totalnieskolowana
03.08.05, 17:36
Z miłością mojego życia spędziłam 6 lat.Rozstaliśmy się, bo ja "światowa
kobieta" (ironia) szukałam czegoś więcej, on nie dawał mi stabilizacji, domu,
wciąż zabawy i imprezy. Kochał mnie nad życie. Ubóstwiał, rozpieszczał,
znosił każdy największy cios z mojej strony. Ja jego też. Nadal kocham - tego
jestem pewna.
Ciągłe wyjazdy oddaliły nas od siebie. Pokazały jak łatwo żyć z daleka.
Dlatego łatwo było odejść. Nie przewidziałam tylko, że tym razem droga
powrotu będzie zamknięta..
Już po kilku tyg poznałam kogoś nowego. SIlna fascynacja. Szybki rozwój
sytuacji, szczęście, euforia, zakochanie. Po kilku miesiącach zdecydowaliśmy
się na dziecko. Za miesiąc mam za niego wyjść..
Problem w tym, że fascynacja opadła odsłaniając bolesną rzeczywistość. To nie
on. To nie mój mężczyzna. To nie on miał stać u mego boku. To nie z nim
miałam dzielić cały świat i zakładać dom..
Jest już za późno. Z ciążą są problemy. Źle się czuję fizycznie, psychicznie
jeszcze gorzej. Przeżywam nagonkę z każdej strony. Szczególnie rodziny, która
kochała byłego. Przyszły mąż kocha mnie i dziecko za nas dwoje. Jest cudowny,
wytrwały, mądry, wspaniały. Ale nie jestem pewna, czy czuję miłość. On wyczuł
te obawy..
Czy ktokolwiek był w takiej sytuacji? Czuję się jak gó..ara, której opadły
klapki z oczu. W którą stronę się zwrócić?
Muszę przyznać, że czasem zastanawiam się czy to nie hormonki. Ale jest mi
strasznie źle. Budzę i zasypiam myśląc tylko o nim...
Modle się, żeby to przeszło. Boję się, że on zadzwoni i powie, że kocha, że
przygarnie nas (mnie i dzidzię) i co wtedy?
Boję się i pragnę z całych sił..Nie chcę ranić przyszłego męża, ale nie
potrafię sobie z tym poradzić.
Napisałam do tamtego. Żadnych próśb, żali, lamentów, błagań...
Przeprosiłam go tylko za straconą miłość.
On jeszcze do końca maja do mnie pisał żebrząc o miłość. Był już za granicą
gdy dowiedział się, że jestem w ciąży. Nadal utrzymuje ze mną kontakt, ale
teraz on wie, że nie może stosować już żadnych form nacisku. Zna złą sytuację
ciąży. Boi się o mnie. Żyje mną. Chyba chciałabym, żeby po prostu
powiedział: "daj mi już odejść proszę. Nie rań więcej"
Wtedy bym odeszła...