sofia18
03.12.05, 18:13
...jestem w nim od ok. 2 tygodni. a wszystko tylko (a może aż) dlatego, że
zostawił mnie chłopak:( byliśmy ze sobą niedługo, ok 3 miesiecy, ale znaliśmy
się o wiele dłużej. mówił, że mnie kocha, że chce żebyśmy byli razem już
zawsze itd. że jestem jego malutkim koteczkiem... a potem nagle trach: 1 sms
pt."Przykro mi, ale to koniec." a ja się pytam: DLACZEGO??? jako powód
napisał:, że, cytuję: "sam nie wiem. chyba głównym powodem jest to że
mieszkamy tak daleko"(mieszkamy ok 90 km od siebie, widywaliśmy się
przynajmniej raz w tygodniu). pare dni przed tym sms-em bylam u niego. byla
miedzy nami rozmowa, na temat tego czy on na pewno traktuje nasz związek
poważnie (bo pare osob mi mowilo ze sie na nim "przejade"). on zapytal: a Ty
mi wierzysz Koteczku? powiedzialam, ze tak. a on na to: no to sie na pewno
nie przejedziesz.. i mnie przytulil, pocalowal...:((( o co chodzi?!? przecież
od początku wiedział, że bedą nas dzielić te km!!!i wcześniej mu to nie
przeszkadzało:( jestem w kompletnej rozsypce:((( nie umiem sie pozbierać, tak
chociaż troche, żeby normalnie funkcjonowac:/ a pamiętam, jak mnie przed nim
ostrzegali, że on się tylko bawi... a ja mu naprawde wierzylam:( kocham go..
wiem, ze mam przed soba jeszcze kupe życia (mam 18lat). i ze jeszcze wiele
przede mna, ze powinnam sie cieszyc z najlepszych lat.. ale czuje ze juz nie
umiem, nie daje sobie rady:( czy ten bol kiedys minie?? bo ja nie wierze, ze
czas leczy rany...:(
pisalam juz o moim problemie na forum mezczyna i spotkalo mnie wiele
zyczliwyc uwag. mam nadzieje na slowa pocieszenia takze tutaj:)
pozdrawiam:)