Dodaj do ulubionych

Niebo - stan czy miejsce?

09.09.09, 21:25
Zaintrygowała mnie któraś wypowiedź Ismy, że niebo to stan, a nie
miejsce.

Ale przecież zmartwychwstanie dotyczyć też bedzie ciał. A ciało musi
mieć też swoje miejsce. "Uczynie nową ziemię" Czyli nie sama dusza,
ale i ciało. "W domu Mego Ojca jest mieszkań wiele" No i piękne
opisy uczty. Pan Jezus też zmatwychwstał w ciele i nawet jadł po
zmatwychwstaniu...

Czym więc bedzie Niebo? Stanem czy miejscem?
Obserwuj wątek
    • anik801 Re: Niebo - stan czy miejsce? 09.09.09, 21:36
      Wolałabym żeby było miejscem,w którym będę ze swoimi bliskimi.Ale to
      pewnie nierealne.Często dyskutujemy jak będzie w niebie.Niektórzy
      mówią,że tam nie ma pojęcia bliskości w sensie "córka',"matka" itd.
      Mnie to martwi.Nie chcę nieba,w którym będę-no właśnie kim?Siostrą
      dla pozostałych?Dość abstrakcyjny temat jak dla mniewink
      • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 09.09.09, 21:44
        ale wierzymy w: ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny Amen.

        Czy ciało może być tylko w stanie a nei w miejscu?

        Niektórzy
        > mówią,że tam nie ma pojęcia bliskości w sensie "córka',"matka"
        itd.
        > Mnie to martwi.Nie chcę nieba,w którym będę-no właśnie kim?Siostrą
        > dla pozostałych?Dość abstrakcyjny temat jak dla mniewink

        Ja myślę, ze to będzie raczej w kierunku "na korzyść" Czyli, ze
        najbardziej obcy człowiek w niebie bedzie ci bliższy niż dziś jest
        twoja córka czy matka.
      • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 09.09.09, 21:45
        Ja też sie boję tego co nieznane. I zawsze wtedy się uspokajam:
        skoro Bóg stworzył dla człowieka taką wspaniałą Ziemie, to przecież
        Niebo bezie czymś jeszcze wspanialszym. No, nie moze nam sie nie
        spodobać wink
      • sunday Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 08:36
        "...wszystko, co uczynił, było bardzo dobre". A więc i związki rodzinne, i
        jedność małżeńska. Nie ma więc powodu, by je niszczył - raczej je wypełni,
        stworzy na NOWO.
    • isma Re: Niebo - stan czy miejsce? 09.09.09, 22:37
      No, no, wlasnie - jak to idzie w tym cytacie dokadnie? Ano, u Izajasza jest tak:
      „Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nowa ziemie; nie będzie sie wspominac
      dawniejszych dziejow, ani na mysl one nie przyjda”.

      Prorok mowi, ze ta obiecana rzeczywistosc jest nieporownywalna z niczym, co
      czlowiekowi znane jest z dowiadczenia. My mamy taka tendencje, zeby
      zmartwychwstanie rozumiec jako cos w rodzaju "wskrzeszenia", jako jakis powrot
      do zycia minionego (tylko jakosciowo lepszego wink)).
      A tymczasem to ma byc calkiem NOWE.
      • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 07:49
        Isma ty nie strasz, tylko wytłumacz, dlaczego to uważałaś za
        stosowane wytłumaczyć, ze niebo to NIE miejsce a stan. Co takiego
        przekonuje cię, że NA PEWNO nie bedzie to miejsce.


        My mamy taka tendencje, zeby
        > zmartwychwstanie rozumiec jako cos w rodzaju "wskrzeszenia", jako
        jakis powrot
        > do zycia minionego (tylko jakosciowo lepszego wink)).
        > A tymczasem to ma byc calkiem NOWE.
        >

        Ale jedno drugiemu nie przeczy. Chrystus zmartwychwstał i był
        Kimś "nowym", ale przecież - przepraszam za dosadne porównanie -
        nadal człowiekiem a nie krokodylem. NIe był też duchem, tylko miał
        ciało. Ja się nadal bede upierać, ze ciało jednak potrzebuje tez
        miejsca.

        > „Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nowa ziemie; nie będzie
        sie wsp
        > ominac
        > dawniejszych dziejow, ani na mysl one nie przyjda”.

        ALe czy to oznacza, ze doznamy jakiegoś resetu pamieci? Raczej nie.
        Po prostu bedzie nam tak dobrze, że nie bedziemy wracać do znojów
        tej ziemi.
        • stukotek Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 08:24
          Nie odniosę się do pytania z tematu wątku, ale tak tylko chciałam
          uspokoić te osoby, które martwią się i niepokoją i są wystraszone smile
          Jakie by to Niebo nie było to dobrze jest ZAUFAĆ Panu Bogu, że to
          będzie miejsce (czy stan) najwspanialszy - gdzie niczego nie będzie
          brakować do pełni szczęścia, gdzie nie będzemy odczuwać niedosytu.
          Jakoś nie odczuwam w tej chwili potrzeby zastanawaiania się nad tym
          jak TAM będzie. Skoro Pan Bóg to urządził to będzie wspaniale!
          • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 09:05
            tukotek - ja już dawno przestałam zastanawiać sie jak to Niebo bezie
            wygladać. Ten temat mnie przerasta całkowicie - intelektualnie i
            emocjonalnie.

            Ale... mam bardzo dociekliwego 5-ciolatka, który nie zadowoli się
            odpowiedzią: zaufaj. COŚ musze powiedziec. I troche zgłupiałam - bo
            coraz częsciej czytam opinię, ze Niebo nie jest ABSOLUTNIE miejscem,
            tylkow łąśnie STANEM. I nie mam pojęcia z czego takie wnioski.
            • verdana Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 09:10
              Cóż, dla dociekliwego 5-latka bardzo czesto przydaje sie
              odpowiedź "Nie wiem. Może być tak, albo tak."
            • stukotek Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 09:48
              Ja mam bardzo dociekliwą i inteligentną 5(i pół) latkę i na temat
              nieba mówię jej właśnie tak - nie wiem córeczko jak tam będzie, ale
              na pewno będzie cudownie, zaufajmy Panu Bogu, że fajnie to wymyślił
              i nie martwmy się o szczegóły smile
              Mnie przerasta zupełnie dywagacja czy Niebo to stan czy miejsce smile
              poddaję się, nie mam żadnej wiedzy na ten temat.
              • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 10:12
                no właśnie ja pamietam ze swojego dzieciństwa podobne tłumaczenia. I
                oświadczam, że dla dziecka moga być traumatyczne. Ja sie nie bałam
                piekła - starałam sie być grzeczna. Ale niebo przerazało mnie
                potwornie. W nocy budziłam się ze strachu - serio. Wyobraźnia
                dziecka jest nieograniczona, a ta nieokreśloność i nieograniczoność
                niebo przerażała mnie do granic możliwości.
                • atama Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 10:35
                  A próbowałaś odpowiadać mu bardziej na zasadzie: "Niebo będzie
                  wtedy, gdy..." zamiast określać miejsce czy posługiwać się
                  umiejscawiającymi terminami?
                  A w ogóle to ciekawa jestem, jak Twój dociekliwy pięciolatek sam
                  sobie Niebo wyobraża??? Ma jakąś teorię?? To może być bardzo
                  odkrywcze smile
                • ula27121 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 08:22
                  nati1011 napisała:

                  > W nocy budziłam się ze strachu - serio.

                  Ja jestem dorosła a jak ostatnio w w nocy uświadomiłam sobie, że to się już
                  nigdy nie skończy. Że ja będę żyć wiecznie ( niekoniecznie w niebiewink) to się
                  przeraziłam. Ciekawe ale ta wieczność przeraziła mnie bardziej niż śmierć, która
                  miałaby być końcem. I to wieczność mnie przestraszyła, nie niebo czy piekło.....
                  • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 10:22
                    tak Ulu, mam dokłądnie tak samo. Aż dech w piersiach zapiera, co?

                    Staram sie nie myśleć. Powtarzam wtedy: Jezu ufam Tobie. I myślę, ze
                    ten strach to też forma dręczenia diabelskiego.
                    • mama_kasia Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 10:26
                      i ja tak mam, i myślę podobnie
                      • atama Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 10:30
                        To chyba św. Augustyn (ale nie jestem pewna) mówił, że wieczność to
                        STALE TRWAJĄCE T E R A Z.
                        To zmienia perspektywę.
                        Tam już nie będzie czasu. Nie będzie żadnego jutra. Będzie tylko
                        teraz. Uwolnimy się od czasu. Więc wieczność nie będzie długa. Po
                        prostu.

                        Nie do wyobrażenia, prawda? smile
                        • mama_kasia Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 10:36
                          No właśnie smile
                          A człowiek lubi sobie wyobrazić, dotknąć i stąd takie to trudne.
                          Ale ten strach daje też paradoksalnie poczucie Boga - że nie
                          jest On taki zwykły smile
                          • atama Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 10:43
                            I ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, co tam dla nas
                            przygotował...
                            smile))
                            • kudyn Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 11:19
                              Na pewno ten fragment dotyczy również eschatologii. Mam wrażenie, że w tym
                              jednak chodzi o to do czego już teraz mamy dostęp w Chrystusie.
                      • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 11:17
                        Pocieszyłyście mnie - myślalam, że to tylko mnie na rozum się
                        rzuca smile))
                  • mamalgosia Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 10:49
                    ula27121 napisała:

                    . Że ja będę żyć wiecznie ( niekoniecznie w niebiewink) to się
                    > przeraziłam. Ciekawe ale ta wieczność przeraziła mnie bardziej niż
                    śmierć, któr
                    > a
                    > miałaby być końcem. I to wieczność mnie przestraszyła, nie niebo
                    czy piekło....
                    > .
                    Warto o tym pomyśleć decydując sie na poczęcie dzieckasmile
                • otryt Bać się Nieba 11.09.09, 11:06
                  nati1011 napisała:

                  >Ja sie nie bałam piekła - starałam sie być grzeczna.
                  >Ale niebo przerazało mnie potwornie.
                  >W nocy budziłam się ze strachu - serio.

                  Przyznam, że wciąż o tym myślę. Bać się Nieba. Staram się wejść w
                  myśli dziecka. Jak ja wtedy myślałem? Obraz Nieba, jaki niesie nasza
                  kultura, malarstwo nie jest zbyt pociągający. Człowiek zawieszony
                  gdzieś w obłokach, wokół mdłe anioły w koszulach nocnych, grają na
                  harfach. Ogarnia mnie wrażenie dojmującej nudy, gdy taki obraz
                  widzę. A dzieci częściej się nudzą niż dorośli. Będąc dzieckiem
                  mógłbym myśleć, że łatwo spaść z takiego obłoku, szczególnie, gdy
                  duży tłok będzie na obłoczku. Ogrom przestrzeni kosmicznej może
                  przerażać. Wie o tym każdy, kto wyszedł z namiotu w gwiaździstą noc,
                  gdy spał np. na stepie lub pustyni, gdzie widoczny horyzont ma 360
                  stopni. Wtedy każdy Syriusz lub Andromeda jest na wyciągnięcie ręki.
                  Człowiek jest tak malutki i widoczny z każdego miejsca, nigdzie nie
                  da się ukryć. Język polski tym samym słowem nazywa zarówno termin
                  teologiczny, jak i astronomiczny. To może źle sugerować. W
                  angielskim mamy i "sky" i "heaven." Anglicy pewno rzadziej patrzą w
                  górę gdy myślą o Bogu.

                  Czy ktoś wie w jaki sposób ewoluowało wyobrażenie Nieba w kulturze?

                  Posłużę się cytatem z Ismy:

                  >Prorok mowi, ze ta obiecana rzeczywistosc jest nieporownywalna
                  >z niczym, co czlowiekowi znane jest z dowiadczenia.

                  No właśnie, ale większość z wypowiedzi cały czas próbuje porównywać,
                  to co znamy z ziemskiego doświadczenia z tym, co może być w niebie.
                  To błąd. Tego ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało (pisze w
                  innym miejscu Biblia), ani wyobraźnia nie jest w stanie sobie
                  wyobrazić, bo wyobraźnia jedynie żongluje elementami znanymi
                  ziemskiej rzeczywistości.

                  Jednym z takich elementów ziemskiego doświadczenia jest przestrzeń
                  trójwymiarowa, czyli MIEJSCE. Potrafimy sobie wyobrazić przestrzeń
                  dwuwymiarową czyli płaszczyznę i jednowymiarową czyli prostą, ale
                  nie potrafimy już sobie wyobrazić człowieka egzystującego w takich
                  przestrzeniach. Człowiek musi żyć w przestrzeni co najmniej
                  trójwymiarowej. Einstein odkrył czwarty wymiar. Tylko wybitne umysły
                  są w stanie sobie to wyobrazić, na dodatek podpierając się
                  wyrafinowanym aparatem pojęć matematycznych i fizycznych. Naukowcy i
                  pisarze science fiction próbują człowieka umiejscowić w takiej
                  przestrzeni. Wszystko tam jest inne. A cóż to za problem dla Boga
                  stanowi stworzenie piątego lub dziesiątego wymiaru? Tam „miejsca”
                  będzie znacznie więcej niż w trzech wymiarach. Mieszkań w domu Pana
                  jest dużo. On jest Panem matematyki, fizyki, biologii i całej nauki.
                  On to stworzył, a człowiek w mozole odkrywa, czyli czyni sobie
                  ziemię poddaną.

                  Rozumiem, że człowiek, aby pogłębić swoją wiedzę musi wciąż
                  odwoływać się do tego, co już wie, do swojego doświadczenia. Nie ma
                  innego sposobu. Jedynie dziecko startuje ze swoją wiedzą od zera.
                  Naszą wiedzę o Niebie musimy zdobywać też od zera, jak dzieci, gdy
                  przychodzą na świat. Na razie, jak dzieci musimy zaufać. Oczyścić
                  się z wszystkich ziemskich wyobrażeń, gdy myślimy o Niebie.:=)_
                  • nati1011 Re: Bać się Nieba - problem granic 11.09.09, 11:27
                    Nie potrafie do końca ubrac tego w słowa, ale mój lek - do dziś nie
                    do końca opanowany, raczej ciagle upychany gdzieś w niepamieć -
                    opiera sie na braku granic. Dziecko, do poczucia bezpieczeńśtwa
                    potrzebuje świadomosci granic. Dotąd wolno, a dalej już nie. Jeżlei
                    tych granic nie ma, to wcale nie jest szczęśliwsze, ale właśnie
                    bardziej sie boi. Dodatkowo, świat poznajemy dotykając go. I właśnie
                    ten brak granic najbardziej mnie przeraża. Wieczność i
                    nieskończoność. Nie ma ucieczki. Koszmar.


                    Obraz Nieba, jaki niesie nasza
                    > kultura, malarstwo nie jest zbyt pociągający. Człowiek zawieszony
                    > gdzieś w obłokach, wokół mdłe anioły w koszulach nocnych, grają na
                    > harfach. Ogarnia mnie wrażenie dojmującej nudy, gdy taki obraz
                    > widzę. A dzieci częściej się nudzą niż dorośli.

                    Ostastnio czytałam "piekło bez ognia" - mówi właśnie o piekle jako
                    luksusie bez treści i sensu. Krótkie, ale bardzo treściwe.


                    > No właśnie, ale większość z wypowiedzi cały czas próbuje
                    porównywać,
                    > to co znamy z ziemskiego doświadczenia z tym, co może być w
                    niebie.
                    > To błąd. Tego ani oko nie widziało ani ucho nie słyszało (pisze w
                    > innym miejscu Biblia), ani wyobraźnia nie jest w stanie sobie
                    > wyobrazić, bo wyobraźnia jedynie żongluje elementami znanymi
                    > ziemskiej rzeczywistości.

                    Zgoda, tylko jak mówić o tym niebie, by nie straszyć. Jak widać, nie
                    tylko ja odczuwam jakiś lęk z tym zwiazany. Dzisiaj jakby mniejszy,
                    a może bardziej odpychany niż kiedyś, ale wciaż we mnnie jest.
                    Pewnie jakby popytać wiecej osób by sie znalazło. Tylko, że to nawet
                    głupio zapytać, Bo jak to? Bać sie Nieba?
                    • otryt Re: Bać się Nieba - problem granic 11.09.09, 11:55
                      >I właśnie ten brak granic najbardziej mnie przeraża.
                      >Wieczność i nieskończoność. Nie ma ucieczki. Koszmar.

                      Coś w tym jest. Mając 8 lat miałem problem z definicją Boga,
                      podawaną na lekcji religii, którą musieliśmy wykuwać na pamięć. A
                      konkretnie, że Bóg nie ma początku ani końca. To było sprzeczne z
                      moim dotychczasowym doświadczeniem. Budziło niepokój, że coś się nie
                      zgadza. Wszystko miało jakiś początek. Nawet próbowałem dyskutować z
                      księdzem. Potem przychodzi przyzwyczajenie i już nie reagujemy tak
                      mocno, jak na coś nowego. Przyznam, ze później bardzo pomogła mi
                      matematyka ze zrozumieniem pojęcia nieskończoności. Okazuje się, że
                      na papierze taki abstrakt może funkcjonować. Można to nawet
                      analizować.

                      >Ostastnio czytałam "piekło bez ognia" - mówi właśnie
                      >o piekle jako luksusie bez treści i sensu.
                      >Krótkie, ale bardzo treściwe.

                      Jakoś ten obraz niepokojąco podobny do obrazu Nieba, tworzonego
                      przez człowieka. Robili jakieś badania, z których wynikało, że
                      bardzo mało ludzi wierzących wierzy w istnienie Nieba (chyba mniej
                      jak połowa). Ksiądz na kazaniu zastanawiał się dlaczego tak jest?

                      Okazuje się, że dziecko potrzebuje granic, nie tylko w sensie
                      psychologicznym, ale również intelektualnym. Pojęcie, czy
                      wyobrażenie nieskończoności budzi niepokój.

                      • atama Re: Bać się Nieba - problem granic 11.09.09, 12:13
                        > Okazuje się, że dziecko potrzebuje granic, nie tylko w sensie
                        > psychologicznym, ale również intelektualnym. Pojęcie, czy
                        > wyobrażenie nieskończoności budzi niepokój.

                        Może w takim razie nie powinno się dzieciom o tej nieskończoności
                        wspominać??
                        • otryt Re: Bać się Nieba - problem granic 11.09.09, 13:08
                          atama napisała:

                          >Może w takim razie nie powinno się dzieciom
                          >o tej nieskończoności wspominać??

                          Taki wniosek też mi przyszedł w pierwszej chwili do głowy.
                          Pomyślałem, czy wszystkie dzieci w podobny sposób przeżywają
                          wiadomość o braku końca i początku Boga? Myślę, że nie. Nie trzeba
                          więc nic zmieniać w nauczaniu. Mnie to ostatecznie nie zaszkodziło,
                          co najwyżej zapoczątkowało jakiś ruch myśli. Wkrótce pięknie
                          potwierdziła to Stukotek:

                          >Moja pięciolatka niedawno stwierdziła:
                          >"Mamusiu wszystko ma początek
                          >i koniec. Tylko Pan Bóg nie."

                          Jednak po raz kolejny widzę, że ominęła mnie dziecięca, ufna wiara,
                          która w prosty sposób przyjmuje, co słyszy od starszych. Może
                          problem bezpieczeństwa i granic wiąże się z problemem braku ufności?

                        • mamalgosia Re: Bać się Nieba - problem granic 11.09.09, 13:11
                          Nigdy nie bałam się nieskończoności czy wieczności. Chyba, że
                          miałoby to być wieczne cierpienie.
                          Kilka razy w życiu byłam tak szczęśliwa, że nie bałam sie
                          rzec "trwaj chwilo, jesteś piękna" - nawet wiecznie. Skoro wierzę,
                          że z Bogiem dobrze i ze pięknie, to tym bardziej pragnę by się nigdy
                          nie kończyło. Nie lubię zakończeń, pożegnań, rozstań, odjazdów. Może
                          to taka cecha charakteru.
                          Zdecydowanie bardziej przerażałoby mnie życie wieczne tu na ziemi, w
                          takim kształcie jaki ono ma
    • mamalgosia Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 10:41
      To ja pocytuję trochę:
      Gdybyśmy chcieli niebo jako miejsce życia wiecznego utożsamiać z
      jakąkolwiek przestrzenią, do wiary chrześcijańskiej wprowadzalibyśmy
      mitologię. Wszystkie bowiem powyższe teksty mówią o niebie jako o
      miejscu, w którym jest Bóg. Ileż to razy Boga nazywał Pan
      Jezus "Ojcem, który jest w niebie" (Mt 5,16; 6,9; 7,11; 10,32;
      16,19; 18,10.14.19; 23,9). A przecież Bóg jest wszędzie, "w Nim
      żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17,28). Zarazem cała dla nas
      niewyobrażalna przestrzeń kosmiczna nie jest w stanie Go
      ogarnąć. "Przecież niebo i niebiosa najwyższe nie mogą Cię objąć"
      • mamalgosia Re: Niebo - stan czy miejsce? 10.09.09, 10:45
        2794 To biblijne wyrażenie nie oznacza miejsca ("przestrzeni"), lecz
        sposób istnienia; nie oddalenie Boga, ale Jego majestat. Nasz Ojciec
        nie znajduje się "gdzie indziej", On jest "ponad tym wszystkim", co
        możemy zrozumieć z Jego świętości. Ponieważ jest trzykroć święty,
        dlatego jest bardzo blisko serca pokornego i skruszonego:

        Zupełnie słusznie słowa "Ojcze nasz, któryś jest w niebie",
        rozlegają się z serc sprawiedliwych, w których Bóg mieszka jak w
        swoim przybytku. Przez to również modlący się będzie pragnął, by
        mieszkał w nim Ten, którego wzywa .

        "Niebem" mogliby być równie dobrze ci, którzy noszą w sobie obraz
        świata niebieskiego i w których Bóg mieszka i żyje
    • atama Królestwo Niebieskie 10.09.09, 11:13
      Mt 13

      Przypowieść o skarbie i perle

      44 Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli.
      Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł,
      sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę. 45 Dalej, podobne jest
      królestwo niebieskie do kupca, poszukującego pięknych pereł. 46 Gdy
      znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał,
      i kupił ją.
    • kudyn Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 11:06
      A nie może być stan i miejsce? Ja nie widzę sprzeczności.
    • pawlinka Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 11:46
      Myślę sobie, że jesteśmy niewolnikami naszych wyobrażeń, znanych
      toposów, obrazów z literatury, filmu (ot, takie malarskie niebo w
      filmie "Między niebem a piekłem").
      • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 11:48
        smile

        Paradoksalnie chyba łątwiej nam wyobrazić sobie piekło - wcale nie
        jako wielki kocioł smoły - ale jako pustkę i brak Boga sad
        • atama Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 12:14
          Naprawdę wyobrażasz sobie brak Boga???

          Czy w ogóle coś takiego może istnieć???

          Tu dopiero wysiada moja wyobraźnia!
          • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 12:30
            atama napisała:

            > Naprawdę wyobrażasz sobie brak Boga???
            >
            > Czy w ogóle coś takiego może istnieć???
            >
            > Tu dopiero wysiada moja wyobraźnia!


            Nie tylko wyobrażam sobie, ale przeżyłam to namacalnie. Uczucie
            braku bliskości Boga. Totalnej pustki. Oczywiście na ziemska skalę.
            Ale jeżeli choćby tak miało wygladać piekło - to ja na pewno
            dziekuje. Jak dla mnie to już nawet gorsze być nie musi.
            • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 12:32
              no i o tego czasu mniej sie tego Nieba boję. wink)

              Doszłam po prostu do logicznego wniosku, ze nic nie moze być
              gorszego od braku Boga - więc jeżeli mam do wyboru wieczność z Nim
              lub bez Niego - to cokolwiek nam tam przygotował musi być lepsze niż
              Jego brak.
        • pawlinka Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 12:15
          Moje wyobrażenia dotyczą raczej uczuć. Piekło jako nie pustostan,
          ale lęk, samotność... Niebo - nawet nie wiem, jak nazwać. Czuć się
          jak w siódmym niebiesmile))
          • mamalgosia Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 13:13
            pawlinka napisała:

            > Moje wyobrażenia dotyczą raczej uczuć. Piekło jako nie pustostan,
            > ale lęk, samotność... Niebo - nawet nie wiem, jak nazwać. Czuć
            się
            > jak w siódmym niebiesmile))
            Dla mnie niebem byłby już brak tych odczuć, które wymieniłaś jako
            piekło.
        • stukotek Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 12:27
          poruszając się w tym kręgu wyobrażeń o Niebie, ja mam poczucie, że
          będzie to stan ogromnej radości, przepełniającej miłości,
          wszechogarniającego szczęscia.
          I czego bym sie miała bać???
          Otulenia Bożą Miłością, poczucia Jego bliskości?
          hm, właściwie to już bym chciała tak się wspaniale czuć. Ale trzeba
          się tu jeszcze pomęczyć smile
          Moja pięciolatka niedawno stwierdziła: "Mamusiu wszystko ma początek
          i koniec. Tylko Pan Bóg nie."
          • atama Czego szukasz? 11.09.09, 13:09
            Nie pamiętam, która mistyczka usłyszała takie pytanie:
            - Czego szukasz? Za czym tęsknisz? Za Rajem, czy za Mną w tym Raju?

            A nawet nie jestem pewna, czy w oryginalnej wersji nie było:
            "Mnie ukrzyżowanego"...

            Przepraszam za taki brak dokładności. Może ktoś pamięta i mógłby
            dokładniej przytoczyć??
            • mamalgosia Re: Czego szukasz? 11.09.09, 13:19
              Nie znam tego cytatu.

              A o tęsknocie trochę było tutaj:
              forum.gazeta.pl/forum/w,16182,94974260,94974260,tesknota_za_Niebem.html
          • mamalgosia Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 13:14
            stukotek napisała:

            > poruszając się w tym kręgu wyobrażeń o Niebie, ja mam poczucie, że
            > będzie to stan ogromnej radości, przepełniającej miłości,
            > wszechogarniającego szczęscia.
            > I czego bym sie miała bać???
            > Otulenia Bożą Miłością, poczucia Jego bliskości?

            No właśnie, właśnie! Dokładnie tak samo czuję
    • isma Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 18:22
      Ano widzisz, mowa jest zrodlem nieporozumien. Nareszcie mam chwile, zeby na
      spokojnie doprecyzowac.

      Tamta moja wypowiedz dotyczyla zdania z ksiazeczki do nabozenstwa dla dzieci, w
      ktorej do wierzenia pacholetom podano, ze "niebo jest miejscem, w ktorym...".

      Otoz, w pierwszym polswiadomym odruchu, to ja sie dlatego zachnelam, ze
      przypomnial mi sie jeden znajomy ksiadz, ktorego anegdota o tym, jak to usilowal
      wyegzekwowac od katechizowanej opornej mlodziezy, ze pieklo jest stanem,
      nieodmiennie mnie bawi.

      Natomiast oczywiscie to polswiadome zachniecie ma tez podstawe swiadoma. Otoz:
      ja sie absolutnie nie podejmuje zagladania Panu Bogu w rekaw i rozstrzygania, ze
      NA PEWNO niebo jest tym czy owym. Tego przeciez tak naprawde nie wiemy.
      Niemniej, mimo tej swiadomosci niepoznawalnosci Boga, jakos probujemy o Nim mowic.

      No i teraz - jak sie mowi do dziecka, to zanim sie czlowiek uwikla w teologiczne
      subtelnosci, powienien sprobowac powiedziec o istocie, esencji. Dla mnie tak
      esencja w tej sprawie jest wlasnie to, ze niebo jest stanem doskonalej, niczym
      niezmaconej, wiezi z Bogiem, doswiadczania Bozej milosci. I doswiadczania
      wspolnoty swietych. A dopiero daleeeeeeeeko, daleeeeeeko potem moze sobie byc
      "miejscem" wink)).

      To troche tak, jak gdybym chciala wytlumaczyc dziecku, co rozumiem przez slowo
      "dom", mowiac: "idziemy do domu". Nie zaczynam od tego, ze to jest budynek z
      cegly albo zelbetu, przykryty dachem, polozony pod okreslonym adresem - tylko od
      tego, ze dom, to jest miejsce, gdzie sa kochajacy ludzie, i gdzie sie czuje
      bezpiecznie.
      Dlatego mowiac o niebie mowie przede wszystkim o "osobach" (wieziach), a nie o
      "rzeczach".

      Z ta uczta. To jest rzeczywiscie czesty biblijny obraz, opisujacy nowe zycie.
      Ale on ma okreslony kontekst - zasiasc z kims do wspolnego stolu to nie znaczy
      tylko "zjesc". To znaczy zaprosic go do siebie, przyjac go. To, ze Jezus "jadal"
      z celnikami, to wlasnie dlatego bylo tak oburzajace, ze nie chodzilo o potrzeby
      ciala (sasiedni stolik w McDonaldzie, sluzacy do polkniecia czegos sycacego na
      szybko), tylko wlasnie o tworzona tym gestem wspolnote.

      Ja mam taki ulubiony obraz uczty w jednej z przypowiesci, mowiacych o powrocie
      Pana. I otoz tam niewiele jest zapewnione dla ciala - a istotne jest co innego.
      Wlasnie wiez - z Bogiem i ludzmi.

      To idzie tak:
      Niech będą przepasane biodra* wasze i zapalone pochodnie! A wy [bądźcie] podobni
      do ludzi, oczekujących swego pana, kiedy z uczty weselnej powróci, aby mu zaraz
      otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze. Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie
      czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę, powiadam wam: Przepasze się i każe im
      zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej
      straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie.

      "Szczesliwi oni - bedzie im uslugiwal". Chrystus!

      No wiec w tej sytuacji, to ja juz nie musze wiedziec, jakie bedzie menu wink))
      • nati1011 Re: Niebo - stan czy miejsce? 11.09.09, 18:29
        no dobra, przyznaje, ze mnie tym STANEM, a nie Miejscem trochę
        wybiłaś z torów. I zaczeąłm sie zastanawiać, czy czego nie
        doczytałam czy nie dorozumiałam (to prędzej). To że Niebo w
        pierwszej kolejnosci jest STANEM to w jakiś sposób oczywiste.
        Chodziło mi bardziej o to kategoryczne wykluczenie miejsca.

        Mowa źródłem nieporozumień jest.... a już forum w szczególnosci wink)

        Ale przy okazji, jak ześmy sobie znów bogato wątek rozwinęli wink
      • kudyn Re: Niebo - stan czy miejsce? 12.09.09, 00:07
        W pełni się z Tobą zgadzam, dodam tylko jedną rzecz. Człowiek jako istota
        obdarzona ciałem w pełni doskonałą więź z Bogiem osiągnie po zmartwychwstaniu
        ciał. I to już moje osobiste przemyślenie, ale ciało (nawet to niebieskie) wiąże
        się w jakiś sposób z miejscem, więc stan i miejsce w moim przekonaniu się łączą
        ze sobą.
      • luccio1 Re: Niebo - stan czy miejsce? 07.10.09, 22:58
        isma napisała:
        > To troche tak, jak gdybym chciala wytlumaczyc dziecku, co rozumiem
        > przez slowo "dom", mowiac: "idziemy do domu". Nie zaczynam od tego,
        > ze to jest budynek z cegly albo zelbetu, przykryty dachem, polozony
        > pod okreslonym adresem - tylko od tego, ze dom, to jest miejsce,
        > gdzie sa kochajacy ludzie, i gdzie sie czuje bezpiecznie.
        > Dlatego mowiac o niebie mowie przede wszystkim o "osobach" (wieziach), > a nie
        o "rzeczach".

        Oj, nie całkiem tak!
        Pamiętam, jak zaraz po przeprowadzce z jednego domu rodzicielskiego do drugiego
        (= przeprowadzce całej Rodziny z jednego mieszkania do drugiego) moja młodsza
        Siostra (wówczas poniżej 2 lat) marudziła, pytając bez końca: "Kiedy pójdziemy
        do domu?" Rozumiała przez "dom" poprzednie mieszkanie...
        Fakt, że dom zmienił miejsce, dotarł do niej z pewnym opóźnieniem.

        Ja sam, kiedy usiłuję wywołać sobie w wyobraźni obraz domu rodzinnego, zaczynam
        od bramy wejściowej, sieni, klatki schodowej, korytarza; dopiero potem drzwi z
        korytarza do mieszkania, za nimi pokój "mały", z niego na prawo drzwi do pokoju
        "dużego" na lewo do kuchni i łazienki; widzę meble (część z nich mam teraz tuż
        obok!), jak tam stały - i dopiero w tym wnętrzu Mamę, Tatę...
        Bardzo często jest to wizja, jak ja (bardzo mały) wracam do domu wraz z Mamą -
        jest już wieczór, koniec światła dziennego, więc rozświecamy drogę przed sobą
        poruszając kolejne wyłączniki (ja te, do których wówczas mogłem sięgnąć).
        [Ten dom istnieje - ale akurat przechodzi gruntowny remont, po którym nic już
        nie będzie takie, jak było kiedyś].
    • nati1011 mamo ja nie chcę do nieba :( 19.09.09, 09:14
      Chyba nie bardzo mi wyszło sad

      Mój pieciolatek z calą powaga stwierdził, zę on do zandego nieba nie
      chce iść, bo mu się tu na ziemi bardziej podoba. I od 3 dni meczy
      mnie pytaniami co ma zrobić, by zostac tu na ziemi.

      Normalnie totalna porażka. sad


      A tak wogóle, to: "mamo, ale z tego nieba to można spaść, jak się na
      brzeżku stanie sad"

      Na razie uspokajam i chyba zostawię głębsze rozważania na później.
      Na razie wytłumaczyłam, ze nieba nie trzeba sie bać, bo tam bedzie
      bardzo dobrze i bedziemy wszyscy razem, a jak bedzie mama, to
      przecież nie moze być strasznie. Moze mało teologicznie, ale nic
      lepszego nie wymyśliłam.
      • ula27121 Re: mamo ja nie chcę do nieba :( 19.09.09, 09:36
        nati1011 napisała:

        > Chyba nie bardzo mi wyszło sad
        >
        > Mój pieciolatek z calą powaga stwierdził, zę on do zandego nieba nie
        > chce iść, bo mu się tu na ziemi bardziej podoba.

        Ufff. Zatem Nati, to chyba norma a nie porażkasmile U mnie identyczna syt
        • ula27121 Re: mamo ja nie chcę do nieba :( 19.09.09, 09:37
          uacja ( prawie pięciolatek).
          • nati1011 Re: mamo ja nie chcę do nieba :( 19.09.09, 09:44
            Trochę mnie pocieszyłaś smile)
            • samboraga Re: mamo ja nie chcę do nieba :( 19.09.09, 12:57
              tak, to norma - mój syn jako 5-latek miał tak samo, to taki wiek, zresztą co
              jakiś czas pojawia się ten temat na forumsmile
              5-ciolatki są najwyraźniej bardzo konkretnesmile))
              • nati1011 Re: mamo ja nie chcę do nieba :( 19.09.09, 14:08
                konkretne do bólu smile

                Jak poprosisz o 1 chrupkę, to dokąłdnie przypilnuje, czy przypadkiem
                nie weźmiesz dwuch smile
    • nati1011 jeszcze dziś będziesz ze mną w raju 20.09.09, 08:58
      "jeszcze dziś będziesz ze mną w raju", "w domu Mego Ojca jest
      mieszkań wiele"

      To jak dla mnie obietnica porotu - choć też pewnie przemienionego -
      do tego pierwszego raju. Nie mam nawet pojęcia jak wytłumaczyć te
      słowa w oderwaniu od miejsca.
      • isma Re: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju 20.09.09, 11:26
        No, Nati, Ty uwazaj. Jest taka stara zydowska przypowiesc o czterech medrcach,
        ktorzy wyruszyli na poszukiwanie Nieba. Jeden zaginal, jeden oszalal, jeden
        zostal heretykiem (!), a tylko Akiwa szczesliwie powrocil. To niebezpieczne
        poszukiwania sa wink)).

        A powazniej. No ale widzisz - te obie frazy, nawet wyrwane z kontekstu (o ktorym
        tez by dlugo mozna), maja obligatoryjny element: "będziesz ze Mną" "w domu Ojca
        mojego". One wyraznie podkreslaja wiez, relacje, i to relacje z Chrystusem jako
        Panem Domu.
        Co nie przeczy temu, ze jest uzywany takze jezyk zupelnie realistycznej analogii
        - no i nic dziwnego, tak to jest, ze rzeczywista obecnosc Boga wsrod nas sie tez
        przeciez ujawnia przez realny chleb i wino.

        No i do tego trzeba dodac, ze wyobrazenie o niebie Nowego Testamentu - a wiec
        takze ludzi, ktorzy go spisywali - jest naznaczone kultura, jaka ci ludzie
        oddziedziczyli (np. obrazowaniem prorockim Starego Testamentu, ale i byc moze
        dawnych zydowskich pism apokryficznych - np. w tzw. ksiedze Czuwajacych jest
        opis podrozy proroka Henocha do nieba, opisywanego jako dom-swiatynia), i
        kultura im wspolczesna (z wplywami greckimi np.).

        Wiec ja bym powiedziala tak - nasze dywagacje co do tego, jakie to bedzie
        miejsce, maja z natury rzeczy dosc marny stopien przyblizenia. Natomiast o tym
        stanie doskonalej wiezi z Bogiem to, mysle, wiemy na pewno wink)).
        • nati1011 Re: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju 20.09.09, 12:18
          Is, ja to wszystko rozumiem - tz już dawno przestałam "studiować"
          wygląd nieba. Ale od kilku dni mój synek męczy mnie kolejnymi
          problemami z niebem związanymi, a ja tone w tych pytaniach coraz
          bardziej. Jego to męczy - moje tłumaczenia chyba mieszają mu jeszcze
          bardziej - a każde stwierdzenie czyto teologiczne wywołuje w oczach
          strach i łzy. I nie wiem naprawdę jak mu to wytłumaczyć, by było
          teologicznie poprawnie, a równocześnie by się w nocy ze strachu nie
          zrywał.

          Na razie próbuje odwrócic jego muśli od tego jak to bedzie dokładnie
          wygladać na rzecz tego, ze bedziemy razem, z Bogiem i że beziemy
          szczęsliwi.

          Ale jak odpowiedziec na pytanie 5-ciolatka, czy w niebie beda
          wszystkie jego zabawki? Jak mówię, ze tak, to w zasadzie mijam się z
          prawdą, jak mówię że nie, to mały od razu płacze - bo przecież te
          misie i autka są - dziś - istotną cześcia jego swiata.

          NIe wiem, czy nie najlepiej - mimo wszystko - byłoby przedstawić to
          niebo jako rajski ogrod znany choćby ze starego testamentu?
          • isma Re: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju 20.09.09, 12:28
            No, wiem.
            U mnie bylo tak, ze dzieko na szczescie nie oczekiwalo odpwoiedzi typu
            audiotele, tylko dawalo sie troche zwekslowac. W szczegolnosci akceptowalo
            odpwoiadanie pytaniem na pytanie. Ale nie wszystkie ta maja, fakt wink))
            No wiec, w kwestii zabawek, to ja bym chyba zapytala, czy uwaza, ze one mu w
            niebie beda potrzebne. No, bo dorosli np. nie potrzebuja zabawek, i ciesza sie z
            innych rzeczy - na przyklad z tego, ze maja takiego fajnego synka. Wiec, w
            niebie bedzie wszystko to, czego czlowiek do szczescia potrzebuje - jesli akurat
            to koniecznie beda zabawki, to pewnie i one beda wink)).
            • nati1011 Re: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju 20.09.09, 12:34
              Próbuje iść w te kierunki, ale mały jest konkretny do bólu. Żadnych
              przyblizeń, porównań itp - on chce wiedzieć KONKRETNIE. Córka nie
              maiła takich problemów - jej w zupełności wystarczały ogólne obrazy
              przedstawiane chocby na religii. Mały musi tego "dotknąć".

              A jak tu konkretnie mówić o czymś, czego samemu sie nie wie wink Ja
              już nawet mówiłam, że nie wiem jak bedzie, ale następnego dnia jest
              znowu: mama, a w niebie... ? I tak się boksujemy od paru dni.
          • luccio1 Re: jeszcze dziś będziesz ze mną w raju 07.10.09, 23:28
            Czy nie jest najprościej powiedzieć:
            Kiedy po najdłuższym życiu na ziemi będziesz już w Niebie, i tam pomyślisz o
            Twoim Misiu -
            to Miś w tej chwili będzie przy Tobie (i będzie miał z powrotem prawe oko, które
            mu wydłubałeś, i będzie miał znów na miejscu prawą rękę, w pełni władną, a nie
            tak, jak ją przyszyłam na nitce...).
            Pomyślisz o autku - będzie autko.
            Przypomnisz sobie kolejkę elektryczną - będzie kolejka...
    • izazdo czy moj kroliczek pojdzei do nieba? 23.09.09, 22:11
      W kwestii odpowiedzi na pytania teologiczne kilkulatkow polecam ksiazke "Czy moj
      kroliczek pojdzie do nieba?"

      http://wysylkowa.pl/ks250370.html
    • atama Re: Niebo - stan czy miejsce? 03.10.09, 13:50
      "Ksiądz Tadeusz Fedorowicz miał kiedyś w Żułowie kazanie do dzieci
      niewidomych o niebie. bo mała niewidoma dzieczynka zapytała go:
      >>Proszę księdza, jak to będzie w niebie<<. A on wszedł na drzewo
      (...)i z tego drzewa, które chwiało się w rytm wiatru, mówił o tym,
      co i jak będzie w niebie, że będzie wszystko, co kochasz, jeżeli
      jest czyste - wszystko, co kochasz".
      • wiesia140 Re: Niebo - stan czy miejsce? 03.10.09, 13:59
        Dla mnie Niebo to i stan i miejsce. To nie bujanie w obłokach , ale
        praca bez znoju, bólu , frustracji w otoczeniu miłości , z miłością w
        sercu i na ustach , z totalnym oddaniem siebie tej Miłości, a wszystko
        po to , aby nasz bliźni również mógł się tam znaleźć. To jest dla
        mnie Niebo.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka