pigwaa
12.04.08, 11:55
Eh, znowu mam kryzys związkowy. Ponad tydzień temu awantura na temat
tolerancji/nietolerancji wobec homoseksualistów. On ma zdolność
doprowadzania mnie do szału. Wyłazi ze mnie taka wiedźma, że aż
strach się bać. Albo nie umiemy ze sobą rozmawiać albo ja się
zrobiłam jakaś sfrustrowana i czepiam się wszystkiego. Większość
kłótni kończy się tym, że on odwołuje się do Boga, honoru i
ojczyzny. Tak mniej więcej. Uważa, że są sprawy gdzie zakazane jest
poczucie humoru, bo wtedy chyba grom z jasnego nieba...
Dochodzę do wniosku, że za duża odmienność w poglądach
(politycznych, światopoglądowych, religijnych) jest nie do
przeskoczenia. Miłośc miłością ale porozumienie być musi.
Czy wy się różnicie ze swoimi m.?