trypel
27.09.06, 14:58
Od zawsze mam pewien problem. Raz większy a raz mniejszy ale zawsze. Problem
wziął się z niesamowitych zapędów babci do tego żeby jej ukochany wnuczek
zjadał rekordowe ilości pożywienia - udało jej się to.
W momencie kiedy uwolniłem się spod jej władzy kulinarnej postanowiłem z tym
walczyć co oznaczało zrzucenie jakiś 45 kG 15 lat temu i zakończyło się
sukcesem. Niestety nieszczęsne komórki pozostały i nie przepuszczają teraz
żadnej szansy żeby się rozwijać...
Krótko mówiąc - mimo że 5 x w tygodniu przynajmniej godzinę ćwiczę na siłowni,
mimo że co najmniej 2 x w tygodniu robię 20-30 km na rowerze mimo że cholernie
uważam na ilości spożywanych posiłków to nadwagi pozbyć się nie umiem :(
Tzn nie jest to oczywiście wiszący brzuch tylko raczej twarda tkanka
mięśniowo-tłuszczowa (ale żadnych szwarcenegerów) ale niezależnie od tego
oznacza jakieś 15 kG nadwagi. Mojej byłej to przeszkadzało bardzo i od zawsze
wpędzało mnie w kompleksy. Obecna dziewczyna poprzestała na uwadze że musze
uważać i jak zobaczyła że to robię to jest OK :) Sekretarka nie jest
obiektywna ale mówi że jest świetnie i nie powinienem bardziej z tym
walczyć... a ja naprawdę nie umiem już zrzucić ani kG :(:(:(
Czy to bardzo przeszkadza czy nie????? Tym bardziej że sam gustuję raczej w
kobietach szczupłych :) Da radę przeżyć takiego gościa czy raczej zawsze
będzie coś przeszkadzało? Bo na dodatek za wysoki to też nie jestem -177 konus
i tyle...