problemnaraz
13.04.09, 06:35
To jak w temacie, chyba mamy problem dotyczący małżeńskiej
wiernośći:)
ale od początku...
jakiś czas temu mąż wyjechał na miesiąc do innego kraju.
przed odjazdem niby w żartach, rzuciłam hasełko, by nie zapomninał w
razie czego o prezerwatywie, bo w rejon, w który jechał, słynie z
różnych hifów, syfów itp.
to dla mnie oczywiście były tylko żarty...
mąż wrócił, wszytko jest ok. seks, intymność, miłość bez żadnych
zastrzeżeń.
po tym powrocie stało się coś, co możnaby podciągnąć pod to, że
zawiodłam czymś swojego męża - i tym tłumaczyłam to, że zaczyna
unikać zbliżeń.
no więc go w końcu przydybałam w łóżku - i wtedy się przyznał, że
coś mu się tam stało(tam, czyli w okolicy penisa)
mały rekonesans, no faktycznie coś tam się paskudzi.
był u lekarza, czeka na wyniki.
no i teraz tak:
ja jestem przekonana, że to jakaś wenerka jest, czyli, że podczas
tego miesiąca mąż jednak wierny nie był
mąż jest przekonany, że to ja podczas tego miesiąca wierna nie
byłam - i go czymś zaraziłam(to bzdura, bo ja nie zdradzam z
założenia i przekonania, zresztą u mnie nie ma żadnych objawów na
razie)
mąż idzie w zaparte - nic przez ten miesiąc nie było, nie spał z
nikim,
nie wie, co się dzieje, skąd to ma:)
i jego tłumaczenie, że gdyby mnie zdradził, to by mi się nie
przyznał, tylko sam do lekarza popędził - a na wizytę umówiłam go
ja, nie ukrywając, w trosce również o siebie.
no i jego świetna manipulacja, on sobie nie ma nic do zarzucenia,
więc nawet jak wynik wyjdzie źle, czyli że to jakaś wenerka, to
będzie znaczyło, że to ja go zaraziłam(bo przecież mogę być tylko
nosicielem, a objawów mogę nie mieć)
lekarz pytał go o kontakty seksualne, ponoć powiedział, że tylko z
żoną.
na razie się śmiejemy, i czekamy na wyniki.
co byście sobie myśleli o tej sytuacji?