Gość: anE
IP: *.chello.pl
16.06.03, 10:08
dzis jadac busem do pracy bylam swiadkiem czegos takiego:
siedzialam na I pojedynczym miejscu za kolem, bezposrednio obok mnie na kole
stal oparty o porecz (domyslam sie) student. nie trzymal sie niczego,
poniewaz byl bardzo zajety wycinaniem NOŻYCZKAMI swoich ściągawek (zapewne na
poranny egzamin), cała drogę zamiast mu coś powiedziec, siedzialam cicho
spieta i ze strachem w oczach mialam nadzieje, ze kierowca, ktory prowadzi
autobus, bedzie jechal spokojnie, ze nic nie wyjedzie nagle z prawej strony,
ze nie bedzie ostrych zakretow i OSTREGO hamowania..
w sb z kolei jechalam z naprawde szalonym kierowca, nawet ci, ktorzy mieli
miejsca siedzace nie byli w stanie stabilnie przebyc pół przystanku, a ci, co
stali (np. ja), musieli sie bardzo mocno trzymac dwoma rekami, :-)
gydby ten kierowca z sb byl w moim dzisiejszym poniedzialkowym autobusie..
ufff, zyje, nozyczki nie wbily mi sie w gardlo, ale taki scenariusz dzisiaj
mialam przed oczami.
zla jestem na siebie, ze nic nie powiedzialam... a juz myslalam, ze wyrobilam
sobie odwage, zeby moc na glos powiedziec, ze cos mi przeszkadza..
eh
pozdr.