Dodaj do ulubionych

głupia sprawa...

03.12.06, 00:09
Sprawa jest dość beznadziejna, sam nie do końca wiem jak o tym powiedzieć...

Wszystko zaczęło się już dość dawno temu - dokładniej ponad 4 lata temu. W liceum byliśmy w jednej klasie - trzy lata spędziłem na głupim gapieniu się i na kombinowaniu w różny sposób aby tylko być przypadkiem "gdzieś obok".
Trzy lata... - wiem - jak głupek. Nie bedę już teraz wdawał się w szczegóły czemu pozostało tylko na gapieniu, wystarczy jak powiem, że i tak by nic z tego nie było. Czasy LO minęły, tłumaczyłem sobie, że teraz ta głupawka się skończy i wszystko wróci do normy, ale zdjęcie klasowe wciąż stoi obok biurka. Od czasu jak założyliśmy internet przez równo 4 miesiące prawie dzień w dzień szukałem jakiegokolwiek śladu po niej. W końcu się udało - najpierw złapałem jej gg, potem przechwyciłem bloga a na końcu wyśledziłęm ją na gronie. Po jakimś czasie odważyłem się dać znak życia i od tamtej pory przez prawie cały rok wymienialiśmy sie prawie codziennie mailami. Zamiast zapominać to ja jak debil przyklejalem sie do kompa i codziennie czekalem na wiadomosc.
W sumie jednak było ok, rozmowy nie miały żadnych podtextów - po prostu zwykła gadanina, na luźniejsze albo czasem poważniejsze tematy. Były też dwa wypady rowerowe - ale też bez absolutnie żadnego podtextu ani ukrytych zamiarów - po prostu zwykłe wycieczki po okolicy. No i w koncu dowiedzialem sie, że ma tam jakiegoś goscia - mniejsza o jego dane, które i tak już przechwyciłem, ważne że facet jest typem półboga (przynajmniej dla dużej liczby kobiet), przystojniaczek kulturysta z medalami, tytułami i innymi takimi pierdołami no i wiadomo - spadł dziewczynie z nieba taki książę i okazał swoje zainteresowanie szarej, zawiedzionej życiem myszce - pozwolić takiemu teraz odejść to grzech. Idę o zakład, że nawet jakby szło im źle w związku i facet byłby kompletnie niekompetentny to ona i tak będzie się swojego wymarzonego herosa trzymać do końca. No ale mniejsza o to, powinienem się jednak w końcu cieszyć, że trafiła na kogoś takiego, wiele razy mówiłem sobie że ten facet jest kimś i że wszystko będzie ok, że bedzie szczęśliwa, więc i ja powinienem się z tego cieszyć. Ale nic z tego, co jakiś czas przechodzę napady idiotyzmu, kiedy szukam po necie jakichś dodatkowych informacji o nim. Próbuje przestawać myśleć o tym, ale to i tak samo wraca z powrotem.
Cały ten czas, do dzisiaj, wytrzymywałem to wszystko. z trudem, bo w takiej sytuacji pełno głupich myśli człowiekowi miedzy innymi o samym sobie przychodzi do głowy, ale dawałem sobie radę. Niedawno trochę się w domu pogorszyło z związku z chorobą mojej mamy i znowu nadszedł czas wiecznego dołu i głupawki....

Wiem doskonale, że jedynym wyjściem dla mnie jest po prostu zapomnieć o wszystkim i przestać myśleć o sprawie - to JEDYNE rozwiązanie jakie jest dla mnie dostępne - ale to jest po prostu niemożliwe. Wiele razy wywalałem ją z listy gg i wiele razy chciałem zakończyć znajomość, ale nie mogłem... jak pies wracałem po chwili na stary kurs. Po 10 minutach znowu była na liście gg itd...

Nie mam zamiaru słuchać głupich komentarzy typu "znajdź sobie inną bla bla bla" bo to nie wchodzi w grę.

Jeżeli się da, mile widziane sugestie na temat tego jak dać sobie wywalić tego typu kretyństwa ze łba (samobójstwo też odpada - już raz myśl o rodzinie mnie od tego powstrzymała i więcej nie mam zamiaru tego powtarzać).

To jest jedyna osoba, co do której gorco pragnę, aby była szczesliwa. To normalne, każdemu życzę dobrze, ale nie potrafięsięoprzeć poczuciu, że ona jako jedyna powinna być szczęśliwa ponad wszystko. Jasne, co do takich bliższych mi znajomych też żywię podobne uczucia, ale w jej przypadku skala tego wszystkiego przekracza dosłownie wszelkie granice...

I jeszcze coś... ona dokłądnie wie, jaką mam samoocenę. Móilem, że mi to nie przeszkadza, że akceptuje swoje myśli na swój temat, ale ona wciąż się upierała że wie lepiej. Powiedziała mi parę rzeczy, których NIE POWINNA była powiedzieć. Wiem, że chciała jedynie podwyższyc moją samoocenkę, ale wywołała tymi słowami więcej złego niż dobrego. Czasami nawet mam wrażenie, że zrobiła sobie ze mnie żart pod tym względem.

No i wie też o wszystkim, powiedziałem jej kiedyś. Ale nie mam pojęcia czy w pełni zrozumiała sens moich słów, bo zamiast wszystko łądnie powiedzieć, tuż po jej wspomnieniu o Pawełku wycofałęm się i na tym gadka się skończyła. A potem już nie dokończyłem... Powiedziałem jej o tm tylko po to, żeby w końcu to z siebie wyrzucić, chyba teraz też dlatego to tutaj piszę. Wiele rzeczy skrywam zawsze w sobie, nie mówiąc nikomu, ale czasem człowiek musi wyrzucić z siebie parę rzeczy bo zwariuje, nawet zamknięty w sobie facet.
Nie powiedziałem jej tego mając jakąkolwiek nadzieję na cokolwiek. Powiedziałem, bo miałem do wyboru dwie opcje - powiedzieć w końcu i mieć moze szanse na spokój wewnętrzny, po wywaleniu tego wreszcie z siebie, albo nie powiedzieć i pozwolić aby mi łeb eksplodował.
Wybrałem chyba mniejsze zło (jak mi się wtedy wydawało) i powiedziałem. Wyszło jak wyszło, do dzisiaj nie wiem czy zrozumiała moje intencje, ale wracać już do tego nie będę.

Naprawdę sam już nie wiem co robić. Nie ma dnia, żeby przed moimi oczami nie stanął obraz ich obojga idących razem... No dobra, rozumiem, miesiąc, dwa góra. Ale tyle czasu? I dalej głupieć na tym punkcie? I to na dodatek przy liczbie kontaktów w realu jakie mamy (czyli zero lub prawie zero)???
Jedyna osoba przy której 99% wysiłku muszę wkładać w to, żeby w miarę normalnie (jak na swoje standardy) się zachowywać. I na dodatek sam sięna własne życzenie dopraszam o oklejne doły, wypytując ją co u niej słychać z wyraźnym oczekiwaniem aż wspomni o swoim wybrańcu... No i oczywiście, podczas rozmowy czasem wrzuci coś o nim, jak ostatnio. Wystarczyło, że wspomniała "spotykam się też z Pawłem" a ja do dzisiaj mam beznadziejny nastrój...
Zero jakiejś woli życia, zero motywacji, zero marzeń, ostatnio próbowałem zacząć naukęjazdy konnej, ale nie mogę po prostu znaleźć sobie zajęcia, ciągle mam pieprzoną blokadę na wszystko. Na twarzy maska "wszystko ok" a w środku "mam wszystko w dupie" i ciągłe zrezygnowanie.

Wiem, że nie mam szans na jakieś cudowne życie, że nie bede miał jakiejś super dziewczyny (o ile w ogóle bede miał - zresztą tak właściwie to nie mam obecnie ochoty na nic w tym stylu) i wiem, że ogólnie mam przesrane z wielu powodów w życiu i w tej kwestii, ale ja po prostu chcę powrócić do swojej normy, nie chcę na razie myśleć o tym wszystkim, chcę się wyłączyć, ale zwyczjnie nie potrafię.

Aga wciąż powraca. Tej nocy pewnie znowu będzie mi się śniła...
Obserwuj wątek
    • kotkaaaa Re: głupia sprawa... 03.12.06, 09:23
      za pare lat bedziesz sie smial z tej "milosci". ty nie z nia masz problemy ale
      z samym soba. wydaje ci sie, ze zdobycie tej dziewczyny bedzie sposobem na
      twoje zycie. nabierz powietrza i spojrz z czego sklada sie to tzw. zycie. stan
      zakochania jest tylko malym trybikiem w calej poteznej machinie. takich
      zauroczen ludzie przezywaja kilka, kilkanascie, ty tylko zbudowales sobie z
      tego oltarzyk i ciagle palisz kadzidelka na jego stopniach. wez sobie urlop na
      2 miesiace. zrob male wakacje, idz na imprezy, poznawaj nowych ludzi, pozwol
      sobie na obejrzenie sie na ulicy za ladna dziewczyna, ty w ogole nie wyplywasz
      na powierzchnie, ciagle jestes zanurzony w myslach o tamtej dziewczynie, ktora
      prawdopodobnie jest zupelnie zwyczajna i bedac z nia normalnie, a nie tylko w
      marzeniach juz dawno zauwazylbys to.
    • klara255 Re: głupia sprawa... 03.12.06, 09:39

      łatwo tak powiedzieć , keidy sie nie jest w takej sytuacji ......

      ja jestem ...po rozstaniu kocham , mija 5 miesiecy...

      kontak na gg ...i świdomosć ,ze ma nową dziewczynę ..

      zyje jak w amoku , nie potrafie pracować, cieszyc sie , jestem sama :(

      wszystko mi zwisa , nie potrafie pojać zadnego dzialania ,

      pamietam te rozmwę kiedy se ze mna rozstal

      nie mial nawet odwagi zeby mi to wprost powwedzieć ,nie przyjechal , nie
      przytulil mnie ostatni raz :(

      mzoe dltego nie umiem go "pochować" w moim sercu ...

      nikt kto nie poczuł..jak jego cała milosć, zaangazowanie oddayla sie w pacze
      ..i komunikatem nie che tego nie che twojego ciepla , usmechu , ogaldani filmow
      , gadani o bzdurkach , budowania razem zycia ...

      nie moze ..w zaden spsoób ...radzic :(
    • kinemator Re: głupia sprawa... 03.12.06, 10:58
      > Wybrałem chyba mniejsze zło (jak mi się wtedy wydawało) i powiedziałem. Wyszło
      > jak wyszło, do dzisiaj nie wiem czy zrozumiała moje intencje, ale wracać już do
      > tego nie będę.
      To postaraj sie to powiedziec jej najprosciej jak sie da, zeby nie miala
      watpliwosci. To pomaga.

      Swoja droga to te Agi cos takiego maja, ze calkowicie odbija na ich punkcie.
      • sebbiel1 Re: głupia sprawa... 03.12.06, 22:09
        Jak już mówiłem, nie chcę już powracać do tej rozmowy. Wszelkie dalsze kroki muszę podejmować samodzielnie i wszystko co bede robił dalej, muszę robić sam, z dala od niej.

        I nie robię sobie sam problemu, probowalem o w sobie zwalczyc, ale po prostu nie potrafie.... i tu jest największy ból, bo wiem co robic, ale nijak mi to nie wychodzi....
    • ginestra Re: głupia sprawa... 04.12.06, 00:39
      Strasznie Ci wspolczuje, trzymaj sie!
      Mysle jednak, ze sam sobie troszeczke odpowiadasz co by Ci moglo pomoc i co
      jest dla Ciebie najlepsze w tej sytuacji. Przeczytaj uwaznie raz jeszcze swoj
      list, a zauwazysz, ze opisujesz problem i rozne wyjscia, sam wartosciujesz
      ktore wyjscia sa OK, ktore nie, co Ci najlepiej posluzy. Sam widzisz, ze dobrze
      by bylo sie wygadac. A wiec, jesli masz jakas zaufana osobe, to powiedz jej
      wszystko. Lub opisz to w zeszycie, wszystko co Ci przyjdzie do glowy o tym co
      przezywasz, moze zauwazysz wowczas takze rozne szczegoly, np. o co tak naprawde
      chodzi, czy o Age jako konkretna dziewczyne, czy tez o pewne rzeczy, ktorych Ci
      brakuje, ktorych szukasz i akurat w niej sie one dla Ciebie mieszcza. Dobrze
      jest tez starac sie o widzenie rzeczywistosci taka jaka jest, czyli czy sa
      jakiejs obiektywnie szanse na to, by to Ciebie wybrala, czy tez po prostu ona
      Cie lubi, ale nic wiecej i tak po prostu jest, ze "nie iskrzy", a wtedy nie
      pozostaje nic innego jak sie z tym probowac pogodzic i przezyc wlasnie powoli
      zalobe po tym i zyc dalej. Zaloba ma swoje fazy i mysle, ze gdyby je poznac jak
      sa opisane, to moze byloby Ci latwiej przezyc te strate, tak do konca. Tez moze
      to porozmawianie, opisanie wszystkiego pomogloby Ci ustalic w czym rzecz, bo
      istota uzaleznienia polega na tym, ze szukamy szczescia poza soba, tzn.
      myslimy, ze bedziemy szczesliwi dopiero wtedy, jesli bedziemy mieli to "cos
      upragnionego" i od tego uzalezniamy swoje szczescie. Tymczasem w ten sposob -
      przynajmniej z tego co sie dowiaduje - nigdy nie osiagniemy szczescia, bo tam,
      na zewnatrz, go po prostu nie ma. Ktos mysli o tym, ze bedzie szczesliwy lub
      bedzie mu "normalnie" jesli napije sie alkoholu, ktos inny, ze jesli osiagnie
      taki czy inny sukces, ktos inny, ze jesli cos tam kupi, a ktos inny znow, ze
      bedzie szczesliwy lub uciszy sie w nim ta wewnetrzna udreka, jak dana osoba
      obdarzy go uczuciem. Tymczasem szczescie jest tylko i wylacznie w nas samych, w
      srodku i chodzi o to, zeby znalezc do niego droge. Strasznie Cie przepraszam,
      ze moze to zabrzmi tak nieadekwatnie w kontekscie Twojej historii, bo jakby
      chciales chyba, zeby ktos Cie wysluchal i ewentualnie cos doradzil od siebie i
      cos krzepiacego napisal, a tymczasem ja chcialabym podac Ci tez tytul jednej
      ksiazki wlasnie o tym o czym pisalam powyzej, nie przejmuj sie dosadnoscia tego
      tytulu: "Leczenie uzaleznionego umyslu", autor Lee Jampolsky, jest ona raczej
      dostepna w ksiegarniach. Bo mi wyglada na to, z tego co piszesz, ze ta milosc,
      ta jakby obsesja, to cierpienie ktorego doswiadczasz, blokuje Ci wszelkie inne
      dzialania i dominuje w Twoim zyciu, zreszta tak wlasnie piszesz. I jakby jedna
      czesc Ciebie chcialaby sie od tego uwolnic, a druga chcialaby, zeby to trwalo.
      A zatem skoro juz napisales o tym na forum, to moze jest tak, ze troche
      chcialbys pomoc sobie i poczuc sie wolnym i stworzyc w sobie troche miejsca na
      zobaczenie kim jestes Ty sam bez tego czynnika, ktory Ci wszystko inne blokuje
      i na pokochanie siebie. Wiec moze potrzeba Ci troche zastanowienia sie i
      spojrzenia na to jak na rodzaj uzaleznienia, przyjrzenia sie o co w tym chodzi
      tak glebiej..
      No i mam nadzieje, ze pocieszy Cie to, ze wiele innych osob tez doswiadczalo
      tego w ten sposob jak Ty, tej niemoznosci zapomnienia i uwolnienia sie. To jest
      bardzo czeste, pisali o tym rowniez poeci i w ogole, bo to jest bardzo ludzkie.

      I jeszcze, tak praktycznie, to moze naprawde dobrym pomyslem byloby to, gdybys
      zapytal Age raz jeszcze, tak spokojnie, czy sa jakies szanse na Wasze bycie
      razem, zebys mial jasna odpowiedz, ktorej moglbys sie uchwycic. Jezeli bedziesz
      wiedzial, ze nie ma takich szans, bo ona np. lubi Cie, ale tej "chemii" do
      Ciebie nie czuje, to juz to bedzie jakis punkt wyjscia dla Ciebie. Tak czasem
      bywa i wierz mi, ze wtedy z czasem, kiedy przyjmie sie to do wiadomosci, to to
      uczucie powoli minie. Mysle, ze tak jest nawet najlatwiej sie z takim
      nieodwzajemnionym uczuciem uporac kiedy sie wlasnie ma jasnosc, ze ta osoba Cie
      nie chce jako partnera. To boli, ale z czasem coraz mniej i mniej i w koncu
      przechodzi. I to rozpoznanie sprawia, ze ten kontakt z nia jakos sie ogranicza,
      bo to uczucie jest bardzo trudne w przezywaniu gdy sie z ta osoba kontakt ma. A
      wiec zwiekszajacy sie dystans powoli bedzie Ci takze sprzyjal. W innym
      scenariuszu, jesli ona powie Ci, ze cos czuje do Ciebie tez, to bedzie mozna
      pomalu sie zblizac i poznawac i wtedy to ona musialaby okreslic czy to co czuje
      do Ciebie przewaza i to ona zrezygnuje z owego Pawelka. Nie moze byc inaczej,
      bo trojkat to naprawde zle wyjscie. Innymi slowy, jesli ona cos do Ciebie
      czuje, to wtedy dalej jest inna historia i inne wydarzenia. Ale nawet wtedy, w
      tym optymistycznym scenariuszu, nie rezygnuj z poznawania kim jestes i z
      szukania szczescia najpierw w sobie, a nie poza soba i wtedy kiedy odnajdziesz
      je w sobie i pokochasz siebie, bedziesz mogl dzielic sie nim z innymi.
      Pozdrawiam i trzymam za Ciebie kciuki!
      • ginestra Re: głupia sprawa... 04.12.06, 00:51
        Chcialam jeszcze powiedziec, ze przynajmniej tak to naswietliles w Twoim
        poscie, ze co do Pawelka, to nie wiadomo w sumie czy oni sa razem, duzo jest tu
        Twoich spekulacji i aluzji, ze sie jakby spotykaja, no i ona sama mowi Ci rozne
        rzeczy takie jakby dwuznaczne ("to czego nie powinna Ci byla powiedziec" -
        domyslam sie, ze to cos na ksztalt wyznania), a wiec nie wiadomo jak tam miedzy
        nia a nim jest i nie chodzi o to, ze namawialabym Cie do tego zebys wszedl do
        czyjegos zwiazku i probowal "odbic" innemu jego dziewczyne, tylko zebyscie - Ty
        i ona - dookreslili te Wasza relacje, ktora jest faktem. Najwiecej zalezy tu od
        tego co czuje ona, tak jak pisalam w poscie powyzej, bo w tych sprawach trzeba
        dwojga.
        Pozdrawiam!
        • sebbiel1 Re: głupia sprawa... 04.12.06, 02:12
          Wiadomo dokładnie że są razem. Więcej, jest im (a przynajmniej jej) w tym związku bardzo dobrze i ja po pierwsze nie miałbym absolutnie żadnych szans na rozbicie tego (nie dajmy się ponieść fantazji - bądźmy realistami) a po drugie to wcale nie zamierzałbym tego robić - skoro jest jej dobrze, to nie widzę powodu aby się wtrącać.

          A co do jej słów - chodziło tylko o słowa jakie się wmawia ludziom uważającym się za nudnych, brzydkich i nieciekawych - powiedziała po prostu kilka komplementów za dużo i o zbyt dużym znaczeniu dla mnie, przesadziła w próbie podniesienia mojej niskiej samooceny i tyle. Nie widzę absolutnie żadnego związku pomiędzy tym, co powiedziała, a rzeczywistością - to po prostu słowa, których znaczenia nie biorę na poważnie.

          "zebyscie - Ty i ona - dookreslili te Wasza relacje"

          Relacje są już znane. Z mojej strony - już wiadomo. Z jej - osobiście uważam, że po prostu były znajomy z klasy, poniżej przeciętnej ale jeszcze da się z nim wytrzymac. Trochę podwyższając, aby jako tako współgrało z opiniami innych ludzi to byłoby: znajomy z którym można pogadać, wyżalić się, pogadać o ważnych sprawach (jej słowa: "czemu mogę z tobą o takich sprawach porozmawiać, a z Pawłem nie?" - może Pawluszek do rozmów na wyższe tematy już się nie nadaje).

          Natomiast wnioskując z samych jej słów: bardzo przystojny kolega, niesamowicie dobry człowiek, ktoś, komu jak to określiła "zazdroszczę twojej przyszłej żonie", który potrafi ją skutecznie zawsze pocieszyć, ma fajne poczucie humoru, itp bla bla bla
          No i w końcu wyszło teraz jakie to sa te słowa, których nie powinna była mówić - tylko że to są zwykłe kpiny, zupełnie nie mające odzwierciedlenia w rzeczywistości. W sumie to powinienem olewać rzeczy, które uważam za zupełnie nieprawdziwe, jak przeważnie robię, ale w tym przypadku nie potrafię.

          No ale jest jeszcze najgorsza rzecz - kojene słowa, które jak się wypowie to można wiele złego, zamiast dobrego zdziałać. Jak już powiedziałem jej, co miałem do powiedzenia, ona odrzekła, że "no jest już z Pawłem i dlatego zostaje przyjaźń co najwyżej" i w sumie to jest ok, od samego początku wiedziałem dokładnie że tak będzie (tak tak, jestem niesamowitym realistą, wiem jakie są zawsze szanse na zaistnienie danego zjawiska) więc to nie zaskoczyło mnie w żaden sposób, ani nie wpłynęło jakoś negatywnie (no jasne, trochę zabolało mimo długiego oswajania się z myślą i przewidywania, a właściwie pewności, że tak powie, ale tylko na krótko) ale musiała jeszcze dodać, że "ogólnie nie miałaby niczego przeciwko, po prostu teraz ona już jest z kimś innym i dlatego odpowiedź jest taka, jaka jest".
          Tak jak tamte słowa prawie nie zrobiły na mnie żadnego długoterminowego skutku, tak te do dzisiaj mnie prześladują. I znowu się gubię w tym wszystkim, bo znowu nie biorę tych słów na serio. Znam dokładnie kontext jej wypowiedzi - to było coś w rodzaju pocieszenia, takiego dodatku mającego na celu nie skopać już leżącego i kwiczącego przeciwnika. Zupełnie nie wierzę, żeby te słowa były prawdziwe. Taką już niestety mam naturę i pewność, że wiem, co ludzie myślą.
          Ale zamiast olać słowa, w które przecież nie wierzę, to ja jak głupi ciągle dobijam się tm wszystkim.....

          Lepiej by już było, gdyby mnie po prostu najzwyczajniej w świecie wyśmiała. Wtedy by tylko potwierdziła moje przypuszczenia i byłby spokój. Ale nie - musiała odegrać siosrę miłosierdzia i wcisnąć nie te słowa które powinna.

          I teraz lipa, Houston mamy problem.

          No i wiem, że cały problem leży tylko i wyłącznie po stronie mojej psychiki. Nie chcę żadnych porad dotyczących prób rozmowy z Agą albo robienia cokolwiek w kwestii jej związku, tylko na temat tego jak przemówić sobie samemu do rozsądku i dać sobie wreszcie spokój, ze sprawami które mnie przerastają.
          • saksalainen Z samoocena rzeczywiscie masz problem 04.12.06, 02:39
            Mówisz ze powiedziała o Tobie "bardzo przystojny kolega, niesamowicie dobry człowiek, ktoś, komu jak to określiła "zazdroszczę twojej przyszłej żonie, który potrafi ją skutecznie zawsze pocieszyć, ma fajne poczucie humoru, itp" - a Ty w to nie wierzysz.

            Czy przystojny, to nie moge ocenic, ale:
            Gdyby Cie nie uwazala za dobrego człowieka, gdybys nie potrafił jej zrozumiec i pocieszyc i nie miał poczucia humoru, to dawno przestałaby z Toba gadac. Na gg jest funkcja "blokuj kontakt" - własnie od tego. Mówisz ze codziennie pisaliscie maile, mówiliscie przez gg - pomysl logicznie: Ona Cie lubi, i uwaza Cie szczerze za wartosciowego faceta. Gdyby tak nie było, dawno zerwałaby kontakt. Nie wiem o czym ona z Toba dokładnie mówi, ale jezeli sa to osobiste sprawy (np. jak jej sie uklada w zwiazku), to takich spraw nie obgaduje sie z byle znajomym z klasy. O osobistych sprawach mówi sie tylko z przyjacielem.

            W sumie to Ci nic nie daje, bo "przyjaciel" to dla wiekszosci kobiet zupełnie inna szufladka niz "kandydat na partnera/kochanka/meza". Ale mysle ze jestes w jej oczach wartosciowym facetem, i ze to co Ci powiedziała, było szczere.

            A co do samego tematu: Moze powinienes zapisac to wszystko, elektronicznie albo na papierze, tak zeby zrozumiała. Najpierw zapisz, a potem zdecyduj czy to bedzie dla niej czy tylko dla Ciebie zebys miał wieksza jasnosc co dokładnie czujesz.

            A jak ja zapomniec.... po pierwsze to jakis czas potrwa, tak to juz jest, tego nie zmienisz. Po drugie, sprobuj zajac sie czyms kreatywnym (nie wiem co umiesz) - ja swego czasu, kiedy byłem nieszczesliwie zakochany, napisałem pare opowiadan (podobno nawet dały sie czytac) - nie mialy nic wspólnego z cala sprawa, pomogły mi tylko zajac sie czym innym.
            • ginestra Re: Z samoocena rzeczywiscie masz problem 04.12.06, 10:25
              Czesc,
              Ja mysle podobnie jak napisal Ci saskalainen.
              I mysle, ze w moim pierwszym poscie tez zawarlam takie swoje dosc trafne
              intuicje na temat tego, ze jesli nie ma szansy na bycie dla niej tym jedynym, a
              nie tylko przyjacielem (choc przyjaciel to takze bardzo wiele, ale czesto zbyt
              trudno jest byc przyjacielem dla kogos, kto nas nie kocha i ma innego
              partnera), to po prostu warto to wszystko opisac, przepracowac, zrozumiec i
              zrobic maly krok, a potem nastepne, w kierunku odkochania sie, uwolnienia. No i
              po Twoim ostatnim poscie naprawde to co piszesz o swoim mniemaniu o sobie takze
              potwierdza, ze potrzeba Ci nauczyc sie POKOCHAC SIEBIE. Moze to sie wydac
              abstrakcyjne, trudne itp., ale wierz mi, nie ma innej drogi aby kiedys kochac i
              byc kochanym i czuc naprawde, ze ktos nas kocha, i ze my te osobe kochamy. Jak
              to zrobic? Na pewno pomoglby psycholog, albo jakies ukierunkowanie z dobrych
              ksiazek, jak ta, o ktorej pisalam lub podobnych, jakichs uznanych autorow, na
              temat poczucia wlasnej wartosci. Ja polecam Ci ksiazki Gdanskiego Wydawnictwa
              Psychologicznego, sa one w kazdej niemal ksiegarni, empiku, zwykle jest na nie
              specjalna polka lub mozna zapewne je dostac w sklepiku na Wydziale Psychologii
              na jakiejs uczelni. Grunt, zeby trafic na wartosciowa i pomocna ksiazke, ktora
              poprowadzilaby Cie w kierunku odkrycia i uznania wlasnej wartosci, pokochania
              siebie i bycia swoim wlasnym najlepszym przyjacielem. A potem pomalu wszystko
              inne bedzie sie w Twoim zyciu prostowac.
              Juz z Twoich postow widac, ze jestes fajnym, wrazliwym chlopakiem,
              inteligentnym i trafnie oceniajacym rzeczywistosc, wiec mysle, ze dosyc szybko
              te swoja wartosc odkryjesz i rozne dobre rzeczy beda sie w Twoim zyciu wydarzac.

              Acha, i moze warto tez przyjrzec sie Twojej rodzinie pierwotnej i tam takze
              poszukac odpowiedzi na pytanie dlaczego ciagnie Cie do kobiety "nieosiagalnej",
              takiej, ktora od poczatku nie zwracala na Ciebie szczegolnej uwagi, a ktora
              kochasz w sposob troche romantyczny - pragnac jej dobra, trwajac przy niej choc
              jest z innym itp., a nie ciagnie Cie na przyklad do kobiet osiagalnych, od razu
              pozytywnie Cie postrzegajacych itp. To nie tylko kwestia gustu nt. kobiet, ale
              tez czegos tam w podswiadomosci wyniesionego wlasnie z pierwszych, domowych
              relacji. W dowiedzeniu sie tego jest tez potencjal zrozumienia o co chodzi i
              uwolnienia sie.
              Czytajac Twoje posty mam przekonanie, ze z Twoja inteligencją, afirmacją życia,
              inicjatywą, bystrością i wieloma innymi cechami, które już w tych dwoch postach
              zdążyles objawic, na pewno wyprostujesz swoje sprawy i bedziesz juz wkrotce
              bardzo szczesliwy.

              Trzymam kciuki, pozdrawiam!
    • bratek74 Re: głupia sprawa... 04.12.06, 15:36
      Drogi sebbiel1,
      to nie głupia sprawa. tak po prostu czasami bywa. Człowiek zakochuje się a
      potem dostaje kosza i boli. wszyscy mowią że to przejdzie i będzie lepiej
      Tylko jakoś trudno jest w to uwierzyć.

      ale będzie lepiej, naprawdę.
      wiem,wiem znowu nie wierzysz, ale ja i tak mam rację:)

      powiedziała,że będziesz fajnym mężem i uważasz że niepotrzebnie coś takiego
      wymsknęlo sie jej.może powiedziała to szczerze, dlaczego miałaby coś wymyślać..

      kiedyś dałam komuś kosza, kiedyś sama go dostałam

      dzisiaj kocham i jestam kochana

      pozdrawiam

      p.s fajnie się ciebie czyta, łatwe pióro. Gratuluję



    • bratek74 Re: głupia sprawa... 04.12.06, 15:51
      to znowu ja
      przeczytałam twój post jeszcze raz.jeszcze uważniej niż za pierwszym razem.
      probowałeś, jak piszesz skończyć to wszystko. tak ostatecznie, ale ze względu
      na rodzinę nie zrobiłeś tego.

      mam nadzieję,że już nigdy nie pomyślisz o takim rozwiązaniu, bo to nie jest
      żadne rozwiązanie. Proszę nie myśl nawet o tym więcej.

      Zadna kobieta nie jest tego warta, aby zakończyć wszystko.
      Mężczyzna zresztą też nie:)

      pozdrawiam
      • sebbiel1 Re: głupia sprawa... 04.12.06, 16:29
        Hmmm, no raczej kobieta nie jest tego warta, fakt, ale wtedy doszło parę innych powodów do doła no i jakoś tak wyszło. Ale bez obaw, nigdy więcej to już nie będzie miało miejsca.

        Co do pisania opowiadań, heh....
        Przyłożyłem się ostatnio i napisałem opowiadanie.
        A po co je napisałem? Aby wysłać na ogólnopolski konkurs literacki.
        A po co wysłałem? (przezwyciężając ogólne zniechęcenie i oczywisty brak wiary w sukces) Aby zająć jakieś wysokie miejsce (I lub II)
        A dlaczego? No przecież nie po to, aby wygrać jakieś bezużyteczne dla mnie przedmioty związane z końmi (no, może poza jaimiś fajnymi albumami), tylko żeby choć raz w ogólnopolskim konkursie zostać ocenionym za swoje umiejętności wyżej, od Pawełka...

        Skoro on zajmuje jakies wysokie miejsca, to i ja muszę... choć jedno, choć jeden, jedyny raz. Choćby w najgłupszych zawodach. Paranoja.........

        Wiele osób mówi mi o tej akceptacji samego siebie... Problem w tym, że jak mam nagle uwierzyć w coś, co od zawsze było dla mnie bzdurami i kłamliwymi komplementami? Powoli zacząłem przeglądać internet szukając textów o poprawie samooceny - jak na razie widzę w tym same głupie i nie mające odzwierciedlenia w rzeczywistości "poradniki", które po prostu do mnie nie przemawiają...

        Ale jeszcze się wezmę za to. Jeżeli w jakiś sposób dzięki temu uzyskam wreszcie wymarzony spokój, to znaczy, że było warto.

        Dzięki za życzliwe podejście do sprawy, wywaliłem z siebie co mysiałem, powoli wracam do normy. Pewnie tylko na jakiś czas, no ale zawsze mam jednak chwilę jako takiego spokoju ;)
        • ginestra Re: głupia sprawa... 04.12.06, 17:21
          Drogi Sebbiel1,
          Super, ze wziąłeś udział w tym konkursie - ja to widzę tak, że na poziomie
          świadomym to niby powodem jest zmierzenie się z Pawełkiem, ale tak naprawdę to
          Twoja podświadoma część, która jest przekonana o tej Twojej wartości oraz
          licznych talentach i tej - podkreślanej już przeze mnie - afirmacji życia, która
          to afirmacja życia jest Twoją bardzo silną stroną - otóż to ta Twoja podświadoma
          część nie ustaje i każe Ci robić różne rzeczy mimo wszystko, i to jej właśnie
          "zawdzięczasz" te rozterki: "tkwić w tym dramacie czy iść dalej" i to ona
          popycha Cię w stronę szukania tego, co Ci "w duszy gra", szukania siebie itp.
          Niezależnie od zajęcia wysokiego miejsca, czego Ci szczerze życzę, już napisanie
          opowiadania i wysłanie go to sukces. Wierz mi, że nie każdy potrafi pisać, nie
          każdy ma wyobraźnię i dar przekazywania emocji i sytuacji w twórczej formie. No
          i Twoje zainteresowanie końmi, wycieczkami rowerowymi - to było zauważalne od
          pierwszych Twoich słów, że jesteś aktywny, ciekawy świata i odważny. Tak trzymać.

          A co do tekstów o poczuciu wartości, to właśnie tak napisałam Ci wtedy, z obawą
          o to, że możesz natknąć się na durne poradniki, jakieś niesprawdzone teorie
          itp., jakieś wymądrzanie się, i właśnie warto jest poszukać takiej naprawdę
          mądrej książki, tej o której wspomniałam lub książek np. Gdańskiego Wydawnictwa
          Psychologicznego, bo one są sprawdzone i można im raczej ufać. Jeżeli lubisz też
          takie książki jak "Alchemik" Paolo Coelho, to ona też jest bardzo przystępna w
          czytaniu, pochłania się ją w parę godzin, a człowiek czuje się skontaktowany ze
          sobą, z tym co w nim najcenniejsze i niepowtarzalne itp. i widzi swoje życie
          jakby trochę inaczej, przed oczami rysuje mu się jego własna i niepowtarzalna
          droga, którą chciałby kroczyć. I jest jeszcze "Alchemia Alchemika" Wojciecha
          Eichelbergera, czyli jakby komentarz do Alchemika, ale taki bardzo ciekawy,
          przystępny i krzepiący i też pomocny w odkrywaniu siebie, ale nie wiem czy każdy
          lubi takie książki, pewnie nie każdy.

          Ach, i to co pisała Bratek74 też bardzo mi się podobało, wszystko, a o tym
          dawaniu kosza też, bo patrząc też z drugiej strony, jeśli wyobrazisz sobie, że
          jakaś dziewczyna jest tak totalnie i niesamowicie w Tobie zakochana, a Ty ją po
          prostu bardzo lubisz, ale bardziej ciągnie Cię do kogoś innego i musisz się w
          tym jakoś odnaleźć, to wierz mi, że jest to uczucie rozdzierające. I Twoja
          wybranka serca postąpiła bardzo poczciwie, może faktycznie trochę nadmiarowo,
          dając Ci jakby za wiele nadziei, jeśli nie mogła jej spełnić, ale z wielkiej
          sympatii do Ciebie jako przyjaciela chciała jak najlepiej. Myślę, że raczej
          każdy przeżyje to doświadczenie z obu stron: bycia tym, którego uczucie jest
          nieodwzajemnione oraz tym, który nie odwzajemnia. Ale na pewno zdarzy Ci się też
          i uczucie obustronnie odwzajemnione :)

          No to powodzenia! Pozdrawiam!
    • lewania Obsession 04.12.06, 17:43
      To Twoje zauroczenie przerodzilo sie w obsesje, w ktorej ciagle tkwisz i co
      najgorsze poglebiasz sie. Abys mogl zaczac "dochodzic do siebie" musisz
      okreslic koniec tej obsesji. Bedzie to moment kiedy zdasz sobie sprawe, ze
      zrobiles juz naprawde duzo, a ona poki co jest z innym. Nie
      zaczniesz "samoleczenia" do momentu kiedy bedzie Ci sie zdawalo, ze ja
      zdobedziesz, ze bedziesz lepszy od Pawelka.

      Skoro postawiles z nia sprawe jasno, a ona mimo to wybrala Pawelka - wnioski sa
      proste. Jesli sprawa calkiem jasno i klarownie postawiona nie byla to trzeba ja
      jasno i klarownie zaprezentowac informujac zainteresowana o swoich uczuciach i
      jej ewentualnym podjsciu do nich.

      Ile ja razy od swoich kumpli slyszalam jaka bede rewelacyjna zona i "fajnie sie
      ze mna gada"... brrrr jak sobie pomysle... i co? zaden nie mial nic poza
      przyjaznia na mysli. Jak mowili "masz boskie oczy", "ciesze sie, ze jestes" -
      nie chcieli sie ze mna wiazac. I tak wlasnie jest z Twoja Bogini. Ona sie
      cieszy, ze jestes.

      Czas na kubel zimnej wody i rozgladniecie sie wokol Ciebie. Niezaleznie od tego
      jaka masz samoocene, napewno jest w Twoim zasiegu ktos kto (moze nie tak
      obsesyjnie jak ty), ale jest zapatrzony wlasnie w Ciebie. Kwestia spojrzenia
      inaczej na tych co nas otaczaja.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka