Dodaj do ulubionych

reakcja na obronę

09.10.02, 13:32
Spotykam się tutaj często z opinią, że opór, obrona kobiety przed napadem
stanowią nieprzyjemną niespodziankę (no fakt :-)) i w wielu przypadkach
napastnik rezygnuje i idzie sobie poszukać łatwiejszej ofiary. Zastanawiam
się jednak czy nie jest tak, że opór wywołuje złość, zwiększenie agresji – w
rezultacie znacznie gorszy skutek? Czy może jest odwrotnie – brak oporu
powoduje “rozochocenie” napastnika? Wiem, że każdy przypadek jest inny- pytam
się jak to jest najczęściej.
Obserwuj wątek
    • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę 10.10.02, 01:00
      senanna napisała:

      ) Spotykam się tutaj często z opinią, że opór, obrona kobiety przed napadem
      ) stanowią nieprzyjemną niespodziankę (no fakt :-)) i w wielu przypadkach
      ) napastnik rezygnuje i idzie sobie poszukać łatwiejszej ofiary.

      bardzo czesto tak wlasnie jest. Najczesciej na ulicy
      jesli napastnik nawet juz kobiete chwyci, przewroci czy zacznie bic
      i ona bedzie krzyczec czy uciekac nawet wcale nie broniac sie fizycznie
      to juz powoduje to rezygnacje.
      Wiaze sie to z tym, ze na kobiety zwykle nie napadaja prawdziwe
      pelnokrwiste bandziory tylko przestepcy o dosc niskim mniemaniu o wlasnych
      mozliwosciach. Wybiera kobiety bo spodziewa sie, ze z mezczyznami moglby
      nie dac sobie rady. I idac dalej - na ulicy kobiet sa tysiace i przytlaczajaca
      wiekszosc z nich jesli jest napadnieta nie robi w swojej obronie dokladnie
      niczego. Szarpanie sie z kobieta ktora krzyczy kopie i gryzie nie ma
      sensu, skoro mozna podejsc do innej ktora poslusznie zrobi co sie jej
      kaze nawet nie tknieta palcem.

      ) Zastanawiam
      ) się jednak czy nie jest tak, że opór wywołuje złość, zwiększenie agresji –
      ) ; w
      ) rezultacie znacznie gorszy skutek? Czy może jest odwrotnie – brak oporu
      ) powoduje “rozochocenie” napastnika? Wiem, że każdy przypadek jest i
      ) nny- pytam
      ) się jak to jest najczęściej.

      to zalezy od rodzaju/celu napadu, rodzaju napastnika, sposobu obrony i
      fazy zdarzenia w jakiej te obrone podejmiesz.
      W sumie pytanie jest o to, czy jak bedziesz sie bronic to napastnik
      sie nie pogniewa. Czyli tak jakby w ogole nie bierzesz pod uwage, ze moglabys
      obronic sie realnie. Nie dziwie sie zreszta. Przekonanie o kompletnej
      bezradnosci kobiety w kazdej sytuacji napadu jest na tyle powszechne,
      ze warto chwile uwagi temu poswiecic. Zanim sie zacznie rozwazac reakcje
      na obrone warto wiedziec czy jakas obrona w ogole jest technicznie mozliwa.
      Zaczne od minusow i trudnosci
      zeby szybko to miec za soba a pozniej przejde do sposobow ich rozwiazania
      zebysmy zostali z czyms pozytywnym.

      Otoz minusy sa takie: statystycznie rzecz biorac mezczyzni sa silniejsi
      i wieksi od kobiet. Maja wiekszy zasieg konczyn i wiecej waza.
      Statystycznie rzecz biorac sa tez lepiej wysportowani. Sprawniejsi
      fizycznie. Wiaze sie to z tym, ze uprawiaja i uprawiali od dziecinstwa
      wiecej sportu i czesciej bawili sie na otwartym terenie. Ich zabawy
      mialy wiecej elementow ruchowych itd. Maja zwykle wieksze doswiadczenie
      w walce wrecz. Kazdy chlopak w dziecinstwie bije sie i mocuje z innymi
      chlopakami. Jest to wazny dla jego samooceny sposob zachowania, silnie
      popierany przez ojcow (jesli nie ma ojca to czesto takze przez matke, ale
      z tym juz bywa roznie). Za sukcesy na tym polu chlopak jest chwalony.
      Nawet jezeli oficjalnie dostanie nagane to i tak wiadomo, ze ze zwyciestwa
      ojciec bedzie dumny a porazka sie przejmie i najpewniej udzieli rad
      jak to i to nalezalo zrobic zeby jednak wygrac. Nawet jesli te rady beda
      glupie, to i tak przekaz jest jasny - masz synu wygrywac. Zrob tak, zebys
      wygrywal, bo tego chce twoj tata.
      Dla odmiany dziewcznyki bardzo zdecydowanie zniecheca sie do walki
      fizycznej demonstrujac pogarde dla brutalnosci w kobiecym wydaniu.
      Niezaleznie od wyniku walki
      wrecz dziewczynka nie bedzie miala nikogo kto bedzie z niej dumny.
      Powoduje to, ze dla jej samooceny taka walka nie ma zadnego znaczenia i
      w konsekwencji ona takich sytuacji bedzie unikac a jesli na przyklad
      zdarzy jej sie trenowac jakis sport walki np. w ramach wuefu na studiach
      to tez czesto nie bedzie traktowac tych walk ambicjonalnie, przez co
      po prostu nie bedzie miec w tym postepow porownywalnych do meskich.
      Jestesmy jedynym gatunkiem zwierzaka na Ziemi ktory programowo oducza
      swoje samice samoobrony, przez co reakcja samic czlowieka na napad jest jedyna
      w swoim rodzaju. Zadna inna ssacza samica nie jest w tej sytuacji
      tak bezradna. Dziesiatki szkolnych potyczek z kolegami naprawde bardzo
      duzo daja w przyszlosci. Cialo doskonale pamieta te doswiadczenia i
      widac to na przyklad w czuciu rownowagi w reakcji na popchniecie albo
      ciagniecie. No i wreszcie ostatni aspekt - wewnetrzne przekonanie.
      Mezczyzni sa od dziecka karmieni obrazami wojownikow - mezczyzn i identyfikuja
      sie z nimi. Kobiety nie maja takiego wzorca. Nawet jesli jakis facet
      kompletnie nie umie sie bic, to i tak jest gleboko
      przekonany, ze moze pokonac w walce kobiete i ona takze to przekonanie
      podziela, przez co walka jest rozstrzygnieta wlasciwie zanim sie w
      ogole zaczela.
      To jest na szczescie ostatni punkt i celowo napisalem o tym na koncu,
      bo w fizycznej samoobronie mozna to juz wykorzystac jako atut.
      Gdyby obrona przed napadem polegala na spotkaniu na ringu, gdzie
      dwie osoby staja naprzeciw siebie i jedna ma druga pokonac, to szanse
      kobiety bylyby praktycznie zerowe. Zbyt duza roznica warunkow fizycznych.
      Metoda na obejscie tego problemu jest glownie zaskoczenie. Taktyka
      WSDP opiera sie na pierwszych pieciu, gora siedmiu sekundach fizycznego
      kontaktu. Jesli przyjmiesz bokserska garde i zaczniesz "pojedynek"
      to facet po prostu Cie zmiecie. Ale jesli na pierwszy chwyt zareagujesz
      bardzo skuteczna zdecydowana akcja facet nie da rady uniemozliwic Ci
      obrony, bo nie zdazy sie calkowicie zmobilizowac. Nie spodziewa sie
      ze zachowasz sie od razu w taki sposob. Oczywiscie po paru sekundach on
      sie otrzasnie z efektu ale to jest wlasnie ten czas w ktorym ty
      uciekasz drac sie przerazliwie. Masz po prostu uziemic go na kilka sekund
      natychmiast jak tylko Cie dotknie i wiac. Dodatkowa taktyka bywa tu
      udawanie biernosci/uleglosci przez pierwszych pare sekund zeby go dodatkowo
      rozluznic, ale to juz zalezy od konkretnej sytuacji i w mejlu sie tego
      nie napisze. Technik WSDP na forum nie opisujemy, bo to nalezy robic a
      nie o tym teoretyzowac. Generalnie taka jest zasada - wykorzystujesz
      w pierwszej chwili jego przekonanie, ze nie natrafi na opor.
      Kwestia doswiadczenia w walce wrecz - obchodzimy ten problem na dwa sposoby.
      Po pierwsze podczas szkolenia walczysz z pozorantem ubranym w pancerz.
      Mocujesz sie, przepychasz, bijesz i kopiesz z pelna sila i szybkoscia
      przez caly kurs. To bicie i kopanie z pelna sila daje juz niezly poziom
      doswiadczenia, bo chlopcy wcale nie zawsze tak robia. Czesto ich walki
      maja jednak bardziej cywilizowany charakter. Poza tym chlopcy podczas
      takich walk akceptuja pewne niepisane zakazy - nie uderza sie genitaliow,
      nie wbija sie palcow do oczu, nie odgryza sie palca ani za niego nie
      chwyta, nie wrzeszczy sie z calej sily komus do ucha z odleglosci centymetra
      itd. Sa pewne typowe sposoby w jakie chlopcy i mezczyzni sie bija.
      Na przyklad uderzaja ciosem samachowym albo prostym piescia, lapia sie
      za klapy i uderzaja glowa, nurkuja w kierunku nog przeciwnika i ciagnac
      za te nogi obalaja go w tyl na ziemie itd. U nas tymczasem uczysz sie
      prowadzic ciosy tylko w czule miejsc i po nietypowych dla facetow trajektoriach.
      Facet nie zobaczy w tym ciosu i zagrozenia dopoki to nie dojdzie
      tam gdzie ma dojsc, bo caly uklad ciala jest zupelnie inny niz ten do
      ktorego on jest przyzwyczajony. Oczywiscie nie mowie tu o walce polegajacej
      na wymianie uderzen. Mowie o pierwszym zaskakujacym uderzeniu (dwu albo trzech)
      ktore maja przyniesc ten efekt, ze umozliwia Ci ucieczke.
      Idac dalej - sila. Jesli stoisz to z facetem nie ma sensu sie silowac.
      Stosujesz ciosy, kopniecia i naciski na bolesne miejsca i po prostu starasz sie
      zachowac stabilnosc, dopoki sie nie wyrwiesz.
      Caly trening z pozorantem polega na tym, ze
      on atakuje silnie Cie szarpiac i probujac przewrocic, wciagnac gdzies itd.
      jednoczesnie krepujac Twoje ruchy a Ty masz sie uwolnic bez niepotrzebnego
      mocowania sie z nim. Moze sie tak zdarzyc, ze facet Cie przewroci.
      Jesli stoi, to po prostu
      bronisz sie kopiac w jego nogi, krocze i czasem twarz z pozycji lezacej
      (naprawde duzo skuteczniejszy sposob obrony niz sie powszechnie sadzi)
      a jesli przewracacie si
      • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 10.10.02, 01:09
        (...)a jesli przewracacie sie oboje to sposob obrony zalezy wlasciwie od
        celu jego ataku. Ale tu juz nic wiecej nie napisze, bo to jest strasznie wielki
        temat do opisania a poza tym mamy kilka swoich tajemnic :-)
        W kazdym razie znane jest mnostwo przypadkow kobiet ktore obronily
        sie przed fizycznym atakiem nawet niczego nie trenujac, po prostu dzieki
        swojemu zdecydowaniu i czasem dzikiej furii. Ostatnio slawny przypadek
        ponad piecdziesiecioletniej kasjerki ze sklepu ktora obronila caly sklep przed
        napadem trzech wyrostkow tlukac ich kasa. Jednego poslala do szpitala z ciezkim
        wstrzasem mozgu. Sporo jest takich przykladow pokazujacych, ze bardzo
        wiele zalezy od psychiki. Mamy tez juz kilka wlasnych sukcesow.
        Mam nadzieje, ze w najblizszej Bezpiecznej Jedynce bedzie rekonstrukcja
        udanej obrony jednej z naszych dziewczyn na ktora napadnieto w Warszawie
        w okolicy Hotelu Forum pare tygodni temu. Pieknie sobie dala rade rozbijajac
        facetowi nos a sama nawet nie zostala drasnieta. Inny przypadek udanej fizycznej
        obrony naszej adeptki mial miejsce pod Uniwerkiem. Facet zlapal dziewczyne
        z tylu w zasadzie nawet nie bardzo wiadomo po co i nacial sie. Jego wrzaski i
        obietnice ze jak ja jeszcze spotka to co on jej nie zrobi uslyszala dopiero
        jak odbiegla jakies piecdziesiat metrow. Ale jakos jej nie gonil :-)
        Bylo juz pare takich sytuacji i w zasadzie wszystkie sa podobne - atak faceta
        spotyka sie ze zdecydowana szybka obrona ktorej efekt utrzymuje sie przez kilka
        sekund podczas ktorych ona ucieka z krzykiem.
        Gdyby te dziewczyny nie podjely zadnej obrony mielibysmy pare przypadkow do
        leczenia zespolu stresu pourazowego.
        A o tym kiedy moze byc tak, ze nie warto fizycznej obrony podejmowac
        (zdecydowana mniejszosc mozliwych sytuacji, praktycznie margines) to niech
        Wojtek opowie, bo to jego dzialka.
        • wojciech.kruczynski Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 13.10.02, 17:21
          Jeśli chodzi o typ napastników, z którymi zdecydowanie nie należy wikłać się w
          walkę, to są to ci, którym zależy głównie na tym, żeby pokazać ofierze, kto tu
          rządzi. Należy tu przede wszytkim ten typ gwałcicieli, który bywa nazywany
          władczym. Charakteryzuje się tym, że wydaje ostre rozkazy i oczekuje
          natychmiastowego posłuszeństwa. W razie odmowy jest bardzo agresywny. Jeśli
          ofiara jest uległa, zwykle kończy się tylko na gwałcie. Uległość w tym wypadku
          jest strategią mniejszego zła i jeśli jest użyta świadomie, konsekwencje
          psychologiczne dla ofiary są mniejsze, niż wtedy gdy ulega za strachu.

          Można go jednak pomylić z innymi typami gwałcicieli, np. z sadystycznym, który
          zmierza celowo do okaleczenia ofiary i także może wydawać rozkazy. Jeśli więc
          gwałciciel nakłania ofiarę by weszła do samochodu albo do mieszkania, to walka
          będzie tu najczęściej lepszym rozwiązaniem niż wykonywanie rozkazów,
          niezależnie od typu gwałciciela. Jeśli gwałciciel chce zabrać ofiarę w inne
          miejsce, to zwykle po to, by się nad nią znęcać, co w większości wypadków
          kończy się śmiercią albo ciężkim kalectwem.
          • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 14.10.02, 14:12
            wojciech.kruczynski napisał:

            > Jeśli chodzi o typ napastników, z którymi zdecydowanie nie należy
            > wikłać się w walkę, to są to ci, którym zależy głównie na tym,
            > żeby pokazać ofierze, kto tu rządzi. Należy tu przede wszytkim ten typ
            > gwałcicieli, który bywa nazywany władczym. Charakteryzuje się tym,
            > że wydaje ostre rozkazy i oczekuje natychmiastowego posłuszeństwa.
            > W razie odmowy jest bardzo agresywny. Jeśli
            > ofiara jest uległa, zwykle kończy się tylko na gwałcie. Uległość w tym
            wypadku
            > jest strategią mniejszego zła i jeśli jest użyta świadomie, konsekwencje
            > psychologiczne dla ofiary są mniejsze, niż wtedy gdy ulega za strachu.

            z tym, ze oczywiscie przynaleznosc do takiego typu nie czyni nikogo
            automatycznie niepokonanym. Trzeba miec po prostu swiadomosc, ze to
            jest ten rodzaj napastnika (stosunkowo rzadki) ktory nie rezygnuje
            przy pierwszym jednoznacznym oporze i ze opor moze go rozkrecic.
            Ale decyzje co do wyboru strategii podejmujesz sama. Moze sie zdarzyc,
            ze znajdziesz jakis sposob zeby takiego faceta zalatwic i wtedy moze
            byc warto podjac ryzyko. Ale trzeba wiedziec, ze to jest ten typ, ktory
            wlasnie trzeba zalatwic do konca i tu nic nie moze byc zatrzymane w
            polowie drogi.

            > Można go jednak pomylić z innymi typami gwałcicieli, np. z sadystycznym,
            który
            > zmierza celowo do okaleczenia ofiary i także może wydawać rozkazy. Jeśli więc
            > gwałciciel nakłania ofiarę by weszła do samochodu albo do mieszkania, to
            walka
            > będzie tu najczęściej lepszym rozwiązaniem niż wykonywanie rozkazów,
            > niezależnie od typu gwałciciela. Jeśli gwałciciel chce zabrać ofiarę w inne
            > miejsce, to zwykle po to, by się nad nią znęcać, co w większości wypadków
            > kończy się śmiercią albo ciężkim kalectwem.

            dlatego proba transportu zawsze powinna spotykac sie z natychmiastowym
            oporem. Moze byc to opor bierny, np. udawanie histerii lub omdlenia,
            wczepianie sie w nogi, symulowanie ataku padaczki itd. Przy napastniku
            uzbrojonym jest to czasem duzo sensowniejsze niz proba walki, bo na przyklad
            jak gosc ma noz i zaczniesz sie z nim szarpac to moze Cie tym nozem pociac
            nawet przypadkowo i sam nie bedzie wiedzial kiedy. Ale tu juz wszystko
            zalezy od konkretnej sytuacji.
            Wyjatkiem sa porywacze ktorym w ogole nie chodzi o Ciebie -
            na przyklad porywacze srodkow transportu, przestepcy ktorzy skads
            uciekaja i potrzebuja zakladnika itp. To jest troszke inna sytuacja
            niz kiedy porywa Cie gwalciciel albo byly maz.

        • senanna Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 14.10.02, 18:02
          „(...)Nawet jesli jakis facet
          kompletnie nie umie sie bic, to i tak jest gleboko
          przekonany, ze moze pokonac w walce kobiete i ona takze to przekonanie
          podziela, przez co walka jest rozstrzygnieta wlasciwie zanim sie w
          ogole zaczela.(...)”
          „(...)Najczesciej na ulicy
          jesli napastnik nawet juz kobiete chwyci, przewroci czy zacznie bic
          i ona bedzie krzyczec czy uciekac nawet wcale nie broniac sie fizycznie
          to juz powoduje to rezygnacje.(...)”

          Dlaczego? Jeżeli facet jest przekonany, że pokona w walce kobietę, to dlaczego
          ma się przejąć jej próbami obrony? Jeżeli jest przekonany, że ta obrona będzie
          nieskuteczna, że w każdym wypadku może sobie z nią poradzić? Inna sprawa,
          jeżeli są świadkowie- wtedy krzyk i szarpanina pokazują od razu, że dzieje się
          coś złego, jest zagrożenie, że ktoś zainterweniuje. Ale jeżeli świadków nie ma?
          Jest oczywiście szansa, że facet zgłupieje z zaskoczenia, ale to tylko szansa
          (no pewnie, że dobre i to).
          Poza tym takie podejście zakłada dziwnie nieagresywnego napastnika. Taką
          ofermę, która sądzi, że wszystko pójdzie jak z płatka, a jeżeli nie, to
          przepraszam ,pomyliłem się, ops, może poszukam kogoś innego... Czy jeżeli ktoś
          decyduje się na napad, nie będzie zakładał jakiegoś elementu ryzyka? tego, że
          ofiara spróbuje uciekać, albo krzyczeć? No bo jednak napada na żywego
          człowieka, a nie na nieruchomą statuę w ogrodzie. Być może statystyka pokazuje,
          że większość kobiet się nie broni, ale przeciętny napastnik chyba raczej nie
          studiuje statystyk? Będzie nastawiony na próbę oporu? Wtedy nie będzie aż tak
          zaskoczony, prawda? Może zdziwiony zawziętością oporu.
          Mam uwierzyć, że silny facet nie zdoła uziemić szarpiącej się kobiety?
          I jeszcze jedna sprawa- można uwierzyć, że dziewczyna jest w stanie się
          wyrwać, tego że jest w stanie wyrwać się zawsze, założyć już nie można, prawda?
          Jaki skutek przyniesie to, że próbowała się bronić w tym drugim przypadku?
          Taki, że oprócz pierwotnego celu napadu agresor dołoży coś ekstra? Znaczy na
          dwoje babka wróżyła: uda się- będzie dobrze, nie uda się- będzie tragedia- tym
          większa?


          „(...)W sumie pytanie jest o to, czy jak bedziesz sie bronic to napastnik
          sie nie pogniewa. Czyli tak jakby w ogole nie bierzesz pod uwage, ze moglabys
          obronic sie realnie.(...)”

          Faktycznie, nie biorę. I to pomimo tego, że udało mi się kiedyś wyrwać
          facetowi, który raczej nie chciał mnie pogłaskać. Uważam, że udało mi się
          fuksem, a gdybym miała mniej szczęścia- trafiłabym mu pod buty, za opór.

          Anna
          • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 15.10.02, 19:33
            senanna napisała:

            )) „(...)Nawet jesli jakis facet
            )) kompletnie nie umie sie bic, to i tak jest gleboko
            )) przekonany, ze moze pokonac w walce kobiete i ona takze to przekonanie
            )) podziela, przez co walka jest rozstrzygnieta wlasciwie zanim sie w
            )) ogole zaczela.(...)”

            )) „(...)Najczesciej na ulicy
            )) jesli napastnik nawet juz kobiete chwyci, przewroci czy zacznie bic
            )) i ona bedzie krzyczec czy uciekac nawet wcale nie broniac sie fizycznie
            )) to juz powoduje to rezygnacje.(...)”

            ) Dlaczego? Jeżeli facet jest przekonany, że pokona w walce kobietę, to
            ) dlaczego ma się przejąć jej próbami obrony? Jeżeli jest przekonany, że ta
            ) obrona będzie nieskuteczna, że w każdym wypadku może sobie z nią poradzić?

            jesli sie nad tym bedzie zastanawial czy o tym dyskutowal, to ma takie
            przekonanie, ale w tej konkretnej chwili jest zaskoczony i sytuacja
            wybija mu sie ze schematu. I nie jest to
            jakas nasza teoria, wiara czy zalozenie. To jest fakt potwierdzony
            na konkretnych przypadkach. Statystyka pokazuje, ze kobieta ktora zrobi
            c o k o l w i e k w swojej obronie ma nieporownanie wieksze szanse
            niz ta ktora nie zrobi niczego.
            Napastnik - gwalciciel czy rabus czy ktokolwiek w tym rodzaju - zazwyczaj
            dziala pewnym swoim stalym schematem. Jesli ten schemat mu sie nie sprawdza
            pierwsza reakcja jest rezygnacja, chyba, ze jego motywacja jest bardzo
            silna.

            ) Inna sprawa, jeżeli są świadkowie- wtedy krzyk i szarpanina pokazują
            ) od razu, że dzieje się
            ) coś złego, jest zagrożenie, że ktoś zainterweniuje. Ale jeżeli świadków nie
            ma?

            jestem w stanie z pamieci podac Ci z pietnascie przypadkow napadow na
            kobiety gdzie one obronily sie mimo tego, ze swiadkow nie bylo. W zadnej
            z tych sytuacji nie doszlo do pelnego "meczu bokserskiego" miedzy mezczyzna
            i kobieta i napastnik rezygnowal napotykajac na zdecydowany opor.
            Znam osobiscie wszystkie te
            kobiety i zareczam Ci, ze zadna z nich nie jest atletka. Zwykle dziewczyny.
            Wlasnie sobie uswiadomilem, ze pierwsze ktore przyszly mi do glowy sa
            raczej drobniutkie.

            Najprostsza sytuacja - miejscowosc pod Warszawa, dziewczyna wraca ze
            stacji do domu. Idzie pod murem cmentarza w miejscu zupelnie nie
            odwiedzanym. Facet idzie za nia od stacji i w tym miejscu rzuca sie
            na nia z tylu. Kiedy ona slyszy kroki odwraca sie i widzac go odskakuje z
            krzykiem. On zatrzymuje sie na moment i waha sie, a wtedy ona popelnia
            wielki blad, bo odwraca sie znowu tylem i probuje odejsc nie patrzac
            za siebie. On natychmiast znowu rusza, dochodzi do szarpaniny w wyniku
            ktorej oboje przewracaja sie na chodnik pod murem gdzie lezy pelno tluczonego
            szkla. Dziewczyna chwycona zaczyna wsciekle kopac nogami, on ja puszcza
            i wtedy ona chwyta za jeden z tych odlamkow. Trzyma go w reku
            i oboje siedza na ziemi mierzac sie wzrokiem. Ona pyta go czego od niej
            chce, on sie nie rusza i po chwili odpowiada, ze chce pieniadze.
            Ona patrzac caly czas na niego wyciaga z kieszeni portmonetke i odlicza
            z niej 10 zlotych, ktore mu rzuca. On odwraca sie i odchodzi.

            Inny przypadek. Tez pusta ulica i tez atak od tylu. Facet podbiega i
            dusi dziewczyne obejmujac przedramieniem. Ona wywija sie z duszenia i
            probuje kopnac, ale nie udaje jej sie trafic, bo facet odskakuje
            do tylu. Ona patrzy mu prosto w oczy robiac reka gest "nie podchodz"
            i krzyczy ile ma sil w plucach powoli sie cofajac. Po dwu,
            moze trzech sekundach facet odbiega.

            Kurcze znam takich przypadkow dziesiatki i z naszych szkolen - te ktore
            opowiadaly dziewczyny, z innych szkolen, z doniesien prasowych...
            jest tego mnostwo. Napastnik napadajacy kobiety szuka najczesciej
            po prostu latwej ofiary.

            ) Jest oczywiście szansa, że facet zgłupieje z zaskoczenia, ale to tylko szansa
            ) (no pewnie, że dobre i to).
            ) Poza tym takie podejście zakłada dziwnie nieagresywnego napastnika. Taką
            ) ofermę, która sądzi, że wszystko pójdzie jak z płatka, a jeżeli nie, to
            ) przepraszam ,pomyliłem się, ops, może poszukam kogoś innego... Czy jeżeli
            ktoś
            ) decyduje się na napad, nie będzie zakładał jakiegoś elementu ryzyka? tego, że
            ) ofiara spróbuje uciekać, albo krzyczeć?

            to wszystko zalezy od tego jaki to napastnik i co jest jego celem.
            Najgrozniejszy z mozliwych dla kobiety napastnikow to wedlug mnie jej
            wlasny partner sklonny do przemocy. Nie ma dla kobiety sytuacji grozniejszej
            niz zycie z kims takim pod jednym dachem. Tu faktycznie nie ma zadnych barier
            i w takich domach dochodzi do aktow przemocy po prostu niewyobrazalnych -
            topienie ciezarnej w wannie, zlamanie kregoslupa, bicie jej glowa o podloge,
            wykrecanie glowy na granicy skrecania karku i poza nia, duszenie kablem
            od zelazka itd. I tu nie ma znaczenia czy ona sie broni czy nie, bo celem
            jest sama przemoc. Chyba, ze taka kobieta umie sie obronic, ale to
            raczej rzadkosc, bo gdyby umiala sie obronic to raczej watpliwe,
            ze zylaby z tym partnerem. Taki napastnik - wlasny partner - jest w stanie
            uzyc broni jesli nie moze zastosowac przemocy inaczej. W USA na przyklad
            olbrzymia wiekszosc napadow na kobiety z bronia w reku to sa napady
            mezow na zony za pomoca legalnego tam pistoletu.
            Natomiast napastnik uliczny czy gwalciciel - nawet gwalciciel znajomy -
            to najczesciej taka jednoosobowa firma nastawiona na maksymalny
            zysk minimalnym kosztem.

            No bo jednak napada na żywego
            ) człowieka, a nie na nieruchomą statuę w ogrodzie. Być może statystyka
            pokazuje,
            ) że większość kobiet się nie broni, ale przeciętny napastnik chyba raczej nie
            ) studiuje statystyk?

            ale zyje w tym kraju :-) Obejrzyj jakikolwiek film sensacyjny na ktorym
            kobieta ucieka. W 9 przypadkach na 10 uciekajac przewraca sie, po czym
            podnosi ja jakis mezczyzna i uciekaja dalej. Nie spodziewa sie oporu.
            Dlatego najczesciej nie bierze do takiego napadu zadnej broni.

            ) Będzie nastawiony na próbę oporu? Wtedy nie będzie aż tak
            ) zaskoczony, prawda? Może zdziwiony zawziętością oporu.
            ) Mam uwierzyć, że silny facet nie zdoła uziemić szarpiącej się kobiety?

            juz wierzysz, ze jest silny. A to wcale nie jest oczywiste. Moze
            to byc gosc wzrostu 165 centymetrow i wagi 70 kg.
            Poza tym wiesz, ja juz mam za soba kilka tysiecy napadow na kobiety
            na treningach w pancerzu i powiem Ci, ze sila ciosu bywa naprawde
            duza. Czasem nawet przez ten pancerny kask i ich rekawice normalnie
            leb mi odskakuje, ze nie wspomne o kopnieciach czy uderzeniach w
            krok. Niektore potrafia bolec nawet mimo tego opancerzenia, ktore
            w miejscu kroku mam naprawde grube. Gdybym dostal choc jedno
            takie trafienie na ulicy sytuacja bylaby rozstrzygnieta.
            Przy czym jeszcze raz powtarzam - nie mowie tu o sportowym meczu,
            gdzie przeciwnicy wychodza naprzeciw siebie, przyjmuja jakas pozycje
            do walki i kombinuja jak tu tego drugiego oszukac itd. Mowie
            o natychmiastowej rozstrzygajacej reakcji na poczatku, kiedy
            agresja jeszcze sie nie rozwinela. To sie ciezko opisuje w emailu,
            ale na zywo latwo zrozumiec na czym polega idea takiej samoobrony.

            ) I jeszcze jedna sprawa- można uwierzyć, że dziewczyna jest w stanie się
            ) wyrwać, tego że jest w stanie wyrwać się zawsze, założyć już nie można,
            ) prawda?

            oczywiscie, ze prawda. Sytuacja napadu zawsze jest sytuacja ryzykowna
            i jest taka niezaleznie czy bedziesz sie bronic czy nie. Jesli bedziesz
            sie bronic moze Ci sie nie udac. Jesli nie bedziesz sie bronic mozesz
            zalowac, bo wcale nie ma gwarancji, ze nie broniac sie nie wywolasz
            agresji. Istnieje taka legenda, ale to tylko legenda. Jesli na przyklad trafisz
            na sadystycznego morderce to nic Ci nie pomoze uleglosc, bo on Cie
            moze niestety zameczyc na smierc i nawet ma Twoje prosby i blagania
            w planie. W takiej sytuacji po prostu nie masz innego wyboru niz sie
            bronic. Juz nie wspomne o tym, ze kobiety ktore bronily sie przed
            gwaltem i przegraly bez porownania lepiej wracaja do siebie po tym
            przezyciu niz te ktore byly tak zastraszone, ze zaniechaly obrony.

            ) Jaki skutek przynies
            • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę - dokonczenie 15.10.02, 19:35
              DOKONCZENIE:

              > Jaki skutek przyniesie to, że próbowała się bronić w tym drugim przypadku?
              > Taki, że oprócz pierwotnego celu napadu agresor dołoży coś ekstra? Znaczy na
              > dwoje babka wróżyła: uda się- będzie dobrze, nie uda się- będzie tragedia-
              tym
              > większa?

              a moze tym mniejsza. Wszystko jak juz mowilem zalezy od rodzaju napastnika
              i celu napadu. My nie uczymy naszych adeptek bronic sie fizycznie zawsze i w
              kazdej sytuacji. Raczej zapoznajemy je z roznymi mozliwymi scenariuszami
              i dajemy pewne narzedzia, a decyzja o ich uzyciu musi nalezec do Ciebie.
              Jesli w jakiejs sytuacji s w i a d o m i e wybierzesz poddanie sie
              to jest to Twoj wolny wybor i takze jest to strategia obronna.
              Kiedy na przyklad bronienie sie moze nie miec sensu:

              a. masz do czynienia z przemoca ze strony wlasnego partnera. Tu nie ma
              sensu zastanawiac sie nad tym jak sie przed nim fizycznie bronic, bo
              najlepsza i jedyna obrona jest po prostu zerwanie wszelkich kontaktow
              z takim czlowiekiem.

              b. uzbrojony napastnik zada pieniedzy. Nie ma sensu ryzykowac. Zdarzalo
              sie, ze i w takich sytuacjach kobiecie udawalo sie obronic za pomoca jakiegos
              narzedzia albo takiego kogos odstraszyc, ale ryzykowanie zycia w obronie
              zawartosci torebki to absurd. Sam bym oddal kase jakby mi ktos grozil
              nozem. Rachunek mozliwych zyskow i strat jest tu zbyt oczywisty.

              c. zawodowi bandyci wysadzaja Cie z drogiego samochodu. Jesli juz
              doszlo do tego, ze samochod stoi i drzwi sa otwarte proby obrony
              samochodu mijaja sie z celem. Samochod powinien po prostu byc
              ubezpieczony.

              Jest kilka podobnych sytuacji i laczy je jedno - strata jaka ponosisz
              nie broniac sie jest minimalna, a obrona bardzo ryzykowna.
              Ale jak napisalem nie dajemy sztywnych recept, tylko zapoznajemy z
              mozliwymi scenariuszami wydarzen i dajemy maksimum mozliwych psychologicznych
              i fizycznych narzedzi obrony.

              >> „(...)W sumie pytanie jest o to, czy jak bedziesz sie bronic to napastnik
              >> sie nie pogniewa. Czyli tak jakby w ogole nie bierzesz pod uwage, ze
              >> moglabys obronic sie realnie.(...)”

              > Faktycznie, nie biorę. I to pomimo tego, że udało mi się kiedyś wyrwać
              > facetowi, który raczej nie chciał mnie pogłaskać. Uważam, że udało mi się
              > fuksem, a gdybym miała mniej szczęścia- trafiłabym mu pod buty, za opór.

              czyli postanowilas sobie solennie, ze nastepnym razem w takiej
              sytuacji nie bedziesz sie bronila?
              • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę - jeszcze prosba 15.10.02, 19:38
                A mozesz opowiedziec o tym przypadku, kiedy sie
                komus wyrwalas?
                • senanna Re: reakcja na obronę - jeszcze prosba 17.10.02, 17:00
                  „A mozesz opowiedziec o tym przypadku, kiedy sie
                  komus wyrwalas?”


                  Jasne.
                  Banalna historia, robiłam zdjęcia w terenie dość odludnym, zauważyłam, że mam
                  towarzystwo dopiero, gdy facet złapał mnie za kurtkę, podejrzewam, że chodziło
                  mu o aparat, ale w dyskusje się ze mną nie wdawał. Próbowałam się wyszarpać i
                  wtedy się wkurzył, uraczył mnie wiązanką i paroma uderzeniami po twarzy, jakoś
                  nie umiałam się zasłonić, ale za to dostałam szału i zaczęłam kopać, pewnie go
                  w końcu trafiłam w piszczel albo kolano, a buty miałam solidne. I tyle, facet
                  zajął się sobą, a ja biegiem z przeszkodami. Żeby było śmieszniej, tam byli
                  ludzie - dość daleko, ale jednak, pies z kulawą nogą się nie zainteresował, eh.
                  Jako koszmarek zostało mi wspomnienie, że za cholerę nie mogłam się wyrwać,
                  facet miał tak silne ręce, że się nie dało.
                  Ale aparat mam do dzisiaj :-).
                  Anna
              • senanna Re: reakcja na obronę - dokonczenie 17.10.02, 16:38
                „czyli postanowilas sobie solennie, ze nastepnym razem w takiej
                sytuacji nie bedziesz sie bronila?”

                ojojojoj.... nie
                wychowano mnie tak, żebym najpierw dawała po pysku, a potem pytała się o co
                chodziło :-)),

                moje pytanie miało inne źródła –
                po pierwsze zasłyszane opowieści, jak dziewczyna broniła się przed gwałtem, nie
                udało jej się i została w dodatku makabrycznie skatowana,
                po drugie – bardzo częsta opinia, że lepiej się nie bronić, bo wtedy napastnik
                będzie bardziej brutalny, a kobieta i tak sobie nie poradzi ( no, to już
                omawialiśmy ),


                „(...)juz wierzysz, ze jest silny. A to wcale nie jest oczywiste. Moze
                to byc gosc wzrostu 165 centymetrow i wagi 70 kg.(...)”

                i tu jest po trzecie - w sumie drobiazg, ale daje do myślenia :-),
                ilekroć w ramach zabawy „siłuję” się z kolegami, poraża mnie łatwość z jaką
                jestem sprowadzana na ziemię przez najbardziej nawet zaskoczonego faceta i jak
                łatwo mnie na ziemi przytrzymać– jakoś tak się dziwnie składa, że przeciętny
                mężczyzna ma dużo więcej siły i ciężaru niż ja :)),
                pewnie, że taka zabawa to sytuacja trochę inna niż realna, bo nikt nikomu nie
                chce zrobić krzywdy, nie ma elementu strachu, poza tym panowie są trochę
                bardziej wysportowani niż przeciętny napastnik, ale wnioski można jakieś
                wysnuć...

                Nie biorą pod uwagę możliwości potulnego godzenia się na wszystko, co ktoś chce
                ze mną zrobić. W sumie to trochę tak, że nie wierzę we własne możliwości, ale
                do głowy by mi nie przyszło nie próbować. Na przykład dlatego, aby móc na
                siebie potem patrzeć. Natomiast ciekawiła mnie cena jaką można zapłacić za
                nieudaną próbę. Chociaż to i tak nie ma większego znaczenia.
                Anna
                • paulinho Re: reakcja na obronę - dokonczenie 20.10.02, 11:48
                  senanna napisała:


                  > moje pytanie miało inne źródła –
                  > po pierwsze zasłyszane opowieści, jak dziewczyna broniła się przed gwałtem,
                  nie
                  > udało jej się i została w dodatku makabrycznie skatowana,

                  A skad pewnosc ze jakby sie nie bronila to niezostalaby?

                  >
                  > i tu jest po trzecie - w sumie drobiazg, ale daje do myślenia :-),
                  > ilekroć w ramach zabawy „siłuję” się z kolegami, poraża mnie łatwoś
                  > ć z jaką
                  > jestem sprowadzana na ziemię przez najbardziej nawet zaskoczonego faceta i
                  jak
                  > łatwo mnie na ziemi przytrzymać– jakoś tak się dziwnie składa, że przecię
                  > tny
                  > mężczyzna ma dużo więcej siły i ciężaru niż ja :)),

                  Tak, ale wlasnie "na ziemi" sila jest najmniej istotna i tam wlasnie najlatwiej
                  sobie poradzic z wiekszym i silniejszym. Trzeba oczywiscie miec technike i
                  umiec ja zastosowac, czyli cwiczyc. Ale sciagniecie do parteru nie oznacza ze
                  sprawa jest przegrana. Wrecz przeciwnie.

                  > . W sumie to trochę tak, że nie wierzę we własne możliwości, ale
                  > do głowy by mi nie przyszło nie próbować.

                  Sprobuj wiec zwiekszyc te mozliwosci.

          • paulinho Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 20.10.02, 11:42
            senanna napisała:

            > Dlaczego? Jeżeli facet jest przekonany, że pokona w walce kobietę, to
            dlaczego
            > ma się przejąć jej próbami obrony?

            Prob nie ma. Albo sie bronisz, albo nie.

            >Jeżeli jest przekonany, że ta obrona będzie
            > nieskuteczna, że w każdym wypadku może sobie z nią poradzić?

            Przekonania a rzeczywists nie zawsze ida w parze.

            > Mam uwierzyć, że silny facet nie zdoła uziemić szarpiącej się kobiety?

            Och, zdola. Tylko ze na tej ziemi mozesz mu np lapoki polamac.

            > I jeszcze jedna sprawa- można uwierzyć, że dziewczyna jest w stanie się
            > wyrwać, tego że jest w stanie wyrwać się zawsze, założyć już nie można,
            prawda?
            > Jaki skutek przyniesie to, że próbowała się bronić w tym drugim przypadku?
            > Taki, że oprócz pierwotnego celu napadu agresor dołoży coś ekstra? Znaczy na
            > dwoje babka wróżyła: uda się- będzie dobrze, nie uda się- będzie tragedia-
            tym
            > większa?

            Wieksza od czego? Jesli ktos Cie atakuje to niebezpiecznie jest zakladac ze
            posunie sie tylko do pewnych granic.


            > „(...)W sumie pytanie jest o to, czy jak bedziesz sie bronic to napastnik
            > sie nie pogniewa. Czyli tak jakby w ogole nie bierzesz pod uwage, ze moglabys
            > obronic sie realnie.(...)”
            > Faktycznie, nie biorę. I to pomimo tego, że udało mi się kiedyś wyrwać
            > facetowi, który raczej nie chciał mnie pogłaskać. Uważam, że udało mi się
            > fuksem, a gdybym miała mniej szczęścia- trafiłabym mu pod buty, za opór.

            Trzeba zatem popracowac troche nad tym aby nie trafic.
            • senanna Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 24.10.02, 11:22
              paulinho napisał:

              > Trzeba zatem popracowac troche nad tym aby nie trafic.

              się robi :)))
        • senanna Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 14.10.02, 18:05
          „(...)Nawet jesli jakis facet
          kompletnie nie umie sie bic, to i tak jest gleboko
          przekonany, ze moze pokonac w walce kobiete i ona takze to przekonanie
          podziela, przez co walka jest rozstrzygnieta wlasciwie zanim sie w
          ogole zaczela.(...)”
          „(...)Najczesciej na ulicy
          jesli napastnik nawet juz kobiete chwyci, przewroci czy zacznie bic
          i ona bedzie krzyczec czy uciekac nawet wcale nie broniac sie fizycznie
          to juz powoduje to rezygnacje.(...)”

          Dlaczego? Jeżeli facet jest przekonany, że pokona w walce kobietę, to dlaczego
          ma się przejąć jej próbami obrony?
          Jeżeli jest przekonany, że ta obrona będzie nieskuteczna, że w każdym wypadku
          może sobie z nią poradzić? Inna sprawa, jeżeli są świadkowie- wtedy krzyk i
          szarpanina pokazują od razu, że dzieje się coś złego, jest zagrożenie, że ktoś
          zainterweniuje. Ale jeżeli świadków nie ma? Jest oczywiście szansa, że facet
          zgłupieje z zaskoczenia, ale to tylko szansa (no pewnie, że dobre i to).
          Poza tym takie podejście zakłada dziwnie nieagresywnego napastnika. Taką
          ofermę, która sądzi, że wszystko pójdzie jak z płatka, a jeżeli nie, to
          przepraszam ,pomyliłem się, ops, może poszukam kogoś innego... Czy jeżeli ktoś
          decyduje się na napad, nie będzie zakładał jakiegoś elementu ryzyka? tego, że
          ofiara spróbuje uciekać, albo krzyczeć? No bo jednak napada na żywego
          człowieka, a nie na nieruchomą statuę w ogrodzie. Być może statystyka pokazuje,
          że większość kobiet się nie broni, ale przeciętny napastnik chyba raczej nie
          studiuje statystyk? Będzie nastawiony na próbę oporu? Wtedy nie będzie aż tak
          zaskoczony, prawda? Może zdziwiony zawziętością oporu.
          Mam uwierzyć, że silny facet nie zdoła uziemić szarpiącej się kobiety?
          I jeszcze jedna sprawa- można uwierzyć, że dziewczyna jest w stanie się
          wyrwać, tego że jest w stanie wyrwać się zawsze, założyć już nie można, prawda?
          Jaki skutek przyniesie to, że próbowała się bronić w tym drugim przypadku?
          Taki, że oprócz pierwotnego celu napadu agresor dołoży coś ekstra? Znaczy na
          dwoje babka wróżyła: uda się- będzie dobrze, nie uda się- będzie tragedia- tym
          większa?


          „(...)W sumie pytanie jest o to, czy jak bedziesz sie bronic to napastnik
          sie nie pogniewa. Czyli tak jakby w ogole nie bierzesz pod uwage, ze moglabys
          obronic sie realnie.(...)”

          Faktycznie, nie biorę. I to pomimo tego, że udało mi się kiedyś wyrwać
          facetowi, który raczej nie chciał mnie pogłaskać. Uważam, że udało mi się
          fuksem, a gdybym miała mniej szczęścia- trafiłabym mu pod buty, za opór.

          Anna
          • senanna Re: reakcja na obronę (ciag dalszy) 14.10.02, 18:09
            ops, przepraszam, komputer mi się przywiesił i wysłałam drugi raz
    • sarena1 Re: reakcja na obronę 11.10.02, 15:17
      Mi się wydaje że najważniejsze to zaskoczyć napastnika szybkš i bolesnš reakcjš
      a potem nie czekajšc na rezultat szybko uciekać.
    • janaka Re: reakcja na obronę 10.05.03, 23:00
      Jestem pod wrażeniem. Chetnie wziełabym udział w takim kursie. Kto to
      organizuje? Gdzie pytać? Mieszkam w Bielsku-Białej.
      • wojciech.kruczynski www.samoobrona.kobiet.prv.pl 12.05.03, 11:19
        janaka napisała:

        > Jestem pod wrażeniem. Chetnie wziełabym udział w takim kursie. Kto to
        > organizuje? Gdzie pytać? Mieszkam w Bielsku-Białej.

        Wszelkie informacje na stronie:
        www.samoobrona.kobiet.prv.pl
        • asia.sthm Re: www.samoobrona.kobiet.prv.pl 29.03.04, 21:37
          Ten watek trzeba podniesc do gory.
    • ansman Re: reakcja na obronę 25.07.04, 03:40
      Na dwoje babka wróżyła:) Niektórzy napastnicy rezygnują po pierwszym krzyku
      ofiary, a niektórzy z każdym krzykiem czy próbą obrony tylko dostają nowej
      energii. Nie wiem, jak wyczuć konkretnego napastnika. Powtarzam jednak
      wielokrotnie, że lepiej być zgwałconą ale żywą... Nieraz mi się za to obrwało
      od feministek, ale nimi się nie przejmujcie, bo one walczą tylko o ideały, a
      nie o ludzi (tu: kobiety).
      • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę 26.07.04, 01:00
        ansman napisał:

        > Niektórzy napastnicy rezygnują po pierwszym krzyku
        > ofiary, a niektórzy z każdym krzykiem czy próbą obrony tylko dostają nowej
        > energii. Nie wiem, jak wyczuć konkretnego napastnika. Powtarzam jednak
        > wielokrotnie, że lepiej być zgwałconą ale żywą...

        czyli ty - autor tych slow - nie wiesz jak wyczuc konkretnego napastnika i
        wnioskujesz z tego, ze lepiej nie ryzykowac obrony tylko dac sie zgwalcic
        kazdemu kto podejmie jakakolwiek probe, bo nigdy nie wiadomo czy jak zaliczy w
        pysk to nie dostanie nowej energii.

        A nie czujesz sie sfrustrowany ta bezbronnoscia? Przypuscmy, ze wsiadles do
        samochodu bez dokumentow, zatrzymuje cie patrol i policja przymyka cie w
        areszcie na kilka godzin. A tam akurat trzymaja jakiegos recydywiste ktory
        postanawia sie zabawic twoim kosztem. I juz musisz zrobic wszystko co on chce
        bo inaczej moze dostac nowej energii...Nie meczy cie to?

        W kazdym razie trudno nie docenic tego, ze tak latwo sie do tej bezbronnosci
        przyznajesz. Duza odwaga. No i oczywiscie masz pelne prawo stosowac te zasade
        pelnej uleglosci dla bezpieczenstwa we wlasnym zyciu kiedy grozi ci gwalt. Jak
        najdalszy jestem zeby to oceniac.

        Mam jednak wrazenie, ze wiekszosc ludzi chcialaby miec prawo do samodzielnego
        dokonywania takich wyborow na wlasne ryzyko. Ty wybrales jak wybrales - dla
        siebie. Pozwol innym wybierac jak chca - tez dla siebie.
        • ansman Re: reakcja na obronę 28.07.04, 01:01
          > czyli ty - autor tych slow - nie wiesz jak wyczuc konkretnego napastnika i
          > wnioskujesz z tego, ze lepiej nie ryzykowac obrony tylko dac sie zgwalcic
          > kazdemu kto podejmie jakakolwiek probe, bo nigdy nie wiadomo czy jak zaliczy
          > w pysk to nie dostanie nowej energii.

          Chyba zanadto rozwinąłeś moją myśl. Sposób obrony zależy od rozwoju sytuacji.
          Nie oddasz portfela każdemu, kto o to poprosi, ale z nożem na gardle nie
          będziesz już tak zdecydowanie bronić swoich pieniędzy.
          • pawel.drozdziak Re: reakcja na obronę 28.07.04, 12:35
            ansman napisał:

            > Nie oddasz portfela każdemu, kto o to poprosi, ale z nożem na gardle nie
            > będziesz już tak zdecydowanie bronić swoich pieniędzy.

            no na pewno nie bede sie szarpal z facetem ktory mi trzyma noz na gardle. Ale
            znam kobiete ktora ma ponad 60 lat, zostala na moim osiedlu napadnieta przez
            faceta ktory przylozyl jej noz do brzucha zadajac kasy i z tej pozycji
            potrafila go zagadac i zawstydzic tak, ze facet uciekl zaniechawszy rabunku.
            Znam tez kobiete, ktorej napastnik w calkowicie odludnym miejscu zarzucil na
            szyje stalowa linke od tylu. Zdolala sie uwolnic, stanac naprzeciw niego
            patrzac mu w oczy i wytargowac sie na oddanie 10 zlotych z portfela. Poszedl
            sobie zabrawszy jej dyche. Spytaj pierwszego z brzegu fachowca od fizycznej
            samoobrony czy nic nie trenujaca kobieta wazaca niecale 60kg moze sie obronic
            kiedy ma zarzucona z tylu stalowa linke na szyje. KAzdy z nich cie wysmieje.
            Spytaj czy 60letnia schorowana kobieta moze sie obronic majac noz przystawiony
            do brzucha - kazdy z tych antyterrorystycznych fachowcow postuka sie w czolo.
            A jednak sie udalo.

            Znam taka, co przechodzac po kladce dla pieszych przy Agrykoli w Warszawie
            zostala napadnieta i byla wciagana w krzaki i obronila sie jednym ugryzieniem.
            Znam przypadek kobiety tez powyzej 60 lat ktora pracowala w sklepie. Na sklep
            napadlo 3 mlodych bandziorkow, przy czym dwu mialo noze. Kobieta rzucila w
            jednego z nich kasa fiskalna powodujac ciezki wstrzas mozgu. Pozostali uciekli
            zostawiajac go nieprzytomnego.

            Znam wiele takich przypadkow. Wszystko jest kwestia rozlozenia akcentow. Ty
            polozyles nacisk na straszenie, czyli zrobiles to samo co robi sie kobietom
            praktycznie od urodzenia i przez co one staja sie idealnymi ofiarami. One juz
            straszenia maja dosc. Przekonywanie ich, ze lepiej dac sie zgwalcic niz sie
            bronic naprawde nie zwieksza ich zdolnosci do radzenia sobie z sytuacja.
            Poczytaj troche tego co tu jest na forum. Sporo rzeczy wcale nie wyglada tak
            jak to sie moze zdawac na pierwszy rzut oka.
            • zelazna_pinezka Re: reakcja na obronę 30.09.04, 01:22
              Dokładnie, tak jesteśmy my kobiety wychowywane, ja nawet nie wiem jak to jest
              kogoś uderzyć w taki naprawdę dotkliwy sposób. Jak mam kogoś uderzyć kiedy nie
              wiem nawet jak to się robi. Nawet mam problem z krzyczeniem na całe gardło.
              Przecież to tak nie może być.

              A co do tej dyskusji - myślę, że wolałabym mieć wybór, że nawet jeśli nie
              zdecydowałabym się na obronę to byłaby moja decyzja, a nie ten strach.
              Pytanie 'czy mogłam coś zrobić?', 'dlaczego nic nie zrobiłam?' jest okropne,
              szczegónie kiedy zadają je bliscy.

              Pozdrawiam
              Pinezka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka