Dodaj do ulubionych

Problem rodzinny - proszę o radę (długie)

    • mathias_sammer Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 06.11.03, 17:49
      Szanowna Atlantis,
      zainteresowal mnie Twoj problem i powiem krotko co mysle. Zreszta mielismy juz
      okazje kilka razy rozmawiac ze soba i nawet sie wowczas znakomicie rozumiec.
      Dzis jednak mozliwym bedzie, ze nie znajdziemy nici porozumienia. Dlaczego ?
      Wez prosze pod uwage fakt, ze ja jestem mezczyzna i mysle zupelnie inaczej tzn
      moge wczuc sie chwilowo w role brata. Obawiam sie, ze popelniasz duzy blad
      negocjacyjny w rozmowach z nim. W Twoich slowach nie znajduje bowiem szczerej
      proby zrozumienia sytuacji (choc niezaprzeczalnie slowa sa wypowiedziane
      szczerze, za co klaniam sie nisko), lecz znajduje wylacznie postawe
      rozczeniowa. Jak sama napisalas „nie obchodzi Cie co z nim sie stanie“.
      Najlepiej pewnie, zeby umarl albo pociag go przejechal- mialabys wtedy spokoj i
      mieszkanie dla siebie. Czy tak? Bardzo wspolczuje, ze Twoj brat leczony byl
      psychotropami i przesladowaly go mysli samobojcze. Kompletnie nie moge sobie
      wyobrazic tej sytuacji, ale to Twoj brat, nie moj, wiec niestety wiesz lepiej.

      Mam tez brata, dzis mieszkamy oddzielnie. Wiele razy probowalem z nim rozmawiac
      o obowiazkach jakie spoczywaja na nas wzgledem rodzicow, kiedy to
      jeszcze „pomieszkiwalismy“ razem . On niestety nie przyjmowal do wiadomosci, ze
      nalezy np. samemu oprozniac kosz, ktory to po brzegi niejednokrotnie zapelnial
      obierkami z owocow przetrzymywanymi przez wiele dni. Mozesz sobie wyobrazic
      odor wydobywajacy sie z gnijacych odpadkow i wypelniajacy cale mieszkanie
      poczawszy od lazienki az do przedpokoju? Uwazal, ze takie zachowanie jest jak
      najbardziej w porzadku. To raz. Dwa, wielokrotnie prosilem go , zeby dal sobie
      spokoj i nie opowiadal o mnie rodzicom. Potrafil godzinami mowic tylko o mnie.
      Wystarczy, ze powiedzialem slowo, a teraz zaraz biegl do kuchni, do mamy.
      Twierdzil , ze wprowadzam zla atmosfere w domu, nawet jesli tylko czytalem
      ksiazke i nie oddzywalem sie . Dlaczego wiec nie przedyskutowal ze mna, co mu
      nie odpowiada tylko bez konca plotkowal z mama, ojcem, swoimi kolegami?
      Miesiacami jedno i to samo( mianowicie uwazal, ze moje studia sa niewlasciwe,
      to tak na marginesie). Nie bylo mnie w domu, a on potrafil bez przerwy
      opowiadac o mnie jak gdybym caly czas byl obecny. Mial i ma dziewczyne,
      dlaczego zamiast chodzic z nia na dyskoteki, do kina, kawiarni i w inne
      miejsca, gdzie chodza mlodzi ludzie, siedzial w domu i rozprawial. O kim? O
      mnie. Prosilem go wielokrotnie o to, zeby zaczal zyc SWOIM a nie moim zyciem.
      Wytrzymywal dzien, moze dwa i znow od nowa. Potrafil nawet stwierdzic, ze
      przeze mnie nie uklada sie mu z dziewczyna. Zaniepokoilem sie, bo lubie ich
      oboje i zapytalem o czym rozmawiaja. I o czym? On rozmawia ze swoja dziewczyna
      o mnie!!!! To juz byla choroba, naprawde!

      Atlantis, opisana sytuacja jest naturalnie nieadekwatna do Twojego zyciowego
      problemu.
      Zastanawiam sie co doradzic....
      Moze jako kompromis zaproponuj mu inne miejsce do mieszkania, np u babci, i
      niech sobie tam „przebywa“. Mlodzi ludzie rzadko bywaja w domu, pewnie czesciej
      mieszkanie (lub pokoik) bedzie stal pusty, a Wy bedziecie miec to Wasze M3 cale
      dla siebie. Jezeli uznasz propozycje za warta rozwazenia wez tez pod uwage
      opowiesc o moim bracie, zeby nie daj Bog nie przytrafila sie Tobie sytuacja, iz
      odwiedzajac brata wracasz do domu i caly wieczor opowiadasz co ten powiedzial i
      zrobil. Jesli wpadniesz w ten zgubny nalog (tfu! tfu! odpukac) to moze lepiej
      niech brat zostanie tam , gdzie jest- zawsze mozna zapytac lub skierowac uwage
      do zrodla...
      Przemysl moje slowa na spokojnie. Jestem przekonany, ze kompromis jest mozliwy,
      ale musi byc zawarty w dobrej wierze i za obopolnym porozumieniem stron...

      Klaniam sie,
      M.S.

      PS i jeszcze drobna uwaga- wiem po sobie. Im bardziej bedziesz agresywna
      (wierze, ze nie jestes..) tym bardziej on moze byc uparty. Efekt nakrecania
      spirali moze kosztowac Ciebie zdrowie, ktore i tak masz juz zapewne nadwyrezone
      stresem. Szanuj to, co masz najcenniejszego...
      • aguszak Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 07.11.03, 11:50
        mathias_sammer napisał:

        > Szanowna Atlantis,
        > zainteresowal mnie Twoj problem i powiem krotko co mysle. Zreszta mielismy
        juz
        > okazje kilka razy rozmawiac ze soba i nawet sie wowczas znakomicie rozumiec.
        > Dzis jednak mozliwym bedzie, ze nie znajdziemy nici porozumienia. Dlaczego ?
        > Wez prosze pod uwage fakt, ze ja jestem mezczyzna i mysle zupelnie inaczej
        tzn
        > moge wczuc sie chwilowo w role brata. Obawiam sie, ze popelniasz duzy blad
        > negocjacyjny w rozmowach z nim. W Twoich slowach nie znajduje bowiem szczerej
        > proby zrozumienia sytuacji (choc niezaprzeczalnie slowa sa wypowiedziane
        > szczerze, za co klaniam sie nisko), lecz znajduje wylacznie postawe
        > rozczeniowa. Jak sama napisalas „nie obchodzi Cie co z nim sie stanieR
        > 20;.
        > Najlepiej pewnie, zeby umarl albo pociag go przejechal- mialabys wtedy spokoj
        i
        >
        > mieszkanie dla siebie. Czy tak? Bardzo wspolczuje, ze Twoj brat leczony byl
        > psychotropami i przesladowaly go mysli samobojcze. Kompletnie nie moge sobie
        > wyobrazic tej sytuacji, ale to Twoj brat, nie moj, wiec niestety wiesz lepiej.
        >
        > Mam tez brata, dzis mieszkamy oddzielnie. Wiele razy probowalem z nim
        rozmawiac
        >
        > o obowiazkach jakie spoczywaja na nas wzgledem rodzicow, kiedy to
        > jeszcze „pomieszkiwalismy“ razem . On niestety nie przyjmowal do wi
        > adomosci, ze
        > nalezy np. samemu oprozniac kosz, ktory to po brzegi niejednokrotnie
        zapelnial
        > obierkami z owocow przetrzymywanymi przez wiele dni. Mozesz sobie wyobrazic
        > odor wydobywajacy sie z gnijacych odpadkow i wypelniajacy cale mieszkanie
        > poczawszy od lazienki az do przedpokoju? Uwazal, ze takie zachowanie jest jak
        > najbardziej w porzadku. To raz. Dwa, wielokrotnie prosilem go , zeby dal
        sobie
        > spokoj i nie opowiadal o mnie rodzicom. Potrafil godzinami mowic tylko o
        mnie.
        > Wystarczy, ze powiedzialem slowo, a teraz zaraz biegl do kuchni, do mamy.
        > Twierdzil , ze wprowadzam zla atmosfere w domu, nawet jesli tylko czytalem
        > ksiazke i nie oddzywalem sie . Dlaczego wiec nie przedyskutowal ze mna, co mu
        > nie odpowiada tylko bez konca plotkowal z mama, ojcem, swoimi kolegami?
        > Miesiacami jedno i to samo( mianowicie uwazal, ze moje studia sa niewlasciwe,
        > to tak na marginesie). Nie bylo mnie w domu, a on potrafil bez przerwy
        > opowiadac o mnie jak gdybym caly czas byl obecny. Mial i ma dziewczyne,
        > dlaczego zamiast chodzic z nia na dyskoteki, do kina, kawiarni i w inne
        > miejsca, gdzie chodza mlodzi ludzie, siedzial w domu i rozprawial. O kim? O
        > mnie. Prosilem go wielokrotnie o to, zeby zaczal zyc SWOIM a nie moim zyciem.
        > Wytrzymywal dzien, moze dwa i znow od nowa. Potrafil nawet stwierdzic, ze
        > przeze mnie nie uklada sie mu z dziewczyna. Zaniepokoilem sie, bo lubie ich
        > oboje i zapytalem o czym rozmawiaja. I o czym? On rozmawia ze swoja
        dziewczyna
        > o mnie!!!! To juz byla choroba, naprawde!
        >
        > Atlantis, opisana sytuacja jest naturalnie nieadekwatna do Twojego zyciowego
        > problemu.
        > Zastanawiam sie co doradzic....
        > Moze jako kompromis zaproponuj mu inne miejsce do mieszkania, np u babci, i
        > niech sobie tam „przebywa“. Mlodzi ludzie rzadko bywaja w domu, pew
        > nie czesciej
        > mieszkanie (lub pokoik) bedzie stal pusty, a Wy bedziecie miec to Wasze M3
        cale
        >
        > dla siebie. Jezeli uznasz propozycje za warta rozwazenia wez tez pod uwage
        > opowiesc o moim bracie, zeby nie daj Bog nie przytrafila sie Tobie sytuacja,
        iz
        >
        > odwiedzajac brata wracasz do domu i caly wieczor opowiadasz co ten powiedzial
        i
        >
        > zrobil. Jesli wpadniesz w ten zgubny nalog (tfu! tfu! odpukac) to moze lepiej
        > niech brat zostanie tam , gdzie jest- zawsze mozna zapytac lub skierowac
        uwage
        > do zrodla...
        > Przemysl moje slowa na spokojnie. Jestem przekonany, ze kompromis jest
        mozliwy,
        >
        > ale musi byc zawarty w dobrej wierze i za obopolnym porozumieniem stron...
        >
        > Klaniam sie,
        > M.S.
        >
        > PS i jeszcze drobna uwaga- wiem po sobie. Im bardziej bedziesz agresywna
        > (wierze, ze nie jestes..) tym bardziej on moze byc uparty. Efekt nakrecania
        > spirali moze kosztowac Ciebie zdrowie, ktore i tak masz juz zapewne
        nadwyrezone
        >
        > stresem. Szanuj to, co masz najcenniejszego...

        Ni w ząb nie kumam, o co Ci chodzi... Mam nadzieję, że Atlantis zrozumie... w
        końcu to do Niej kierowany jest post, ale przeczytałam i nie wiem, do czego
        zmierzasz...
        • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 07.11.03, 13:25
          aguszak napisała:

          > Ni w ząb nie kumam, o co Ci chodzi... Mam nadzieję, że Atlantis zrozumie... w
          > końcu to do Niej kierowany jest post, ale przeczytałam i nie wiem, do czego
          > zmierzasz...

          Ja też nie zrozumiałam...
      • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 07.11.03, 12:55
        mathias_sammer napisał:

        > Obawiam sie, ze popelniasz duzy blad negocjacyjny w rozmowach z nim.

        Oczywiście, nawet się do tego przyznałam, że nie potrafię wyłuszczyć mu konkretu.
        Powiedzieć wprost o co chodzi. To mój błąd.



        > W Twoich slowach nie znajduje bowiem szczerej proby zrozumienia sytuacji

        To twoja interpretacja. Jednak wierz mi, że tę sprawę przemyślałam już pod każdym kątem.
        Z punktu widzenia mojego, brata, Mamy...


        > Jak sama napisalas ?nie obchodzi Cie co z nim sie stanieR Najlepiej pewnie, zeby umarl albo
        pociag go przejechal- mialabys wtedy spokoj i mieszkanie dla siebie. Czy tak?

        NIE! To co napisałam było głosem rozemocjonowanej osoby, która jest kłębkiem nerwów. Jak
        śmiesz sugerować, że życzyłabym bratu wszystkiego najgorszego? W którym miejscu tak
        napisałam? Nie znasz ani mnie, ani mojego brata, także nie dopatruj się złych intencji tam
        gdzie ich brak. Wspomniałam o depresji, bo chciałam naświetlić relacje jakie panują w moim
        rodzinnym domu. Słusznie ktoś kiedyś zauważył, że psychoterapię powinna przejść cała
        rodzina chorego na depresję...
        A co do reszty twojego postu... nie zrozumiałeś mnie. I tyle mam do powiedzenia.

        Atlantis
    • wasza_bogini Atlantis 06.11.03, 19:20
      troche dalas sie zmanipulowac poczuciem winy. sytuacja na dzisiaj - zagon go do
      roboty. niech robi zakupy- ty daj mu wytyczne, co ma kupowac itd. z mama
      porozmawiaj,z e on sie musie wyprowadzic i zaczac nowe zycie. znalezienie
      mieszkania moze potrwac, jesli jest studentem, to powienien szukac juz teraz,
      bo niedlugo bedzie sesja!!! a moze akademik??
    • hellio Re: Atlantis! Nic się nie stało! 06.11.03, 19:25
      Atlantis, napisałaś sobie taki długi post i mam nadzieję, że pozwolił Ci on
      uporządkować myśli i argumenty i uzasadnić sobie samej decyzję, którą podjęłaś.
      Ponieważ ten post do siebie samej umieściłaś na forum, to przeczytałam i
      zapewniam: wystarczyłby sam początek. O tym, że chcecie z mężem mieszkać sami,
      chodzic po mieszkaniu w gaciach (a choćby i bez!) i nie mieć choćby
      najukochanszych sublokatorów. Warto było się o to starać, bo to pewnie będzie
      jeden z milszych okresów Waszego małżenstwa.
      Bardzo mi się podoba sposób, w jaki piszesz o swoim bracie, tyle w tych
      zdaniach ciepła i troski. I bardzo dobrze o Tobie i Twoim mężu świadczy, że
      zdecydowaliście się Studentowi pomóc na początku jego drogi. Trzeba może było
      ustalić z nim jednoznacznie, że przygarniacie go na co najwyżej 4 tygodnie i
      przypominać, że uwaga! dzisiaj minął drugi!
      Ale zaniedbaliście tego (jak to między bliskimi), brat może trochę zapomniał,
      że sytuacja jest „prowizoryczna” i trzeba było mu o tym przypomnieć. Gdybyś nie
      miała takich wyrzutów sumienia – mogłabyś to zrobić stanowczo i serdecznie. I
      tak by było lepiej. Ale i tak jak jest – jest w porządku. W najbliższym czasie
      również brat poczuje zapach niezależności i nie będzie miał do Ciebie żalu.
      Pozdrawiam, H
      • atlantis75 Re: Atlantis! Nic się nie stało! 07.11.03, 12:39
        hellio napisała:

        > Atlantis, napisałaś sobie taki długi post i mam nadzieję, że pozwolił Ci on
        > uporządkować myśli i argumenty i uzasadnić sobie samej decyzję, którą podjęłaś.

        Dziękuję Hellio za stonowaną i rozsądną opinię. Rzeczywiście, mój post był raczej autoterapią,
        niż wołaniem o pomoc. Chciałam jednak usłyszeć opinię innych, by potwierdzić, że to co robię
        jest słuszne. Przez dwa dni chodziłam jak na szpilkach, bardzo mnie dołowała ta sytuacja.
        Wczoraj przegadaliśmy z mężem 4 godziny na ten temat i wyrzucając to z siebie poczułam
        jakąś ulgę i uwolnienie się od negatywnych emocji. Dziś rano wstałam oczyszczona i gotowa
        do poważnych rozmów :)


        >W najbliższym czasie
        > również brat poczuje zapach niezależności i nie będzie miał do Ciebie żalu.
        > Pozdrawiam, H

        Też tak myślę.
        Pozdrawiam. Atlantis
        • hellio Re: Atlantis! Nic się nie stało! 10.11.03, 10:28
          Jeśli do poprawy Twojego samopoczucia przyczyniła się "moja wyważona opinia" -
          to się cieszę. Jeszcze słowo komentarza. Atlantis, uczyniłaś krol w kierunku
          asertywności. Nierozsądnym ludziom się wydaje, że asertywność to umiejętność
          mówienia "nie". A asertywność to umiejętność pilnowania swoich (a tym samym
          innych ludzi granic). Pilnowanie granic wiąże się z ponoszeniem kosztów.
          Właśnie poniosłaś koszt i po namyśle doszłaś do wniosku, że w ogólnym bilansie
          wyszłaś na swoje. Złe samopoczucie to był po prostu moment dezorientacji, że
          trzeba było ponieść koszty. Bo o kosztach nie pisze się w poradnikach ani nie
          mówią o nich moi koledzy na szkoleniach z asertywności. Ale teraz, po dokonaniu
          bilansu, na pewno czujesz się lepiej a to doświadczenie i związane z nim
          przemyśleniai rozmowy będą procentować. Powodzonka! Hanka
    • Gość: uncja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.11.03, 20:58
      Co je bym zrobiła w tej sytuacji? Usiadła z mamą i bratem przy stole i
      powiedziała szczerze, co cię gryzie. Wydajesz się mocno zżyta z rodziną, ale
      choćby dla dobra brata powinnaś postawić sprawę jasno. I wypunktować wszystkie
      sprawy - tak jak zrobiłaś to w stoim poście - w spokojny, stonowany sposób. W
      końcu jeśli nie mama to brat zrozumie, że młode małżeństwo chciałoby pomieszkać
      trochę samo i przyzwoitka im zbędna. Mamie możesz wygarnąć o tym, że NIKT w
      dorosłym życiu nie będzie jej synka obsługiwał i niech coś z tym zrobi - bo po
      prostu chłopak nie ułoży sobie życia. Tyle, że najprawdopodobniej w jej
      wykonaniu to coś to będzie wsiadanie w pociąg i jechanie z siata wałówki, żeby
      synia oprać i oporządzić...

      Atlantis - nie da się rozegrać tej sytuacji tak, żeby i wilk i owca. Nie da się
      i już. Ty nie możesz i nie powinnaś zastępować matki bratu. To młody facet,
      przedstaw swoje intencje, porozmawiaj z nim, żeby nie miał żalu - do gościa w
      wieku lat 20 pewnie bardziej trafi argument, że chcecie się pobzykać w spokoju
      niż gadanie o jego niezaradności i że samodzielność będzie mu służyć. Ten wątek
      zostaw mamie. A na pewno mieszkać razem nie powinniście, bo jak słusznie
      zauwazyłaś, tylko ugruntowuje to wygodnicką postawę brata.
    • atlantis75 Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 13:25
      Wczoraj byliśmy z mężem u moich Rodziców. Poprosiłam Mamę o rozmowę na ten temat.
      Okazało się prawdę, to co przeczuwałam. Mama była przekonana, że mój brat pomieszka
      jeszcze z nami (1-2 miesiące) i dopiero wtedy zacznie sobie szukać stancji. Gdy
      powiedziałam: "wolelibyśmy mieszkać już sami"... usłyszałam tyle przykrych słów, że ciężko
      mi o tym pisać :(((
      Powiedziała, że jestem niewdzięczna, bo ona mi przez całe życie pomagała, że się mnie
      wstydzi (nie powie rodzinie, jaki jest powód wyprowadzki mojego brata, bo jej będzie wstyd,
      że ma takie dziecko - mnie). Zarzuciła mi, że zgodziłam się pomóc bratu tylko ze względu na
      pieniądze (zapłaciła 2 mies. za pokój, chociaż jej o to nie prosiłam, ale ona zaoferowała nam
      taką "pomoc"). Pytała: "dlaczego nie możesz się poświęcić?" itd.
      Moje argumenty, że chcemy mieszkać w końcu sami, bo jesteśmy dopiero 3 mies. po ślubie,
      że krępuje nas ta sytuacja, bo mieszkanie jest malutkie - zupełnie do niej nie trafiły.
      Oskarżyła mnie o egoizm, wyrachowanie i niechęć pomocy rodzinie.
      Cała rozmowa przebiegała w okropny sposób. Na początku ona się rozpłakała, po czym
      zasugerowała, że... powinnam zwrócić jej część tych pieniędzy, które dała za pokój, bo dała za
      dużo (a przecież sama zaproponowała sumę). Potem ja się rozpłakałam :((( Załamałam się po
      prostu słysząc, że o wszystko oskarża też mojego męża: "powinnam się była spodziewać, że
      twój mąż nie zechce twojego brata, bo to przecież OBCY człowiek". Bardzo mnie zabolało to,
      że człowieka którego kocham, mojego męża nazwała obcym :(((
      Potem do rozmowy dołączył mój brat, który podsumował mnie i męża słowami "no to
      zweryfikowałem zdanie na wasz temat". Obraził się na nas. Zakomunikował, że jutro się
      wyprowadza. Zdanie mojego męża olali, zero zrozumienia.
      W końcu przybici ubraliśmy się i wyszliśmy na wcześniejszy pociąg... :(((

      A przecież ja nie zostawiam brata w beznadziejnej sytuacji!!! Przecież mają pieniądze na
      stancje dla niego (w końcu nam płaciła)!!! A nawet może podojeżdżać, bo ma zającia przez 2
      dni i doskonałe połączenie pociągami (40 km)!!!

      .................... Dlaczego tak się stało???

      Bardzo smutna Atlantis :(
      • annb Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 13:38
        droga atlantis
        zrobiłas wreszcie cos dla siebie.
        masz prawo do własnego życia a nie swiadczenia przysług egoistycznym członkom
        rodziny.
        tyle ludzi na tym forum cię wspierało że nie powinnaś miec watpliwośći że
        zrobiłaś coś dobrego dla siebie i mężą. i nie daj sobie wmówić że on jest zlym
        człowiekiem.to z nim chcesz zyc i bedziesz zyc.w pewnym wieku zostawia się
        matkę za sobą.
        ty to zrobiłas, szkoda że do nich nie dociera iż masz prawo do własnego zycia.
        na zarzut matki ze tyle dla ciebie zrobila i sie poswiecała możesz
        odpowiedziec - nie prosiłam cię o to.taką postawę polecają psycholodzy.podać ci
        autorów paru niezłych książek z których wynika że to ty jesteś w porządku?
        trzymaj sie :)
        • atlantis75 Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 13:43
          annb napisała:

          > autorów paru niezłych książek z których wynika że to ty jesteś w porządku?
          > trzymaj sie :)


          Ann, dziękuję za wsparcie. Jak znasz jakieś ciekawe pozycje książkowe z zakresu
          psychologii, to podrzuć kilka tytułów. Muszę nabrać do tego wszystkiego dystamsu.
          Na razie jest trudno, dziś czuję się fatalnie. Ale właśnie dzięki takim ludziom
          jak Ty i wielu innych forumowiczów - czuję się lepiej.
          Pozdrawiam. Atlantis
          • Gość: Linn Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... IP: *.dialup.tiscali.it 17.11.03, 14:27
            Atlantis, przeykre jest przede wszystkim to, ze niektorym osobom tak trudno
            zrozumiec, co to znaczy byc 3 miesiace po slubie. Moim zdaniem, tylko kleska
            zywiolowa moglaby tlumaczyc oczekiwanie pomocy z Waszej strony. To bardzo wazny
            okres w zyciu kazdej pary. Nerwy, klopoty, zal itp. moga zawazyc na calej
            przyszlosci. Nie docenilas rozmiaru pomocy i to byl blad. Otrzyj lzy i pomysl o
            swojej nowej rodzinie. Glowa do gory i duzo szczescia!
          • Gość: Zgredzia Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... IP: *.waw-smy.leased.ids.pl 17.11.03, 14:29
            Tak, to prawda, Twoi rodzice poświęcali się dla Ciebie. I dlatego Ty bedziesz
            się poświęcać dla swoich dzieci, kiedy juz je bedziesz miała. To, co
            otrzymalismy od rodziców, oddajemy swoim dzieciom. To naturalne. I tak to
            działa. Za poświęcenie Twojej matki nie musisz sie odwdzięczać bratu, kuzynom,
            sąsiadce etc.
            Niczym się nie martw. Mama Cię nie rozumie? Tak bywa. Ale mam dziwne
            przeczucie, że z czasem wszystko się ułoży. Rodzicom trudno to zrozumieć
            czasami, ale dzieci z czasem odchodzą z domu, zakładaja rodziny i ta nowa
            radzina staję się ważniejsza...
            Trzymaj się.
      • aguszak Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 14:27
        Atlantis Kochana,
        Nie możesz dawać za wygraną. Gdyby to była obca osoba, a nie Twoja mama i brat,
        to napisałbym Tobie: "Olej tych ludzi. Baba z wozu, koniom lżej". Jednak w
        takiej sytuacji pojechałabym do mamy i sama z nią porozmiawiała (bez męża i
        brata) i starała się przekonać ją do spojrzenia z Twojej strony, jak cała
        sytuacja wygląda. Nie może tak być, że mama, która jest najbliższą Ci osoba
        pozostaje przy swoim błednym w tym przypadku mniemaniu, że jesteś wyrodną
        córką...
        Musisz z nią koniecznie porozmawiać, a bratu, to bym tak wygarnęła, że nie
        pozbierałby kapci...
        • atlantis75 Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 14:44
          aguszak napisała:

          > Musisz z nią koniecznie porozmawiać, a bratu, to bym tak wygarnęła, że nie
          > pozbierałby kapci...

          Droga Aguszak, być może z czasem nabiorę dystansu i porozmawiam z Mamą. Teraz
          jestem rozgoryczona, smutna i pełna żalu. Muszą we mnie opaść emocje, bym mogła
          klarownie i spokojnie wyłuszczyć Mamie mój punkt widzenia. Bym mogła jej
          powiedzieć o moim prawie do życia po swojemu, bez narzucania woli rodziny, bez
          obarczania mnie winą za to, że mam swoje potrzeby. Nie spodziewałam się, że
          dojdzie do takiej sytuacji i że usłyszę aż tak przykre zarzuty. Chociaż
          przeczuwałam jej intencje.
          Nie jestem teraz gotowa na taką rozmowę. Mam nadzieję, że już wkrótce dojdę do
          siebie. W końcu mam obok siebie człowieka, którego kocham i... takich przyjaciół
          jak Ty.
          Dziękuję. Atlantis
          • aguszak Atlantis masz @ n/txt 17.11.03, 15:03

            • atlantis75 Aga, też masz @ :) 17.11.03, 15:35
              Mam nadzieję, że doszedł, bo coś mi skrzynka nawalała.
              Buziaki!
              • aguszak Ok! Otrzymałam - odpiszę później :) n/txt 17.11.03, 16:09

        • bellima Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 14:47
          aguszak napisała:

          > Atlantis Kochana,
          > Nie możesz dawać za wygraną. Gdyby to była obca osoba, a nie Twoja mama i
          brat,
          >
          > to napisałbym Tobie: "Olej tych ludzi. Baba z wozu, koniom lżej". Jednak w
          > takiej sytuacji pojechałabym do mamy i sama z nią porozmiawiała (bez męża i
          > brata) i starała się przekonać ją do spojrzenia z Twojej strony, jak cała
          > sytuacja wygląda. Nie może tak być, że mama, która jest najbliższą Ci osoba
          > pozostaje przy swoim błednym w tym przypadku mniemaniu, że jesteś wyrodną
          > córką...
          > Musisz z nią koniecznie porozmawiać, a bratu, to bym tak wygarnęła, że nie
          > pozbierałby kapci...
          >

          masz racje.
          moi rodzice tez nie zrozumieja, ze dorosle dzieci nie maja ochoty cale zycie
          mieszkac z rodzenstwem. dlatego nawet z nimi o tym nie dyskutuje tylko
          zalatwiamy to w "rodzenstwie" miedzy soba. a to przeciez naturalna kolej
          rzeczy. wychodzi sie z domu rodzinnego i zaklada swoje gniazdko, bez
          przejmowania roli wychowywania mlodszego rodzenstwa jesli sa rodzice..

          bratu wygarnac ostro co o tym myslisz. nie jest dzieckiem.
          i wydaje mi sie dobra rada zebys sama pojechala porozmawiac z matka.
          jesli masz to oddaj kase. i przedstaw jej sytuacje jakby do jej mieszkania
          wprowadzil sie np. matki brat czy siostra po ktorych musialaby sprzatac i
          ktorzy nie mieliby ochoty sie wyprowadzic..
      • angoba Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 14:41
        atlantis75 napisała:
        Wczoraj byliśmy z mężem u moich Rodziców. Poprosiłam Mamę o rozmowę na ten
        temat.
        Okazało się prawdę, to co przeczuwałam. Mama była przekonana, że mój brat
        pomieszka jeszcze z nami (1-2 miesiące) i dopiero wtedy zacznie sobie szukać
        stancji. Gdy powiedziałam: "wolelibyśmy mieszkać już sami"... usłyszałam tyle
        przykrych słów, że ciężko mi o tym pisać :(((
        Powiedziała, że jestem niewdzięczna, bo ona mi przez całe życie pomagała, że
        się mnie wstydzi (nie powie rodzinie, jaki jest powód wyprowadzki mojego brata,
        bo jej będzie wstyd, że ma takie dziecko - mnie). Zarzuciła mi, że zgodziłam
        się pomóc bratu tylko ze względu na pieniądze (zapłaciła 2 mies. za pokój,
        chociaż jej o to nie prosiłam, ale ona zaoferowała nam taką "pomoc").
        Pytała: "dlaczego nie możesz się poświęcić?" itd.



        Przykro mi to mówic ale to co zrobiła twoja mama to czysta manipulacja i próba
        wywołania w tobie poczucia winy w celu osiagnięcia tego czego ona chce. Rodzice
        są zwykle w tym nieźli. Argumenty tez sa zwykle podobne "ja tyle dla ciebie
        zrobiłam a ty takiego głupstwa (tu dowolna rzecz) dla mnie nie mozesz zrobić!
        jestes niewdzieczna"
        Mama zapewne bardzo boi się o twojego brata i jest tak żaslepiona tym lękiem że
        nic poza tym nie jest ważne, ta agresja oskarżanie ciebie i twojego męża to
        moim zdaniem reakcje lękowe. Tu zapewne nawarstwia sie pare spraw, to ze brat
        jest najmłodszy, to ze miał problemy, to że w twoim domu był i jest swoisty
        kult mężczyzny, to wszystko skumulowało się teraz w jej reakcji na twoje
        argumenty. Ona zadziałała emocjami wiec twoje racjonalne argumenty chyba nie
        mogly do niej przemówić. A poza tym skoro ona sie tak poświecała to i ty
        przeciez mozesz.
        A brat no cóż jemu jest tak po prostu łatwiej, niby jest juz dorosły i studiuje
        ale nadal nic nie musi wiec nie dziw sie że nie chce mieszkac sam, bo wtedy
        automatycznie bedzie musiał zajmować sie rzeczami, które sa w normalnym życiu
        koniecznie a kórych on nigdy nie musiał wykonywać.
        Wydaje mi sie że za ten miesiąc czy dwa nic by się nie zmieniło, tzn on nadal
        niczego by nie szukał. Przeciez nie dowiedział sie chyba o tym ze bedzie
        studuiował na tydzień przed rozpoczęciem zajęc. Zapewne było wystarcająco dużo
        czasu żeby czegoś poszukać ale tak było łatwiej i jemu i twojej mamie, łatwiej
        i bezpieczniej.
        Mysle ze to co zrobiłaś było słuszne, i nie powinnaś odczuwać poczucia winy z
        tego powodu. Wiem ze to było przykre ale zwykle kiedy próbujemy sie komus
        przeciwstawić, a zwłaszcza rodziców spotykamy się z nieprzychylną reakcja.
        Czy twoja mama ma dominujaćy charakter? Czy kiedykolwiek wczesniej sie jej
        przeciwstawiłaś w czymś istotnym? Bo może było tak że wszystko zawsze było tak
        jak mama sobie zyczyła i teraz ona widzi ze ty jej się wymykasz, ze juz nie ma
        na ciebie takiego wpływu jak kiedyś i to jej sie nie podoba wiec każdy argument
        jest dobry, im bardziej raniacy tym lepiej bo szansa na skuteczność wieksza.

        Pozdrawiam

        A
        • atlantis75 Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 14:54
          angoba napisała:

          > Czy twoja mama ma dominujaćy charakter? Czy kiedykolwiek wczesniej sie jej
          > przeciwstawiłaś w czymś istotnym? Bo może było tak że wszystko zawsze było tak
          > jak mama sobie zyczyła i teraz ona widzi ze ty jej się wymykasz, ze juz nie ma
          > na ciebie takiego wpływu jak kiedyś i to jej sie nie podoba wiec każdy argument
          > jest dobry, im bardziej raniacy tym lepiej bo szansa na skuteczność wieksza.


          Angoba, dziękuję za ten post i wsparcie. Poczułam się lepiej. Mama być może nie
          ma tyranistycznego charakteru i choć stara się unikać konfliktów, to jest
          dominującą osobą. Tak jak piszesz... byłam córką zawsze na zawołanie, broniącą
          jej w różnych sytuacjach i pomagającą najmłodszemu bratu. Jak pomagającą?
          Wiedząc, że siedzi sam w domu poznałam go ze swoim towarzytwem. Spędzał z nami
          każdego sylwestra, każdy biwak. Zapraszaliśmy (ja i mój mąż, wtedy jeszcze
          narzeczony) go na koncerty, do kina, na imprezy. Wyciągaliśmy go z domu, bo
          wiedziałam, że siedzi sam i jest mu ciężko. Nie robiłam tego z wyrachowania "bo
          muszę pomóc" albo "mama bądzie zadowolona" - tylko z wielkiej miłości i sympatii
          do brata. Mama bardzo się z tego cieszyła, chwaliła mnie. Może jest właśnie tak
          jak piszesz...

          Dziękuję i pozdrawiam. Atlantis
          • angoba Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 15:17
            Atlantis musisz nabrać do tego dystansu, wiem że to boli, boli zapewne tym
            bardziej że kochasz i mame i brata i wiele z miłości do nich dla nich chiałaś
            zrobic i robiłaś. Wydaje ci sie pewnie ze te twoje wcześniejsze czyny są juz
            dla mamy niawazne niemal niebyłe. Tak na pewno nie jest, obie jesteście teraz
            pełne emocji, i to złych emocji. W takim stanie ludzie mówią i robią rzeczy,
            których potem moga załowac. Mysle że powinnyście o tym porozmawiac raz jeszcze
            na spokojnie, kiedy emocje opadną.
            Mysle tez ze powinnaś spokojnie o tym porozmawiac z bratem, kiedy pojawi się w
            twoim domu. Bez pretensji, bez oskarżeń, spokojnie, jak siostra z bratem. Na
            pewno uda się wam znaleźć jakiś kompromis, może niech on wynajmie mieszkanie
            gdzieś blisko ciebie, tak zebyś mogła tam czasem wpadac, pomóc mu w czymś,
            choćby pogadać, moze on się boi być sam. On sie moze do tego nie przyznać ze
            strachu przed wysmianiem choćby i dlatego ten argument moze w ogóle nie paśc,
            padną za to inne, które ten podstawowy problem beda maskowac.
            Czasem dobrze jest porozmawiac z kims z zewnatrz więc jesli chcesz mozemy
            porozmawiać o tym na privie.

            Pozdrawiam serdecznie

            A
            • Gość: marco2002 Bolesna prawda IP: *.waw.pl 19.11.03, 19:46
              >Atlantis mysle ze powinnas sobie uswiadomic że mama ma prawo do swoich uczuć.
              >To znaczy ona ma prawo bac sie o swojego syna i chcieć mu zapewnić jak
              >najlepsze warunki życia, ma prawo>
              Cześć z wielkim zainteresowaniem czytałem te posty. Jest ich tyle dlatego bo
              Twój problem jest chyba bardzo rozpowszechniony. Myślę że Twoja mama napewno
              martwi się o Twojego brata i chce dla niego jak najlepiej. Jednak jednocześnie
              pojawia się drugi ważny wątek jakim jest jej poczucie kontroli nad bliskimi.
              Dlatego przy tych dwóch można powiedzieć procesach toczących się naraz tak
              trudno jest o łatwe wyjście dla Ciebie.
              Moja rada zacznij stawiać jasne granice. I rób to konsekwentnie koniecznie
              razem z mężem. Tym samym zadbaj o własną prywatność małymi krokami.
              Pomożesz jednocześnie bratu, który potrzebuje dojrzeć jak nastolatek do
              dorosłości. Jedną z form przyśpieszających dojrzewanie jest dawanie mu zadań do
              samodzielnego wykonania i koniecznie chwalenie go za ich wykonanie nawet gdy
              nie spełnia ono Twoich standardów. Mówię to jako doświadczony ojciec dwojga
              nastolatków.
              Btw zrobiłem z moich dzieci profesjonalny team sprzątający.
              Polecam też książkę Faber, Mazlish "Jak mówiś żeby dzieci słuchały, jak słuchać
              żeby dzieci do nas mówiły" Na jej podstawie organizowane są kursy dla rodziców
              więc będziesz miała trochę praktyki zanim rodzicem zostaniesz.
              Życzę Ci powodzenia.
              M
          • kowianeczka Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 17.11.03, 19:20
            Mam nadzieje Atlantis75, ze wszystko wraca do normy.
            Jestes mloda, szczesliwie zakochana, cale zycie przed Toba.

            Dbaj o siebie,

            czego

            zyczy

            kowianeczka
            • atlantis75 Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 18.11.03, 11:37
              kowianeczka napisała:

              > Mam nadzieje Atlantis75, ze wszystko wraca do normy.

              Na razie utknęło w martwym punkcie.

              > Jestes mloda, szczesliwie zakochana, cale zycie przed Toba.
              > Dbaj o siebie, czego zyczy kowianeczka

              Dziękuję. Atlantis
        • serendepity Re: Bolesna prawda :( Jestem po rozmowie... 18.11.03, 13:27
          > Przykro mi to mówic ale to co zrobiła twoja mama to czysta manipulacja i
          próba
          > wywołania w tobie poczucia winy w celu osiagnięcia tego czego ona chce.
          >Rodzice są zwykle w tym nieźli.

          To niewatpliwie prawda. Moge powiedziec, ze tez mialam swego czasu jazdy z
          rodzicami (jestem jedynaczka). Ojciec na prawde strasznie mnie meczyl. Jak
          powiedzialam, ze wybieram sie na impreze to padalo od razu pytanie kiedy wroce,
          a jak mowilam gdzie jest impreza to zawsze bylo, "ze diabel mowi tam dobranoc".
          Przegiecie nastapilo kiedy za jednym wyjsciem padl tekst, ze jesli wyjde teraz
          to moge nie wracac wiecej. Nie wyszlam ale zal pozostal. Nie znosilam takich
          sytuacji. Jak juz sie wyprowadzilam z domu to postanowilam "wychowac" rodzicow.
          Mimo, ze nie mieszkalam z nimi to ojciec ciagle to mnie dzwonil, mowil mi co
          napisali w gazecie, co mam zrobic, upierdliwie przypominal o roznych rzeczach.
          Strasznie mnie to wkurzalo, bo wedlug mnie traktowal mnie jak kretynke
          niezdolna do samodzielnego myslenia, mieszkania i zycia. Jak wyjezdzalam i
          opiekowali sie moim mieszkaniem to np: prali mi firanki, myli okna itp tak
          jakbym nie byla tego w stanie zrobic sama. Na dodatek jak mieszkalam w domu to
          narzekali, ze czegos tam nie robie a teraz sami na sile robili za mnie rozne
          rzeczy. Jestem akurat dosc rozsadna, nie popelniam jakis strasznych glupst ani
          nie daje powodow do traktowania mnie jak kretynke. W koncu jak nie wytrzymalam
          to przeprowadzilam dluga i powazna rozmowe ze starymi kosztem tego, ze sie
          obraza, ze poczuja sie urazeni itp. Mojej mamie bylo przykro ale ja naprawde
          mialam juz dosyc tego wszystkiego. Niestety wczesniej pomogli mi przy kupnie
          mieszkania i nie moglam pyskowac bo zaraz bym uslyszala , ze dali mi kase a ja
          jeszcze pyskuje. Po uregulowaniu wszystkich naleznosci wytlumaczylam im, ze nie
          musieli mi dawac kasy na mieszkanie, jesli potem mialam sluchac ze ja mam nowe
          mieszkanie a oni ciagle mieszkaja w starej kamienicy. Nie oczekiwalam od nich
          takiego poswiecenia, teraz uwazam, ze powinni sobie kupic mieszkanie dla siebie
          a ja bym radzila sobie tak jak wszyscy inni. Powiedzialam im to wszystko i
          jakos to przezylismy. Moze nie rozmawialismy przez kilka dni ale potem bylo juz
          ok. Moze tez jakos to sobie przemysleli.
          Patrzac na to jak bardzo mi truli dupe i zameczali roznymi rzeczami obawiam sie
          posiadania dzieci. Nie chcialabym aby potem moje dzieci odebraly mnie tak jak
          ja ich odbieralam. W tej chwili aboslutnie nie chce nic od starych, nawet
          zadnych drozszych prezentow. Wole na wszystko sama sobie zarobic ale zadnych
          zaleznosci finansowych. Moze zle ich oceniam, ale nadgroliwosc tez nie jest
          dobra. Poza nadgorliwoscia nie moge im niczego zarzucic. Jednak szantaz
          emocjonalny, ktoremu bylam kiedys poddawana doprowadzal mnie do szalu. Byc moze
          rodzice robia to nawet nieswiadomie.
          Co do Atlantis to nie przejmuj sie az tak. Chcesz udowadniac rodzinie, ze nie
          jestes wielbladem?? Oni kiedys zrozumieja albo i nie, tego niestety nie
          zmienisz. Nie ma sensu psuc sobie wielu dni zlym humorem czy wyrzutami
          sumienia. Jesli Twoj brat ma raczki i nozki to sobie poradzi tak jak radza
          sobie jego rowiesnicy. Za jakis czas moze zrozumie sam jak to jest dzielic
          jeszcze z kims mieszkanie jak sie jest z ukochana.
          Kiedys tez mialam duzo dobrych checi i chcialam pomagac wielu osobom. Jedna
          kolezanka mieszkala u mnie 3 tygodnie po przyjezdzie do pracy w Wawie. Jednak
          te ostatnie dni byly upierdliwe chociaz zachowywala sie super jak na
          wspolokatorke. Mimo wszystko brak intymnosci i obca osoba w mieszkania nie
          sluza najlepiej. Potem zaoferowalam nocleg innej kolezance w potrzebie i to byl
          ostatni raz. Ta zachowywala sie troche nie tak. Po tym obiecalam sobie , ze juz
          nie bede goscic potrzebujacych znajomych. Wielu z nich nagle zapominalo, ze
          mnie znalo gdy juz poradzili sobie jakos, przeniesli sie na swoje itp. A moze
          Twoj brat powinien byc Ci wdzieczny, ze pozwolilam mu mieszkac u siebie i sam
          powienien ruszyc siedzenie i poszukac mieszkania a nie zalegac przed tv.

          Serendepity.
    • Gość: monka Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.03, 17:00
      Nie wiem jaka jest sytuacja u Twojej mamy, ale myślę,że powinnaś porozmawiać z
      mamą. Wytłumaczyć jej dlaczego to takie ważne dla Ciebie żebyś mieszkała sama
      z mężem.Mama przeciesz też była kiedyś młoda,a poza tym mieszkanie razem z
      bratem może doprowadzić do kłutni w twoim małżeństwie. Mama powinna pomyśleć o
      tym, aby wziąć syna do siebie, a jeżeli nie ma warunków to wynająć mu pokój,
      lub mieszkanie.
      • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 18.11.03, 17:32
        Gość portalu: monka napisał(a):

        > Mama przeciesz też była kiedyś młoda

        Właśnie ten argument podałam w ostatniej rozmowie. Zupełnie tego nie zrozumiała!


        >a poza tym mieszkanie razem z
        > bratem może doprowadzić do kłutni w twoim małżeństwie.

        Wydaje mi się, że to ją najmniej obchodzi. Niestety.

        Pozdrawiam. Atlantis
        • Gość: Maruda Wiesz co Atlantis? IP: *.nyc.rr.com 18.11.03, 19:02
          Po prostu pokaz bratu ten watek.
          Z mama bedzie trudniej - ale moze to pomoze jesli uzyjesz wobec niej jej
          wlasnej broni i zagrasz na jej poczuciu winy? Jesli bedzie Ci wyliczac jak
          strasznie Ci sie poswiecila, przedstaw jej liste wlasnych 'zaslug' i tego co Ty
          zrobilas dla rodziny.
          Pozdrowienia
          M.
        • angoba Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 19.11.03, 07:23
          Atlantis mysle ze powinnas sobie uswiadomic że mama ma prawo do swoich uczuć.
          To znaczy ona ma prawo bac sie o swojego syna i chcieć mu zapewnić jak
          najlepsze warunki życia, ma prawo.
          I teraz problemem jest jak ty odbierasz jej uczucia, co ty z tym zrobisz, czy
          potrafisz "zawalczyć" o swoje, czy podporządkujesz sie mamie.
          Bo to że mama ma prawo do swoich uczuć nie oznacza ze ty masz działac tak jak
          ona chce. To że kogoś kochasz nie oznacza jeszcze że musisz robic wszystko co
          ta kochana osoba chce.
          Ty tez masz prawo do swoich uczuc, do tego zeby w takiej sytuacji czuć sie
          niewygodnie, masz prawo chciec mieszkać sama z męzem a bez brata.
          Nie spodziewaj się że mama twoją decyzje zrozumie, ze zrozumie twoje uczucia.
          Czy ty rozumiesz powody jej działania? A nawet jeśli rozumiesz to czy je
          akceptujesz? Mysle że nie. I myslę że mama tak samo nie rozumie twoich decyzji.
          Bo ona patrzy na te sytuacje ze swojego punktu widzenia a ty ze swojego. I to
          jest normalne.
          Jeśli tylko nie chcesz kogoś celowo zranić to nie odpowiadasz za czyjes
          uczucia, tak jak inni nie odpowiadaja za to co ty czujesz i jak odbierasz daną
          sytuację.
          Każda z was póbuje postawić na swoim, dlatego mama pobuje zagrać na twoim
          poczuciu winy, pobuje ci pokazać ze jestes niewdzięczna. Nie pozwol sobie tego
          wmówic.

          Znam kobiete kórej dzieci dały pieniadze na mieszkanie, ono było mniejsze niż
          to w ktorym do tej pory mieszkała cała rodzina ale dzieci dorosły, wyprowadziły
          sie i rodzicom nie było potrzebne juz takie wielkie mieszkanie zwłaszcza nie
          własne. Ta kobieta nie dała na swoje mieszkanie ani grosza, nie zajmowala sie
          sprawami remontu ani nawet przeprowadzka, wszystko zrobiły dzieci. A i tak
          ciągle słyszały jakie sa niewdzieczne, bezwgledne i w ogole sie rodzicami nie
          interesują, nic nie pomoga, maja swoje sprawy. Bo ona chciała albo mieszkac
          dalej tam gdzie mieszkała (choć nie było jej na to stać) albo żeby dzieci jej
          kupiły domek poza miastem (na co z kolei ich nie było stac).

          Pozdrawiam serdecznie

          A
          • atlantis75 Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 19.11.03, 10:52
            angoba napisała:

            > Atlantis mysle ze powinnas sobie uswiadomic że mama ma prawo do swoich uczuć.
            > To znaczy ona ma prawo bac sie o swojego syna i chcieć mu zapewnić jak
            > najlepsze warunki życia, ma prawo.


            Tylko dlaczego chce mu zapewnić te warunki moim i mojego małżeństwa kosztem?
            Przecież jestem jej córką, tak samo jak on.
            • angoba Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 19.11.03, 11:11
              atlantis75 napisała:


              > Tylko dlaczego chce mu zapewnić te warunki moim i mojego małżeństwa kosztem?
              > Przecież jestem jej córką, tak samo jak on.
              >


              Mama pewnie tak tego nie widzi a jesli nawet wie, że to bedzie twoim kosztem to
              i tak twój brat jest najmłodszy, miał problemy, wiec o niego musi sie
              troszczyć, a ty jestes juz dorosła, samodzielna wiec o ciebie nie musi dbać tak
              jak o niego.
              Atlantis ja jej nie rozgrzeszam, nie uwazam zeby jej postepowanie było słuszne,
              ale ona mam prawo tak uwazac a ty masz prawo sie z tym nie zgadzac i walczyc o
              swoje.
              Ona chce zrealizować swoje potrzeby a ty swoje i tu wystąpił konflikt.
              Pamietaj że kochać nie znaczy podporządkować sie. Sprzeciwiasz sie mamie ale to
              nie znaczy ze jej nie kochasz czy kochasz ja mniej.


              W ostatnich "Charakterach" jest artykuł pod tytułem "O matkach, które krzywdzą
              swoje dzieci", sa w nim omówione rózne zagadnienia i wiekszośc tych problemów
              zapewne nie dotyczy waszej sytuacji ale może jeden fragment bedzie odpowiedni :

              "Wiem lepiej, co dla ciebie jest dobre, ponieważ jestem twoją matką”
              albo „Kochanie, nie rób tego, ja to zrobię (lepiej) za ciebie”. Te i podobne
              słowa zbyt często wypowiadają nadopiekuńcze matki. Taka matka uzależnia dziecko
              od siebie, nadmiernie je kontroluje, odbiera mu niezależność i autonomię. Jest
              nadmiernie krytyczna, zawstydza i karze. Zachowuje się tak, bo odrzuca syna czy
              córkę. Adler uważał, że dzieci nadopiekuńczych matek, pozbawione poczucia
              odpowiedzialności za różne aspekty życia, nie mogą dokładnie wypełniać swoich
              zadań. Nadmierna „ochrona” uniemożliwia im samodzielne uczenie się rozmaitych
              zachowań i ich konsekwencji. Według Freuda takie matczyne zaangażowanie czyni
              dziecko niezdolnym w późniejszym życiu do istnienia bez miłości, choćby przez
              moment.
              Konsekwencje cichej choroby rodziny - momizmu (tak nazywana jest
              nadopiekuńczość) są podobne do braku troski, opieki i miłości. W dorosłym życiu
              dzieci nadopiekuńczych matek mogą być chwiejne emocjonalnie i agresywne, mogą
              mieć ograniczone zdolności intelektualne i emocjonalne: „Matka zawsze wszystko
              za mnie robiła. Mówiła, że to dlatego, bo tak bardzo mnie kocha. Choć
              krytykowała moje próby wykonywania różnych zadań domowych, jej zachowanie było
              wtedy dla mnie wygodne. Nie musiałem nawet robić sobie herbaty, bo ona już była
              przy mnie. Teraz wiem, że bardziej bała się o swój nieskazitelnie czysty stół
              kuchenny, niż troszczyła się o mnie. Po prostu mnie oszukiwała. Stopniowo coraz
              bardziej byłem od niej uzależniony, ubezwłasnowolniony, a to wzmagało moją
              agresję. Teraz jestem kaleką, bo nic nie potrafię zrobić. I dlatego boję się
              kontaktów z ludźmi”.


              Wydaje mi sie ze twoja mama tak własnie zachowuje sie w stosunku do twojego
              brata. A ponieważ moze tez uważać ze dzieci powinny zaspkajać potrzeby
              dorosłych to pobuje dzieki tobie zaspokoic te swoją potrzebę.


              Pozdrawiam serdecznie

              A
              • Gość: Linn Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.dialup.tiscali.it 19.11.03, 15:01
                Jeden z psychiatrow powiedzial kiedys, ze gdyby nie matki, nauczycielki i
                zakonnice, bylby bezrobotny. To one posrednio dostarczaja mu coraz to nowych
                pacjentow.
                • angoba Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 19.11.03, 15:29
                  Zapewne miał sporo racji ...
                  Zwiazek z matką jest zwykle bardzo silny i moze byc potencjalnym źródlem wielu
                  problemów. Oczywiście ważne jest jak dana osoba odbiera postepowanie rodziców,
                  jak reaguje na prezykład na szantaż emocjonalny.

                  Kawalek wyzej pisalam o kobiecie, ktorej dzieci zafundowaly mieszkanie a ktora
                  i tak uwazala je za niewdzieczne. Jedno z dzieci strasznie sie tym przejmowało
                  i mialo poczucie winy a drugie sie raczej złosciło i potrafiło na matke
                  nakrzyczeć, wygarniajac jej co sobie o tym mysli.

                  Czasem dobrze jest sie skonfrontować.

                  A
            • siria Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) 19.11.03, 11:11
              Cześć Atlantis.
              Śledziłam Twój wątek od początku i dlatego postanowiłam napisać wreszcie kilka
              słów. :)

              Sama też jakis czas temu miałam trochę kłopotów z Rodzicami i akceptacją przez
              nich pewnych moich decyzji. I nieoczekiwanie otrzymałam pomoc, choć wcale o to
              nie prosiłam. :)
              Z moją Mamą porozmawiała jej własne najlepsza przyjaciółka, która rozumiejac
              różne obawy mojej Mamy, potrafiła jej jednocześnie naświetlić mój punkt
              widzenia. Minęło potem jeszcze trochę czasu i wszystko się ułożyło
              jaknajlepiej.

              Dlatego tak się zastanawiam, czy nie masz wokół siebie kogoś, kto zna całą
              Waszą Rodzinę, komu Twoja Mama ufa, albo z kim może spokojnie rozmawiać, a z
              kim Ty jednocześnie byłabyś w stanie pogadać i ewentualnie poprosić o jakieś
              takie 'negocjacje'.

              U mnie było tak, że praktycznie nasza znajoma "objechała" moją Mamę :)))
              Może i tu podobna opinia kogoś trzeciego, byłaby w stanie wpłynąć na Twoją
              Mamę, bo mam nieodparte wrażenie, że prędzej czy później będzie ona bardzo
              żałować przykrych słów skierowanych do Ciebie.

              Pozdrawiam - także "odpowiedzialna córka w domu" i starsza stażem o miesiąc
              mężatka. :)
              S.
              • Gość: mick Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: *.pke.pl 19.11.03, 11:49
                Właśnie, dobry pomysł z tą osobą niezaangażowaną.
                A jak nie, to napisz do Mamy spokojny, wyważony list. W ferworze rozmowy trudno
                o spokojne wyłuszczenie racji, rozmówca może nawet nie zechcieć ich wysłuchać.
                List może w spokoju przeczyta. Napisz też, jak bardzo Ci było przykro po
                rozmowie i dlaczego, tak jak to napisałaś na forum.

                mick
                • aguszak Brawo Mick :) 19.11.03, 11:56
                  Gość portalu: mick napisał(a):

                  > Właśnie, dobry pomysł z tą osobą niezaangażowaną.
                  > A jak nie, to napisz do Mamy spokojny, wyważony list. W ferworze rozmowy
                  trudno
                  >
                  > o spokojne wyłuszczenie racji, rozmówca może nawet nie zechcieć ich
                  wysłuchać.
                  > List może w spokoju przeczyta. Napisz też, jak bardzo Ci było przykro po
                  > rozmowie i dlaczego, tak jak to napisałaś na forum.
                  >
                  > mick

                  Właśnie! Dlaczego list mi nie przyszedł wcześniej do głowy? Przecież Atlantis
                  będzie mogła spokojnie i bez obawy, że jej ktoś przerwie, opowiedzieć mamie, co
                  czuje i jakie są prawdziwe jej intencje...
                  • atlantis75 Re: Brawo Mick :) 19.11.03, 15:33
                    aguszak napisała:

                    > Właśnie! Dlaczego list mi nie przyszedł wcześniej do głowy? Przecież Atlantis
                    > będzie mogła spokojnie i bez obawy, że jej ktoś przerwie, opowiedzieć mamie, co
                    > czuje i jakie są prawdziwe jej intencje...

                    Myślałam o tym..., ale pisanie listu jest trochę chyba naiwne. Ale zastanowię się nad tym.
    • Gość: maja Re: Problem rodzinny - proszę o radę (długie) IP: 62.233.204.* 19.11.03, 12:04
      Sytuacja jest niezreczna, blad podstawowy to taki ze wogole
      pozwoliliscie wprowadzic sie bratu,Trzeba bylo od poczatku
      zaznaczyc ze moze przenocowac tydzien i niech szuka w tym czasie
      mieszkania dla siebie. Mysle ze nie powinnas miec poczucia winy, w
      koncu to normalne ze chcecie mieszkac z mezem sami. Jezeli twoja
      mama tego nie rozumie to tylko o niej swiadczy. Ja mieszkam z
      mezem od poczatku sama, i zawsze zaznaczalam w roznych
      rozmowach z rodzina, ze absolutnie nie wyobrazam sobie mieszkac
      z kims. Tak wiec przygotowalismy wszystkich ze nie ma mowy o
      jakims pomieszkiwaniu u nas, co innego 1-2 noce jezeli jest taka
      potrzeba, to oczywiscie trzeba pomoc, ale tylko tyle. Porozmawiaj z
      mama, wytlumacz wasza sytuacje i powiedz o swoich potrzebach
      samodzielnego mieszkania. Jesli nie zrozumie to trzeba przeczekac,
      a wszystko wroci do normy, zycze powodzenia, i pamietaj ze wasze
      dobre samopoczucie jest najwazniejsze pa
    • Gość: mick Atlantis, i jak wyszło? (n/t) IP: *.pke.pl 16.12.03, 08:35

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka