Dodaj do ulubionych

rozczarowanie malzenstwem

04.12.02, 13:27
Oczywiscie nawiazuje do innego watku "jestem ciekawy....."itd.
Dlaczego bywa tak, ze facet sie zeni - w mlodym powiedzmy wieku - pelen uczuc
i jak najlepszych checi, a po jakims czasie dochodzi do wniosku, ze
malzenstwo to jednak nie jest najlepsza dla niego droga?
Czy chodzi tylko o rutyne? NIe sadze. Nawet bujne zycie kawalerskie moze sie
stac rutyna.
A moze chodzi o brak tolerancji i zrozumienia dla jego potrzeb przez kobiete?
a moze jeszcze o cos innego?
Tak tylko sie zastanawiam...
Obserwuj wątek
    • bukowski27 ja ci powiem frisky o co chodzi... 04.12.02, 13:29
      vchodzi normalnie o to, ze jak sie facet... znaczy chlopak zeni w wieku 20 lat,
      to potem majac 25 lat, zacyna sie zastanwaiac ze wlasciwie to tego zycia
      kawalerskiego nie mial.. i zycie kawalerskei mimo ze az tak fantastyczne nie
      jest, to jawi sie mu jak ziemia obiecana...
      • Gość: KR$ Zycie kawalerskie jest fantastyczne... IP: *.riz.pl 04.12.02, 13:46
        W ogole nie narzekam, niczego nie chce zmieniac - no moze za 5 - 7 lat (obecnie
        28).
    • Gość: julka Re: rozczarowanie malzenstwem IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 04.12.02, 13:51
      frisky2 napisała:

      > Oczywiscie nawiazuje do innego watku "jestem ciekawy....."itd.
      > Dlaczego bywa tak, ze facet sie zeni - w mlodym powiedzmy wieku - pelen uczuc
      > i jak najlepszych checi, a po jakims czasie dochodzi do wniosku, ze
      > malzenstwo to jednak nie jest najlepsza dla niego droga?
      > Czy chodzi tylko o rutyne? NIe sadze. Nawet bujne zycie kawalerskie moze sie
      > stac rutyna.
      > A moze chodzi o brak tolerancji i zrozumienia dla jego potrzeb przez kobiete?
      > a moze jeszcze o cos innego?
      > Tak tylko sie zastanawiam...
      ****************************************

      Ile małżeństw, tyle różnych problemów. nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie.
      Każdy musi sam szukać rozwiązania, niestety.
      Zaintrygowało mnie jedno i proszę o odp: co rozumiesz przez "brak tolerancji i
      zrozumienia potrzeb". Nie pytam,żeby później się czepiać, tylko interesują mnie
      te "potrzeby", czego mężczyzna oczekuje w małżeństwie???
      Pozdro!
      • pajdeczka Re: rozczarowanie malzenstwem 04.12.02, 15:05
        Gość portalu: julka napisał(a):

        > frisky2 napisała:
        >
        > > Oczywiscie nawiazuje do innego watku "jestem ciekawy....."itd.
        > > Dlaczego bywa tak, ze facet sie zeni - w mlodym powiedzmy wieku - pelen uc
        > zuc
        > > i jak najlepszych checi, a po jakims czasie dochodzi do wniosku, ze
        > > malzenstwo to jednak nie jest najlepsza dla niego droga?
        > > Czy chodzi tylko o rutyne? NIe sadze. Nawet bujne zycie kawalerskie moze s
        > ie
        > > stac rutyna.
        > > A moze chodzi o brak tolerancji i zrozumienia dla jego potrzeb przez kobie
        > te?
        > > a moze jeszcze o cos innego?
        > > Tak tylko sie zastanawiam...
        > ****************************************
        >
        > Ile małżeństw, tyle różnych problemów. nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie.
        > Każdy musi sam szukać rozwiązania, niestety.
        > Zaintrygowało mnie jedno i proszę o odp: co rozumiesz przez "brak tolerancji
        i
        > zrozumienia potrzeb". Nie pytam,żeby później się czepiać, tylko interesują
        mnie
        >
        > te "potrzeby", czego mężczyzna oczekuje w małżeństwie???
        > Pozdro!


        Jak to czego oczekuje? Że będziemy tańczyły, jak nam zagrają. A melodia podobna
        do tej wyniesionej z rodzinnego domu. Ojciec grał - matka tańczyła. Dla
        niektórych własna rodzina to przedłużenie domu rodzinnego. Dobrze jest, kiedy
        odpowiada to kobiecie, ale kiedy ona próbuje zerwać ze stereotypami jego domu i
        własnego i budować coś nowego, wtedy zaczyna się koszmar z ul.Wiązów..
        • poison_ Re: rozczarowanie malzenstwem 04.12.02, 20:56
          • Re: No to ja juz nic nie rozumiem.
          pajdeczka 03-12-2002 12:02 odpowiedz na list odpowiedz cytując

          Gość portalu: grogreg napisał(a):

          > Tak nazekasz na tego swojego lubego, a on nawet sam sobie koszule
          prasuje.


          "Mój stary zaklada koszulę
          parę razy w roku. Jest fizolem i łazi do pracy jak łajza"
          >
          > do tej wyniesionej z rodzinnego domu. [...}
          > niektórych własna rodzina to przedłużenie domu rodzinnego. Dobrze jest, kiedy
          > odpowiada to kobiecie, ale kiedy ona próbuje zerwać ze stereotypami jego domu
          i
          >
          > własnego i budować coś nowego, wtedy zaczyna się koszmar z ul.Wiązów..


          Spotykasz pajdeczke, ktora udaje Krolewne Pajduline, a potem czytasz, ze ona
          mowi na ciebie "stary", marzysz o wspolnym wieczorze przy swiecach, a ona za
          przeproszeniem "drze morde", bo jak inaczej mozna nazwac jej nieustanne gadani
          i uragiwanie wszystkim i wszystkiemu dookola. Nawet dziecko tresuje.
          Totalny brak uczuc.
          Tylek 130, obzera sie slodyczami, zero ciepla.
          Ciagle tylko "BLA BLA BLA BLA" i "JA JA JA"
          I obsrywa wlasne gniazdo przed obcymi ludzmi.

          I co? To jest szczescie faceta?

          Faceci nie sa swieci, bez przesady, ale sa granice chamstwa. Powinny byc
          szczegolnie u kobiet.
          Reniu, Lena, Liloom... (jest Was tu sporo - na szczescie), bardzo Was lubie

    • jendza1 Czesc! 04.12.02, 13:58
      A ja to sobie mysle, ze wszystko zalezy...
      Od tego, kto, z kim, kiedy, jak itd...
      Znam pary, ktore rozwiodly sie wczesniej,
      niz po roku malzenstwa, czyli jasnym jest,
      ze nie tylko mezczyznom musialo byc w tych
      zwiazkach zle...
      Ale znam i takie, gdzie ludzie po 10 latach
      stwierdzaja, ze jest coraz lepiej...
      I za nic mezczyzni z tych malzenstw
      by sie na inny wariant zycia nie zamienili...
      To sa dwa przypadki skrajne.
      A pomiedzy?
      Bywa roznie, choc generalnie szaro.
      Jak to w zyciu...
      Pozdrawiam serdecznie!
      jendza - w kilkuletnim malzenstwie coraz szczesliwsza...
    • pajdeczka Przekłuty balon 04.12.02, 14:41
      frisky2 napisała:

      > Oczywiscie nawiazuje do innego watku "jestem ciekawy....."itd.
      > Dlaczego bywa tak, ze facet sie zeni - w mlodym powiedzmy wieku - pelen uczuc
      > i jak najlepszych checi, a po jakims czasie dochodzi do wniosku, ze
      > malzenstwo to jednak nie jest najlepsza dla niego droga?
      > Czy chodzi tylko o rutyne? NIe sadze. Nawet bujne zycie kawalerskie moze sie
      > stac rutyna.
      > A moze chodzi o brak tolerancji i zrozumienia dla jego potrzeb przez kobiete?
      > a moze jeszcze o cos innego?
      > Tak tylko sie zastanawiam...


      Jest to kwestia dojrzałości i odpowiedzialności za swoje decyzje.
      Małżeństwo to nie umowa o pracę na czas określony, to układ , którego końca nie
      jesteśmy w stanie przewidzieć.
      Kiedy jest się bardzo młodym, a nawet trochę starszym to wydaje się , że
      pokonamy wszystkie przeciwności, że nic nas nie złamie i w niczym nie
      przeszkodzi. Z wiekiem okazuje się, że gdzieś ta wewnętrzna siła ulat, jak
      powoli nakłuwany balon. Tak samo z małżenstwem. Dopóki jest w nim powietrze
      wznosimy się wyżej i wyżej, ale kiedy z jakichś powodów powietrze zaczyna się
      ulatniać (w wolniejszym lub w szybszym tempie), czujemy , że szybciej lub
      wolniej spadamy w dół. Wtedy trzeba tylko uważać, aby zminimalizować skutki
      upadku (najlepiej nie na głowę).
      Pozdrawiam życiowych rozterkowiczów.
      • fe_male Re: Przekłuty balon 04.12.02, 14:50
        Uuuu pajdka, jakaś refleksyjna się zrobiłaś, ktoś Cię nakłuł?

        fe_Pa
        Nie mniej do mnie to przemawia.
        • pajdeczka Re: Przekłuty balon 04.12.02, 14:56
          fe_male napisała:

          > Uuuu pajdka, jakaś refleksyjna się zrobiłaś, ktoś Cię nakłuł?
          >
          > fe_Pa
          > Nie mniej do mnie to przemawia.


          A ja mam tak po naszym nieodżałowanym prezydencie Lechu. Lubiem obrazowe
          porównania.
          A tak na poważnie to sama się zdziwiałam.
          Pa!
      • Gość: frisky2 Re: Przekłuty balon IP: 62.233.139.* 04.12.02, 14:51
        No tak, pytanie tylko, dlaczego to powietrze zaczyna uchodzic?

        Julka, trudno mi w kilku zdaniach wyjasnic o co dokladnie chodzi z ta
        tolerancja, ale generalnie mysle, ze kobiety robia taki blad: chca ustawic
        wszystko w malzenstwie na swoj sposob i styl i bardzo czesto zawlaszczaja
        niemal cala przestrzen malzenska dla siebie i wlasnych wyobrazen.
        • pajdeczka Re: Przekłuty balon 04.12.02, 14:57
          Gość portalu: frisky2 napisał(a):

          > No tak, pytanie tylko, dlaczego to powietrze zaczyna uchodzic?
          >
          > Julka, trudno mi w kilku zdaniach wyjasnic o co dokladnie chodzi z ta
          > tolerancja, ale generalnie mysle, ze kobiety robia taki blad: chca ustawic
          > wszystko w malzenstwie na swoj sposob i styl i bardzo czesto zawlaszczaja
          > niemal cala przestrzen malzenska dla siebie i wlasnych wyobrazen.


          To zależy od wyobraźni. Mnie się nasunęło takie właśnie porównanie, bo tak się
          czuję. Możesz sobie inaczej to nazwać.
        • pajdeczka Coooooooooooooooooooooooooooooooooooo? 04.12.02, 15:01
          Gość portalu: frisky2 napisał(a):

          > No tak, pytanie tylko, dlaczego to powietrze zaczyna uchodzic?
          >
          > Julka, trudno mi w kilku zdaniach wyjasnic o co dokladnie chodzi z ta
          > tolerancja, ale generalnie mysle, ze kobiety robia taki blad: chca ustawic
          > wszystko w malzenstwie na swoj sposob i styl i bardzo czesto zawlaszczaja
          > niemal cala przestrzen malzenska dla siebie i wlasnych wyobrazen.

          A tu Cię boli! To powiem Ci z pozycji tej zawładniającej przestrzeń. To wy
          swoją życiową postawą doprowadzacie żony do sytuacji, kiedy zaczyna ona o
          wsszystkim sama decydować, bo, albo nie ma innego wyjścia, albo po prostu te
          jej decyzje mają ręce i nogi, w przeciwieństwie do waszych. Problem zaczyna się
          wtedy, kiedy facet albo się uczy podejmowania decyzji, albo neguje decyzje
          żony. W tej drugiej sytuacji finał jest znany.
          Jakaś wasza cholerna męska duma nie pozwala na przejęcie przez
          tę "rozsądniejszą" stronę życiowej inisjatywy. Za to ta sama duma nie
          przeszkadza wam, kiedy w domu zaczyna brakować pieniędzy.
          Przepraszam. trochę mnie poniosło.
        • Gość: julka Re: Przekłuty balon IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 04.12.02, 17:16
          Gość portalu: frisky2 napisał(a):

          > No tak, pytanie tylko, dlaczego to powietrze zaczyna uchodzic?
          >
          > Julka, trudno mi w kilku zdaniach wyjasnic o co dokladnie chodzi z ta
          > tolerancja, ale generalnie mysle, ze kobiety robia taki blad: chca ustawic
          > wszystko w malzenstwie na swoj sposob i styl i bardzo czesto zawlaszczaja
          > niemal cala przestrzen malzenska dla siebie i wlasnych wyobrazen.
          ***********************************************************************8

          Bingo! Mój mężczyzna ma dokładnie o to samo do mnie pretensje i co jakiś czas
          przeprowadzamy burzliwą wymianę zdań na ten temat. Nie wiem do końca, w czym
          tkwi nasz błąd, ale mogę powiedzieć na sto procent, że główny dylemat jest ten,
          że żadne z nas nie lubi kompromisu i rzadko go stosuje. Żyjąc parę lat pod
          jednym dachem ludzie bywają zmęczeni sobą nawzajem, wchodzą sobie w drogę i
          doprowadzają do rozpaczy; to normalne i nie do uniknięcia.
          Byłam kiedyś samotna i czasami chciało mi sie wyć i kopać ścianę z tego powodu,
          że nawet nie mam się z kim poużerać:)
          Ale nie potrafię dać recepty na dobry związek, sorry...
          • frisky2 Re: Przekłuty balon 04.12.02, 17:39

            >
            > Bingo! Mój mężczyzna ma dokładnie o to samo do mnie pretensje i co jakiś czas
            > przeprowadzamy burzliwą wymianę zdań na ten temat. Nie wiem do końca, w czym
            > tkwi nasz błąd, ale mogę powiedzieć na sto procent, że główny dylemat jest
            ten,
            >
            > że żadne z nas nie lubi kompromisu i rzadko go stosuje. Żyjąc parę lat pod
            > jednym dachem ludzie bywają zmęczeni sobą nawzajem, wchodzą sobie w drogę i
            > doprowadzają do rozpaczy; to normalne i nie do uniknięcia.
            > Byłam kiedyś samotna i czasami chciało mi sie wyć i kopać ścianę z tego
            powodu,
            >
            > że nawet nie mam się z kim poużerać:)
            > Ale nie potrafię dać recepty na dobry związek, sorry...

            Pewnie nie ma gotowych recept, ale chyba nie chodzi mi o zmeczenie soba. Bo
            wierz mi sa malzenstwa z kilkunastoletnim stazem wcale soba nie zmeczone. A
            jednak brak zrozumienia potrzeb drugiego czlowieka - o czym bardzo czesto mowia
            kobiety (ze faceci w zwiazku nie rozumieja ich potrzeb). Zauwazylem, ze wiele
            kobiet widzi malzenstwo i meza przez pryzmat wlasnych wyobrazen. jesli cos im
            sie z tymi wyobrazeniami nie zgadza, to probuja to zmienic, np. zmienic
            upodobania swojego faceta. I wtedy zaczyna sie konflikt.


            • Gość: julka Re: Przekłuty balon IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 04.12.02, 18:33
              frisky2 napisała:

              >
              > Pewnie nie ma gotowych recept, ale chyba nie chodzi mi o zmeczenie soba. Bo
              > wierz mi sa malzenstwa z kilkunastoletnim stazem wcale soba nie zmeczone. A
              > jednak brak zrozumienia potrzeb drugiego czlowieka - o czym bardzo czesto
              mowią
              > kobiety (ze faceci w zwiazku nie rozumieja ich potrzeb)
              *********************************************************
              Nie uwierzę przenigdy, że jakieś nawet najbardziej idealne małżeństwo nigdy się
              nie pokłóciło ani nie poczuło znużenia prozą małżeńską. To byłby przypadek
              kliniczny.
              Chodzi chyba o ogólny klimat małżeństwa, jeśli ludzie już nie potrafią ze sobą
              porozmawiac,żeby się nie pokłócić, to wtedy czasem nie ma co ratować. Jeśli
              potrafisz rozmawiać z żoną bez wzajemnych " bo ty zawsze" i "bo ty nigdy" to
              musisz rozmawiać, musisz dać jej do myślenia, że jest problem i trzeba go
              rozwiązać i nawiązać porozumienie. To straszny banał, co piszę ale chyba nie ma
              lepszej metody

              . Zauwazylem, ze wiele
              > kobiet widzi malzenstwo i meza przez pryzmat wlasnych wyobrazen. jesli cos im
              > sie z tymi wyobrazeniami nie zgadza, to probuja to zmienic, np. zmienic
              > upodobania swojego faceta. I wtedy zaczyna sie konflikt.
              *************************************************
              Coś w tym jest, przyznaję się bez bicia...
              Tylko że po paru latach małżeństwa kobieta zaczyna się żegnać ze złudzeniami,
              ze może GO zmienić, że będzie taki jakiego sobie wyobraziła gdy miała 15 lat...
              Zaczyna się akceptować, przymykać oko, mieć dystans. I jeśli ludzie nie narobią
              bigosu gdzieś po drodze to na ogół jest OK. Taki spokojny, ciepły grajdołek.
              Jak ktoś lubi, to proszę bardzo!
              Pozdrawiam!
              >
              • pajdeczka Re: Przekłuty balon 05.12.02, 12:25
                Gość portalu: julka napisał(a):

                > frisky2 napisała:
                >
                > >
                > > Pewnie nie ma gotowych recept, ale chyba nie chodzi mi o zmeczenie soba. B
                > o
                > > wierz mi sa malzenstwa z kilkunastoletnim stazem wcale soba nie zmeczone.
                > A
                > > jednak brak zrozumienia potrzeb drugiego czlowieka - o czym bardzo czesto
                > mowią
                > > kobiety (ze faceci w zwiazku nie rozumieja ich potrzeb)
                > *********************************************************
                > Nie uwierzę przenigdy, że jakieś nawet najbardziej idealne małżeństwo nigdy
                się
                >
                > nie pokłóciło ani nie poczuło znużenia prozą małżeńską. To byłby przypadek
                > kliniczny.
                > Chodzi chyba o ogólny klimat małżeństwa, jeśli ludzie już nie potrafią ze
                sobą
                > porozmawiac,żeby się nie pokłócić, to wtedy czasem nie ma co ratować. Jeśli
                > potrafisz rozmawiać z żoną bez wzajemnych " bo ty zawsze" i "bo ty nigdy" to
                > musisz rozmawiać, musisz dać jej do myślenia, że jest problem i trzeba go
                > rozwiązać i nawiązać porozumienie. To straszny banał, co piszę ale chyba nie
                ma
                >
                > lepszej metody
                >
                > . Zauwazylem, ze wiele
                > > kobiet widzi malzenstwo i meza przez pryzmat wlasnych wyobrazen. jesli cos
                > im
                > > sie z tymi wyobrazeniami nie zgadza, to probuja to zmienic, np. zmienic
                > > upodobania swojego faceta. I wtedy zaczyna sie konflikt.
                > *************************************************
                > Coś w tym jest, przyznaję się bez bicia...
                > Tylko że po paru latach małżeństwa kobieta zaczyna się żegnać ze złudzeniami,
                > ze może GO zmienić, że będzie taki jakiego sobie wyobraziła gdy miała 15
                lat...
                > Zaczyna się akceptować, przymykać oko, mieć dystans. I jeśli ludzie nie
                narobią
                >
                > bigosu gdzieś po drodze to na ogół jest OK. Taki spokojny, ciepły grajdołek.
                > Jak ktoś lubi, to proszę bardzo!
                > Pozdrawiam!
                > >


                Typowa logika kobiet. Ustępuję dla swiętego spokoju, bo i tak go nie zmienię.
                A dlaczego to Ty masz się godzić na jego warunki, kiedy dotychczasowe wasze
                życie świadczy, że to Twoja koncepcja się najczęściej sprawdzała? Tak
                postępowały dawniej kobiety, bo nie miały innego wyjścia. Teraz kobiety są
                samodzielne i to facetów tak boli. Wszystko jest dobrze, dopóki to oni
                kontrolują sytuację. Jeśli żona zaczyna przejmować kontrolę, wtedy mówi się, że
                próbuje naginać faceta do siebie.
    • matrek Re: rozczarowanie malzenstwem 04.12.02, 17:33
      Chodzi o nie właściwy dobór partnera.
    • niedzwiedziczka Re: rozczarowanie malzenstwem 04.12.02, 19:15
      Po pierwsze: nie żenić się w zbyt młodym wieku, gdzie
      "zbyt młodym" jest pojęciem względnym, bo są dojrzali
      25-ciolatkowie i niedojrzali 40-tolatkowie.
      Po drugie: każde małżeństwo jest sztuką kompromisu. Jeśli
      jedna ze stron podporządkowuje się bezwzględnie, a druga
      całkowicie przejmuje władzę - to nie jest małżeństwo,
      tylko niewolnictwo albo układ sado-masochistyczny.
      Po trzecie: trzeba się z góry przygotować na momenty
      kryzysowe, występują w każdym związku i tylko próby
      porozumienia się, a nie wzajemne skakanie sobie do oczu
      pozwolą je przejść w miarę bezboleśnie.
      Po czwarte: banał ale bardzo ważny - kłócąc się należy
      krytykować konkretną sytuację, czy zachowanie, a nie
      osobę. Jeśli słyszę: nie lubię, jak tak robisz - staram
      się to zmienić, jeśli słyszę: bo Ty zawsze ....- wkurzam
      się na złość robię to samo.
      Po piąte: wchodząc w związek należy założyć, że nie tylko
      ja chcę coś zmienić w drugiej ososbie, ale ona też może
      będzie chciała coś zmienić we mnie.
      Po szóste i najważniejsze: przed związaniem się z kimś
      należy uzgodnić priorytety. Jeśli się nie pokrywają - nie
      ma sensu się wiązać, bo całe życie będzie wojną o to, co
      dla kogo najważniejsze.
      • frisky2 Re: rozczarowanie malzenstwem 05.12.02, 12:11
        niedzwiedziczka napisała:


        > Po pierwsze: nie żenić się w zbyt młodym wieku, gdzie
        > "zbyt młodym" jest pojęciem względnym, bo są dojrzali
        > 25-ciolatkowie i niedojrzali 40-tolatkowie.

        Albo: nie zenic sie w zadnym wieku...



        > Po drugie: każde małżeństwo jest sztuką kompromisu. Jeśli
        > jedna ze stron podporządkowuje się bezwzględnie, a druga
        > całkowicie przejmuje władzę - to nie jest małżeństwo,
        > tylko niewolnictwo albo układ sado-masochistyczny.

        Powyzszy cytat bym polecil zwlaszcza kjobietom




        > Po trzecie: trzeba się z góry przygotować na momenty
        > kryzysowe, występują w każdym związku i tylko próby
        > porozumienia się, a nie wzajemne skakanie sobie do oczu
        > pozwolą je przejść w miarę bezboleśnie.

        To elementarz malzenstwa, chodzi mi o cos innego.




        > Po czwarte: banał ale bardzo ważny - kłócąc się należy
        > krytykować konkretną sytuację, czy zachowanie, a nie
        > osobę. Jeśli słyszę: nie lubię, jak tak robisz - staram
        > się to zmienić, jeśli słyszę: bo Ty zawsze ....- wkurzam
        > się na złość robię to samo.

        jak wyzej



        > Po piąte: wchodząc w związek należy założyć, że nie tylko
        > ja chcę coś zmienić w drugiej ososbie, ale ona też może
        > będzie chciała coś zmienić we mnie.

        Moim zdaniem bledne i typowo kobiece. Nie wchodze w zwiazek zeby zmienic cos w
        drugiej osobie, ale dlatego, ze chce byc z ta osoba taka jaka ona jest.



        > Po szóste i najważniejsze: przed związaniem się z kimś
        > należy uzgodnić priorytety. Jeśli się nie pokrywają - nie
        > ma sensu się wiązać, bo całe życie będzie wojną o to, co
        > dla kogo najważniejsze.

        Czy cele (Priorytety) kobiety i mezczyzny moga kiedykolwiek byc takiesame?
        Watpie. I to kwestionuje sensownosc malzenstwa:)
    • rzulw Re: rozczarowanie malzenstwem 04.12.02, 19:54
      A czy Twoje pytanie dotyczy tylko przypadków w których, to facet rezygnuje, czy
      uważasz, że to tylko my faceci, stwierdzamy(po czasie), ze małżeństwo
      to "instytucja" do kitu ?
      Tak tylko sie zastanawiam...
    • Gość: Lena Re: rozczarowanie malzenstwem IP: 213.25.39.* 05.12.02, 13:04
      Wszystkie małżeństwa przechodzą kryzysy. I nie ma reguły na to kto bardziej
      przezywa i kogo bardziej boli.
      Na pewno już dziewczynki uczone i strofowane są od dziecka "ustąp, bo jesteś
      grzeczniejsza, mądrzejsza", "chłopcy są niegrzeczni ale ty masz swiecić
      przykładem" i zostaje to w dorosłym zyciu. Zobaczcie młode małżenstwo: ona wie
      że musi sprzatać, gotować, dbać o dom i jeszcze zyskac aprobatę teściowej a on,
      no nie za wiele. Kiedyś musiał utrzymać rodzinę, dziś nikt tego od niego nie
      wymaga. Ona nastawiona na kompromis choć trochę chce go udeptać a on chce zyć
      tak jak u mamusi. Nie jest to regułą ale jest bardzo częste. Jeszcze do tego
      gdy rodzice próbują "pomagać radami" to od razu mamy pierwszy kryzys. Potem
      dzieci. Czasem mężczyzna na równi z zoną angażuje sie w te dizci i po jakimś
      czasie właściwie nie są małżeństwem a jedynie rodzicami i gdy na to wpadną jest
      następny kryzys. czasem mąż czuje sie odrzucony bo dziecko dzieckiem /lub
      dzieci/ ale on ma być najważniejszy. Nastepny kryzys. czasem kobieta już ma tak
      dość a widzi,że swiat poza jej domem też jest i to całkiem fajny, mężczyzn też
      trochę /lub mąż to widzi/ i następny kryzys.
      Myslę,że ludzie muszą chcieć być razem, muszą być nastawieni na kompromis, na
      pomoc sobie nawzajem i muszą się rozwijać równocześnie ale i równolegle. Mieć
      zainteresowania /poza domem, gotowniem, sprzątaniem i dziećmi/- najlepiej
      wspólne, spędzac razem czas i mieć o czym rozmawiać. Wynosimy z naszych domów
      otwarcie -lub jego brak -na drugiego człowieka, umiejętność -lub jej brak -
      rozmowy i chęć - lub jej brak - nauki tego czego nie umiemy. Niestety, nie
      zawsze to widać "na oko". Czasem harmonijna rodzina teściów jest tylko pozorem
      i w naszym małżeństwie wychodzą jej braki i nasze braki. Czasem to nasze
      małżeństwo wisi na włosku wielkosci i prawdziwości naszych wzajemnych uczuć i
      na naszych charakterach.
      Mam długotrwałe własne małżeństwo po kryzysach ale mocno się kochajace i chyba
      coraz lepsze, blizsze.
      • Gość: julka Re: rozczarowanie malzenstwem IP: *.gliwice.sdi.tpnet.pl 05.12.02, 13:49
        Gość portalu: Lena napisał(a):

        > Wszystkie małżeństwa przechodzą kryzysy. I nie ma reguły na to kto bardziej
        > przezywa i kogo bardziej boli.
        > Na pewno już dziewczynki uczone i strofowane są od dziecka "ustąp, bo jesteś
        > grzeczniejsza, mądrzejsza", "chłopcy są niegrzeczni ale ty masz swiecić
        > przykładem" i zostaje to w dorosłym zyciu. Zobaczcie młode małżenstwo: ona
        wie
        > że musi sprzatać, gotować, dbać o dom i jeszcze zyskac aprobatę teściowej a
        on,
        >
        > no nie za wiele. Kiedyś musiał utrzymać rodzinę, dziś nikt tego od niego nie
        > wymaga. Ona nastawiona na kompromis choć trochę chce go udeptać a on chce zyć
        > tak jak u mamusi. Nie jest to regułą ale jest bardzo częste. Jeszcze do tego
        > gdy rodzice próbują "pomagać radami" to od razu mamy pierwszy kryzys. Potem
        > dzieci. Czasem mężczyzna na równi z zoną angażuje sie w te dizci i po jakimś
        > czasie właściwie nie są małżeństwem a jedynie rodzicami i gdy na to wpadną
        jest
        >
        > następny kryzys. czasem mąż czuje sie odrzucony bo dziecko dzieckiem /lub
        > dzieci/ ale on ma być najważniejszy. Nastepny kryzys. czasem kobieta już ma
        tak
        >
        > dość a widzi,że swiat poza jej domem też jest i to całkiem fajny, mężczyzn
        też
        > trochę /lub mąż to widzi/ i następny kryzys.
        > Myslę,że ludzie muszą chcieć być razem, muszą być nastawieni na kompromis,
        na
        > pomoc sobie nawzajem i muszą się rozwijać równocześnie ale i równolegle. Mieć
        > zainteresowania /poza domem, gotowniem, sprzątaniem i dziećmi/- najlepiej
        > wspólne, spędzac razem czas i mieć o czym rozmawiać. Wynosimy z naszych domów
        > otwarcie -lub jego brak -na drugiego człowieka, umiejętność -lub jej brak -
        > rozmowy i chęć - lub jej brak - nauki tego czego nie umiemy. Niestety, nie
        > zawsze to widać "na oko". Czasem harmonijna rodzina teściów jest tylko
        pozorem
        > i w naszym małżeństwie wychodzą jej braki i nasze braki. Czasem to nasze
        > małżeństwo wisi na włosku wielkosci i prawdziwości naszych wzajemnych uczuć i
        > na naszych charakterach.
        > Mam długotrwałe własne małżeństwo po kryzysach ale mocno się kochajace i
        chyba
        > coraz lepsze, blizsze.
        *******************************
        Bardzo ładnie to napisałaś, Lena.
        Po róznych przejściach myślę, ze kryzysy właściwie wzbogacają małżeństwa, o ile
        nie sa na tyle poważne, żeby je rozwalić. Człowiek dowiaduje się więcej o sobie
        i współmałżonku, umierają zbędne złudzenia, można sobie coś poukładać bardziej
        z sensem.
        Tylko co zrobić gdy ludzie są zupełnie z innej bajki i ni w ząb nie potrafią
        się dogadać i małżeństwo jest jednym wielkim kryzysem? Doradzanie małżonkom aby
        sie rozstali jest bardzo niepopularne, radzi się im żeby ratowali i ratowali...
        Zawsze mam wątpliwości patrząc na takie przypadki zapętlonych małżeństw, czy
        oni mają w ogóle coś do ratowania?
        • Gość: Lena Re: rozczarowanie malzenstwem IP: 213.25.39.* 05.12.02, 14:07
          Gość portalu: julka napisał(a):

          > Zawsze mam wątpliwości patrząc na takie przypadki zapętlonych małżeństw, czy
          > oni mają w ogóle coś do ratowania?

          Kazde małżeństwo jest inne. Nawet nie zawsze wiemy czy drugi człowiek żyjący z
          nami pod jednym dachem będzie naprawdę pomocą i przyjacielem, miłością i
          oddaniem dopóki go nie poznamy. Czasem wierzymy w to bezgranicznie i
          rozczarowujemy sie a czasami nie ufamy a jesteśmy mile zaskoczeni. czasem
          wyciągamy rękę przez długi czas i ktoś ja odpycha a gdy my już nie chcemy ręki
          podawać ta druga strona ofiaruje nam swoje serce.
          Myslę,że dopóki ludzie chcą ze soba rozmawiać i mają o czym związek należy
          ratować. Ale naprawdę nie ma reguły. Nie potrafiłabym poradzić każdemu, bo ja
          zawsze byłam, jestem i pewnie będę zwolennikiem rozmów i mówienia drugiej
          stronie o swoich uczuciach.Po kilku latach takich "gadek" ta druga strona chcąc
          nie chcąc pomyśli co ja czuję i liczy sie z tym.
          Pozdrowienia.
          • Gość: frisky2 Re: rozczarowanie malzenstwem IP: 62.233.139.* 05.12.02, 14:12
            Gość portalu: Lena napisał(a):

            > Gość portalu: julka napisał(a):
            >
            > > Zawsze mam wątpliwości patrząc na takie przypadki zapętlonych małżeństw, c
            > zy
            > > oni mają w ogóle coś do ratowania?
            >
            > Kazde małżeństwo jest inne. Nawet nie zawsze wiemy czy drugi człowiek żyjący
            z
            > nami pod jednym dachem będzie naprawdę pomocą i przyjacielem, miłością i
            > oddaniem dopóki go nie poznamy. Czasem wierzymy w to bezgranicznie i
            > rozczarowujemy sie a czasami nie ufamy a jesteśmy mile zaskoczeni. czasem
            > wyciągamy rękę przez długi czas i ktoś ja odpycha a gdy my już nie chcemy
            ręki
            > podawać ta druga strona ofiaruje nam swoje serce.
            > Myslę,że dopóki ludzie chcą ze soba rozmawiać i mają o czym związek należy
            > ratować. Ale naprawdę nie ma reguły. Nie potrafiłabym poradzić każdemu, bo ja
            > zawsze byłam, jestem i pewnie będę zwolennikiem rozmów i mówienia drugiej
            > stronie o swoich uczuciach.Po kilku latach takich "gadek" ta druga strona
            chcąc
            >
            > nie chcąc pomyśli co ja czuję i liczy sie z tym.


            Gorzej jesli to co ty czujesz okaze sie zupelnie sprzeczne z wizja jaka ma ta
            druga strona.
            • Gość: Lena Re: rozczarowanie malzenstwem IP: 213.25.39.* 05.12.02, 14:23
              Gość portalu: frisky2 napisał(a):

              > Gorzej jesli to co ty czujesz okaze sie zupelnie sprzeczne z wizja jaka ma ta
              > druga strona.

              Niech mówi. Będę wiedziała z czym się mam liczyć. A o moich uczuciach mówię nie
              po to by ktoś drugi konfrontował to z własnym wyobrażeniem o nich ale by z nimi
              sie liczył. Rozmowa jest budowaniem płaszczyzny porozumienia. Bez niej nie ma
              mowy o zgodzie i dobrym małżeństwie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka