antonina_74
22.04.03, 13:33
Witam. Rzadko zagladam na to forum, ale dzis jestem i mam problem. Przyszedl
koniec miesiaca i zaczely sie klotnie o kase. O co chodzi - moj maz (z ktorym
normalnie sie nie kloce, jest wspanialym przyjacielem, uwielbiam z nim
rozmawiac, i po 6 latach malzenstwa a 9 razem jest nam dobrze) chcialby
kontrolowac wszystkie moje wydatki.
On zarabia tak 4-5 razy wiecej ode mnie. Ja zarabiam troche ponizej sredniej
krajowej. Wydatkami stalymi dzielimy sie wg mozliwosci a mamy ich mnostwo, bo
mamy kilka kredytow na mieszkanie, samochod, oplaty za przedszkole itd. itp.
Z reguly cotygodniowe zakupy robimy z moich pieniedzy, bo ja akurat co sobote
dostaje kase od uczniow prywatnych. OK.
Problem - co miesiac okolo 20-go zaczyna sie wypytywanie ile mi jeszcze
zostalo na koncie i wyliczanie ile wydalam. Wyglada to tak "podobno mialas
jeszcze 950 zlotych, dzis mowisz ze masz 600, gdzie to sie wszystko podzialo,
skad wezmiemy na benzyne, zakupy, a jeszcze za telefon nie zaplacilas".
jazgot przez godzine, dwie. Ze jestem totalnie nieodpowiedzialna bo kupilam
sobie buty za 90 zl, a sytuacja jest katastrofalna. Albo ser kupilam
szwajcarski po 20 zl/kilo a nie polski po 16 zl/kilo. I tak do pierwszego,
potem wchodzi pensja i znowu trzy tygodnie spokoj.
Dzisiaj rzucilam sluchawka. Nie chce mi sie juz co miesiac sluchac jak on mi
wylicza kazda zlotowke. Jakos dziwnym trafem na wszystko starcza, dlaczego on
sie musi tak upierdliwie czepiac??? Do rozpaczy mnie to doprowadza...
A.