Dodaj do ulubionych

Internet i sprawy małżeńskie

IP: 149.156.58.* 09.08.02, 11:19
Zdecydowałam się napisać, bo szukam rady. Otóż przechodzimy z mężem kryzys
małżeński. Jesteśmy kilkanaście lat po ślubie i właściwie po raz pierwszy
dopadła nas taka sytuacja. Przez te wszystkie lata małżeństwa dałam się
wtłoczyć w ramy dom, praca, dzieci, rodzina. Życie towarzyskie zeszło też na
plan dalszy. Mąż nigdy nie przepadał za wyjściami z domu, sytuacja
mieszkaniowa nie pozwalała na przyjmowanie gości w domu. Z innymi ludźmi
spotykaliśmy się w pracy, sporadycznie gdzieś indziej. Nigdy na to nie
narzekałam choć miałam świadomość, że życie gdzieś mi przecieka między
palcami. Czasu też nigdy nie było za wiele. Zawsze z zazdrością patrzyłam np.
na filmach na paczki zgranych przyjaciół, maż się naśmiewał, że za bardzo
biorę sobie do serca fikcję z ekranu.
Z radością powitałam pojawienie się internetu w moim domu, stałe łącze nie
ograniczało czasu. Odkryłam instytucję forum, pojawiła się możliwość wyjścia
z domu bez fizycznego wychodzenia. Zaczęły się rozmowy na tematy różne.
Zaczęłam sięgać do lektur, dogłębniej czytać gazety, interesować się więcej
co się w świecie dzieje. I w końcu mogłam o tym porozmawiać. Z czasem zaczęły
być organizowane spotkania, znajomości z netu zaczęły przechodzić do reala.
Czułam że zaczyna się coś dziać. Próbowałam również zachęcić męża do
odwiedzin forum. Nie chciał, nie odpowiadał mu taki rodzaj kontaktu z drugą
osobą. Nie chciał mi towarzyszyć w tych spotkaniach. Jeszcze nie
przeczuwałam, że zaczyna się dziać coś złego, choć mąż stał się bardziej
zamknięty niż zwykle, przestał mi wielu rzeczach pomagać, spacery z dziećmi
spadły na moja głowę. Mąż wychodził z domu tylko wtedy jak ja wychodziłam,
ale nie ze mną.
Ostatnio wylał swoje żale. Zaczął mi wypominać ile czasu spędzam w necie, że
zaczęłam wychodzić z domu, że obcy ludzie są dla mnie ważniejsi od rodziny,
że chciałby spokoju a dom jest pełen nieznajomych wchodzących do mieszkania
po kablu. Że jeśli tyle czasu spędzam w komputerze to pewnie jest tam też
jakiś facet i tylko czekam na okazję, żeby go zdradzić. Zaczął mi wyliczać
kiedy i ile mnie nie było w ostatnim czasie w domu. Słuchałam tego z
osłupieniem. Mój mąż wzór opanowania i spokoju wybuchnął niczym Felicjan
Dulski. A ja nie wiem co o tym sądzić. Czy to zazdrość?
Mąż wyjechał na parę dni i dzwoni i pyta się czy jestem w domu, czy się
gdzieś włóczę. I czy siedzę przy komputerze. Wyjeżdżając stwierdził, że na
pewno sobie zaszaleję. Zwykle jak wyjeżdżał nawet na kilkanaście dni to nie
dawał znaku życia. Teraz śle SMSy. Przed wyjazdem mieliśmy poważną rozmowę i
wydawało mi się, że sobie pewne sprawy wyjaśniliśmy.
Zastanawiam się jaka powinna być moja reakcja. Nie chcę odpuszczać netu i
znajomości z netu. Nie chcę dać się z powrotem wtłoczyć w ramy, w których
widziałby mnie mąż najchętniej. Im dłużej myślę tym bardziej nie wiem.
Obserwuj wątek
    • spacja Re: Internet i sprawy małżeńskie 09.08.02, 11:59
      Może powinnaś się zastanowić, czy Twój mąż nie ma trochę racji? Rozumiem Cię
      doskonale, sama przez to kiedyś przechodziłam, ale teraz już wiem, że wirtualne
      znajomości nie zastąpią realnych przyjaciół. Prościej jest spotykać się z
      ludźmi w necie, bo nie trzeba ruszyć tyłka z domu, a i ludzie w sieci często
      wydają się ciekawszymi niż w rzeczywistości (nie obrażając nikogo z tu
      obecnych).
      Pomyśl, czy internet w Twoim domu nie sprawił, że zaczęłaś zaniedbywać męża,
      dzieci i siebie? Czy nie pędzisz do domu, żeby dopaść do komputera, czy nie
      śpisz po nocach, bo coś się dzieje w necie?
      Wiem jak to jest czuć się udupionym w domu, tracić kontakt ze znajomymi, nie
      mieć towarzystwa na imprezę, kino. Ale net to nie jest jedyne najlepsze
      rozwiązanie. Powiedz mężowi, że jeśli nie chce, żebyś tyle siedziała na lince,
      to niech Cię gdzieś zabierze - do znajomych, na piwo, piknik - zrobiłoby to
      dobrze Wam obojgu.
      pozdr.
      s.
    • agniecha27 Re: Internet i sprawy małżeńskie 09.08.02, 12:01
      Twój problem jest bardzo złożony i nie śmiałabym Ci nic doradzać.
      Jeżeli przez tyle lat przyzwyczaiłaś męża do takiego a nie innego Twojego
      zachowania, to trochę trudno mu się dziwić, że zauważa w Tobie zachodzące
      zmiany.
      Grunt to nie skupiać się za bardzo na tym, co w necie. Tak naprawdę prawdziwe
      życie toczy się w realu i niechcący możesz coś przegapić mając nos w monitorze
      komputera...
      Może zacznij bardziej aktywnie organizować czas po pracy nie tylko sobie, ale
      wyciągać męża i dzieci z domu - nawet na lody...
      Powodzenia i pozdrawiam :)))
    • ydorius Re: Internet i sprawy małżeńskie 09.08.02, 12:08

      Pamiętaj o Madison County :-)
      Rób to, co jest Ci potrzebne do normalnej egzystencji. Wyjaśnij przy tym
      mężowi, dlaczego z nim jesteś, co Cię w Nim pociągało i pociąga, w czym jest
      dobry i czego za żadne skarby nie chciałabyś stracić. Później opowiedz także o
      swoich potrzebach, na które nigdy nie chciał się godzić i wyjaśnij mu, ze to
      jest właśnie ich kompensacja. Powinien zrozumieć. Może nawet zacznie się
      starać. Wyczul oko i ucho na jego działania. Jak jest niepewny, to będzi się
      bardzo starał, ale i będzie wrażliwy na krytykę...
      Powinniście wyjść z tego mocniejsi - Ty, gdyż nie będziesz musiała rezygnować z
      nowych znajomych. On - bo nie będzie to dla niego zagrożeniem, a przez to, że
      się starał, będziesz dla Niego cenniejsza. Tak wygląda przewidywany rozwój
      zdarzeń.
      Jak przepowiadam pogodę w TVN to mam 97% trafień :-P

      pozdrawiam i trzym się,
      .y.

      ----------------------------------
      What is home without Plumtree's Potted Meat?
      Incomplete.
      • spacja Re: Internet i sprawy małżeńskie 09.08.02, 12:43
        ydorius napisał:

        >
        > Pamiętaj o Madison County :-)
        > Rób to, co jest Ci potrzebne do normalnej egzystencji.

        Hmm... zależy co rozumieć pod pojęciem "normalny". Dla mnie, na przykład,
        spędzanie czasu w necie kosztem rodziny nie jest normalne.

        Wyjaśnij przy tym
        > mężowi, dlaczego z nim jesteś, co Cię w Nim pociągało i pociąga, w czym jest
        > dobry i czego za żadne skarby nie chciałabyś stracić. Później opowiedz także
        o
        > swoich potrzebach, na które nigdy nie chciał się godzić i wyjaśnij mu, ze to
        > jest właśnie ich kompensacja.

        z tym się zgadzam

        > Powinien zrozumieć.

        Są duże szanse, że nie zrozumie, ale warto spróbować.

        Może nawet zacznie się
        > starać. Wyczul oko i ucho na jego działania. Jak jest niepewny, to będzi się
        > bardzo starał, ale i będzie wrażliwy na krytykę...
        > Powinniście wyjść z tego mocniejsi - Ty, gdyż nie będziesz musiała rezygnować
        z nowych znajomych. On - bo nie będzie to dla niego zagrożeniem, a przez to, że
        > się starał, będziesz dla Niego cenniejsza. Tak wygląda przewidywany rozwój
        > zdarzeń.

        Oby, oby. Może jednak być i tak, że on nic nie zrozumie, a ona padnie ofiarą
        nałogu sieciowego i rodzina zacznie się sypać. Dobrze zdać sobie sprawę, że
        lepiej stracić tych "nowych znajomych" niż najbliższych w realu.

        > Jak przepowiadam pogodę w TVN to mam 97% trafień :-P

        A ja mam nadzieję, że moje przepowiednie się nie spełnią.
        • Gość: Marge Simpson Re: Internet i sprawy małżeńskie IP: 149.156.58.* 09.08.02, 13:46
          Kochani, witam wszystkich i dziękuję za zainteresowanie.
          ydorius mam nadzieje, że Twoje przepowiednie będą równie skuteczne jak prognoza
          pogody. :-)
          Pragnę wyjasnić kilka spraw. Net sprawił, ze w końcu mogłam się do kogoś
          odezwać. Mąż jest mrukiem, przez kilka lat wspólnego zamieszkiwania z moimi
          rodzicami, poza dzień dobry nie odezwał się słowem do mojej mamy. Moje rozmowy
          też nierzadko miały formę monologu. Znajomych mamy bardzo niewielu, przez te
          lata albo powyjeżdżali albo więzy się rozluźniły. Wyciągnąć mojego męża z domu
          jest bardzo trudno, praktycznie trzeba zorganizować wyjście od a do z. Nie jest
          tak, że netowi poświęcam życie rodzinne, mam swoje obowiązki, ostatnio nawet
          więcej i ich nie zaniedbuję. Nie jestem maszyną do prania, gotowania,
          sprzątania itp. Mogę powiedzieć, że to siebie zaniedbuję. Siadam przy kompie w
          wolnej chwili, w której mogę sobie na to pozwolić, nierzadko wtedy kiedy dzieci
          już śpią a mąż tkwi z nosem w telewizorze. Niejeden wieczór spędziłam w jego
          towarzystwie licząc na jakąś rozmowę.
          Chcę go wyciągnąć z domu, do ludzi, w towarzystwie robi się z niego inny
          człowiek. Ludzie, z którymi mam teraz najlepszy kontakt to ludzie z netu. A to
          wg męza jest be i dyskwalifikuje znajomość już na wstępie. W ten sposób
          zaliczyłam kilka spotkań solo. Cały czas mam jednak nadzieję, że mąż zrozumie,
          że ja nie chcę rozpadu małżeństwa. I wcale nie chcę go zdradzić. Chcę po prostu
          odmienić nasze życie. Nasze razem.
          • Gość: Anton Re: Internet i sprawy małżeńskie IP: 195.94.207.* 09.08.02, 14:35
            Gość portalu: Marge Simpson napisał(a):

            > Ludzie, z którymi mam teraz najlepszy kontakt to ludzie
            z netu. A to
            > wg męza jest be i dyskwalifikuje znajomość już na
            wstępie. W ten sposób
            > zaliczyłam kilka spotkań solo. Cały czas mam jednak
            nadzieję, że mąż zrozumie,
            > że ja nie chcę rozpadu małżeństwa. I wcale nie chcę go
            zdradzić. Chcę po prostu
            > odmienić nasze życie. Nasze razem.

            No ale on się tej zdrady boi i jest zazdrosny. To nie
            jest dziwne, to raczej normalne. Zwłaszcza jeżeli
            spotkania solo "zaliczasz" z mężczyznami... Myślę, że
            łatwiej byłoby mu to przełknąć, gdyby to były tylko
            przyjaciółeczki, a nie - przyjaciele. Nigdzie nie
            napisałaś, jakiej płci są ci Twoi nowi znajomi. Myślę, że
            tu tkwi część problemu.
            • Gość: Marge Simpson Re: Internet i sprawy małżeńskie IP: 149.156.58.* 09.08.02, 14:44
              Wyjaśniam: nie były to nigdy spotkania w cztery oczy, spotykalismy się większą
              grupą. Spotykałam się zarówno w towarzystwie mieszanym jak i typowo babskim.
              Obawiam się, że on po prostu albo mi nie wierzył albo widział to co chciał
              zobaczyć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka