slodkiejabluszko
18.01.09, 09:51
mam zagryzkę z przyszłymi teściami...
razem z narzeczonym wynajmujemy mieszkanie, z uwagi na to, że jego
biznes się rozkręca, ja opłacam większość rachunków, w tym również
to na co jemu nie starczy (rachunki telefoniczne, pokrycie debetu
czy cokolwiek innego)..trwa to już jakieś pół roku
rodzice jego wymyślili, że kupią mieszkanie i się do niego
przeprowadzimy (będzie ich własnością, taka lokata kapitału - ojciec
ma firmę) - no to ja myślę super! w końcu pomyślę o sobie (bo będę
mogła odłożyć na ślub i kurs językowy)..a tu z czasem narzeczony
mówi, że mieszkanie jest na jego brata...w końcu któregoś czasu mówi
że na niego...(w końcu nie wiem o co chodzi i mało mnie to
interesuje bo to ich sprawa - no i dobrze, nawet jakby kombinowali z
zabezpieczaniem go przed ślubem to naturalne - tylko niech się nie
boją mówić wprost)ja nie mam z tym problemu..tylko narzeczony mówi,
że docelowo będzie przeznaczone dla jego brata po podziale majątku
jak rodziców już nie będzie ( ok sprawa czysta - brat pochodzi z
wcześniejszego związku matki) bo mają dom do podziału dla reszty..
I teraz wchodzi życie:
.. moje cała wypłata idzie na życie (nic dla siebie nie zostawiam bo
po prostu nie mam) a narzeczonemu czasem dokładają rodzice jakieś
pare stówek...ja rzadko o tym wiem bo mi się nie tłumaczy,ale kupuje
jedzenie i jest ok,
no i dochodzimy do sprawy nowego mieszkania:
...ojciec jego mówił, że wyremontuje i nam odda w użytkowania za
opłatą czynszu i rachunków (to się chwali-myślę sobie), że
powybieramy wyposażenie razem itd. - to myślę - co się będę wcinać
niech wybiorą w końcu płacą, mogę doradzić, ale dobre wychowanie
nakazuje stać z boku jak ktoś ci daje pomoc...jesteśmy w sklepie
jednym, drugim....jego mama bierze na raty sprzęt kuchenny, zmywarkę
lodówkę itd, coś tam powybierali...tylko że...okazuje się że my mamy
spłacać raty (!)ok. 5 tys. - (czyli ja) dopóki narzeczony nie będzie
miał dochodów konkretnych
...wszystko bez wcześniejszej rozmowy z nami.. (po prostu tak sobie
zadecydowali)
poczułam się jakbym dostała w policzek... bez rozmów żadnych ktoś
mnie stawia przed faktem)...tak jakby ze mną nie trzeba było się
liczyć..
obruszyłam się na narzeczonego, że doprowadza do takich sytuacji a
on przy nich że nie wie o co mi chodzi (!) no i afera...że ja nie
doceniam ich pomocy, że wcale nie muszą nam pomagać, że nie doceniam
tego itd...oberwało mi się na to, że niby wg. jego mamy jestem
przyzwyczajona do luksusu i zakupów za granicą etc... (co to ma do
rzeczy?), że oni nam pomagają (patrz: pare stówek co jakiś czas,
gdzie narzeczony i tak swoje opłaca a nie nasze) zostałam
zaatakowana z 3 stron...nawet narzeczony był przeciw mnie, choć mu
nie starcza na opłacanie firmy co miesiąc (!) i nie ma na mieszkanie
w którym jesteśmy..
do tego "teściowa" wypala, że jak teraz się kłócimy to ona tego
związku w ogóle nie widzi (!), jak byłam, tak się na pięcie
odwróciłam powiedziałam dowidzenia i wyszłam.
i wiecie co myślę ja?
1. te pare stówek co jakiś czas co niby pomagali to te raty miałyby
oddać...czyli gdzie ta pomoc...
2. dziwne jest finansowanie sprzętu w mieszkaniu, które będzie jego
brata...co mam zrobić gdy się okaże, że nie będziemy razem np.?
(choć bym tego nie chciała - ale życie uczy
zapobiegliwości) "teściowa" powiedziała, że te sprzęty możemy
zabrać jak będziemy mieli już swoje mieszkanie (wyobrażacie sobie
odłączać sprzęty żeby je przenosić gdzie indziej bo ja nie)
3. nie mamy daty ślubu...czekamy aż coś zarobimy i odłożymy (ja znów
nie odłoże.. dzieli się przecież koszty wesela - a ja chce moim
rodzicom pomóc..)
...jego rodzice mają pieniądze ale myślę teraz, że pewnie to
odwlekają..
4. jeśli chodzi o zwrot kasy to można ustalić odstępne - sprawa
czysta wg mnie
no i atmosfera teraz kiepska a ja nie mam w ogóle ochoty mieć do
czynienia z kimś kto mnie obraża...narzeczony zabiegał o mnie, bo
miałam już wszystkigo dość..później z nimi rozmawiał i doszli do
wniosku że za dużo emocji było - ale atmosfera mocno nadszarpnięta
jest...przynajmniej dla mnie to bardzo przykre..
nie spotkałam się z takim zachowaniem:(
więc mówcie co myślicie, wezmę rady pod uwagę