Gość: obs
IP: *.dip.t-dialin.net
29.05.01, 16:01
Oglądając telewizję (np. program pt. „Ziarno”) i czytając przerażające brednie
niektórych uczestników forum stawiam sobie często pytanie; jak daleko sięgają
prawa i kompetencje rodziców i instytucji w wychowaniu dzieci. Zgodzi się ze
mną chyba każdy, że dziecko nie jest ani prywatną własnością rodziców ani
państwowym surowcem do produkcji posłusznych obywateli. Wydaje mi się, że
dziecko ma niezbywalne prawo do późniejszego samookreślenia. To prawo jest mu w
mniej lub bardziej brutalny bądź perfidny sposób odbierane. Wiele dzieci jest
poddwawanych , czy to przez rodziców (chcących oczywiście „najlepiej”) czy
przez różnorakie instytucje, permanentemu praniu mózgu.
Z okazji nadchodzącego Dnia Dziecka warto byłoby się nad tym zastanowić.
Gwoli ścisłości;
nie jestem idiotą spadłym z księżyca i zdaję sobie sprawę z tego, że nie można
wymagać od katolickich rodziców, żeby nagle przestali świętować Wielkanoc i
Boże Narodzenie, do kościoła chodzili potajemnie a żeby dziecko miało możliwość
świadomego wyboru to od czasu do czasu powinien tatuś zgwałcić jakąś sierotkę
czy poturbować staruszkę, bo pociecha powinna mieć możliwość samookreślenia nie
tylko jako porządny człowiek ale także perspektywę zostania pedofilem,
żołnierzem czy nawet politykiem.