15.02.07, 11:46
zastanawiam sie od dluzszego czasu (co prawda na razie jest to takie
"gdybanie" tylko, bo jeszcze mloda jestem ;) ) nad mozliwoscia adopcji.
chcialabym miec swoje wlasne dzieci, ale i tez jedno, dwoje adoptowanych.
zawsze mi sie wydawalo ze to musi byc swietne, moc uratowac zycie takiemu
maluchowi ktory inaczej musialby pozostac w domu dziecka.

slyszalam jednak tez wiele opinii, ze czesto rodzice adopcyjni gorzko zaluja
swojej decyzji. otaczaja adoptowane dziecko opieka i miloscia, a ono mimo to
wyrasta na malego chuligana, ktory terroryzuje rodzine. czy sami/same macie
jakies doswiaczenia z adopcja, pozytywne i negatywne? albo Wasi znajomi?
jestem bardzo ciekawa Waszych opinii, pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • izabellaz1 Re: adopcja 15.02.07, 12:22
      miss_a napisała:

      > slyszalam jednak tez wiele opinii, ze czesto rodzice adopcyjni gorzko zaluja
      > swojej decyzji. otaczaja adoptowane dziecko opieka i miloscia, a ono mimo to
      > wyrasta na malego chuligana, ktory terroryzuje rodzine.

      A gdzie i od kogo takie "rewelacje" słyszałaś?
      • miss_a Re: adopcja 15.02.07, 14:59
        izabellaz1 napisała:
        >
        > A gdzie i od kogo takie "rewelacje" słyszałaś?
        >
        >

        chociazby od mojej Mamy, ktora jest sedzia rodzinnym, i niestety czasami
        prowadzi sprawy o rozwiazanie adopcji, wlasnie z tego powodu.
        • izabellaz1 Re: adopcja 15.02.07, 15:06
          miss_a napisała:


          > chociazby od mojej Mamy, ktora jest sedzia rodzinnym, i niestety czasami
          > prowadzi sprawy o rozwiazanie adopcji, wlasnie z tego powodu.

          No jeśli jest sędzią no to chyba logiczne, że trafiają do sądu tylko ludzie,
          ktorym się nie powiodło:)
          Nie masz 100% pewności, że urodzone przez Ciebie dziecko będzie porządnym
          człowiekiem.
          A to jakie dziecko miało doświadczenia zależy również od wieku w jakim adopcja
          się dokonuje. Jeżeli adoptujesz miesięczne niemowlę bo ktoś zrzekł się go w
          szpitalu to będziesz miała duży wpływ na kształtowanie jego psychiki.
          • miss_a Re: adopcja 15.02.07, 15:13
            izabellaz1 napisała:

            > No jeśli jest sędzią no to chyba logiczne, że trafiają do sądu tylko ludzie,
            > ktorym się nie powiodło:)

            Zdaje sobie sprawe, ze Mama ma na sprawe poglad nieco "wypaczony" przez
            skrzywienie zawodowe, bo widzi w pracy taka nadreprezentacje tych nieudanych
            adopcji (tak jak np rowniez w pracy widzi nadreprezentacje mlodocianych
            przestepcow, i potem jej sie zdaje ze caly swiat zaludniaja ich bandy ;) ).
            Wlasnie dlatego prosze o opinie innych na forum :)

            Pozdrawiam :)
            • izabellaz1 Re: adopcja 15.02.07, 15:18
              miss_a napisała:

              > Zdaje sobie sprawe, ze Mama ma na sprawe poglad nieco "wypaczony" przez
              > skrzywienie zawodowe, bo widzi w pracy taka nadreprezentacje tych nieudanych
              > adopcji (tak jak np rowniez w pracy widzi nadreprezentacje mlodocianych
              > przestepcow, i potem jej sie zdaje ze caly swiat zaludniaja ich bandy ;) ).
              > Wlasnie dlatego prosze o opinie innych na forum :)

              No i ok:)
              Jasne, że im dziecko młodsze, im mniej złych doświadczeń ma za sobą tym będziesz
              miała jako matka zastępcza większy wpływ na jego wychowanie. Im dziecko starsze
              i im więcej przeżyło tym potrzeba więcej wiedzy, cierpliwości, ciepła i zrozumienia.
              Jest mnóstwo dzieciaków wychowanych w rodzinnych domach dziecka, nie mówiąc o
              rodzinach adopcyjnych, którzy wyrastają na porządnych, wrażliwych ludzi.
              • miss_a Re: adopcja 15.02.07, 15:33
                Aha, jeszcze jedno wlasnie, a propos skad takie "rewelacje" biore. Znam taka
                jedna pania osobiscie. Byla moja polonistka w ostatniej klasie podstawowki, wiec
                "na wlasnej skorze" poznalam jaki ma stosunek do dzieci, i moge z czystym
                sumieniem zapewnic, bardzo fajna kobieta, cierpliwa, lagodna, pogodna, ze
                swietnym podejsciem do dzieci/nastolatkow. Zadna tam frustratka czy sadystka
                ktora by dziecku robila krzywde. Zaadoptowala 7-letniego chlopczyka, wychowywala
                go i bardzo kochala, a chlopczyk gdy dorosl i stal sie nastolatkiem zaczal ja
                wulgarnie wyzywac, okradac, raz chyba ja nawet pobil. W koncu adopcje
                rozwiazala. I kurcze, troche sie przestraszylam jak sie o tym dowiedzialam, malo
                zachecajacy przyklad, no nie?
    • jola.pedagogspoleczny Re: adopcja 15.02.07, 12:25
      ,,zawsze mi sie wydawalo ze to musi byc swietne, moc uratowac zycie takiemu
      maluchowi ktory inaczej musialby pozostac w domu dziecka''

      Z całym szacunkiem ale własnie dlatego sa problemy z adoptowanymi dziećmi, ze
      ludzie zabierają je do domów, żeby zrealizowac swoje wyidealizowane ambicje...
      Dziecko się ma, żeby je kochać, a nie żeby zbawić świat. Jeśli będziesz o
      dziecku myślała, jak o farmie pomocy, to lepiej zostań wolontariuszem, a nie
      adoptuj dzieci.

      ,,slyszalam jednak tez wiele opinii, ze czesto rodzice adopcyjni gorzko zaluja
      swojej decyzji. otaczaja adoptowane dziecko opieka i miloscia, a ono mimo to
      wyrasta na malego chuligana, ktory terroryzuje rodzine''

      Dziecko, które wcześniej nei zaznalo miłości, albo wpojono mu negatywne wzorce
      zachwań (np. agresję) trzeba przede wszystkim otoczyć miłością (tak, jak
      piszesz), ale i należy mu poświęcać cały czas nieustanną uwagę i zapewniać o
      uczuciach oraz uczyć nowych wzorców. ,,Normalne'' dziecko, jak czegoś nauczysz,
      to oczekujesz, że będzie tak postępować, jak powiesz, że kochasz, to będziesz
      oczekiwac, że ono o tym wie i to rozumie. ,,Takie'' dziecko trzeba cały czas
      zapewniać o uczuciach, interesować się jego problemami, uczyć nowych rzeczy i
      nie dopuścić do sytuacji, żeby czuło się gorsze. Musimy starać się, żeby nam
      zaufalo, co jest bardzo trudne, bo ktoś juz prawdopodobnie nadużyl jego
      zaufania i dla tego dzieci te sa czesto skryte, zamknięte w sobie i aspołecznie
      reagują na otoczenie- jest to obrona przed kolejnym skrzywdzeniem lub okazanie
      innym ludziom, ze mają jakiś problem (ale nie potrafią o tym powiedzieć).

      • miss_a Re: adopcja 15.02.07, 15:17
        jola.pedagogspoleczny napisała:

        > Z całym szacunkiem ale własnie dlatego sa problemy z adoptowanymi dziećmi, ze
        > ludzie zabierają je do domów, żeby zrealizowac swoje wyidealizowane ambicje...
        > Dziecko się ma, żeby je kochać, a nie żeby zbawić świat. Jeśli będziesz o
        > dziecku myślała, jak o farmie pomocy, to lepiej zostań wolontariuszem, a nie
        > adoptuj dzieci.
        >

        Alez przeciez ja wlasnie chce je kochac i otoczyc opieka! Chce zeby bylo
        szczesliwe i tak dalej. Dlaczego uwazasz, ze chec zrobienia "tak generalnie"
        czegos dobrego wyklucza milosc?
        • jola.pedagogspoleczny Re: adopcja 16.02.07, 12:07
          Nie napisałam, ze to sie wyklucza, ale że musisz przede wszystkim mieć na
          względzie miłość do dziecka, a nie to, że zawsze chciałaś komuś pomagać...
      • anulex Re: adopcja 15.02.07, 17:33
        A jaka powinna być Twoim zdaniem motywacja rodziców, którzy mogą mieć własne
        dzieci i mimo to decydują się na adopcję? Bo jedyne co mi się nasuwa, to
        właśnie chęć pomocy temu dziecku, uratowania go przed nieszczęściem. Oczywiście
        jeśli rodzic ma cukierkową wizję szczęśliwej rodziny z idealnym, dozgonnie
        wdzięcznym dzieckiem, to to może być szkodliwe. Ale autorka wątku nie pisała o
        niczym takim.

        ---
        Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
    • avital84 Re: adopcja 15.02.07, 12:30
      każde dziecko może wyrosnąć na chuligana...
      myślę, że jeżeli jest to Twoje pragnienie i masz takie dobre serduszko i
      chciałabyś sie tym dobrem podzielić, to jest to wspaniały pomysł...
      takie dzieciaki nie marzą o niczym innym jak o cieple domowego ogniska, o byciu
      potrzebnym drgugiej osobie, o powiedzeniu do kogoś mamo...
      ja widzę same plusy i nie daj się nikomu zniechęcić:)))
      powodzenia:)))
      • warsawvoice Re: adopcja 15.02.07, 12:34
        tu scieraja sie 2 szkoly ... jedna ktora mowi ze wychowaniem wszystko mozna
        zalatwi , druga ktora mowi ze to jak sie bedziemy zachowywac jest
        zdeterminowane przez geny ... dopoki nie zostanie ten problem rozwiazany ,
        dopoty watpliwosci zawsze beda
    • annubis74 Re: adopcja 15.02.07, 12:35
      myślę, że narazie to takie tylko gdybanie, które pewnie u wielu kobiet sie
      pojawia (też tak miałam), a czas zweryfikuje czy jest to rzeczywista chęć czy
      tylko takie mrzonki.
      Po pierwsze, zeby zaadoptować dziecko trzeba przejść długą, ciężką i upierdliwą
      procedurę, którą wytrzymują tylko najbardziej zdeterminowani (pewnie mało kto
      kto może mieć biologiczne dzieci sie na to zdecyduje)
      w polskich domach dziecka nie ma biologicznych sierot, ani dzieci, których
      matki odpowiedzialnie zrzekły sie swoich praw - takie dzieci, ktore moga być
      oddane do adpocji są adoptowane na "pniu" i wbrew pozorom kolejka chetnych jest
      długa- w bidulach tkwią latami dzieci, których sytuacja prawna jest
      nieuregulowana.
      i taka historyjka z doświadczenia mojej koleżanki, która przeszła przez piekło
      (dosłownie) procedury adopcyjnej, adoptowała dziecko, którego matka była
      pozbawiona praw rodzicielskich, ale miała z dzieckiem kontakt. dziecko było
      podburzane przez biologiczną matkę i zdemoralizowane pobytem w bidulu - adopcja
      w końcu nie doszła do skutku.
      myslę, ze za kilka lat urodzisz własne dzieci i ten pomysł Ci przejdzie, ale
      jakby nie to weź to wszystko pod uwagę
    • madeinussa Huligan :) 15.02.07, 12:36
      :P
      • miss_a Re: Huligan :) 15.02.07, 15:01
        ej no serio, az sobie sprawdzilam w slowniku ortograficznym online pwn, pisze
        sie "chuligan" a nie "huligan" :)
        • m_agilla Re: Huligan :) 15.02.07, 15:59
          No coś Ty :)
          Dałabym sobie rękę uciąć, że "samo H" :P
          I już bym nie miała?

          Hm... :P
      • dzikoozka nenene :) chuligan 15.02.07, 15:07

      • maialina1 Re: CHuligan :) 17.02.07, 09:23

        so.pwn.pl/lista.php?co=chuligan
    • deodyma Re: adopcja 15.02.07, 13:02
      a jaka masz gwarancje, ze Twoje dziecko ktore urodzisz nie wyrosnie na chuligana?
    • yagiennka ?? 15.02.07, 15:54
      Się przyczepię - czy ty uważasz że huligaństwo to kwestia wrodzona??? To są
      dyrdymały i wyssane z palca opinie, podobnie jak to że z domów dziecka to są
      tylko złodzieje i przestępcy. Kim będą te dzieci zależy tylko od ciebie. Jeśli
      potrafisz pokochac nie swoje dzieci i jesteście z mężem w stanie utrzymać taką
      gromadkę to nie wiedzę problemu.
      • skorpionica11 Re: ?? 15.02.07, 15:58
        Wszystko zalezy od wychowanie ,chuliganem moze byc kazdy
        hmm boze co za gupie myslenie maja nie ktore osoby
        a i jeszcze jedno jak chcesz adotpowac 1 dziecko to musisz przynajmniej
        zarabiac 2 tys. zł na reke
        na dzien dziejszy ,bo pewnie w przyslosci beda jeszcze wyzsze wymagania
      • anulex Re: ?? 15.02.07, 17:26
        Dziedziczność to nie są dyrdymały i wyssane z palca opinie. Badania wskazują,
        że geny mają olbrzymi wpływ na nasze życie, również na skłonność do popełniania
        przestępstw. Polecam książkę Pinkera "Tabula Rasa".

        Nie mówię tu, że nie należy adoptować dzieci. Należy, ale musi być to świadoma
        decyzja osoby, która zdaje sobie sprawę nie tylko z plusów, ale również z
        wszelkich zagrożeń z tym związanych. Udawanie, że tych zagrożeń nie ma, żeby
        tylko ktoś wziął te dzieci, nikomu się nie przysłuży.

        ---
        Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
        • yagiennka Re: ?? 15.02.07, 18:15
          Tylko 50% naszych genów dziedziczonych wpływa na nasz charakter, zdolności i
          predyspozycje. Pozostałe 50% to środowisko, wychowanie. Nikt nie rodzi się
          przestępcą. I geny nie mają żadnego olbrzymiego wpływu na nasze życie, na życie
          mają wpływ nasze wybory, nasze środowisko, nasze otoczenie w którym wyrośliśmy.
          Geny dają nam tylko pewne predyspozycje i zdolności natomiast jak je
          wykorzystamy zalezy od zupełnie innych rzeczy. I to właśnie mówi nauka.
          • simply_z Re: ?? 15.02.07, 18:19
            nie 50% a 70% według najnowszych badań
            • warsawvoice Re: ?? 15.02.07, 18:23
              simply_z napisała:

              > nie 50% a 70% według najnowszych badań

              nie niszcz zludzen :-)
            • yagiennka Podaj źródło 16.02.07, 00:47
              Publikacje naukowe mówią o 50%. Około w dodatku.
          • anulex Re: ?? 15.02.07, 18:47
            Zgadzam się, że nikt nie rodzi się przestępcą. Za to można odziedziczyć cechy,
            które sprawiają, że jest bardziej pradopodobne, że jako dorośli ludzie
            zostaniemy przestępcami. Badania opisane w wymienionej przeze mnie książce
            wykazują, że wpływ genów nie maleje a wręcz przeciwnie - rośnie z wiekiem.
            Statystyczny człowiek im jest starszy tym bardziej przypomina biologicznych
            rodziców, nawet jeśli wychowywali go zupełnie inni ludzie. Jak to się ma do
            Twojej teorii wedle której tylko od nas zależy, na kogo wyrosną nasze dzieci?
            Uważam, że trzeba mieć bardzo dużo buty, żeby być pewnym, że nasze metody
            wychowawcze są na tyle genialne, że całkowicie wyeliminujemy negatywny wpływ
            genów.

            Pinker w swojej książce twierdził (na podstawie badań), że zdolności zależą w
            50% od genów i 0-10% od wychowania. Pozostałe procenty miałyby być wpływem
            środowiska rówieśniczego.

            Nauka przez duże N mówi, że nie potrafi do końca określić jak to jest, bo brak
            jej odpowiednio rzetelnych danych. Nauka zaplątana w ideologię rzeczywiście
            może twierdzić, że wychowanie czyni cuda.

            ---
            Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
            forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
            • warsawvoice Re: ?? 15.02.07, 19:00
              > Pinker w swojej książce twierdził (na podstawie badań), że zdolności zależą w
              > 50% od genów i 0-10% od wychowania. Pozostałe procenty miałyby być wpływem
              > środowiska rówieśniczego.
              >
              > Nauka przez duże N mówi, że nie potrafi do końca określić jak to jest, bo
              brak
              > jej odpowiednio rzetelnych danych. Nauka zaplątana w ideologię rzeczywiście
              > może twierdzić, że wychowanie czyni cuda.

              dodaj do tego wiare w psychologie , bo jak sie ma czuc czlowiek ktory wierzy
              psychologowi a z drugiej strony slyszy ze na jego zachowanie maja wplyw geny a
              nie jakies pokretne wytlumaczenia ?
              • anulex Re: ?? 15.02.07, 19:22
                O ile Yagiennka nie docenia genów, o tyle Ty je przeceniasz... :)

                ---
                Tabula Rasa - forum dla ludzi kochających dyskusje.
                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=45427
                • warsawvoice Re: ?? 15.02.07, 23:44
                  anulex napisała:

                  > O ile Yagiennka nie docenia genów, o tyle Ty je przeceniasz... :)
                  nie tylko ja :-) kilka miliardow dolarow juz wladowano w ich poznanie liczac na
                  KONKRETNE profity i w przeciwienstwie do innych nauk ta dotyka nas najbardziej
                  bo mowi o nas doslownie wszystko
            • yagiennka Nic podobnego 16.02.07, 00:52
              Nie prawda :) Te same chechy można wykorzystać i w dobrym i w złym celu.
              Wiesz o tym że i przestępcy i policjanci mają bardzo zbliżony profil
              psychologiczny? A co ich różni?? To ze stoją po przeciwnych stronach barierki.
              Nożem mozna zadac śmiertelny cios ale też ukroić chleb.
              Więcej przykładów?
              O tym jak wykorzystamy nasze cechy decyduje wychowanie i środowisko. Nawet o
              naszym człowieczeństwie decyduje środowisko. Bardzo ciekawy artykuł na ten temat
              czytałam ostatnio, właśnie deprymujący rolę genów. Genetycznie to my jesteśmy
              prawie zwierzęta :)


              • warsawvoice Re: Nic podobnego 17.02.07, 09:09
                yagiennka napisała:

                Genetycznie to my jesteśmy
                > prawie zwierzęta :)

                :-)))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
                • yagiennka Re: Nic podobnego 17.02.07, 16:30
                  Podam cytaty :))))
                  "Niestety okazuje sie że nasz materiał genetyczny w ponad 90% jest identyczny z
                  genomem wspólczesnego szympansa" "Czynnikiem ostatecznie, choć nie wyłącznie,
                  decydującym o naszym człowieczeństwie okazuje sie być środowisko" - czyli ludzka
                  kultura. "zemskie organizmy rozwijają sie przede wszystkim w oparciu o swoje
                  geny, zazwyczaj najdrobniejszy szczegół ich życia jest zakodowany w DNA,
                  natomiast ludzie i wyżej rozwiniete istoty dodają do teko kody społęczne". "U
                  człowieka przeważająca większośc zachowań pozostaje poza zapisem genetycznym.
                  Nasze geny oferują nam zaledwie rusztowanie potencjalnych możłiwości
                  rozwojowych, które moga być ewentualnie wykorzystywane w procesie
                  przystosowywania do życia w społęczeństwie:"
                  I tyle :) Geny wcale nie są najwazniejsze, ważniejsze jest środowisko.
                  • warsawvoice Re: Nic podobnego 17.02.07, 17:12
                    yagiennka napisała:

                    > Podam cytaty :))))
                    > "Niestety okazuje sie że nasz materiał genetyczny w ponad 90% jest identyczny
                    z
                    > genomem wspólczesnego szympansa" "Czynnikiem ostatecznie, choć nie wyłącznie,
                    > decydującym o naszym człowieczeństwie okazuje sie być środowisko" - czyli
                    ludzk
                    > a
                    > kultura. "zemskie organizmy rozwijają sie przede wszystkim w oparciu o swoje
                    > geny, zazwyczaj najdrobniejszy szczegół ich życia jest zakodowany w DNA,
                    > natomiast ludzie i wyżej rozwiniete istoty dodają do teko kody społęczne". "U
                    > człowieka przeważająca większośc zachowań pozostaje poza zapisem genetycznym.
                    > Nasze geny oferują nam zaledwie rusztowanie potencjalnych możłiwości
                    > rozwojowych, które moga być ewentualnie wykorzystywane w procesie
                    > przystosowywania do życia w społęczeństwie:"
                    > I tyle :) Geny wcale nie są najwazniejsze, ważniejsze jest środowisko.
                    :-))) smialem sie bo napisalas ze jestesmy prawie zwierzeta :-)))) przeciez to
                    jest absurdalne zdanie .... my JESTESMY zwierzetami , cos mi sie wydaje ze
                    nalezysz do grupy osob ktore boja sie spojrzec w nasze biologiczne lusterko by
                    zobaczyc co sie w nim kryje ... ten ostatni cytat mnie w tym utwierdza
                    > "Niestety okazuje sie że nasz materiał genetyczny w ponad 90% jest identyczny
                    z
                    > genomem wspólczesnego szympansa" <--
    • danagr Re: adopcja 15.02.07, 17:20
      przeszlam trudna droge i jestem adopcyjna mama, mimo, ze zostalam sam z synkiem
      gdybym miala jeszcze raz podjac decyzje o adopcji nie wachalabym sie. To ja
      kszaltuje malego, pokazuje wzorce i to odemnie zalezy na jakiego czlowieka
      wyrosnie. Nie bede sie rozpisywac bo wiele racji maja moi przedmowcy.
      • lumpeksiara81 Re: adopcja 15.02.07, 17:22
        Ślicznego masz synka.
        • danagr Re: adopcja 15.02.07, 18:05
          dziekujemy:-). To moj najukochanszy skarb, zycie bez niego nie byloby tak kolorowe.
    • maialina1 Re: adopcja 17.02.07, 09:21
      Ja chyba obawialabym sie takiego wlasnie postawienia sie w roli "wybawcy".
      To bardzo destrukcyjne podejsce do sprawy, ale niestety trudne do unikniecia.
      " Ja cię wybawilam to teraz ty badz grzeczny".
      Jak sie okazuje ze dziecko wyrasta na chuligana (czyli jest NIEWDZIECZNE
      swojemu "wybawcy") to potem taka mama sobie pluje w brodę, ze moze nie trzeba
      bylo go brac.
      Podczas gdy twoje wlasne dziecko, kiedy wyrasta na chuligana, kochasz je tak
      samo, a moze jeszcze bardziej.
      Tak mi sie wydaje.
      Ja jesli mialabym adoptowac to z pewnoscia najbardziej bym sie obawiala ze mi
      sie w glowie ulozy ze ja go "uratowalam" i bedą sie z tym wiazac jakies
      niezdrowe oczekiwania.
      • miss_a Re: adopcja 18.02.07, 13:07
        Hmmm wiesz co moze sie niejasno wyrazilam. Nie chodzi mi o to zeby byc jakas
        meczennica-wybawczynia. Chce to dziecko kochac, opiekowac sie nim, po prostu
        chce zebysmy tak sobie byli razem, i sie wzajemnie kochali, i byli ze soba
        szczesliwi. Zreszta ktos juz tu napisal w jednej z odpowiedzi, ze chyba w
        wiekszosci przypadkow rodzice, ktorzy juz maja wlasne dzieci i dodatkowo
        adoptuja, kieruja sie glownie checia "uratowania" tego dziecka. Z tymze nie
        oznacza to ze kieruja sie jakas "misja", tylko chca kogos kochac, po prostu.

        Tak mi sie zdaje.

        Natomiast nie jestem w stanie zrozumiec Twojego drugiego argumentu, tzn nie
        jestem w stanie pojac co jest zlego w tym, ze oczekuje, ze dziecko bedzie
        grzeczne? Moi rodzice oczekiwali ode mnie i od siostry ze bedziemy grzeczne. Ja
        od swoich dzieci, biologicznych i adopcyjnych jednakowo, tez bede oczekiwala, ze
        beda grzeczne. I naprawde, dopoki rodzice nie sa jakimis strasznymi tyranami,
        nie widze w tym wymaganiu nic skandalicznego ;)

        Podobnie jak nie rozumiem dlaczego, Twoim zdaniem, "Gdy twoje wlasne dziecko,
        wyrasta na chuligana, kochasz je tak samo, a moze jeszcze bardziej". W rodzinach
        , ktore znam, jesli jedno dziecko sprawialo klopoty wychowawcze a drugie nie, to
        rodzice jakos tak "sila rzeczy" mieli z tym pierwszym dzieckiem kontakty
        chlodniejsze, a z drugim serdeczniejsze. Nie znam zadnych rodzicow ktorzy
        zapalaliby do swojego dziecka wielka miloscia bo stalo sie chuliganem, zazwyczja
        bywa na odwrot. Mysle ze wynika to z bardzo prostej i ludzkiej zaleznosci, ze
        zniechecamy sie do ludzi, ktorzy nas rania. Czy rani dziecko biologiczne, czy
        adopcyjne, mysle ze nie ma znaczenia, pewnie boli tak samo.

        Pozdrawiam :)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka