sebbiel1
03.12.06, 00:09
Sprawa jest dość beznadziejna, sam nie do końca wiem jak o tym powiedzieć...
Wszystko zaczęło się już dość dawno temu - dokładniej ponad 4 lata temu. W liceum byliśmy w jednej klasie - trzy lata spędziłem na głupim gapieniu się i na kombinowaniu w różny sposób aby tylko być przypadkiem "gdzieś obok".
Trzy lata... - wiem - jak głupek. Nie bedę już teraz wdawał się w szczegóły czemu pozostało tylko na gapieniu, wystarczy jak powiem, że i tak by nic z tego nie było. Czasy LO minęły, tłumaczyłem sobie, że teraz ta głupawka się skończy i wszystko wróci do normy, ale zdjęcie klasowe wciąż stoi obok biurka. Od czasu jak założyliśmy internet przez równo 4 miesiące prawie dzień w dzień szukałem jakiegokolwiek śladu po niej. W końcu się udało - najpierw złapałem jej gg, potem przechwyciłem bloga a na końcu wyśledziłęm ją na gronie. Po jakimś czasie odważyłem się dać znak życia i od tamtej pory przez prawie cały rok wymienialiśmy sie prawie codziennie mailami. Zamiast zapominać to ja jak debil przyklejalem sie do kompa i codziennie czekalem na wiadomosc.
W sumie jednak było ok, rozmowy nie miały żadnych podtextów - po prostu zwykła gadanina, na luźniejsze albo czasem poważniejsze tematy. Były też dwa wypady rowerowe - ale też bez absolutnie żadnego podtextu ani ukrytych zamiarów - po prostu zwykłe wycieczki po okolicy. No i w koncu dowiedzialem sie, że ma tam jakiegoś goscia - mniejsza o jego dane, które i tak już przechwyciłem, ważne że facet jest typem półboga (przynajmniej dla dużej liczby kobiet), przystojniaczek kulturysta z medalami, tytułami i innymi takimi pierdołami no i wiadomo - spadł dziewczynie z nieba taki książę i okazał swoje zainteresowanie szarej, zawiedzionej życiem myszce - pozwolić takiemu teraz odejść to grzech. Idę o zakład, że nawet jakby szło im źle w związku i facet byłby kompletnie niekompetentny to ona i tak będzie się swojego wymarzonego herosa trzymać do końca. No ale mniejsza o to, powinienem się jednak w końcu cieszyć, że trafiła na kogoś takiego, wiele razy mówiłem sobie że ten facet jest kimś i że wszystko będzie ok, że bedzie szczęśliwa, więc i ja powinienem się z tego cieszyć. Ale nic z tego, co jakiś czas przechodzę napady idiotyzmu, kiedy szukam po necie jakichś dodatkowych informacji o nim. Próbuje przestawać myśleć o tym, ale to i tak samo wraca z powrotem.
Cały ten czas, do dzisiaj, wytrzymywałem to wszystko. z trudem, bo w takiej sytuacji pełno głupich myśli człowiekowi miedzy innymi o samym sobie przychodzi do głowy, ale dawałem sobie radę. Niedawno trochę się w domu pogorszyło z związku z chorobą mojej mamy i znowu nadszedł czas wiecznego dołu i głupawki....
Wiem doskonale, że jedynym wyjściem dla mnie jest po prostu zapomnieć o wszystkim i przestać myśleć o sprawie - to JEDYNE rozwiązanie jakie jest dla mnie dostępne - ale to jest po prostu niemożliwe. Wiele razy wywalałem ją z listy gg i wiele razy chciałem zakończyć znajomość, ale nie mogłem... jak pies wracałem po chwili na stary kurs. Po 10 minutach znowu była na liście gg itd...
Nie mam zamiaru słuchać głupich komentarzy typu "znajdź sobie inną bla bla bla" bo to nie wchodzi w grę.
Jeżeli się da, mile widziane sugestie na temat tego jak dać sobie wywalić tego typu kretyństwa ze łba (samobójstwo też odpada - już raz myśl o rodzinie mnie od tego powstrzymała i więcej nie mam zamiaru tego powtarzać).
To jest jedyna osoba, co do której gorco pragnę, aby była szczesliwa. To normalne, każdemu życzę dobrze, ale nie potrafięsięoprzeć poczuciu, że ona jako jedyna powinna być szczęśliwa ponad wszystko. Jasne, co do takich bliższych mi znajomych też żywię podobne uczucia, ale w jej przypadku skala tego wszystkiego przekracza dosłownie wszelkie granice...
I jeszcze coś... ona dokłądnie wie, jaką mam samoocenę. Móilem, że mi to nie przeszkadza, że akceptuje swoje myśli na swój temat, ale ona wciąż się upierała że wie lepiej. Powiedziała mi parę rzeczy, których NIE POWINNA była powiedzieć. Wiem, że chciała jedynie podwyższyc moją samoocenkę, ale wywołała tymi słowami więcej złego niż dobrego. Czasami nawet mam wrażenie, że zrobiła sobie ze mnie żart pod tym względem.
No i wie też o wszystkim, powiedziałem jej kiedyś. Ale nie mam pojęcia czy w pełni zrozumiała sens moich słów, bo zamiast wszystko łądnie powiedzieć, tuż po jej wspomnieniu o Pawełku wycofałęm się i na tym gadka się skończyła. A potem już nie dokończyłem... Powiedziałem jej o tm tylko po to, żeby w końcu to z siebie wyrzucić, chyba teraz też dlatego to tutaj piszę. Wiele rzeczy skrywam zawsze w sobie, nie mówiąc nikomu, ale czasem człowiek musi wyrzucić z siebie parę rzeczy bo zwariuje, nawet zamknięty w sobie facet.
Nie powiedziałem jej tego mając jakąkolwiek nadzieję na cokolwiek. Powiedziałem, bo miałem do wyboru dwie opcje - powiedzieć w końcu i mieć moze szanse na spokój wewnętrzny, po wywaleniu tego wreszcie z siebie, albo nie powiedzieć i pozwolić aby mi łeb eksplodował.
Wybrałem chyba mniejsze zło (jak mi się wtedy wydawało) i powiedziałem. Wyszło jak wyszło, do dzisiaj nie wiem czy zrozumiała moje intencje, ale wracać już do tego nie będę.
Naprawdę sam już nie wiem co robić. Nie ma dnia, żeby przed moimi oczami nie stanął obraz ich obojga idących razem... No dobra, rozumiem, miesiąc, dwa góra. Ale tyle czasu? I dalej głupieć na tym punkcie? I to na dodatek przy liczbie kontaktów w realu jakie mamy (czyli zero lub prawie zero)???
Jedyna osoba przy której 99% wysiłku muszę wkładać w to, żeby w miarę normalnie (jak na swoje standardy) się zachowywać. I na dodatek sam sięna własne życzenie dopraszam o oklejne doły, wypytując ją co u niej słychać z wyraźnym oczekiwaniem aż wspomni o swoim wybrańcu... No i oczywiście, podczas rozmowy czasem wrzuci coś o nim, jak ostatnio. Wystarczyło, że wspomniała "spotykam się też z Pawłem" a ja do dzisiaj mam beznadziejny nastrój...
Zero jakiejś woli życia, zero motywacji, zero marzeń, ostatnio próbowałem zacząć naukęjazdy konnej, ale nie mogę po prostu znaleźć sobie zajęcia, ciągle mam pieprzoną blokadę na wszystko. Na twarzy maska "wszystko ok" a w środku "mam wszystko w dupie" i ciągłe zrezygnowanie.
Wiem, że nie mam szans na jakieś cudowne życie, że nie bede miał jakiejś super dziewczyny (o ile w ogóle bede miał - zresztą tak właściwie to nie mam obecnie ochoty na nic w tym stylu) i wiem, że ogólnie mam przesrane z wielu powodów w życiu i w tej kwestii, ale ja po prostu chcę powrócić do swojej normy, nie chcę na razie myśleć o tym wszystkim, chcę się wyłączyć, ale zwyczjnie nie potrafię.
Aga wciąż powraca. Tej nocy pewnie znowu będzie mi się śniła...