vitoria3
15.12.06, 07:25
Ja tam się wcale nie dziwię, że ludzie nie przepadają za feministkami.
Każdy by wolał przewidywalne niunie. Tyle, że te posłuszne niunie-automaciki
też w końcu zaczynają na wszystkich warczeć. Bateryjki się kończą...
A żeby kobieta poczuła, że ma prawo oddychać pełną piesią, ma prawo tu być a
nie ciągle przepraszać, że żyje, to musi się pozbyć tej niewyrażonej złości,
maskowanej uprzejmym uśmiechem, swojej i tej, którą przejęła od innych kobiet
w jej otoczeniu - ich reakcja na to, że była zbyt zadowolona z życia i siebie.
Ta uzewnętrzniona złość jest tym, co ludzie widzą u feministek. Często to
jedyne co widzą, mimo że to tylko etap, konieczny, żeby zacząć normalnie żyć.
A nie do końca życia obwiniać innych za zmarnowane życie - życie kobiety,
która żyła tylko dla innych. Trudna sprawa i każda z kobiet jest
odpowiedzialna w tym względzie za siebie, za poukładanie tego w sobie. A
wygodniej przecież wzruszyć ramionami z pogardą - feministka! - i dalej być
tą zgorzkniałą cytryną.
Dlatego nie ma jednego nurtu, który by wszystkich zadowolił. Bo to bardzo
intymna sprawa. To przerażające, że kobiety muszą się uczyć normalnych
reakcji na cudzą agresję, żeby nie ustępować z uśmiechem rezygnacji :/, to
przerażające że w sytuacjach ekstremalnych wiele kobiet reaguje UŚMIECHEM. To
pokazuje skalę prania mózgu, skalę naszego dostosowania do czego? Chorego
społeczeństwa?
A jak chcesz żyć normalnie, to pojawia się nerwica, bo przecież nie spełniasz
takich śmiakich i owakich wymagań.
Heh, paranoja.
Miłego dnia.