Dodaj do ulubionych

rodzice a przyszły mąż

09.04.08, 22:53
Witam ! Jestem nową osobą na tym forum. Postanowiłam zapytać Was (
kobiety i mężczyzn)co myślicie na temat mojego problemu. Mianowicie
ostatnio odbyłam poważną rozmowę ze swoim długoletnim chłopakiem (a
wkrótce narzeczonym)na temat mojej mamy (mam tylko ją) i jego
rodziców, a konkretnie, co bedzie jeśli moja mama albo jego rodzice
nagla zachorują i nie będą potrafili sami o siebie zadbać. Dla mnie
naturalne jest to, że zaopiekowałabym się swoją mamą jak rownież
jego rodzicami, gdyby zaistniała taka potrzeba, natomiast on
kategorycznie odmówił. Stwierdził, że od tego są opiekunki i domy
spokojnej starości. Nie potępiam ludzi, ktorzy podejmują decyzję o
oddaniu bliskiej czy dalszej osoby z rodziny do takiego domu, ale ja
nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, że moja mama bedzie musiala
cierpieć w samotności, wśród obcych. Ta sprawa nie daje mi spokoju,
tym bardziej, że dla niego moja deklaracja jest dużą przeszkodą w
podjęciu decyzji o wspólnym życiu. Oboje jesteśmy zgodni, że warto
najpierw zamieszkać oddzielnie, bez rodzicow ale przecież kiedyś
nadejdzie starość, może zdażyć sie jakiś wypadek i nasza opieka
bedzie potrzebna. Co Wy o tym myślicie? rozmawiacie o takich
sprawach ze swoimi partnerami? Macie jakieś rady, jak rozmawiać o
takich sprawach? Dzieki za wszelkie odpowiedzi
Obserwuj wątek
    • justysialek Re: rodzice a przyszły mąż 09.04.08, 23:48
      No i dobrze, że masz wątpliwości, bo to dość ważna sprawa.
      Ludzie o róznych rzeczach nie gadają przed ślubem, a potem jest
      wielkie zdziwienie: "to ty nie myślisz jak ja?" Niestety 2 osoby
      rzadko myślą to samo na każdy temat - próbujcie o tym pogadać i
      dojść do kompromisu - ważne żebyś uświadomiła mu ile to dla ciebie
      znaczy! Ale ty też musisz go wysłuchać - no chyba, że nie możesz w
      tej kwestii ustąpić - to macie problem!
    • disa Re: rodzice a przyszły mąż 09.04.08, 23:55
      Doskonale Cię rozumiem
      Ja niestety też mam tylko Mamę i jest Ona u mnie na 1 miejscu. Nie wyobrażam sobie że mogłabym oddać ją pod opiekę kogoś obcego nawet jeśli w grę wchodziłby piękny ośrodek.
      Zdaje sobie sprawę, że może być ciężko, ale wolałabym Mamie mieć przy sobie i EWENTUALNIE wynająć kogoś do opieki, ale NIGDY oddać.
    • bruxa_magdalena Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 01:02
      Ja mysle tak jak twoj chlopak. Jasne nie oddalabym mamy czy ojca w razie ich
      sprzeciwu. Trzeba jednak liczyc sily na zamiary i w sytuacji np. ciezkiej
      choroby jest po prostu przekichane. Nie mowie tutaj o staruszku ktory sobie
      mieszka z dziecmi bo fizycznie nie wyrabia tylko o sytuacjach naprawde
      podbramkowych np. choroba nowotworowa, Altzheimer czy inne cholerstwo. Obecnosc
      chorego w domu dezorganizuje wszystko, to choroba dyktuje warunki. W domu opieki
      nie znaczy w samotnosci, nie znaczy, ze osoby starsze sa tam zostawione na
      pastwe losu. Ja sama gdyby miala byc kiedys ciezarem dla moich dzieci wolalabym
      trafic do domu opieki. Nie trzeba tego tak negatywnie odbierac. Rodzice
      zostawiaja swoje dzieci w zlobkach i przedszkolach czasem opiekunkom nikogo to
      nie dziwi wiec dlaczego te dzieci nie moga w przyszlosci zostawic opieki nad
      swoimi starymi rodzicami komus wykwalifikowanemu ? Opieka nad starsza niedolezna
      osoba jest ciezka, gdy dochodzi choroba dla mnie osobiscie psychicznie ponad sily.
      • kamyk-zielony Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 09:34
        Znam trzy przypadki takiej opieki nad zniedołężniałym rodzicem. Wszystkie trzy otarły się o rodzinną tragedię, depresje, przemoc emocjonalną. We wszystkich trzech rodzinach śmierć - wcześniej ukochanego rodzica - przyniosła przykrą ulgę. Heroizm to piękna i często głupia sprawa. Wystarczy zapewnić ojcu/matce dobrą opiekę, interesować się, odwiedzać, zabierać na święta, aby dotrwać do końca w miłości i wzajemnym szacunku. W Polsce ciągle powierzenie zniedołężniałego rodzica pod fachową opiekę jest równoznaczne z brakiem miłości i zwyrodnialstwem.
        • justysialek Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 09:43
          www.gazetawyborcza.pl/1,88975,5032954.html
          Tu jest bardzo dobry artykuł na ten temat i bardzo smutny. Niestety
          prawdziwy, byłam świadkiem podobnych sytuacji w dalszej rodzinie i
          wśród znajomych i całkowicie zgadzam się z opiniami wyrażonymi w tym
          tekście.
          Gdybym ja była zniedołężniała, chora, umierająca, wystraszona - to
          nie chciałabym leżeć w zimnej sali wśród obcych ludzi - mam na
          dzieję, że moje dzieci mnie na to nie skażą.
          • kamyk-zielony Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 09:59
            Tam jest mowa o porzuceniu, a nie powierzeniu specjalnej placówce rodzica pod opiekę. To nie to samo. Mój dziadek umierał w szpitalu. Jego ciężki stan trwał 2 m-ce, nawet przez godzinę w tym czasie nie był sam. Mieliśmy dyżury - w dzień i w nocy. Każdy z nas musiał ustawić swoje codzienne obowiązki, tak by być pod ręką. Miałam 6 m-czne dziecko, ale nigdy nie opuściłam swojego "dyżuru".Umarł przy mnie i ojcu, trzymaliśmy go za ręce - to była dobra śmierć, mimo, że nie w swoim łóżku.
            • justysialek Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 10:17
              Chyba nie ten sam tekst czytałyśmy, bo jest tam też dużo o
              niedogodnościach "chorowania" poza domem właśnie i cierpieniach,
              jakich to przysparza umierającemu!
              A oddanie rodzica do dobrej placówki, to co innego niż porzucenie? -
              spychasz odpodiwedzialność za opiekę nad bliskim na obcych ludzi, a
              sama przychodzisz troszkę pogadać - dla mnie to porzucenie ale to
              mój pogląd - może być różny od twojego.

              Poza tym legendy o specjalnych placówkach, które tak świetnie -
              lepiej od nas - zajmą się rodzicem to bujda! Wystarczy prześledzić
              ostatnie rewelacje o prywatnych domach opieki.
              • kamyk-zielony Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 12:16
                justysialek napisała:

                > A oddanie rodzica do dobrej placówki, to co innego niż porzucenie? -
                > spychasz odpodiwedzialność za opiekę nad bliskim na obcych ludzi, a
                > sama przychodzisz troszkę pogadać - dla mnie to porzucenie ale to
                > mój pogląd - może być różny od twojego.

                I chyba jest.
                Nie potępiam ludzi, którzy nie są w stanie psychicznie, fizycznie, emocjonalnie sprostać opiekce nad zniedołężniałym starcem, potępiam natomiast rodzinę, która o takiej osobie zapomina i udaje, że nie ma tematu.
            • misiu.stefan Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 10:29
              Ja właśnie miałam podobną sytuację - mój tata przeszedł udar mózgu.
              Był w bardzo ciężkim stannie. Przez 3 miesiące w szpitalu (ja byłam
              u niego przed pracą, potem biegiem do roboty, potem od razu po pracy
              i jeszcze raz na wieczór - na kolację. Zmieniałam się z siostrą i
              mamą. Było bardzo ciężko. Ale będąc gdziekolwiek poza szpitalem
              ciągle myślałam o nim. Jak się czuje, co się z nim dzieje. Po trzech
              miesiącach byłam strasznie zmęczona psychicznie.
              I potem strach - tata wraca do domu a widzę, ze nie jest wyleczony.
              Strach o to jak będzie wyglądało życie w domu.
              Przez pierwsze tygodnie jak tata tylko wstawał, szedł do kuchni czy
              do łazienki to wszystkie oczy były skierowane na niego. Ciągle obawa
              czy coś mu się nie stanie, czy nie straci nagle przytomności...

              Jak w domu jest chory to na prawdę wszystko się wywraca, ale według
              mnie TRZEBA SPRÓBOWAĆ, choć trochę. Wziąć na siebie to wyzwanie -
              nie umywac rąk.

              Ale jeśli ktoś czuje, ze nie wytrzymuje, to powinien zapłacić za
              dobrą opiekę, bo nie ma chyba nic gorszego niż poczucie chorego, ze
              jest ciężarem i że nikt nie chce sie nim zająć, a rodzina robi to z
              przymusu.
            • kr_ka_11 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 10:30
              moja babcia ostatnie chwile spedzila w domu opieky na oddziale opieky
              peliatywnej (nie bylo nnej mozliwosci - nie mogla byc non stop w szpitalu a
              wymagala monitorowania wynikow morfologii, moczu). na poczatku kiedy byla w domu
              miala wynajeta pielegniarke, ktora przychodzila do niej rano (kiedy my wszyscy
              bylismy w pracy) myla ja, karmila, potem kazdy z nas wg ustalonych dyzuro
              przejmowal "paleczke". sytuacja sie zmienila, kiedy lekarz ktory opiekowal sie
              babcia sam zasugerowal, ze stan jest na tyle powazny by ubiegac sie o miejsce w
              takim domu opieki. pobyt w szpitalu byl bezzasadny, jednak majac taka opieke
              domowa (przy dochodzeniu pielegniarki, lekarza i naszych dyzurow) nie bylo szans
              sprawdzania na biezaco co w orranizmie sie dzieje. babcia do samego konca byla
              swiadoma, to ten typ starzenia, gdzie wysiada wszystko po kolei, od nerek po
              serce a umyslowo czlowiek jest sprawny jak 25 latek. nie ma nic gorszego, bo
              osoba taka sama ciagle powtarza, ze chce umrzec, ze juz nie ma sily jest
              swiadoma tego co sie dzieje. na oddziale opieki peliatywnej w domu spojnej
              starosci byla ok 6 miesiecy. nie bylo dnia zeby ktos u niej nie byl.
              przynosilismy jej rozne ulubione potrawy, bo smaki miala ciagle bardzo
              urozmaicone - na szczescie wiekszosc mogla swobodnie jesc. potem stan pogorszyl
              sie na tyle, ze trafila do szpitala. tam umarla. spokojnie, w nocy.. we snie,
              tego dnia bylismy u niej wszyscy. nie wiem jak to wytlumaczyc bo tak sie raczej
              nie skladalo. chyba kazdy czul ze musi sie pozegnac. pomimo tego pobytu nigdy
              nie czula sie opuszczona a my naprawde nie moglismy jej zapewnic takiej opieki
              24 godziny na dobe, rownoczesnie pracujac (a ja jeszcze studiowalam). oddanie
              kogos pod fachowa opieke nie laczy sie z brakiem milosci tylko wlasnie z
              odpowiedzialnoscia za druga osobe i mierzeniem sil na zamiary. nie mozna oceniac
              tego jako umywanie rak. porozmawiaj szczerze z narzeczonym, bo ja jednak mysle,
              ze to nie kwestia tego, ze nie ma serca... moze wlasnie w zyciu otarl sie o taka
              smierc o jakiej ja pisze i wie jak to wyglada.
        • cloclo80 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 12:44
          Polska i fachowa opieka. Sorry ale nie żartuj.
    • modliszka24 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 10:48
      Powinnaś zaopiekować się mamą Co będzie jak ty ciężko zachorujesz też Cię
      odstawi do domu opieki Ja bym zastanawiała się czy żyć z takim człowiekiem
      • kittka25 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 12:58
        Bardzo trudna sprawa. Tez byłam przekonana ze nie powinno sie pozwolic aby ktos
        obcy opiekowal sie moimi bliskimi - do czasu. Jednoczesnie zachorowali ciężko i
        babcia i dziadek z którymi mieszkalismy. Ponad 5 długich i ciężkich lat - i nie
        chodzi tylko o zmienianie pieluch, karmienie, "uwiązanie" do domu - najgorsze
        było ich wycie z bólu po nocy, ich cierpienie na które niewiele można było
        pomóc. Bardzo przezyłam widoki gołego dziadka którego trzeba bylo ganiac po
        pomieszkaniu, na sile ubierac i pilnowac aby znowu sie nie rozebral - i pewnie
        dlatego mama jednak zdecydowala się po 2 latach korzystac raz w roku przez kilka
        tygodni z domu opieki. Choroby sa rózne i niektóre bardzo upodlają ukochane osoby.
    • kora3 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 13:11
      Sprawa jest niewątpliwie ważna i jak ktoś słusznie zauwazył, wiele
      par nie rozmawia o takich sparwach przed zwiazaniem sie a potem jest
      piekielne zdziwienie ....
      Myslę, ze nie powinnąs zamykac tej dyskusji, ale nie pozówl by
      zdominowała wszystkie wasze kontakty przez najbliższy miesiąc ...

      Kategorycznośc wypowiedzi Twojego faceta moze wynikac niekoniecznie
      z jego braku wrazliwosci w temacie .. może wynikac z paru zrezcy, w
      tym...braku wyobraźni lub paradoksalnie jejs nadmiaru.

      Być moze też, ze dla Twojego partnera Twoja postawa dosc typowa dla
      jedynaków wychowanych przez jkednego rodzica jest cokolwiek
      nieprzyjemna, bo jesli partnerka, czy opartner zdają sobie sparwę,
      ze dla drugiej strony ważniejsi od niej, niego sa roodzice, rodzic
      nie czuje sie z tym na ogól najlepiej ...

      Deklaracja opieki nad rdzicami w sytuacji, która tego wymagalaby
      jest całkiem naturalna ... Wy rozmawiacie hipotetycznie przeciez,
      wiec jedynuie wyobrazacie sobie róznie taką sytuację ...
      Twój partner mówi o domu pomocy, czy analogicznym ośrodku, bo
      najprawdopodobnie myśli o sytuacji, w której rodzic jego czy Twój
      wymagałby całodobowej opieki - choroba Alzheimera, paraliżn itepe. W
      pzrypadku takich schrzeń nie ma mozliwosci by pracować, jedna osoba
      musi być w domu, zajmowac się chorym stale. Ewentualnie mozna wziąc
      kogoś do opieki, ale naprawde w duym wymiarze godzinowym.
      Nie wiem jak wygląda wasza sytuacja mieszkaniowa, materialna
      zawodowa - mze partner po prostu przeraził się taką perspektywą i
      stąd reakcja.
      Myslę, ze qwiekszosc ludzi niekoniecznie zachowuje sie w jakiejś
      niehipotetycznej sytuacji zgodnie z tym co deklaruje w sytuacji
      teoretycznej .. Porozmawiajcie jeszcze raz na ten temat, najlepiej
      za jakiś czas, daj mun przemyslec jego reakcję i ... wtedy zobaczysz
      co bedzie grane ..
    • camel_3d no on jest nowoczesny:)) 10.04.08, 16:50
      ja uwazam, ze opiekunki i domy starosci to tylko w skrajych wypadkach, kiedy
      sami nie jestesmy w stanie sobie poradzic z opieka, przerasta nasz, osoba jest
      agresywa itd. Inaczej..coz na pewno nie oddalbym nikogo bliskiego do domu
      opieki. Oczywiscie wynajecie dochodzacej opiekunki jest ok.
      • biedronka1234 Re: 10.04.08, 17:58
        Dziękuje Dziewczyny za odzew! Postanowiłam, że poczekam trochę i za
        jakiś czas podejmę kolejną próbę rozmowy. Co do Waszych odpowiedzi-
        że może on czuje, że nie jest na pierwszym miejscu, że nie jest
        najważniejszy w moim życiu- właśnie on i moja Mama są dla mnie
        najważniejsi, dlatego też nigdy w życiu nie chiałabym stanać przed
        wyborem- On albo moja Mama. Uważam,tak jak camel_3d, że domy
        starości są wyjściem ale w skrajnych wypadkach, kiedy sami nie
        dajemy rady. Nie wybaczyłabym sobie, gdybym takiej próby nie podjęła
        tylko od razu skierowała Mamę pod opiekę innych. Właściwie moja
        sytacja jest skomplikowana, bo mój chłopak (też jedynak) ogólnie
        jest bardzo wrażliwy, świetnie się dogadujemy,mamy podobne
        zainteresowania,ale odnośnie tej sprawy, jego sprzeciw wynika z
        tego, że dla niego sytacja mieszkania z rodzicami i opieka nad nimi
        w razie choroby "komplikuje życie", powoduje, że trzeba się
        ograniczać, nie ma takiej swobody. To oczywiście rozumiem, ja też
        bym się na początku krępowała, gdyby to jego rodzicami trzeba by
        bylo się zaopiekować, ale to nie jest koniec świata, można sobie
        wszystko poukładać, ale z drugiej strony- jak mogłabym pomyśleć, że
        moja mama i jej ewentualna choroba, komplikuje mi życie, to Ona jest
        cześcią mojego życia, wiele dla mnie poświęciła a ja
        mialabym "pozbyć się ciężaru"? Jeśli chodzi o pieniądze... to raczej
        nie byłoby z tym problemu, ja sobie daję radę, on jeszcze lepiej,
        więc to nie jest kwestia finansowa ani mieszkaniowa. Moim zdaniem,
        rozmowy na takie i wiele innych tematów, są potrzebne, ostatnio
        mialam okazję się o tym przekonać- moja kuzynka w zeszłym roku
        wyszła za cudownego( tak się jej wydawało...) meżczyznę, byli ze
        sobą 3 lata, zakochani po uszy, ale mało ze sobą rozmawiali. Tydzień
        po ślubie chciała się rozwieść, okazało się, że jego wizja na temat
        wspólnego życia jest zgoła inna niż jej, dotyczyło to mieszkania(
        mieszakają w mieście ale on chce się wyprowadzić na wieś), pieniędzy
        ( ona ma mu oddawać pensję) i dzieci( ktorych on sobie "nie
        życzył"). Pomijam fakt, że może się oszukiwała, ze może on taki byl,
        tylko myślala, ze wszystko się ułoży, ale fakt jest faktem- trzeba
        ze sobą rozmawiać, to oszczędzi i nam i naszym partnerom
        ewentualnych rozczarowań, jeśli okaże się, że nie potrafimy sie
        dogadać w pewnych kwestiach. Ja mam mandzieję, że u mnie bedzie
        wszystko w porządku, będę podejmować próbę rozmowy, nie chodzi, że
        chce go przekonać do mojego zdania, chciałabym aby zrozumiał moją
        postawę i żebyśmy doszli do jakiegoś porozumienia...
    • carolla8 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 17:12
      >Dla mnie naturalne jest to, że zaopiekowałabym się swoją mamą jak rownież jego
      rodzicami,

      Kązdy ma swoich rodziców i dziecko jest odpowiedzialne za opiekę nad chorym
      rodzicem.

      Jednak różnie w życiu jest i czasami lepiej jest wynająć opiekunkę, która jest
      na miejscu.

      A od opieki nad jego rodzicami jest Twój chłopak, nie Ty ( z Twojej strony moze
      być to ewentualnie miły gest).
    • panistrusia Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 18:11
      Warto też wziąć pod uwagę zdanie rodziców...
      W mojej rodzinie mieszka się w domach wielopokoleniowych, nawet na relacje
      sąsiedzkie się przenosi taka 'rodzinna' troska o pomoc w codziennych sprawach.
      Mam dziadków już w takim wieku, że potrzebują pomocy np. przy kąpieli - tzn.
      pomóc wejść do wanny, umyć plecy...To jeszcze nie jest choroba, ale już nie
      mogliby sami mieszkać.

      Natomiast w rodzinie mojego faceta wszyscy to osobne planety. Babcia nawet nie
      lubi, jak się do niej zadzwoni zapytać jak się czuje (mieszka sama na drugim
      końcu miasta). Odbiera to jako kontrolowanie i wtrącanie się w jej sprawy. Nie
      umie też poprosić o pomoc, ani jej przyjąć.
      • kol.3 Re: rodzice a przyszły mąż 10.04.08, 19:03
        Myślę, że nie trzeba przewidywać z takim dużym wyprzedzeniem
        nieszczęść i nie planować co się zrobi, a czego się nie zrobi.
        Ludzie bardzo łatwo deklarują szlachetne zamiary, ale w praktyce
        rzadziej je realizują. Jak przychodzi do opieki nad chorym i
        zniedolężniałym starcem - rodzina ma zwykle tysiące wymówek.
        Moja kuzynka 10 rok opiekuje się zniedołężniałą matką. Nie robi tego
        własnoręcznie. Mama jest w swoim domu, ma opiekunki na zmiany,jest
        finansowa możliwość korzystania z prywatnych lekarzy i wielu wielu
        udogodnień. Zastanawiam się, co by było gdyby nie było pieniędzy na
        tę całą kosztowną otoczkę, która pozwala wszystkim zainteresowanym
        na ciągniecie tego układu.
        Kobieta pracująca zawodowo, która żyje na przeciętnym poziomie, ma
        dom i dzieci na głowie, raczej nie pociągnie latami opieki nad
        staruszkiem, bo fizycznie nie da rady.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka