad nią zapanować.

          Teza, że internet jest be, bo skutki mogą być przykre, jest jak pomysł, że nie
          należy w ogóle jeździć samochodem. Bo można się rozbić i stracić zdrowie, a
          nawet życie. Tylko że cała sztuka polega na tym, aby nauczyć się używać gazu i
          hamulców we właściwych proporcjach. I trzymać ręce na kierownicy. Wtedy jazda
          będzie nie tylko bezpieczna, ale także przyjemna. Czego i Wam życzę :-)
          • Gość: Pom Re: o wyobraźni do czeko i nie tylko IP: 2.4.STABLE* 16.07.02, 11:58
            Słusznie i naukowo prawisz Kocurze. Zasadniczo popieram.:)
          • Gość: Am Re: o wyobraźni do czeko i nie tylko IP: *.adsl.highway.telekom.at 16.07.02, 12:09
            Gość portalu: qocur napisał(a):

            > Czeko, pierwsze spotkanie to nie była "realizacja". To tylko część procesu
            > poznawania drugiej osoby, i to na poziomie dość podstawowym.
            >
            > Twoje doświadczenia widzę jako jedną z odmian odwiecznego problemu -
            skłonności
            >
            > do fascynowania się produktami własnej wyobraźni. Bo to wszystko odbywa się
            w
            > wyobraźni. Ból i rozczarowanie pojawiają się w momencie konfrontacji
            własnych
            > wyobrażeń z rzeczywistością. Zwłaszcza w sytuacji, kiedy nowych znajomości
            > bardzo potrzebujemy.
            > Jaka na to rada? Podobnie jak przy znajomościach zawieranych w jakikolwiek
            inny
            >
            > sposób - nie należy sobie wyobrażać zbyt wiele. I nie czekać miesiącami na
            > pierwsze realne spotkanie. Trzeba po prostu spowodować, żeby wyobraźnia
            miała
            > jak najwięcej realnych punktów oparcia, wtedy łatwiej będzie nad nią
            zapanować.

            zgadzam sie. sama poznalam kilka osob przez net, z ktorymi sie spotkalam. i
            zero rozczarowania. dlaczego? moze dlatego, ze duzo z nimi rozmawialam i oni
            byli ze mna szczerzy, wiec wiedzilam czego moge sie spodziewac, moze dlatego,
            ze nie wyobrazalam sobie niewiadomo czego/kogo. moze dlatego, ze wiem, ze
            ludzie to tylko ludzie. i w roznych odleglosciach czasowych od poznania na
            necie spotykalam sie z nimi, raz po 3 miesiacach, raz po 2, po roku. i te
            znajomosci nadal istnieja!!
            • Gość: czeko Re: o wyobraźni do czeko i nie tylko IP: *.chello.pl 16.07.02, 13:37
              No właśnie.

              Podchodzę do tego zupełnie inaczej. Nie, nigdy nie powiedziałam, że internet
              jest be bo moje dwie "znajomości" okazały się klapą. Nawet jakby tych
              znajomości byłoby z tysiąc net nie byłby be :).

              Ale teraz podchodzę do tego na luzie, poznaję ludzi przez net, ale wolę być
              PRZYJEMNIE ZASKOCZONA niz CHOLERNIE ROZCZAROWANA. Dlatego zbytnio się nie
              angażuję i niczego sobie nie wyobrażam. Pozostawiam rzeczy naturalnemu biegowi
              zdarzeń.

              A wszystkim życze powodzenia !

              pzdr.
              czeko
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka