Dodaj do ulubionych

Związek partnerski nie umywa się do małżeństwa ?

08.07.09, 15:56
Witam wszystkie kobiety i nie tylko. Od jakiegoś czasu poczytuję forum, a dziś
po raz pierwszy zapytam. Nie potrzebuję żadnych porad, chcę po prostu poznać
opinie innych.
Moja przyjaciółka umieściła ostatnio na swoim blogu wpis: "Wiem, że związek
partnerski też jest zobowiązaniem. Ale nie umywa się do małżeństwa." Jest
mężatką od dwóch lat. Oczywiście podyskutuję z samą zainteresowaną przy
najbliższym spotkaniu, ale co wy o tym myślicie?
Ja jestem w związku partnerskim od dwóch mniej więcej lat. Mieszkamy razem,
mamy wspólne konto, myślimy o zakupie mieszkania, niekoniecznie dopiero po
ślubie, kredyt mogą przecież wziąć dwie niespokrewnione osoby. Kochamy się,
szanujemy, nie mam problemów typu "on nie chce sprzątać" czy "ona mnie
ogranicza". Jesteśmy dobraną parą, mamy wspólne, ale też własne
zainteresowania. Chcemy mieć razem dzieci. Jeszcze nie teraz, ale chcemy.
Chcemy też wziąć ślub w najbliższej przyszłości, ale w naszym przypadku będzie
to jedynie formalność, rozmawialiśmy o tym niejednokrotnie. I tak się
zastanawiam jaka jest różnica między nami a małżeństwem (rzecz jasna poza
faktem zaślubin)? W czym przyjaciółka z mężem są wg niej lepsi? Kiedyś
małżeństwo faktycznie było święte. Choćby bił i pił, choćby była jędzą
skłócającego go z rodziną, to i tak trwaliby w tym małżeństwie. Dziś równie
łatwo się rozwieść co pobrać.
Co o tym myślicie?

Życzę wszystkim miłego popołudnia :)
Obserwuj wątek
    • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 16:09
      myślę, że mimo wszystko ze związku małżeńskiego ciężej zrezygnować
      niż ze związku partnerskiego
      związek partnerski daje poczucie "furtki na świat"
      małżeński - już nie

      zw. małżeński daje chyba też większe poczucie bezpieczeństwa -
      abstrahując od tego jaką parę ludzie tworzą ale w kwestiach
      formalnych, finansowych

      jednak związki partnerskie długoletnie moich znajomych się rozwaliły
      i to 3 w krótkich odstępach czasowych, zaczęło brakować tej kropki
      nad "i", w dwóch przypadkach dziewczyny chciały ślubu, panom się nie
      spieszyło i o to się rozeszło, jeden przypadek to zupełnie inna
      historia, nie do pokonania jak dla mie również w małżeństwie

      ostatnia z mojej strony kwestia - wartościowanie par po tym czy są
      małżeństwem czy nie, jest zwyczajnie głupie
      • mahadeva Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 19:23
        moim zdaniem nie chodzi to o bezpieczenstwo, ale o przestrzeganie konwenansow
        wszystko zalezy od ludzi, malzenstwo moze byc beznadziejne, a zwiazek na kocia
        łape bardzo satysfakcjonujacy
      • skarpetka_szara Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 19:33
        Dobrze napisane.

        Sama jestem mezatka ale nie uwazam ze to cos wyzszego. Sama
        zwlekalam dekade z malzenstwem. Po co sie spieszyc?
      • pamana Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 10:46
        związek partnerki moze byc i w malzenstwie i konkubinacie .

        a wszytsko chodzi o nasze poczucie ,to co siedzi w głowie .

        ze konkubinat to takie otwarta futrka czyli malzenstwo to zamknieta klatka ?
        przeciez sa rozwody.

        rownie dobrze mozna napisac ze jesli nie ma sie zaufania do partnera to bierze
        sie slub aby pozniej obce osoby w postaci sądu podzielily stary czajnik i talerze.

        małżenstwo daje poczucie bezpieczenstwa no wlaśnie poczucie ale faktycznego
        bezpieczeństwa nie daje bo niby jak ?


        niech kazdy żyje jak chce i da życ innym .
        p.
      • bugmenot2008_2 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 10:57
        > nad "i", w dwóch przypadkach dziewczyny chciały ślubu, panom się nie

        to by chyba znaczylo ze nie do konca byly partnerskie bo albo jedna strona caly
        czas liczyla po cichu na slub tymczasowo akceptujac obecna sytuacje (no chyba ze
        panowie mamili od samego poczatku i nie dotrzymali slowa) czyli zabraklo
        szczerosci albo zabraklo zaufania
        • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 10:59
          raczej były partnerskie ale w zyciu tak bywa, że z wiekiem zmieniamy
          zdanie, że cały czas się kształtujemy jako ludzie i że zaczynamy
          oczekiwać różnych rzeczy, które wcześniej nie były nam do szczęścia
          potrzebne
      • baba67 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 16:52
        Faceci to zawsze faceci. Za mlodsza zgrabniejsza doopa poleci i zostaniesz bez
        niczego, i z perspektywa walki o alimenty, uznanie ojcowstwa oraz rachunkow za
        remont jego mieszkania.
        Juz sama lektura watkow na tym forum powinna zniechecic kazda rozsadna kobiete.
        Jak sie zwiazek ma rozpasc to sie rozpadnie i malzenstwo, ale rozpad konkubinatu
        uderza w kobite-cala korzysc i wygoda po stronie faceta. Sex na zawolanie, pol
        kosztow pokryte, pol (na ogol cala) robota w domu odwalona, i zadnych
        zobowiazan. I jeszcze feministki wymachujace burdelkami (stringami) na pozycjach
        obronnych. KIEDY FACECI MIELI LEPIEJ, no KIEDY???
        PS.
        Oprocz beretu i nastrojow pastiszowo polemicznych posiadam tez burdelki.
        • plisowanka Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 11.07.09, 23:47
          baba67 napisała:

          > Faceci to zawsze faceci. Za mlodsza zgrabniejsza doopa poleci i zostaniesz bez
          > niczego, i z perspektywa walki o alimenty, uznanie ojcowstwa oraz rachunkow za
          > remont jego mieszkania.

          E tam, myślisz szowinistycznie - że to zawsze mężczyzna jest stroną, która będzie chciała odejść. A co z kobietami, które będą chciały ewentualnie za kilka lat wymienić partnera na lepszy model, którego spotkały na swej drodze życia? Mąż może nie wyrażać zgody na rozwód, który będzie się wlókł latami. A w konkubinacie sprawa jest prosta - kobieta może w każdej chwili go zakończyć, jak będzie taka potrzeba. Zakończenie konkubinatu nie jest przywilejem jedynie mężczyzn.

          Poza tym pomijasz kwestię tego, że wiele kobiet jest w małżeństwie kontrolowanych, trzymanych pod kloszem, mężowie uważają się za panów sytuacji, głowę rodziny. I wyzwolenie się z czegoś takiego też może być ciężkie.

          A co do kwestii finansowych - kobiety w konkubinacie bardziej dbają o swoją niezależność finansową, nie przesiadują latami na wychowawczym albo bezrobociu na życzenie. A mężatki osiadają na laurach i później ich sytuacja po rozwodzie jest o wiele gorsza, gdyż mają trudności z powrotem na rynek pracy.

          A alimenty należą się na dziecko bez względu na to, czy zostało ono poczęte w małżeństwie czy nie. Jak facet będzie ukrywał swoje dochody i migał się od nich, to nic na to nie poradzisz, nawet jak to będzie twój były mąż.

          Ja w ogóle odnoszę wrażenie, że o te złudne paragrafy z kodeksu rodzinnego zabiegają jedynie kobiety słabe. One mają obawy, że bez męża nie poczują się bezpiecznie, że sobie nie poradzą. Dodatkowo mają małą wiedzę na ten temat, bo - jak powiedziałam - te paragrafy na niewiele się zdają w praktyce.

          > Sex na zawolanie, pol
          > kosztow pokryte, pol (na ogol cala) robota w domu odwalona, i zadnych
          > zobowiazan.

          A te argumenty to już w ogóle infantylne. Sex na zawołanie - czyżby niezamierzona aluzja do "prostytucji małżeńskiej"? Oczywiście tylko mężatki mają złudne wrażenie, że mogą w pełni kontrolować seksualność męża. Jak ja mu nie dam, to on będzie na bezseksiu i może wreszcie pozmywa naczynia; wszak nie może mieć seksu z inną, bo ma obrączkę na palcu. Akurat;)

          Co do kosztów pokrytych na pół, to znów jestem zażenowana tym argumentem. Kobieta powinna sama zarabiać na siebie i pokrywać koszty swojego utrzymania, obojętnie czy jest mężatką czy konkubentką.

          Na ogół cała robota odwalona - problem tkwi chyba w charakterze kobiety. Silna kobieta nie pójdzie na taki układ, obojętnie czy jest mężatką czy konkubentką.
          • baba67 Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 12.07.09, 14:17
            No wlasnie-taka dyskusje chcialam rozpoczac :-)
            Bo to bardzo interesujacy temat-pelen uproszczen, stereotypow, lekow,
            poswiadomych reakcji.
            W zyciu nie zgodzilabym sie na zaden konkubinat, ale gdybym byla inaczej
            wychowana i miala inny charakter-kto wie?
            • baba67 Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 12.07.09, 14:22
              Acha -i nie uwazam sie za slaba kobiete, moje otoczenie tez nie-to kolejne
              uproszczenie.Silna kobieta to taka ktora realizuje swoje wizje,i jesli ta wizja
              jest malzenstwo to wcale nie swiadczy o jej slabosci. W konkubinacie zyje
              niemalo kobiet slabych ktore ulegaja partnerowi(?)i modzie zeby nie zostac na
              lodzie. Kula w plot z taka teza IMHO
          • foxi-em Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 13.07.09, 03:47
            E tam, myślisz szowinistycznie - że to zawsze mężczyzna jest stroną,
            która będz
            > ie chciała odejść. A co z kobietami, które będą chciały
            ewentualnie za kilka la
            > t wymienić partnera na lepszy model, którego spotkały na swej
            drodze życia? Mąż
            > może nie wyrażać zgody na rozwód, który będzie się wlókł latami. A
            w konkubina
            > cie sprawa jest prosta - kobieta może w każdej chwili go
            zakończyć, jak będzie
            > taka potrzeba. Zakończenie konkubinatu nie jest przywilejem
            jedynie mężczyzn.
            >
            Trochę racji masz, jednak statystycznie to znacznie częściej
            mężczyźni układają sobie na nowo życie z młodszą partnerką.

            A co do kwestii finansowych - kobiety w konkubinacie bardziej dbają
            o swoją nie
            > zależność finansową, nie przesiadują latami na wychowawczym albo
            bezrobociu na
            > życzenie. A mężatki osiadają na laurach i później ich sytuacja po
            rozwodzie jes
            > t o wiele gorsza, gdyż mają trudności z powrotem na rynek pracy.
            >
            Ok, z tym rynkiem pracy itd. masz rację. Ale tę wypowiedź można
            zrozumieć tak że w konkubinacie kobiety mają mniejsze możliwości by
            zadbać o swoje dziecko, wracajac po niecałych 4 mies. do pracy.
            Zresztą z Twojej wypowiedzi jasno wynika że nie idą na wychowawczy
            bo nie mają poczucia bezpieczeństwa (musza pilnować pracy). Niestety
            dopóki faceci nie będą posiadać macicy pewne role w rodzinach będą
            sztywno przypisane do płci, czy nam, kobietom się to podoba czy nie.

            A alimenty należą się na dziecko bez względu na to, czy zostało ono
            poczęte w m
            > ałżeństwie czy nie. Jak facet będzie ukrywał swoje dochody i migał
            się od nich,
            > to nic na to nie poradzisz, nawet jak to będzie twój były mąż.
            >
            Z tą różnicą, że alimenty należą się również żonie która w trakcie
            małżeństwa nie pracowała. Moja kuzynka pracowała ale na 1/2 etatu -
            by zająć się domem i lepiej zadbać o dzieci. Po rozwodzie, oprócz
            alimentów na 2 dzieci, otrzymała alimenty dla siebie ponieważ: "jej
            sytuacja materialna uległa pogorszeniu". W konkubinacie byłoby to
            niemożliwe.

            Ja w ogóle odnoszę wrażenie, że o te złudne paragrafy z kodeksu
            rodzinnego zabi
            > egają jedynie kobiety słabe. One mają obawy, że bez męża nie
            poczują się bezpie
            > cznie, że sobie nie poradzą. Dodatkowo mają małą wiedzę na ten
            temat, bo - jak
            > powiedziałam - te paragrafy na niewiele się zdają w praktyce

            Własnie w praktyce paragrafy dotyczące instytucji małżeństwa na
            wiele się zdają.
            W moim mieście był przypadek, który jest na to dobrym przykładem.
            Pewien zamożny facet, właściciel kilku firm zostawił żonę i 2 synów
            dla innej kobiety z którą zamieszkał. Żonie płacił alimenty, ale nie
            przeprowadzili rozwodu, prawdopodobnie nie dogadali się co do
            podziału finansów. No i ten pan nie chcąc robić sobie problemów
            pozostawił sprawy formalne nierozwiązane. Z nową partnerką żył w
            konkubinacie. Po 6 latach dostał wylewu i w śpiączce trafił do
            szpitala. Jeszcze tego samego dnia pojawiła się tam żona która
            natychmiast przejęła "opiekę" nad swoim mężem, uniemożliwiając (na
            stałe)konkubinie wstęp do jego sali. Następnie przejęła prowadzenie
            wszystkich firm, w tym sklepu który ten facet otworzył dla swojej
            konkubiny. Po miesiącu w śpiączce (rozległy wylew) facet został
            wypisany do domu, żona umieściła go w specjalistycznym ośrodku
            opiekuńczym. Jest już tam od ok.4 lat. Są plotki że na drugi dzień
            gdy facet trafił do szpitala żona wraz z firmą ochroniarską weszła
            do mieszkania męża i jego partnerki i zabrała wszystko co
            przedstawiało jakąkolwiek wartość a tej kobiecie dała 3 dni na
            wyprowadzkę. I to wszystko w świetle prawa, bo partnerka sądziła się
            z żoną. Dla sądu nie miało znaczenia że zyli i mieszkali razem od 6
            lat, że mieszkanie było kupione w trakcie trwania ich związku,
            podobnie jak rozpoczęta budowa domu. Prawo do wszystkiego ma żona i
            2 synów. Facet miał w nosie zabezpieczenie swojej konkubiny i w
            wyniku dramatycznych zdarzeń ta została z niczym.
            Ot i to jest ta wyższość małżeństwa nad konkubinatem. Nawet jeśli
            facet jest kawalerem to w takim przypadku siostra, matka czy
            ktokolwiek z rodziny będzie miał większe prawa niż konkubina.
            U mnie w pracy babka która nie żyła ze swoim mężem od 10 lat (on
            miał konkubinę) po jego śmierci w wyniku sprawy spadkowej dostała
            wszystko, nawet samochód który kupił 2 lata temu, mimo tego że facet
            spisał testament na korzyść konkubiny.
            Piszesz o złudnych paragrafach na niewiele zdających się w praktyce,
            a one jednak takie złudne nie są. W świetle prawa małżeństwo to
            instytucja, prawnie stojąca ponad konkubinatem. I nawet umowy między
            konkubentami są w stanie zabezpieczyć tylko częsć praw.
            • baba67 Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 13.07.09, 14:22
              Zabijecie mnie ale czuje e ja na miejscu tej zony zrobilabym tak samo. Na to co
              facet osiagnali mogl podarowac konkubinie pracowala tez jego zona. Czesto jest
              ak ze kobita stwarza dom ktory maz tylko odwiedza bo lata studiuja,
              zalatwia,Kobieta calkowicie przejmuje opieke nad dziecmi,zeby on mogl sie
              ksztalcic i rozwijac. A tu mlodsza jedrniejsza doopa przylazi na gotowe i i nikt
              mi nie wmowi ze dla jego uroku osobistego. Naciaga na kolejne firmy , doi
              ilemoze -dorobek rodzicow nalezysie dzieciom a nie jakiejs pazernej wywloce.
              Moze bym byla bardziej humanitarna jesli chodzi o rzeczy osobiste-mojego nie
              rusz cudzegom nie lasa .
              • foxi-em Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 13.07.09, 22:11
                Nikt Cię nie zabije, tak zrobiłaby większość myślących kobiet-żon.
                Ten przykład przytoczyłam nie po to by oceniać postępowanie żony,
                męża czy konkubiny tylko by wykazać że "paragrafy z kodeksu
                rodzinnego" jednak mają duże znaczenie, wbrew temu co uważała
                koleżanka którą cytowałam.
                Ponadto należy zwrócić uwagę na to że ten facet w doopie miał los
                swojej partnerki niezabezpieczając jej przyszłości, bo nawet sklep
                który dla niej otworzył miał na swoje (jednocześnie żony) nazwisko.
                Dlatego uważam że to właśnie w konkubinacie większość kobiet to
                kobiety słabe, nie potrafiące zadbać o swoje interesy. Oczywiście
                nie wszystkie, ale ile jest przypadków że konkubenci wspólnie
                rozkręcają jakiś interes, tylko dziwnym trafem w rubryce: właściciel
                jest tylko jego nazwisko. Zresztą różnie to bywa, jednak tylko
                małżeństwo gwarantuje połowę majątku przy rozstaniu, oczywiście pod
                warunkiem wspólnoty majątkowej.
                Duma typu "sama na siebie zarobię" mija z chwilą przyjścia na świat
                dzieci, bo matka myśli o nich zawsze, a tatusiowie niestety nie.
                Według wielu z nich byłe zony powinny piać z zachwytu dostając 500
                zł alimentów dla dziecka.
                P.S. Babo67 ja też bym tak postąpiła na miejscu tej żony, bo nie
                widziałabym powodu by oddawać kochance męża majątek moich
                ewentualnych dzieci, no i mój.
                • baba67 Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 14.07.09, 13:15
                  No dokladnie tak Cie zrozumialam:-)
                  I tez uwazam ze wszystkie te przepisy prawne i regulacje sa niedoceniane, duzo
                  sie mowi o polsrodkach ktore niby maja prowadzic do zrownania obu sytuacji a
                  tak naprawde sa kosmetycznymi zmianami ktore zbyt wiele nie daja.
                • plisowanka Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 19.07.09, 14:18
                  foxi-em napisała:
                  > ale ile jest przypadków że konkubenci wspólnie
                  > rozkręcają jakiś interes, tylko dziwnym trafem w rubryce: właściciel
                  > jest tylko jego nazwisko.

                  Przecież mówiłam, że w konkubinacie trzeba zadbać o formalności. Jeśli się to zrobi, to sprawa jest prostsza niż w małżeństwie. Jeśli by kobieta z mężczyzną prowadząca z nim wspólną firmę zawarła formalnie spółkę cywilną czy jawną, to jej pozycja byłaby o wiele lepsza niż żony w czasie rozwodu. Żeby odzyskać połowę pieniędzy, nie musiałaby udowadniać przed sądem ani rozkładu pożycia, ani tym bardziej winy męża/partnera. Weź też pod uwagę, że w dzisiajszych czasach coraz częściej małżonkowie mają rozdzielność majątkową. A i tak takie żony godzą się na to, by firma była na nazwisko tylko męża. Wtedy na nic się zdaje to małżeństwo, jak i tak jest rozdzielność.

                  Poza tym zauważyłam, że wy znów myślicie stereotypowo: mężczyzna zawsze jest bogatszy od kobiety. A przecież niejednokrotnie jest tak, że mąż zaciąga wielkie długi w trakcie małżeństwa (w tym po cichu na kochanki), więc po rozwodzie była żona musi też je spłacać. Z góry zakładacie, że wspólnota majątkowa to tylko korzyść, a przecież to także współuczestnictwo w długach. Mąż prowadzi interesy, kobieta się na tym nie zna, później po rozwodzie okazuje się, że na nią przechodzi połowa długów.
            • plisowanka Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 19.07.09, 13:40
              foxi-em napisała:
              > Po rozwodzie, oprócz
              > alimentów na 2 dzieci, otrzymała alimenty dla siebie ponieważ: "jej
              > sytuacja materialna uległa pogorszeniu". W konkubinacie byłoby to
              > niemożliwe.

              Tak jest tylko wtedy, gdy rozwód był z orzekaniem o winie. A udowodnienie winy męża nie zawsze jest łatwe, zupełnie abstrahując od tego, czy zawsze winny rozpadu małżeństwa musi być mężczyzna. Większość rozwodów zapada bez orzekania o winie, a wtedy nie ma alimentów na żonę czy męża.

              > Własnie w praktyce paragrafy dotyczące instytucji małżeństwa na
              > wiele się zdają.
              > W moim mieście był przypadek, który jest na to dobrym przykładem.
              > Pewien zamożny facet, właściciel kilku firm zostawił żonę i 2 synów
              > dla innej kobiety z którą zamieszkał.

              Ale to specyficzna sytuacja, bo on jednocześnie miał i żonę, i konkubinę. Problem tej konkubiny nie wynikał z tego, że ona nie miała z nim ślubu, tylko z tego, że on miał jednocześnie żonę. Jakby była konkubiną wolnego faceta, to takich problemów by nie było.
          • gobi05 Re: Do małżeństw dążą najczęściej kobiety słabe 13.07.09, 16:03
            > E tam, myślisz szowinistycznie - że to zawsze mężczyzna jest stroną, która będz
            > ie chciała odejść. A co z kobietami, które będą chciały ewentualnie za kilka la
            > t wymienić partnera na lepszy model, którego spotkały na swej drodze życia?

            Taak, już ja widzę te czterdziestoletnie sprzedawczynie
            ze swoimi trzydziestoletnimi, bogatymi amantami...
            Gdzie ona znajdzie "lepszy model", kiedy sama jest
            z lekka zużyta?

            > (...) wiele kobiet jest w małżeństwie kontrolowany
            > ch, trzymanych pod kloszem, mężowie uważają się za panów sytuacji, głowę rodzin
            > y. I wyzwolenie się z czegoś takiego też może być ciężkie.
            Ale widziały gały co brały? Ślubu nie zawierasz
            z dnia na dzień. Jak komuś w okresie narzeczeństwa
            kontrola nie przeszkadzała, to może w małżeństwie
            jakoś się z mężem/żoną dogada?

            > A co do kwestii finansowych - kobiety w konkubinacie bardziej dbają o swoją nie
            > zależność finansową, nie przesiadują latami na wychowawczym albo bezrobociu na
            > życzenie.
            Poproszę o podanie źródła tej informacji.

            > jest mężatką czy konkubentką.
            Konkubiną.
    • joanna29 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 16:37
      Jak dla mnie związek partnerski może występować zarówno w
      konkubinacie, jak i w małżeństwie.
      A czym się różni konkubinat od małżeństwa: kilkoma instytucjami
      prawnymi.
    • annataylor Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 16:43
      dość często związek partnerski przekształca się w małżenski, taka
      jest chyba kolej rzeczy, co nie oznacza, że partnerskie są gorsze. w
      świetle prawa są nielegalne (nie wiem, czy to dobre słowo), są
      jakieś tam ograniczenia i myślę, że minie kupę lat zanim prawo
      zrówna ich status.

      z drugiej strony związki małżeńskie są bardziej akceptowane przez
      społeczeństwo, jest to pewnie jakaś oznaka "przynależności"
      (odpowiedzialności) jednej osoby do drugiej...

      ja mieszkam z facetem też kilka lat i moja rodzina nie traktuje nas
      zbyt poważnie, bo nie mam nawet pierścionka zaręczynowego i według
      nich nie jestem "jego" tak do końca, na 100proc, ale to ich
      problem...

      • kora3 nie to nie jest dobre słowo :) 09.07.09, 07:43
        annataylor napisała:
        w
        > świetle prawa są nielegalne (nie wiem, czy to dobre słowo), są
        > jakieś tam ograniczenia i myślę, że minie kupę lat zanim prawo
        > zrówna ich status.

        w naszym kraju nie ma żadnego prawa, które zabraniałoby ludziom
        razem żyć bez slubu. Z grubsza - takie prawo oznaczałoby, ze zw.
        partnerski jst nielegalny, czyli zabroniony.
        To są zw. nieformalne, z nielegalnoscia bynajmniej nic współnego nie
        mające.
        • annataylor Re: nie to nie jest dobre słowo :) 09.07.09, 19:19
          to dlaczego się mówi "ZALEGALIZOWAĆ związek"??? już sama nazwa
          wskazuje, że poprzedni stan był nielegalny :) może się czepiam słów,
          ale taki zwrot istnieje w naszym języku :P
          • kora3 Re: nie to nie jest dobre słowo :) 10.07.09, 08:00
            annataylor napisała:

            > to dlaczego się mówi "ZALEGALIZOWAĆ związek"??? już sama nazwa
            > wskazuje, że poprzedni stan był nielegalny :)

            niekoniecznie Annotaylor :)

            tu masz wyjasnione znaczenie słowa "legalizacja"
            sjp.pwn.pl/haslo.php?id=2565779
            jak pewnie zauwazysz znaczyć to moze nadanie czemus mocy prawnej,
            okreslonego statusu prawnego LUB uznanie za zgodne z prawem.
            Małzeństwo w sensie cywilnoprawnym oczywiscie, to umowa:)skutkujaca
            pewnymi uregulowaniami prawnymi - nadaje zatem zwazkowi pewnien
            status prawny - stąd zatem zwrot o jakim piszesz.
      • zielony.raj Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 19:55
        "jest to pewnie jakaś oznaka "przynależności"
        (odpowiedzialności) jednej osoby do drugiej... "

        Nie. Małżeństwo jest oznaką przynależności tylko kobiety do mężczyzny, a nie na
        odwrót. To kobieta przejmuje nazwisko po facecie, jak jakiś bezimienny bezpański
        pies. Rozumiem, że to zachwycające LOL
        Tylko nie łudźcie się naiwne baby, że facet w tzw. świętym związku nie jest
        skłonny do zdrad. Jak będzie chciał odejść to i tak odejdzie.
        • jo-ana77 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 14.07.09, 10:15
          kobieta wcale nie musi przyjmowac nazwiska męzą , znam 2 pary gdzie meżczyna
          przyjął nazwisko żony, oraz taką gdzie żona została przy swoim
    • jack20 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 17:03
      Wy dorosliscie do takiego zwiazku ale ani polskie panstwo, ani
      prawodawstwo tego panstwa, ani spoleczenstwo(dosc prymitywne w
      porownwnuiu z innmi panstwami tzw. rozwinietymi) nie dorosli do
      traktowania zwiazku partnerskiego na rowni z malzenskim.
      Panstwo stymulowane przez kk nie robi NIC w kierunku zabezpieczenia
      partnerom w takich zwiazkach podobnych uprawnien jak w zwiazkach
      malzenskich.
      Jesli panstwo nie robi NIC bo jest praktycznie wyznaniowe, kk takie
      zwiazki tepia to sa wlasnie takie a nie inne poglady.
      • joanna29 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 17:20
        Konkubinat i małżeństwo nie moga byc zrównane prawnie, bo wtedy
        jedno z okresleń byłoby niepotrzebne, były by to synonimy. Jeżeli
        ktos chce mięć takie same skutki prawne w konkubinacie to musi
        przekształcic je w małzeństwo. Istnieje coś takiego jak slub cywilny
        a on z KK nie ma nic wspólnego. Jezli 2 ludzi chcą korzystać z praw
        przypinamych małżeństwo to musi podpisać umowę między sobą przed
        kierownikiem usc.
        • ritsuko Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 10:40
          W tym momencie odbierasz prawa osobom homoseksualnym żyjacym w
          konkubinacie. Więc to mogłaby być zasadnicza różnica
      • kora3 Jacku .. wybacz, ale pleciesz bzdury.... 09.07.09, 07:56
        I jak byc moze pamietasz, a byc moze nie - piszę z pozycji osoby,
        która ma za sobą małzeńśtwo (na szczescie już za sobą), a obecnie
        zyje w wolnym związku.

        Drogi Jacku - małzeńśtwo , w sensie cywilnoprawnym jest rodzajem
        umowy. Nie zcarujmy się - takiej która mozna mozna rozwiazać, jak
        niemal kazda inną :)
        Nie ejst o umowa przymusowa, ale - całkiem logicznie, jeśli chcesz
        korzystać z automatu z praw wynikających z tej umowy (np. wspólne
        rozliczanie, wspólnosc majatkowa itd.) musisz ja zawrzec. Jesli nie
        zawierasz, znaczy, ze nie chcesz korzystać z tych praw - proste.

        Nie widze, jako osoba w wolnym zw. - podkrelam , nic nadzwyczajnego
        w tym, ze pańśtwo nie rejestruje np. takich zw. - logiczne, skoro
        same sie nie chcą rejestrowac, to na siłę nie ma prawa ich zmuszac.

        Tak jak w małzeństwie odrzucenie pewnyc praw, jako dla małzonków
        niekorzystnych (np. wspólnosci majatkowej) wymaga od nich
        dopełnienia formalnosci polegającej na rezygnacji z tego prawa,
        wzajemne zabezpieczenie swoich interesów w zw. wolnym wymaga od
        partnerów dopełnienia inych formalnosci. Np. upowaznienia do
        dysponowania majątkiem partmera.

        Przyznam sie, ze kompoletnie nie rozumiem ludzi, którzy nie chca
        slubu brać, ale złoszcza sie, ze nie mają z automatu takich samych
        praw, jak ci, którzy wzieli. :)
        Absurdalne pretensje - poza eksemalnymi przypadkami nie ma problemów
        u nas z rozwodem, ani z cywilnym ślubem. Nie chce ktos brać, jak np.
        ja - nie musi, ale niestety w takiej sytuacji musi ruszyc 4 lotery i
        pare razy, albo hurtowo raz isc do prawnika, nie wiem jaka to
        trudnosc.
        • pikapikaczu Re: Jacku .. wybacz, ale pleciesz bzdury.... 09.07.09, 10:49
          pierwszy raz spojrzałam na to z tej strony i masz Kora absolutną rację.
          • ritsuko Re: Jacku .. wybacz, ale pleciesz bzdury.... 09.07.09, 11:13
            Nie taką znowu absolutną, bo zupełnie inaczej sprawa się ma przy
            konkubinacie dwóch osób homoseksualnych. I tu nie potrzebaby walk o
            prawo do małżeństwa, bo prawa byłyby ustalone bez tego.
            Pozdr
            • kora3 ale nie mówimy 10.07.09, 07:18
              teraz o homo, tylko ja sie domyslam z teesci wątku :) - o hetero.
              Wiadomo, ze mój post homowaizków sie nie tyczył, bo nie mozna ich
              formalizowac.
    • sundry Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 17:28
      Temat był już sto razy wałkowany i za każdym razem przypomina
      dyskusję o wyższości Bożego Narodzenia nad Wielkanocą.
    • bertrada Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 17:28
      "Wiem, że związek partnerski też jest zobowiązaniem. Ale nie umywa się do
      małżeństwa."


      Coś w tym jest. A to coś zauważa się dopiero w momencie popsucia się związku.
      Konkubinowie po prostu pakują zabawki i każde wraca do swojej piaskownicy a
      małżonkowie zaczynają zabawę z sądami. Z tłumaczeniem się obcym osobom ze
      swojego pożycia, odpowiadaniem na intymne i kretyńskie pytania, z wydawaniem
      pieniędzy na adwokatów i rozprawy, z czekaniem na to aż obca osoba łaskawie
      pozwoli im się rozstać, itp. ;))
      • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 23:06
        Tak, konkubinowie pakują zabawki i lądują w sądzie żeby podzielić
        jakoś wspólny majątek i dopiero jest jazda.
        Małżeństwo chyba częściej jednak walczy zanim pójdzie do sądu,
        terapie, pokonywane kryzysy.. chociazby ta droga sądowa i oficjalne
        przecięcie więzi czasem hamuje rozpad i czasem wychodzi to na dobre.
        Porzucanie piaskownicy, bo za często w nią psy sikają i pójście do
        innej na tym samym czy innym osiedlu nie rozwiązuje problemu
        obecności psich odchodów w piaskownicach ale to nic.. najlepsze jest
        to, że po iluś wizytach okazuje się, że ta piaskownica nie różni się
        specjalnie od poprzedniej, tylko nie ma się już siły ani ochoty na
        znajdowanie kolejnej. No chyba, że się trafi złoty piasek tyle że to
        chyba rzadkość...
        • princess_yoyo Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:21
          to juz zalezy jaki jest stosunek malzonkow do instytucji malzenstwa i rozwodu,
          nie wynika to z samej instytucji jako takiej. w krajach gdzie rozwod jest
          latwiejszy niz w polsce i sytuacja mieszkaniowa jest mniej ograniczajaca wyglada
          to troche inaczej.

          najlepsze jest
          > to, że po iluś wizytach okazuje się, że ta piaskownica nie różni się
          > specjalnie od poprzedniej, tylko nie ma się już siły ani ochoty na
          > znajdowanie kolejnej.
          to nie jest praca nad zwiazkiem/ratowanie zwiazku tylko totalna rezygnacja!
          dziekuje za taka terapie.
          • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:42
            princess_yoyo napisała:
            > najlepsze jest
            > > to, że po iluś wizytach okazuje się, że ta piaskownica nie różni
            się
            > > specjalnie od poprzedniej, tylko nie ma się już siły ani ochoty
            na
            > > znajdowanie kolejnej.
            to nie jest praca nad zwiazkiem/ratowanie zwiazku tylko totalna
            rezygnacja!
            dziekuje za taka terapie.



            miałam na myśli to, że nowy partner to na ogół nie jest rozwiązanie -
            bo chyba w każdym związku są mniejsze i większe problemy, a życie
            usłane różnami to jest w bajkach
            z kwiatka na kwiatej najłatwiej, tylko bez sensu, kiedyś się trzeba
            nauczyć żyć

            pomijam tu sytuacje w których ludzie się nie kochają, źle się
            dobrali i faktycznie z kimś innym zbudują lepszy związek
            • princess_yoyo Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:58
              ludzie rozstaja sie z roznych powodow, i z roznych powodow maja problemy. zdrada
              jest tylko jedna i bynajmniej nie jedyna z przyczyn rozpadu malzenstw i
              dlugoletnich zwiazkow.
              nie neguje malzenstwa jako takiego ale spodziewanie sie po samej instutucji
              recepty na udane i trwale pozycie jest po prostu glupie. zgadzam sie natomiast
              ze malzenstwa czesto nie rozstaja sie czy to z powodu lenistwa czy konwenansow
              ale to jest zadne poczucie bezpieczenstwa jak dla mnie.
              • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 12:09
                ja akurat nie jestem tez fanką stwierdzenie, ze malzenstwo
                gwarantuje dlugie, udane i bogate zycie :]
        • plisowanka Z dwojga złego 12.07.09, 01:27
          vandikia napisała:

          > Tak, konkubinowie pakują zabawki i lądują w sądzie żeby podzielić
          > jakoś wspólny majątek i dopiero jest jazda.

          Tylko wtedy, jeżeli nie zadbali o należyte formalności w trakcie trwania konkubinatu, np. jak kupowali wspólne mieszkanie, to żeby obydwoje byli wymienieni w akcie notarialnym jako współwłaściciele. Zazwyczaj jednak konkubenci tego pilnują i problemów nie ma. Z dwojga złego jednak lepiej się tłumaczyć przed sądem z kwestii formalno-oficjalnych (jak konkubenci co do wspólnego majątku) niż intymno-osobistych (jak muszą to robić małżonkowie, sąd np. pyta, od kiedy ustało pożycie intymne, brrr i wiele innych wstydliwych kwestii).
    • mahadeva Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 19:20
      mysle, ze malzenstwo to relikt dawnych czasow, ale ciagle powszechny
      ps. co do nazewnictwa alternatywa nie jest chyba zwiazek partnerski i
      malzenstwo, bo maleznstwo tez moze byc partnerskie lub nie, a zycie na kocia
      lapa i malzenstwo :)
      • juleczka.889 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 20:22
        małżeństwo to relikt - dobrze napisane
        • haldeman79 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 16:54

          > małżeństwo to relikt - dobrze napisane

          Świetnie uzasadnione. Brawo.
    • marylin.monroe77 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 19:49
      Ważna jest świadomość, że jesteśmy ze sobą nie z obowiązku, ale z
      powodu szczerej chęci.
      • p.s.j Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 10:59
        o Jezu, a kto jest ze sobą z obowiązku? Chyba tylko tzw. małżeństwa aranżowane
        (przez rodziny), albo małżeństwa co bardziej konserwatywnych rodów panujących (w
        monarchiach). O ile wiem, nikogo nie można zmusić do małżeństwa, i to z definicji.
    • cafem Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 08.07.09, 22:35
      Dziś równie
      > łatwo się rozwieść co pobrać.


      Niezupelnie.
      Latwiej sie pobrac niz rozwiesc:)
      • mujer_bonita Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 00:32
        cafem napisała:
        > Niezupelnie.
        > Latwiej sie pobrac niz rozwiesc:)

        Ależ zupełnie - mam kuzynkę, która właśnie się rozwiodła na jednej niespełna półgodzinnej rozprawie. W tyle to nawet formalności w USC nie załatwisz ;) Ona sama stwierdziła, że w porównaniu z jej ślubem (wtedy jeszcze nie konkordatowym więc podwójnym) rozwód był szybszy, prostszy i wiele tańszy :)
      • kora3 nie ma żadnych reguł dziewczyny :) 09.07.09, 08:23
        i napisze Wam, ze NIE MA REGUŁ - wszystko zależy od sytuacji, osób
        tworzących związek.

        Rozwieśc się z eksmezem było mi o wiele, wiele łatwiej niz rozstać
        z poprzednim facetem, z którym byłam w wolnym zwiazku (po
        młzeńśtwie). rozwód to nie była dla mnie zadna dramatyczna chwila,
        czysta formalnosc - cywilnoprawne zakończenie związku, który
        przestał istniec de facto juz wczesniej. Mój eskmąz początkowo nie
        chcial się zgodzic na rozówd (względy swiatopogladowe), ale w końcu
        się udało go namówic:) Gdyby się nie udało, też zaden dramat, bo
        przestalismy pół roku przed wniesieniem pozwu niemal raczem
        mieszkac, pożycia nie było, wiec czy by się godzil na rozwód czy
        nie, i tak by go orzeczono :) Mimo, ze bylismy małzeństwem od prawie
        5 lat, nie chciałam zadnych negocjacji, nie dawałam zadnych szans i
        nawet przrz myśl mi nie pzrechodziło, zeby to ratowac.

        Cłkiem inaczej było z moim ekspartnerem. W zcasie, kiedy
        dowiedziałam się o jego zdradzie darzylam go silnymi uczuciami,
        jeszcze (poniekad , nadal go lubie:)). On nie był zaiteresowany
        rostaniem i choć slubu nie mieliśmy bardzo chciał, zebysmy nadal
        byli razem. Ja tez chciałam mu wybczyć. Pierwszy raz w zyciu byłam w
        sytuacji zdradzonej kobiety i sadziłam, ze ponieważ go kocham bede w
        stanie sobie z tym poradzić. Mimo ogromnych, przyznnaje to, starań z
        jego strony - nie byłam w stanie juz z nim być. Przezyłam to b.
        ciężko, rozwód to przy tym był pryszczyk.
        Mój eksfacet prosił mnie jeszcze przed owa zdradą o reke, ale ze nie
        ejstem za slubami w moim wykonaniu, odmówiłam. Potem mi zarzucał, ze
        gdybym sie zgodziła wtedy, nie rozstalibyśmy się z powodu tej zdady.
        Mylił się - po prostu wiem,ze nie umiem być dalej z kimś kto mnie
        zdradził i nawet gdybym miała z nim dziecko, tez nie byłabym.

        ak wiec na moim przykladzie widać,ze bywa bardzo róznie- nie ma
        reguł :)
    • mujer_bonita Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 00:41
      pocket.size napisała:
      > Moja przyjaciółka umieściła ostatnio na swoim blogu wpis: "Wiem, że związek
      > partnerski też jest zobowiązaniem. Ale nie umywa się do małżeństwa." Jest
      > mężatką od dwóch lat.

      No i masz odpowiedź - jest mężatką i na mózg jej to 'padło' ;) No bez obrazy ale ludzie po prostu mają tendencję do oceniania swoich wyborów lepiej od wyborów innych. 'Dowartościowują' się tym często bardzo sztucznie. Szczególnie przodują w tym kobiety - nie potrafią zwyczajnie cieszyć się tym co mają ale do szczęścia potrzeba im jeszcze 'zdeprecjonowania' kobiet w innej sytuacji niż one. I tak w kółko mamy dyskusje - małżeństwo vs związek partnerski, mieć czy nie mieć dzieci, dzieci czy kariera, iść czy nie iść na wychowawczy itp. Zawsze racje tego typu ludzi 'nie umywają się' do racji drugiej strony ;)
      • potworski Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 12.07.09, 16:09
        Całkiem niezłe podsumowanie treści 75% wątków na tym forum.

        > 'Dowartościowują' się tym często bardzo sztucznie. Szczególnie przoduj
        > ą w tym kobiety - nie potrafią zwyczajnie cieszyć się tym co mają ale do szczęś
        > cia potrzeba im jeszcze 'zdeprecjonowania' kobiet w innej sytuacji niż one.
    • kora3 mamy dostarczyc argumentów?:) 09.07.09, 07:28
      pytam z usmiechem, bo tak naprawde nie ma sensu wg mnie polemizowac
      ze zdaniem przyjaciółki.
      Głownie dlatego (i tu pewnie niejedna osobę mam szanse zakoczyć
      hihi), że ona ma rację.
      Spokojnie, spokojnie - nie ze ma rację ogólnie, co do wszystkich
      ludzi i związków, tylko ma racje w swojej subiektywnej ocenie. Jesli
      ona z doswiadczenia uwaza, ze dla niej zw. partnerski był gorszy niż
      małzeńśtwo, to pewnie był :)
      Subiektywna ocena ma to do siebie, ze nie podlega obiektywnym
      kryteriom. Skoro ona z jakiegokolwiek powodu lepiej się odnajduje w
      małzeńśtwie to lepiej się odnajduje i nic jej nie przekona.
      Wazne,zeby nie transponowała swego odczucia na cały swiat
      zewnetrzny, o ile trgo nie robi, wszystko jest ok :)
    • sadosia75 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 07:28
      Przypisywanie wiekszej wartosci malzenstwu czy zwiazkowi bez slubu
      jest zalosne.
      Nie mozna okreslic ot tak sobie, ze malzenstwo czy konkubinat (
      obrzydliwe okreslenie ) jest lepsze od czegostam.
      Nie potepiam ludzi zyjacych po swojemu na kocie czy psie lapy. I
      tez nie poddaje pod osad ich zwiazku tylko i wylacznie z tego
      powodu, ze nie maja zaslubin za soba.
      Nie zawsze jakosc zwiazku sie polepsza po slubie.
      I nie zawsze sie pogarsza tuz po nim.
      A cala ta prawno, spoleczno, koscielna otoczka, ktora ma sprawic,
      ze nasze zwiazki beda mocniejsze nie ma dla mnie zadnego znaczenia.
      zwiazek tworzymy my ludzie a nie papier czy kawalek zlota na
      paluchu.
      jakis czas temu na forum wlasnie w podobnym temacie mezczyzna
      napisal, ze nie odszedl od zony X lat temu bo nie mial czasu na
      rozwod. to przykre, ze nie zostal z zona bo ja kochal. zostal z
      wlasnego lenistwa.
      ludzie sie schodza i rozchodza i nie ma znaczenia czy sa po slubie
      czy tez nie. slub nie daje nam gwarancji, ze Ziutek z nami zostanie
      az do smierci a pozniej bedzie gnil obok nas. choc wiele kobiet
      nadal mydli sobie oczy tym, ze po slubie to juz nigdy nigdy nie
      zostawi i tylko i wylacznie slub daje taka gwarancje.
      • pocket.size Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 08:24
        Czyli jak zawsze ile osób, tyle opinii :) Ja oczywiście nie wykluczam, że jak wezmę ślub to nie będę mówić wszystkim, że mają się pobierać, bo to fajne jest :) Po prostu nie lubię, kiedy ktoś mi wmawia, że może być lepiej, kiedy ja jestem jedną z najszczęśliwszych osób na Ziemi w tej chwili.
        • sadosia75 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 08:30
          Chwale sobie zycie w malzenstwie ale nie uzurpuje sobie prawa do
          pouczania tych "nie slubnych" o tym jakie to wielkie zlo czynia i
          jak im bedzie zle w zyciu. i jak na pewno juz jest zle bo jedno na
          bank chce brac slub ale ulega temu, ktore slubu nie chce.
          Wyznaje zasade wolnego wyboru i nie narzucam innym swojego sposobu
          zycia i bycia.
          jednak ostro tepie poglad, ze tylko i wylacznie malzenstwo daje
          100% pewnosci, szczescia, milosci itp itd.
    • au_lait Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 10:45
      Małżeństwo nie jest dla każdego, podobnie konkubinat. Ludzie mają
      swoje wartości i zawsze będą ich bronić, choćby skrycie - dla
      własnej wygody. Ślub jest li i jedynie wytworem kultury. Sankcjonuje
      wolny związek (legalizuje go), dając pozory trwałości, teoretycznie
      implikując większą odpowiedzialność (w końcu przysięgamy wówczas
      komuś wobec świadków), etc. Cel? Hmmm... Gdyby nie chęć posiadania
      potomstwa (uświadomiona lub wypierana), ludzie nie łączyliby się w
      pary. Małżeństwo mimo wszystko daje trochę większą
      gwarancje "odchowania" dzieci niż konkubinat. Większość małżeństw
      jest zawieranych nolens volens z powodu "wpadki" - to mówi samo za
      siebie (stąd pewnie tyle rozwodów). Ktoś napisał, że rozwód bierze
      się łatwiej niż ślub - no comment.
      • p.s.j Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:03
        > Większość małżeństw
        > jest zawieranych nolens volens z powodu "wpadki"

        Chyba raczej volens niz nolens. O małżeństwach "chcąc nie chcąc"
        możnaby mówić tylko wówczas, gdyby istniała jakaś możliwość "ożenienia"
        przyszłego tatusia czy mamusi wbrew jego/jej woli. A takiej możliwości nie ma.
        Jak się kto zaprze jak pies w sankach, to się nie ożeni/wyjdzie za mąż nawet,
        jeśli z wpadki ma pięcioraczki.
        • au_lait Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:15
          Teoretycznie zgoda, jednak praktyka wygląda nieco inaczej, proponuję
          zejść na ziemię.
          • p.s.j Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:35
            z chęcią. W swoim ponad ćwierćwiecznym życiu, z którego pewną część spędziłem
            pomagając ludziom w różnych mniej typowych sytuacjach życiowych, także
            rodzinnych, nie spotkałem się z taką sytuacją. Ale jestem otwarty na nowe
            doświadczenia.

            A ty znasz jakąś sytuację, w której ktoś został ożeniony wbrew swej woli?
            powiedział w kościele/urzędzie "nie!", ale i tak uznano go za ożenionego?* Albo
            jakiś ślub brany literalnie pod lufą pistoletu? albo przy realnej groźbie
            pozbawienia życia/zdrowia?


            * - piszę "ożeniony", ale o obu płciach
            • au_lait Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:48
              Czepiasz się słówek. :)
      • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:52
        au_lait napisał:
        > Małżeństwo nie jest dla każdego, podobnie konkubinat.

        bingo

        >Większość małżeństw
        > jest zawieranych nolens volens z powodu "wpadki"

        chyba jednak poprawiłabym na "było zawieranych".. teraz nawet na
        wsiach ludzie nie żenią się z powodu wpadki - chyba że jednocześnie
        sa zakochani i chcą ze sobą być.. w otoczeniu 25 - 30latków
        bliższych i dalszych (bo taka jest teraz mniej wiecej w moim
        otoczeniu i na studiach srednia wiekowa zawierania malzenstw) nie
        bylo ani jednej ciąży
        • vandikia Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 11:53
          ok dodam odrazu, żeby kurde nie bylo :)
          ze oczywiscie nie uwazam mojego otoczenia za pepek swiata i
          wyznacznik jakis, ale przyklad.. plus to co się czyta w prasie nt.
          dzisiejszych zwiazkow itd.. :) mysle, ze malzenstwa z wpadki
          przechodzą do lamusa
          • au_lait Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 12:20
            Małżeństwa z tzw. "wpadki" najczęściej się rozwodzą, a liczba
            rozwodów stale rośnie. Co do liczb i czy odchodzą do lamusa, czy też
            nie - brak danych.
    • eastern-strix malzenstwo tez moze byc zwiazkiem partnerskim 09.07.09, 11:03
      zwiazek partnerski to model zwiazku inny od zwiazku z tradycyjnym podzialem rol.
      malzenstwo czy nie - zawsze moze byc to zwiazek partnerski. np ja jestem mezatka
      ale do tradycyjnego podzialu rol to nam daleko i dobrze nam z tym ;)
    • parowkowa Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 13:08
      Prawda jest taka ze ludzie zyjacy spokojnie i szczesliwie nie czuja potrzeby
      pjania na ten temat wszedzie gdzie sie da, zauwaz ze na necie ludzie narzekaja
      na cos tam a nie sie chwala, stad tez mysle ze kolezanka twoja zostala przez
      meza potraktowana jakos b zle, i postanowila sobie "odbic" piszac bzdury na
      necie. A ty nie widziec czemu odrazu do swojej sytuacji to odnosisz. Masz
      potrzebe tlumaczenia sie czemu nie jestes mezatka? Wszystko ma swoje plusy i
      minusy, malzenstwo jeszcze nikogo nie powstrzymalo od odwrocenia sie na piecie i
      odejscia, jezeli ktos ma akurat takie widzi-mi-sie. Moze kiedys bylo inaczej
      (ale skad mamy wiedziec, nie zylysmy KIEDYS), ale dzis to tak wyglada, nie ma
      zobowiazan (w stosunkach miedzy ludzkich) ktorych nie mozna jednym ruchem urwac.
      Tylko my, kobuety, jakies nieslusznie fetyszyzujemy malzenstwo. Dla wiekszosci
      facetow nic za ta impreza nie stoi, jak im jest dobrze to zostaja, jak im sie
      przestanie podobac, odchodza (zeby nie bylo, kobiety tez tak postepuja, przy
      czym nie zauwazylam zeby faceci tak fetyszyzowali malzenstwo). Brutalna prawda
      jest taka ze trzeba sie tak ustawic zeby jak cos moc sobie samemu poradzic (min,
      liczbe dzieci nalezy ograniczyc do takiej jaka mozna w miare porzadnie wychowac
      i wykarmic samodzielnie). Jak czlowiek ma swiadomosc ze w pojedynke sobie
      poradzi bdb, to dopiero zwiazek ma szanse na zdrowy rozwoj, bez jakis obsesji,
      toksycznego podporzadkowania itp.
      • pocket.size Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 09.07.09, 15:56
        A ty nie widziec czemu odrazu do swojej sytuacji to odnosisz. Masz
        > potrzebe tlumaczenia sie czemu nie jestes mezatka?

        Odnoszę, bo już kiedyś o tych sprawach rozmawiałyśmy i takie ma zdanie ogólnie,
        nie pod wpływem chwili. Nie czuje potrzeby "tłumaczenia się", ale nie lubię
        mówienia mi: "Jak wyjdziesz za mąż to się przekonasz". Ja wiem, że punkt
        widzenia zależy od punktu siedzenia, ale tu gdzie siedzę zdanie mam takie, a nie
        inne i dobrze mi z tym:)
    • pajda-chleba Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 10.07.09, 00:37
      mysle,ze zyje w podobnym zwiazku.Mysle,ze jest mi z tym dobrze.mysle,ze za jakis
      czas tez nastapi uroczystosc zaslubin.Mysle,ze udany zwiazek nie zalezy od
      urzedu stanu cywilnego i kosciola.Mysle,ze zeby byc szczesliwym z
      partnerem/mezem/wybrankiem,nalezy pielegnowac zaistniala milosc.
      • jano0244 Re: Związek partnerski nie umywa się do małżeństw 10.07.09, 00:57
        pajda-chleba napisała:

        > mysle,ze zyje w podobnym zwiazku.Mysle,ze jest mi z tym
        dobrze.mysle,ze za jaki
        > s
        > czas tez nastapi uroczystosc zaslubin.Mysle,ze udany zwiazek nie
        zalezy od
        > urzedu stanu cywilnego i kosciola.Mysle,ze zeby byc szczesliwym z
        > partnerem/mezem/wybrankiem,nalezy pielegnowac zaistniala milosc.

        Ze wszystkim się zgadzam, ale... Jako mężczyzna pozostający do wielu
        lat w udanym związku małżeńskim uważam jednocześnie, że instytucja
        małżeństwa jest bardziej "bezpieczna" dla kobiety. Małżeństwo w
        przeciwieństwie do konkubinatu ma swój "zapisany" początek (niestety
        czasami też koniec). Z związku z tym kobiecie łatwiej jest w
        przypadku konieczności wyegzekwować swoje (i ewentualnych dzieci)
        prawa, kiedy to mężczyżnie się tego związku odechce. Pomimo tego, że
        znam nawet wśród bliskich znajomych konkubinaty, gdzie pary żyją
        szczęśliwie i zgodnie, jestem przeciwko zrównaniu praw ludziom
        żyjącym w małżeństwie i konkubinacie. Wówczas należałoby jednakowo
        traktować pary, żyjące ze sobą od wielu lat z facetem/kobietą,
        skaczącą z kwiatka na kwiatek. A przecież nigdzie nie ma dat
        początku i konca takich nieformalnych związków. Nie mam nic do
        konkubinatów, każdy ma wolny wybór. Ale jednak bardzo preferuję
        małżeństwo.
    • gobi05 małżeństwo _J_E_S_T_ związkiem partnerskim 13.07.09, 09:34
      > (...)związek
      > partnerski też jest zobowiązaniem. Ale nie umywa się do małżeństwa.
      > (...) co wy o tym myślicie?

      Związki między ludźmi mogą być
      partnerskie - równoprawne, lub
      dominujące - nierównoprawne.
      Dwoje ludzi pozostających w związku małżeńskim
      zazwyczaj jest partnerami - mają wspólne życie,
      perspektywy, cele, dążenia, pragnienia.
      Dwoje ludzi będących w związku pozamałżeńskim
      (konkretnie mówiąc - konkubinacie) również
      może być partnerami. Niestety, często sprowadza
      się to do zastosowania słowa "partner" w kontekście
      seksu. Mówią o "partnerze seksualnym" a nie
      o konkubencie, bo to dla nich za trudne słowo jest!

      Dziewczyna która sprząta, gotuje, daje d.py
      i płaci pół czynszu, jest szczęśliwa, że w ogóle
      chciał ją jej Dyzio i mówi, ze są partnerami.
      Ona zdaje sobie sprawę, że na dźwięk słowa
      "ślub" ten romantyczny młodzieniec spakuje
      plecaczek, weźmie sprzęt elektroniczny
      i pójdzie do następnej partnerki seksualnej.

      > Mieszkamy razem,
      > mamy wspólne konto
      Ale zdajesz sobie sprawę, że twój Romeo może
      mieć takich wspólnych kont pięć równocześnie,
      z pięcioma kobietami, a jakby miał ochotę,
      to i więcej?

      > Chcemy mieć razem dzieci. Jeszcze nie teraz, ale chcemy.
      OK. Nie teraz, może kiedyś, w następnej pięciolatce,
      albo jak kupicie mieszkanie, albo jak dom zbudujecie,
      jak ty zrobisz karierę a on skończy zawodówkę,
      jak będziecie lepiej zarabiać. Chcecie mieć razem
      dzieci, o ile za dwa lata będziecie nadal razem.
      Chcesz mieć dzieci ze swoim mężczyzną, on też
      się na to zgadza. Jesteś przekonana, że on się zgadza,
      choć oczywiście nic jeszcze nie jest przesądzone. OK.

      > Chcemy też wziąć ślub w najbliższej przyszłości
      OK. Chcecie wziąć ślub. Nie ma po co się teraz
      śpieszyć, przecież to tylko formalność. Poza tym,
      gdyby coś się miało odmienić, to lepiej przecież
      rozstawać się bez ślubu, niż się rozwodzić. Więc
      może zaczekajcie jeszcze trochę, ze dwa lata,
      albo do czasu aż trzeba będzie ochrzcić dziecko.

      Panu Bogu to wszystko jedno, a i wy też nie
      potrzebujecie żadnych przysiąg. Znasz swojego
      partnera i wiesz, że nie zostawi cię dla
      młodszej, ładniejszej, bogatszej. Nawet jeśli
      okaże się, że nie możesz zajść w ciążę,
      to wasza miłość jest mocna jak skała. OK.

      > Kiedyś małżeństwo faktycznie było święte.
      > Dziś równie łatwo się rozwieść co pobrać.
      Małżeństwo może być święte dla tych, którzy
      świętości uznają. Kto sam sobie ustala swoją
      moralność, ten może mówić dziś o świętości,
      a jutro zapomnieć.

      > Choćby bił i pił, choćby była jędzą skłócającego
      > go z rodziną, to i tak trwaliby w tym małżeństwie.
      Kiedyś zmuszała do tego ekonomia. Samotnie trudno
      było utrzymać się przy życiu. Kto nie zdołał znaleźć
      sobie towarzyszki/towarzysza życia, ten szedł
      do klasztoru - aby nie znaleźć się samym w obliczu
      choroby, kryzysu, starości.
      Powielasz jakiś potworny schemat, że ślubny mąż
      to pije i bije.
      Przemoc działa w obie strony, są przypadki bicia
      mężów przez żony. Słyszałem o jednym przypadku,
      kiedy policję wezwali sąsiedzi, aby obronić
      kobietę, tymczasem ona krzyczała i równocześnie
      biła swego męża.
      To jednak nie jest norma! Współżycie dwojga
      dorosłych ludzi nie opiera się na przemocy,
      nawet po ślubie, nawet gdy nie stać ich na rozwód.

      Przed ślubem - panna, po ślubie - mężatka,
      po rozwodzie - rozwódka, w konkubinacie -
      konkubina, a powiedz mi, jak nazwać kobietę,
      która była przez kilka lat w konkubinacie
      i z konkubentem rozstała się w niezgodzie?
      Ani to panna, ani rozwódka przecież.
      Taka "kobieta po przejściach".
      • pocket.size Re: małżeństwo _J_E_S_T_ związkiem partnerskim 14.07.09, 08:55
        > Ale zdajesz sobie sprawę, że twój Romeo może
        > mieć takich wspólnych kont pięć równocześnie,
        > z pięcioma kobietami, a jakby miał ochotę,
        > to i więcej?
        Gdyby był moim mężem, też mógłby mieć wspólne konta z pięcioma kobietami. I
        robić o wiele gorsze rzeczy.

        Chcecie mieć razem
        > dzieci, o ile za dwa lata będziecie nadal razem.
        Może się zdarzyć tak, że za dwa lata wciąż będziemy razem, weźmiemy ślub, zajdę
        w ciążę, a za kolejne pół roku jakaś piękna go uwiedzie:)

        > Małżeństwo może być święte dla tych, którzy
        > świętości uznają.
        Święta prawda.

        > Powielasz jakiś potworny schemat, że ślubny mąż
        > to pije i bije.
        Podałam przykład. Może być odwrotnie - żona bije, a mąż skłóca żonę z rodziną.
        Nie ma to znaczenia.

        Nie zrozumcie mnie źle. Ja nie próbuję tu zachwalać konkubinatu na zawsze, bo
        chcę wziąć ślub. Ale związki małżeńskie często zawierane są tylko dlatego, że
        np. kobieta zaszła w ciążę, albo tak wypada, bo cała wieś będzie gadać, albo
        rodzina zmusza parę (znam osobiście taki przypadek). Chociażby czytając fora
        można się zorientować, że problemów po ślubie są miliony. Problemów, których
        przed ślubem oczywiście nie było...
        • gobi05 Re: małżeństwo _J_E_S_T_ związkiem partnerskim 15.07.09, 17:16
          > > Ale zdajesz sobie sprawę, że twój Romeo może
          > > mieć takich wspólnych kont pięć równocześnie,
          > Gdyby był moim mężem, też mógłby mieć wspólne konta
          > z pięcioma kobietami. I robić o wiele gorsze rzeczy.

          To po co podkreślasz to wspólne konto "jakby
          małżeńskie", skoro ono też go nie powstrzyma
          przed gorszymi rzeczami?

          > > razem dzieci, o ile za dwa lata będziecie nadal razem.
          > Może się zdarzyć tak, że za dwa lata wciąż będziemy razem, weźmiemy ślub, zajdę
          > w ciążę, a za kolejne pół roku jakaś piękna go uwiedzie:)
          Oczywiście, że może, skoro to taki typ. Dobrze go znasz?

          > chcę wziąć ślub. Ale związki małżeńskie często zawierane są tylko dlatego, że
          > np. kobieta zaszła w ciążę, albo tak wypada, bo cała wieś będzie gadać, albo
          > rodzina zmusza parę (znam osobiście taki przypadek).
          Często - tak. Jednak zazwyczaj związki małżeńskie
          są zawierane dlatego, że Państwo Młodzi pragną
          przeżyć życie razem. Przyrzekają sobie miłość,
          wierność i uczciwość małżeńską, oraz że się
          nie rozstaną aż do śmierci. W konkubinacie
          nie ma takich przysiąg, bo też i nie chodzi
          tam o takie wielkie rzeczy. Konkubina ma swoje
          powody, konkubent ma swoje - i jakoś to trwa
          z miesiąca na miesiąc.

          > Chociażby czytając fora
          > można się zorientować, że problemów po ślubie są miliony. Problemów, których
          > przed ślubem oczywiście nie było...

          Fora są dla problemów, kto by tam pisał,
          że ma świetne pożycie, i po co?
          Skoro przed ślubem mieszkali osobno,
          to po ślubie trzeba pewne szczegóły
          uzgadniać. Czy umiesz podać chociaż
          jeden problem wywoływany przez
          złożenie przysięgi wierności itd?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka