Dodaj do ulubionych

Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną?

    • Gość: roxana Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.mofnet.gov.pl 09.11.01, 14:15
      Drodzy uczestnicy forum!
      Jak sadzicie czy zona,ktora wlasnie dowiedziala sie o romansie meza -pelna
      goryczy, bolu, zdenerwowania, wscieklosci i co wiecej bedaca w stanie
      psychicznego zalamania -moze przeprowadzic "szczera" rozmowe z jego kochanka?
      czy w ten sposob otrzasnelaby sie z bolu????(skoro sama zada takiej rozmowy).
      czy tez skutek bylby wrecz odwrotny?
      • Gość: Jasio Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 213.98.114.* 09.11.01, 20:32
        Gość portalu: roxana napisał(a):

        > Drodzy uczestnicy forum!
        > Jak sadzicie czy zona,ktora wlasnie dowiedziala sie o romansie meza -pelna
        > goryczy, bolu, zdenerwowania, wscieklosci i co wiecej bedaca w stanie
        > psychicznego zalamania -moze przeprowadzic "szczera" rozmowe z jego kochanka?
        > czy w ten sposob otrzasnelaby sie z bolu????(skoro sama zada takiej rozmowy).
        > czy tez skutek bylby wrecz odwrotny?

        Jak chce i kochanka sie zgodzi to oczywiscie moze! Najpierw musi sie uspokoic i
        przemyslec czy to pomoze.A co ta rozmowa pomoze to inna strona medalu-Jak juz raz
        zdradzil to bedzie zdradzal i tak w kolko-on zdradzi ona rozmawia szczerze z
        kolejna kochanka.I co to da? a moze poczekac az sie wyszumi,lub poslac go do
        diabla?Albo co najlepsze ,tez go zdradzac ,niech posmakuje ciezaru rogow!
        Pozdrawiam
        • Gość: natascha Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.pppool.de 09.11.01, 21:37
          Ale byloby wesolo, jakby zona Romantyka wyznala mu publicznie, ze mu odplacila
          pieknym za nadobne i go zdradzila!!! Ciekawe, czy by i jego stac bylo na taka
          publiczna terapie, akt wybaczenia i zapomnienie. Ciekawe, co? A jakby to
          jeszcze opisywala w odcinkach i z detalami, to co on by zrobil, no co? Drogie,
          zdradzone zony!!! Nie lamentujcie i nie placzcie. Pokazcie mezom jak to jest
          jak sie ma rogi wielkosci drzewa kasztanowego!!!
          • Gość: Jasio Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 213.98.114.* 10.11.01, 01:54
            Gość portalu: natascha napisał(a):

            > Ale byloby wesolo, jakby zona Romantyka wyznala mu publicznie, ze mu odplacila
            > pieknym za nadobne i go zdradzila!!! Ciekawe, czy by i jego stac bylo na taka
            > publiczna terapie, akt wybaczenia i zapomnienie. Ciekawe, co? A jakby to
            > jeszcze opisywala w odcinkach i z detalami, to co on by zrobil, no co? Drogie,
            > zdradzone zony!!! Nie lamentujcie i nie placzcie. Pokazcie mezom jak to jest
            > jak sie ma rogi wielkosci drzewa kasztanowego!!!

            Racja ! to sie nazywa sprawiedliwosc i rownouprawnienie.
            • Gość: mika Re: Do Jasia i Nataschy IP: *.acn.waw.pl 10.11.01, 16:08
              Lubię Was!
              • Gość: Natascha Re: Do Mika IP: *.proxy.aol.com 10.11.01, 19:24
                Dziekuje, ja sie tez lubie i biadolenia nie moge sluchac!!! kazdy ma rowne
                prawa i rowne obowiazki. I jak jeden moze, to i drugi moze a nawet powinien!!!
                I obeszlo by se bez niejednej tragedii, gdby zony byly bardziej samodzielne,
                bardziej wierzyly w siebie a nie myslaly, ze tylko przy mezu i przez meza sa
                KIMS! Powiny sie siebie zapytac: co on ma, czego ja bym nie miala i juz.
                Kosmetyczka, fryzjer, nowy ciuch i czaem kilka kg mniej. I swiat nalezy do
                nich!! Zye jest pekne i tylko jedno!!!! Pozdrowienia!!
                • Gość: Jasio Re: Do Natascha IP: 213.98.114.* 10.11.01, 22:48
                  Gość portalu: Natascha napisał(a):

                  > Dziekuje, ja sie tez lubie i biadolenia nie moge sluchac!!! kazdy ma rowne
                  > prawa i rowne obowiazki. I jak jeden moze, to i drugi moze a nawet powinien!!!
                  > I obeszlo by se bez niejednej tragedii, gdby zony byly bardziej samodzielne,
                  > bardziej wierzyly w siebie a nie myslaly, ze tylko przy mezu i przez meza sa
                  > KIMS! Powiny sie siebie zapytac: co on ma, czego ja bym nie miala i juz.
                  > Kosmetyczka, fryzjer, nowy ciuch i czaem kilka kg mniej. I swiat nalezy do
                  > nich!! Zye jest pekne i tylko jedno!!!! Pozdrowienia!!

                  • Gość: Jasio Re: Do Natascha IP: 213.98.114.* 10.11.01, 23:21
                    Gość portalu: Jasio napisał(a):

                    > Gość portalu: Natascha napisał(a):
                    >
                    > > Dziekuje, ja sie tez lubie i biadolenia nie moge sluchac!!! kazdy ma rowne
                    >
                    > > prawa i rowne obowiazki. I jak jeden moze, to i drugi moze a nawet powinie
                    > n!!!
                    > > I obeszlo by se bez niejednej tragedii, gdby zony byly bardziej samodzieln
                    > e,
                    > > bardziej wierzyly w siebie a nie myslaly, ze tylko przy mezu i przez meza
                    > sa
                    > > KIMS! Powiny sie siebie zapytac: co on ma, czego ja bym nie miala i juz.
                    > > Kosmetyczka, fryzjer, nowy ciuch i czaem kilka kg mniej. I swiat nalezy do
                    >
                    > > nich!! Zye jest pekne i tylko jedno!!!! Pozdrowienia!!
                    >

                    Ups cos sie poklikalo! Hej N. Pozwolisz,ze stwierdze bliskosc pogladow.Milo ,ze
                    ktos patrzy na ten swiat tak cynicznie (trzezwo?)-tak o mnie ktos napisal.Musze
                    przyznac ,ze masz dosc radykalne poglady-to dobrze !Tak trzymac!Precz z
                    rozmazanymi babami.A z drugiej strony gdzie ta kobieca przebieglosc.Gdzie ta
                    legendarna zdolnosc zabijania slodycza i rozwiazloscia?Zony jak chcecie zwalczyc
                    (wygrac)konkurentki to zamiencie sie w rozwiazle wampy,rozpustne
                    sexwulkany!"dajcie mu takby nie mial ani sily ani ochote na inne!Oczywiscie w
                    ramach mozliwosci czasowo zdrowotnych.Tak to z kurtuazyjnego listu do Nataschy
                    wyszedl apel do zdradzanych zon.Jak to pogodzic z tym,ze sam jestem zonaty?
                    Demagogia lub zadatki na polityka?No jak by nie bylo Zdradzac lub nie -odwieczne
                    pytanie.odpowiedz da zycie -niech nikt sie nie zarzeka ,kazdego /a moze to
                    spotkac.Nie ma wiernych malzonkow /ek jest tylko brak okazji lub za malo
                    wodki.Pozdrawiam Jasio
                    • macally Re: Do Natascha 11.11.01, 23:51
                      Witaj Jasiu!
                      Coś tak mi się wydaje, że za bardzo się rozpędziłeś. Myślę, że tak po wódce
                      może zostać jeszcze kac. I to razy dwa? Nieprawdaż?
                      Swoją droga myślę, że fajnie mają osoby zdradzające dla seksu. To jest takie
                      proste. U mnie doszła miłość, wzajemna oczywiście i tutaj narosło masę
                      problemów. Przez chwilę uwierzyliśmy, ze my też mamy tylko jedno życie i należy
                      się ono nam we dwoje. Bo skoro już się spotkaliśmy? Przez ten czas myśleliśmy,
                      że zwojujemy świat. Niestety to świat zawojował nas. Dla niego było na pewno
                      łatwiej. Będzie miał utrzymany kontakt z dzieckiem, mógł w pewien sposób
                      zabezpieczyć finansowo żonę. Cóż z tego, kiedy mi zabrakło odwagi. Cóż mam
                      powiedzieć dziecku? To nie jest walizka, którą można spakować i przenieść do
                      innego mieszkania. Teraz za to płacę i nie jestem pewna jak też postąpiłabym
                      teraz. Jedno wiem, że dla paru chwil spędzonych z nim poświęciłabym kilka lat
                      życia. I tu wcale nie chodzi o seks, który też był najwspanialszy, ale o
                      możliwość bycia z tak bardzo bliską, najbliższą mi osobą. A co do żon, czy mają
                      rozmawiać z kochankami. Dajcie sobie spokój. Z jedyną osobą, z którą możecie
                      rozmawiać jest wasz mąż. Co macie do zaproponowania tym paniom? Groźby?
                      Prośby? To jest po prostu żałosne. Ta pani dzwoniła do mnie i poza tym, że
                      momentami było mi jej po prostu szkoda była żenująca. Za każdym razem prosiłam
                      ją aby jednak porozmawiała ze swoim mężem.
                      Jasio! Pozdrawiam
                      • Gość: wydra Re: Do Jasia IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 12.11.01, 01:17
                        Witam Playboya!
                        Zdrada dla Ciebie to bułka z masłem, nieodzowna część życia. Czy równie łaskawy
                        jesteś dla swojej połowicy? A swoją drogą...Ciekawe, czy Twoja żona jest durną
                        prowincjonalną gosposią domową, tłustą i rozczochraną, w przydeptanych
                        papućkach, czekającą na Ciebie z obiadem? Cieszącą się z kwiatka i prezentu od
                        czasu do czasu? Taka żona za sam wygląd zasługuje na zdradę. A może inaczej, z
                        drugiej strony. Może masz rogi wielkie jak kasztanowiec, tylko jeszcze o tym
                        nie wiesz? I dodatkowo trochę forsy - dzięki czemu Twoja stara stoi najwyżej
                        na liście rankingowej, jako ta dobrze sytuowana? Jeśli przypadkiem kiedyś coś
                        odkryjesz, nie denerwuj się, to tylko zabawa w sex! Coś co było, jest i będzie!
                        W koncu, od czasu do czasu możesz być także zdradzonym. Niech Twoja męska duma
                        ma okazję wykazać się. Poczuć to przyjemne ukłucie zazdrości.Ach! Zapomniałam!
                        Nie można dać się nakryć, to i nie przystoi nakrywać! Szanownej małżonce życzę
                        atrakcyjnego kochanka, niech facet ma to, czego nie masz Ty - dla urozmaicenia
                        i dużo okazji do zdrady i oczywiście perfekcyjnego kamuflażu. Ale my żony i
                        kochanki jesteśmy w tym niezłe. No, powiedzmy równie dobre! Pozdrowienia dla
                        kochanki ( ciekawe, które miejsca zajmuje na liście rankingowej? )
                        Głowa do góry - rogi ciążą jak cholera!!!
                        • Gość: Jasio Re: Do Jasia IP: 213.98.114.* 13.11.01, 02:49
                          Gość portalu: wydra napisał(a):

                          > Witam Playboya!
                          > Zdrada dla Ciebie to bułka z masłem, nieodzowna część życia. Czy równie łaskawy
                          >
                          > jesteś dla swojej połowicy? A swoją drogą...Ciekawe, czy Twoja żona jest durną
                          > prowincjonalną gosposią domową, tłustą i rozczochraną, w przydeptanych
                          > papućkach, czekającą na Ciebie z obiadem? Cieszącą się z kwiatka i prezentu od
                          > czasu do czasu? Taka żona za sam wygląd zasługuje na zdradę. A może inaczej, z
                          > drugiej strony. Może masz rogi wielkie jak kasztanowiec, tylko jeszcze o tym
                          > nie wiesz? I dodatkowo trochę forsy - dzięki czemu Twoja stara stoi najwyżej
                          > na liście rankingowej, jako ta dobrze sytuowana? Jeśli przypadkiem kiedyś coś
                          > odkryjesz, nie denerwuj się, to tylko zabawa w sex! Coś co było, jest i będzie!
                          >
                          > W koncu, od czasu do czasu możesz być także zdradzonym. Niech Twoja męska duma
                          > ma okazję wykazać się. Poczuć to przyjemne ukłucie zazdrości.Ach! Zapomniałam!
                          > Nie można dać się nakryć, to i nie przystoi nakrywać! Szanownej małżonce życzę
                          > atrakcyjnego kochanka, niech facet ma to, czego nie masz Ty - dla urozmaicenia
                          > i dużo okazji do zdrady i oczywiście perfekcyjnego kamuflażu. Ale my żony i
                          > kochanki jesteśmy w tym niezłe. No, powiedzmy równie dobre! Pozdrowienia dla
                          > kochanki ( ciekawe, które miejsca zajmuje na liście rankingowej? )
                          > Głowa do góry - rogi ciążą jak cholera!!!

                          Faktycznie prawdziwa wydra ! I cos takiego z siebie wydzielila o czym juz nie
                          bylo powiedziane?jestes glupia ges.kochanka dziekuje za pozdrowienia-na liscie
                          rankingowej wysoko,ma 23 lata Wydra mozesz sie z nia porownac?Naciagnij kobieto
                          co starego na siebie .Zdrada to nie bulka z maslem !Zdrada to kanapka z
                          kawiorem.ale do tego poziomu ty nie siegasz .Zaluj!PS.O moja zone sie nie
                          martw,pozostaw to mnie.I pisz cos orginalnego,nie powtarzaj po mnie.O rogach juz
                          pisalem i biedne zony w obrone wzialem dawno-taki jestem dwulicowy sukinsyn!
                      • Gość: Jasio Re: Do Natascha IP: 213.98.114.* 13.11.01, 03:04
                        macally napisał(a):

                        > Witaj Jasiu!
                        > Coś tak mi się wydaje, że za bardzo się rozpędziłeś. Myślę, że tak po wódce
                        > może zostać jeszcze kac. I to razy dwa? Nieprawdaż?
                        > Swoją droga myślę, że fajnie mają osoby zdradzające dla seksu. To jest takie
                        > proste. U mnie doszła miłość, wzajemna oczywiście i tutaj narosło masę
                        > problemów. Przez chwilę uwierzyliśmy, ze my też mamy tylko jedno życie i należy
                        >
                        > się ono nam we dwoje. Bo skoro już się spotkaliśmy? Przez ten czas myśleliśmy,
                        > że zwojujemy świat. Niestety to świat zawojował nas. Dla niego było na pewno
                        > łatwiej. Będzie miał utrzymany kontakt z dzieckiem, mógł w pewien sposób
                        > zabezpieczyć finansowo żonę. Cóż z tego, kiedy mi zabrakło odwagi. Cóż mam
                        > powiedzieć dziecku? To nie jest walizka, którą można spakować i przenieść do
                        > innego mieszkania. Teraz za to płacę i nie jestem pewna jak też postąpiłabym
                        > teraz. Jedno wiem, że dla paru chwil spędzonych z nim poświęciłabym kilka lat
                        > życia. I tu wcale nie chodzi o seks, który też był najwspanialszy, ale o
                        > możliwość bycia z tak bardzo bliską, najbliższą mi osobą. A co do żon, czy mają
                        >
                        > rozmawiać z kochankami. Dajcie sobie spokój. Z jedyną osobą, z którą możecie
                        > rozmawiać jest wasz mąż. Co macie do zaproponowania tym paniom? Groźby?
                        > Prośby? To jest po prostu żałosne. Ta pani dzwoniła do mnie i poza tym, że
                        > momentami było mi jej po prostu szkoda była żenująca. Za każdym razem prosiłam
                        > ją aby jednak porozmawiała ze swoim mężem.
                        > Jasio! Pozdrawiam

                        Witaj ! Niestety tak w zycui jest.absolutnie sie z Taba sie zgadzam,wspolczuje !
                        Najgorsze to w tym wszystkim jest jak to wytlumaczyc dziecku.Nigdy nie mialem
                        takich problemow-mam szczescie.Nie pisze porad na serio,jak widzisz pisze jak
                        mysle i kwita ,jak sie komus nie podoba to nie.Pozdrawiam
    • Gość: wydra Re: Do Jasia IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 08:31
      Nie denerwuj się Jasiu!Od kiedy to jesteś taki śmiertelnie poważny facet?
      Prawdę mówiąc - liczyłam na Twoje poczucie humoru i rozrywkową odpowiedź.Wolę
      powtarzać po Tobie. Głupie gęsi nie są w stanie napisać nic oryginalnego.Z 23
      letnią kochanką nie mogę się równać. Stara dupa jestem. O żonę jestem spokojna
      - nie wątpię, że dbasz o własną, bezpieczną przystań.Pozdrawiam!
      • Gość: Natascha Re: Do Jasia i Wydry IP: *.proxy.aol.com 13.11.01, 12:37
        Hallo, robi sie troche nieprzyjemnie. osobiste wycieczki sa tu nie na miejscu.
        Jasiu, czy ty nie mieszkaz za wielka woda???
        Ludzie, kazdy ma jedno wlasne zycie!!! i ja ktos chce miec kochane, to nich ma!
        Tylko trzeba sie liczyc z tym samym ze strony partnera. Ale jakby tak zyc na
        zasadzie: nie rob drugiemu, co tobie niemile, byloby moze i latwiej, ale jak
        nudno!!!!
        Zyci przemija, jak dluga zmija!!! i trzeba zyc, zyc, zyc!!! trupem sie bedzie
        po smierci!!!
        kazdy moze zeobic z tym zyciem co zechce. I albo przyznac sie do swojej milosci
        i stanac prosto i byc szcesliwym, albo z tej milosci w imie wyzszych celow
        zrezygnowac. I kazdy ponosi konsekwencje tego czynu.
        Tylko nie trzeba lamentowac i biadolic i uzalac sie nad wlasnym losem. To
        niczego nie zmieni. Zmienic mozemy swoje zycie tylko my sami!! A kochanka w
        zyciu mezczyzny moze byc i dla zony blogoslawienstwem. Bo jaki pomocny zrobil
        sie nagle maz... Jaki uprzejmy....te wszystkie jego: to sobie kup, to sobie
        idz, alez nie ma sprawy... No i dla niektorych zon swiety spokoj w lozku tez
        moze byc zbawienny. No i dobrze! Wszyscy sa zadowoleni i tak trzymac. Tylko nie
        grzebac w g..... , to nie bdzie smierdzialo!
        Pozdrowienia!
        • Gość: Noe Re: IP: *.szcz.gazeta.pl 13.11.01, 13:34
          Witam i od razu pragnę podziękować Macally, Nataschy i Sandrze za zrozumienie,
          mądrość życiową i różnorodność punktów widzenia ( wymierająca zdolność)
          Nie ma chyba nic gorszego niż ocenianie kogoś lub czegoś tylko według swojego
          widzimisię.
          Kazdy ma prawo na forum wyrazić swoją opinię, ale nie ma prawa obrażać, poniżać
          i ubliżać.
          Ciekawa jestem czy Ci czyści, nieskazitelni, święci rzeczywiście takimi są....
          Czasami jest tak, że aby pozbyć sie wyrzutów sumienia z powodu swoich
          grzeszków, szukamy ich u innych i z rozkoszą bawimy się w sędziów (ewentualnie
          w mecenasa gdy mamy lepszy dzień)
          Pozdrawiam.
          • Gość: wydra Re: coś dla zdradzonych żon IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 15:23
            jeszcze słówko. nie na swoją obronę ( atakowałam Jasia z przekory i chęci
            poznania męskich zachowań).jako głos w dyskusji i ...może pomysł dla
            zdradzanych żon.jestem kobietą dojrzałą. kilka miesięcy temu odkryłam, że mój
            mąż ma kochankę. 24-letnią atrakcyjną kochankę. „wpadł” przez przypadek,
            niczego nie szukałam. bolało, owszem. byłam przez wszystkie lata naszego
            małżeństwa wierna jak pies. praca, dom, dzieci. wielbiciele owszem, ale w
            bezpiecznej odległości. pomyślałam chwilę, spojrzałam jeszcze krytyczniej do
            lustra. nie złapałam za słuchawkę, żeby mieć pretensje do nieznajomej kobiety.
            wymyśliłam coś innego. obcięłam włosy, zmieniłam kolor, zmieniłam sposób
            ubierania się, dodałam do planu tygodnia aerobic i jogę. zaczęłam studiować
            zaocznie. zrobiłam jeszcze mnóstwo rzeczy. pieniądze dotychczas wydawane na
            kwiaty do domu i nowe serwetki przeznaczyłam na kosmetyki i solarium. pewna
            siebie i w „nowej skórze” uwiodłam...męża kochanki. młodego, zdolnego,
            przystojnego. dodam, że zarówno „moja rywalka”, jak i jej mąż są podwładnymi
            mojego męża. niezła ekipa – romans biurowy w czystej postaci! teraz wyobraź
            sobie, jaką mam zabawę, zważywszy na przepływ informacji?! ile kłamstw w ciągu
            tygodnia przyjmuję do wiadomości? ona, jak już pisałam atrakcyjna, pewna
            siebie, w towarzystwie podkreśla, że JEJ mąż na pewno nie zdradził i nie
            zdradza. Z trudem ukrywam śmiech, zezując na JEJ męża. mój zaś, zabija wyrzuty
            sumienia między innymi coraz droższymi prezentami. a ja odżyłam. 24-letni
            kochanek jest lepszy niż cała kupa kosmetyków! ma piękną skórę i zawsze ochotę
            na sex (czego nie można powiedzieć o wracającym od kochanki mężu ). lubi np.
            kochać się w saunie. a mąż nie lubi sauny...mówi, że to przez kłopoty z
            ciśnieniem. jakoś przez ostatnie pół roku ciągle skacze ( nawet się nie dziwię,
            tak kombinować, to stres...). kochanek nie ma brzucha, jest wysportowany i może
            więcej niż jeden raz...nie pali i całowanie z nim to wielka przyjemność.
            kochanek ma dużo czasu...jego zapracowana żona ciągle wyjeżdża służbowo. jeśli
            dołączyć do tego pieszczoty pod stołem w restauracji, na basenie, w szatni w
            fitness clubie, samochodzie, w bramie, mieszkaniu jego teściowej, która akurat
            wyjechała, w kinie i windzie...oczywiście jest także szampan, truskawki, bita
            śmietana, miód, czekolada – czyli uczta na nagim ciele. śmiało mogę
            powiedzieć...ODLOT!!! mój kochanek mówi, że jeszcze nigdy nie kochał się na
            tyle różnych sposobów, że mam cudowne ciało, które akceptuję mimo upływających
            lat. że nareszcie nie słyszy podczas posiłku: o Boże, a ile to ma kalorii? że
            śmieję się ciągle, nie mówiąc, że grozi to zmarszczkami...że można porozmawiać
            ze mną nie tylko o modzie, nowościach kosmetycznych i biurowych plotach. cóż,
            czuję się dowartościowana, znowu atrakcyjna i pożądana. złagodziło to mój
            początkowy ból. Jasiu! możesz sobie myśleć, że jestem głupią gęsią, co tylko
            chcesz. patrzę na sprawę z różnych perspektyw. myślę i przeżywam jak każda
            kobieta. wiesz na co nie zasługuję po kilkunastu latach małżeństwa? na
            kłamstwo, jakim jestem karmiona już kolejny miesiąc. jeśli znika z domu, niech
            znika ale niech nie opowiada bajek z tysiąca i jednej nocy! niech nie wije się
            jak piskorz wymyślając kolejną historyjkę. jeśli zrobi to kolejny raz i kolejny
            niech to będzie z klasą. jak myślisz, co zrobi mąż jak się dowie? przypuszczam,
            że nie będzie zachwycony... romans!? jego żona z jego pracownikiem?! jest zbyt
            pewny swego, i na pewno nie przypuszcza, co się dzieje za jego plecami. ale sam
            tego chciał. zawsze był dla mnie autorytetem, to co robił było dobre i słuszne.
            niech tak zostanie - szkoda by mi było mojej dużo młodszej, słodkiej
            maskotki.życzę każdej zdradzonej żonie, także Twojej Jasiu takiego boskiego
            romansu, który pozwala inaczej spojrzeć na świat i pogodzić się z skokami w bok
            męża. życie jest piękne!!! i tylko jedno! nie ma sensu lamentować, wzajemnie
            się obwiniać. trzeba korzystać!!! Kończę i pozdrawiam wszystkich. Pędzę na
            spotkanie z mężem kochanki mojego męża!!!!!Na pewno znowu zrobimy coś
            zwariowanego!
            • Gość: Natascha Re: coś dla zdradzonych żon.Do Wydry IP: *.proxy.aol.com 13.11.01, 17:53
              Kochana Wydro, jesli to jest prawda, to jestes bombowa!!! A nawet jesli to nie
              jest prawda, tez nalezy ci sie buziak za pomysl!!! I powiedz sama, jakie piekne
              moze byc zycie! Gdybys lamentowala i blagala i nachodzila kochanke meza, to
              bylabys nieszczesliwa i biedna. A tak? Pewnie, ze bolalo i boli pewnie troche
              nadal, ale mozesz sobie wyobrazic ich miny jak to wyjdzie na jaw?? A wyobraz
              sobie taki numer: po odkraciu, ze maz ma kochanke, zdradzona zona funduje
              sobie, placac jego katra kredytowa kochanka na godziny. Nic sie wprawdzie nie
              stalo, ale tego maz nie wie. On tylko widzi rachunek. Dobre co? Ale twoj sposob
              jest lepszy, przynajmniej masz cos z tego. trzymaj sie i zyj!!! Zycie jest
              piekne!! Ucalowania!!
              • Gość: wydra Re: coś dla zdradzonych żon.Do Nataschy IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 13.11.01, 18:26
                jasne, że prawda. mogę o tym tylko napisać, bo niestety nie mogę pokazać mojego
                szczęścia światu.właśnie wróciłam z sauny (nie budzi podejrzeń, wychodzę i
                wracam bez makijażu, w dresie, poza tym jest gorągo i intymnie). mieliśmy dla
                siebie tylko dwie godziny - ale wystarczy. w końcu jestem matką i po pierwsze
                obowiązki. dziatwa już nie mała, ale doglądnąć trzeba. coś oryginalnego muszę
                wymyślić na weekend.mój mąż wyjeżdża służbowo na szkolenie...naturalnie jedzie
                też pani S, ale ona jak zwykle będzie mieszkać w innym hotelu...najważniejsze,
                żeby nie wrócili przed czasem, zepsują nam zabawę!!!
                • renata21 Re: coś dla zdradzonych żon.Do Wydry 13.11.01, 19:13
                  Jestem pod wrazeniem!!! Szczerym, trzymaj tak dalej i powodzenia, az Ci
                  zazdroszcze, chyba skorzystam z pomyslu, dziekuje za opisana sytuacje.
                  R21
                  • Gość: Natascha Re: coś dla zdradzonych żon.Do Wydry IP: *.pppool.de 13.11.01, 20:37
                    Kochana Wydro, ty jestes naprawde jak promyk slonca w tym koltunskim narodzie.
                    Jestes swietna. Ja wprawdzie tez nie jestem gorsza, ale ta mnie pobilas!!!
                    I na pewno wygladasz mlodo i masz dobty humor i zycie ci sie podoba, prawda? A
                    tak calkiem przy okazji robisz cos dla swego zdrowia i urody. W szerokim
                    pojeciu tego slowa. Pozdrowienia!!!
            • luiza-w-ogrodzie Re: coś dla zdradzonych żon 14.11.01, 02:34
              Ach, Wydro, to prawie zbyt piekne, zeby bylo prawdziwe! Generacja mojej mamy o
              takich jak ty mowila z pelna niecheci zazdroscia "a to dopiero wydra" - pewnie
              stad to pseudo?

              Nic nie robi lepiej na samopoczucie niz nowa milostka, a jezeli jeszcze na
              koszt meza, dreczonego wyrzutami sumienia do szerszego otwierania portfela, to
              jest to idealna sytuacja. I zadnych wyrzutow sumienia, bo przeciez "on zaczal
              pierwszy".

              Wszystkim kobietkom pod rozwage cytat z mojej siostry (i Wydry pewnie
              tez?): "nie ma lepszego lekarstwa na zyciowe bolaczki niz oklady z mlodych
              facetow". Mlodzi kochankowie to jest to! Zawsze chetni, imponuje im nasza
              fantazja (kobieta uwolniona ze szponow meza ma niewyczerpana wybraznie!),
              niezaleznosc, to ze sie nie koncentrujemy na zmarszczkach i dietach i wiemy,
              czego chcemy.

              A najwazniejsze jest, zeby cieszyc sie zyciem, robic to co sie lubi a nie wyc
              na sofie za zdradzajacym mezem, bo jak zobaczy te czerwone oczy i zasmarkana
              twarz, to tym chetniej wyleci z domu.

              Luiza-w-Ogrodzie
            • ingri Re: coś dla zdradzonych żon 15.11.01, 13:28
              masz absolutna racje, ale opowiem wam cos ku przestrodze. moj kochanek zostawil
              przeze mnie swoja wieloletnia (11lat razem to juz prawie jak malzenstwo)
              kochanke, ona oczywiscie zachowywala sie standartowo (albo i gorzej, koszmar,
              nocne telefony, sledzenie, awantury, placze, karetki pogotowia itp.)ja bylam
              duzo mlodsza od niej, w zasadzie to nie bardzo mialam czas na takie wyskoki ale
              cos mnie opetalo. Krotko mowiac nie bronilam sie zbyt dlugo i myslalm,ze jestem
              nareszcie szczesliwa, znalazalam kogos kto zmienil moj swiat i teraz final.
              Faktycznie zmienil moj swiat, nie jestem juz niezalezna, pogodna, nie robie
              tego na co mam ochote, caly czas jestem z nim jesli chce gdzies wyjsc to jest
              maly szantaz psychiczny - ja zostawilem dla ciebie WSZYSTKO a ty co ? po to
              zebym mial sam siedziec ? przestalam chodzic na spotkania z przyjaciolmi,
              kursy,zostawilam rozpoczetyt doktorat (za duzo czasu mi zajmowal) staje sie
              dokladnie taka rozbabrana "zona" Spotkalam faceta rzepa to po prostu huba.
              Czasami warto posluchac porzucanych zon i przyjrzec sie jak nasz wysniony ja
              traktuje jak o niej mowi. Nie mowie ze to nas uchroni, ale szybciej zaczniemy
              moze rozwiazywac te suply. Ja juz rozpoczelam bo z facetem -huba nie da sie zyc
              nawet jesli sie go kocha. Chce z nim byc ale nie za wszelka cene, ta cena nie
              moze byc moja wolnosc.
        • Gość: Jasio Re: Do Jasia i Wydry IP: 213.98.114.* 13.11.01, 20:49
          Gość portalu: Natascha napisał(a):

          > Hallo, robi sie troche nieprzyjemnie. osobiste wycieczki sa tu nie na miejscu.
          > Jasiu, czy ty nie mieszkaz za wielka woda???
          > Ludzie, kazdy ma jedno wlasne zycie!!! i ja ktos chce miec kochane, to nich ma!
          > Tylko trzeba sie liczyc z tym samym ze strony partnera. Ale jakby tak zyc na
          > zasadzie: nie rob drugiemu, co tobie niemile, byloby moze i latwiej, ale jak
          > nudno!!!!
          > Zyci przemija, jak dluga zmija!!! i trzeba zyc, zyc, zyc!!! trupem sie bedzie
          > po smierci!!!
          > kazdy moze zeobic z tym zyciem co zechce. I albo przyznac sie do swojej milosci
          >
          > i stanac prosto i byc szcesliwym, albo z tej milosci w imie wyzszych celow
          > zrezygnowac. I kazdy ponosi konsekwencje tego czynu.
          > Tylko nie trzeba lamentowac i biadolic i uzalac sie nad wlasnym losem. To
          > niczego nie zmieni. Zmienic mozemy swoje zycie tylko my sami!! A kochanka w
          > zyciu mezczyzny moze byc i dla zony blogoslawienstwem. Bo jaki pomocny zrobil
          > sie nagle maz... Jaki uprzejmy....te wszystkie jego: to sobie kup, to sobie
          > idz, alez nie ma sprawy... No i dla niektorych zon swiety spokoj w lozku tez
          > moze byc zbawienny. No i dobrze! Wszyscy sa zadowoleni i tak trzymac. Tylko nie
          >
          > grzebac w g..... , to nie bdzie smierdzialo!
          > Pozdrowienia!

          AMEN !!!
          • Gość: Jasio Re: Do Natascha IP: 213.98.114.* 14.11.01, 00:05
            Mila Natascho.Nie mieszkam za W.Woda,Mieszkam nad woda:150 metrow od plazy
            nad M.Srodziemnym-juz 17 lat.W sumie poza Krajem wiecej jak 30 lat.Pozdrawiam
            serdecznie-nie playboy Jasio.
            • natascha Re: Do Jasia 14.11.01, 09:43
              hallo, dobrze, ze wnieslismy troche innego spojrzenia w to miejsce, bo mozna
              bylo skisnac od tego biadolenia i lez. A i Wydra jest super i gdyby wszystkie
              kobiety byly choc podobne do tej zdradzonej Wydry, zycie byloby ciekawsze i
              barwniejsze, nie? Nie raz juz o tym myslalam, co sprawia, ze z mlodej, pelnej
              zycia panny mlodej, robi sie pozniej takie cos, absolutnie niezdolne do
              samodzielnego zycia. Pelne wznioslego poswiecenia dla dzieci, kosciola ale bez
              wlasnego zycia i wlasnych interesow? Wygoda? Wewnetrzene lenistwo? Powolanie?
              Nie wiem! Ale to przychodzi najczesciej po slubie i pierwszym dziecku. Ja
              mysle, ze wiele z tych zdradzonych i jeczacych po prostu osiadlo na laurach i
              to jest po prostu latwiejsze. No bo Wydra musiala sie troche napracowac zeby
              byc, tam gdzie jest teraz. Ale za to jak ona sie dobrze bawi!! A takie
              zycie: "jak zes mnie Panie Boze stworzyl, tak mnie masz" jest o wile
              wygodniejsze, nie?
              I wiesz co? Z twoich listow pachnialo gdzies woda i sloncem, dlatego zapytalam.
              Pozdrowienia!! I Wydro, jesli to czytasz dla ciebie tez!!! Ta zabawa w zycie
              trwa dalej!!!
              • Gość: Marek Re: Do Jasia IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 14.11.01, 23:49
                Powinienem w Re wymienic wszystkich uczestnikow dyskusji ,ale akurat zalapalem sie na
                Jasia .Sledze cala dyskusje od 2-ch miesiecy wiele jest glosow merytorycznych (to moja wlasna
                ocena) jak tez duzo dyletanckich(to rowniez moja ocena) gdyz uwazam iz kazdy ma prawo do
                wyrazenia swojego stanowiska i pogladow. Jestem zonaty od 30 lat mialem kochanke (jakies 10 lat
                temu ) i w mam tez ja aktualnie? (tu refleksja- co jest zdrada sex czy psychika). Nie bede sie
                usprawiedliwial lecz malzenstwo bylo dla mnie droga do" bycia ojcem" ,gdyz niestety mezczyzna nie
                ma mozliwosci byc ojcem samodzielnie. Moimo braku " prawdziwego uczucia" (znowu moj wynik
                oceny calej dyskusji) bylem pelen dobrych intencji zbudowania "idealu" rodziny, jednak nie wyszlo.
                Zawsze uwazalem ze prawo do samodzielnego podejmowania decyzji maja dwie strony kazdego
                ukladu partnerskiego (malzenstwo tez nim jest) dlatego nie reaguje na okreslenia typu "jak bys zostal
                rogaczem -to bys mowil inaczej" , kobieta tez ma prawo (bo jest takim samym czlowiekiem jak
                mezczyzna) do decydowania o sobie. Przysiega malzenska-rzeczywiscie jest to problem moralny, ale
                czy mlody czlowiek moze do smierci byc pewny przysiag ,ktore skladal. Jakie sie ma zobowiazania
                wobec zony (osoby obcej genetycznie -chociaz bliskiej doslownie) w wypadku ,gdy dzieci sa juz
                dorosle (23 i 29 lat) ?.Czy istnieje w zyciu tylko jedna milosc ?, itd, itp Podaje swoj adres internetowy,
                gdyz uwazam iz nie musze sie kryc jako osoba anonimowa i moge dyskutowac na forum WO-GW jak
                tez prywatnie (mk@wirtuale.pl
                • unhappy Re: Do Jasia, Macally,Wydry i innych 15.11.01, 05:16
                  Brawo Macally, brawo Wydra, wyrazy uznania dla Natashy. Dałyście miłe Panie
                  niezłą szkołę Jasiowi, który moim zdaniem stosunki damsko-męskie sprowadził
                  wyłącznie do mechanicznego seksu nie "zaprawionego" uczuciem. Z jego wypowiedzi
                  na temat żony wynika, że nic ona nie wie o jego kochance(ach)a on stara się
                  izolować od rzeczywistości (vide odpowiedź Jasia : o moją żonę się nie martw) a
                  sam realizuje się seksualnie w związku z 23 letnią kochanką. Ciekawe co by
                  powiedział gdyby jego żona okazała się "wydrą". Co prawda każdy ma prawo mówić
                  co myśli ale jego bardzo proste opinie na temat związku kobiety i mężczyzny na
                  pewien czas zdominowały Forum. Dzięki Wam miłe Panie mam nadzieję , że to się
                  zmieni i ponownie powrócą problemy i opinie ludzi stojących przed koniecznością
                  dokonania życiowych wyborów ,podejmujących decyzje dotyczące ich związków,
                  chcących poznać zdanie innych, którzy ich dokonali. Te opinie, przynajmniej
                  moim zdaniem, mogą uczestnikom Forum pomóc. Tak jest i było w moim przypadku
                  kiedy niejednokrotnie prosiłem o opinie Pań aby poznać kobiecy punkt widzenia
                  we wzajemnych relacjach z mężami, kochankami... Myślę, że nie jestem
                  odosobniony w swoich przemyśleniach (potwierdza to Marek). Dlatego cieszę się,
                  że dyskusja powraca na właściwe tory (oczywiście moim zdaniem ). Teraz
                  chciałbym coś dodać do mojej histori. W zsadzie nic się nie zminiło. W
                  małżeństwie mojej Ukochanej trwa sielanka. W Jej "dodatku" obudził się demon
                  seksu, usilnie pracuje nad spłodzeniem dziecka, moja Ukochana dzwoni do mnie(
                  wbrew jego zakazowi) co kilka dni, twierdzi, że jest pod ścisłą kontrolą (
                  podobno posuwa się do tego, że niby wyjeżdża a siedzi gdzieś w pobliżu i Ją
                  obserwuje, przesiaduje u Niej w pracy) Ukochana twierdzi, że nasze spotkanie na
                  razie jest niemożliwe a kiedy taka możliwość pojawi się da mi znać. Nie wiem co
                  o tym wszystkim myśleć. Jak to się stało, że facet nie mający potrzeb przez 4
                  lata nagle zaczyna myśleć "fiutem". Jak to możliwe, że kobieta, która prawie że
                  brzydziła się śmierdzącym papierochami facetem, niedomytym, nieogolonym
                  upośledzonym intelektualnie wobec niej, może tak "grać". Gra jest obserwowana
                  przez otoczenie i wzbudza konsternację, niedowierzanie, niesmak. Piszę tak po
                  rozmowach z ich znajomymi, którzy ,nie znając kulisów, są zaskoczeni głównie
                  jego zmianą (np. nigdy nie chodził do kina a nagle dostrzega wartości w
                  filmach). Jak długo ta gra potrwa? Jak długo moja Ukochana może tak grać?
                  Pomóżcie mi Ją zrozumieć. Ja nadal Ją bardzo kocham ciągle o niej myślę ale
                  boję się aby to nie doprowadziło mnie to do obłędu ! Wszystko to co napisałem
                  wcześniej jest nadal aktualne( to o moich zamiarach co do Niej i mojej
                  Rodziny ). Ale ,jak sądzicie, jak długo może ta sytuacja potrwać ?
                  Jej "dodatek" przed ślubem odgrywał podobną komedię, która skończyła się w
                  kilka m-cy po ślubie
                  • unhappy Re: Do wszystkich uczestników 15.11.01, 05:26
                    Czy może w gronie uczestników Forum jest prawnik znający dobrze konkordat
                    zawarty pomiędzy Watykanem a Włochami. Dziwne pytanie prawda ? Już wyjaśniam.
                    Otóż "dodatek" mojej Ukochanej zawarł we Włoszech ślub kościelny. Po jakimś
                    czasie rozstał się z kościelną żoną przyjechał do Polski i omotał Ją (moją
                    ukochaną) po czym doprowadził do ślubu cywilnego. Czy to nie jest bigamia? Czy
                    są podstawy do unieważnienia cywilnego małżeństwa w Polsce (ślub cywilny
                    zawarli tuż przed wejściem w życie "polskiego" konkordatu). Jakie są skutki
                    prawne kościelnego ślubu we Włoszech ?
                    • natascha Re: Do Uhnappy 15.11.01, 06:46
                      Drogi Uhnappy, na skutkach prawno-cywilnych slubu twojej ukochanej sie nie znam
                      i ty nie powinienes myslec tak daleko. To jest w tej chwili niewazne. Ja czytam
                      twoje wypowiedzi i sldze twoja historie. I musze ci powiedziec, ze gdyby twoja
                      Ukochana chciala, to by jej zaden maz nie postrzymal i zadna kontola. Gdyby
                      chciala, nie balaby sie jego gwaltownosci, bo nawet gdyby ja zdzieli to tylko
                      raz. I bylby koniec. Zakochana kobieta jest zdolna do wszystkiego i wszystko
                      przetrzyma. A twoja ukochana nie chce po prostu. Ona boi sie puscic z reki to,
                      co juz ma ale zrezygnowac z tego co moglaby miec, tez nie chce. Ale nie ma sie
                      czemu dziwic. Ty nie jestes wolny, masz zone i dom i nie jestes gotowy na jej
                      przyjecie. Wlasciwie postepujesz dokladnie tak samo. Chcesz byc z ukochana, ale
                      jestes z zona. Pomysl o tym. ja bym ci radzila zrob najpierw porzadek na
                      wlasnym podworku. Zdecyduj sie najpierw ty sam. A potem oczekuj decyzji od
                      niej. Ty tez nie postepujesz zdecydowanie i jednoznacznie. Bo tak na prawde,
                      niby kochasz Ukochana, glowisz sie nad waznoscia jej slubu, ale do zaoferowania
                      jej czegos konkretnego cie nie stac. Ja ja rozumiem. Jej maz sie zmienil i to
                      jest cos pewnego. Cos co ona ma namacalnie i na pewno. Na jak dlugo? Tego nie
                      wie nikt. Ale na dzis jest to cos uchwytnego. A twoja milosc jest jak cos, co
                      wiemy, ze istnieje, jak zycie na Marsie. Byc moze i prawda, ale co jej z tego??
                      Zacznij wiec od siebie samego. Zrob porzadek w swoim zyciu i stan jej
                      naprzeciw. Mozsz przegrac, jasne, ale przynajmniej bedzisz gral fair. Wy oboje
                      trzymcie sie, ze tak powiemw rezerwie i to jest nieuczciwie. Z twojej strony
                      przedewszystkim. Wymagasz, zeby ona odeszla dla ciebie ale na przyjecie jej nie
                      jestes gotowy. I tu lezy twoj problem. Pozdrowienia!
                      • macally Re: Do Uhnappy 15.11.01, 08:39
                        Brawo!!! Natasha!!!
                        Drogi Unhappy, podpisuję się pod wszystkim co napisała Natasha.
                        • Gość: !!! ANIUTKU!!! Odezwij się!!!! IP: 194.139.172.* 15.11.01, 13:13
                          Witam po tak długiej przerwie. Dopytuję się o Aniutka, bo ona dała mi dobrą
                          radę życiową w mojej kwestji.
                          Tak jak obiecałam o dalszych losach mojej sprawy poinformuję, jeśli coś się
                          będzie dziać. A już się działo. Jeśli Aniutku czytasz to forum odezwij się czy
                          jesteś zainteresopwana dalszym tokiem zdarzeń. A może znowu mi dasz dobrą radę?
                          Pozdrawiam.
                          !!!
                        • Gość: Jasio Re: Do Uhnappy IP: 213.98.114.* 15.11.01, 21:46
                          Panie Un..itd Jak pan mnie po nicku nazwal to i odpowiem.pozwoli Pan ,ze troche
                          innaczej jak Natascha (to madra i przyjaznie do swiata nastawiona kobieta)Po
                          pierwsze nikt mi zadnej szkoly nie dal (za co?)Nikogo placzliwie o rady nie
                          prosilem! Osobiscie mam gleboko w ...opinie trzecich osob.Pozwoli pan ,ze
                          nazwe pana zalosnym dupkiem .Panski problem to akurat gowno mnie i
                          podejrzewamwielu innych obchodzi.Jestes skonczonym safandula i baran!Twoj liost
                          to takie zawiklane biadolenie ,ze w polowie stracilem chec na czytanie.Trzeba
                          byc zupelnym idiota by swoje problemy wylewac publicznie .ja na miejscu
                          Panskiej kochanki dawno bym poslal ciebie do dupy jako niemozliwego
                          nudziarza.jaka kobieta chce byc razem ze zniewiescialym placzkiem? Na
                          zakonczenie dodam grzecznie-trzymaj sie z daleka ,jak masz ochote pisac cos
                          omnie to sie dobrze namysl.Nie toleruje kretynow! Lubie rozmawiac z pozytywnie
                          nastawionymi ludzmi do zycia.klopoty ma kazdy to fakt.Jeszcze jedno jak sie tak
                          meczysz,to znajdz sobie inna kochanke(kto by cie chcial ,nudziarzu?)albo kup
                          sobie sznurek i sie powies na osobnym miejscu.Hamlet dla ubogich,z dylematem!!!
                      • Gość: Jasio Re: Do Nataschy IP: 213.98.114.* 15.11.01, 22:30
                        natascha napisał(a):

                        > Drogi Uhnappy, na skutkach prawno-cywilnych slubu twojej ukochanej sie nie znam
                        >
                        > i ty nie powinienes myslec tak daleko. To jest w tej chwili niewazne. Ja czytam
                        >
                        > twoje wypowiedzi i sldze twoja historie. I musze ci powiedziec, ze gdyby twoja
                        > Ukochana chciala, to by jej zaden maz nie postrzymal i zadna kontola. Gdyby
                        > chciala, nie balaby sie jego gwaltownosci, bo nawet gdyby ja zdzieli to tylko
                        > raz. I bylby koniec. Zakochana kobieta jest zdolna do wszystkiego i wszystko
                        > przetrzyma. A twoja ukochana nie chce po prostu. Ona boi sie puscic z reki to,
                        >
                        > co juz ma ale zrezygnowac z tego co moglaby miec, tez nie chce. Ale nie ma sie
                        > czemu dziwic. Ty nie jestes wolny, masz zone i dom i nie jestes gotowy na jej
                        > przyjecie. Wlasciwie postepujesz dokladnie tak samo. Chcesz byc z ukochana, ale
                        >
                        > jestes z zona. Pomysl o tym. ja bym ci radzila zrob najpierw porzadek na
                        > wlasnym podworku. Zdecyduj sie najpierw ty sam. A potem oczekuj decyzji od
                        > niej. Ty tez nie postepujesz zdecydowanie i jednoznacznie. Bo tak na prawde,
                        > niby kochasz Ukochana, glowisz sie nad waznoscia jej slubu, ale do zaoferowania
                        >
                        > jej czegos konkretnego cie nie stac. Ja ja rozumiem. Jej maz sie zmienil i to
                        > jest cos pewnego. Cos co ona ma namacalnie i na pewno. Na jak dlugo? Tego nie
                        > wie nikt. Ale na dzis jest to cos uchwytnego. A twoja milosc jest jak cos, co
                        > wiemy, ze istnieje, jak zycie na Marsie. Byc moze i prawda, ale co jej z tego??
                        >
                        > Zacznij wiec od siebie samego. Zrob porzadek w swoim zyciu i stan jej
                        > naprzeciw. Mozsz przegrac, jasne, ale przynajmniej bedzisz gral fair. Wy oboje
                        > trzymcie sie, ze tak powiemw rezerwie i to jest nieuczciwie. Z twojej strony
                        > przedewszystkim. Wymagasz, zeby ona odeszla dla ciebie ale na przyjecie jej nie
                        >
                        > jestes gotowy. I tu lezy twoj problem. Pozdrowienia!

                        Rozumiesz Droga Natascho ten sknera nie tylko pyta o prawnika ,ktory zna
                        konkordat,ale to ma byc taki co "zna dobrze" !I to za darmo ! ale numer co?
                    • ingri Re: Do unhappy 15.11.01, 13:37
                      Drogi Unhappy cos mi sie zdaje, ze chcialby zjesc ciasteczko i miec ciasteczko,
                      nieladnie Widzisz ja wiem ,ze trudno sie pogodzic z utrata milosci ale tak
                      czasami jest ona po prostu nie chce juz sie w to bawic, moze jest zmeczona bo
                      faktycznie co jej mozesz dac, obietnice : zostaw meza bedziemy sie nadal
                      potajemnie spotykac, bo moja rodzina nic nie wie to nie fair i ona chyba wybrala
                    • Gość: Jasio Re: Do wszystkich uczestników IP: 213.98.114.* 15.11.01, 22:25
                      unhappy napisał(a):

                      > Czy może w gronie uczestników Forum jest prawnik znający dobrze konkordat
                      > zawarty pomiędzy Watykanem a Włochami. Dziwne pytanie prawda ? Już wyjaśniam.
                      > Otóż "dodatek" mojej Ukochanej zawarł we Włoszech ślub kościelny. Po jakimś
                      > czasie rozstał się z kościelną żoną przyjechał do Polski i omotał Ją (moją
                      > ukochaną) po czym doprowadził do ślubu cywilnego. Czy to nie jest bigamia? Czy
                      > są podstawy do unieważnienia cywilnego małżeństwa w Polsce (ślub cywilny
                      > zawarli tuż przed wejściem w życie "polskiego" konkordatu). Jakie są skutki
                      > prawne kościelnego ślubu we Włoszech ?

                      Baranie ! Nudziarzu ! DODATEK to ty jestes !PS.Za porady prawne sie placi
                      sknero! I taki chce miec kochanke! Pwenie bys chcial by byla oszczedna co?
    • Gość: dorka Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 10.85.101.* 15.11.01, 15:08
      Jestem zdradzaną kobietą, wiem, ze jesli bede z tym czlowiekiem to dalej bede zdradzaną kobietą -
      kocham bardzo, ale się szanuję. Mam z nim dziecko - on tez kocha.... ale ja się szanuję i odejdę...
      niedługo... bede cierpiec, dlatego musze sie przygotować do tego "odejscia" - mam 30 lat i czas
      pomysleć o sobie.... pozdrawiam wszystkie kobiety i te kochanki i te zdradzane.... i jedne i drugie powinny
      popracowac nad sobą a nie nad nim czy rodziną....


      • Gość: Jasio Re:do Natascha IP: 213.98.114.* 15.11.01, 21:56
        Podziwiam,jestes wzorem cierpliwosci i dobroci! Ja niestety nie mam takich
        zalet.List jakiegos rozmazanego safanduly wyprowadil mnie z rownowagi,i do tego
        leje deszcz ! Serdecznie pozdrawiam
        • natascha Re:do Jasia 15.11.01, 22:54
          Jasiu, wez sobie kieliszek dobrego wina, pusc przyjemna muzyke, poloz nogi na
          stol i pomysl: dziekuje ci, ktokolwiek to jestes, ze mnie nie stworzyles takim
          jak inni. Dziekuje ci, za kochanke, ktora kochac kocham, dziekuje ci za zone,
          ktora kochac powinienem, dziekuje ci za to, ze umiem myslec i widziec. A przede
          wszystkim, o stworco moj, dziekuje ci, ze mi dales pracujacy umysl. I WYPIJ TO
          WINO !!!I swiat pojasnieje. Bo zycie jest pieknem nawet jak leje deszcz. I nie
          denerwuj sie tak, ciesz sie, ze taki nie jestes. I czytaj dalej i baw sie
          swietnie!! Szkoda, ze Wydra zamilkla!! Pozdrowienia!!
    • Gość: Kytnamor Re: Skrzywdzony IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.01, 00:01
      Co mam myśleć o kobiecie, która zostawia swojego męża, chociaż mu nic nie może
      zarzucić? Jest uczciwy, wierny, bez nałogów, wypełnia wszystkie rodzinne
      obowiązki. Pobrali się z miłości. Różnili się tylko tym, że ona miała dom a on
      był niemajętny. Ale dla miłości to przecież nic nie przeszkadza.
      Założyli rodzinę, pojawiło się pierwsze dziecko, życie wypełniły codzienne
      troski i kłopoty. Wzniosłe uczucia, gorące randki, romantyczne chwile,
      zamieniły się teraz na codzienne życie rodzicielskie, rolę matki, rolę ojca,
      funkcje żony i męża, gospodyni i gospodarza. ON wywiązywał się z tego jak
      najlepiej umiał. ONA nie mogła zrozumieć, że miłość zmienia formy i nie mogła
      się pogodzić, że pierwsza miłość romantyczna przemienia się w swej formie. Dla
      niej koniec romantycznej fazy skojarzył się z końcem miłości w ogóle.
      Zechciała rozwodu. To było bolesne dla niego. Ale czy można kogoś na siłę
      przymuszać do siebie? Rozstali się.
      Ona na razie jest sama. Myśli, że zrobiła dobrze. Zaczyna jednak rozglądać się
      za odnalezieniem smaku romantycznej miłości, który można znaleźć poznając znowu
      nową osobę. Ona nie umiała budować romantycznej strony w swoim małżeństwie.
      Myślała, że pierwszy romantyzm rodzący się spontanicznie, pozostaje na zawsze w
      niezmienionej postaci.
      Co mam myśleć o takiej kobiecie? Czy ona znajdzie kiedykolwiek to, co szuka, na
      dłużej? Czy jest w ogóle jakiś sposób na „zmądrzenie” takich kobiet?
      A może było by lepiej, by znalazła sobie kochanka lub sama była kochanką, ale
      nie rozbijała rodziny …..?????
      • Gość: Jasio Re: Skrzywdzony IP: 213.98.114.* 16.11.01, 01:15
        Gość portalu: Kytnamor napisał(a):

        > Co mam myśleć o kobiecie, która zostawia swojego męża, chociaż mu nic nie może
        > zarzucić? Jest uczciwy, wierny, bez nałogów, wypełnia wszystkie rodzinne
        > obowiązki. Pobrali się z miłości. Różnili się tylko tym, że ona miała dom a on
        > był niemajętny. Ale dla miłości to przecież nic nie przeszkadza.
        > Założyli rodzinę, pojawiło się pierwsze dziecko, życie wypełniły codzienne
        > troski i kłopoty. Wzniosłe uczucia, gorące randki, romantyczne chwile,
        > zamieniły się teraz na codzienne życie rodzicielskie, rolę matki, rolę ojca,
        > funkcje żony i męża, gospodyni i gospodarza. ON wywiązywał się z tego jak
        > najlepiej umiał. ONA nie mogła zrozumieć, że miłość zmienia formy i nie mogła
        > się pogodzić, że pierwsza miłość romantyczna przemienia się w swej formie. Dla
        > niej koniec romantycznej fazy skojarzył się z końcem miłości w ogóle.
        > Zechciała rozwodu. To było bolesne dla niego. Ale czy można kogoś na siłę
        > przymuszać do siebie? Rozstali się.
        > Ona na razie jest sama. Myśli, że zrobiła dobrze. Zaczyna jednak rozglądać się
        > za odnalezieniem smaku romantycznej miłości, który można znaleźć poznając znowu
        >
        > nową osobę. Ona nie umiała budować romantycznej strony w swoim małżeństwie.
        > Myślała, że pierwszy romantyzm rodzący się spontanicznie, pozostaje na zawsze w
        >
        > niezmienionej postaci.
        > Co mam myśleć o takiej kobiecie? Czy ona znajdzie kiedykolwiek to, co szuka, na
        >
        > dłużej? Czy jest w ogóle jakiś sposób na „zmądrzenie” takich kobie
        > t?
        > A może było by lepiej, by znalazła sobie kochanka lub sama była kochanką, ale
        > nie rozbijała rodziny …..?????

        Osobiscie uwazam,ze na forum powinno sie pisac o problemach
        niestandartowych,ciekawych ,ktore cos wnosza nowego,niecodziennego.Oczywiscie dla
        kazdego jego story jest nadzwyczajne! Ale wybacz kolego Twoja historia to tak
        codzienna i typowa,ze az nudna.Oj kolego mysle ,ze zawaliles sam swoje
        malzenstwo.Zanudziles swoja zone.Rozumie jestes spokojnym czlowiekiem,rodzinnym
        itd.Kobiety sa rozne(chwala Bogu)Twoja nie chciala zestarzec sie kilka lat po
        slubie.Ty spelniales obowiazki! A troszke szalenstwa ,spontanicznie jak za
        narzeczenstwa?Ech stary nawet taki wygodnicki jestes,by dla spokoju i posiadania
        darmowej pomocy domowej gotow bys byl na akceptowania kochanka-byleby nie
        rozbijac rodziny,jak piszesz.Oj jaka nuda bije z twojego postu.A tak miedzy
        nami,co Ciebie teraz obchodzi,kogo znajdzie i co z tym kims przezyje?Wszystko
        lepsze od zycia z nudnym facetem,odzianym we flanelowa koszule miekkie kapcie i
        marzacym o kapusniaku i kotlecie mielonym ,ktory przyprawi zonka -cicha spokojna
        odziana w schludny fartuch(ustawiona w swojej roli)A jaka to atrakcja wyprawa na
        dzialke itd.Coz ona jeszcze chce?Ma wszystko! Tak moglbym ciagnac bez konca-ale
        to rownie nudzi jak Twoj post. Pozdrawiam cie standartowa ofiaro malzenskiej
        rutyny i powtarzania wzorcow idealnego malzenstwa z czasow minionych.
      • Gość: Natascha Re: Skrzywdzony IP: *.proxy.aol.com 16.11.01, 09:27
        Ja ci powiem, bo ja jestem wlasnie taka zona, ktora rozbila rodzine i
        nienamacalnych powodow. I ja jestem wlasnie tak, ktora miala takiego meza. Wzor
        cnot wszelakich!!! I moj maz pewnie by sie zgodzil, gdybym sobie zafundowala
        kochanka. On by pewnie udawal, ze go nie widzi. Nie, moj drogi, majatek nie ma
        tu nic do rzeczy. To nuda ma tu cos do gadnia. NUDA, nudna jak flaki z olejem!!
        Kazdy wie, ze zycie sie zmienia, ale nie kazdy moze wlasnie NIEZMIENNOSC
        zaakceptowac! A co ty chciales?? ty chciales wlasnie tego! zeby sie nic ni
        zmienialo. Zycie szlo jak letnia woda przed siebie.Rodzina?? wzniosle slowo i
        nadrzedna wartosc?? Nie, moj drogi!! Rodzina, to jest miejsce, gdzie jest sie
        soba i zaspakaja sie wlasne potrzeby. Kazdego!!! A nie jakies slowo. RODZINA. I
        trzeba tego drugiego codziennie zdobywac a nie stawiac przy kuchence i zamykac
        oczy na problemy i potrzeby. To po co ci tk zona, skoro nawet kochanka bys
        zaakceptowal?? Zeby nie stracic tego domu??? To nie jest latwe burzyc cos, co
        sie ma i isc w przyszlosc bez pewnosci. Wierz mi. Ale satysfakcja z zycia jest
        ogromna. I wiesz co?? wszystko mozna jeszcze raz wzyciu miec i kupic, ale
        szacunku do siebie samego nie kupisz za zadne pieniadze. A juz zycia, dla
        ktorego warto zyc nie kupisz nigdzie. I ty pomysl jak mozesz sie obudzic z tego
        letargu. Wszystko jest dla ludzi i dla ciebie tez!!!Zarzucasz zonie pogon
        zaromantycnoscia?? a dlaczego nie?? Dlczego ona ma sie tego wyrzec w imie
        wyzszego celu, jakim jest rodzina?? Dlaczego?? To ty sie obudz i daj jej tego,
        czego ona potrzebuje. I byc moze, ze dostaniesz na obiadek kotlecik mielony ze
        sklepu. I byc moze, ze opuscisz swoje ulubione wiadomosci w TV. I co? umrzesz
        przez to??? Ale, drogi, zycie bedzie radosniejsze, pelniejsze i barwniejsze. I
        wtedy nawet twoja zona zrobi ci schabowy w ksztalcie serca. Tylko ty, musisz to
        serce widziec a nie kupe miesa na talezu. Pomysl nad tym!!
        • Gość: Aga Re: Natasha i Jasio IP: *.oknet.com.pl 16.11.01, 14:29
          Ja mysle, ze zle zrozumieliscie Kytnamora. On nie pisal o sobie. On pisal o tym,
          ze nie rozumie postepowania Natashy i to wlasnie jej przypadek mial na mysli, a
          nie swoje zycie. Tak przynajmniej ja to widze ale moze sie myle...
          Przy okazji chcialam Ci Natasho podziekowac za Twoje wypowiedzi. Piszesz
          dokladnie to, co chcialabym napisac ja.
          Ja czuje sie tak jak Ty czulas sie w swoim malzenstwie. Moja droga jest troche
          bardziej kreta ale ciesze sie, ze chociaz problemy nie sa wyimaginowane. Moze
          jakos w koncu moje zycie sie ulozy jako calosc i zobacze jasna przyszlosc ;)
          Na razie planuje swoja przyszlosc zaledwie z dnia na dzien i ciesze sie chwilami
          szczescia, ktore uda mi sie przezyc.
          Pozdrawiam - Aga.
    • Gość: Piotr* Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.11.01, 13:37
      Czy jestem ostatnim Mohikaninem?
      Po 24 latach małżeństwa moja żona jest najpiękniejszą , najseksowniejszą
      kobietą na świcie.

      Hej
      • ingri Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził? 16.11.01, 13:55
        Gość portalu: Piotr* napisał(a):

        > Czy jestem ostatnim Mohikaninem?
        > Po 24 latach małżeństwa moja żona jest najpiękniejszą , najseksowniejszą
        > kobietą na świcie.
        >
        > Hej


        O zadufany w sobie mezczyzno, pomysl ze to dziala w obydwie strony a czy Ty takze
        dla niej jestes dla niej naj...?
        • Gość: Jasio Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził? IP: 213.98.114.* 16.11.01, 15:26
          ingri napisał(a):

          > Gość portalu: Piotr* napisał(a):
          >
          > > Czy jestem ostatnim Mohikaninem?
          > > Po 24 latach małżeństwa moja żona jest najpiękniejszą , najseksowniejszą
          > > kobietą na świcie.
          > >
          > > Hej
          >
          >
          > O zadufany w sobie mezczyzno, pomysl ze to dziala w obydwie strony a czy Ty tak
          > ze
          > dla niej jestes dla niej naj...?

          Durne pytanie !Zapytaj o to jego zony-czlowiek pisze o sobie i swoich
          uczuciach.jezeli tak mysli to jest szczesliwy i jego zona powinna byc zadowolona!
          wcale nie jest zadufany .Jest normalnym mezem,ktory kocha swoja zone.Co w tym
          dziwnego?
        • misiaczek31 Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził? 16.11.01, 15:55
          ingri napisał(a):
          > O zadufany w sobie mezczyzno, pomysl ze to dziala w obydwie strony a czy Ty tak
          > ze
          > dla niej jestes dla niej naj...?
          Podpisuje sie pod postem Jasia. Za madra to nie jestes ingri.
          Pozdrowka.
        • Gość: Piotr* Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.11.01, 16:54
          ingri napisał(a):

          > Gość portalu: Piotr* napisał(a):
          >
          > > Czy jestem ostatnim Mohikaninem?
          > > Po 24 latach małżeństwa moja żona jest najpiękniejszą , najseksowniejszą
          > > kobietą na świcie.
          > >
          > > Hej
          >
          >
          > O zadufany w sobie mezczyzno, pomysl ze to dziala w obydwie strony a czy Ty tak
          > ze
          > dla niej jestes dla niej naj...?

          Tak ingri .Jestem naj i jedyny.
          • natascha Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził?Do Pio 16.11.01, 18:01
            naprawde ci zazdroszcze i to nie jest zlosliwosc. Jestes naprawde szczesliwym
            czlowiekiem i twoja zona tez. Widocznie dogoniliscie to, za czym wielu goni,
            niewielu potrafi dogonic i utrzymac a jeszcze wiecej w ogole nie wie, ze
            istnieje. Szczescie!! Trzymaj je mocno i nie pozwol zeby je codziennosc zabila.
            Pozdrowienia!
            • Gość: Piotr* Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził?Do Pio IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 16.11.01, 19:35
              Dzięki , pilnuję
      • maxwella Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził?- ja 19.11.01, 08:33
        Nie mogę pochwalić się aż takim długim stażem- ale 16 lat to też długo. Czy to
        możliwe, że już 16 lat? No tak, dużo się zdarzyło, ale uczucie ciągle świeże i
        tyle wspólnych planów na przyszłość.
        Pozdrawiam, miło, że sa tu jeszcze tacy, jak ty.
        • Gość: Piotr* Re: Czy jest tu ktoś kto nigdy nie zdradził?- ja IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.11.01, 09:55

          Złote Gody to jest coś i jestem pewien ,że przy takim podejściu
          do życia i pielęgnacji uczucia , nie wydam ani grosza na wiagrę.

          Też mi miło Cię spotkać.
    • Gość: Kytnamor Re: Skrzywdzony IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.01, 00:16
      Moja żona była jak dziecko, któremu cały czas trzeba było sypać cukierki.
      Jednak we wspólnym domu, obowiązkach, rolach małżeńskich trzeba dorosnąć do
      dawania. Na ogół ludzie mylą miłość nastawioną na branie z miłością prawdziwą,
      która niczego nie chce, wszystko akceptuje, wszystko daje i nie przemija z byle
      powodu.
      „JEŻELI będziesz wciąż atrakcyjnym kochankiem… jeśli usatysfakcjonujesz moje
      pragnienia… jeśli w łóżku będziesz ciągle niezwykły… jeśli mi się oddasz, …
      jeżeli codziennie będziesz mnie zdobywać - to będę cię kochać”. Czasem podobną
      miłością rodzice kochają swoje dzieci: „Jeśli przyniesiesz mi dobre oceny ze
      szkoły… jeśli będziesz miał porządek w pokoju… jeśli zrobisz to a tamto… jeśli
      będziesz dobrym dzieckiem - to mamusia z tatusiem będą cię kochać. Taka miłość
      szybko niszczy się sama, gdy warunki nie są spełniane i czasem przeradza się w
      nienawiść.
      „Kocham cię PONIEWAŻ jesteś piękna… majętna… Kocham cię, ponieważ dajesz mi
      poczucie bezpieczeństwa… jesteś sławny… jesteś podziwianym menadżerem…
      sportowcem” Lubimy być kochani z jakiegoś powodu i jest to miłość lepsza
      od „JEŻELI”. Tamta wymaga wiele wysiłku, by nas ktoś kochał, a tu wystarczy że
      się „kimś” jest. Sława sportowca się jednak kończy, menadżer może stracić
      stanowisko i pieniądze - i … kończy się miłość. Kochało się, ponieważ było za
      co. A teraz trafia się ktoś nowy i lepszy i jest go za co kochać…
      Prawdziwa miłość jest jednak wolna i niezależna. Potrafi dawać i niczego nie
      żądać w zamian. Dawanie sprawia jej przyjemność. Nie przymusza do niczego,
      można w niej czuć się swobodnym. Miłość „JEŻELI” i „PONIEWAŻ” są pazerne i
      tylko patrzą, by coś dostać. Miłość prawdziwa jest związkiem, w którym pragnie
      się dawać. Jest to dobrowolne dawanie samego siebie i nie jest to coś ślepego.
      Po prostu kocha się kogoś takim, jakim jest. Taka miłość wywołuje w partnerze
      naturalne pragnienie, żeby być taką osobą, jakiej pragnie partner. I wcale nie
      musi się takim być – tego się chce.
      Jeśli żona i mąż potrafią kochać się tak dojrzałą miłością, to dobrowolnie i
      bez przymusu będą się zmieniać dla siebie. I nawet jeśli będą między nimi duże
      różnice, to ta miłość pomoże znaleźć im dopasowanie, wzajemne zrozumienie,
      akceptację, bliskość i uczucie.

      Mógłbym jeszcze dużo pisać o miłości, ale na dziś wystarczy. Przyglądam się od
      dłuższego czasu dla Nataschy. Natascho, a jakim rodzajem miłości kochałaś
      swojego męża, zanim rozbiłaś rodzinę?
      Im bardziej Cię poznaję, tym bardziej się upewniam, że w ogóle się nie
      nadawałaś do małżeństwa. Pełno w tobie goryczy, jadu, głupoty życiowej,
      egoizmu, niemoralności, lekceważenia Boga, dumy, mędrkowania, infantylizmu.
      Ciągle tylko żądasz, potrzebujesz, narzekasz, oczekujesz, wymagasz, nudzisz się
      i masz pretensje. Przypominasz w tym jakąś babę jagę z niekończącymi się
      pretensjami wymaganiami. I święty by z taką egoistką nie wytrzymał. Twoja nuda
      coraz bardziej kojarzy mi się z królową carycą Rosji. Może w jej roli dopiero
      byś się nie czuła znudzona. Ale ja, gdybym nawet prowadził agencje towarzyską
      świadczącą usługi seksualne, nie zatrudniłbym takiej kobiety jak Ty. Swoim
      nastawieniem na BRANIE zniechęcałabyś tylko klientów.
      A jeśli już czytasz posty, to naucz się dwóch rzeczy. Czytaj uważnie i rozumuj
      dokładnie. Chociaż na tyle, na ile zrobiła To Aga w poście: Re: Natasha i Jasio
      Autor: Gość portalu: Aga
      Data: 16-11-2001 14:29. Ona zrozumiała mój post najlepiej.
      Dla wielkich egoistów była to tylko zwykła pułapka. I wpadli jak śliwka w
      kompot. Reakcje były typowe. Zawsze wina w całości leży tylko po drugiej
      stronie...
      No cóż, ale Twój poziom inteligencji, moralności i skrajnego egoizmu równa
      się głupocie Jasia. Myślę, że powinniście bliżej się poznać i zająć tylko sobą.
      Ale wasza miłość również trwała by bardzo krótko. Miłość egoistów po prostu
      zżera się sama.

      rotyk@poczta.gazeta.pl
      • Gość: Jasio Re: Skrzywdzony IP: 213.98.114.* 18.11.01, 01:10
        Gość portalu: Kytnamor napisał(a):

        > Moja żona była jak dziecko, któremu cały czas trzeba było sypać cukierki.
        > Jednak we wspólnym domu, obowiązkach, rolach małżeńskich trzeba dorosnąć do
        > dawania. Na ogół ludzie mylą miłość nastawioną na branie z miłością prawdziwą,
        > która niczego nie chce, wszystko akceptuje, wszystko daje i nie przemija z byle
        >
        > powodu.
        > „JEŻELI będziesz wciąż atrakcyjnym kochankiem… jeśli usatysfakcjonu
        > jesz moje
        > pragnienia… jeśli w łóżku będziesz ciągle niezwykły… jeśli mi się o
        > ddasz, …
        > jeżeli codziennie będziesz mnie zdobywać - to będę cię kochać”. Czasem po
        > dobną
        > miłością rodzice kochają swoje dzieci: „Jeśli przyniesiesz mi dobre oceny
        > ze
        > szkoły… jeśli będziesz miał porządek w pokoju… jeśli zrobisz to a t
        > amto… jeśli
        > będziesz dobrym dzieckiem - to mamusia z tatusiem będą cię kochać. Taka miłość
        > szybko niszczy się sama, gdy warunki nie są spełniane i czasem przeradza się w
        > nienawiść.
        > „Kocham cię PONIEWAŻ jesteś piękna… majętna… Kocham cię, poni
        > eważ dajesz mi
        > poczucie bezpieczeństwa… jesteś sławny… jesteś podziwianym menadżer
        > em…
        > sportowcem” Lubimy być kochani z jakiegoś powodu i jest to miłość lepsza
        >
        > od „JEŻELI”. Tamta wymaga wiele wysiłku, by nas ktoś kochał, a tu w
        > ystarczy że
        > się „kimś” jest. Sława sportowca się jednak kończy, menadżer może s
        > tracić
        > stanowisko i pieniądze - i … kończy się miłość. Kochało się, ponieważ był
        > o za
        > co. A teraz trafia się ktoś nowy i lepszy i jest go za co kochać…
        > Prawdziwa miłość jest jednak wolna i niezależna. Potrafi dawać i niczego nie
        > żądać w zamian. Dawanie sprawia jej przyjemność. Nie przymusza do niczego,
        > można w niej czuć się swobodnym. Miłość „JEŻELI” i „PONIEWAŻ&
        > #8221; są pazerne i
        > tylko patrzą, by coś dostać. Miłość prawdziwa jest związkiem, w którym pragnie
        > się dawać. Jest to dobrowolne dawanie samego siebie i nie jest to coś ślepego.
        > Po prostu kocha się kogoś takim, jakim jest. Taka miłość wywołuje w partnerze
        > naturalne pragnienie, żeby być taką osobą, jakiej pragnie partner. I wcale nie
        > musi się takim być – tego się chce.
        > Jeśli żona i mąż potrafią kochać się tak dojrzałą miłością, to dobrowolnie i
        > bez przymusu będą się zmieniać dla siebie. I nawet jeśli będą między nimi duże
        > różnice, to ta miłość pomoże znaleźć im dopasowanie, wzajemne zrozumienie,
        > akceptację, bliskość i uczucie.
        >
        > Mógłbym jeszcze dużo pisać o miłości, ale na dziś wystarczy. Przyglądam się od
        > dłuższego czasu dla Nataschy. Natascho, a jakim rodzajem miłości kochałaś
        > swojego męża, zanim rozbiłaś rodzinę?
        > Im bardziej Cię poznaję, tym bardziej się upewniam, że w ogóle się nie
        > nadawałaś do małżeństwa. Pełno w tobie goryczy, jadu, głupoty życiowej,
        > egoizmu, niemoralności, lekceważenia Boga, dumy, mędrkowania, infantylizmu.
        > Ciągle tylko żądasz, potrzebujesz, narzekasz, oczekujesz, wymagasz, nudzisz się
        >
        > i masz pretensje. Przypominasz w tym jakąś babę jagę z niekończącymi się
        > pretensjami wymaganiami. I święty by z taką egoistką nie wytrzymał. Twoja nuda
        > coraz bardziej kojarzy mi się z królową carycą Rosji. Może w jej roli dopiero
        > byś się nie czuła znudzona. Ale ja, gdybym nawet prowadził agencje towarzyską
        > świadczącą usługi seksualne, nie zatrudniłbym takiej kobiety jak Ty. Swoim
        > nastawieniem na BRANIE zniechęcałabyś tylko klientów.
        > A jeśli już czytasz posty, to naucz się dwóch rzeczy. Czytaj uważnie i rozumuj
        > dokładnie. Chociaż na tyle, na ile zrobiła To Aga w poście: Re: Natasha i Jasio
        >
        > Autor: Gość portalu: Aga
        > Data: 16-11-2001 14:29. Ona zrozumiała mój post najlepiej.
        > Dla wielkich egoistów była to tylko zwykła pułapka. I wpadli jak śliwka w
        > kompot. Reakcje były typowe. Zawsze wina w całości leży tylko po drugiej
        > stronie...
        > No cóż, ale Twój poziom inteligencji, moralności i skrajnego egoizmu równa
        > się głupocie Jasia. Myślę, że powinniście bliżej się poznać i zająć tylko sobą.
        >
        > Ale wasza miłość również trwała by bardzo krótko. Miłość egoistów po prostu
        > zżera się sama.
        >
        > rotyk@poczta.gazeta.pl

        Rozumie,ze rotyk to skrot od SKLEROTYK .Napisze ci tak bys zrozumial:aby
        cokolwiek czytac ,to tekst musi byc choc troche ciekawy i o czyms mowic.ja jako
        glupi (tak o mnie napisales)nie zmoglem przeczytac ani 3 czesci-nudne ,za dlugie
        i z daleka zalatuje taka niebotyczna bzdura.Wybacz ale jestes nudnym
        palantem,ktory pieprzy durne kawalki bez skladu i sensu.Nawet taki glupi jak ja
        zasypia czytajac twoje wypociny.Ale masz pelne prawo pisac co chcesz i jak
        chcesz.Oczywiscie powinines byc gotow na rozne odcienie krytyki.poniewaz naleze
        do glupich to zapewniam cie jeszcze raz :nigdy wiecej nie bede czytal twoich ble
        ble ble . juz nigdy nie nazwe cie grafomanem-nudziarzem lub tepakiem i
        safandula,przysiegam uroczyscie:niech wszyscy swieci chronia mnie przed wdawaniem
        sie w dyskusje z ponurym ,zapyzialym debilem.amen.Glupi Jasio
      • natascha Re: Skrzywdzony. Do Ciebie!! 18.11.01, 11:13
        No i co, lepiej ci?? Widzisz moj drogi, kultura rozmowy polega na tym, zeby nie
        obrazac nikogo, kto ma inne zdani niz ty sam. A ja mam inne zdanie. I bede je
        miala. I choc masz racje mowiac o tych cukierkach, to z reszy slow do mnie
        przebija twoja zlosc i niemoc. Nie masz innych argumentow jak tylko te, ktre
        twoim zdaniem powinny mnie dotkanc i obrazic. Mylisz sie!!! I najlepiej bedzie
        Boga nie mieszac do tej rozmowy, bo Bog nie jes tu zadnym argumentem, a jesli
        nawet to Bog nakazal nm sie kochac. Idzcie i kochajcie sie!! Nie tak bylo??? A
        wiec zostw Boga w spokoju. I masz racje, ze kochac kogos, to jest dawac.
        Dawac!!! I tu masz te twoja porcje cukierkow, ktorej tak chciala twoja zona. A
        ty raz na cale zycie dales jej cukierki, ktore ona twoim zdaniem, powinna sobie
        przez cale zycie wydzielac. Ty dales raz i koniec. A zyciu trzeba dawac
        codziennie i od nowa. I co bylo takiego zlego w tym, ze zona domgala sie, moze
        nie domagala, ale chciala miec te porcje cukierkow od nowa? Co???? Skoro
        pojmujesz milosc jak dawanie to dlaczego nie dawales jej tych cukierkow???
        Poslubiles ja i koniec??? I ona ma z tego faktu byc zadowolona ??? Laska
        splynela na nia ogromna, ma meza, ma dziecko i czego jeszcze chce?? Zyc moj
        drogi, zyc!!! Radosci w zyciu, czegos przed soba a nie za soba!!! I glupio
        myslisz, ze kocha sie za cos. Ja nigdy tak nie myslalam, ale widocznie to jest
        dla ciebie takie jasne, skoro to wlasnie poruszasz. Kocha sie pomimo wszystko.
        Na dobre i zle. I kochac trzeba codzienie od nowa i codziennie na nowo a nie
        raz a reszta idzie sama. Wlasnie, jak te twoje cukierki. Nie wystarczy raz dac
        porcje cukierkow i oczekiwac wdziecznosci na reszte zycia za nie. Dalem ci moja
        milosc, dalem ci cukierki, a ty, taka niewdzieczna nie pamietsz o tym??? tak by
        to z twojego sposobu rozumienia swiata i milosci wynikalo. Raz ci dalem. Nie,
        moj drogi, tak nie jest. Codziennie trzeba dawac porcje cukierkow, codziennie
        trzeba dawac milosc i codzienie jej oczekiwac. I wtedy ona nie odejdzie. A co
        bdzie tym cukierkiem na dzisiejszy dzien, to juz zalezy od nas samych. I to nie
        musi byc nowe auto albo sex do upadlego. Nie!! To ma byc radosc z tego, ze jest
        sie razem, ze sie kocha i jest kochanym. Nie dla zalet, ale pomimo wad i
        slabosci. I nazwij mnie sobie jak chcesz. Mnie to wisi i powiewa. Mnie jest
        ciebie zal. Bo ty masz tez tylko jedno zycie. Tak jak ja. Ale ja od mojego
        zycia wymagam wiecej i czlowiek przy moim boku ktory mi nie jest do niczego
        potrzebny mnie nie zadawala. I uczciwiej jest, moim zdaniem, odejsc fizycznie i
        przerwac ten zwiazek, niz tkwic przy jego boku, udawac dalej milosc i dawac
        zludne ndzieje. Milosc odeszla a milosc powinna ludzi laczyc, czyz nie??? A
        jakie masz prawo mowic o mojej moralnosci??? ty, ktory sie sam oszukujesz??
        Uwazasz, ze moralniej jest grac te komedie pt malzenstwo, niz powiedziec sobie
        prawde: nie kocham cie i ochodze?? Widzisz, moja moralnosc mi na to nie
        pozwala. Moja moralnosc nie pozwala mi na spelnianie "obowiazkow malzenskich"
        bo dla mnie takie cos, to jest wlasnie agencja seksualna na dodatek gratis. I
        jesli ja bede ta agencja seksualna, to tylko z wlasnej i nieprzymuszonej woli a
        nie dlatego, ze ktos ma prawo do mojego ciala, bo jest moim mezem. Taka jest
        moja moralnosc. I to jest moje cialo i ja moge z nim zrobic co chce. Ale
        dlatego, ze chce a nie dlatego, ze mam "obowiazki". I taka jest moja moralnosc,
        ktora ty tak krytykujesz. Nie stac mnie nawet tu na udawanie milosci i
        spelniania obowiazkow dla swietego spokoju. Wybacz, az mnie otrzasa na sama
        mysl. I na to MNIE nie stac, ale nie odwazam sie ublizac innym, ktorych z
        niezrozumialych dla mnie powodow na to stac. I jak to dobrze, ze nie jestesmy
        wszyscy jednkowi. Zycie byloby nudne jak flaki z olejem. I jesli ja jestem nie
        dojrzala do zycia i malzenstwa, to jestem. Ale to jestem ja. I nwet dla
        swietego pojecia rodziny, sakramentu i inych tego typu wznoslych hasel nie
        poswiece sie. Bo to jest tak jak z tym sportowcem, ktorego kocha sie za
        wyczyny. Ja sie pswiece, ja dam wyczyn i bede kochana??? Nie, moj drogi. A tak
        naprawde, to mnie sie wydaje, ze twoj problem tkwi gdzie indziej. Moze
        pownienies sie nd tym zastanowic? Kochac kogos, to znaczy zyczyc mu szczescia,
        nawet przed szcesciem wlasnym. Kochasz tak swoja zone???
        • Gość: Kytnamor Re: Skrzywdzony. IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 19.11.01, 01:47
          Jeśli odezwie się ktoś z kulturą, to popłyną składne zdania, piękna
          polszczyzna, logika i wiedza zgodna z naukowymi opracowaniami tematu.
          Jeśli odzywa się Jasio, to sypią się wulgaryzmy i z zamiast rzeczowych
          argumentów epitety. Sporo było tych „mądrych słów” w ostatnim poście. Patrzcie
          wszyscy na tą „mądrość” Jasia. Cytuję dosłownie i z wszystkimi błędami:
          - jestes nudnym palantem, ktory pieprzy durne kawałki
          - rotyk to skrot od SKLEROTYK
          - nazwe cie grafomanem-nudziarzem lub tepakiem i safandula,
          - ponurym ,zapyzialym debilem.
          No i widzę Jasiu, że masz podobne problemy ze zrozumieniem pisanego tekstu jak
          i Natasha. Zarzucasz mi, że nazwałem Cię głupim Jasiem. Piszesz tak: „ja jako
          glupi (tak o mnie napisales)”. Ciekawe w którym miejscu? Pisałem tylko o
          głupocie Jasia, a głupio postępować czy wypowiadać się na forum może zdarzyć
          się każdemu. Natomiast samemu na forum odkrywać się i oświadczać, że: „ naleze
          do głupich” i podpisywać post „Glupi Jasio” graniczy z debilnym przejawem
          zachowania.
          Naprawdę, coraz bardziej pasujesz mi do Natashy.

          No a Tobie, Nataszo, Jak ci się podoba Twój kolega, Jasio, skoro się z nim
          zgadzasz w wielu „mądrościowych” wypowiedziach? Powiedz wszystkim, czy gdyby
          był wolny, wyszła byś za niego i smażyłabyś codziennie kotlety w kształcie serc?

          Zadałem Ci w ostatnim poście tylko jedno pytanie, jakiego rodzaju miłością
          kochałaś swego męża: miłością JEŻELI, miłością PONIEWAŻ czy miłością DAWANIA.
          Pomimo morza słów nie było w nich odpowiedzi.
          Ale napisałaś też kilka zdań bardzo mądrych: „Kocha się pomimo wszystko.
          na dobre i złe. I kochać trzeba codziennie od nowa i codziennie na nowo a nie
          raz, a reszta idzie sama. Codziennie trzeba dawać miłość i codzienne jej
          oczekiwać. I wtedy ona nie odejdzie. (…)To ma być radość z tego, że jest się
          razem, że się kocha i jest kochanym. Nie dla zalet, ale pomimo wad i słabości.
          (…) Kochać kogoś, to znaczy życzyć mu szczęścia, nawet przed szczęściem
          własnym. ”
          Gdybyś taką miłością kochała swego męża, to dziś bylibyście szczęśliwym
          małżeństwem. Ale Ty pewnie umiesz tylko mędrkować. Ostatecznie góruje nad Tobą
          niszczycielsko Twój egoizm. Wciąż wykrzykujesz tak samo: To on powinien, to on
          był jakiś takiś, to on powinien się zmienić, to on był nudny, to on powinien
          był coś zrobić…
          Jasio w swym poście naiwnie obnażył się kim jest naprawdę. Podobnie Ty
          potwierdziłaś moje przewidywania co do Twojej wartości jako materiału do
          małżeństwa i rodziny. Posłuchaj sama siebie: „. I jesli ja jestem nie dojrzala
          do zycia i malzenstwa, to jestem. Ale to jestem ja. I nwet dla swietego pojecia
          rodziny, sakramentu i inych tego typu wznoslych hasel nie poswiece się”.

          Na dziś żegnam. Do następnego razu.

          rotyk@poczta.gazeta.pl
          • macally Re: Skrzywdzony. Do Natashy i Jasia 19.11.01, 20:18
            Moi Drodzy!
            Serdecznie Was pozdrawiam i przyznam, ze nie pisalam dlugo, za to przygladalam
            sie bacznie dyskusji na forum.
            KOCHANI!!!!! Daliscie sie oszukac!!!!!!
            Kytnamor to nikt inny , tylko Romantyk, przeczytajcie sobie od tylu!!!
            Nawet adres wyswietlajacy sie po prawej stronie jest ten sam. Pamietasz
            Natasho? Juz nikt nie chcial czytac tych jego glodnych kawalkow o Danucie i o
            tym jak bardzo kocha zone. nawet nie chce mi sie go przypominac. Ty Jasiu tez
            sobie juz przypomniales, prawda? Ale Wam krwi napsuł. Jednym slowem daliscie
            ciala. Mial facet z kim pogadac. Jasiu, poniewaz napisales do niego, ze juz
            wiecej nie bedziesz czytal jego postow, to Ci tylko przekaze, ze w swojej
            wypowiedzi m.in. Kytnamor-Romantyk dziwil sie, ze nie uzywasz polskich liter.
            Wiec ja w formie protestu tez przestalam uzywac, chociaz pisze z Polski.
            Ludzie , ale DUPEK!!!!!!
            Jasiu, podziwiam Cie za taki dlugi jak na Ciebie post i pozdrawiam.
            Natasho, ty tez sie Moja Kochana napisalas. Tak wiec ostrzegam Was przed tym
            nieciekawym typkiem.
            Pozdrowienia dla Alfiny
            • Gość: Natascha Re: Do Macally! IP: *.proxy.aol.com 19.11.01, 20:47
              Dziekuje, bystra jestes!!! Ale wpadl!!! Teraz sie juz tu pewnie ne pokaze!!
              Rzeczywiscie nie wpadlam na to i dalam sie nabrac!!!! Ale nieszkodzi, niech wie
              co ja o o nim wspak mysle!! No i patrz, tak sie wysilal i wpadl!! Smiac mi sie
              chce!!! Bedny Romantyk, ktory swoja Ukochana by chcial ale i zony nie pusci.
              Chytry podwojnie traci!! Dziekuje i Malally. Przesylam ci serdeczne pozdrowinia
              i usmiech.
            • Gość: Jasio Re: Skrzywdzony. Do Natashy i Jasia IP: 213.98.114.* 19.11.01, 23:25
              macally napisał(a):

              > Moi Drodzy!
              > Serdecznie Was pozdrawiam i przyznam, ze nie pisalam dlugo, za to przygladalam
              > sie bacznie dyskusji na forum.
              > KOCHANI!!!!! Daliscie sie oszukac!!!!!!
              > Kytnamor to nikt inny , tylko Romantyk, przeczytajcie sobie od tylu!!!
              > Nawet adres wyswietlajacy sie po prawej stronie jest ten sam. Pamietasz
              > Natasho? Juz nikt nie chcial czytac tych jego glodnych kawalkow o Danucie i o
              > tym jak bardzo kocha zone. nawet nie chce mi sie go przypominac. Ty Jasiu tez
              > sobie juz przypomniales, prawda? Ale Wam krwi napsuł. Jednym slowem daliscie
              > ciala. Mial facet z kim pogadac. Jasiu, poniewaz napisales do niego, ze juz
              > wiecej nie bedziesz czytal jego postow, to Ci tylko przekaze, ze w swojej
              > wypowiedzi m.in. Kytnamor-Romantyk dziwil sie, ze nie uzywasz polskich liter.
              > Wiec ja w formie protestu tez przestalam uzywac, chociaz pisze z Polski.
              > Ludzie , ale DUPEK!!!!!!
              > Jasiu, podziwiam Cie za taki dlugi jak na Ciebie post i pozdrawiam.
              > Natasho, ty tez sie Moja Kochana napisalas. Tak wiec ostrzegam Was przed tym
              > nieciekawym typkiem.
              > Pozdrowienia dla Alfiny

              Witaj ! Nie jest tak zle.Nie czytalem za wiele postow a tego dupka przypadkiem
              zauwazylem.Mnie nie wciagnal w jakas pulapke .nawet nad tym sie nie
              zastanawialem,co taki nudziarz zamysla.jakbym te forum traktowal jak zagadki to
              bym uwaznie studiowal ,kazdy post:)) Bardzo dziekuje za ostrzezenie :)PS.Dzieki
              za solidarnosc-nie mieszkam w polsce i komp nie ma polskich znakow,podobno sa na
              to sposoby,ale znowu taki wielki"pisatiel " to nie jestem.Serdeczne pozdrowienia
              i usciski.Jasio
    • Gość: true ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: 212.160.165.* 20.11.01, 15:05
      Żyję z pewną osobą już 3 lata, kochamy się ona jest dobra kochana, etc. Nazywa
      mnie najlepszy chłopakiem pod słońcem, jestem dla niej wszystkim. Problem
      pojawił się w momencie kiedy zauważyłem , że nasz związek stracił namiętność
      nie ma już tego pożądania , które było kiedyś ,nie kochamy się prawie w ogóle,
      a mi tego bardzo potrzeba. Pojawiła się dziewczyna w mojej pracy bardzo
      atrakcyjna , piękna przemiła. Zakochał lub zauroczyła się w mnie. Poważnie
      rozmawiamy o pójściu razem do łóżka. Chce tego ona tego chce a ja nie wiem co
      zrobić bo kocham moją dziewczynę i mamy zamiar pobrać się w przyszłym roku a
      jednocześnie tak mocno pożądam znajomej z pracy , że boje się iż nie wytrzymam
      i ją zdradzę. Niech mi ktoś wybije to z głowy albo powie co zrobić bo nie mam
      pojęcia!
      • Gość: mika Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: *.acn.waw.pl 20.11.01, 17:11
        Hi, hi, hi! A może to znowu Romantyk?...
        • Gość: Kytnamor Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.01, 00:20
          No, natasho i jasiu, dordźcie co ma zrobić True? Na pewno doradzicie mu bardzo
          mądrze i w duchu moralności, uczciwości, odpowiedzialności, zasad prawdziwej
          miłości i zgodnie z wolą i mądrością Njajwyższego...
          Czekam niecierpliwie. Może w końcu przy Was zmądrzeję!!!

          Ps.: - mica, przykro mi, ale nie jesteś tak bystra jak macally.
          - Macally, szkoda, że mi nieco "popsułaś" moją zabawę z natashą i
          jasiem. Byłem ciekaw, kiedy sami na to wpadną... Miło mi jednak poznać
          nieco inteligentniejszą osbę.

          rotyk@poczta.gazeta.pl
      • luiza-w-ogrodzie Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? 21.11.01, 03:13
        Gość portalu: true napisał(a):

        > Żyję z pewną osobą już 3 lata, kochamy się ona jest dobra kochana, etc. Nazywa
        > mnie najlepszy chłopakiem pod słońcem, jestem dla niej wszystkim. Problem
        > pojawił się w momencie kiedy zauważyłem , że nasz związek stracił namiętność
        > nie ma już tego pożądania , które było kiedyś ,nie kochamy się prawie w ogóle,
        > a mi tego bardzo potrzeba. Pojawiła się dziewczyna w mojej pracy bardzo
        > atrakcyjna , piękna przemiła. Zakochał lub zauroczyła się w mnie. Poważnie
        > rozmawiamy o pójściu razem do łóżka. Chce tego ona tego chce a ja nie wiem co
        > zrobić bo kocham moją dziewczynę i mamy zamiar pobrać się w przyszłym roku a
        > jednocześnie tak mocno pożądam znajomej z pracy , że boje się iż nie wytrzymam
        > i ją zdradzę. Niech mi ktoś wybije to z głowy albo powie co zrobić bo nie mam
        > pojęcia!

        True, juz teraz brzmisz znudzony swoim zwiazkiem. Jezeli pozadania nie ma, to
        trzeba je wskrzesic! Nowy obiekt niczego nie zalatwi - po jakims czasie tez sie
        znudzi i bedzie trzeba nowego ciala i nowych podniet i tak mozna do konca zycia
        gonic za nowosciami.

        Sam musisz wiedziec, czy zalezy Tobie na Twojej dziewczynie i chcesz pracowac nad
        sukcesem Waszego zwiazku, czy tez najwazniejsze jest zeby sobie na boku podupczyc
        jak tylko pojawi sie pokusa. Miec wierna zone w domu i kochanki dla zabawy - stan
        idealny dla wielu mezczyzn (i kobiet tez, he, he, he). Jezeli juz teraz masz
        takie plany, zastanow sie zanim nalozysz obraczke - zalezy Tobie na utrzymaniu
        zwiazku, czy tez tylko na seksie? Jestes dlugo- czy krotkodystansowcem?

        Zycze wielu owocnych przemyslen w dlugie listopadowe wieczory...

        Luiza-w-Ogrodzie
        • unhappy Re: Do wszystkich uczestników Forum 21.11.01, 05:51
          Dość dawno nie zaglądałem na strony Forum, dopiero dzisiaj udało mi się
          podłączyć mojego laptopa do internetu. Przejrzałem pobieżnie ostatnie
          wypowiedzi i ze smutkiem stwierdzam, że znów zaczynają one odbiegać od
          postawionego przez Redakcję wątku.Zaczęły się osobiste wycieczki, które moim
          zdaniem nie powinny mieć miejsca.Szczególną pozycję wyrobił sobie Jasio,który
          uważa siebie za wyrocznie w sprawach stosunków damsko-męskich a tak naprawdę
          jest żałosnym okazem palanta. Niestety ze względu na różnicę czasu muszę już
          biec do swoich zawodowych zajęć ale obiecuję, że się jeszcze odezwę a w
          szczególności ustosunkuję się do inwektyw pod moim adresem wypowiedzianych
          przez Jasia. Do wszystkich, których interesuje moja historia : Jestem obecnie
          za granicami kraju i zacząłem realizację swoich planów, o których pisałem we
          wcześniejszych postach. Pozdrawiam wszystkich ciepło ( za wyjątkiem tego dupka
          Jasia )
          • Gość: Jasio Re: Do Un-itd IP: 213.98.114.* 21.11.01, 23:25
            unhappy napisał(a):

            > Dość dawno nie zaglądałem na strony Forum, dopiero dzisiaj udało mi się
            > podłączyć mojego laptopa do internetu. Przejrzałem pobieżnie ostatnie
            > wypowiedzi i ze smutkiem stwierdzam, że znów zaczynają one odbiegać od
            > postawionego przez Redakcję wątku.Zaczęły się osobiste wycieczki, które moim
            > zdaniem nie powinny mieć miejsca.Szczególną pozycję wyrobił sobie Jasio,który
            > uważa siebie za wyrocznie w sprawach stosunków damsko-męskich a tak naprawdę
            > jest żałosnym okazem palanta. Niestety ze względu na różnicę czasu muszę już
            > biec do swoich zawodowych zajęć ale obiecuję, że się jeszcze odezwę a w
            > szczególności ustosunkuję się do inwektyw pod moim adresem wypowiedzianych
            > przez Jasia. Do wszystkich, których interesuje moja historia : Jestem obecnie
            > za granicami kraju i zacząłem realizację swoich planów, o których pisałem we
            > wcześniejszych postach. Pozdrawiam wszystkich ciepło ( za wyjątkiem tego dupka
            > Jasia )

            To ,ze dawno nie zagladales na strony ,to ogromna strata-przyjm moje
            kondolencje.To ,ze nie masz czasu !ustosunkowac " sie do moich "inwektyw" jest
            dla mnie krzywda i obraza zarazem ! Z niecierpolwoscia oczekiwalem twego srogiego
            sadu i wykonania wyroku.Nie jadlem i nie spalem -czekalem na ostre
            bezkompromisowe ciosy demokletowego miecza ,ktory wisi nademna! i co
            zobaczylem,jakies wymowki,o pracy ,planach(kogo to obchodzi)cos o redakcji
            itp.ble ble. Wszystko w wysmienitym i znanym stylu. Wnioski:Stary wybacz ale
            nudzisz .W zwiazku z tym by ci ulatwic decyzje proponuje bys mnie pocalowal
            w....Nie po to zagladam na forum by wdawac sie w dyskusje z jakims ponurakiem.Od
            tego postu nie mam zamiaru nawet czytac twoich wypocin ,podobnie jak twego
            duchowego kolegi romantyka-sklerotyka.AMEN
      • Gość: AndrzejG Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 21.11.01, 19:16
        Oziebłość seksualna po 3 latach znajomości?Niemożliwe.
        Albo nie jesteście dla siebie albo któreś z was szwankuje.
        Ja zyję ze swoją żoną już 24 lata i nigdy nie było mowy o oziębłości,
        mało tego , jest wręcz odwrotnie.

        Czy czujecie coś do siebie?Jeżeli ie i nie jesteście małżeństwem to rozstancie
        się i nie męczcie jeden drugiego "obowiązkiem" wierności.
        Przy prawdziwym uczuciu , nie ma ani oziębłosci ani ciągot do zdrady.
        • Gość: oxygen Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: 195.117.174.* 22.11.01, 08:52
          Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

          > Oziebłość seksualna po 3 latach znajomości?Niemożliwe.
          > Albo nie jesteście dla siebie albo któreś z was szwankuje.
          > Ja zyję ze swoją żoną już 24 lata i nigdy nie było mowy o oziębłości,
          > mało tego , jest wręcz odwrotnie.
          >
          > Czy czujecie coś do siebie?Jeżeli ie i nie jesteście małżeństwem to rozstancie
          > się i nie męczcie jeden drugiego "obowiązkiem" wierności.
          > Przy prawdziwym uczuciu , nie ma ani oziębłosci ani ciągot do zdrady.

          Otóż to! Nareszcie ktoś napisał to, co dla mnie też jest oczywiste. A juz
          myślałam, że ja, albo mój mąż jesteśmy jacyś zboczeni- 15 lat i nawet żadnej
          chęci zdrady, żadnej oziębłości. Ale łączy nas prawdziwa miłość - wtedy wierność
          jest po prostu czymś naturalnym.
          • Gość: Mili Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? - DO OXYGEN IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 22.11.01, 13:04
            Gość portalu: oxygen napisał(a):

            - 15 lat i nawet żadnej
            > chęci zdrady, żadnej oziębłości. Ale łączy nas prawdziwa miłość - wtedy wiernoś
            > ć
            > jest po prostu czymś naturalnym.

            Przepraszam, że mącę, ale uważam Cię za niesamowitą szczęściarę i mam w związku z
            tym kilka pytań:

            1. Czy i skąd masz pewność, że ze strony Twojego męża również nie ma żadnej chęci
            zdrady ?
            2. Co to znaczy "prawdziwa miłość" na Waszym przykładzie ?
            3. Co właściwie jest (może być) jakąś gwarancją wierności?


            • Gość: oxygen Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? - DO MILI IP: 195.117.174.* 22.11.01, 13:53
              Gość portalu: Mili napisał(a):

              > Gość portalu: oxygen napisał(a):
              >
              > - 15 lat i nawet żadnej
              > > chęci zdrady, żadnej oziębłości. Ale łączy nas prawdziwa miłość - wtedy wi
              > ernoś
              > > ć
              > > jest po prostu czymś naturalnym.
              >
              > Przepraszam, że mącę, ale uważam Cię za niesamowitą szczęściarę i mam w związku
              > z
              > tym kilka pytań:
              >
              > 1. Czy i skąd masz pewność, że ze strony Twojego męża również nie ma żadnej chę
              > ci
              > zdrady ?
              > 2. Co to znaczy "prawdziwa miłość" na Waszym przykładzie ?
              > 3. Co właściwie jest (może być) jakąś gwarancją wierności?
              >
              >
              Mili, możesz mącić do woli.
              1.Mam pewność, a skąd wiem- wiem jedynie, że do tej pory nie miał nigdy chęci
              zdrady. Będąc tak blisko z mężczyzną od 17 lat( w tym 15 lat małżeństwa) wie się
              takie rzeczy. To nie żadne przechwałki tylko fakt. Dla mnie rzecz zwykła.
              2.Może źle się wyraziłam. Miłość jest bez przymiotników. Po prostu miłość, a nie
              inne uczucia, które czasem mylnie bierze się za miłość.
              3.Nie ma gwarancji- żadnych. Chyba takie, które daje miłość.
              Wiem, że te wyjaśnienia są mętne, ale po prostu nie zawsze można wyjaśnić,
              dlaczego dzieje się tak, nie inaczej. Zamiast dociekać, dlaczego tak jest,lepiej
              po prostu żyć.Jestem szczęściarą, ale boję sie do tego przyznawać, żeby nie kusić
              losu. Czytałam to forum i było mi dziwnie przykro, że jest tyle kobiet i
              mężczyzn, którzy zdradzają i są zdradzani. Dziwiły mnie wypowiedzi niektórych, że
              trudno jest wytrwać w wierności- dla mnie nie ma nic łatwiejszego. Ale znalazły
              się tu także wypowiedzi inne- i te sprawiły mi dużą radość. Miło , że są i
              szczęśliwcy.
              Pozdrawiam
              • Gość: AndrzejG Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? - DO MILI IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 22.11.01, 16:27
                Hej

                Dodam tylko swoje przemyślenia i wnioski co do zdrady.

                Jakiż jest mechanizm zdrady? Zauroczenie , chwila słabości , brak docenienia
                w swoim małżeństwie ( środowisku ) , rewanż.Pewnie jeszcze wiele innych.
                Jakże łatwo wykorzystać nastrój wspomagany alkoholem i zaliczyć tę nastepną
                (tego nastepnego).Jakież to proste zadowolić i zaspokoic seksualnie drugą
                osobę w chwili zapomnienia.Pamiętajcie jednak ,że bazujecie na chwili
                słabości , zauroczenia.
                Spróbuj zauroczyć i zaspokajać przez lata tą jedyną (tego jedynego).
                Buduj nastrój co wieczór , pilnuj swojej atrakcyjności dla tej jedynej osoby.
                Co?Łatwiej od przypadku do przypadku?Jakiez to proste.Nieznane przyciąga i
                na tym bazuje zdrada , a po poznaniu wielkie rozstanie i szukasz od nowa.

                Jak Twoja żona powie Ci po 24 latach małzenstwa , ze jesteś mistrzem w seksie
                to wtedy nim jesteś.
                Jak przez tyle lat wytrwasz w wierności to Twoja miłość będzie pełna.

                Pozdrawiam
          • sylia Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? 22.11.01, 23:16
            Od dawna czytuję forum, zastanawiam się nad Waszymi wypowiedziami. Lecz chociaż
            temat jak najbardziej mnie dotyczy - jestem zdradzona żoną - wręcz bałam się
            zabrać głos. Dlaczego? Pewnie dlatego, że pełno tu kochanek i ludzi im
            sprzyjającym, a ja nigdy nie zrozumiem jak można sypiac z jedna osobą, a wobec
            drugiej sprawiac pozory normalności (czyt. miłości).
            Piszesz Oxygen, że jestes pewna. Też byłam, wierzyłam, ufałam, kochałam. Byłam
            dumna z mojego małżeństwa. teraz najchetniej nie przyznawałabym się, że jestem
            mężatką. Mój mąż przeżył "kryzys", cóż, po prostu ciężko mu było się oprzeć.
            Ale "przecież Cię KOCHAM"!!! O ironio. Nie jestem w stanie zrozumieć, a juz
            tym bardziej wybaczyć. Co robić?
            Wiem, że zaraz zostanę zbesztana za zbytni idealizm, nierealizm itd. Mam to
            gdzieś. taka juz jestem. Czy musze się zmieniać?
            • Gość: oxygen Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: 195.117.174.* 23.11.01, 11:37
              sylia napisał(a):

              > Od dawna czytuję forum, zastanawiam się nad Waszymi wypowiedziami. Lecz chociaż
              >
              > temat jak najbardziej mnie dotyczy - jestem zdradzona żoną - wręcz bałam się
              > zabrać głos. Dlaczego? Pewnie dlatego, że pełno tu kochanek i ludzi im
              > sprzyjającym, a ja nigdy nie zrozumiem jak można sypiac z jedna osobą, a wobec
              > drugiej sprawiac pozory normalności (czyt. miłości).
              > Piszesz Oxygen, że jestes pewna. Też byłam, wierzyłam, ufałam, kochałam. Byłam
              > dumna z mojego małżeństwa. teraz najchetniej nie przyznawałabym się, że jestem
              > mężatką. Mój mąż przeżył "kryzys", cóż, po prostu ciężko mu było się oprzeć.
              > Ale "przecież Cię KOCHAM"!!! O ironio. Nie jestem w stanie zrozumieć, a juz
              > tym bardziej wybaczyć. Co robić?
              > Wiem, że zaraz zostanę zbesztana za zbytni idealizm, nierealizm itd. Mam to
              > gdzieś. taka juz jestem. Czy musze się zmieniać?


              Sylio, bardzo mnie poruszył twój post. Dobrze, że jesteś idealistką, nie zmieniaj
              się, nie wierz tym, którzy mówią, że idealizm nie ma racji bytu. Chociaż zapewne
              będzie Ci z nim ciężko.
              Też nie mogę pojąć takiej postawy- kocham ale zradzam. W moim odczuciu, nie ma
              wtedy miłości. A gdy nie ma miłości, wtedy nie ma zdrady, jest co najwyżej
              oszustwo.
              Jednakże mylą się te kobiety ( i ci mężczyźni) dla których małżeństwo jest
              gwarancją wierności. Zdają się uważac" jestem jego żoną i ma mnie kochać" a to
              błąd. Ja mam trochę inne podejście. " jestem jego żoną i postaram się, żeby
              zawsze mnie kochał" I jeszcze jedno- przed ślubem bałam się, że przez małżeństwo
              wpadniemy w rutynę, więc postanowiłam, że nigdy nie wykorzystam faktu, że
              jesteśmy urzędowo( i kościelnie) poślubieni. Może dlatego jest tak jak jest, że
              łączy nas przede wszystkim miłość, a nie małżeństwo?


              • Gość: Mili Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 23.11.01, 12:41
                Gość portalu: oxygen napisał(a):

                > Też nie mogę pojąć takiej postawy- kocham ale zradzam. W moim odczuciu, nie ma
                > wtedy miłości. A gdy nie ma miłości, wtedy nie ma zdrady, jest co najwyżej
                > oszustwo.

                Moim zdaniem to, czy się zdradza czy nie to w dużym stopniu kwestia dojrzałości i
                wrażliwości, a nawet kultury danego człowieka.
                Zależy to również od systemu wartości, jakiemu się hołduje.
                Nie chodzi więc tylko o uczucie (miłość) lub jego brak.
              • sylia Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? 23.11.01, 17:18
                Gość portalu: oxygen napisał(a):

                > sylia napisał(a):
                >
                > > Od dawna czytuję forum, zastanawiam się nad Waszymi wypowiedziami. Lecz ch
                > ociaż
                > >
                > > temat jak najbardziej mnie dotyczy - jestem zdradzona żoną - wręcz bałam s
                > ię
                > > zabrać głos. Dlaczego? Pewnie dlatego, że pełno tu kochanek i ludzi im
                > > sprzyjającym, a ja nigdy nie zrozumiem jak można sypiac z jedna osobą, a w
                > obec
                > > drugiej sprawiac pozory normalności (czyt. miłości).
                > > Piszesz Oxygen, że jestes pewna. Też byłam, wierzyłam, ufałam, kochałam. B
                > yłam
                > > dumna z mojego małżeństwa. teraz najchetniej nie przyznawałabym się, że je
                > stem
                > > mężatką. Mój mąż przeżył "kryzys", cóż, po prostu ciężko mu było się oprze
                > ć.
                > > Ale "przecież Cię KOCHAM"!!! O ironio. Nie jestem w stanie zrozumieć, a j
                > uz
                > > tym bardziej wybaczyć. Co robić?
                > > Wiem, że zaraz zostanę zbesztana za zbytni idealizm, nierealizm itd. Mam t
                > o
                > > gdzieś. taka juz jestem. Czy musze się zmieniać?
                >
                >
                > Sylio, bardzo mnie poruszył twój post. Dobrze, że jesteś idealistką, nie zmieni
                > aj
                > się, nie wierz tym, którzy mówią, że idealizm nie ma racji bytu. Chociaż zapewn
                > e
                > będzie Ci z nim ciężko.
                > Też nie mogę pojąć takiej postawy- kocham ale zradzam. W moim odczuciu, nie ma
                > wtedy miłości. A gdy nie ma miłości, wtedy nie ma zdrady, jest co najwyżej
                > oszustwo.
                > Jednakże mylą się te kobiety ( i ci mężczyźni) dla których małżeństwo jest
                > gwarancją wierności. Zdają się uważac" jestem jego żoną i ma mnie kochać" a to
                > błąd. Ja mam trochę inne podejście. " jestem jego żoną i postaram się, żeby
                > zawsze mnie kochał" I jeszcze jedno- przed ślubem bałam się, że przez małżeństw
                > o
                > wpadniemy w rutynę, więc postanowiłam, że nigdy nie wykorzystam faktu, że
                > jesteśmy urzędowo( i kościelnie) poślubieni. Może dlatego jest tak jak jest, że
                >
                > łączy nas przede wszystkim miłość, a nie małżeństwo?


                Dzięki wielkie za odpowiedz. Tak sobie myślę, że w tej swojej wierze, miłości i
                wierności jesteś bardzo szczęsliwa. Wierz mi - tez się tak czułam. Byliśmy w
                sobie szaleńczo zakochani - mamy dwójkę malutkich dzieci - chcianych i kochanych
                (taka mam nadzieję, chociaż nawet tu wkrada się cień watpliwości). Oboje z jakąś
                pasją, ideałami itd. Po prostu nie wiem co sie stało. Romans mojeg męża to nie
                jakaś jednonocna wędrówka, lecz prawie 3-miesięczny związek - sam mi o tym
                powiedział (bo mnie kocha). Był na prawdę zrozpaczony gdy mi o tym opowiadał -
                chyba chciał, żebym go pocieszyła. A ja myślałam - UCIEKAJ! To nie to, że ja nie
                wiem co robić. Raczej biję się z myślami - jak. Tkwimy w jakimś zawieszeniu - a
                minęło już 1,5 roku.
                Ciesz się Oxygen swoim szczęściem, zazdroszczę Ci. Serdecznie pozdrawiam.Sylia.
                >
                >

          • piotr.kowal Re: ZDRADZIĆ CZY NIE ? 23.11.01, 15:21
            Też jestem w tym klubie.Mam 44 lata i cieszę się miłoscią jakiej doznaję
            od kochanej żonki.
            Oxygen , nie jestes wyjatkiem.Rozmawiam czasami na czacie i wierz mi
            jest duzo takich ludzi jak my.Na tym forum pisałem juz jako Piotr*,
            ale żeby jakiś złosliwiec nie podszywał się pode mnie , założyłem sobie konto.

            Pozdrawiam Piotr
    • misiaczek31 Re: Do wszystkich uczestnikow forum 21.11.01, 13:35
      Chcialam tylko przylaczyc sie do Was w kwestii Romantyka/Kytnamora - brrrrr... :
      ((((
      Nie przejmuj sie Natascho jego komentarzami. Mysle, ze mimo wszystko malo jest
      tak... nie wiem jakiego tu uzyc okreslenia - nawiedzonych (w negatywnym tego
      slowa znaczeniu) osob. Gdyby ktos taki byl moim mezem i probowal nie daj
      Boze "ratowac" nasz zwiazek, to chyba wolalabym sie zastrzelic. (Chyba, ze
      mialby dla mnie duuuuzo cukierkow i moglabym zapomniec o obrzydzeniu i zaczac
      kierowac sie wyrachowaniem, ale wtedy na pewno wszystkim dookola mowilabym, ze
      staram sie ratowac swiety zwiazek malzenski ;)))
      Pozdrawiam Was wszystkich, a szczegolnie Natasche, Macally i Jasia. :)))
      • natascha Re: Do Misiaczka 21.11.01, 19:07
        Hallo, nie przejmuje sie tym co mowi Romantyk-Kytamor. Dla mnie od poczatku
        jego postawa byla niesympatyczna i jego postepowanie niuczciwe. A on sam
        oblesny i brrrr. Traktuje te posty tutaj jak powazne wypowiedzi i tak samo
        wygladaja moje odpowiedzi. Powaznie i to, co mysle. Ja lubie ludzi i rozmowy z
        nimi. Nie cierpie tylko asekurantow i tchorzy. Nie cierpie takich ludzi
        maluczkich duchem. Brzydze sie nimi po prostu. Mam natomiasz szacunek o
        wszystkich tych, ktorzy stoja w zyciu prosto. A wiec jak widzisz nie mogla mnie
        krytyka tego "nawiedzonego" dotknac. Juz pisalam o tym, ze jedyna moja nadzieja
        jest to, ze jgo "Ukochana" czytala jego wypowiedzi, poznala go i poszla zapalic
        swieczke, ze uniknela takiej ktastrofy. I moja moralnosc go drazni, Jasiu
        doprowadza do bialej goryczki, ale on sam swoja moralnos uwaza za swieta. juz o
        wiele bardziej lubie jasia, ktory stoi za tym co robi, wydre, ktora nie jeczy,
        tylko zyje i wszystkich innych, ktorzy potrafia powidziec wyraznie: ta, albo
        nie. Pozdrawiam cie serdecznie. I jestem tu nadal i nadal czytam wszystko i
        mysle nad tym. Pa!
        • ingri Re: Do Nataschy ,Wydry (ktorej juz nie ma) Jasia 22.11.01, 10:21
          Pozdrowienia dla Nataschy,Wydry, Jasia i wszystkich innych. Do Jasia : lubie
          czytac Twoje posty, choc ostatnio musisz sie w nich tylko bronic przed
          napasciami Romantykow i im podobnych, nie daj sie prowokowac, wprowadzacie z
          Natascha troche zdrowego humoru i podejscia do zycia, a tak na marginesie Jasiu
          drogi: Damoklesowego miecza, byl to bowiem Damokles . Pozdrowienia : )
        • piotr.kowal do Nataschy 23.11.01, 15:41
          Cześć

          Jestem tu nowy i żeby przeczytac te wszystkie wypowiedzi musiałbym wziąźć sobie
          urlop.Dlatego proszę Cię , opisz mi co tu się dzieje.
          Napisałem juz raz o sobie pod nickiem Piotr*.Zalogowałem się aby uniknąć
          żartownisiów podszywających się pod kogoś innego.
          • Gość: mika Re: do Romantyka Kytnamora IP: *.acn.waw.pl 23.11.01, 18:58
            Dopiero teraz przeczytałam uważnie wsztstkie Twoje posty, kwieciste opisy
            Twojej wzniosłej i gorącej "największej miłości", która okazała się być li
            tylko "niemoralnym romansem" i "niechlubnym epizodem" jak piszesz w końcowych
            postach. Twój związek z 24-letnią dziewczyną postrzegany przez Ciebie
            jako "największa miłość życia" potwierdza prawdę starą jak świat - to nie była
            miłość, drogi czterdziestolatku. Twoja historia jest wyjątkowo banalna, choć
            ubrana w piękne słówka - istny Harleqin. Tyle, że zanim dobrnąłeś do końca
            trochę się pogubiłeś.Zostało Ci to już wytknięte, więc nie będę się
            powtarzać.Jakie było zakończenie Twojej historii? PRZEBACZENIE!!!! Zostało Ci
            przebaczone!!!(post Przemijanie). No proszę, a miesiąc temu pisałeś,że problem
            jest w tym, że Twoja żona nie umie przebaczyć! Rozumiem, że to terapia
            małżeńska polegająca na wspólnym czytaniu postów zrobiła swoje? Piękne!!! A
            swoją drogą, jakie musiało to być dla niej budujące, doprawdy.Ale proszę
            bardzo, jakie skuteczne!
            Nie dziw się, że posądziłam Cię o napisanie postu pt."Zdradzić czy nie?" Po
            tym, co zrobiłeś jako Kytnamor (nie wiem, po co? - to nie było fair)można się
            tego po Tobie spodziewać.
            • Gość: Marek Re: do Romantyka Kytnamora i do pozostałych IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 24.11.01, 01:01
              Tematem dyskusji jest "czy byłas kochanka czy zdradzona zona" wiec w zasadzie w tej sprawie
              powinny sie wypowiadac kobiety.Z calej dotychczasowej dyskusji wynika ze jak w tytule tematu jest
              slowo "kocchanka" lub "zdradzona zona" to kazdy kto utozsamia sie z tymi slowami "KLUCZAMI" moze
              sie wypowiadac. Zdrada ani wiernosc nie jest czyms "negatywnym" jesli ktos uwaza ze jego zwiazek
              mimo 15..20..25.. lat jest super to nie powinien miec zadnych watpliwosci-jest to wspaniale. To samo
              dotyczy tych co zdradzaja (w zasadzie co?)-zdrada (poza "patologia") nie jest tez niczym nagannym.,
              gdyz wynika z konkretnej sytuacji danego zwiazku. Nikt nie powinien sie wstydzic "prawdziwej zdrady"
              jak tez jej" braku". W takiej dyskusji nie powinno miec miejsce na "osobiste wycieczki" gdyz
              generalnie wszystko sprowadza sie do potrzeby przekazania sobie swoich wlasnych odczuc, ktore nie
              zawsze pasuja innym. Trzeba jednak w dyskusji czy tylko we wlasnych wynurzeniach przedstawic
              wylacznie wlasne odczucia, a nie siegac do "wycieczek osobistych". Ja osobiscie uwazam iz wlasne
              zycie nie moze byc ograniczone przez" okowy nalozone przez otoczenie". Wyrzuty sumienia sa
              odczuciem osobistym.Nie jestem czlowiekim, ktory sklonny jest do potrzeby "wywnetrzania" sie na
              forum publicznym (chociaz nie uwazam iz jest to naganne) jesli kogos interesuje moja opinia to
              chetnie sie w tej sprawie wypowiem>Juz raz wyslalem posta i podalem swoj adres. Malzenstwo nie
              jest wartoscia bezwzgledna -tzn iz kazdy zwiazek kobiety i meszczyzny moze byc obciazony pojeciem
              "zdrady"










































































              jak tez "
              • Gość: Jasio Re: do Romantyka Kytnamora i do pozostałych IP: 213.98.114.* 24.11.01, 17:19
                Gość portalu: Marek napisał(a):

                > Tematem dyskusji jest "czy byłas kochanka czy zdradzona zona" wiec w zasadzie
                > w tej sprawie
                > powinny sie wypowiadac kobiety.Z calej dotychczasowej dyskusji wynika ze jak w
                > tytule tematu jest
                > slowo "kocchanka" lub "zdradzona zona" to kazdy kto utozsamia sie z tymi slowam
                > i "KLUCZAMI" moze
                > sie wypowiadac. Zdrada ani wiernosc nie jest czyms "negatywnym" jesli ktos uwaz
                > a ze jego zwiazek
                > mimo 15..20..25.. lat jest super to nie powinien miec zadnych watpliwosci-jest
                > to wspaniale. To samo
                > dotyczy tych co zdradzaja (w zasadzie co?)-zdrada (poza "patologia") nie jest t
                > ez niczym nagannym.,
                > gdyz wynika z konkretnej sytuacji danego zwiazku. Nikt nie powinien sie wstydzi
                > c "prawdziwej zdrady"
                > jak tez jej" braku". W takiej dyskusji nie powinno miec miejsce na "osobiste wy
                > cieczki" gdyz
                > generalnie wszystko sprowadza sie do potrzeby przekazania sobie swoich wlasnych
                > odczuc, ktore nie
                > zawsze pasuja innym. Trzeba jednak w dyskusji czy tylko we wlasnych wynurzeniac
                > h przedstawic
                > wylacznie wlasne odczucia, a nie siegac do "wycieczek osobistych". Ja osobiscie
                > uwazam iz wlasne
                > zycie nie moze byc ograniczone przez" okowy nalozone przez otoczenie". Wyrzuty
                > sumienia sa
                > odczuciem osobistym.Nie jestem czlowiekim, ktory sklonny jest do potrzeby "wywn
                > etrzania" sie na
                > forum publicznym (chociaz nie uwazam iz jest to naganne) jesli kogos interesuje
                > moja opinia to
                > chetnie sie w tej sprawie wypowiem>Juz raz wyslalem posta i podalem swoj adr
                > es. Malzenstwo nie
                > jest wartoscia bezwzgledna -tzn iz kazdy zwiazek kobiety i meszczyzny moze byc
                > obciazony pojeciem
                > "zdrady"
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                >
                > jak tez "

                Kolego masz w zupelnosci racje -a moze i nie ! Jestem za a nawet przeciw !
                Ciekawie po asekurancku to napisales. Ale tak myslac to masz racje ,oczywiscie z
                innego punktu mozna sie z toba nie zgodzic. Oczywiscie pisze do Ciebie .Ale tak
                po prawdzie to po to by innych doprowadzic do szalu. :)) J.
                • piotr.kowal Re: do Romantyka Kytnamora i do pozostałych 24.11.01, 19:03
                  Jasiu powiedz mi w jaki sposób możesz innych doprowadzić do szału?
                  Czy ja mam szaleć ,że ty zdradzasz i to jest Twoje motto życiowe?
                  Daj sobie spokój.Nie będę szalał choćbyś nie wiem jak tego chciał.
                  • Gość: Jasio Re: do Romantyka Kytnamora i do pozostałych IP: 213.98.114.* 25.11.01, 01:33
                    piotr.kowal napisał(a):

                    > Jasiu powiedz mi w jaki sposób możesz innych doprowadzić do szału?
                    > Czy ja mam szaleć ,że ty zdradzasz i to jest Twoje motto życiowe?
                    > Daj sobie spokój.Nie będę szalał choćbyś nie wiem jak tego chciał.

                    Piotrusiu nie wlaz miedzy wodke a zakaske.Tu wcale nie chodzi o zdrady itp .To
                    nie do ciebie,to do veteranow naszej prywatnej wojny.jak masz cos przeciwko to
                    przyjelem do wiadomosci.PS. zostaw mnie w spokoju bo juz mi obrzydlo sluzyc za
                    schwarzcharakter. I nie chce bys szalal i zdrada to nie moje motto zyciowe.I nie
                    chce bys zdradzal ,i nie chce bys byl zdradzany-juz zadowolony? malo? i zycze ci
                    wielu lat w szczesciu i zdrowych swiat i ddosiego N.Roku, ZADOWOLONY ?
                  • natascha Re: Do Piotra K. 25.11.01, 02:31
                    Hallo, pytales o co tu chodzi. Chodzi po prostu o to, zeby kazdy zyl jak chce i
                    jak mu pasuje. I zeby nie lamentowac i biadolic, tylko zrobic cos ze swojego
                    zycia i byc szczesliwym. I jeszcze chodzi o to, ze obraczka na palcu nie jest
                    gwarancja na zycie jak by to chcieli niektorzy. I chodzi takze o to, ze zdrada
                    nie jest przestepstwem jednej tylko strony, ze do tego trzeba dwoje. I zeby sie
                    nad tym zastanowic. Opisane tu historie sa rozne , jak rozne bywa zycie. I
                    rozni tu sa ludzie. Ja lubie tu byc i lubie to czytac i najczesciej po tej
                    lektorze mam uczucie wdzieczosci do mego stworcy, ze stworzyl mnie inna.
                    Niektorym sie to nie podoba, no i dobrze. Ale mnie sie podoba, ja lubie moje
                    zycie i jestem szczesliwa. I mysle, ze i Jasio jest szczesliwy i Wydra jest
                    szczesliwa i o to wlasnie chodzi. A ze niektorym sie to nie podoba?? No coz,
                    nic na to nie poradze. ja nie rozumiem tych biadolacych zdradzonych zona, bo
                    kazdy moze robic to samo i kiedy chce. Moim zdaniem wiernosc jest pojeiem
                    wzglednym, bo nie wiem, czy mialabym satysfakcje tylko z tego, ze moj maz
                    pozostal mi wierny cialem, ale duchem byl gdzie indziej. I do tego bylby
                    nieszczesliwy. Wiernosc jest wyborem a nie obowiazkie. Tak samo zdrada. I jesli
                    ktos zdradza kogos, a nie mowie tu o jednym razie i to po alkoholu, to w tym
                    zwiazku bylo zle i wieszania psow na zdradzajacym jest niesprawiedliwe. Ale to
                    jest moje zdanie, a moje zdanie jest bardzo czesto kontrowersyjne. Wierze w
                    takie zwiazki w ktorych nie bylo nigdy zdrady i tacy ludzie sa dla mni godni
                    najwyzszego uznania. Ale tylko wtedy, kiedy tej zdrady nie bylo z wlasnej i
                    nieprzymuszonej woli, z milosci. I juz to kiedys powiedzialam, ze jesli ludzi
                    laczy milosc, to nie wkradnie sie tam nikt. A jesli sie zdradzaja, to ich wola
                    i ich zycie. I tego nie zmieni zadna przysiega. Ludzie sa do szczecia stworzeni
                    a nie do wiecznej ze soba udreki. Pozdrawiam.
                    • Gość: unhappy Re: Do Natashy IP: *.dialup.mtu-net.ru 25.11.01, 04:19
                      Brawo Natasha! Jak zwykle trzeźwo oceniasz sytuację.Gratuluję Ci postawy
                      życiowej i tego,że masz odwagę być sobą w tym zakłamanym świecie. Trzymaj tak
                      dalej.Nie mogę teraz dodać nic od siebie bo muszę pędzić do swoich zajęć ale
                      jeszcze się odezwę. Pozdrawiam wszystkich uczestników Forum
                      • Gość: Romantyk Re: Pożegnanie IP: *.wroclaw.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.01, 01:37
                        Życie to spotkania, przygody, rozmowy i szereg innych życiowych przystanków.
                        Mój pobyt i udział na forum dobiegł już końca. Chcę się z Wami wszystkimi
                        pożegnać na zawsze. Nie czuję się już kimś, kto zdradza lub ma kochankę. Nie
                        widzę też już żadnego piękna w wykradanej miłości. A to forum na tym się
                        głównie opiera.
                        Przebaczenie dało mi i mojej żonie drugą szansę na życie i zbudowanie
                        małżeństwa zupełnie od nowa i na nowych relacjach. Naprawdę warto odnaleźć
                        wszystkie dobre i najlepsze chwile. Naprawdę warto przywrócić dzieciom stabilny
                        dom.
                        Miłość w małżeństwie to coś więcej niż niespodziewany, nowy zachwyt
                        w „świeżej” osobie, gorące pierwsze ranki i żadnych wspólnych odpowiedzialności
                        za dom i rodzinę. Tylko kiedy jest się wolnym, można sobie pozwolić na rozwój
                        takiego „świeżego” uczucia w dojrzałą miłość. W przypadku żonkosiów zawsze to
                        jest tylko cudzołóstwem. A czy można zbudować szczęście na przestępstwie?
                        Człowieka uczciwego zamęczą wyrzuty sumienia. Inni będą się cieszyć łupem. Ja
                        nie należę do tych innych.

                        Na pożegnanie załączanym kilka moich odkryć na temat miłości. Może komuś się
                        przydadzą:

                        Zwykle odczucia uważa się za samą miłość.
                        Miłość jednak nie jest odczuciem. Miłość jest zasadą. W miłości pojawią się
                        odczucia, ale one nie są dowodem miłości.
                        Miłość nigdy nie wymaga od ciebie zrobienia czegoś, co nie jest dobre dla
                        ciebie, twego partnera, dzieci i najbliższych.
                        Miłość chce tylko tego, co dobre dla drugiej osoby. Własna osoba stawiana jest
                        na drugim miejscu.
                        Miłość nie jest zadurzeniem. Miłość przynosi wzrost, który zmienia osobę.
                        Miłość jest świadomym i przemyślanym wyborem i postawą. Miłość nie jest ślepą
                        siłą.
                        Miłość trwa, nawet wtedy, gdy kochana osoba odchodzi.
                        Miłość szanuje wybory kochanej osoby. Gdy kochamy, nie narzucamy swojej woli.
                        Przyjęta miłość staje się uszczęśliwieniem dla partnerów i nikomu nie przynosi
                        bólu.
                        Utrzymanie miłości wymaga poświęcenia, inicjatywy i czasu.
                        Miłość wymaga ciężkiej pracy.
                        Bóg to miłość. Dlatego miłość jest zawsze dobra.


                        I tymi myślami o miłości żegnam się już z Wami wszystkimi na zawsze. Bywajcie!

                        Romantyk

                        rotyk@poczta.gazeta.pl

                    • piotr.kowal Natascho 25.11.01, 13:50
                      Szczerze się z Tobą zgadzam i pozdrawiam i cieszę się ,że
                      w tych nowoczesnych czasach są tacy ludzie jak TY.
                      • Gość: Jasio Re: Natascho IP: 213.98.114.* 25.11.01, 21:37
                        piotr.kowal napisał(a):

                        > Szczerze się z Tobą zgadzam i pozdrawiam i cieszę się ,że
                        > w tych nowoczesnych czasach są tacy ludzie jak TY.


                        Kazdy czas w ktorym my zyjemy jest nowoczesny( kiedy jest czas nienowoczesny? )
                        • Gość: Jasio Re: Natascho IP: 213.98.114.* 25.11.01, 21:43
                          Gość portalu: Jasio napisał(a):

                          > piotr.kowal napisał(a):
                          >
                          > > Szczerze się z Tobą zgadzam i pozdrawiam i cieszę się ,że
                          > > w tych nowoczesnych czasach są tacy ludzie jak TY.
                          >
                          >
                          > Kazdy czas w ktorym my zyjemy jest nowoczesny( kiedy jest czas nienowoczesny? )
                          Nie mam slownika itp. Mozna sie zgadzac w zupelnosci lub czesciowo,ale czy mozna
                          szczerze lub nieszczerze ? cholera wie ! Piekna ta polska mowa.Pozdrawiam J.
                          • sylia Re: Natascho 25.11.01, 22:27
                            Hej, pewnie macie dosyć biadolących żon. Niestety nie moge się z Tobą Natacho
                            zgodzić. Czy to, że mój mąż zdradził daje mi przepustkę do robienia tego
                            samego. Mały rewanż? On blondynę, to ja też blondyna. Ząb za ząb? Nowoczesna
                            filozofia zyciowa, czy kolejne oszustwo?
                            Obraczka nigdy nie gwarantowała wierności, człowiek uczciwy mówi, komunikuje
                            się. Jeśli mężowi jest zle, nudzi sie, ma za mało (duzo) seksu - ma język -
                            mówi, krzyczy, odchodzi. Grajmy fair. Oszczędzimy wiele bólu i szoku sobie i
                            naszym partnerom.
                            • Gość: Jasio Re: Natascho IP: 213.98.114.* 26.11.01, 02:22
                              sylia napisał(a):

                              > Hej, pewnie macie dosyć biadolących żon. Niestety nie moge się z Tobą Natacho
                              > zgodzić. Czy to, że mój mąż zdradził daje mi przepustkę do robienia tego
                              > samego. Mały rewanż? On blondynę, to ja też blondyna. Ząb za ząb? Nowoczesna
                              > filozofia zyciowa, czy kolejne oszustwo?
                              > Obraczka nigdy nie gwarantowała wierności, człowiek uczciwy mówi, komunikuje
                              > się. Jeśli mężowi jest zle, nudzi sie, ma za mało (duzo) seksu - ma język -
                              > mówi, krzyczy, odchodzi. Grajmy fair. Oszczędzimy wiele bólu i szoku sobie i
                              > naszym partnerom.

                              Mozna sie wtracic? No dobrze ,a o co Ci chodzi ? Masz racje i co? Ta filozofia
                              nie jest nowoczesna -jest stara jak swiat ! Przepraszam za wtret.pozdrowienia.
                              • sylia Re: Natascho 26.11.01, 09:47
                                Gość portalu: Jasio napisał(a):

                                > sylia napisał(a):
                                >
                                > > Hej, pewnie macie dosyć biadolących żon. Niestety nie moge się z Tobą Nata
                                > cho
                                > > zgodzić. Czy to, że mój mąż zdradził daje mi przepustkę do robienia tego
                                > > samego. Mały rewanż? On blondynę, to ja też blondyna. Ząb za ząb? Nowoczes
                                > na
                                > > filozofia zyciowa, czy kolejne oszustwo?
                                > > Obraczka nigdy nie gwarantowała wierności, człowiek uczciwy mówi, komuniku
                                > je
                                > > się. Jeśli mężowi jest zle, nudzi sie, ma za mało (duzo) seksu - ma język
                                > -
                                > > mówi, krzyczy, odchodzi. Grajmy fair. Oszczędzimy wiele bólu i szoku sobie
                                > i
                                > > naszym partnerom.
                                >
                                > Mozna sie wtracic? No dobrze ,a o co Ci chodzi ? Masz racje i co? Ta filozofia
                                >
                                > nie jest nowoczesna -jest stara jak swiat ! Przepraszam za wtret.pozdrowienia.

                                Witaj jasio, 'nocny marku'. Czy nie masz wrażenia, że nie tylko ta filozofia
                                życiowa jest stara jak świat? Chodzi o to, że nie wszyscy to wiedzą. Mój 'były'
                                nie. Łatwiej mu było złowic jakąś panienke, niz pogadac z własną żoną.
                                Ty jako weteran tego forum oczywiście jesteś bardzo uswiadomiony. więc może
                                lepiej śpij...
                              • piotr.kowal Re: Natascho 26.11.01, 19:06
                                Gość portalu: Jasio napisał(a):

                                > sylia napisał(a):
                                >
                                > > Hej, pewnie macie dosyć biadolących żon. Niestety nie moge się z Tobą Nata
                                > cho
                                > > zgodzić. Czy to, że mój mąż zdradził daje mi przepustkę do robienia tego
                                > > samego. Mały rewanż? On blondynę, to ja też blondyna. Ząb za ząb? Nowoczes
                                > na
                                > > filozofia zyciowa, czy kolejne oszustwo?
                                > > Obraczka nigdy nie gwarantowała wierności, człowiek uczciwy mówi, komuniku
                                > je
                                > > się. Jeśli mężowi jest zle, nudzi sie, ma za mało (duzo) seksu - ma język
                                > -
                                > > mówi, krzyczy, odchodzi. Grajmy fair. Oszczędzimy wiele bólu i szoku sobie
                                > i
                                > > naszym partnerom.
                                >
                                > Mozna sie wtracic? No dobrze ,a o co Ci chodzi ? Masz racje i co? Ta filozofia
                                >
                                > nie jest nowoczesna -jest stara jak swiat ! Przepraszam za wtret.pozdrowienia.

                                Jaki jest najstarszy zawód świata?
                                Dlaczego dotyczy on tylko kobiet?
                          • piotr.kowal Re: Natascho 26.11.01, 18:44
                            Gość portalu: Jasio napisał(a):

                            > Gość portalu: Jasio napisał(a):
                            >
                            > > piotr.kowal napisał(a):
                            > >
                            > > > Szczerze się z Tobą zgadzam i pozdrawiam i cieszę się ,że
                            > > > w tych nowoczesnych czasach są tacy ludzie jak TY.
                            > >
                            > >
                            > > Kazdy czas w ktorym my zyjemy jest nowoczesny( kiedy jest czas nienowoczes
                            > ny? )
                            > Nie mam slownika itp. Mozna sie zgadzac w zupelnosci lub czesciowo,ale czy moz
                            > na
                            > szczerze lub nieszczerze ? cholera wie ! Piekna ta polska mowa.Pozdrawiam J.


                            Hehe.
                            Masz rację.Może to i masło maslane .
                            Jednak mowa ma to do siebie ,że jednak przekazuje intencje.
                            Pozdrawiam

                        • piotr.kowal Re: Natascho 26.11.01, 18:32
                          Być moze każdy czas jest nowoczesny , ale z mijaniem lat te czasy robią się
                          bardziej nowoczesne.
                          :)
                          • Gość: Jasio Re: Natascho IP: 213.98.114.* 01.12.01, 00:11

                            Natascho ! Czyzby to milczenie jest "wymowne" ? Pzdr.J.
    • natascha Re: Do Jasia 01.12.01, 19:12
      Witaj! Zagladam tu czesto, ale nic nowego sie nie dzieje i wyzywam sie gdzie
      indziej. I dziwic sie nie przestane, jak mozna byc tak glupim w zyciu, tak
      bezwolnym i tak uzaleznionym od meza. Poczytaj i inne tematy. Mozg staje w
      miejscu. Ale ona jest jemu poslubiona, on jej panem. Niewolnictwo kwitnie.
      Pozdrawiam!
      • realita Re: Do Nataszy i Jasia 02.12.01, 21:11
        A wiesz dlaczego nic się tu nie dzieje?
        Bo wasze towarzystwo wzajemnej adoracji zniszczyło ten wątek.
        Żeby nie było wątpliwości, nie jestem jedną z ofiar kajdan małżeńskich. Mam
        wszystko co nadaje smak życiu: męża, dzieci, przyjaciela który czasem bywa
        kochankiem, ciekawą pracę wśród ludzi, częste wyjazdy po kraju i za granicę.
        Jestem zadowolona z życia. Mam niewiele czasu na przeglądanie forum ale ten
        wątek był moim ulubionym. Zaglądałam tu aby z życzliwością i sympatią do
        uczestników forum dowiedzieć się czegoś ciekawego o zyciu. Mimo, że nie
        zgadzałam się z niektórymi postawami nigdy nie potępiałam autorów wypowiedzi.
        Od pewnego czasu coś się tu zmieniło. Zaczęły dominować pełne nietolerancji,
        szyderstw i bełkotu wypowiedzi Jasia i Nataszy. Ich głosy niczego nie wnosiły
        do dyskusji, chodziło im tylko o to aby wyszydzić ludzi o innych niż oni
        poglądach, mających często autentyczne problemy.
        Nie przeczytałam wszystkiego zbyt dokładnie, zwłaszcza nie mam jasności co do
        powodów takiego samozadowolenia Nataszy. Wiem, że w poszukiwaniu szczęścia
        zostawiła męża, którego już przestała kochać i jest sama. Czy o to ci chodziło
        Nataszo? Co daje ci teraz tak wielkie szczęście? Praca, hobby a może internet?
        Sądząc po ilości twoich wypowiedzi na tym forum chyba nie masz czasu na nic
        więcej.
        Jestem złośliwa? Zapewniam cię, że nie tak bardzo jak ty, o Jasiu już nie
        wspomnę.
        Pozdrowienia dla wszystkich, naprawdę nie ma potrzeby bić rekordu Guinessa w
        ilości wypowiedzi dot. jednego wątku.
        • sylia Re: Do Nataszy i Jasia 03.12.01, 13:50
          W zupełności popieram Cię Realito! Po co się tu wypowiadać, kiedy i tak
          zostaniesz wysmiana przez Natasze i Jasia? Moze w ten sposób próbuja sie
          dowartościować? Spieprzyli swoje życie, a teraz chca wszystkim udowodnić, że
          robią to samo.
          • Gość: Natascha Re: Do siebie samej i Jasia IP: *.proxy.aol.com 03.12.01, 14:57
            No i oberwalo nam sie!! Ale co musialo by sie dziac na innych watkach, gdzie
            kroluje niejaki Max i jego wypowiedzi ca co drugi post. No ale tu sa wrazliwsze
            osoby. I czy ja kiedys powiedzialam, ze jestem sama?? I czy ja kiedys
            powiedzialam, ze spaskudzilam swoje zycie? przykro mi, ale ja jestem
            szczesliwa, choc zdaniem inych powinnam byc ukarana. A za co pytam sie? Bo nie
            chcialam "dawac" mezowi, ktorego nie kocham? Bo uwazalbym to za zrobienie z
            siebie spluwaczki? prosze bardzo, jak to innym odpowiada, maja pelne prawo do
            tego. Zawsze mowie,, ze kazdy jest kowalem wlasnego losu i jak zona chce sie
            dac poniewierac, to prosze bardzo. Ale najezdzanie na kochanki wlasnego meza
            bez ogladania sie na siebie uwazam za wygodnictwo. Trzeba moje drogie byc w
            zyciu samodzielna, niezalezna od laski, forsy i kaprysow meza. Malzenstwo jest
            dla mnie zwiazkiem dwoch rownorzednych partnerow zawartym z milosci. Zwiazkiem
            w ktrym obie strony maja rowne prawa i rowne obowiazki. Czasy niewolnictwa sie
            skonczyly. No, ale tego niektore panie jeszcze nie pokumaly. Ale to ich
            sprawa.!!
          • Gość: Natascha Re: Do siebie samej i Jasia IP: *.proxy.aol.com 03.12.01, 15:05
            No i oberwalo nam sie!! Ale co musialo by sie dziac na innych watkach, gdzie
            kroluje niejaki Max i jego wypowiedzi ca co drugi post. No ale tu sa wrazliwsze
            osoby. I czy ja kiedys powiedzialam, ze jestem sama?? I czy ja kiedys
            powiedzialam, ze spaskudzilam swoje zycie? przykro mi, ale ja jestem
            szczesliwa, choc zdaniem inych powinnam byc ukarana. A za co pytam sie? Bo nie
            chcialam "dawac" mezowi, ktorego nie kocham? Bo uwazalbym to za zrobienie z
            siebie spluwaczki? prosze bardzo, jak to innym odpowiada, maja pelne prawo do
            tego. Zawsze mowie,, ze kazdy jest kowalem wlasnego losu i jak zona chce sie
            dac poniewierac, to prosze bardzo. Ale najezdzanie na kochanki wlasnego meza
            bez ogladania sie na siebie uwazam za wygodnictwo. Trzeba moje drogie byc w
            zyciu samodzielna, niezalezna od laski, forsy i kaprysow meza. Malzenstwo jest
            dla mnie zwiazkiem dwoch rownorzednych partnerow zawartym z milosci. Zwiazkiem
            w ktrym obie strony maja rowne prawa i rowne obowiazki. Czasy niewolnictwa sie
            skonczyly. No, ale tego niektore panie jeszcze nie pokumaly. Ale to ich
            sprawa.!!
            • sylia Re: Przyjmujemy do wiadomosci 03.12.01, 18:31
              To juz wszyscy slyszelismy. Amen.
              • sylia Re: Przyjmujemy do wiadomosci 03.12.01, 20:29
                I jeszcze jedno, zanim się stad wyloguję na dobre - nie ma tylko beznadziejnych
                zdradzonych zon i super kochanek, szukających prawdziwej milosci, czy
                odgrywajacych się na swoich niewiernych mezach. Nie ma jednej drogi i jednej
                odpowiedzi. Wraz ze zdradą nie zawsze wszystko się kończy. Może warto walczyć.
                Życie płata figle, pisze różne historie, a na forum jest miejsze żeby o tym
                opowiedzieć. Takie było zadanie tego forum. A może sie mylę?
                Masz rację wszystkowiedzaca Nataszo, że to zalezy od wrazliwości. Dodam też, od
                tego, kto jakim jest człowiekiem i jakie ma zasady.
                Życzę więcej tolerancji, więcej słuchania, a nie tylko gadania i krytykowania -
                bo własnie to jest głupie i beznadziejne.
                Pozdrawiam wszystkich uczestników forum. Sylia.
            • Gość: A Re: Do siebie samej i Jasia IP: 213.25.67.* 03.12.01, 18:37
              przeczytałam wszystkiie wypowiedzi.I teraz pisze to i płaczę.Boże ..kochanka.To
              tak jak byc chorym na AIDS.Jak wyrok.
              Zakochałam sie ..po prostu..
              To co najbardziej mnie przeraziło w mojej historii,to to ,że jest przeraźliwie
              banalna.
              Nie wiedziałam,że jest zonaty.Pytałam.Nie powiedział.To jest wyjątkowo
              ohydne.Nieuczciwe.Jest mi wstyd.Po prostu wstyd.Strasznie wstyd.Nic tego nie
              usprawidliwi.
              Myślę,że w domu jest trzymany za twarz,nie traktowany jak męzczyzna i dlatego
              jak zobaczył we mnie model "arabski"-uległą kobietę, a miłośc potrafi robic
              takie cuda to Mu sie to spodobało.Nie chce mi sie żyć.Mam do siebie żal.Jest mi
              głupio.Żono przepraszam Cię,przepraszam...
              Pełna marzen idealistka,a wyszło ,że kretynka.A tyle historii słyszałam!!!I
              mówiłam -NIGDY...
              Chciałabym powiedzieć,cóz zdarzyło sie...i pójśc dalej...
              Jak ktos powie,że miłośc...jaka to miłośc?Oszustwo,zdrada?
              Życ powinno sie prosto.
              powiedział dlaczego nie moge zaakceptować takiego układu?
              Sama ciekawa jestem dlaczego nie mogłam.Przecież kocham.Nie potrafie Go
              znienawidzić.
              • Gość: Jasio Re: Do Calego swiata IP: 213.98.114.* 04.12.01, 02:40
                Gość portalu: A napisał(a):

                > przeczytałam wszystkiie wypowiedzi.I teraz pisze to i płaczę.Boże ..kochanka.To
                >
                > tak jak byc chorym na AIDS.Jak wyrok.
                > Zakochałam sie ..po prostu..
                > To co najbardziej mnie przeraziło w mojej historii,to to ,że jest przeraźliwie
                > banalna.
                > Nie wiedziałam,że jest zonaty.Pytałam.Nie powiedział.To jest wyjątkowo
                > ohydne.Nieuczciwe.Jest mi wstyd.Po prostu wstyd.Strasznie wstyd.Nic tego nie
                > usprawidliwi.
                > Myślę,że w domu jest trzymany za twarz,nie traktowany jak męzczyzna i dlatego
                > jak zobaczył we mnie model "arabski"-uległą kobietę, a miłośc potrafi robic
                > takie cuda to Mu sie to spodobało.Nie chce mi sie żyć.Mam do siebie żal.Jest mi
                >
                > głupio.Żono przepraszam Cię,przepraszam...
                > Pełna marzen idealistka,a wyszło ,że kretynka.A tyle historii słyszałam!!!I
                > mówiłam -NIGDY...
                > Chciałabym powiedzieć,cóz zdarzyło sie...i pójśc dalej...
                > Jak ktos powie,że miłośc...jaka to miłośc?Oszustwo,zdrada?
                > Życ powinno sie prosto.
                > powiedział dlaczego nie moge zaakceptować takiego układu?
                > Sama ciekawa jestem dlaczego nie mogłam.Przecież kocham.Nie potrafie Go
                > znienawidzić.

                Uprzejmie zawiadamiam,ze wpadlem na chwile i nic nie rozumie.Myslalem,ze
                zapomniano o mnie. Milo przeczytac dowody pamieci:-)) Oczywiscie daje kazdemu i
                kazdej prawo by mna straszyc partnera ! Podam przyklad : On pelen zlosci:jeszcze
                raz zrobisz.....to bede jak Jasio. Ona :bedziesz mnie zaniedbywal znajde sobie
                kochanka podobnego do Jasia.Zycze wszystkim kochankom gustownych drogich
                prezentow od " Mikolaja" Zony i tak je dostana od " Mikolaja" z nieczystym
                sumieniem.PS: Oswiadczam ,ze z Natascha jestesmy "tylko dobrymi znajomymi" a to
                w celu zdementowania plotek krazacych po miescie ! I dodam : Kazdego kto odwazy
                sie obrazic Natasche wyzwe na pojedynek . Albo zrobie cos gorszego.
            • Gość: xxxxxxxx Re: Do siebie samej i Jasia IP: 213.98.114.* 07.12.01, 00:14
              Natascho-czytajac wasze posty widze ze dobrze sie rozumiecie z moim
              facetem.GRATULACJe mi sie to nie udaje.kocham go.podwzgledem porozumiewania
              jest ciezko-moze roznica wieku.Moze on zrozumie ze ja mysle inaczej i na
              niektore sprawy powinien spojrzec inaczej.Tak poza tym jest fantastycznym
              facetem.PA
    • rozkoszna Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 04.12.01, 14:12
      Ja mam takie pytanie,jeśli można..dotyczy tych rozmów
      telefonicznych..mianowicie czy stwierdzenie zdrady wynikło z tego,że mąż
      rozmawiał z kobietą czy może fakt,że coś z tej rozmowy wynikało...co by mogło
      podważyć jego wierność małżeńską?
      Wiecie,mój mąż też rozmawiał z kobietą i co gorsza nie przy mnie..poszedł sobie
      gdzieś tam..żebym nie słyszała..a jak się pytałam to odp.,że właśnie jej niby
      powiedział,że ma żone..i takie tam..fajnie sie czułam,nie ma co..w końcu nie
      wytrzymałam i kiedyś włamałam się do jego skrzynki(wiem, wiem skaranie boskie)
      no i tam niby z jakąś się umawiał na spotkanie,gdyby to było takie
      zwyczajne,znajoma..to jeszcze..ale chyba to w innym celu,a tak w ogóle to ja
      nie wiem czy do tego spotkania doszło czy nie..niby nie moge posądzać go o
      zdrade bazując na takich danych:)ale..jak idzie na uczelnie to ja fakt faktem
      nie wiem czy tam dociera..zresztą kiedyś powiedział(niejednokrotnie)w fazie
      wybuchu kłótni,że nie ta to inna będzie dbała albo,że jakbym chciał cie
      zdradzić to nawet byś o tym nie wiedziała..i co???mam o tym mysleć?może
      faktycznie nie wiem....

      • Gość: zona Re: do rozkosznej IP: *.chello.pl 04.12.01, 23:05

        Jako doswiadczona zona polecam Twej uwadze prosty test do wykrywania kochanek.
        Zaznacz TAK lub NIE przy nastepujacych stwierdzeniach dotyczacych zachowania
        Twojego meza:

        - wychodzi gdzies i zapomina telefonu
        - w telefonie wlacza sie poczta glosowa, chociaz nie planowal zadnego spotkania
        - w domu nosi telefon caly czas przy sobie, zamiast go gdzies odlozyc
        - wychodzi z domu na krotko pod jakimis pretekstami
        - jezdzi na myjnie umyc samochod, wraca po godz. z brudnym i mowi, ze byla duza
        kolejka
        - zaczal spedzac wiecej czasu w pracy
        - kupil sobie cos nowego i kosztownego (np.perfumy)
        - nie ma go tam, gdzie mowil, ze bedzie
        - ktos z kim mial byc jest zupelnie gdzie indziej
        - stracil zainteresowanie seksem, mowi, ze jest przepracowany
        - jest dla Ciebie oschly i niemily, ma ciagle pretensje
        - jest dla Ciebie duzo milszy niz byl ostatnio, daje Ci kosztowne prezenty
        - zapaswordowal dostep do swojego konta internowego
        - wyjezdza w delegacje czesciej niz kiedys

        Od 0-2 TAK
        Nie masz czym sie martwic. Malo prawdopodobne, zeby mial kochanke.

        Od 2-4 TAK
        Twoj maz oddala sie od Ciebie, moze znalezc sobie niedlugo kochanke.

        Od 4-6 TAK
        Twoj maz ma kochanke.

        Ponad 6 TAK
        Twoj maz ma kochanke od dawna i ma gdzies, czy sie o tym dowiesz.
        • rozkoszna Re: do żony 05.12.01, 09:58
          Dzięki za test!jest świetny,wiesz co mi wyszło?,że nie długo sobie
          znajdzie...Skreślałam tak na głupka ale..musze go baczniej przyobserwować...
          Musze przyznac,że w tym chyba coś jest...
          Pozdrawiam
          • prowokatorka Re: do rozkosznej 05.12.01, 14:16
            rozkoszna napisał(a):

            > Dzięki za test!jest świetny,wiesz co mi wyszło?,że nie długo sobie
            > znajdzie...Skreślałam tak na głupka ale..musze go baczniej przyobserwować.


            Słuchaj , rozkoszna

            zamiast rozkoszować się testem i obserwacją męża , weż się raczej za siebie.
            -Nie włamuj się mu do skrzynki,
            - nie zaniedbuj go (skoro napisałaś , że on mówi " znajdzie się taka, która
            będzie o mnie dbała " tzn. , że Ty ..)
            - myśl o sobie , a nie o tej "ewentualnej" kochance

            W konsekwencji : zrób coś , żeby on do Ciebie chciał dzwonić ,kiedy nie jest z
            Tobą , uśmiechaj się, gdy wraca do domu , mów mu co w nim lubisz i zgaduj co on
            lubi w Tobie ..!

            Nie pozostawaj , ledwie wirtualnie , r o z k o s z n a , bo obudzisz się z ręką
            w nocniku !
            • Gość: Piotr* Prowokatorko IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.12.01, 19:35
              prowokatorka napisał(a):

              > rozkoszna napisał(a):
              >
              > > Dzięki za test!jest świetny,wiesz co mi wyszło?,że nie długo sobie
              > > znajdzie...Skreślałam tak na głupka ale..musze go baczniej przyobserwować.
              >
              >
              > Słuchaj , rozkoszna
              >
              > zamiast rozkoszować się testem i obserwacją męża , weż się raczej za siebie.
              > -Nie włamuj się mu do skrzynki,
              > - nie zaniedbuj go (skoro napisałaś , że on mówi " znajdzie się taka, która
              >
              > będzie o mnie dbała " tzn. , że Ty ..)
              > - myśl o sobie , a nie o tej "ewentualnej" kochance
              >
              > W konsekwencji : zrób coś , żeby on do Ciebie chciał dzwonić ,kiedy nie jest z
              >
              > Tobą , uśmiechaj się, gdy wraca do domu , mów mu co w nim lubisz i zgaduj co on
              >
              > lubi w Tobie ..!
              >
              > Nie pozostawaj , ledwie wirtualnie , r o z k o s z n a , bo obudzisz się z ręk
              > ą
              > w nocniku !

              I własnie tak ma być.Tylko dlaczego nazywasz siebie prowokatorką?
              Powinnaś być na świeczniku , jako przykłąd kobiety o którą walczą mężowie.
              Właśnie mam taką , piękną , zadbaną , o która walczę i .....
              wygrywam.
              A efekty są słodkie

              Pozdrawiam i polecam przykład prowokatorki.

              • prowokatorka Re: Prowokatorko , do Piotra * 05.12.01, 20:29
                Piotrze *,

                czytałam Twoje pościki , zresztą nie tylko w tym wątku !
                Mam poglady identyczne z Twoimi!
                Cieszę sie ,że tacy "zdrowo" myślący , stuprocentowi faceci
                istnieją i wypowiadają się na tych forach!

                Cieszę się , że nie dałeś się zwariować żle pojętej męskości ,
                fałszywym przyjaciołom i populistycznym poglądom na małżeństwo
                i rolę w nim mężczyzny!

                Błagam , krąż tu pod tym samym nickiem , zebym mogła łatwo Cię rozpoznać!

                Bardzo mi się podoba to co piszesz i dokładnie to samo myślę !
                Będzie ciekawie ,móc konfrontować poglądy na wszystkie tematy.
                Czy rzeczywiście o wszystkim myslimy podobnie , czy też znajdziemy
                temat w którym się różnimy ?

                Mój nick pozwala mi zaistnieć w dyskusji.
                Mam tez inny , ale kiedy go używam , w większości przypadków płeć
                przeciwna traktuje mnie jak "głupia gąskę" - wolę więc ten.

                Serdecznie pozdrawiam.
                Trzymam kciuki za Twoje zwycięstwa w walce o której wspomniałeś.

                Hej , Piotr* !
        • Gość: Piotr* Zono IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.12.01, 19:28
          Gość portalu: zona napisał(a):

          >
          > Jako doswiadczona zona polecam Twej uwadze prosty test do wykrywania kochanek.
          > Zaznacz TAK lub NIE przy nastepujacych stwierdzeniach dotyczacych zachowania
          > Twojego meza:
          >
          > - wychodzi gdzies i zapomina telefonu
          > - w telefonie wlacza sie poczta glosowa, chociaz nie planowal zadnego spotkania
          > - w domu nosi telefon caly czas przy sobie, zamiast go gdzies odlozyc
          > - wychodzi z domu na krotko pod jakimis pretekstami
          > - jezdzi na myjnie umyc samochod, wraca po godz. z brudnym i mowi, ze byla duza
          > kolejka
          > - zaczal spedzac wiecej czasu w pracy
          > - kupil sobie cos nowego i kosztownego (np.perfumy)
          > - nie ma go tam, gdzie mowil, ze bedzie
          > - ktos z kim mial byc jest zupelnie gdzie indziej
          > - stracil zainteresowanie seksem, mowi, ze jest przepracowany
          > - jest dla Ciebie oschly i niemily, ma ciagle pretensje
          > - jest dla Ciebie duzo milszy niz byl ostatnio, daje Ci kosztowne prezenty
          > - zapaswordowal dostep do swojego konta internowego
          > - wyjezdza w delegacje czesciej niz kiedys
          >
          > Od 0-2 TAK
          > Nie masz czym sie martwic. Malo prawdopodobne, zeby mial kochanke.
          >
          > Od 2-4 TAK
          > Twoj maz oddala sie od Ciebie, moze znalezc sobie niedlugo kochanke.
          >
          > Od 4-6 TAK
          > Twoj maz ma kochanke.
          >
          > Ponad 6 TAK
          > Twoj maz ma kochanke od dawna i ma gdzies, czy sie o tym dowiesz.



          Przepraszam , czy do żon tez ten test pasuje?
      • Gość: Piotr* Pomyśl IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 05.12.01, 19:23
        Takie odpowiedzi sa odpowiedzią na przesadną zazdrość żon.
        O wszystko.
        O głupi usmiech i pechowo obok innej kobiety.
        O niedopowiedzenia.
        O całokształt.

        On odreagowuje.Jak ma ci inaczej wytłmaczyć ,że jest wierny?
        Mówi: jakbym chciał to bym mógł.Każdy tak może.
        Licza się chęci i patrz sie na nie , a nie na gadanie.


        Pozdrawiam
        • Gość: Jasio Re: Pomyślalem i odp. na test IP: 213.98.114.* 05.12.01, 21:14
          I tak punkt po punkcie ten test czytalem i odpowiadalem sam sobie:Nie mam
          telefonu-bo i za co?
          nie mam tel
          nie mam
          wychodze kiedy chce ,tak bylo zawsze
          nie mam samochodu-za co?
          jasne-nowe buty i plaszcz dla zony kosztuja
          za co ?
          pewnie -wywalili z drugiej pracy
          sex po harowce na dwie zmiany?
          jasne -znowu krupmik i mielone
          jezeli zwykle perfumy to kosztowny prezent?
          konto internetowe ? ci to takiego?
          Tokarz na delegacje hi hi .

          Tak by niejedna odpowiedziala i co z tego wynika? Bez forsy,telef.kom.i
          samochodu nie mozna przylapac meza na zdradzie.A moze klasa robotnicza nie
          zdradza? Albo rolnicy malorolni?
          • Gość: zona Re: Pomyślalem i odp. na test IP: *.chello.pl 05.12.01, 21:40
            Gość portalu: Jasio napisał(a):

            > I tak punkt po punkcie ten test czytalem i odpowiadalem sam sobie:Nie mam
            > telefonu-bo i za co?
            > nie mam tel
            > nie mam
            > wychodze kiedy chce ,tak bylo zawsze
            > nie mam samochodu-za co?
            > jasne-nowe buty i plaszcz dla zony kosztuja
            > za co ?
            > pewnie -wywalili z drugiej pracy
            > sex po harowce na dwie zmiany?
            > jasne -znowu krupmik i mielone
            > jezeli zwykle perfumy to kosztowny prezent?
            > konto internetowe ? ci to takiego?
            > Tokarz na delegacje hi hi .
            >
            > Tak by niejedna odpowiedziala i co z tego wynika? Bez forsy,telef.kom.i
            > samochodu nie mozna przylapac meza na zdradzie.A moze klasa robotnicza nie
            > zdradza? Albo rolnicy malorolni?

            Zdradza, zdradza, tylko ich zony rzadko szukaja pomocy na internetowym forum GW.
            P.S. moze raczej cos bys do testu dorzucil. No, tak z wlasnego doswiadczenia.
            Na co Twoja zona moglaby TAK odpowiedziec?

            • Gość: Jasio Re: Pomyślalem i odp. na test IP: 213.98.114.* 05.12.01, 22:47
              Gość portalu: zona napisał(a):

              > Gość portalu: Jasio napisał(a):
              >
              > > I tak punkt po punkcie ten test czytalem i odpowiadalem sam sobie:Nie ma
              > m
              > > telefonu-bo i za co?
              > > nie mam tel
              > > nie mam
              > > wychodze kiedy chce ,tak bylo zawsze
              > > nie mam samochodu-za co?
              > > jasne-nowe buty i plaszcz dla zony kosztuja
              > > za co ?
              > > pewnie -wywalili z drugiej pracy
              > > sex po harowce na dwie zmiany?
              > > jasne -znowu krupmik i mielone
              > > jezeli zwykle perfumy to kosztowny prezent?
              > > konto internetowe ? ci to takiego?
              > > Tokarz na delegacje hi hi .
              > >
              > > Tak by niejedna odpowiedziala i co z tego wynika? Bez forsy,telef.kom.i
              > > samochodu nie mozna przylapac meza na zdradzie.A moze klasa robotnicza nie
              >
              > > zdradza? Albo rolnicy malorolni?
              >
              > Zdradza, zdradza, tylko ich zony rzadko szukaja pomocy na internetowym forum GW
              > .
              > P.S. moze raczej cos bys do testu dorzucil. No, tak z wlasnego doswiadczenia.
              > Na co Twoja zona moglaby TAK odpowiedziec?
              >

              Na wszystko,i co z tego ? Ja jestem najlepszy ,najpiekniejszy ,umie
              przekonywujaco klamac,mam wystarczajaco forsy by ona miala " Visa Gold " Ma duzo
              czasu dla siebie ,kazdy ma telefon ale ja mam jeden tajny,ona pewnie tez.Nie
              zyjemy w polsce by zawracac sobie glowe opinia otoczenia i ksiadz proboszcz moze
              mnie pocalowac w...Pozdrawiam.Jak sie ktos oburzyl to trudno,jak ktos nie wierzy
              to jego sprawa.
              • rozkoszna Re: Pomyślalem i odp. na test 06.12.01, 09:46
                Możliwe,że Piotr i Prowokatorka mają racje..może na was to działa..u mnie nie
                przejdzie..a wiecie dlaczego?nie potrafie tak poprostu(juz nie)przyjść albo
                przywitać męża po pracy,ucałować,pogłaskać ,obiad pod nos podstawic...o nie!
                właśnie dlatego,że go do tej pory rozpieszczałam,że koło niego latałam..i to
                mnie zgubiło!teraz to traktuje mnie ja służącą,kucharke,praczke i nie wiadomo
                co jeszcze..owszem..co innego robić dla kogoś "to" z miłości a co innego..poza
                tym..nasze małżeństwo zeszło na boczne tory..jedziemy sobie równo..bez
                ogrudek ,ktoś zapyta:a gdzie szacunek?,ja odpowiem,juz dawno go nie ma,ja
                straciłam nawet sama do siebie..poniżanie,traktowanie jak smiecia i pieszczoty
                typu:szmata,dziwka....
                Wybaczcie ale ja tak nie potrafie...
                • Gość: !!! Re: Pomyślalem i odp. na test IP: 194.139.172.* 07.12.01, 17:21
                  Jakiś czas temu opisywałam swoją historię , mąż mnie zdradził. Suka z ktorą to
                  zrobił wytoczyła mu proces o ojcostwo. Mąż powiedział mi o wszystkim i od tego
                  momentu wspieramy się na wzajem . Wczoraj poznałam wyniki testów DNA . Tak jak
                  obiecałam powyżej , że dam znać jeśli już je będę znała, więc daję. Mąż nie
                  jest ojcem tego dzicka.!
                  Sprawa się zamyka. Kocham go i wybaczyłam. Czasem warto dać tę jedną szansę!!!
                  Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!
                  !!!
                  • Gość: Jasio Re: Pomyślalem i odp. na test IP: 213.98.114.* 08.12.01, 21:44
                    Gość portalu: !!! napisał(a):

                    > Jakiś czas temu opisywałam swoją historię , mąż mnie zdradził. Suka z ktorą to
                    > zrobił wytoczyła mu proces o ojcostwo. Mąż powiedział mi o wszystkim i od tego
                    >
                    > momentu wspieramy się na wzajem . Wczoraj poznałam wyniki testów DNA . Tak jak
                    > obiecałam powyżej , że dam znać jeśli już je będę znała, więc daję. Mąż nie
                    > jest ojcem tego dzicka.!
                    > Sprawa się zamyka. Kocham go i wybaczyłam. Czasem warto dać tę jedną szansę!!!
                    > Pozdrawiam i życzę miłego weekendu!
                    > !!!

                    UFF ! Ale mi ulzylo,A jednak nie jest ojcem ! Hurra ! Zalozylem sie o duza
                    sume,mowilem nie jest ojcem:wygralem . Jasne trzeba wybaczyc-w koncu mu nie ubylo
                    na koncu.A maz to maz gdzie znowu biegac i szukac innego ! Biedna suka musi
                    szukac innego kandydyta na ojca. Pamietam jak moja suka sie szczenila-no ale ona
                    nie musiala martwic sie o to kto jest ojcem !Te czarne centki wskazaly ojca-to
                    byl "zorro" dalmatynczyk sasiadow.Wybaczylismy.
                    • natascha Re: Do Jasia 09.12.01, 00:08
                      Jasiu drogi, to znowu ja i pewnie mi sie znowu oberwie, ale co tam!! Ta Pani
                      pomylila watki i zle oglosila publicznie wyniki badan DNA jej meza. Cala ta
                      historia jest opisana pod "Kobieta" a ja ci ja opowiem w skrocie i po mojemu.
                      Byl sobie raz zupelnie niewinny maz, ktory z niewyjasnionych powodow poszedl
                      sie szlajac. Mial pecha, bo trafil na suke, ktora nieomalze mu sama nogi
                      rozwarla, bo taka miala wlasnie wole Boza w sobie. Malzonek ow, wyswiadczyl jej
                      przysluge nieomalze i bylby o sprawie zapomnial, gdyby nie listonosz. Pewnego
                      dnia, do drzwi szczesliwej rodziny, zapukal listonosz, przynoszac wezwanie na
                      proses o ustalenie ojcostwa, bo suka zaszla. I sprawa sie rypla. Kandydat na
                      tatusia musial sie poddac badaniom. Na proces przybyl jednak w towarzystwie
                      swojej legalnie zaslubionej malzonki, ktora mu dzielnie przy boku stala
                      wspierajac go wzrokiem prosto w oczy tej wrednej suki. Wzrokiem, ktory zabijal
                      i jednoczesnie komunikowal suce: "wara od niego, on jest moj. I jak sie okaze,
                      ze nie jest ojcem tego bekarta, to ci morde spiore". Z dumnie podniesionym
                      czolem i pewnie po niedzielnej komunii sw. legalna zona ma prawo do takich
                      mysli, bo jest zona a suka nie. W domu szczesliwej rodziny zapanowalo pieklo,
                      ale na krotko, bo legalna malzonka robiac szybko bilans co moze stracic a co
                      wygrac, podniosla wysoko sztandar milosci i oglosila swiatu, ze mu przebaczy. W
                      miedzyczasie, ale tez krótko, szarpala sie z myslami, ze moze jednak i jak to
                      zrobic, zeby tamto dziecko nie mialo prawa do ojca, ktory zbiegiem okolicznosci
                      byl tez ojcem jej dzieci. No ale madra ta kobieta postanowila odczekac.I
                      doczekala sie. Jej maz nie jest ojcem dziecka suki. Jaka ulga, wybaczenie,
                      warto dac szanse, czytales juz sam. I poszlo w zapomnienie, ze maz wchodzil w
                      gre o miano tatusia. I teraz tamta jest suka, bo nie dosc, ze uwiodla zonatego,
                      to jeszcze chciala go wrobic. I mozna jej w twarz napluc i mozna jej do d...
                      nakopac i nawet zlinczowac. Bo ona sie starala znalezc ofiare a nie ojca swego
                      dziecka, suka jedna. Ale prawda zwyciezyla, malzonkowie moga znowu chodzic z
                      dumnie podniesionym czolem do kosciola i nawet siedziec w pierwszej lawce.
                      Bohaterowie zawsze ida przez tlumy. Zona tego biednego meza, ciaganego po
                      sadach za niwinnosc moze juz sasiadkom powiewac przed nosami papierkiem. I
                      jakby sie zapomnialo, ze jej maz ja z ta suka zdradzil, ze zlamal przysiege,
                      ze kochal sie z inna. I to wszystko sie dzieje pod czujnym okiem ksiedza
                      proboszcza, kolkla adoratorow sakramentu malzenstwa i wierzycieli w potepienie
                      za grzech rozpusty.
                      A byloby to wszystko niepotrzebne, gdyby suka zaszla z ciemnoskorym i od razu
                      byloby widac, kto jest ocjem. Widzisz, takie jest zycie.
                      • luiza-w-ogrodzie Re: Do Jasia - do Nataschy 09.12.01, 10:55
                        natascha napisał(a):

                        > Jasiu drogi, to znowu ja i pewnie mi sie znowu oberwie, ale co tam!! Ta Pani
                        > pomylila watki i zle oglosila publicznie wyniki badan DNA jej meza. Cala ta
                        > historia jest opisana pod "Kobieta" a ja ci ja opowiem w skrocie i po mojemu.
                        > Byl sobie raz zupelnie niewinny maz, ktory z niewyjasnionych powodow poszedl
                        > sie szlajac. Mial pecha, bo trafil na suke, ktora nieomalze mu sama nogi
                        > rozwarla, bo taka miala wlasnie wole Boza w sobie. Malzonek ow, wyswiadczyl jej
                        >
                        > przysluge nieomalze i bylby o sprawie zapomnial, gdyby nie listonosz. Pewnego
                        > dnia, do drzwi szczesliwej rodziny, zapukal listonosz, przynoszac wezwanie na
                        > proses o ustalenie ojcostwa, bo suka zaszla. I sprawa sie rypla. Kandydat na
                        > tatusia musial sie poddac badaniom. Na proces przybyl jednak w towarzystwie
                        > swojej legalnie zaslubionej malzonki, ktora mu dzielnie przy boku stala
                        > wspierajac go wzrokiem prosto w oczy tej wrednej suki. Wzrokiem, ktory zabijal
                        > i jednoczesnie komunikowal suce: "wara od niego, on jest moj. I jak sie okaze,
                        > ze nie jest ojcem tego bekarta, to ci morde spiore". Z dumnie podniesionym
                        > czolem i pewnie po niedzielnej komunii sw. legalna zona ma prawo do takich
                        > mysli, bo jest zona a suka nie. W domu szczesliwej rodziny zapanowalo pieklo,
                        > ale na krotko, bo legalna malzonka robiac szybko bilans co moze stracic a co
                        > wygrac, podniosla wysoko sztandar milosci i oglosila swiatu, ze mu przebaczy. W
                        >
                        > miedzyczasie, ale tez krótko, szarpala sie z myslami, ze moze jednak i jak to
                        > zrobic, zeby tamto dziecko nie mialo prawa do ojca, ktory zbiegiem okolicznosci
                        >
                        > byl tez ojcem jej dzieci. No ale madra ta kobieta postanowila odczekac.I
                        > doczekala sie. Jej maz nie jest ojcem dziecka suki. Jaka ulga, wybaczenie,
                        > warto dac szanse, czytales juz sam. I poszlo w zapomnienie, ze maz wchodzil w
                        > gre o miano tatusia. I teraz tamta jest suka, bo nie dosc, ze uwiodla zonatego,
                        >
                        > to jeszcze chciala go wrobic. I mozna jej w twarz napluc i mozna jej do d...
                        > nakopac i nawet zlinczowac. Bo ona sie starala znalezc ofiare a nie ojca swego
                        > dziecka, suka jedna. Ale prawda zwyciezyla, malzonkowie moga znowu chodzic z
                        > dumnie podniesionym czolem do kosciola i nawet siedziec w pierwszej lawce.
                        > Bohaterowie zawsze ida przez tlumy. Zona tego biednego meza, ciaganego po
                        > sadach za niwinnosc moze juz sasiadkom powiewac przed nosami papierkiem. I
                        > jakby sie zapomnialo, ze jej maz ja z ta suka zdradzil, ze zlamal przysiege,
                        > ze kochal sie z inna. I to wszystko sie dzieje pod czujnym okiem ksiedza
                        > proboszcza, kolkla adoratorow sakramentu malzenstwa i wierzycieli w potepienie
                        > za grzech rozpusty.
                        > A byloby to wszystko niepotrzebne, gdyby suka zaszla z ciemnoskorym i od razu
                        > byloby widac, kto jest ocjem. Widzisz, takie jest zycie.

                        Natascha, dear, troche przesadzasz z Twoja wizja tej historii.
                        Mialam podobne przezycia, facetowi (ktory nie byl moim mezem) wybaczylam bez
                        mieszania w to ksiedza, wiary i sakramentu malzenstwa, co Ty sugerujesz w
                        cytowanej historii. Umiejetnosc wybaczania nie ogranicza sie do katolikow i cale
                        szczescie!

                        A z tej historii opowiedzianej na innym watku i streszczonej przez Natasche
                        wynikalo, ze matka dziecka miala kilku kandydatow na tatusiow w zanadrzu i dobrze
                        wiedziala, co robi zakladajac sprawy sadowe...

                        Luiza-w-Ogrodzie

                        • Gość: Natascha Re: do Luizy IP: *.proxy.aol.com 09.12.01, 21:48
                          Luizo w ogrodzie, troche ale przesadzilas, pomawiajac ta pania o swiadome
                          dzialanie. Ja tam wole w ludziach widzic raczej dobro. Czytalas ten watek gdzie
                          opisana jest ta historia? Nie wiem, czy ktos jest taki glupi i wysle na
                          badania DNA chlopa, ktory nie wchodzilby w gre. Wybacz! I z pewnoscia bylo
                          wiecej kandydatow na tatusiow, skoro ten omawiany nie wchodzi w gre. Jedno ale
                          jest pewne. Ten niewinny maz mial stosunek seksualny z ta pania. Inaczej by nie
                          wchodzil w gre. Logiczne. I to naprawdejest budujace, ze zona przebaczy mezowi,
                          bo go kocha. I on jest dla niej taki czuly i tak sie zmienil . To tez opisuje
                          ta zona w tym poscie. Czy nie nasuwa ci sie tu bardzo prosty wniosek Luizo? No
                          pomysl sama! A gdybys jednak nie wymyslila, to ja ci powiem. Dzieki tej suce (
                          co tez nie jest moim wymyslem) tamto malzenstwo ozylo, czy moze odzylo! Zycie
                          jak w bajce!
                          • luiza-w-ogrodzie Zdrada moze byc pozytywnym przezyci 10.12.01, 01:31
                            Gość portalu: Natascha napisał(a):

                            > Luizo w ogrodzie, troche ale przesadzilas, pomawiajac ta pania o swiadome
                            > dzialanie. Ja tam wole w ludziach widzic raczej dobro. Czytalas ten watek gdzie
                            >
                            > opisana jest ta historia? Nie wiem, czy ktos jest taki glupi i wysle na
                            > badania DNA chlopa, ktory nie wchodzilby w gre. Wybacz! I z pewnoscia bylo
                            > wiecej kandydatow na tatusiow, skoro ten omawiany nie wchodzi w gre. Jedno ale
                            > jest pewne. Ten niewinny maz mial stosunek seksualny z ta pania. Inaczej by nie
                            >
                            > wchodzil w gre. Logiczne. I to naprawdejest budujace, ze zona przebaczy mezowi,
                            >
                            > bo go kocha. I on jest dla niej taki czuly i tak sie zmienil . To tez opisuje
                            > ta zona w tym poscie. Czy nie nasuwa ci sie tu bardzo prosty wniosek Luizo? No
                            > pomysl sama! A gdybys jednak nie wymyslila, to ja ci powiem. Dzieki tej suce (
                            > co tez nie jest moim wymyslem) tamto malzenstwo ozylo, czy moze odzylo! Zycie
                            > jak w bajce!


                            Natascho,
                            mowiac o swiadomym dzialaniu mialas na mysli "ta trzecia"? Nie chcialam
                            sugerowac, ze zrobila to na zimno. Watek czytalam i wydaje mi sie ze ona
                            lekkomyslnie probowala z roznymi facetami a potem starala sie wykorzystac
                            sytuacje w jaka sie wplatala

                            A w ogolnosci zgadzam sie z Toba, jak zwykle. Zas w szczegolnosci, zgadzam sie ze
                            nic nie ozywia zastalej wody w stalym zwiazku ;-) tak jak prady ubocznych
                            romansow. Nagle budza sie emocje, krew zywiej rusza... Problem tylko w tym, ze
                            nie zawsze zwiazek przezywa takie wypadki, ale jestem zawsze zdania ze "nie ma
                            tego zlego, co by na dobre nie wyszlo". Mnie wyszlo.

                            Czego zycze wszystkim czytajacym.

                            Luiza
                          • Gość: unhappy Re: Do wszystkich uczestników Forum IP: *.dialup.mtu-net.ru 10.12.01, 05:21
                            Dawno , z przyczyn technicznych (utrudniony dostęp do internetu) nie zaglądałem
                            na Forum i po przeczytaniu zaległych postów odnoszę wrażenie, że ostatni jego
                            uczestnicy odbiegają od jego tematu.A szkoda, bo w mojej opini świetnie
                            przedstawiało różne opinie, historie-wzięte z życia i na pewno wielu z
                            czytelników-uczestników pomogło w podjęciu decyzji w analizie swego
                            postępowania itd.Chciałbym aby nadal "nasze" Forum było miejscem wymiany
                            doświadczeń i opini a nie miejscem wyszydzania innych myślących inaczej(może
                            nawet trochę koloryzujących)
                      • Gość: !!! K Do Nataszy IP: 194.139.172.* 28.12.01, 08:50
                        natascha napisał(a):

                        > Jasiu drogi, to znowu ja i pewnie mi sie znowu oberwie, ale co tam!! Ta Pani
                        > pomylila watki i zle oglosila publicznie wyniki badan DNA jej meza. Cala ta
                        > historia jest opisana pod "Kobieta" a ja ci ja opowiem w skrocie i po mojemu.
                        > Byl sobie raz zupelnie niewinny maz, ktory z niewyjasnionych powodow poszedl
                        > sie szlajac. Mial pecha, bo trafil na suke, ktora nieomalze mu sama nogi
                        > rozwarla, bo taka miala wlasnie wole Boza w sobie. Malzonek ow, wyswiadczyl jej
                        >
                        > przysluge nieomalze i bylby o sprawie zapomnial, gdyby nie listonosz. Pewnego
                        > dnia, do drzwi szczesliwej rodziny, zapukal listonosz, przynoszac wezwanie na
                        > proses o ustalenie ojcostwa, bo suka zaszla. I sprawa sie rypla. Kandydat na
                        > tatusia musial sie poddac badaniom. Na proces przybyl jednak w towarzystwie
                        > swojej legalnie zaslubionej malzonki, ktora mu dzielnie przy boku stala
                        > wspierajac go wzrokiem prosto w oczy tej wrednej suki. Wzrokiem, ktory zabijal
                        > i jednoczesnie komunikowal suce: "wara od niego, on jest moj. I jak sie okaze,
                        > ze nie jest ojcem tego bekarta, to ci morde spiore". Z dumnie podniesionym
                        > czolem i pewnie po niedzielnej komunii sw. legalna zona ma prawo do takich
                        > mysli, bo jest zona a suka nie. W domu szczesliwej rodziny zapanowalo pieklo,
                        > ale na krotko, bo legalna malzonka robiac szybko bilans co moze stracic a co
                        > wygrac, podniosla wysoko sztandar milosci i oglosila swiatu, ze mu przebaczy. W
                        >
                        > miedzyczasie, ale tez krótko, szarpala sie z myslami, ze moze jednak i jak to
                        > zrobic, zeby tamto dziecko nie mialo prawa do ojca, ktory zbiegiem okolicznosci
                        >
                        > byl tez ojcem jej dzieci. No ale madra ta kobieta postanowila odczekac.I
                        > doczekala sie. Jej maz nie jest ojcem dziecka suki. Jaka ulga, wybaczenie,
                        > warto dac szanse, czytales juz sam. I poszlo w zapomnienie, ze maz wchodzil w
                        > gre o miano tatusia. I teraz tamta jest suka, bo nie dosc, ze uwiodla zonatego,
                        >
                        > to jeszcze chciala go wrobic. I mozna jej w twarz napluc i mozna jej do d...
                        > nakopac i nawet zlinczowac. Bo ona sie starala znalezc ofiare a nie ojca swego
                        > dziecka, suka jedna. Ale prawda zwyciezyla, malzonkowie moga znowu chodzic z
                        > dumnie podniesionym czolem do kosciola i nawet siedziec w pierwszej lawce.
                        > Bohaterowie zawsze ida przez tlumy. Zona tego biednego meza, ciaganego po
                        > sadach za niwinnosc moze juz sasiadkom powiewac przed nosami papierkiem. I
                        > jakby sie zapomnialo, ze jej maz ja z ta suka zdradzil, ze zlamal przysiege,
                        > ze kochal sie z inna. I to wszystko sie dzieje pod czujnym okiem ksiedza
                        > proboszcza, kolkla adoratorow sakramentu malzenstwa i wierzycieli w potepienie
                        > za grzech rozpusty.
                        > A byloby to wszystko niepotrzebne, gdyby suka zaszla z ciemnoskorym i od razu
                        > byloby widac, kto jest ocjem. Widzisz, takie jest zycie.


                        To miło , że w skrócie opisujesz mój wątek. Ale jak sądzę wszyscy umieją czytać i
                        jeśli śledzili to farum od początku to znają moją historię (opisywałam powyżej).
                        Miło wiedzieć , że czynnie śledzisz oba wątki.
                        Tak czy inaczej , na tym forum obiecałam , że dam znak o wynikach testów i swego
                        słowa dotrzymałam.
                        Pozdrawiam
                        !!!K
    • pleasuress Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 11.12.01, 15:03
      Hej.
      Kilka dni temu wszedłem tu po raz pierwszy. Od tych kilku dni czytam to co
      wszyscy to pisali. Ale czasami mam wrażenie, że niektóre osoby nie mówią tego
      co myślą, tego co wiedzą, co przeżyli (być może) a raczej mówią to co inni by
      chcieli usłyszeć. Tak wrażenie odniosłem dlatego, że ich wypowiedzi zawierają w
      sobie sprzeczności.
      Pozdrawiam i życzę przyjemnego popołudnia :)
    • piotr.kowal Czy zmieniliście coś w swoim życiu? 14.12.01, 17:59
      Czy zmieniliści pod wpływem tego forum , tego tematu?
      Czy z męza kobieciarza zrobił się zakochany i zapatrzony w żonę mąż?
      Czy z zony - kury domowej zrobiła się pierwszej klasy latawica?

      Jeśli chodzi o mnie , to nie zmieniłem sie.Trwam i będe trwał.

      Pozdrawiam
      • Gość: Jasio Re: Czy zmieniliście coś w swoim życiu? IP: *.uc.nombres.ttd.es 15.12.01, 00:35
        piotr.kowal napisał(a):

        > Czy zmieniliści pod wpływem tego forum , tego tematu?
        > Czy z męza kobieciarza zrobił się zakochany i zapatrzony w żonę mąż?
        > Czy z zony - kury domowej zrobiła się pierwszej klasy latawica?
        >
        > Jeśli chodzi o mnie , to nie zmieniłem sie.Trwam i będe trwał.
        >
        > Pozdrawiam
        Czy nie za duzo wymagasz od bzdury jaka jest forum?
      • Gość: Rajza Re: Czy zmieniliście coś w swoim życiu? IP: 10.128.135.* 15.12.01, 13:03
        A jeśli przez chociaż 10 minut pomyślę nad swoim życiem, to może już warto?
        Niewiele zmienię ale werbalizując pewne myśli może lepiej zrozumiem swoje
        życie. Czasem to dużo.
        • Gość: Jasio Re: Czy zmieniliście coś w swoim życiu? IP: *.uc.nombres.ttd.es 15.12.01, 17:49
          Gość portalu: Rajza napisał(a):

          > A jeśli przez chociaż 10 minut pomyślę nad swoim życiem, to może już warto?
          > Niewiele zmienię ale werbalizując pewne myśli może lepiej zrozumiem swoje
          > życie. Czasem to dużo.

          A bez tego debilnego forum to juz nie ma innych okazji by pomyslec o swoim
          zyciu? "Werbalizujac " moja mysl:najgorsze co mozna powiedziec o
          czlowieku ,ktory "lepiej rozumie swoje zycie" poprzez czytanie idiotyzmow na
          forum,to to,ze mysli samodzielnie i krytycznie.Brr..co za zdanie ! Te wszystkie
          wypociny na forum ,sa warte tyle co opowiesci bab w maglu !
    • Gość: alfina Re: Słówko do Jasia IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 17.12.01, 01:29

      Debilne forum mówisz? W takim razie ciekawe - dlaczego tu zaglądasz? Czyżbyś
      był masochistą i lubił katować się np. wieczorową porą, czytając nic nie warte
      wypociny nieudaczników życiowych? Jeśli wybierzesz inny rodzaj rozrywki
      intelektualnej, myślę, że zrobisz przysługę wielu uczestnikom forum, których
      dotychczas obraziłeś, wyrażając swoje myśli w wielce wyszukany i inteligentny
      sposób. Zaglądam tutaj od dłuższego czasu, podzieliłam się także kiedyś swoimi
      przeżyciami. Rozmowy na forum i poza nim, z wieloma interesującymi ludźmi,
      których tu „spotkałam” pomogły mi przetrwać wcale nie łatwy okres w moim życiu.
      Zawsze warto poznać zdanie drugiego człowieka, który myśli i czuje podobnie,
      przeżył to i owo, człowieka, któremu życie także spłatało figla. Tylko Ty Jasiu
      to podeptałeś. Spłyciłeś, sprowadziłeś do jałowego mielenia ozorem. Sam
      powiedziałeś, że każdemu wolno pisać to, co myśli. Dlatego dzisiaj mam ochotę
      powiedzieć Ci, że jesteś wyjątkowo nietolerancyjnym, gruboskórnym facetem.
      Twoje wypowiedzi nie wniosły do dyskusji nic nowego, oprócz steku obraźliwych
      epitetów i nic nie znaczących komentarzy. Nie ma znaczenia dla mnie, jak
      skomentujesz moją wypowiedź. Mogę być dla Ciebie głupią gęsią albo ponurą,
      pozbawioną fantazji babą z magla. Nigdy nie miałam ochoty podjąć rozmowy z
      Tobą. Zaprzyjaźniona ze mną Wydra, która korzysta czasem z mojego komputera,
      także się kiedyś zniechęciła Z okazji nadchodzących Świąt, życzę Ci zdrowego
      poczucia humoru i większej dawki tolerancji. Nie wszyscy są tak samo
      skonstruowani jak Ty ( na szczęście!) – i zdarza się, że ktoś myśli inaczej -
      co wcale nie oznacza, że jest idiotą!
      Pozdrawiam serdeczne i zimowo wszystkich uczestników forum, szczególnie zaś
      Georgię ( czy wiesz, że jedną z Twoich rad wprowadziłam w czyn? ), Macally,
      Nataschę, Unhappy i Roxanę (wybacz, że tak długo nie odzywałam się do Ciebie –
      nadrobię to na pewno )
      Wirtualne spotkania także mają swoją wartość – oczywiście nie dla wszystkich.
      Alfina
      • olivia99 Re: Słówko do Jasia 18.12.01, 14:15
        Zgadzam się z Alfiną w 100%. Śledzę to forum od początku, zwłaszcza, że wkrótce
        zapewne dołączę do "kochanek". Wypowiedzi niektórych osób pozwoliły mi spojrzeć
        niejako z zewnątrz na moją sytuację. I źle się stało, że Jasio i Natascha
        zniechęcili do pisania i dzielenia sie przemyśleniami kilka cudownych osób. Mam
        nadzieję, że jeszcze spotkam tu Georgię, macally i innych. Pozdrawiam
        Olivia
        • Gość: Jasio Re: Słówko do Jasia IP: *.uc.nombres.ttd.es 18.12.01, 23:38


          Wszystkim tym ktore lzami sie zalewaja czytajac " Tragiczne i prawdziwe"
          opowiesci-zycze przyjemnej lektury swiatecznej na forum. Pozostalym duzo
          sceptyzmu i tez przyjemnej lektury "bzdut" z czego to sklada sie wiekszosc
          postow.Wszystkim ,ktorzy uwazaja ,ze ich obrazilem-w zwiazku ze "Swietami"
          przepraszam-tego wymaga tradycja. Badzcie dobrymi kochankami i kochankami ! Oby
          nigdy Was nie przylapano. Tego zyczy wam w N.Roku Jasio.
          • Gość: Vletta Re: Słówko do Jasia IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.12.01, 12:08
            Uśmiałam się do łez czytając komentarz Jasia do wyników testów DNA. Dzięki
            Jasiu!
          • piotr.kowal Re: Słówko do Jasia 19.12.01, 17:25
            Gość portalu: Jasio napisał(a):

            >
            >
            > Wszystkim tym ktore lzami sie zalewaja czytajac " Tragiczne i prawdziwe"
            >
            > opowiesci-zycze przyjemnej lektury swiatecznej na forum. Pozostalym duzo
            > sceptyzmu i tez przyjemnej lektury "bzdut" z czego to sklada sie wiekszosc
            > postow.Wszystkim ,ktorzy uwazaja ,ze ich obrazilem-w zwiazku ze "Swietami"
            > przepraszam-tego wymaga tradycja. Badzcie dobrymi kochankami i kochankami ! Oby
            >
            > nigdy Was nie przylapano. Tego zyczy wam w N.Roku Jasio.


            Jasiu wiesz ,że na to nie wpadłem.
            Kochankowie to wieczni złodzieje i nie wiem czy słusznie im zyczysz , żeby ich
            nigdy nie przyłapano, no chyba ,że to z okazji świąt.
    • Gość: Ruska Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.45.5.* 25.12.01, 15:27
      BYLAM kochanka przez 4 lata. Potem on rzuczyl rodzine, dwojke dzieci i
      przyszedl do mnie.
      • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 26.12.01, 22:31
        Gość portalu: Ruska napisał(a):

        > BYLAM kochanka przez 4 lata. Potem on rzuczyl rodzine, dwojke dzieci i
        > przyszedl do mnie.
        No i co jestes szczesliwa z tego powodu? Wedlug mnie "wpadlas z deszczu pod rynne" Kazdy romans
        musi miec jakis sens. W Twoim przypadku tego sensu nie widze
        • Gość: Vletta Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 08:45
          Wręcz przeciwnie, dla niej ten romans zakończył się sukcesem. Czy pełnym - to
          zależy od przebiegu ich związku.
          • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 27.12.01, 23:24
            Gość portalu: Vletta napisał(a):

            > Wręcz przeciwnie, dla niej ten romans zakończył się sukcesem. Czy pełnym - to
            > zależy od przebiegu ich związku.

            Jaki to dla niej sukces? Jesli facet jest powazny to ich zwiazek bedzie i tak nie pelny (utrzymywanie
            kontaktu z dziecmi oraz ich finansowanie) oraz uzalezniony od poprzedniej partnerki (koniecznosc
            kontaktow w sprawie dzieci,itp) Jesli natomiast calkiem "oleje" poprzedni uklad to taka postawa bedzie
            swiadczyc o jego niedojrzalosci-co z kolei nie rokuje dobrze dla zwiazku aktualnego. Dlatego nadal
            twierdze iz romans w dotychczasowym ukladzie byl lepszy dla obojga.Jest to oczywiscie wylacznie moje
            zdanie i moj punkt widzenia- swego czasu powiedzialem swojej "drugiej" (jeszcze na samym poczatku
            zwiazku) zeby nie liczyla kiedykolwiek na trwaly zwiazek. Nasz romans trwal 3 lata, rozstalismy sie w
            zgodzie i do dzisiaj nie mamy do siebie zadnych pretensji.
            • Gość: Vletta Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 14:38
              Potajemny romans jest napewno najlepszym rozwiązaniem dla faceta. Dla kobiety
              bardzo ważny jest też dowód miłosci jakim jest wybór właśnie jej na partnerkę
              życiową, nawet kolejną. Nie każdy facet jest na tyle odważny, żeby na początku
              wyjaśnić sprawę. Myśle, że wiele potencjalnych kochanek nie zdecydowałoby się
              na związek z żonatym, gdyby już na wstępie pozbawiono je nadziei, że będzie to
              miłość "na całe życie" - mimo, ze brzmi to bardzo naiwnie.
              Natomiast ewentualne problemy związane z b. zoną i dziećmi partnera dotyczą też
              parterów ludzi wcześniej rozwiedzionych, nie tylko tych "uwiedzionych" jeszcze
              w czasie trwania pierwszego małżeństwa i są do przebrnięcia.
              • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 28.12.01, 23:50
                Gość portalu: Vletta napisał(a):

                > Potajemny romans jest napewno najlepszym rozwiązaniem dla faceta.
                Uwazam ze nie tylko- sa kobiety zainteresowane zachowaniem tajemnicy (np mezatki) lub pragnace brac
                z zycia co sie da (to co sie przezyje zostaje na trwale) sa rowniez inne motywacje.

                Dla kobiety
                > bardzo ważny jest też dowód miłosci jakim jest wybór właśnie jej na partnerkę
                > życiową, nawet kolejną. Nie każdy facet jest na tyle odważny, żeby na początku
                > wyjaśnić sprawę. Myśle, że wiele potencjalnych kochanek nie zdecydowałoby się
                > na związek z żonatym, gdyby już na wstępie pozbawiono je nadziei, że będzie to
                > miłość "na całe życie" - mimo, ze brzmi to bardzo naiwnie.
                Nie ma milosci na cale zycie (w przeciwnym razie nie byloby takiego tematu forum)

                > Natomiast ewentualne problemy związane z b. zoną i dziećmi partnera dotyczą też
                >
                > parterów ludzi wcześniej rozwiedzionych, nie tylko tych "uwiedzionych" jeszcze
                > w czasie trwania pierwszego małżeństwa i są do przebrnięcia.

                Mam jeszcze pytania- czy zdrada dotyczy tylko zwiazkow formalnych (malzenstwa)?
                - czy zdrada jest ponowny zwiazek z osoba, ktora sie wczesniej zdradzilo z kims
                innym ? ......i wiele innych podobnych kombinacji
                • Gość: Piotr* Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.12.01, 11:42
                  Gość portalu: Marek napisał(a):

                  > Gość portalu: Vletta napisał(a):
                  >
                  > > Potajemny romans jest napewno najlepszym rozwiązaniem dla faceta.
                  > Uwazam ze nie tylko- sa kobiety zainteresowane zachowaniem tajemnicy (np mezatk
                  > i) lub pragnace brac
                  > z zycia co sie da (to co sie przezyje zostaje na trwale) sa rowniez inne motywa
                  > cje.
                  >
                  > Dla kobiety
                  > > bardzo ważny jest też dowód miłosci jakim jest wybór właśnie jej na partne
                  > rkę
                  > > życiową, nawet kolejną. Nie każdy facet jest na tyle odważny, żeby na pocz
                  > ątku
                  > > wyjaśnić sprawę. Myśle, że wiele potencjalnych kochanek nie zdecydowałoby
                  > się
                  > > na związek z żonatym, gdyby już na wstępie pozbawiono je nadziei, że będzi
                  > e to
                  > > miłość "na całe życie" - mimo, ze brzmi to bardzo naiwnie.
                  > Nie ma milosci na cale zycie (w przeciwnym razie nie byloby takiego tematu foru
                  > m)
                  >
                  > > Natomiast ewentualne problemy związane z b. zoną i dziećmi partnera dotycz
                  > ą też
                  > >
                  > > parterów ludzi wcześniej rozwiedzionych, nie tylko tych "uwiedzionych" jes
                  > zcze
                  > > w czasie trwania pierwszego małżeństwa i są do przebrnięcia.
                  >
                  > Mam jeszcze pytania- czy zdrada dotyczy tylko zwiazkow formalnych (malzenstwa)?
                  > - czy zdrada jest ponowny zwiazek z osoba,
                  > ktora sie wczesniej zdradzilo z kims
                  > innym ? ......i wiele innych podobnych k
                  > ombinacji



                  Punkt widzenia zależy od punktu... pieprzenia
              • Gość: Piotr* Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 29.12.01, 11:37
                Popieram Marka.

                Nie miałem kochanki i nie przechodziłem tego typu przygód.
                Na kobietę swojego życia trafiłem za pierwszym razem.
                Może kochankowi Ruskiej powineła sie noga i przejrzał na oczy.
                Tyle tylko ,że spłodzenie 2 dzieci trochę trwa , a z postu wynika
                że przecierał oczy przez cztery lata.
                Ruska ma swojego mężczyznę , mężczyznę swojego życia , bo w sumie takie
                są dązenia kobiet.Mężczyźni też chca mieć przy swoim boku swoja kobietę.
                Mam tylko pytanie do Ruskiej: znasz aktualną kochanke swego lubego?
                Powinnas pozwolic na taki układ , w końcu uczestniczyłaś w takim.
                • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną?Do Piotr IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 29.12.01, 22:51
                  Gość portalu: Piotr* napisał(a):

                  > Popieram Marka.
                  >
                  > Nie miałem kochanki i nie przechodziłem tego typu przygód.
                  > Na kobietę swojego życia trafiłem za pierwszym razem.
                  > Może kochankowi Ruskiej powineła sie noga i przejrzał na oczy.
                  > Tyle tylko ,że spłodzenie 2 dzieci trochę trwa , a z postu wynika
                  > że przecierał oczy przez cztery lata.
                  > Ruska ma swojego mężczyznę , mężczyznę swojego życia , bo w sumie takie
                  > są dązenia kobiet.Mężczyźni też chca mieć przy swoim boku swoja kobietę.
                  > Mam tylko pytanie do Ruskiej: znasz aktualną kochanke swego lubego?
                  > Powinnas pozwolic na taki układ , w końcu uczestniczyłaś w takim.
                  Poniewaz sledze cala dyskusje od poczatku uwazam ze ty Piotrze masz swoj specyficzny punkt widzenia
                  (do dyskusji wlaczyles sie dosc pozno) i nie na temat (nie zdradziles swojej zony) wiec mozesz zabierac
                  glos jako kaznodzieja (chodzi o gloszenie prawdy bozej) to nie oznacza ze jestes gorszy. Ja zdradzilem
                  pozniej od ciebie bo dopiero po 19 latach malzenstwa (co nie oznacza ze wczesniej nie mialem
                  "grzesznych mysli") i nie zrobilerm tego bez powodu i na zasadzie "okazji" moja potencjalna "kochanka"
                  wiedziala wczesniej ze jestem zonaty i nier zamierzam sie z nia wiazac na stale.Ja na kobiete swojego
                  zycia trafilem tez odrazu, lecz ona nie chciala (poza romansem) byc ze mna na stale (miala dlugoletniego
                  nazeczonego) ozenilem sie z rozsadku (a w zasadzie z checi bycia ojcem syna) staralem sie od poczatku
                  traktowac swoj zwiazek bardzo powaznie, lecz w trakcie nie wychodzilo tak jak chcialem. Wiec przez caly
                  czas balansowalem na krawedzi wlasnego "ja" i poczucia obowiazku (syn byl dla mnie najwazniejszy)
                  potem w ramach "dobrej woli" (caly czas uwazalem ze moja prawdziwa milosc jest juz stracona-byla
                  mezatka i miala dziecko) chcialem miec nastepne dziecko (tez syn). W sumie jednak okazalo sie ze nie
                  ma to wplywu na nasze wzajemne stosunki (poprawne,lecz raczej chlodne), gdyz jak twierdzila od 3-ch lat
                  po slubie mam same wady i zadnych zalet. Nie bede pisal calego zyciorysu, lecz dodam jdynie iz moja
                  pierwsza milosc zostala w miedzyczasie wdowa i znowu nawiazalismy ze soba kontakt (stad moje
                  pytania -na temat kto jest kochanka).Pozdrowienia dla Wszystkich-Marek
                  • Gość: Piotr* Re: Do Marka i wszystkich IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 30.12.01, 12:12
                    Gość portalu: Marek napisał(a):

                    > Gość portalu: Piotr* napisał(a):
                    >
                    > > Popieram Marka.
                    > >
                    > > Nie miałem kochanki i nie przechodziłem tego typu przygód.
                    > > Na kobietę swojego życia trafiłem za pierwszym razem.
                    > > Może kochankowi Ruskiej powineła sie noga i przejrzał na oczy.
                    > > Tyle tylko ,że spłodzenie 2 dzieci trochę trwa , a z postu wynika
                    > > że przecierał oczy przez cztery lata.
                    > > Ruska ma swojego mężczyznę , mężczyznę swojego życia , bo w sumie takie
                    > > są dązenia kobiet.Mężczyźni też chca mieć przy swoim boku swoja kobietę.
                    > > Mam tylko pytanie do Ruskiej: znasz aktualną kochanke swego lubego?
                    > > Powinnas pozwolic na taki układ , w końcu uczestniczyłaś w takim.
                    > Poniewaz sledze cala dyskusje od poczatku uwazam ze ty Piotrze masz swoj specyf
                    > iczny punkt widzenia
                    > (do dyskusji wlaczyles sie dosc pozno) i nie na temat (nie zdradziles swojej zo
                    > ny) wiec mozesz zabierac
                    > glos jako kaznodzieja (chodzi o gloszenie prawdy bozej) to nie oznacza ze jeste
                    > s gorszy. Ja zdradzilem
                    > pozniej od ciebie bo dopiero po 19 latach malzenstwa (co nie oznacza ze wczesni
                    > ej nie mialem
                    > "grzesznych mysli") i nie zrobilerm tego bez powodu i na zasadzie "okazji" moja
                    > potencjalna "kochanka"
                    > wiedziala wczesniej ze jestem zonaty i nier zamierzam sie z nia wiazac na stale
                    > .Ja na kobiete swojego
                    > zycia trafilem tez odrazu, lecz ona nie chciala (poza romansem) byc ze mna na s
                    > tale (miala dlugoletniego
                    > nazeczonego) ozenilem sie z rozsadku (a w zasadzie z checi bycia ojcem syna) st
                    > aralem sie od poczatku
                    > traktowac swoj zwiazek bardzo powaznie, lecz w trakcie nie wychodzilo tak jak c
                    > hcialem. Wiec przez caly
                    > czas balansowalem na krawedzi wlasnego "ja" i poczucia obowiazku (syn byl dla m
                    > nie najwazniejszy)
                    > potem w ramach "dobrej woli" (caly czas uwazalem ze moja prawdziwa milosc jest
                    > juz stracona-byla
                    > mezatka i miala dziecko) chcialem miec nastepne dziecko (tez syn). W sumie jedn
                    > ak okazalo sie ze nie
                    > ma to wplywu na nasze wzajemne stosunki (poprawne,lecz raczej chlodne), gdyz ja
                    > k twierdzila od 3-ch lat
                    > po slubie mam same wady i zadnych zalet. Nie bede pisal calego zyciorysu, lecz
                    > dodam jdynie iz moja
                    > pierwsza milosc zostala w miedzyczasie wdowa i znowu nawiazalismy ze soba konta
                    > kt (stad moje
                    > pytania -na temat kto jest kochanka).Pozdrowienia dla Wszystkich-Marek


                    Po prostu wszedłem i ogłosiłem.Chciałem się dowiedzieć czy jestem takim wyjątkiem.
                    Nie chcę uchodzić za kaznodzieję i nie potępiam w czambuł zdrady , nazwijmy ją
                    miłością do kogo innego niż myśleliśmy na początku.
                    Cóż człowiek może wiedzieć o partnerze tak naprawdę nie znając go i będąc do tego
                    młodym i głupim.Nagle okazuje się ,że to nie tak jakby się chciało ,że z partnerką
                    dzieje się coś złego, zmienia się nie w tym kierunku o którym myśleliśmy.
                    Każdy ma grzeszne myśli (nawet taki kaznodzieja jak ja) i jeżeli przyjdą one
                    w odpowiedniej chwili , to na pewno je zrealizujemy.

                    Jeśli chodzi o mnie , to nie miałem powodów ,żeby to zrobić , a sama chęć
                    zaspokojenia nie jest powodem , tym bardziej , że z żoną zaspokajamy się w sposób
                    zupełny.Wystarczy mi te kilka przygód sprzed znajomości z Tą Jedyną.


                    W tym momencie rodzi się pytanie które zadałeś :
                    kto jest zdradzany -żona czy kochanka (mąż czy kochanek)?
                    oraz , które ja zadałem :
                    czy kochanka jest gotowa do zaakceptowania układu w jakim sama uczestniczyła,
                    w momencie przejęcia partnera (przypadek RUSKIEJ)?
                    (pytanie dotyczy również kochanka)


                    Uczciwe postawienie sprawy , na co może liczyć druga strona w pozamałżeńskim
                    związku (tak jak to ty zrobiłeś), uważam za bardzo słuszne.Też tak zrobię jak mi
                    się przydaży

                    Chciałbym usłyszeć odpowiedzi na te pytania od forumowiczów z doświadczeniami.


                    Pozdrawiam Piotr
      • brita Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 27.12.01, 12:19
        Ruska,proszę podaj swój adres mailowy. Chciałabym z Tobą pogadać private.Bardzo
        mi zależy.
    • aaniolek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 28.12.01, 22:21
      redakcja napisał(a):
      to jest naprawde "cool" temat!!!!!!!!!


    • Gość: Debra Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 04.01.02, 02:48
      Byłam kochanką. To trwało ponad 4 lata.
      Zrozumiałam, że na dłuższą metę to jednak nie ma sensu.
      Ale wspomnienia pozostały. Piękne wspomnienia..

      Debra
      • Gość: JEDRKA DLACZEGO ZDRADZAMY LUB ZDRADZA SIE NAS? IP: *.daewoo.com.pl 10.01.02, 10:28
        NO WLASNIE LUDZIE TERAZ SIE WYPOWIEDZCIE DLACZEGO SIE ZDRADZA.Jestem atrakcyjna
        kobieta, moglabym miec wielu faceto/wielu sie slini na moj widok.../ale jaka to
        frajda mu nie dac!!!Poza tym jak mozna zrobic cos takiego swojej rodzinie
        uczysz dzieciaka ze rodzina jest najwieksza wartoscia a stwarzasz zawal za
        zawalem/zdrada to zawal i mozna na zawal umrzec/i rozlozyc rodzine. Partner,
        maz, zona jak zwal tak zwal nie zasluzyli sobie na taki brak lojalnosci. to
        wstyd po cichutku puszczac sie z innymi majac rodzine, owszem cos nie pasuje w
        zwiazku prosze uczciwie powiadomic partnera o rozwodzie no bo jak mozna w nocy
        spac z mezem/majac mine cierpietnicza/ a w dzien bzykac sie z kochankiem(a)
        mniejsza z tym ludzie powiedzcie co was zmusza do narazania na 'atak serca'
        rodzine........jak mozna dla kawalka obcego fiuta to robicNO
        JAK???????????!!!!!!!!!
    • Gość: NITKA Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 217.153.117.* 04.01.02, 16:38
      Jejku! Czytam to i kłuje mnie brzydota tego swiata. Chyba nie powinnam tu
      wchodzić, bo moja natura się buntuje. Demoralizuję się. Co za bzdury tu
      wypisujecie???!!! Jak można żyć w takim zakłamaniu???!!!
      Wiecie co? Szkoda mi na Was klikania w klawiaturę...
      • Gość: Jasio Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.uc.nombres.ttd.es 05.01.02, 17:32
        Gość portalu: NITKA napisał(a):

        > Jejku! Czytam to i kłuje mnie brzydota tego swiata. Chyba nie powinnam tu
        > wchodzić, bo moja natura się buntuje. Demoralizuję się. Co za bzdury tu
        > wypisujecie???!!! Jak można żyć w takim zakłamaniu???!!!
        > Wiecie co? Szkoda mi na Was klikania w klawiaturę...

        Nitka jak tam Twoj ami ? jeszcze brzydota tego swiata i ciebie dotknie,nie badz
        taka "swieta"Oczywiscie zycze Ci jak najlepiej.
        • Gość: JEDRKA DLACZEGO ZDRADZAMY BADZ ZRADZA SIE NAS IP: *.daewoo.com.pl 10.01.02, 10:33
          NO WLASNIE LUDZIE TERAZ SIE WYPOWIEDZCIE DLACZEGO SIE ZDRADZA.Jestem atrakcyjna
          kobieta, moglabym miec wielu faceto/wielu sie slini na moj widok.../ale jaka to
          frajda mu nie dac!!!Poza tym jak mozna zrobic cos takiego swojej rodzinie
          uczysz dzieciaka ze rodzina jest najwieksza wartoscia a stwarzasz zawal za
          zawalem/zdrada to zawal i mozna na zawal umrzec/i rozlozyc rodzine. Partner,
          maz, zona jak zwal tak zwal nie zasluzyli sobie na taki brak lojalnosci. to
          wstyd po cichutku puszczac sie z innymi majac rodzine, owszem cos nie pasuje w
          zwiazku prosze uczciwie powiadomic partnera o rozwodzie no bo jak mozna w nocy
          spac z mezem/majac mine cierpietnicza/ a w dzien bzykac sie z kochankiem(a)
          mniejsza z tym ludzie powiedzcie co was zmusza do narazania na 'atak serca'
          rodzine........jak mozna dla kawalka obcego fiuta to robic
          NO
          JAK???????????!!!!!!!!!
          • szarak1 Re: DLACZEGO ZDRADZAMY BADZ ZRADZA SIE NAS 11.01.02, 10:44
            Gość portalu: JEDRKA napisał(a):

            > NO WLASNIE LUDZIE TERAZ SIE WYPOWIEDZCIE DLACZEGO SIE ZDRADZA.Jestem atrakcyjna
            >
            > kobieta, moglabym miec wielu faceto/wielu sie slini na moj widok.../ale jaka to
            >
            > frajda mu nie dac!!!Poza tym jak mozna zrobic cos takiego swojej rodzinie
            > uczysz dzieciaka ze rodzina jest najwieksza wartoscia a stwarzasz zawal za
            > zawalem/zdrada to zawal i mozna na zawal umrzec/i rozlozyc rodzine. Partner,
            > maz, zona jak zwal tak zwal nie zasluzyli sobie na taki brak lojalnosci. to
            > wstyd po cichutku puszczac sie z innymi majac rodzine, owszem cos nie pasuje w
            > zwiazku prosze uczciwie powiadomic partnera o rozwodzie no bo jak mozna w nocy
            > spac z mezem/majac mine cierpietnicza/ a w dzien bzykac sie z kochankiem(a)
            > mniejsza z tym ludzie powiedzcie co was zmusza do narazania na 'atak serca'
            > rodzine........jak mozna dla kawalka obcego fiuta to robic
            > NO
            > JAK???????????!!!!!!!!!

            Zgadzam się z Tobą całkowicie!Jeżeli ktoś chce zdradzić partnera lub już go
            zdradził ,niech ma odwagę załatwić sprawę do końca.Jak mąż czy żona o niczym się
            nie dowie to już wszystko w porządku?To zwykłe tchórzostwo!Czasem także wygoda.
            Żońcia daje papu[ew.mąż kasę],a kochanka dupcię i miłe chwile.Rzygać się
            chce.Takie zachowanie to brak szacunku nie tylko dla zdradzanej osoby ale również
            dla siebie samego.Bycie oszustem to jeszcze cały czas
            wstyd.Pozdr.Szarak1
            P.S.Jedrek !To naprawdę nie złośliwość z mojej strony.Piszesz bardzo mądrze,ale
            Twoja polszczyzna,ta pisana,naraża na smieszność Twoje poglądy.Wniosek:zanim
            wyślesz list przeczytaj go i sprawdź czy jest poprawnie napisany
            • Gość: Baśka Re: DLACZEGO ZDRADZAMY BADZ ZRADZA SIE NAS IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 11.01.02, 17:37
              A dlaczego od razu tak skrajnie? Rozwód! Tchórzowstwo! A jeżeli w grę wchodzi
              ostry temperament? A jeżeli na co dzień jest wszystko OK, są dzieci, kawałek
              wspólnie spędzonego życia? I troszkę czegoś w tej jednej dziedzinie brakuje - z
              czysto praktycznego punktu widzenia - nie opłaca się rozbijać wszystkiego i
              zaczynać od nowa. Tym bardziej gdy i on i ona (myślę o tej zdradzającej i jej
              partnerze) zgadzają sią na taki układ. Kierując się starym porzekadłem: "oczy
              nie widzą itd." I jak najbardziej nie mówić drugiej stronie bo i po co ranić. A
              jaka to rozkosz ten zakazany owoc!!!
              • szarak1 Re: Do Baśki i Janka 11.01.02, 21:12
                Jeżeli partnerzy godzą się na skoki w bok to nie ma mowy o zdradzie.Oboje
                godzą się na taką sytuację i to nie podlega żadnej ocenie.W moim liście mówiłem
                o innym przypadku(patrz wyżej).Teraz postaw się Basiu w roli żony której mąż
                mówi:"wiesz bardzo Cię kocham moja droga,ale nie zaspokajasz mnie już fizycznie
                i raz w tygodniu spotkam się z moją koleżanką"Albo nic nie mówi bo po co
                drażnić żonkę/męża tylko wraca kilka godzin później z pracy.Zwykle wszyscy
                znajomi wiedzą , że partner ma rogi ale on dowiaduje się o tym ostatni.No bo
                czego oczy ...... itd.Basiu !Bez agresji:współczuję Twojemu partnerowi.
                Teraz do Janka:To kiedy wątek się skończy zadecydują forumowicze lub redakcja.
                Widać ciągle budzi zainteresowanie skoro internauci co rusz się
                dopisują. Pozdr szarak1
                • Gość: Baśka Re: Do Szaraka1 IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 22.01.02, 19:00
                  Kochana! Wiele(u) z nas znajduje w sytuacji, kiedy podejrzewa lub nawet wie o
                  zdradzie partnera(ki). To bardzo boli, wiem i dlatego napisałam "oczy nie widzą
                  itd". Osobiście wolałabym nie wiedzieć i sama nic mu nie mówić. Dotyczy to
                  sytuacji, kiedy nie zamierzałabym kończyć jednego i zaczynać następnego
                  związku. Czysto babskie praktyczne podejście do sprawy. Pamiętaj jednak, że
                  bardzo rzadkie są sytuacje, kiedy "wina" lub przyczyna (jak to nazwać?)leży
                  tylko po jednej stronie. Nikt nie szuka poza domem tego, co ma w domu ale to
                  już temat na inną bajkę.Pozdrawiam, bez agresji :-)
            • Gość: Jasio Re: do Jedrka IP: *.uc.nombres.ttd.es 11.01.02, 18:30

              Czesc koles ,Po 1- nie jestes kobieta ,ty nawet nie umiesz mowic jak kobieta.
              Po 2-juz ktos napisal :naucz sie mowy ojczystej.Po 3-dwa poprzednie zamykaja
              dyskusje.A miedzy nami mowiac ta dyskusja dawno sie zakonczyla i jak poczytasz
              to takich postow jak twoj bylo wiele.
    • Gość: kate Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.160.228.* 17.01.02, 10:43
      nie, nie byłam. I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaży
      mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła. Wtedy
      się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czegoś mu
      brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie zawsze
      się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?
      • Gość: moona Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 195.117.174.* 17.01.02, 12:14
        Gość portalu: kate napisał(a):

        > nie, nie byłam. I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaży
        > mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła. Wtedy
        > się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czegoś mu
        > brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie zawsze
        > się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?


        Jeśli nie chciałaś wiedzieć o zdradzie, to skąd ta pewność, że nie zostałaś
        zdradzona? Ja przeciwnie- powiedziałam, że muszę o czymś takim wiedzieć.
        Chociażby po to, by nie być nieświadoma ofiarą AIDS.
      • Gość: Woland Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 10.135.129.* 18.01.02, 01:16
        Drogie Panie i Panowie - nie bądźmy naiwni. To problemy pokolenia 40+. Młodsi
        są inni. Traktują małżeństwo jak spółkę z o.o. i zdrada jest uważana po prostu
        za złamanie umowy spółki. Wtedy partner(ka)stają naprzeciw sobie w sądzie i na
        zimno,z rozmysłem usiłują jak najwięcej z upadłej spółki wywalczyć dla siebie.
        Łącznie z dzieckiem. Oczywiście to powoduje pewne zachowania. W takich spółkach
        mąż jest dostawcą zabezpieczenia finansowego i jest dotad szanowany, póki
        zapewnia odpowiedni standing życiowy. Jeśli powinie mu się nogą...Broń Boże,
        jego dama serca szybko będzie szukać innego, ktory będzie miał bardziej stałą
        pozycję. Stad też często późne dzieci. Nie chodzi bowiem o ich dobre
        zabezpieczenie, ale o ów własny standing życiowy, który musi być
        odpowiedni...Pewna dama lat nieco powyżej 20 powiedziała w sądzie na własnej
        sprawie rozwodowej "Ależ Wysoki Sądzie, co ja będę warta bez domu?! Przecież to
        nieludzkie - będę musiała poczekać z 5 lat,zanim wybuduję następny".
        A czterdziestolatkom jeszcze conieco się z jakiś zmurszałych zasad po głowie
        tłucze. Czasem oczywiście głupieją klimakteryjnie i mężczyźni i kobiety, ale
        większosci szybko to mija. W tym pokoleniu zdradę traktuje się serio i naprawdę
        ona boli. Moze dlatego, że w większosć przypadków to pary, które przeżyły ze
        sobą sporo lat? Może dlatego, że ci ludzie nie potrafią widzieć swojego związku
        jako spółki?
        Ale nie martwmy się. Idą nowe, szczęśliwe czasy. Nadchodzi naturalny dobór
        majątkowy. Pojecie zdrady stanie się albo chwilowym "skokiem w bok" baaardzo
        mocno skrywanym, albo zaniknie. Choćby bowiem wspólnicy się nienawidzili -
        firma Małżeństwo sp. z o.o.musi trwać. I nikt sobie nie może pozwolić na
        głupoty przy takim zaangażowanym kapitale.
      • Gość: AndrzejG Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 23.01.02, 09:48
        Gość portalu: kate napisał(a):

        > nie, nie byłam. I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaży
        > mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła. Wtedy
        > się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czegoś mu
        > brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie zawsze
        > się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?


        Witam


        Kate , kompletnie nie rozumiem filozofii Twojego życia w punkcie: małżeństwo.
        Twoje podejście jest dla mnie nielogiczne.

        Jeżeli rozumiesz małżeństwo jako związek opierający się na miłości i uczciwości,
        to samo dopuszczanie możliwości zdrady temu przeczy , a zatajenie tego wyklucza
        uczciwość.

        Jeżeli Twoje małżeństwo opiera się na umowie dwóch osób ,to możecie przyjąć
        możliwość zdrady , ale wtedy bez sensu jest tajenie tego faktu. Zaprzecza sensowi
        umowy.
        Jeżeli jednak w umowie odrzucacie możliwość zdrady , to nieinformowanie
        drugiej strony o jej zaistnieniu jest nieuczciwością i powodem do zerwania tej
        umowy.

        Jeżeli zakładacie możliwość zdrady i tajenia tego przed partnerem , to nie
        rozumiem po co wam ten związek.

        Proszę pokaż mi inną możliwość.

        Pozdrawiam Andrzej
        • Gość: kate Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.160.228.* 30.01.02, 09:16
          Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

          > Gość portalu: kate napisał(a):
          >
          > > nie, nie byłam. I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaż
          > y
          > > mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła. Wt
          > edy
          > > się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czegoś mu
          > > brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie zaw
          > sze
          > > się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?
          >
          >
          > Witam
          >
          >
          > Kate , kompletnie nie rozumiem filozofii Twojego życia w punkcie: małżeństwo.
          > Twoje podejście jest dla mnie nielogiczne.
          >
          > Jeżeli rozumiesz małżeństwo jako związek opierający się na miłości i uczciwości
          > ,
          > to samo dopuszczanie możliwości zdrady temu przeczy , a zatajenie tego wyklucza
          > uczciwość.
          >
          > Jeżeli Twoje małżeństwo opiera się na umowie dwóch osób ,to możecie przyjąć
          > możliwość zdrady , ale wtedy bez sensu jest tajenie tego faktu. Zaprzecza senso
          > wi
          > umowy.
          > Jeżeli jednak w umowie odrzucacie możliwość zdrady , to nieinformowanie
          > drugiej strony o jej zaistnieniu jest nieuczciwością i powodem do zerwania tej
          > umowy.
          >
          > Jeżeli zakładacie możliwość zdrady i tajenia tego przed partnerem , to nie
          > rozumiem po co wam ten związek.
          >
          > Proszę pokaż mi inną możliwość.
          >
          > Pozdrawiam Andrzej

          Andrzeju,
          tak się dzieje w dzisiejszych czasach, że ludzie dopuszczają się drady i jest to
          fakt powszechnie uznawany. Chciany czy też nie. Ja, dla własnego komfortu
          powiedziałam, że nie chce się dowiedzieć że mojemu mężowi sie"przydażyło". Nie
          twierdzę, że tak ma być u wszystkich. Ja mówię o sobie.

          pozdrawiam i czekam na komentarz
          -Kate-
          • Gość: AndrzejG Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 01.02.02, 21:01
            Gość portalu: kate napisał(a):

            Gość portalu: kate napisał(a):

            nie, nie byłam.I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaży
            mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła.
            Wtedy się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czegoś mu
            brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie
            zawsze się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?



            AndrzejG napisał
            Witam


            Kate , kompletnie nie rozumiem filozofii Twojego życia w punkcie: małżeństwo.
            Twoje podejście jest dla mnie nielogiczne.

            Jeżeli rozumiesz małżeństwo jako związek opierający się na miłości i uczciwości,
            to samo dopuszczanie możliwości zdrady temu przeczy , a zatajenie tego wyklucza
            uczciwość.

            Jeżeli Twoje małżeństwo opiera się na umowie dwóch osób ,to możecie przyjąć
            możliwość zdrady , ale wtedy bez sensu jest tajenie tego faktu. Zaprzecza sensowi
            umowy.
            Jeżeli jednak w umowie odrzucacie możliwość zdrady , to nieinformowanie
            drugiej strony o jej zaistnieniu jest nieuczciwością i powodem do zerwania tej
            umowy.

            Jeżeli zakładacie możliwość zdrady i tajenia tego przed partnerem , to nie
            rozumiem po co wam ten związek.

            Proszę pokaż mi inną możliwość.

            Pozdrawiam Andrzej

            kate napisała
            Andrzeju,
            tak się dzieje w dzisiejszych czasach, że ludzie dopuszczają się drady i jest to
            fakt powszechnie uznawany. Chciany czy też nie. Ja, dla własnego komfortu
            powiedziałam, że nie chce się dowiedzieć że mojemu mężowi sie"przydażyło". Nie
            twierdzę, że tak ma być u wszystkich. Ja mówię o sobie.

            pozdrawiam i czekam na komentarz
            -Kate-

            AndrzejG-Mój komentarz

            Jeśli chodzi o powszechość zdrady w naszych czasach to może i prawda.
            Jednak wątpię ,żeby nasi ojcowie i matki byli dużo więcej cnotliwsi.
            Tu mi się nasuwa dowcip:
            Przyszły cięzkie czasy i matka utrzymywała swoje dzieci
            sprzedając co jakiś czas biżuterie , której miała mnóstwo,
            mówiąc 'gdyby nie wasz tata to umarlibyśmy z głodu, zawsze jak wracał
            z wyskoku przynosił mi drobiazg'.
            Czyli mamy tu udawany stan nieśwadomości.W dawnych czasach to było
            regułą.O tym się nie mówiło i może dlatego wydaje się ,
            że dziś zdrada jest tak powszechna, poprzez dostępność informacji
            i większe możliwości komunikowania się, chocby za pomocą tego forum.

            Wracając do tego co napisałaś.Wyłania mi się taki obraz Twoich
            pragnień - nie chcesz być zdradzana , bo wiesz że to boli.
            Jesteś realistką i wiesz że życie jest zyciem i różnie może być,
            może się przytrafić.Owszem , jak dotąd to się zgadzam z Tobą.
            Jednak dalej piszesz ,że to mniej rani.Jest to reakcja małego
            dziecka zasłaniajacego rączkami oczy i myślącego że zło prysło.
            I słusznie piszesz ,że człowiek zdradzający szuka czegoś, czyli
            w tym związku w którym przebywa jest mu źle.Jak jest mu źle
            to nie ma na to siły ,żeby kiedyś to nie wypłynęło, lecz będzie
            to bardzo bolesna prawda.
            Zdrada każdego boli.Rozmawiałem ze znajomym , który zdradzał bo
            uważał ,że to jest cecha mężczyzny - zdobywać.Na moje pytanie
            co myśli o zdradzie swojej żony , odpowiedział 'niech się puszcza
            z kim chce, byle nie w moim łóżku'.Pragnienie wyłączności do
            uczuć drugiej osoby sprowadził do poziomu sprzętu.

            Uważam ,że zawsze można porozmawiać tylko odrobinę odwagi.
            Ty od początku ustawiasz sprawę asekuracyjnie i ja odczułbym
            to jako brak zainteresowania moją osoba .To jest pierwszy krok
            do zdrady.Myslę ,że prosisz się o zdradę.


            Andrzej
            • Gość: kate Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.160.228.* 04.02.02, 08:30
              Gość portalu: AndrzejG napisał(a):

              > Gość portalu: kate napisał(a):
              >
              > Gość portalu: kate napisał(a):
              >
              > nie, nie byłam.I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaży
              > mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła.
              > Wtedy się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czegoś mu
              >
              > brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie
              > zawsze się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?
              >
              >
              >
              > AndrzejG napisał
              > Witam
              >
              >
              > Kate , kompletnie nie rozumiem filozofii Twojego życia w punkcie: małżeństwo.
              > Twoje podejście jest dla mnie nielogiczne.
              >
              > Jeżeli rozumiesz małżeństwo jako związek opierający się na miłości i uczciwości
              > ,
              > to samo dopuszczanie możliwości zdrady temu przeczy , a zatajenie tego wyklucza
              > uczciwość.
              >
              > Jeżeli Twoje małżeństwo opiera się na umowie dwóch osób ,to możecie przyjąć
              > możliwość zdrady , ale wtedy bez sensu jest tajenie tego faktu. Zaprzecza sens
              > owi
              > umowy.
              > Jeżeli jednak w umowie odrzucacie możliwość zdrady , to nieinformowanie
              > drugiej strony o jej zaistnieniu jest nieuczciwością i powodem do zerwania tej
              >
              > umowy.
              >
              > Jeżeli zakładacie możliwość zdrady i tajenia tego przed partnerem , to nie
              > rozumiem po co wam ten związek.
              >
              > Proszę pokaż mi inną możliwość.
              >
              > Pozdrawiam Andrzej
              >
              > kate napisała
              > Andrzeju,
              > tak się dzieje w dzisiejszych czasach, że ludzie dopuszczają się drady i jest t
              > o
              > fakt powszechnie uznawany. Chciany czy też nie. Ja, dla własnego komfortu
              > powiedziałam, że nie chce się dowiedzieć że mojemu mężowi sie"przydażyło". Nie
              > twierdzę, że tak ma być u wszystkich. Ja mówię o sobie.
              >
              > pozdrawiam i czekam na komentarz
              > -Kate-
              >
              > AndrzejG-Mój komentarz
              >
              > Jeśli chodzi o powszechość zdrady w naszych czasach to może i prawda.
              > Jednak wątpię ,żeby nasi ojcowie i matki byli dużo więcej cnotliwsi.
              > Tu mi się nasuwa dowcip:
              > Przyszły cięzkie czasy i matka utrzymywała swoje dzieci
              > sprzedając co jakiś czas biżuterie , której miała mnóstwo,
              > mówiąc 'gdyby nie wasz tata to umarlibyśmy z głodu, zawsze jak wracał
              > z wyskoku przynosił mi drobiazg'.
              > Czyli mamy tu udawany stan nieśwadomości.W dawnych czasach to było
              > regułą.O tym się nie mówiło i może dlatego wydaje się ,
              > że dziś zdrada jest tak powszechna, poprzez dostępność informacji
              > i większe możliwości komunikowania się, chocby za pomocą tego forum.
              >
              > Wracając do tego co napisałaś.Wyłania mi się taki obraz Twoich
              > pragnień - nie chcesz być zdradzana , bo wiesz że to boli.
              > Jesteś realistką i wiesz że życie jest zyciem i różnie może być,
              > może się przytrafić.Owszem , jak dotąd to się zgadzam z Tobą.
              > Jednak dalej piszesz ,że to mniej rani.Jest to reakcja małego
              > dziecka zasłaniajacego rączkami oczy i myślącego że zło prysło.
              > I słusznie piszesz ,że człowiek zdradzający szuka czegoś, czyli
              > w tym związku w którym przebywa jest mu źle.Jak jest mu źle
              > to nie ma na to siły ,żeby kiedyś to nie wypłynęło, lecz będzie
              > to bardzo bolesna prawda.
              > Zdrada każdego boli.Rozmawiałem ze znajomym , który zdradzał bo
              > uważał ,że to jest cecha mężczyzny - zdobywać.Na moje pytanie
              > co myśli o zdradzie swojej żony , odpowiedział 'niech się puszcza
              > z kim chce, byle nie w moim łóżku'.Pragnienie wyłączności do
              > uczuć drugiej osoby sprowadził do poziomu sprzętu.
              >
              > Uważam ,że zawsze można porozmawiać tylko odrobinę odwagi.
              > Ty od początku ustawiasz sprawę asekuracyjnie i ja odczułbym
              > to jako brak zainteresowania moją osoba .To jest pierwszy krok
              > do zdrady.Myslę ,że prosisz się o zdradę.
              >
              >
              > Andrzej

              muszę przyznać, że jest to bardzo mądre. Nie rozumiem tylko co to znaczy "brak
              zainteresowania moją osobą" i na pewno nie proszę się o zdradę. Tylko się na nią
              "asekuracyjnie" przygotowuję. Czy to Cię bardzo dziwi?
              pozdrawiam
              -Kate-
              • Gość: Kate Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 212.160.228.* 04.02.02, 09:19
                Gość portalu: kate napisał(a):

                > Gość portalu: AndrzejG napisał(a):
                >
                > > Gość portalu: kate napisał(a):
                > >
                > > Gość portalu: kate napisał(a):
                > >
                > > nie, nie byłam.I uprzedziłam męza, że jeśli kiedykolwiek jemu się przydaży
                >
                > > mnie zdradzić, to nie chcę o tym wiedzieć. I tak samo ja bym postąpiła.
                > > Wtedy się nie rani tak bardzo. A jeśli człowiek zdradza, to znaczy że czeg
                > oś mu
                > >
                > > brakuje i szuka. Pewnie, łatwiej byłoby porozmawiać, ale widocznie nie
                > > zawsze się da. Pozdrawiam i nikomu nie życzę zdrady, chociaż?
                > >
                > >
                > >
                > > AndrzejG napisał
                > > Witam
                > >
                > >
                > > Kate , kompletnie nie rozumiem filozofii Twojego życia w punkcie: małżeńst
                > wo.
                > > Twoje podejście jest dla mnie nielogiczne.
                > >
                > > Jeżeli rozumiesz małżeństwo jako związek opierający się na miłości i uczci
                > wości
                > > ,
                > > to samo dopuszczanie możliwości zdrady temu przeczy , a zatajenie tego wyk
                > lucza
                > > uczciwość.
                > >
                > > Jeżeli Twoje małżeństwo opiera się na umowie dwóch osób ,to możecie przyją
                > ć
                > > możliwość zdrady , ale wtedy bez sensu jest tajenie tego faktu. Zaprzecza
                > sens
                > > owi
                > > umowy.
                > > Jeżeli jednak w umowie odrzucacie możliwość zdrady , to nieinformowanie
                > > drugiej strony o jej zaistnieniu jest nieuczciwością i powodem do zerwania
                > tej
                > >
                > > umowy.
                > >
                > > Jeżeli zakładacie możliwość zdrady i tajenia tego przed partnerem , to nie
                > > rozumiem po co wam ten związek.
                > >
                > > Proszę pokaż mi inną możliwość.
                > >
                > > Pozdrawiam Andrzej
                > >
                > > kate napisała
                > > Andrzeju,
                > > tak się dzieje w dzisiejszych czasach, że ludzie dopuszczają się drady i j
                > est t
                > > o
                > > fakt powszechnie uznawany. Chciany czy też nie. Ja, dla własnego komfortu
                > > powiedziałam, że nie chce się dowiedzieć że mojemu mężowi sie"przydażyło".
                > Nie
                > > twierdzę, że tak ma być u wszystkich. Ja mówię o sobie.
                > >
                > > pozdrawiam i czekam na komentarz
                > > -Kate-
                > >
                > > AndrzejG-Mój komentarz
                > >
                > > Jeśli chodzi o powszechość zdrady w naszych czasach to może i prawda.
                > > Jednak wątpię ,żeby nasi ojcowie i matki byli dużo więcej cnotliwsi.
                > > Tu mi się nasuwa dowcip:
                > > Przyszły cięzkie czasy i matka utrzymywała swoje dzieci
                > > sprzedając co jakiś czas biżuterie , której miała mnóstwo,
                > > mówiąc 'gdyby nie wasz tata to umarlibyśmy z głodu, zawsze jak wracał
                > > z wyskoku przynosił mi drobiazg'.
                > > Czyli mamy tu udawany stan nieśwadomości.W dawnych czasach to było
                > > regułą.O tym się nie mówiło i może dlatego wydaje się ,
                > > że dziś zdrada jest tak powszechna, poprzez dostępność informacji
                > > i większe możliwości komunikowania się, chocby za pomocą tego forum.
                > >
                > > Wracając do tego co napisałaś.Wyłania mi się taki obraz Twoich
                > > pragnień - nie chcesz być zdradzana , bo wiesz że to boli.
                > > Jesteś realistką i wiesz że życie jest zyciem i różnie może być,
                > > może się przytrafić.Owszem , jak dotąd to się zgadzam z Tobą.
                > > Jednak dalej piszesz ,że to mniej rani.Jest to reakcja małego
                > > dziecka zasłaniajacego rączkami oczy i myślącego że zło prysło.
                > > I słusznie piszesz ,że człowiek zdradzający szuka czegoś, czyli
                > > w tym związku w którym przebywa jest mu źle.Jak jest mu źle
                > > to nie ma na to siły ,żeby kiedyś to nie wypłynęło, lecz będzie
                > > to bardzo bolesna prawda.
                > > Zdrada każdego boli.Rozmawiałem ze znajomym , który zdradzał bo
                > > uważał ,że to jest cecha mężczyzny - zdobywać.Na moje pytanie
                > > co myśli o zdradzie swojej żony , odpowiedział 'niech się puszcza
                > > z kim chce, byle nie w moim łóżku'.Pragnienie wyłączności do
                > > uczuć drugiej osoby sprowadził do poziomu sprzętu.
                > >
                > > Uważam ,że zawsze można porozmawiać tylko odrobinę odwagi.
                > > Ty od początku ustawiasz sprawę asekuracyjnie i ja odczułbym
                > > to jako brak zainteresowania moją osoba .To jest pierwszy krok
                > > do zdrady.Myslę ,że prosisz się o zdradę.
                > >
                > >
                > > Andrzej
                >
                > muszę przyznać, że jest to bardzo mądre. Nie rozumiem tylko co to znaczy "brak
                > zainteresowania moją osobą" i na pewno nie proszę się o zdradę. Tylko się na ni
                > ą
                > "asekuracyjnie" przygotowuję. Czy to Cię bardzo dziwi?
                > pozdrawiam
                > -Kate-

                Wygląda na to,że z Ciebie jest dość doświadczony mężczyzna Andrzeju, który teorie
                ma w jednym paluszku. A co z praktyką. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę, że to
                nie zawsze idzie w parze. A może przeżyłeś zdradę na własnej skórce i wiesz jak
                bardzo to boli. "Uważam ,że zawsze można porozmawiać tylko odrobinę odwagi". Nie
                zawsze się da. Już otym wspominałam, ponieważ do rozmowy potrzebne są
                przynajmniej dwie osoby i nie może być tak, że to tadruga strona zawsze ma racje
                bo on uważa, że jest b. doświadczony i czuje się lepiej kiedy ja ustępuję. To
                nie jest rozmowa i tak nie da się żyć. Dlatego....

                pozdrawiam
                -Kate-
                • Gość: AndrzejG Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.02.02, 18:39
                  Gość portalu: Kate napisał(a):


                  > Wygląda na to,że z Ciebie jest dość doświadczony mężczyzna Andrzeju, który
                  teorie ma w jednym paluszku. A co z praktyką. Chyba zdajesz sobie z tego
                  sprawę, że to nie zawsze idzie w parze. A może przeżyłeś zdradę na własnej
                  skórce i wiesz jak bardzo to boli. "Uważam ,że zawsze można porozmawiać tylko
                  odrobinę odwagi". Nie zawsze się da. Już otym wspominałam, ponieważ do rozmowy
                  potrzebne są przynajmniej dwie osoby i nie może być tak, że to tadruga strona
                  zawsze ma racje bo on uważa, że jest b. doświadczony i czuje się lepiej kiedy
                  ja ustępuję. To nie jest rozmowa i tak nie da się żyć. Dlatego....

                  >
                  > pozdrawiam
                  > -Kate-

                  Moja znajomość teori wynika z praktyki i nic nie powiem ponadto do czego
                  sam nie doszedłem.
                  Co do praktyki , to nie zdradziłem i mam prawo sądzić ,że nie byłem zdradzony.

                  Pozdrawiam
              • Gość: AndrzejG Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.02.02, 18:34
                Gość portalu: kate napisał(a):

                >
                > muszę przyznać, że jest to bardzo mądre. Nie rozumiem tylko co to znaczy "brak
                > zainteresowania moją osobą" i na pewno nie proszę się o zdradę. Tylko się na ni
                > ą
                > "asekuracyjnie" przygotowuję. Czy to Cię bardzo dziwi?
                > pozdrawiam
                > -Kate-

                Nie wiem jak inni mężczyźni , ale dla mnie odrobina zazdrości o moją osobę
                jest potwierdzeniem zainteresowania.Powiedzenie partnerowi ,jak mnie zdradzisz
                to...' dopuszcza tą zdradę i wyklucza zazdrośc.Ale to jest tylko mój punkt
                widzenia i nie musi wcale tak być.
                Nie dziwię Ci się.Każdy ma swoją recepte na udane małżeństwo.

                Pozdrawiam
    • Gość: Zona Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.konin.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 21:11
      A co ma powiedzieć kobieta, której mąż zdradza ją z innym facetem ? Na razie
      wyrzuciłam go z domu, nie wiem co robi, może jest u niego, nie wiem co mam
      dalej robić !? Powiedział tylko, że taki jest, musi mieć i kobietę i
      mężczyznę, wiedział, że ma takie potrzeby a milczał, zresztą rozumiem akurat,
      że milczał, nie zgodziłabym się na taki układ, zdrada to zdrada, powinien był
      bydlak wybrać! Cholera, mam ochotę go walnąć ! Jestem wściekła.
      • Gość: Woland Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 10.135.129.* 20.01.02, 23:57
        Szok. Ile lat z nim byłaś??? I nic nie dostrzegałaś???? Próbuję sobie
        wyobrazic, że moja żona tak...i nie mogę
    • vera5 Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 26.01.02, 14:49
      bylam zona, potem zdradzona zona
      kilka miesiecy po odejsciu meza zostalam jego kochanka, poniewaz mieszkal z ta
      kobieta a ze mna spotykal sie potajemnie
      znow jestesmy razem, ale nigdy nie bedzie tak jak przedtem, choc on zmienil
      sie, kocha i okazuje swa milosc jak nigdy dotad
      nigdy nie zapomne upokorzenia, bolu, uczucia ze wszystko stracilo sens,
      bogatsza o kolejne doswiadczenia teraz przezylabym to z wiekszym spokojem
      jednego jestem pewna, wybaczenie jest mozliwe, ale nic nie wyleczy ran w sercu,
      nic ani nikt...
      • aniutek Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? 26.01.02, 23:40
        vera5 napisa?(a):

        > bylam zona, potem zdradzona zona
        > kilka miesiecy po odejsciu meza zostalam jego kochanka, poniewaz
        mieszkal z ta
        > kobieta a ze mna spotykal sie potajemnie
        > znow jestesmy razem, ale nigdy nie bedzie tak jak przedtem, choc on
        zmienil
        > sie, kocha i okazuje swa milosc jak nigdy dotad
        > nigdy nie zapomne upokorzenia, bolu, uczucia ze wszystko stracilo sens,
        > bogatsza o kolejne doswiadczenia teraz przezylabym to z wiekszym
        spokojem
        > jednego jestem pewna, wybaczenie jest mozliwe, ale nic nie wyleczy ran
        w sercu,
        > nic ani nikt...
        to minie... trudno jest Ci w to uwierzyc ale minie, zapomnisz..... przezylam
        dokladnie to samo, czasami zaboli, przypomni sie, pogadam,
        pozlorzecze....i mija bo jestesmy razem, bo ja chcialam....bo walczylam i
        wygralam ....
        nie wiem, powodow jest wiele. pozdrowki,
        aniutek
        • Gość: Woland Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: 10.135.129.* 27.01.02, 01:49
          Była moją pierwszą żoną,z którą dzieliłem nie tylko "stół i łoże", ale i myśli.
          Zrobiła to jednak. Walczyłem, wybaczyłem. Potem zrobiła to po raz drugi.
          Odeszła i zamieszkała u człowieka z którym mnie zdradziła. Mimo wszystko
          uważam, że nie było to do końca złe. Po długiej podróży dotarłem do miejsca,
          gdzie jestem teraz - domu z kimś innym, kto kocha i potrafi to okazać. I kogo w
          jakiś przynajmniej sposób - bo po takim czymś nieufność zostaje - mogę być
          pewny.
          • che1 Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? 01.02.02, 07:44
            No i masz spokój z kurwiszonem szczęśliwcu.Kilka moich koleżanek nie ma takiego
            szczęścia.Ich faceci,a moi koledzy chędożą co popadnie.I one o tym nic nie
            wiedzą.To dopiero ironia losu.Ale ponoć tak to już jest,że ten/ta najbardziej
            zainteresowany dowiaduje się ostatni,budząc politowanie wsród znajomych. Swojej
            nowej połowie nie ufaj do końca .Jak to mówią pańskie oko konia tuczy.A pewnie
            i ona odbierze to jako zainteresowanie z twojej strony ,a nie brak zaufania.I
            zadnych tam kolegów w domu ,jak jesteś nieobecny.Szczególnie singli,ale nie
            tylko,bo Ci ją prędzej czy później zbajerują.
            • Gość: Woland Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: *.tpi.pl 01.02.02, 11:22
              No, tym razem jestem z dziewczyną, która też swoje przeszła. Mamy dwoje dzieci -
              tj. jej dzieci, ale traktuję jak własne. One mnie zresztą też - jak ojca.
              • szarak1 Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? 02.02.02, 18:56
                Naprawdę cieszę się ,że spotkałeś właściwą kobietę.Dbaj o wasze szczęście i
                kochajcie sie for ever.Pozdr.szarak1
                • Gość: Woland Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: 10.135.129.* 02.02.02, 20:51
                  Dzięki wszystkim. przy okazji taka moja mała obserwacja: kiedy już się mocno
                  dostanie po głowie, wtedy docenia się sprawy najprostsze i najważniejsze. Na
                  przykład, że jakoś tak, mimo róznicy zdań (w końcu różnymi jesteśmy ludźmi)
                  stac nas na to, żeby móc spotkać się w pół drogi i umiemy trochę zawsze ze
                  swojego ustąpić. I jeszcze jedno: kiedyś na rekolekcjach śp. ks. prof.Tischnera
                  pytaliśmy go o rózne sprawy. I pamiętam - powiedział "najważniejsza osoba w
                  Twoim zyciu będzie tą z którą będziesz chciał się spokojnie zestarzeć". Trochę
                  wtedy nie przywiązywałem do tego wagi - człowiek był młody i myślał "co ksiądz
                  o takich rzeczach może wiedzieć". Teraz myśle, że bardzo był mądry...
                  • Gość: kama Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: 212.160.236.* 03.02.02, 15:01
                    bylam i jedna i druga - cos potwornego. A najgorsze jest to, ze chociaz
                    stracilam bardzo wiele nie potrafilam z tego wszytskiego wyciagnac wnioskow i
                    jak glupia cma ciagle lece do ognia. Czy ktos moze mi wyjasnic - dlaczego
                    mezczyzni rania kobiety, ktore kochaja???
                    • szarak1 Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? 03.02.02, 22:11
                      Gdy cię zdradzano to cierpiałaś.Wierzę w to .Gdy sama zdradzasz to pewnie też
                      ktoś cierpi.Więc ja zapytam :dlaczego kobiety ranią mężczyzn których kochają?
                      Odpisz na forum albo jak chcesz pogadać to na moją forumową skrzynkę.Szarak1
                      • tima Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? 04.02.02, 09:33
                        kobiety ranią dopiero wtedy, kiedy już nie kochają - i taka jest róznica
                        • Gość: Woland Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: *.tpi.pl 04.02.02, 10:45
                          Nie ma różnic. Równo podzielono, mniej wiecej tyle dobra ile zła w obu płciach.
                          Dlaczego ranią Zauważyłem, że można sporzadzić taki mały katalog:
                          1/ Z tchórzostwa ("no przecież by mnie zabiła, gdyby się dowiedziała")
                          2/ z litości ("nie mogę go skrzywdzić, co ten biedak by zrobił, gdyby się
                          dowiedział")
                          3/ z wygodnictwa ("on jest słodki, ale prawdę mówiąc z Markiem jest łatwiej")
                          4/ z chciwości ("ona myśli, że sie rozwiodę? I co - wyjdę od Kryśki goły i
                          bosy, bo przecież to wszystko jest zapisane na nią")
                          5/"no bo przecież to był tylko raz, jak mozesz się złościć, to było dawno, już
                          nawet zapomniałam"
                          6/"no to takie male potknięcie na drodze cnoty, przecież niemozliwe, żeby się
                          wydało"
                          Najczęsciej powód nie jest jeden...
                          • Gość: tima Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: 212.160.236.* 04.02.02, 14:27
                            i tak mozna przez 5 lat? z wygodnictwa, litosci i tych wszytskich powodow,
                            ktore wymieniles?
                            • Gość: Woland Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: 10.135.129.* 04.02.02, 21:44
                              Tak Tima...niestety można. Sam widziałem to na własne oczy...I nie 5 lat a
                              czasem wiele o wiele dłużej. Okropne to, rzeczywiście. Znam ludzi oszukującyh
                              się tak nawzajem przez całe życie a potem nienawidzacych się po przejściu na
                              emeryturę.Uważam,że mi się jeszcze trafiło w życiu nie najgorzej. Zostałem
                              skopany, ale przynajmniej nie byłem oszukiwany zbyt długo, a teraz mam spokojny
                              dom...
                              • Gość: yyyy Re: Czy by?as´ kochanka˛ lub zdradzana˛ z˙ona˛? IP: *.waw.cdp.pl 05.02.02, 12:05
                                jestem. kochanka. on-przyjaciel z klasy, cala srednia szkole przyjaznilismy
                                sie ale nie bylismy razem, potem ja na studia za granice, on zostal w kraju
                                ale przyjazn nie umarla. ja mialam kogos, on co trzy cztery miesiace
                                zmienial "kolezanki".... W koncu jedna zlapala go na dziecko i trzeba bylo sie
                                ozenic. w miedzyczasie odeszlam od swojego mezczyzny gdyz wiedzialam juz ze
                                kocham tylko i wylacznie swojego cudownego przyjaciela ze szkolnej lawy. Z
                                przyjazdem do kraju spoznilam sie o kilka tygodni, przyjechalam wprost na ich
                                slub... "zona" wiedziala, ze jestem mu bliska ale jeszcze w kosciele wysyczala
                                mi, ze to ona go dostala a nie ja... kochamy sie bardzo, chcemy miec dzieci,
                                stworzyc prawdziwa fantastyczna rodzine tylko czekamy na rozwod. w tej chwili
                                jestem kochanka ale nie zamienilabym tej milosci na zadne "poprawne" pozbawione
                                milosci malzenstwo... tak, jestem kochanka...
    • olivia99 Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 06.02.02, 13:12
      Jeszcze nie byłam kochanką, ale prawdopodobnie TEN DZIEŃ jest już blisko.
      Jestem mężatką od 12-tu lat, za mąż wyszłam za przyjaciela jeszcze "z
      przedszkola" i z miłości - tak wtedy, w wieku 22 lat, myślałam. Ale co taka
      młoda dziewczyna, chowana pod kloszem, mogła wiedzieć o życiu... Teraz mamy 4-
      letnie dziecko, mąż przeżywa jakiś renesans uczuć - prawie drugi miesiąc
      miodowy mi funduje, a ja... Nie wiem, co sie ze mną dzieje. Ten drugi -
      poznałam go kilka lat temu i od razu zafascynował mnie. Nie tylko fizycznie,
      bardzo lubiłam (i dalej lubię) z nim rozmawiać, jest wrażliwym, inteligentnym
      facetem. Jest ode mnie sporo starszy, żonaty, dorosłe dziecko. Nie
      przypuszczałam, że ja też wywarłam na nim podobne wrażenie. Kilka miesiecy temu
      doszło do szczerej rozmowy. Spotykamy się rzadko - raz na dwa miesiące i te
      ukradzione godziny trzymają mnie przy życiu. Nigdy nie czułam takiej fascynacji
      fizycznej (mąż był moim pierwszym i jak do tej pory jedynym mężczyzną). Jeszcze
      nie przekroczyliśmy tej granicy, za którą zaczyna się zdrada, ale myślę, że to
      już niedługo.
      Właściwie nie wiem, dlaczego wypowiadam się na tym forum. Może to chęć
      podzielenia się z kimś moimi przeżyciami (z oczywistych względów zwierzenia
      przyjaciółkom odpadają). Może ktoś był w podobnej sytuacji, może ktoś wie, co
      będzie dalej i co mam robić? Pójść za głosem rozsądku i zerwać tę znajomość,
      czy zdecydować się na szaleństwo?
      • Gość: smyk Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: 192.168.0.* 07.02.02, 10:23
        olivia99 napisał(a):

        > Jeszcze nie byłam kochanką, ale prawdopodobnie TEN DZIEŃ jest już blisko.
        > Jestem mężatką od 12-tu lat, za mąż wyszłam za przyjaciela jeszcze "z
        > przedszkola" i z miłości - tak wtedy, w wieku 22 lat, myślałam. Ale co taka
        > młoda dziewczyna, chowana pod kloszem, mogła wiedzieć o życiu... Teraz mamy 4-
        > letnie dziecko, mąż przeżywa jakiś renesans uczuć - prawie drugi miesiąc
        > miodowy mi funduje, a ja... Nie wiem, co sie ze mną dzieje. Ten drugi -
        > poznałam go kilka lat temu i od razu zafascynował mnie. Nie tylko fizycznie,
        > bardzo lubiłam (i dalej lubię) z nim rozmawiać, jest wrażliwym, inteligentnym
        > facetem. Jest ode mnie sporo starszy, żonaty, dorosłe dziecko. Nie
        > przypuszczałam, że ja też wywarłam na nim podobne wrażenie. Kilka miesiecy temu
        >
        > doszło do szczerej rozmowy. Spotykamy się rzadko - raz na dwa miesiące i te
        > ukradzione godziny trzymają mnie przy życiu. Nigdy nie czułam takiej fascynacji
        >
        > fizycznej (mąż był moim pierwszym i jak do tej pory jedynym mężczyzną). Jeszcze
        >
        > nie przekroczyliśmy tej granicy, za którą zaczyna się zdrada, ale myślę, że to
        > już niedługo.
        > Właściwie nie wiem, dlaczego wypowiadam się na tym forum. Może to chęć
        > podzielenia się z kimś moimi przeżyciami (z oczywistych względów zwierzenia
        > przyjaciółkom odpadają). Może ktoś był w podobnej sytuacji, może ktoś wie, co
        > będzie dalej i co mam robić? Pójść za głosem rozsądku i zerwać tę znajomość,
        > czy zdecydować się na szaleństwo?


        Oliwio !

        Daj sobie spokój, później z pod prysznica nie wyjdziesz i do końca życia będziesz
        czuła się brudna !
        smyk

      • Gość: roxana Re:do Oliwii IP: *.mofnet.gov.pl 12.02.02, 16:56
        witaj Oliwio,
        rzeczywiscie kilka miesiecy temu bylam w podobnej sytuacji jak twoja.
        rowniez wyszlam wczesnie za maz, bardzo koochalam i nadal kocham swojego
        meza....az ktoregos, pieknego dnia pojawil sie ON! podobnie jak u ciebie: byl
        on zonaty i mial dwoje dzieci.oczywiscie na poczatku swojej znajmosci
        zaznaczylismy jasno i wyraznie: ze nigdy nie opuuscimy swoich malzonkow.bylo
        cudownie spacery nad brzegiem jeziora,dlugie rozmowy itd.....
        I powiem ci wiecej.przed takim samym stalam dylematem: co wybrac zdrowy
        rozsadek czy szalenstwo........z biegiem czasu problem rozwiazal sie sam.otoz
        jego zona dowidziala sie o nas.malo tego....okazalo sie, ze jest bardzo slaba
        psychicznie, poniewaz z tego powodu probowala targnac sie na zycie. oboje
        bardzo sie przestraszylismy.minely prawie 3 miesiace - zadne z nas nie chwyclo
        za telefon:-((((
        pomimo tego, ze nie zaluje zadnej spedzonej z nim chwili,powiem jedno....NIE
        WARTO TEGO ZACZYNAC Z ZONATYMI FACETAMI.nie mowie tego tylko z wlasnego
        doswiadczenia,ale z obserwacji otoczenia.
        zatem wybor nalezy do ciebie.
        p.s.ten chwilowy romans, dal mi nowe spojrzenie na moj zwiazek....
      • georgia Re: Ależ bądź! 15.02.02, 22:13
        A ja ci radzę dać się ponieść fali, w twojej sytuacji warto spróbować,
        zapewniam cię!
        O ile oczywiście umiesz uprawiać sporty ekstremalne w sposób nieekstremalny.
        Ja to uprawiam od około 3 lat i zapewniam cię, że jest super.
        O ile oczywiście nie jesteś zbyt wrażliwa, romantyczna, introwertyczna...itd
        oraz jesli to uczucie nie zaprzątnie wszystkich twoich myśli i nie zniszczt
        twojego małżeństwa. Pozdr.
        • Gość: Woland Re: Ależ bądź! IP: *.astercity.net / 10.135.129.* 15.02.02, 23:00
          Aha...to po 17 latach dowiedziałem się, jako ta oszukiwana strona, że to "sport
          ekstremalny"!. Szczęście, że to już dawno za mną.To może po prostu zdradę
          włączyć do katalogów "sportów ekstremalnych" i niech decydujący się na związek
          facet pyta na początku swoją wybrankę, co o takich sportach myśli...Jak nie
          spytał i będzie robiony, po staropolsku mówiąc, "w konia" - znaczy sam sobie
          winien...Ja bym już radził teraz pytać Panowie, bo kto wie...
          • georgia Re: Ależ bądź! 16.02.02, 21:12
            Nie widzę nic złego w sportach ekstremalnych pod warunkiem, że oboje partnerzy
            znają zasady gry. Wszelkie emocje dają napęd do życia, mąż po xx latach jest
            kochany, ale nawet walentynkowa kolacja z nim przy świecach nie dorówna
            zakazanej miłości z przyjacielem. Zapewniam cię, że można kochać i jednego, i
            drugiego. Z tej zakazanej miłości można też czerpać radość życia i energię do
            pokonywania wszelkich trudności. Kto by się tam przejmował np. głupim szefem
            czy złośliwą sąsiadką, skoro za miesiąc znów go zobaczę (i być może też będzie
            kolacja ze śniadaniem). Woland! Życie ma wiele barw i naprawdę jest piękne
            jeśli tego chcemy.
            • Gość: Woland Re: Ależ bądź! IP: *.astercity.net / 10.135.129.* 16.02.02, 23:28
              I potrafisz mężowi spojrzeć w oczy i powiedzieć, że go kochasz??? Naprawdę???
              No to ja jestem niedzisiejszy. Małe mam serce. Nie ma w nim miejsca na dwie
              lojalności.
              • georgia Re: Ależ bądź! 17.02.02, 11:20
                To jest bardziej złożone, Woland. Patrzę mu w oczy i mówię: "kocham", bo
                rzeczywiście go kocham. Bezinteresownie, ale również za to, że mogę być sobą i
                nie muszę dokonywać trudnych wyborów. Moje serce jest bardzo podzielne. Jest tu
                miejsce na męża, dzieci, psa, pracę i drugą pracę, dzięki której mogę od czasu
                do czasu spotykać interesujących ludzi i mojego pradziwego przyjaciela. I to
                ten przyjaciel mnie rozumie, docenia i dla niego staram się być atrakcyjna i
                zewnętrznie, i wewnętrznie. Bo mąż rzadko prawi mi komplementy. A gdy kiedyś
                próbowałam zwierzać się ze swoich problemów, zawsze winę widział po mojej
                stronie. No cóż, nie ma ideałów. W każdym razie ja na takich nie trafiłam.
                Podziwiam ludzi, którzy znaleźli swoje ideały i są im wierni. Chyba ty, Woland
                do takich należysz. Piękny dziś dzień. Biegnę nacieszyć się słońcem. Czego i
                tobie życzę.
        • olivia99 Re: Ależ bądź! 18.02.02, 14:49
          Bardzo podoba mi się Twój sposób myślenia. Jeżeli pozwolisz, odezwę się do
          Ciebie prywatnie.
          • Gość: Woland Re: Ależ bądź! IP: *.astercity.net / 10.135.129.* 18.02.02, 20:54
            Drogie Panie! Rubikon łatwo się przekracza. Ale powrotu już nie ma...Jedyne
            wyjście, to zrezygnować z dotychczasowych związków...Naprawdę radzę...Inaczej
            efekty mogą być różne od spodziewanych.
            • georgia Re: Ależ bądź! 19.02.02, 14:56
              Bardzo cię cenię za moralność, zasady, niezłomne aż do bólu, ale jednak moje
              zdanie na ten temat jest inne. Uważam, że trzeba iść do przodu i nie rezygnować
              bez potrzeby z tego co nas wzbogaca i daje energię do zycia.
              Przeczytaj sobie post Macally i spróbuj odpowiedzieć:
              z których związków należy zrezygnować:
              czy zerwać z przyjacielem i wrócić do szarości małżeństwa, żałując tego co
              mogłoby się wspaniałego zdarzyć a się już nie zdarzy?
              czy też zerwać małżeństwo i tęsknić do niezbyt częstych spotkań z przyjacielem,
              który nigdy nie będzie tylko mój?
              Nie dawałabym jednak nikomu gotowych recept.
              • Gość: Woland Re: Ależ bądź! IP: *.astercity.net / 10.135.129.* 22.02.02, 22:06
                Nigdy nie daję nikomu gotowych recept. Sam wiele przeżyłem: przecztaj moje
                wcześniejsze posty. Jestemw szczęśliwym związku i chcemy sie razem zestarzeć -
                czyli być ze sobą jak najdłużej, bo jesteśmy młodzi. Po prostu wyrażam swoje
                zdanie. A brzmi ono na podstawie moich doświadczeń,że nigdy ukradzione
                szczęście nie trwa długo...Nie lepiej więc starać się je zatrzymać?
                • georgia Re: Ależ bądź! 01.03.02, 12:34
                  Wiesz Woland, nie chcę nic zmieniać w swoim życiu. To kwestia rozsądku. Nie
                  uważam swojego szczęścia za kradzione. Nie uważam też, że kogokolwiek zdradzam,
                  bo do czuję się wolna i do nikogo nie należę. Moim celem nie jest odbieranie
                  partnera żadnej kobiecie. W tym sensie nie uważam się za "kochankę". A że
                  czasami poczuję niezwykły przypływ uczuć i namiętności do przyjaciela, to tylko
                  kwestia braku pruderii. Mam już ułożone zycie i nie chcę tworzyć nowego
                  związku, zwłaszcza, że jestem świadoma również wad mojego przyjaciela (z
                  pewnością nie byłby idealnym mężem, nie to mnie w nim pociąga). Podziwiam twoją
                  wierność i lojalność wobec obecnej partnerki. Oboje musicie tworzyć związek,
                  który zaspokaja wszystkie wasze potrzeby. Na podstawie tego, co napisałeś (i w
                  jaki sposób)sądzę, że masz bardzo interesującą osobowość. Takich facetów się
                  nie zostawia. Zastanawia mnie jakie mogły być przyczyny zerwania twojego
                  pierwszego związku, bo wina (prawie) zawsze leży jednak po obu stronach. Pzdr.
                  • Gość: Woland Re: Ależ bądź! IP: *.tpi.pl 01.03.02, 18:15
                    To trudne. Chyba byłem zbyt młody (wtedy miałem 23 lata), niedoświadczony iz
                    głową pełną Niesłychanych Romantycznych Opowieści. I nie wiem czy tak naprawdę
                    byłem kochany. Potem słyszałem od kilku osób, że jednak nie. Cóż, moze nie
                    potrafiłem jej dać tego, czego oczekiwała? Stabilizacji, dobrobytu... bardzo
                    wiele miejsca, bo jej pole prywatności było nad wyraz rozległe? Myśle teraz o
                    tym i tamtych czasach z pewną zadumą, jak się patrzy na krajobraz dawno
                    miniony. Dużo potem było zła i trzeba było wielu lat, aby to zmienić! I dlatego
                    nikomu nie życzę tego, co sam przeszedłem....
                  • Gość: Marek Re: Ależ bądź! IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 05.03.02, 23:21
                    georgia napisał(a):

                    > Wiesz Woland, nie chcę nic zmieniać w swoim życiu.
                    A kto od ciebie tego wymaga?
                    To kwestia rozsądku. Nie uważam swojego szczęścia za kradzione. Nie uważam też, że kogokolwiek
                    zdradzam, bo do czuję się wolna i do nikogo nie należę. Moim celem nie jest odbieranie
                    > partnera żadnej kobiecie. W tym sensie nie uważam się za "kochankę". A że
                    > czasami poczuję niezwykły przypływ uczuć i namiętności do przyjaciela, to tylko
                    > > kwestia braku pruderii. Mam już ułożone zycie i nie chcę tworzyć nowego
                    > związku, zwłaszcza, że jestem świadoma również wad mojego przyjaciela (z
                    > pewnością nie byłby idealnym mężem, nie to mnie w nim pociąga). Podziwiam twoją
                    >> wierność i lojalność wobec obecnej partnerki. Oboje musicie tworzyć związek,
                    > który zaspokaja wszystkie wasze potrzeby. Na podstawie tego, co napisałeś (i w
                    > jaki sposób)sądzę, że masz bardzo interesującą osobowość.
                    Nic w tym nie ma nadzwyczajnego Takich facetów się nie zostawia.

                    Kobiety powinny byc bardziej realistyczne

                    Zastanawia mnie jakie mogły być przyczyny zerwania twojego
                    > pierwszego związku, bo wina (prawie) zawsze leży jednak po obu stronach. Pzdr.

                    kazdy moze zerwac kazdy zwiazek (maslo maslane) ale takie jest zycie
                    • georgia Re: Ależ bądź! 07.03.02, 14:12
                      Jasne, że odpowiedź pt."każdy może zerwać związek" jest prawdziwa, ale niezbyt
                      interesująca, nie podtrzymuje dyskusji.
                      Co do realistycznego podejścia do życia, to chyba mam go aż nadto. Oczywiście
                      teraz, bo w przeszłości różnie bywało.
                      Generalnie jednak nie zamieniłabym swojego obecnego, rozsądku, dojrzałości i
                      doświadczeń na dawną młodość, urodę, bezkompromisowość.
                      Młodzi ludzie mają tendencje do upraszczania pojęć, wszystko jest jednoznacznie
                      zdefiniowane: miłość, zdrada... Gdy partner odchodzi od razu z anioła staje się
                      diabłem. A przyjaźń damsko-męska pomiędzy osobami będącymi w różnych związkach
                      kojarzy się ze zdradą i odbieraniem komuś partnera. A własny partner służy
                      często również do zaimponowania otoczeniu, jeżeli nie pod względem urody, to
                      pozycji, pieniędzy itp.
                      A potem życie się toczy i wraz z bagażem doświadczeń zaczynamy modyfikować
                      swoje poglądy i ustalać swój własny system wartości. Każdy to robi inaczej.W
                      wieku 20 lat nie można przewidzieć jak postąpisz mając lat 40 plus.
                      I wiesz co? Podobam się sobie bardziej teraz a nie wtedy, gdy miałam 21 lat,
                      kompleksy, nieudaną pierwszą miłość i brak dystansu do życia. I teraz mam
                      więcej (interesujących) przyjaciół niż wtedy.
                      Pozdrawiam.
        • iwona3 Re: Ależ bądź! 21.03.02, 10:02
          Mam pytanie: czy robisz to z wieloma facetami i czy ci za to płacą? Jeżeli tak,
          to powiedz nam, ile z tego można wyciągnąć (dosłownie i w przenośni)?
    • Gość: e. Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.chello.pl 17.02.02, 13:26
      Jasne! Ale to była dość obrzydliwa historia, bo zdradzało mnie takie tchórzliwe
      bezklasie, że dziś umieram ze wstydu na myśl, jak wtedy umierałam z
      rozpaczy.Potam jeszcze byłam zdradzana przez tchórza, który dla ocalenia
      własnej skóry sprzedałby chyba duszę. Dlatego uważam, że nic tak nie odsłania
      mężczyzny, jak zdrada i cała jej otoczka, to, jak się zachowuje, co mówi o
      poprzedniczce i następczyni, na ile usiłuje chronic własną skórę i uciekać
      przed odpowiedzialnością a na ile ze strachu będzie zadawał ciosy na oślep. Błe.
      • macally Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? 19.02.02, 07:30
        Dawno nie gościłam na forum, ale cały czas jestem na bieżąco. Zaczynam dzień od
        wstąpienia tutaj. Dla przypomnienia: tak byłam kochanką, lub też miałam kochanka
        pOBYT NA FORU BARDZO MI POMÓGŁ. Zrozumiałam, że nie tylko ja mam takie
        problemy. Już niedługo minie dwa lata od momentu jak ostatni raz byliśmy ze
        sobą. Aby pogodzić się z rozstaniem musiałam po prostu zacząć go nienawidzieć.
        Po malutku udaje mi się. Ale zaczynam też nienawidzieć samej siebie , za
        przyjętą rolę układnej żony. Po prostu powolutku zamieram, przestaję czuć,
        ostatnie uczucie jakie pamiętam to ból rozstania, teraz przestaję nawet to
        czuć. Pamiętam jeszcze jak rozrywał mnie ból tęsknoty od spotkania do
        spotkania. ja głupia cierpiałam, przecież to był najpiękniejszy ból świata:
        tęsknota do ukochanej osoby, to znak, że się kogoś kocha, że jest się żywym
        człowiekiem, że coś się czuje. I właśnie nadszedł taki moment w życiu, że
        przestaję cokolwiek czuć, zaczynam zachowywać się jak maszynka, zaczynam
        zarabiać pieniądze, zaczynam myśleć materialnie.Boże tak bym chciała poczuć się
        tamtą dziewczyną.Rozglądam sie wokoło. Moi mili po kilku, kilkunastu latach
        małżeństwa Ci ludzie po prostu nie kochają się (z małym wyjątkiem jednej pary
        moich znajomych, ale to jest ewenement) są ze sobą bo mają za mało albo za dużo
        by to podzielić. Dużo z nich tęskni do jakiegoś uczucia, do miłego słowa. To są
        związki - firmy. Muszą być razem by przetrwać. Niestety ekonomia tutaj też się
        kłania. Nas miała dogonić ekonomia, nie zdążyła, rozstaliśmy się. Szkoda mi
        tych wszystkich ludzi, którzy już nic nie czują tylko miotają się w związkach
        bez miłości, ale jakże ważnych , bo połączonych węzłem małżeńskim. Dlatego
        właśnie zaczynam nienawidzieć siebie. Pozdrawiam
    • Gość: Ola Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.retsat1.com.pl / 10.0.0.* 26.02.02, 15:08
      Bylam. Kochanka. Ogromny blad zyciowy. Bylam mloda i ciekawa. Teraz patrze na
      to z niesmakiem. I czuje sie ogromnie niekomfortowo w stosunku do tych kobiet
      ktorym - choc na troche - odbieralam mezow. Odkad jestem z NIM tym wspanialym
      kochany niezonatym wiem ze ja nie przezylabym bycia zdradzana. Dziewczyny jesli
      to wytrzymalyscie to jestescie WIELKIE! Gratuluje sily. Nie przezylabym takze
      tego gdyby kto mi GO odebral. Wiem jak bym cierpiala i wiem ile sprawilam bolu
      tym kobietom. Gardze soba za to. I na kazda zlodziejke mezow patrze z
      politowaniem. Dla mnie jest to juz ponizajace. Bo swiadczy to o tym ze kobieta
      nie moze sobie nikogo znalezc. A latwiej jest przeciez ukrasc. Meza czy jablko
      z sadu... To samo...
      Najgorsze jest to ze moja przyjaciolka od jakiegos czasu jest kochanka... I
      choc to moja przyjaciolka to jej zachowanie jest dla mnie przykre.
      • Gość: Marek Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.kielce.sdi.tpnet.pl 27.02.02, 22:52
        Gość portalu: Ola napisał(a):

        > Bylam. Kochanka. Ogromny blad zyciowy. Bylam mloda i ciekawa. Teraz patrze na
        > to z niesmakiem. I czuje sie ogromnie niekomfortowo w stosunku do tych kobiet
        > ktorym - choc na troche - odbieralam mezow. Odkad jestem z NIM tym wspanialym
        > kochany niezonatym wiem ze ja nie przezylabym bycia zdradzana. Dziewczyny jesli
        >
        > to wytrzymalyscie to jestescie WIELKIE! Gratuluje sily. Nie przezylabym takze
        > tego gdyby kto mi GO odebral. Wiem jak bym cierpiala i wiem ile sprawilam bolu
        > tym kobietom. Gardze soba za to. I na kazda zlodziejke mezow patrze z
        > politowaniem. Dla mnie jest to juz ponizajace. Bo swiadczy to o tym ze kobieta
        > nie moze sobie nikogo znalezc. A latwiej jest przeciez ukrasc. Meza czy jablko
        > z sadu... To samo...
        > Najgorsze jest to ze moja przyjaciolka od jakiegos czasu jest kochanka... I
        > choc to moja przyjaciolka to jej zachowanie jest dla mnie przykre.
        Zaden czlowiek niezaleznie od plci czy rodzaju zwiazku jaki go laczy z drugim czlowiekiem nie jest "cudza
        wlasnoscia" ani wogole wlasnoscia. Ma prawo calkowicie decydowac o sobie -nie mozna wiec ukrasc
        meza czy tez zony. "Zdrada" jest pojeciem umownym i nie wystepuje jako przestepstwo w kodeksie
        karnym (natomiast kradziez jablka-tak) moze byc natomiast problemem moralnym dla kazdego z
        kochankow osobnym. W tej dziedzinie zdrada moze wystapic nie tylko w wypadku malzenstwa. Nie
        rozumiem jak nie zwiazana z nikim w danym momencie kobieta moze miec wobec siebie poczucie winy
        to samo dotyczy odwrotnej sytuacji. Przyczyn zdrady jest wiele jak tez kazda indywidualna zdrada jest inna,
        rozne tez sa charaktery poszczegolnych ludzi- trudno wiec wszystko wrzucac do jednego worka. Cala ta
        dyskusja pozwala jedynie na stwierdzenie iz jest to temat szeroki, budzacy duze zainteresowanie oraz
        swiadczacy o raczej duzej skali tego zjawiska
        • Gość: joy Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.czechowice.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 06:32
          > Zaden czlowiek niezaleznie od plci czy rodzaju zwiazku jaki go laczy z drugim c
          > zlowiekiem nie jest "cudza
          > wlasnoscia" ani wogole wlasnoscia. Ma prawo calkowicie decydowac o sobie -nie m
          > ozna wiec ukrasc
          > meza czy tez zony. "Zdrada" jest pojeciem umownym i nie wystepuje jako przestep
          > stwo w kodeksie
          > karnym (> dyskusja pozwala jedynie na stwierdzenie iz jest to temat szeroki,
          budzacy duze
          > zainteresowanie oraz
          > swiadczacy o raczej duzej skali tego zjawiska

          Podoba mi się Twoje podejście, jak najbardziej człowiek nie jest niczyją
          własnością..a częstym powodem.... nie lubię słowa "zdrada" ( samo założenie, że
          człowiek nie jest niczyja własnością wyklucza je) jest właśnie to, że większość
          ludzi star się zawładnąć druga osobę..piękne uczucie miłości przekształca się w
          destrukcyjną miłość „własną :.. po prostu zaczynamy kochać własne uczucie a nie
          osobę... to częsta pomyłka w związkach partnerskich.
          Zachowania takie prowadzą do poczucia wyobcowania i samotności...a nie ma gorszej
          samotności niż samotność we dwoje. Czy chcemy się przyznać do tego czy nie,
          wszyscy potrzebujemy uczucia, poczucia bliskości zainteresowania. To miłość jest
          naszą siłą napędową do działań. Pozwala wydobywać nam z siebie niesamowite
          pokłady energii,
          Mówisz, że zjawisko jest masowe...Tak , żyjemy w kraju gdzie opinia społeczna,
          Uwarunkowania kulturowe i religijne a także sytuacja ekonomiczna Polaków nie
          pozwala na tak łatwą decyzje juką mogą podjąć ludzie na zachodzie...I rozwieść
          się, by być z osobą, która da im spełnienie.
          Więc zostaje w przytłaczającej większości przypadków „zdrada”. Dużo czasu
          upłynie zanim Polacy wytłumaczą sobie, ze życie mamy jedno, że dzieci żyjące w
          domach o szklanych ścianach milczenia, wyrosną na osoby równie samotne i
          negatywnie nastawione do życia jak ich rodzice.
          Przeczytałam wszystkie posty.... „nie pozwoliłabym żeby ktoś mi go zabrał”....
          hmmm ukochany facet jako ruchomość nam należna.... nikt nikogo „ nie zbiera „ ze
          związku. Ludzie sami podejmują tę decyzję.
          Żyłam kilka lat w związku małżeńskim w którym byłam traktowana jak własność, a
          proces wytwarzania winy we mnie, dawał nade mną władze mojemu mężowi..takiej
          winy..że czułam się nawet winna za to, że nie poczuwam się do winy...
          Podjęłam decyzje o rozwodzie... bo chcę być „własnością” siebie samej..chcę być
          WOLNA.
          Jestem kochanką i ta rola odpowiada mi wiem, że jest ktoś...kto nawet moje wady
          może uznać za zalety. A jako nonkonformistkę.. naprawdę nie interesuje mnie to,
          co powie kontrola społeczna.....jak się dowie...no bo i po co ma wiedzieć:)

    • Gość: NaNa Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.ostrzeszow.sdi.tpnet.pl 28.02.02, 11:48
      Tak wiec gdyby owo pytanie zadal ktos moim znajomym pytajac o mnie, zapewne
      usmiech nie zniknalby przez dlugi czas z ich twarzy.
      Otoz ja zyje kochankami:).Dla mnie jako kobiety niemalze wyzwolonej nie jest
      problemem isc do lozka z facetem ktory naprawde mi sie podoba.Nie preferuje
      tylko podrywania ze strony takich mezczyzn ktorzy traktuja sex jako cos
      zobowiazujacego.Chore?Moze wcale nie.Czy to zle ze nie kryje sie z tym ze lubie
      seks w zroznicowanym wydaniu? Dlaczego wielu kryje to? Ukrywajac przed samym
      soba fakt ze nie jest sie w stanie byc wiernym chociaz podswiadomie bedzie sie
      dazylo do celu jakim jest zaznanie satysfakcjonujacego uczucia w lozku. Jestem
      niezalezna w kazdym calu kobieta ktora wie czego chce. Majac 25 lat nie mam
      obowiazku ani wychodzic za maz ani wiazac sie na stale.To moj najlepszy wiek i
      pragne go wykorzystac.Stabilizacja przyjdzie pozniej. Nad jedna sprawa sie
      tylko zastanawiam. Mezczyzna z ktorym ide do lozka, nawet majac swiadomosc ze w
      domu czeka na niego kochajaca zona, dzieci itd., rzadko kiedy ma wyrzuty
      sumienia.Jak to sie dzieje? Poza tym zwiazani faceci okazuja sie wspanialymi
      kochankami i to jest najmilsze.Ale czy w lozku ze swoja zona tez sa tacy? Czy
      moze wlasnie zdrada uwalnia u nich to co my, kobiety, doceniamy najbardziej...
    • Gość: Alfina Re: Czy byłaś kochanką lub zdradzaną żoną? IP: *.bielsko.cvx.ppp.tpnet.pl 28.02.02, 17:49
      Kobiety kochane!Georgio, Macally, Roxano!Jakze sie ciesze, ze znowu zastalam
      Was na Forum.Nie zagladalam tu ponad dwa miesiace.Nic sie nie zmienilyscie.To
      dobrze.Dzisiaj nie moge zasiasc przed szklanym ekranem, ale niebawem dorzuce
      kilka moich doswiadczen. Pozdrawiam goraco.
      Alfina
      • georgia Re: Wróć tu, Alfino 01.03.02, 12:43
        Jakże się cieszę, że ktoś zauważył moją nieobecność, i to ktoś taki jak Ty!
        Ostatnio rzadko tu zaglądałam, bo po pierwsze miałam dość dużo pracy a poza tym
        zniechęcał mnie zalew informacji od osób zupełnie obcych mi duchowo.
        Cieszę się, że wróciłaś, bo lubiłam czytać twoje wypowiedzi a przede wszystkim
        jestem ciekawa co u ciebie słychać. Koniecznie napisz, jak tylko znajdziesz
        czas.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka