Dodaj do ulubionych

wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie

08.07.10, 06:38
Dawno mnie tu nie było... Chcę wspomnieć o historii, która mnie i
boli i dręczy. Otóż niedawno w pewnym miesięczniku dla rodziców
przeczytałam artykuł księdza o tym, że wschodnie sztuki walki
(karate, taekwondo, kunk fu, aikido, kendo, judo) są... najogólniej
mówiąc antychrześcijańskie. Wyszło na to, że najgorsze jest
karate,"które korzeniami tkwi w buddyzmie, głosi panteizm, a także
kult przemocy, karate jest sztuką zabijania". Szczególnie to ostanie
stwierdzenie rozsierdziło mnie i napisałam list do autora tych słów.
Wkrótce nadeszła odpowiedź i tak sobie korespondujemy, powołując się
na przykłady, autorytety, wiedzę naukową,dokumenty. Nie chciałabym w
tej chwili wdawać sie w szczegóły, ale chciałabym poznać Wasze opnie-
chrześcijańskich rodziców posyłających swe dzieci na tego typu
zajęcia.
Obserwuj wątek
    • magdalaena1977 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 08.07.10, 16:57
      Mam dość mieszane uczucia. Bo sztuki walki tak jak joga na podstawowym poziomie
      to jest określona aktywność fizyczna, sport, techniki relaksacyjne. I wiele osób
      praktykuje to tylko w taki sposób - jak boks czy pilates.

      Ale jak pogrzebać głębiej to okazuje się, że te sztuki walki i joga mają
      głębokie korzenie filozoficzne i że są to korzenie zdecydowanie
      niechrześcijańskie. To jest po prostu inny system wartości.

      Nie wybiorę się na jogę - wolę zajęcia bardziej neutralne światopoglądowo.

      A gdybym była matką syna, który chce chodzić z kolegami na karate... Po pierwsze
      doczytałabym dokładniej o co w tym wszystkim chodzi.
      A po drugie dowiedziałabym się, kto konkretnie prowadzi te zajęcia. Czy to
      facet, który uczy dzieciaki wiedzy o ich ciele i abstrakcyjnych sztuk walki. Czy
      też może ktoś, dla kogo walki jest przedłużeniem filozofii. A to naprawdę ważne,
      bo taki trener może być autorytetem dla nastolatka.
      • alinaw1 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 08.07.10, 19:41
        Moje dziecko uczęszcza na karate juz parę lat. Znam dobrze jego
        trenera, znam innych trenerów, znam dzieci i ich rodziców (ten
        sensei to najbardziej uznany trener w Polsce, instruktor mistrzów, a
        jednocześnie człowiek skromny, zaangazowany w życie... Kościoła,
        różnych akcji społecznych). Poznałam kilku księży ćwiczących karate
        (jeden z nich odprawiał msze podczas obozu). Niektórzy duchowni nie
        tylko trenują ale mają już stopnie mistrzowskie i są instruktorami,
        a nawet sędziami (np. o. Grzegorz Badziąg). Jakoś ich zwierzchnicy
        im tego nie zabraniaja i to też jakiś znak! JA się nie boję, wręcz
        przeciwnie. Podczas treningów i na obozach nie ma żadnych sesji
        medytacyjnych, żadnej filozofii, działania siłami kosmosu, energiami
        i tym wszystkim, co jest w new age, TM, u wyznawców Kriszny i temu
        podobnych ruchach. Nie rozumiem, dlaczego do jednego worka wrzuca
        sie wszystko. Dzieciaki są zdrowe, sprawne, uczą panować nad sobą i
        opanowywać złe emocje (agresję), uczą się szacunku dla innych,
        etykiety itd. Spokojnie można to wpisać w nurt chrześcijaństwa. Nie
        ma żadnej "sztuki zabijania", wręcz przeciwnie. Nie każdy kto
        trenuje judo, czy karate ma być buddystą. Przecież to jakiś absurd.
        Ten ksiądz redaktor jest znawcą, zbiera materiały (rownież w Nepalu
        i Indiach) ale mam wrażenie, że demonizuje strasznie i oderwany jest
        od rzeczywistośći i straszy, że wszystko, co ze Wschodu- to
        zagrożenie. Ja widzę duże wieksze zagrożenie dla dzieci ze strony
        gier komputerowych, a nie sztuk walki. Psychiatrzy i policja mają
        wciąż do czynienia z fanatykami gier, które odrywaja od
        rzeczywistośći, rodziny i Boga ale to nie przyszło ze Wschodu, więc
        ok. Trywializuję oczywiście ale idąc takim tokiem myślenia można
        nawet dojść do wniosku, ze zagrożeniem jest picie zielonej cherbaty
        i jedzenie sushi. Przyznam, że przykro mi czytać, iż niewłaściwie
        wychowuję dziecko, że skoro czytałam książki Stanislawa Tokarskiego,
        to absolutnie nie powinnam dziecka posyłać na karate.
        • skrzynka-3 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 08.07.10, 23:03

          Dwojka moich dzieci trenuje Aikido. Zaczelo sie od najmlodszej-
          szukalismy jakiejs formy zajec ruchowych uzupelniajacej dla
          zakonczonej rehabilitacji ruchowej i terapii SI i Aikido bylo
          idealnie wpisane w potrzeby malej-praca nad koordynacja, plynnoscia
          ruchow, nauka bezpiecznego upadania (jednym z jej problemow bylo
          czeste przewracanie sie), cwiczenia na rownowage. W tym roku
          dolaczyl sredni juz z wlasnej ochoty. Znam trenera, znam senseia. To
          co jako otopoczka jest przekazywane na treningach pasuje mi i nie
          widze w tym sprzecznosci z chrzescijanstwem - nauka pokonywania
          wlasnych slabosci, szacunek dla trenera, kolegow, nie poddawanie sie
          kiedy cos nie wychodzi ale cierpliwe powtarzanie do skutku.

          Aikido z zalozenia nie uczy ataku, tylko obrony i wykorzystywania
          skierowanej na siebie sily przeciwnika przeciw niemu.

          Jasne, ze korzenie wszystkich sztuk walki sa niechrzescijanskie
          tylko wschodnie ale czy to znaczy ze trzeba wszystko wywalac?? Ze
          tylko chrzescijanstwo moglo wymyslic dobre rzeczy??

    • sylwia0405 wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duchowa 09.07.10, 07:46
      Pod pojęciem sztuk walki wywodzących się rodowodem z dalekiego
      wschodu, rozumiemy systemy, na które składają się: techniki walki
      wręcz lub z użyciem białej broni, dostosowane do nich metody
      szkolenia, tradycyjną oprawę (ceremoniał ect.), oraz filozofie bez,
      której wiele elementów tego systemu jest niewytłumaczalnymi
      anachronizmami. Wszystkie te elementy są ze sobą ściśle
      zintegrowane, do tego stopnia, że trudno je od siebie oddzielić i
      traktować każdy z osobna.

      Jak zatem wschodnie sztuki walki przedstawiają się z punktu widzenia
      chrześcijańskiego? Przede wszystkim absolutnie nie do przyjęcia jest
      koncepcja leżąca u samych podstaw sztuk walki, a także jogi,
      akupunktury i in., tj. koncepcja wewnętrznej energii człowieka -
      prany. Powody: swą wiedze o Bogu i Zbawicielu chrześcijanin czerpie
      z Bożego Objawienia tj. z Pisma Świętego i ze Świętej Tradycji.
      Objawienie to nie formułuje nigdzie koncepcji analogicznej do
      koncepcji prany ani nie wspomina o jakichkolwiek ćwiczeniach
      mających prowadzić do efektów analogicznych z występującymi w
      kulturze wschodu.
      Jak zatem wschodnie sztuki walki przedstawiają się z punktu widzenia
      chrześcijańskiego? Przede wszystkim absolutnie nie do przyjęcia jest
      koncepcja leżąca u samych podstaw sztuk walki, a także jogi,
      akupunktury i in., tj. koncepcja wewnętrznej energii człowieka -
      prany. Powody: swą wiedze o Bogu i Zbawicielu chrześcijanin czerpie
      z Bożego Objawienia tj. z Pisma Świętego i ze Świętej Tradycji.
      Objawienie to nie formułuje nigdzie koncepcji analogicznej do
      koncepcji prany ani nie wspomina o jakichkolwiek ćwiczeniach
      mających prowadzić do efektów analogicznych z występującymi w
      kulturze wschodu.

      Podsumowując, wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duchowa,
      zbudowane na fundamentach filozofii całkowicie sprzecznych z
      chrześcijańską wizja Boga, człowieka i zbawienia, dają fałszywe
      poczucie siły, zdrowia i wolności prowadząc często do zniewolenia. Z
      powodów, które przytoczyłem powyżej uważam, że nie jest możliwa
      chrystianizacja sztuk walki, tak jak nie jest możliwa
      chrystianizacja muzyki rockowej jako tworów inspirowanych
      demonicznie i przez to należących do królestwa ciemności z samej
      swej istoty, niezależnie od tego jaką łatkę się im przyszyje. Tym
      bardziej zasmucają wieści o księżach uprawiających karate, czy
      mnichach praktykujących jogę w chrześcijańskich klasztorach.
      --cały artykuł dostępny pod linkiem:
      www.opoka.org.pl/varia/sekty/tajnikiwalkwschodnich.html
      • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 10:20
        tak jak nie jest możliwa
        chrystianizacja muzyki rockowej jako tworów inspirowanych
        demonicznie i przez to należących do królestwa ciemności z samej
        swej istoty,

        Doprawdy? Posłuchaj i pomyśl.

        www.youtube.com/watch?v=M4Pc0eni8Pg
        www.youtube.com/watch?v=Q92muLkzoyE
        www.youtube.com/watch?v=kkS1Ryr5Abc
        www.youtube.com/watch?v=6nvR33jvbrQ&feature=related
        pies
      • magdalaena1977 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 10:23
        sylwia0405 napisała:

        > --cały artykuł dostępny pod linkiem:
        >
        rel="nofollow">www.opoka.org.pl/varia/sekty/tajnikiwalkwschodnich.html
        Jakoś mnie ten artykuł nie przekonuje. Brak w nim nazwiska autora, co jest dość
        istotne, bo odwołuje się on do swoich osobistych przeżyć.
        Poza tym jakoś nie wyjaśnia dlaczego nie można uprawiać sztuk walki traktując
        ich jako sportu, bez przejmowania dalekowschodniej filozofii.
        A już przekonanie o demoniczności muzyki rockowej jest jakoś takie... naiwne i
        nieumotywowane.

        Zgadzam się natomiast z tym, że jeśli jakiś ksiądz oddaje się jakiejś praktyce,
        automatycznie nie oznacza to, że praktyka ta jest dobra np. "wraca samochodem po
        paru piwkach i mówi, że jak ktoś jest dobrym kierowcą, to spokojnie może prowadzić".
        • skrzynka-3 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 11:32
          Mnie tez nie przekonuje.
          Co wg autora znaczy muzyka rockowa? hard-rock?, metal? punk-rock?
          Spora czesc wspolczesnej muzyki tzw. rozrywkowej ma swoje korzenie w
          rocku jakos ciezko mi zobaczyc demoniczne elementy w Beathlesowskich
          hitach,tworczosci Maanam, Perfectu itp. a to przeciez tez zalicza
          sie do jakis form muzyki rockowej.

          I druga sprawa, ktora mi dosc mocno zgrzyta:

          ..."Ktoś może chcieć tłumaczyć swe zamiłowanie do taoistycznego kung
          fu dążeniem do pełni zdrowia. Nasze ciało - tłumaczy się - jako
          jeden z elementów przyrody powinno żyć z nią w zgodzie. Jest to
          próba ominięcia aspektu duchowości. Ale nawet wtedy praktyki takie
          są nie do przyjęcia. Chrześcijanin powinien zawierzyć Bogu w
          całości, również w kwestii swego zdrowia. Dysponujemy przecież
          sakramentem namaszczenia chorych a niektórzy ludzie otrzymują od
          Ducha Świętego specjalny charyzmat uzdrawiania"...

          Wszystko to prawda ale czy z drugiej strony nie mamy obowiazku dbac
          o powierzone nam ciala przez zdrowy tryb zycia? (ktory obejmuje
          przeciez takze aktywnosc fizyczna). Czy zamiast przez lata
          rehabilitowac (ze swietnymi skutkami)moje dziecko powinnam szukac
          kogos z charyzmatem uzdrawiania? Czy to wszystko nie polega na
          zachowaniu duzej dozy zdrowego rozsadku, czujnosci i zaufania Bogu?
          Robie co w mojej ludzkiej mocy, dbam o kondycje duchowa, nie
          zapominajac jednak o ciele i jego potrzebach ale pamietam, ze Panem
          mojego zycia jest Bog.Nie doszukuje sie w sobie mocy, czakramow itp
          cwicze zeby podniesc sprawnosc swego ciala, kondycje fizyczna itd.

          Inny temat, ze jak wiekszosc starych, ludowych wierzen rowniez te
          wschodnie nie sa pozbawione podstaw naukowych, fizjologicznych.
          Spora czesc punktow w akupunktorze czy akupresurze to miejsca
          splotow nerwowych. Wspolczesna zachodnia rehabilitacja i masaz
          leczniczy tez wykorzystuja te punkty do stymulacji odpowiednich
          nerwow, czy rozluznienia lub wzmocnienia grup miesni.

          Z pewnoscia zaniepokoilabym sie gdyby moje dzieci zaczely jakos
          widocznie fascynowac sie filozofia wschodu. Dokad granicza sie do
          cwiczenia padow i przewrotow na korytarzu nie widze nic zlego. Inna
          sprawa, ze my duzo rozmawiamy i (zwlaszcza ze starszyn) mowilismy o
          tym z czego sie wywodza wschodnie sztuki walki, ze to inna religia,
          inna kultura, ze nie wszystko co otacza cwiczenia fizyczne jest dla
          chrzescijanina do zaakceptowania.

          Dla mnie to ogolnie glebszy temat zwiazany z wychowaniem dzieci. Czy
          zaszczepiac im nieustanne poczucie zagrozenia z roznych stron?
          Pokazywac- tego sie boj? Tamto ma demoniczne korzenie bo jest
          niechrzescijanskie? Czy toczyc z nimi niekonczacy sie dialog,
          pokazywac, dyskutowac, tlumaczyc? Rowniez przyznajac czasem racje
          innym wyznaniom, religiom, pokazujac co w nich jest dobrego,
          pieknego, jak ludzie innej mentalnosci, kultur, szukaja waznych dla
          siebie wartosci. Ryzykujac, ze moze w pewnym momencie wybiora
          inaczej niz bysmy chcieli? Komplikujac im czarno-bialy swiat
          wprowadzajac odcienie szarosci i nakladajac trudny obowiazek
          aktywnego uzywania rozumu, woli, dokonywania samodzielnych wyborow?
          Wierzac, ze jesli go dokonaja to bedzie swiadomy, ich i wtedy moze
          wieksza szansa, ze beda sie go trzymac, beda go bronic.

          Argumentujac dlaczego uwazam, ze nie cala muzyka rockowa jest
          bezpieczna do sluchania, ze lepiej jest zachowac czujnosc i
          analizowac swiadomie czego sie slucha,ze sa zespoly otwarcie
          wyznajace szatana ale ze nie znaczy to, ze maja po prostu zakaz
          sluchania rocka i tyle.

          Nie wiem czy jasno umiem przedstawic swoje rozterki ale najstarszy
          dojrzewa w szybkim tempie i sa o u nas w domu zywe tematy.

          smile

          • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 11:48
            Utwory, które zalinkowałam to w sumie punk-rock. A jednocześnie są
            to utwory bardzo chrześcijańskie, choć na szczęście nie słodko-
            ckliwe. A autor artykułu chyba tylko takie uznaje.
            • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 12:30
              Osobiście kieruję się zasadą taką, że jeżeli jakaś muzyka wywołuje
              we mnie niepokój - to ja jej nie słucham. Byłam teraz na
              rekolekcjach - gdzie dość szeroko omawiano zagrożenia duchowe i
              niestety - muzyka rockowa, punkowa itp. została wyraźnie określona
              jako demoniczna. Każdy sam za siebie odpowiada. Ze swej strony wiem
              tylko, że nie warto ponosić ryzyka...
              • sylwia0405 Pogadanka o zagrożeniach duchowych 09.07.10, 12:34
                Zachęcam do wysłuchania pogadanki na temat zagrożeń duchowych. Autor
                pogadanek - to ksiądz, moderator Wspólnoty Przymierza Rodzin "Mamre"
                www.egzorcyzmy.katolik.pl/index.php/dzieci-i-mlodziez/830-zagrozenia-duchowe-dzieci-mlodziez
              • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 12:36

                Byłam teraz na
                > rekolekcjach - gdzie dość szeroko omawiano zagrożenia duchowe i
                > niestety - muzyka rockowa, punkowa itp. została wyraźnie określona
                > jako demoniczna.

                A próbowałaś kiedyś samodzielnego myślenia? Budowania własnej opinii
                na jakiś temat? Posłuchałaś czegoś i wyrobiłaś sobie własne zdanie
                czy bazujesz na tym, co kto - niestety - wyraźnie i również
                niestety - bez sensu - określi na rekolekcjach?
                • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 12:52
                  W jednym z wpisów napisałam - osobiście kieruję się tym, jakie owoce
                  we mnie rodzi kontakt z czymś. W końcu po owocach ich poznacie -
                  prawda? Człowiek powołany jest do tego, zeby stale myśleć, szukać,
                  rozwijać się - ale jeżeli ktoś jeszcze mysli podobnie jak ja to może
                  coś w tym jest. Nie wiem dlaczego, czuję się niepotrzebnie
                  atakowana. Zadam więc kolejny raz pytanie: Czy musicie tego słuchać?
                  Bo jeśli jest 'przymus' to to chyba nie jest bezpieczne wink
                  • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 13:12
                    Tych nieco inaczej myślących też jest wiecej, więc może też coś w
                    tym jest, pomyśl.
                    Nie wiem, dlaczego czujesz się atakowana, nikt Cię nie atakuje. Ale
                    zastanowiłabym się nad źródłem owego poczucia zagrożenia :o)

                    Nie nie musimy słuchać, natomiast lubimy. Ale czekaj, czekaj, nie
                    lubimy sprzątać w domu, a musimy. Jak by na to nie patrzeć, jest
                    to "przymus" - może to nie jest bezpieczne???!
                    • kudyn Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:06
                      I co z tego, że jest więcej? Prawda leży tam gdzie leży, nie tam gdzie jest więc jej zwolenników. Jeżeli ktoś mówi o jakimś niebezpieczeństwie, to akurat racjonalne wydaje się sprawę zbadać a nie zakładać, że się myli bo ja to lubię.
                      • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:16
                        Badam na sobie i stwierdzam, że się mylą. Zakładam, że to oni nie
                        lubią :o)))
                        • kudyn Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:21
                          Ja badałem na sobie i pomimo lubienia uznałem, że z niektórych korzystniej będzie zrezygnować.
                          • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:26
                            No dobrze, ale ta wspomniana tu Armia? Czemu rezygnować?
                            • kudyn Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:29
                              Ja nie widzę powodu żeby zrezygnować.
                              • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:41
                                No widzisz, a Sylwia wrzuca CAŁY punk-rock do worka "Demoniczne". I
                                tylko o to mi chodzi. Ja też nie wszystkiego słucham, nie wszystko
                                lubię, nie wszystko mi się podoba.
                                • kudyn Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 17:00
                                  Nie zauważyłem, żeby Sylwia coś takiego twierdziła, ale to niech już sama określi. Ja zrezygnowałem z tego co słuchałem i lubiłem. Nie dlatego, że ktoś mi tak powiedział. Dlatego, że widziałem skutki. Czasem odczuwam coś niepokojącego w muzyce która mnie się podoba. Poddam przykład C. Santany. Później czytając wywiady z nim myślę, że moje odczucia się potwierdziły.
                                  I definicje nie są dla mnie istotne, ponieważ słowa zmieniają sens. Tak jak pisałem niżej, dla niektórych nie ma czegoś takiego jak chrześcijański rock, to są terminy sprzeczne. Więc może Armia nie jest rockiem? Dla jednych jedna piosenka do super mocny rock a dla drugiego łagodny popik.
                                  I problem nie jest tylko w rocku czy metalu które często mają wątki satanistyczne. Myślę, że problem jest też w disco które jest przesycone rozwiązłością itd. Trzeba rozeznawać.
                                  • skrzynka-3 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 19:02

                                    O wlasnie wiec moze chodzi o madre rozeznawanie. Sa beznadziejne
                                    szkodliwe piosenki disco i zupelnie niewinne.Jest satanistyczny rock
                                    i Armia.
                                    Wiec nie zlatwi sprawy powiedzenie, ze disco(rock) jest
                                    niechrzescjanskie i nie nalezy go sluchac w dyskusji z mlodym
                                    czlowiekiem ale nauczyc go zeby swiadomie sluchal tekstow piosenek,
                                    mial swiadomosc ich wplywu na siebie.

                                    Ogolnie za dlugo jestem matka zeby wierzyc w skuteczne zakazy
                                    dawane "bo tak" i "na wszelki wypadek" od pewnego wieku.Zeby
                                    nastolatek stosowal sie do jakiegos zakazu nie tylko w swietle
                                    jupiterow ale gdy nikt nie patrzy, musi go zaakceptowac, przyjac
                                    wchlonac w siebie ze tak powiem a to i tak nie gwarantuje 100%
                                    sukcesu. Nie podejrzewam zeby argumenty nie majace twardych postaw
                                    przekonaly nastolatka. Takim argumentem nie jest tez chyba ze cos
                                    budzi w nas niepokoj.
                                    Sredni slucha jazzu, mnie wiekszosc tych utworow przyprawia o
                                    rozstroj nerwowy i skret kiszek (o tak z pewnoscia moge powiedziec
                                    ze czuje niepokoj)ale przeciez nie zabronie mu sluchac z tego
                                    powodu.
                                  • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 19:14
                                    Dziękuję kudynie - lepiej bym tego nie ujęła. Próbowałam to samo
                                    przekazać swoimi wpisami - ale najwyraźniej zbyt nieudolnie.
                              • sulla Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:43
                                No właśnie ja też. Pojawia się więc pytania, co autor cytatu, o nad którym się
                                rozwodzimy, uznaje za muzykę rockową? Czy muzykę gitarową (jak ja ją rozumiem)
                                czy określony nurt z określonym tekstem? Bo jeśli chodzi o muzykę gitarową, to
                                jak już pisałam niżej - dla mnie to wręcz pogańska koncepcja, ze sam dźwięk ma
                                szatańską moc.
                • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 12:55
                  A żeby mówić, że coś jest bez sensu - to może najpierw trzeba być
                  tam, wysłuchać całości - a nie po jednym zdaniu stwierdzać - że ktoś
                  określa coś bezmyślnie i bez sensu???
                  • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 13:05
                    Sylwia, jeśli ktoś na gdzieś stwierdzi, że czarne jest białe a sól
                    jest słodka to ja nie potrzebuję tam być i wysłuchać, żeby
                    stwierdzić, że to jest bez sensu.

                    I jeśli ktoś uważa, że utwór p.t. "Jezus Chrystus Panem jest" jest
                    demoniczny tylko dlatego, że muzyka towarzysząca słowom jest nieco
                    ostrzejsza to - wybacz - ten kto tak twierdzi, bredzi. Co gorsza,
                    bredzi na rekolekcjach, a ludzie, dla których jest autorytetem
                    traktują to bezkrytycznie i potem wszędzie węszą zagrożenie i lękają
                    się wszystkiego. Można popaść w depresję, wszędzie wypatrując zła. I
                    to też jest zagrażające, bo z depresji łatwo się nie wychodzi.
                    • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:27
                      Byłam tam i widziałam na własne oczy - co działo się z ludźmi
                      (słuchającymi muzyki rockowej), nad którymi modlono się w modlitwach
                      wstawienniczych o uwolnienie. To fakt - a nie jakieś tam czyjeś
                      stwierdzenia. Każdy decyduje sam o sobie i sam wybiera muzykę jakiej
                      słucha... Nie chodzi o to, żeby kogoś na siłę przekonywać. Podzielić
                      się chciałam tylko moim poglądem i tym, co wiem na ten temat.
                      • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:30
                        :o)))
                      • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:40
                        sylwia0405 napisała:

                        > Byłam tam i widziałam na własne oczy - co działo się z ludźmi
                        > (słuchającymi muzyki rockowej), nad którymi modlono się w
                        modlitwach
                        > wstawienniczych o uwolnienie.

                        A skąd wiesz, że to z powodu muzyki rockowej? Siłę sprawczą można
                        przypisać wszystkiemu, może oni wszyscy jedli, o zgrozo, żółty ser?
                        To zapewne też "fakt" :o)))
                    • kudyn Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:11
                      Jestem bardzo ciekaw, czy ktoś mówił o tym że Armia jest demoniczna? Niejaki ks. Zwoliński określał, że muzyka rockowa jest antychrześcijańska z definicji. Jeśli coś nie jest antychrześcijańskie, nie jest również rockowe. Cytował prekursorów rocka (niestety nie pamiętam już kogo). Więc może tu nie chodzi o natężenie dźwięków.
          • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 12:24
            Zespoły, które odtwarcie odwołują się do demonów - to nie jest
            problem. Takich łatwo unikać. Ale w kwestii wspomnianych Beatlesów -
            to wiem, że odwoływali się do filozofii Aleistera Crowley'a
            (pl.wikipedia.org/wiki/Aleister_Crowley) umieszczając na
            okładce swojej płyty jego zdjecie (www.google.com/imgres?
            imgurl=http://slimeydave.com/My%2520Closet/My%
            2520Records/Albums/Beatles,%2520The%2520-%25201967%2520-%2520Sgt.%
            2520Peppers%2520Lonely%2520Hearts%2520Club%
            2520Band.jpg&imgrefurl=http://blogs.myspace.com/index.cfm%
            3Ffuseaction%3Dblog.view%26friendId%3D163903985%26blogId%
            3D512107324&usg=__4R6OgzW7Hp2V8LaC8DUew9RzRRc=&h=700&w=720&sz=127&hl=
            pl&start=19&sig2=xKxgmh6KeL1_OUuBJG_fQw&um=1&itbs=1&tbnid=cLsf1QQp2c-
            ziM:&tbnh=136&tbnw=140&prev=/images%3Fq%3Dcrowley%2Bbeatles%26um%3D1%
            26hl%3Dpl%26sa%3DX%26rlz%3D1R2ADBS_en%26tbs%
            3Disch:1&ei=vfc2TJvhAo6aOJa6qOkD) Byłabym ostrożna. Poza tym
            zastanawia mnie - dlaczego tak bardzo bronicie tych wschodnich sztuk
            walki. Czy nie ma innych form aktywności fizycznej - naprawdę???
            • madziaq Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 14:38
              Jakos nie zauważyłam, żeby ktoś bardzo bronił wschodnich sztuk walki. parę osób
              napisało, że co prawda wywodzą się z innej religii i kręgu kulturowego, ale
              jeśli podchodzi się do nich jako do ćwiczeń fizycznych, to może nie są takie
              złe. Czy to jest ta mocna obrona?

              Są inne formy aktywności fizycznej, oczywiście. Ale może ktoś lubi np karate,
              albo jogę, bo jest to spokojna gimnastyka, a na aerobic nie ma kondycji? Czy ma
              z tego zrezygnować, "bo tak"? Może ja lubię rock, a nie lubię powiedzmy jazzu -
              czy mam nie słuchać rocka, bo ktoś twierdzi, że jest to muzyka o demonicznym
              rodowodzie?

              Jasne, że są grupy rockowe odwołujące się do satanizmu. Beatelsi tez nie są tacy
              święci - o demonach akurat nic nie wiem, ale motyw reinkarnacji, klutu Hare
              Kriszna i np. wykorzenienia religii ze świata w ich piosenkach się pojawia. Ale
              jest ogromna liczba zespołów rockowych, których piosenki są neutralne albo wręcz
              mają treść chrześcijańską. Czy kontakt z jakąkolwiek współczesną muzyką
              rozrywkową wywołuje u Ciebie niepokój, że tak stanowczo podpisujesz się pod
              stwierdzeniem, że cały rock to "ciemna strona mocy"?
              • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 14:54
                Mnie by zastanowiła taka łatwość wywoływania niepokoju i
                doszukiwanie się wszędzie zła. Ja tam widzę mnóstwo dobra na świecie!
                • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:29
                  Muzyka rockowa wzbudzała we mnie niepokój odkąd pamiętam - taka
                  ostrzejsza. Dlatego po prostu jej nie słuchałam i nie słucham. Dobro
                  dookoła też dostrzegam - nie tylko zło. Ale to, co uważam za złe
                  staram się jasno sobie określić. Tyle na temat
                  • sulla Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:33
                    Chciałam się upewnić - czyli zła jest nie tyle treść piosenki, co sam dźwięk
                    muzyki? I np. takie zespoły jak Armia czy 2TM2,3 też są demoniczne, nawet jeśli
                    śpiewają Psalmy? Czy sam dźwięk może zmienić treść Psalmu na demoniczny?
                    Czyli że dźwięk muzyki, bez względu na treść piosenki, na intencję śpiewających
                    i na intencję słuchających ma moc demoniczną sam z siebie?
                    Nie wiem, czy taki pogląd można uznać za chrześcijański... Taki nadawanie mocy
                    sprawczej samemu dźwiękowi ja widzę raczej jako pogańskie.
                    • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:42
                      No właśnie, Sullo, załączyłam cztery piosenki Armii, ciekawe, czy
                      któraś z nich dostąpiła wysłuchania? Zdaje się, że
                      argument "wysłuchaj w całości, a dopiero potem wygłaszaj zdanie"
                      działa tylko w jedną stronę.
                  • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 15:37
                    Mnie uspokaja i napawa optymizmem. Uwielbiam muzykę klasyczną (nie
                    wszystko). Niepokoi i doprowadza do złości zasłyszana w telewizji
                    tzw. "muzyka biesiadna", dobiegające z ulicy dyskotekowe "puc, puc"
                    i tak zwane "disco polo". Nie pokusiłabym się jednak o stwierdzenie,
                    że we wszystkim, co mnie niepokoi kryje się zło.

                    Myślę, że słuszniej będzie stwierdzić, że nie lubisz muzyki rockowej
                    i kropka. Bo, wiesz, argument o jej szatańskich korzeniach sprawia
                    przykrość jej wielbicielom, Bogu ducha winnym ludziom i jest to
                    argument, oględnie mówiąc, wzięty z sufitu.
            • alinaw1 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 14:47
              Dlaczego bronię? Bo wschodnia sztuka walki, jaką jest karate nie
              jest tym samym, co medytacja wschodnia, trening nie jest po to by
              osiagać nirwanę, nie ma myślenia "energiami". Czy przypadkiem siła
              wewnętrzna to właśnie energia wenętrzna? Kwestia nazewnictwa. Tak
              jak ktoś tu napisał o akupunkturze. Polscy lekarze stosujący tę
              motodę nie mówią o czakrach tylko o przewodach nerwowych i może w
              ten sposób uspokajaja nadgorliwych. Gdy byłam w Indiach zaskoczyło
              mnie to, że tamtejsi chrześcijanie (i katolicy i protestanci) ćwiczą
              jogę. Oni ćwiczą, a nie uprawiają. Jeden z księży wytłumaczył mi, że
              joga oderwana od kultu Kriszny to tylko zwykłe ćwiczenia zdrowotne.
              Wtedy przypomniałam sobie, że syna rodziłam "w jodze", bo przecież w
              szkole rodzenia nauczono nas oddychania zgodnie z jakąś szkołą jogi-
              już nawet nie pamiętam jakiej. Czy to oznacza, że zostałam
              wyznawczynią hinduizmu?
              Nie znam się na wszystkich sztukach walki, nie podoba mi sie kung
              fu, bo wyglada groźnie ale bronię karate. Nie zgadzam się z wieloma
              tezami autora tego przywoływanego tekstu z Opoki. Ciekawe, co miał
              na myśli twierdząc, że wschodnie sztuki walki dają fałszywe poczucie
              siły i zdrowia. Na czym ten fałsz polega? Równie dobrze można nagiąć
              to do wszystkich dyscyplin sportowych. Twierdzi, że wsch.sztuki
              walki wykorzystywane są jako wabik w Kościele Zjednoczenia Moona.
              Chciałam wnieść poprawk; sekta Moona jako wabik stosuje... rozgrywki
              piłki nożnej (np. znany Peace Cup). Autor, przy krytyce wschodnich
              sztuk walki, jakże mądrze pisze, że chrześcijanin powinien zawierzyć
              kwestię zdrowia BOgu. Zgadzamy sie z tym. Ale co z tego wynika w
              kontekście karate, czy aikido. Czy chodzi o to, że ktoś kto trenuje
              boks albo biegi albo gimnastykę artystyczną zawierza kwestię zdrowia
              Bogu, a karateka nie? I dalej czytamy, że pobudzanie własnej energii
              jest złem. Najpierw trzeba by było wyjaśnić czym owa wewnętrzna
              energia jest. A wewnętrzny spokój, medytacja (chrześcijańska- była
              czymś naturalnym dawno dawno temu, teraz uczymy sie jej np. od
              benedyktynów i dominikanów)- czyż to nie chrześcijańskie? Boję się
              niektórych stróżów prawowierności, bo oni bardziej szukają dookoła
              szatana, a nie Boga.
            • skrzynka-3 Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 16:43

              Poza tym
              > zastanawia mnie - dlaczego tak bardzo bronicie tych wschodnich
              sztuk
              > walki. Czy nie ma innych form aktywności fizycznej - naprawdę???


              Nie czuje zebym ich bronila jak niepodleglosci, zamiescilam swoje
              zdanie ze jak dla mnie traktowane jako forma cwiczen fizycznych sa
              ok.

              Sa inne formy ale akurat Aikido idealnie (ruchowo)) wpisuje sie w
              potrzeby naszej malej, a poza tym otoczka (kimono, liczenie po
              japonsku powtorzen cwiczen)sprawia ze chetnie na nie biega dwa razy
              w tygodniu, czego nie da sie powiedziec o cwiczeniach wykonywanych
              ze mna w domu. Basen nie zalatwia wszystkiego a w naszej okolicy nie
              ma innych zorganizowanych form aktywnosci ruchowej dla siedmiolakow.
              Tak oprocz tego jezdzi na rolkach, rowerze itp ale jak przychodzi
              jesien, zima i odbieram ja ze swietlicy kolo 16 to po ciemku i w
              deszczu czy sniegu nie za wiele tych form aktywnosci fizycznej
              zostaje.Na aerobik czy silownie jej przeciez nie zapisze wink
      • sulla Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 10:50
        "tak jak nie jest możliwa
        chrystianizacja muzyki rockowej jako tworów inspirowanych
        demonicznie i przez to należących do królestwa ciemności z samej
        swej istoty"

        A na jakiej podstawie taka opinia? Skąd w ogóle taki pomysł? Dlaczego?
      • justyna.ada Re: wschodnie sztuki walki są groźną pułapką duch 09.07.10, 11:20
        , tak jak nie jest możliwa
        > chrystianizacja muzyki rockowej jako tworów inspirowanych
        > demonicznie i przez to należących do królestwa ciemności z samej
        > swej istoty, niezależnie od tego jaką łatkę się im przyszyje.

        nie no, bez przesadyzmu...
    • madziaq Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 09.07.10, 14:23
      Niewątpliwie wschodnie sztuki walki nie są chrześcijańskie, bo wywodzą się z
      innego kręgu kulturowego. Co nie oznacza, że są antychrześcijańskie. Niektórzy
      mają tendencję do widzenia świata w kategoriach "kto nie jezt z nami, jest
      przeciw nam". A ktoś może być po prostu obok.

      Ja bym się prędzej zastanowiła, czy w ogóle wysłać dziecko na zajęcia ze sportu
      walki, jakiegokolwiek, obojętnie, czy to boks, judo czy karate, bo widze to w
      pewien sposób jako naukę przemocy. Ale nie wydaje mi się, żeby na zajęciach judo
      w osiedlowym klubie czy szkole ktoś dziesięciolatkom wykładał filozofię
      buddyjską, jak również nie sądzę, żeby były stosowane jakieś wyrafinowane
      sekciarskie techniki robiące dzieciom pranie mózgu. Raczej są to zajęcia czysto
      sportowe i tak należy je traktować.
      • kudyn Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 09.07.10, 15:57
        madziaq napisała:

        > Ale nie wydaje mi się, żeby na zajęciach judo
        > w osiedlowym klubie czy szkole ktoś dziesięciolatkom wykładał filozofię
        > buddyjską, jak również nie sądzę, żeby były stosowane jakieś wyrafinowane
        > sekciarskie techniki robiące dzieciom pranie mózgu.

        Niestety tak się zdarza, relacja z pierwszej ręki z zajęć judo i aikido.
        Słuchając różnych relacji na temat treningów wschodnich sztuk walki, wydaje mi się zawierają one elementy religii wschodnich, których w większości wypadków nie da się pogodzić z chrześcijaństwem. W części przypadków prowadzący rezygnują z elementów religijnych. I dlatego dla mnie jest zrozumiała ostrożność przy posyłaniu dziecka na takie zajęcia. Osobiście znam osoby, które miały duże problemy duchowe związane z udziałem w takich treningach. Dlatego to, że ktoś nie spotkał się z takimi praktykami, nie oznacza że takowych nie ma.
      • andrzej585858 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 10.07.10, 11:20
        madziaq napisała:

        > Niewątpliwie wschodnie sztuki walki nie są chrześcijańskie, bo wywodzą się z
        > innego kręgu kulturowego. Co nie oznacza, że są antychrześcijańskie. Niektórzy
        > mają tendencję do widzenia świata w kategoriach "kto nie jezt z nami, jest
        > przeciw nam". A ktoś może być po prostu obok.

        Wielkim wyzwaniem dla Kościoła są zarówno religie Wschodu jak i - wydawać by się
        mogło odległe od wszelkich form wiary - zarówno walki jak i techniki
        relaksacyjne mające swoje żródła w kulturze Wschodu. Nie da się ukryć że
        zwłaszcza wschodnie sztuki walki są bardzo atrakcyjne, zwłaszcza dla młodzieży.
        Oczywiście, nie można pominąć faktu że mają one źródło w kulturze bardzo
        odległej od chrześcijaństwa, tylko czy ma to być jedynym powodem aby nie
        korzystać z tego co jest w nich dobre i pozytywne? Strach przed tym co nieznane
        nie jest dobrym doradcą. Czasem można odnieść wrażenie że podejmowane przez
        papieży, teologów próby nawiązania konstruktywnego dialogu międzyreligijnego
        napotykają na olbrzymi opór "dołów". To, że opinie mogą być różne i nie należy
        podchodzić do wszelkich kontaktów z odrebnymi dla nas systemami zachowań
        hurraoptymistycznie to jedna strona medalu, ale dopatrywanie się w tego rodzaju
        kontaktach elementów odchodzenia od chrześcijaństwa też jest moim zdaniem .
        nadużyciem.

        Trochę może nie na temat, ale proponowałbym zapoznać się z dwiema odrębnymi
        opiniami na ten sam temat.Rok temu miało miejsce spotkanie mnichów buddyjskich z
        mnichami katolickimi - benedyktynami. Spotkanie to wywołało taką dyskusję:

        wiadomosci.monasterujkowice.pl/?p=1580
        oraz replika:

        www.kosciol.pl/article.php/20090311045029755
        Wydaje mi się że podobny sposób myślenia reprezentują zarówno przeciwnicy jak i
        zwolennicy wschodnich sztuk walki. Siegając zaś do przeszłości wydaje mi się że
        przykładowo w VI wieku zjawisko akomodacji było o wiele bardziej znane ówczesnym
        misjonarzom niż wielu współczesnym kapłanom.
        Polecam bardzo ciekawy artykuł prof. Sakowicza omawiający powyższe zjawisko:

        www.jeevodaya.org/varia/1460719370/o_kosciele_w_azji
        >
        > Ja bym się prędzej zastanowiła, czy w ogóle wysłać dziecko na zajęcia ze sportu
        > walki, jakiegokolwiek, obojętnie, czy to boks, judo czy karate, bo widze to w
        > pewien sposób jako naukę przemocy. Ale nie wydaje mi się, żeby na zajęciach jud
        > o
        > w osiedlowym klubie czy szkole ktoś dziesięciolatkom wykładał filozofię
        > buddyjską, jak również nie sądzę, żeby były stosowane jakieś wyrafinowane
        > sekciarskie techniki robiące dzieciom pranie mózgu. Raczej są to zajęcia czysto
        > sportowe i tak należy je traktować.
        • alinaw1 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 10.07.10, 13:48
          Czyli, można by rzec, że duchowni są podzieleni w takich kwestiach.
          Ks. Zieliński wszędzie widzi moc destrukcyjną- w muzyce rockowej, w
          karate itd, a o. Badziąg (kapucyn) prowadzi zajęcia karate i jest
          sędzią klasy międzynarodowej, ks. Cyran (nie pamietam dobrze
          nazwiska) przestrzega, a ks. Radzki zdobywa w tym czasie 6 Dan, a
          ks. Pelc załatwia sale seminarium duchownego w Przemyślu na
          ćwiczenia karate dla dzieci. Z jednej strony mówimy o przenikaniu
          kultur, o czerpaniu, inkulturacji, nawet o medytacji w
          chrześcijaństwie (Matka Teresa często używała określenia medytacja w
          Chrystusie), z drugiej strony inni biją na alarm i doszukują się
          wszędzie złych mocy. Oprócz zanurzania się w gdybanie i mądre księgi
          trzeba by było zanurzyć się w rzeczywistość. Zaprosiłam jednego z
          księży, najbardziej z nanego w Polsce propagatora idei
          antychrześcijańtwa we wschiodnich sztukach walki do naszego klubu,
          albo do jakiegokolwiek innego. ZAproszenia nie przyjął. Nigdy nie
          rozmawiał, nie pytał o refleksje innych duchownych ćwiczących karate
          czy judo. ON swoje wie bo opiera się na pracach naukowych. Gdybym
          opierała się tylko na pracach naukowych dotyczących technik żywienia
          nigdy nie ugotowałabym obiadu.
          • kudyn Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 12.07.10, 15:00
            Duchowni są podzieleni w bardzo wielu kwestiach, tylko pytanie kto ma rację. To że ks. Zieliński i Cyran widzą w czymś moc destrukcyjną, a o. Badziąg i ks. Radzki to praktykują oznacza, że ci pierwsi są w błędzie? Owszem mówimy o przenikaniu kultur, jest to zjawisko nieuniknione, ale czy takie niewinne? Medytacja w chrześcijaństwie jest praktyką bardzo starą, niemniej różni się znacząco od wschodnich metod medytacji. Kongregacja Nauki Wiary nawet coś na ten temat napisała: arc.ekai.pl/bib.php/dokumenty/orationis_formas/orationis_formas.html
            Sytuacja omawianych czarnowidzów jest taka, że co najmniej jeden z nich jest egzorcystą. Drugi też chyba jest z tym jakoś związany. Najprawdopodobniej spotkali się z sytuacjami, kiedy musieli modlić się o uwolnienie osób, które złapały coś przez takie praktyki. Pewnie nie wszystkie szkoły walk mają taki wpływ, jednak ja się im nie dziwię, że przed tym ostrzegają. Zastanawiam się, na ile ktoś przez przykład księdza z x-dan pójdzie na zajęcia które tak samo się nazywają, ale takie niewinne nie są. Znam konkretne przypadki osób które chodziły do bioenergoterapeutów, bo oni przyjmowali na parafii, ksiądz też chodził itd.
    • sulla Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 12.07.10, 16:14
      Przyglądam się tej dyskusji i nachodzi mnie taka myśl, że bardzo niebezpieczne
      jest utożsamianie chrześcijaństwa z cywilizacją europejską. Grozi to moim
      zdaniem sprowadzenie prawdziwego przesłania Boga do jakiegoś pakietu kulturowego
      opatrzonego metką "kultura chrześcijańska". Tymczasem Chrystus przyszedł na
      ziemię, na której nie było Chrystusa. I to, co chciał przekazać ludziom, to nie
      było, żeby porzucili swoją kulturę, ale żeby w tej kulturze napełnili się duchem
      Bożym. Innymi słowy antychrześcijańskie jest to, co jest wbrew nauce Chrystusa,
      a nie to, co jest nieeuropejskie.
      Czy zatem można połączyć ćwiczenie karate z chrześcijaństwem? Osobiście nie
      wiem, dlaczego karate miałoby być czymś innym niż boks. Jeśli wskazujemy na to,
      że karate jest złe, bo daje "fałszywe poczucie sprawności fizycznej", to tak
      samo zły jest wszelki sport, a także wszelka medycyna. Jeśli zaś karate jest
      złe, bo jest oparte na filozofii nie odwołującej się do Chrystusa - to nie wiem
      czemu nie możnaby go napełnić duchem chrześcijańskim. W końcu tak właśnie
      działon Chrystus - przychodzi tam, gdzie Go nie ma, i zmienia. Nie niszczy. nie
      odrzuca. Zmienia.
      Gdyby było tak, że wszystko, co jest z innej kultury, jest złe, to znaczyłoby,
      ze należąłoby odrzucić wszystko, co nie wywodzi się bezpośrednio z kultury
      żydowskiej.
      Tu znowu przychodzi mi na myśl ta muzyka rockowa. Czyż sam dźwięk gitary ma moc
      większą od Bożej, czy dźwięk ma moc większą, niż prawdziwa wiara? Czy ruch ma
      większą moc? Czy jest tak, ze człowiek, który zawierzył duszę Bogu, zostaje
      powalony tym, ze ćwiczy karate zamiast boksu? To wszystko brzmi w moich uszach
      przerażająco.


      Czyli kultura zdrowia i tężyzny fizycznej w wydaniu europejskim - tak, ale w
      wydaniu wschodnim - nie.
      Padł tu gdzieś argument, że chrześcijanin powinien Bogu zawierzyć kwestie
      zdrowia i dlatego złe są wschodnie formy aktywności fizycznej.
      • kudyn Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 12.07.10, 18:58
        Co to znaczy, że Chrystus przychodzi i zmienia? Kiedy się nawróciłem, zmiana zaszła we mnie, nie w tym co mnie otacza. Chrystus przyszedł tam gdzie Go nie było i zmienił. Musiałem pewne rzeczy odrzucić.

        Problem z karate, czy innymi sztukami walki nie polega na ruchu i sprawności fizycznej (o ile nie wyzwala agresji). Chodzi o pewne formy kultu które są sprzeczne z chrześcijaństwem.
        Nie wiem na ile problem sztuk walki jest związany z pewnymi dodatkami, a na ile jest to integralna część systemu, nie znam się na tym. Może jest to właśnie tak jak z muzyką. Dla jednych wszystko co jest bardziej głośne to rock, dla innych to co głośne (…wink i antychrześcijańskie. Jeśli nie ma któregoś ze składników, to już nie jest rock. Wiem o tym, że zarówno przez muzykę, jak również wschodnie sztuki walki ludzie popadali w poważne problemy. Dlatego uważam, że należy zachować ostrożność.
        • sylwia0405 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 12.07.10, 22:12
          Dokładnie. Byłam świadkiem niejednej modlitwy o uwolnienie -
          rozmawiałam z tymi osobami i wiem, co było przyczyną problemów. Nie
          jak ktoś wcześniej sugerował - spożycie żółtego sera. Trzeba uważać
          w co się wchodzi. Dziękuję kudynie za Twoje wpisy - ja nie umiałam
          tego wyrazić tak rzeczowo jak Ty.
        • pieskuba Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 12.07.10, 22:37
          Co jednak nie upoważnia nikogo do stwierdzenia, że cała muzyka rockowa to zło i
          tylko zło. Potrafię rozróżnić umiarkowaną opinię Kudyna od skrajnego zdania Sylwii.
        • sulla Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 00:15
          Zgadzam się i własnie o to mi chodzi - zmiana zachodzi we mnie. I owszem,
          odrzucam, ale odrzucam to, co jest sprzeczne z nauką Chrystusa, a nie to co, nie
          jest po prostu z innej kultury niż moja macierzysta.
          Nie przestaję pić herbaty jako chrześcijanka, choć w Japonii ceremonia parzenia
          herbaty ma aspekt filozoficzny i mistyczny. Ja piję herbatę nadal, ale moje
          serce zwraca się ku Bogu, nie ku herbacie. W drugą stronę patrzeć -
          chrześcijaństwo przywędrowało w osobie Pawła do Grecji, gdzie olimpiady
          wyrastały z dawnego ideału kalos k'agathos - piękny i dobry, który to ideał
          niejako utożsamiał piękno i sprawność fizyczną z dobrem moralnym.
          Niechrześcijańskie? Jak najbardziej. Tymczasem chrześcijanie rzucają oszczepem
          i dyskiem bez szkody dla ducha, bo Chrystus dokonał przemiany!

          Ludzie popadają w poważne problemy przez seks, przez środki przeciwbólowe, przez
          wino, przez jedzenie i przez internet. Ludzie potrafią uzależnić się od prawie
          wszystkiego. Ale źródło uzależnienia, źródło problemów tkwi w nich samych. W
          zastąpieniu Boga złudnym poczuciem wszechmocy, kontroli, płytkiej przyjemności.
          To nie dotyczy tylko tego, co jest w innych kulturach, to dotyczy wszystkiego.
          To może dotyczyć nawet praktyk religijnych, niestety.

          Nie jest dla mnie do przyjęcia stwierdzenie, że zmienia diametralnie sytuację
          duchową walczącego to, czy zastosuje blok bokserski, czy blok karate. Że jeden
          ruch ręki zmienia duszę człowieka. Jest to dla mnie pogląd magiczny i nie do
          zaakceptowania w świetle chrześcijaństwa.

          Jest natomiast oczywiste dla mnie, ze w momencie, gdy walka, muzyka lub
          cokolwiek innego zastępuję Boga - wtedy jest problem! Ale to może dotyczyć tak
          karate, jak i boksu.

          Nie rzeczy są złe, tylko my robimy z nich zły użytek.
          I niestety, ale nie zmienię zdania - przypisywanie mocy dźwiękom, ruchom,
          • sulla Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 00:19
            dokończenie:
            przypisywanie mocy dźwiękom, ruchom, to jest moim zdaniem całkowicie sprzeczne z
            chrześcijańskim pojmowaniem Bożej mocy i wolnej woli człowieka. To jest
            oddawanie władzy nad człowiekiem nie Bogu, a światu. I to mnie właśnie niepokoi.
          • kudyn Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 01:28
            Dlatego ja nie mam nic przeciwko praktykom z innej kultury. Jestem przeciw temu co pochodzi z jakiejkolwiek kultury, również europejskiej, a co jest sprzeczne ze Słowem Bożym. I jestem przekonany o tym, że wiele praktyk związanych z sztukami walk z nim sprzecznych. Nie wiem jak to wygląda na treningach wspominanych księży, nie mam takiej wiedzy.
            W czasie otwarcia jednej z olimpiad były elementy kultu pogańskiego, co się spotkało z krytyką hierarchii. Nie wszystko co niesie inna kultura jest złe, ale nie wszystko jest dobre. Sytuację duchową nie zmienia rodzaj bloku który zastosował, tylko formy kultu pogańskiego jakie mają miejsce w czasie treningów. Muzyka sama w sobie nie jest zła. Może mieć na mnie zły wpływ ponieważ źle się nią posługuję, ale może mieć zły wpływ ponieważ taki jest jej przekaz. W pierwszym przypadku mogę nad tym pracować bo problem jest we mnie, w drugim już tak się nie da ponieważ problem jest poza mną. Są rzeczy z których ja robię zły użytek, ale są również rzeczy które są po prostu złe.
            • sulla Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 10:39
              No to jak zwykle się okazuje, że trzeba się nagadać dużo, żeby się zrozumieć smile
              Też uważam, że należy wobec wszystkiego stosować kryterium zgodności z
              nauczaniem Chrystusa, nie przyjmować wszystkiego jak leci hurra-optymistycznie.
              Na karate się nie znam, ale dam przykład jogi - mam w domu stary podręcznik do
              jogi, z którego kiedyś ćwiczyłam - oprócz pozycji jogi i sztuki oddychania nie
              było tam żadnych filozoficznych czy religijnych odwołań. Potem chodząc do szkoły
              rodzenia uczyłam się dokładnie takiej samej sztuki oddychania, jak w jodze, i
              też rożnych pozycji ciała - po to, żeby uspokoić ciało, rozluźnić je,
              maksymalnie z nim współpracować w czasie porodu. Jasne, ze w trakcie porodu nie
              myślałam sobie, że mam kontrolę nad wszystkim, jasne, że modliłam się o pomyślne
              rozwiązanie. Ale to oddychanie naaaprawdę pomogło smile
              • kudyn Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 13:53
                No to skoro o jodze, to wrzuciłem hasło w google, wszedłem na pierwszą stronę o tej tematyce, pierwszy wywiad. Elementów religijnych, kultycznych, panteistycznych jest mnóstwo. Ćwiczenia, oddech są drugorzędne. Ktoś trafi na czysto fizyczno-oddechowe ćwiczenia, inny na mniej lub bardziej czytelne nabożeństwo zen z rytuałem ognia, śpiewem tradycyjnych modlitw, wymienianiem postaci bóstw hinduskich itd.
                • sulla Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 14:00
                  No i tu jest właśnie moment na to, żeby użyć własnego rozumu.

                  Wiesz, Kudynie, w trakcie porodu naprawdę oddychanie jest ważne. Jakbym miała
                  nie zastosować techniki oddechowej tylko dlatego, że jest to technika stosowana
                  także w jodze, to byłoby kiepsko wink
                  • skrzynka-3 Re: wschodnie sztuki walki antychrześcijańskie 13.07.10, 15:01

                    Czytam od dluzszej chwili Wasza dyskusje i Sulla bardzo dobrze
                    ujmuje moje stanowisko.
                    To pewnie jest tak ze wszystkim. Trzeba zachowac rozsadek, umiar,
                    rozwage, nie bac sie uzywac rozumu.

                    Klub do ktorego chodza dzieciaki znam (i pracujacych trenerow) bo
                    wspolpracuja z miejscem gdzie pracuje. Interesowalam sie co jest na
                    treningach, rozmawiamy o czym mowil sempai. Zreszta mozna byc na
                    kazdym treningu i go obserwowac jest specjalny pokoik z podgladem na
                    dojo tak zeby nie peszyc dzieciakow rodzicielskimi komentarzami i
                    obserwacja. Uwazam ze odpowiedzialnosc rodzicielska wymaga zeby
                    zawsze interesowac sie tym w jakim srodowisku obracaja sie
                    dzieciaki. Przeciez nie jest tak, ze jak sa w chrzescijanskim
                    harcerstwie to juz luz nic zlego im nie grozi - tez warto znac
                    kadre, interesowac sie jaki jest program zbiorek, obozu.
    • sulla uwaga długi post ;) 13.07.10, 22:59
      Protestanci ze wszystkim latają do Biblii, więc i ja nie odbiegnę od kanonu wink

      Otóż u sw. Pawła w liście do Rzymian, 14, 14 i dalej, czytamy:
      „14 Wiem i przekonany jestem w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo przez
      się było nieczyste, a jest nieczyste tylko dla tego, kto je uważa za nieczyste.
      15 Gdy więc stanowiskiem w sprawie pokarmów zasmucasz swego brata, nie
      postępujesz już zgodnie z miłością. Tym swoim [stanowiskiem w sprawie] pokarmów
      nie narażaj na zgubę tego, za którego umarł Chrystus.
      16 Niech więc posiadane przez was dobro nie stanie się sposobnością do
      bluźnierstwa! 17 Bo królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to
      sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym. 18 A kto w taki sposób służy
      Chrystusowi, ten podoba się Bogu i ma uznanie u ludzi. 19 Starajmy się więc o
      to, co służy sprawie pokoju i wzajemnemu zbudowaniu. 20 Nie burz dzieła Bożego
      ze względu na pokarmy! Wprawdzie każda rzecz jest czysta, stałaby się jednak
      zła, jeśliby człowiek spożywając ją, dawał przez to zgorszenie.
      No więc tak – nic nie jest samo z siebie nieczyste. Nieczyste staje się przez
      znaczenie, jakie temu nadajemy. Nie może być nieczysty sam w sobie dźwięk muzyki
      albo pozycja ciała. Ale może stać się nieczysty, jeśli my w sposób nieczysty się
      nim posłużymy. Jeśli więc śpiewam psalm grając na gitarze elektrycznej – dobrze.
      Jeśli grając na tej samej gitarze śpiewam song w stylu Nergala – niedobrze. Ale
      sama gitara nie zmienia w sposób magiczny mojej świadomości.
      Ale Paweł pisze tu o czymś innym, o czymś, co jest prawdziwie chrześcijańskie -
      on pisze o zgorszeniu! Tu jest sedno sprawy prawdziwe. Paweł pisze „Wprawdzie
      każda rzecz jest czysta (!!!), stałaby się jednak zła, jeśli człowiek spożywając
      ją, dawał przez to zgorzenie”
      Tu warto też zerknąć do I listu do Koryntian, 8-1, 13. Paweł pisze, że samo
      spożycie mięsa pochodzącego z ofiar pogańskich nie czyni z nas pogan. Gdyż po
      pierwsze, nie ma dla chrześcijanina innych bogów niż Jedyny Bóg (I Kor 8, 4-6),
      po drugie zaś, pokarm sam w sobie nie ma mocy zbliżania do Boga (I Kor. 8,8).
      Ale! Nie każdy to wie. Nie każdy ma ten sam stopień poznania. Widok
      chrześcijanina siedzącego za stołem w pogańskiej świątyni mógłby doprowadzić
      słabszych braci do błędnego przekonania, że da się pogodzić pogańską wiarę z
      chrześcijaństwem.

      Jeśli więc nie słucham Behemota ( a nie słucham), to nie dlatego, że boję się
      dźwięku samej muzyki, tylko dlatego, że Behemot głosi treści
      antychrześcijańskie, a ja się nie będę pod tym podpisywać. 9Ale już na
      spokojnie słucham brygady Kryzys, Armii, Pearl Jam czy Smashing Pumpkins) A
      jeśli nie angażować się w buddyzm, to nie dlatego, że od razu wpadnę w szpony
      Przeciwnika, tylko dlatego, że – z całym szacunkiem – nie podpsuję się pod
      buddyzmem. Bo ktoś mógłby pomyśleć, że można być np. jednocześnie praktykującym
      buddystą i chrześcijaninem. Co nie znaczy, że nie możemy sobie z buddysta
      porozmawiać przy herbacie oczywiście. (Pamiętam fragment z książki-wywiadu z
      o.Badenim i o.Kłoczowksim o buddystach i medytacji – nie, nie było tam nic o
      szatańskiej inspiracji, tylko o tym, że medytacja buddyjska po prostu może
      europejczyka przerosnąć i zwichnąć, tak jak może to zrobić wschodnia dieta –
      jest to właśnie kwestia uwarunkowań kulturowych).
      Pytanie teraz na ile karate jest naprawdę antychrześcijańską filozofią, a na ile
      jest właśnie sztuką walki. Co konkretnie jest w karate antychrześcijańskiego.
      No to sobie poszukam teraz.
      • sulla karate 13.07.10, 23:12
        Na szybko - Wikipedia mówi mi tak:


        "Karate jest sztuką walki stworzoną przez mieszkańców Okinawy jako metoda
        samoobrony bez użycia broni. (...) Od momentu powstania sztuka ta ewoluowała. W
        wielu stylach aspekt realnej walki został zachowany, a nawet rozwinięty
        (przykładowo kopnięcie okrężne mawashi geri nie występowało w oryginalnej sztuce
        okinawańskiej). W niektórych jednak stylach sztuka ta zmieniła swój charakter z
        utylitarnego systemu walki (karate okinawańskie) na system psychofizycznego
        doskonalenia się, gdzie na pierwszy plan wysuwa się aspekt do - "drogi", którą
        kroczy się całe życie, jako symbolu niekończącego się procesu dążenia do
        doskonałości. Stąd spotykamy także nazwę karatedo (pisane także jako karate-do).
        Koreańskim odpowiednikiem karate niesportowego jest tangsudo, a karate
        nastawionego na rywalizację - taekwondo."

        No więc wychodzi mi tak, że o podstawy karate leży sztuka samoobrony li tylko.
        Potem karate wyewoluowało, a pewne jego odnogi mają charakter
        religijno-filozoficzny. Więc kolejne pytanie - czy jest możliwe uprawianie
        karate w oryginalnej wersji, po prostu jako sztuki samoobrony?

        Idę myśleć.
      • sulla joga 13.07.10, 23:22
        A teraz joga - też na szybko z Wikipedii:

        "Joga jest jednym z najważniejszych systemów filozofii indyjskiej. Joga uznaje
        prawo (karmana) i koła wcieleń (samsara), wyzwolenie dokonuje się przez
        odpowiedni trening. Podstawową myślą jogi jest możliwość wyzwolenia poprzez
        skupienie, medytację i ascezę.

        Joga klasyczna objaśniona w Jogasutrach, jest nauką o wyzwoleniu, nie zajmuje
        się problemami filozoficznymi, lecz wskazuje drogę do doskonałości i dlatego też
        podstawę filozoficzną dla jogi daje sankhja. Tam, gdzie kończy się sankhja,
        zaczyna się joga."

        i dalej:

        "Na jogę ośmioraką składają się:

        * Poznanie zewnętrzne:

        1. pięciorakie przykazania moralne i zasady etyczne (yama):

        1. niekrzywdzenie (ahimsa),
        2. prawda (satya),
        3. niekradzenie (asteya),
        4. powściągliwość (brahmacarya),
        5. niepożądanie cudzego dobra (aparigraha).

        2. pięciorakie zasady postępowania (niyama):

        1. czystość (śauca),
        2. zadowolenie (santośa),
        3. gorliwy wysiłek (tapas),
        4. studiowanie Wed (svadhyaya),
        5. skupienie na Bogu (isvarapranidhana).

        3. postawy i pozycje ciała (asany). "

        No to wszystko pięknie, ale mamy tu studiowanie Wed. A zatem jeśli się chce jogę
        uprawiać naprawdę, to trzeba studiować Wedy. Trzeba wierzyć we wcielenia. I tu
        już może być problem .I problemem tym nie są bynajmniej przyjmowane w jodze
        pozycje ciała.

        Pytanie odwrotne niż przy karate - czy można jogę uprawiać w nieoryginalnej
        wersji? Bez religijnego aspektu? Po prostu jako ćwiczenia fizyczne?

        I tu też idę myśleć.
        • sulla i pomyślałam... 13.07.10, 23:25
          Znowu na szybko - mozna zapewne uprawiać jogę tylko jako ćwiczenie, ale
          pozostaje aspekt "podpisania się" pod czymś.
          Otóż jak sądzę podpisać się pod oryginalną jogą jako filozofią chrześcijanin nie
          może.
          Ale podpisac się pod oryginalnym karate jako sztuce samooobrony - może.

          Tylko mojej nadprodukcji na dzisiaj.
          • wiesia140 Re: i pomyślałam... 13.07.10, 23:44
            Karate jako sama sztuka obrony , bez filozofii, pozostaje jedynie
            sztuką obrony
          • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 00:12
            I zgoda, rodzi się tylko pytanie o oryginalność treningów w których uczestniczą nasze dzieci i jak wygląda sprawa innych sztuk walki. O ile się orientuję karate jest stosunkowo młode. Jak sobie poczytamy na wiki o sztukach walki to już tak różowo chyba nie jest.

            A przy okazji ciekaw jestem Twojego podpisu pod oryginalnym rockiem i rock and rollem?
            • sulla Re: i pomyślałam... 14.07.10, 00:28
              Hmm, oryginalny rock i rock'n'droll czyli co konkretnie? Szybkie gitary z sekcją
              rytmiczną plus wokal?
              • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 00:42
                Etymologie, prekursorów, założenia, generalnie to co brałaś pod uwagę w karate i jodze.
                • sulla Re: i pomyślałam... 14.07.10, 01:27
                  O ile mi wiadomo rock nie ma założeń filozoficznych ani religijnych – tzn.
                  powstał jako rozrywkowa muzyka, wywodząca się z jazzu, rythm’n’bluesa, w
                  warstwie treściowej skupiająca się głównie na miłości w wersji frywolnej (czyli
                  na ślubie i dzieciach, ale na całowaniu się na randce ). Czyli że mamy
                  szybkie gitary, sekcję rytmiczna, wokal i tekst o sprawach doczesnych, że się
                  tak wyrażę. Pod samą miłością podpisać się mogę lub nie, w zależności od tego,
                  jak jest traktowana. Tzn. jeśli Presley śpiewa „love me tender love me true” –
                  to jasne. Ale jeśli ktoś by śpiewał “uprawiaj seks ze wszystkim, co się rusza”
                  – to oczywiście nie.
                  Nigdy nie słuchałam prekursorów rocka, tzn. Presleya, Litlle Richarda czy Chucka
                  Berry, no wstyd się przyznać, ale ja poźniejszy rocznik jestem. Toteż żeby
                  odpowiedzieć na Twoje pytanie musiałabym usiąść i poczytać teksty. Bo o teksty
                  się rozchodzi wszakże, nie o brzmienie.
                  • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 02:21
                    Ja bym tak brzmienia nie pozbawiał znaczenia. Jak słucham symfonii Beethovena to nie ma słów (z wyjątkiem IX) a jednak coś mówi. Nie chcę się jednak zbytnio przywiązywać do gatunku, jak do poszczególnych utworów czy kapel. Chociaż heavy metal i dalej to zarówno w sferze tekstowej, jak również brzmieniowej jest coś niepokojącego. A powiedziałbym że i wymiar kultyczny by się znalazł.
                    Jednak początki rocka i rock and rolla nie wzbudzają we mnie specjalnego zaufania wink
                    • sulla Re: i pomyślałam... 14.07.10, 09:44
                      A no widzisz, właśnie. Są takie utwory np. Beethovena czy Bacha, które mnie
                      osobiście wprawaiają w przywoływany tu wcześniej stan niepokoju. Podczas gdy
                      Presley kojarzy mi się z piknikiem na łące, to te utwory - z mocno podejrzaną
                      nocą na cmentarzu. Jeżeli więc sama muzyka jest jednoznacznym - zmieniającym
                      wiarę! - przekazem , to muzyka klasyczna wcale taka bezpieczna nie jest. (och,
                      niektórym muzyka klasyczna mówiła o pięknym świecie rasy panów... o ładzie o
                      czystości bez Żydów, Polaków i Cyganów na powierzchni ziemi... czy ktokolwiek
                      może zatem z czystym sumieniem słuchać muzyki klasycznej?).

                      Jeśli uważasz, że samo brzmienie bez względu na tekst, na intencje, ma
                      jednoznaczne znaczenie, to znaczy, ze nie wolno Ci słuchać Armii, 2 TM 2,3, że
                      nie wspomnę o Perfekcie - bo wszystko to jest działo Przeciwnika tylko dlatego,
                      że jest grane na gitarze elektrycznej, a nie na organach. Ale jeśli zagrasz
                      "Chcemy być sobą" na flecie - to jest ok.
                      Idąc tym tropem można zagrać Psalm na gitarze elektrycznej i już z Pieśni na
                      chwałę Pana zmienia się w pieśń na chwałę Przeciwnika.

                      To mi przypomina dyskusje wokół modern gospel - są tacy, co twierdzą, ze jak
                      Mary Mary śpiewają o Bogu, to tak naprawdę wcale o nim nie śpiewają, bo muzyka
                      jest za nowoczesna, a za mało klasycznego gospel w niej.


                      Brzmienie ma przekaz, owszem, ale to nie jest przekaz moralny, a emocjonalny. Ja
                      np. w ciąży nie byłam w stanie słuchać Bacha, bo czułam się okropnie, jak w
                      krypcie, i nie chciała dziecięcia wpędzać w depresję. Przerzuciłam się na
                      Mozarta. Doceniam Chopina, co nie zmienia faktu, że mam ochotę się upić na
                      smutno jak go słucham i płakać przez tydzień aż wszystkie wnętrzności się ze
                      mnie nie wyprowadzą.
                      Jak się chcę uspokoić, to słucham Hildegardy z Bingen. A jak chcę się pobudzić
                      do działania, to słucham rocka. Jak chcę się cieszyć, słucham modern gospel. Jak
                      chcę się smucić, słucham Tori Amos. W tym sensie muzyka ma przekaz - że wpływa
                      na emocje. Każdą emocję można oddać Bogu lub nie. I to jest moim zdaniem klu
                      problemu.




                      • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 11:06
                        Muzyki klasycznej może ktokolwiek słuchać z czystym sumieniem. Jak już wspominałem, nie chcę się przywiązywać do gatunku. Słucham klasyki (ze szczególnym upodobaniem Bacha i Beethovena wink, ale są kompozytorzy, którzy po wspominanych stanach niepokoju spadli z kręgu moich zainteresowań. No i bardziej bym zwracał uwagę na to co chce powiedzieć kompozytor, a nie na to co chce usłyszeć odbiorca.

                        Nigdzie nie pisałem o tym, że problem leży w gitarze elektrycznej, jak również o jednoznacznym, zmieniającym wiarę przekazie. Ja właśnie chcę mówić o brzmieniu, intencji i tekście (dodam do tego jeszcze inspiracje i postawę życiową). W świetle tych rzeczy wiele filarów rocka wcale tak różowo nie wygląda. Wcześniej pisałem o tym, że dla pewnych środowisk Armia nie będzie rockiem, ponieważ nie jest antychrześcijańska. I myślę, że tu jest właśnie punkt sporu. Dlatego nie będę mówił, że rock jest dziełem przeciwnika. Dzisiaj jest to zbyt pojemne pojęcie i będziemy mówili o różnych rzeczach.

                        Pełna zgoda, że muzyka nie przerzuca automatycznie do obozu wroga. Nie wychodzę z kawiarni ponieważ leci Santana, on nie zmieni mojej wiary. Jednak uważam, że nie bez znaczenia jest to czego słucham wielokrotnie, z zamiłowania, a potem jeszcze nucę przy goleniu czy pod prysznicem. I powtarzam jeszcze raz, nie chodzi o gatunek. Słucham namiętnie U2 (nawet byłem na koncercie wink i wielu innych użytkowników elektrycznej gitary.
                        Ostatnio u mnie na tapecie jest np. Misty Edwards czy Cory Asbury, wielu włoży do rockowej szufladki i OK.
                        vimeo.com/5378713
                        vimeo.com/5789875
                        Słucham jazzu i sytuacja jest dokładnie taka sama, są wykonawcy którzy odpadli z powodu dysonansu wewnętrznego. I przedziwne jest to, że wielokrotnie po fakcie okazuje się że właśnie ćwiczą zen, mają aniołów przewodników itd.

                        I obserwuję jeszcze jedno zjawisko. To czy jakaś muzyka się podoba, oprócz gustu zależy również od stanu naszego ducha. Czasem nasz sprzeciw wobec jakiejś muzyki rodzi się z duchowego konfliktu który w nas zachodzi. Co absolutnie nie oznacza, że jeżeli jakaś piosenka mi się nie podoba, to oznacza że mam duchowe problemy.

                        W ostatnim GN był artykuł w temacie, tam na końcu jest też trochę o chrześcijańskim rocku:
                        goscniedzielny.wiara.pl/?grupa=6&art=1278672463&dzi=1104785534&idnumeru=1278533511
                        • sulla Re: i pomyślałam... 14.07.10, 11:13
                          Ja myślę, że żeby coś odrzucić, tzreba to zrobić świadomie. Dam przykład z
                          innego poletka - z hip hopu, rapu i ogólnie muzyki tzw. "czarnej".

                          Otóż lubiłam bardzo Snoop Doga - z tych kilku kawałków, które były wypuszczane
                          jako single. Aż dostałam od kogoś jego płytę. I po przesłuchaniu mina mi zrzedła
                          - teksty były okropne! Pełne agresji i pogardy dla kobiet. Od tej pory nie tykam
                          palcem Snoopa, mimo, iż muzyka mi się podoba. No bo właśnie ja się pod tym nie
                          podpiszę i zarobić też mu nie dam.

                          No a piszesz, że nie chodzi o gitarę i dla kogoś Armia to może nie być rock -
                          to jak rozumieć to zdanie "nie jest możliwa
                          chrystianizacja muzyki rockowej jako tworów inspirowanych
                          demonicznie i przez to należących do królestwa ciemności z samej
                          swej istoty, niezależnie od tego jaką łatkę się im przyszyje."?

                          Bo mnie to konfuduje mocno.
                          • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 11:59
                            W pełni świadomie cenzuruje moją płytotekę smile Tylko u mnie chyba więcej kryteriów wpływa. Chociaż to, do jakiego gatunku ktoś jest kwalifikowany ma dla mnie małe znaczenie.

                            Co autor miał na myśli pisząc coś takiego, tego nie wiem. Jeżeli oprzeć się na tym, że muzyka rockowa jest inspirowana demonicznie, to grupa składająca się np. z wokalu, gitary elektrycznej, basowej i perkusji, grającej na tyle głośno że słychać w sąsiednim domku, inspirującej się Biblią nie będzie grała rocka. Pomimo, że sąsiedzi będą psioczyli o rockowych szarpidrutach. Ale oczywiście do pierwszej skargi, potem będą już grać ciszej, w słuchawkach ze względu na miłość bliźniego wink
                            Nie wiem też co znaczy chrystianizacja - zmiana inspiracji, czy egzegeza tekstów np. Snoop Doga w duchu chrześcijańskim (byłem już świadkiem takich karkołomnych manewrów).
                            Ale czy autor się pod taką egzegezą podpisze, tego nie wiem.
                            • sylwia0405 Dziękuję 14.07.10, 12:10
                              Dziekuję Wam za tę dyskusję - bo zmusiła mnie do przemyślenia
                              tematów, które gdzieś tam pobieżnie tylko sobie układałam i
                              odkładałam na później. Cieszę się, że dyskusja przybrała formę tak
                              merytoryczną i naprawdę wiele dla mnie wniosła. Dziękuję
                              • sulla Re: Dziękuję 14.07.10, 12:20
                                Sylwia, cieszę się, ze komukolwiek się moje zamiłowanie do wałkowania tematów na
                                coś przydało smile
                              • pieskuba Re: Dziękuję 14.07.10, 14:15
                                A tak nieśmiało zapytam - posłuchałaś choć jednego zalinkowanego
                                przeze mnie utworu? Bardzo bym Ci była wdzięczna, bo było mi po
                                ludzku przykro, gdy przytoczyłaś tak bezlitośnie brzmiące słowa z
                                tego artykułu... Może to nie być dla Ciebie łatwe w odbiorze, ale
                                spróbuj, bardzo proszę!
                                • sylwia0405 Re: Dziękuję 14.07.10, 15:23
                                  Wysłuchałam wszystkich zalinkowanych utworów. Nadal mam mieszane
                                  uczucia i nie wiem, czy można mówić o chrześcijańskim rocku. Wiem,
                                  że łatwo było mi przyjąć stanowisko całkowitej negacji tego gatunku -
                                  gdyż nie lubiłam nigdy takiej muzyki i nadal budzi ona we mnie
                                  dziwny niepokój. Wolę zdecydowanie łagodniejsze klimaty - nawet
                                  jeżeli ktoś określi to mianem "ckliwych".
                                  • pieskuba Re: Dziękuję 14.07.10, 15:27
                                    Nie bój się, jest bezpieczna. I szczera :o)
                                    Bardzo Ci dziękuję, naprawdę! Sprawiłaś mi prawdziwą radość tą
                                    próbą :o)
                                    • sylwia0405 Re: Dziękuję 14.07.10, 16:43
                                      Kiedy zamieściłaś te linki, przyznaję, przesłuchałam tylko jedną
                                      piosenkę. Pozostałe przesłuchałam po Twoim dzisiejszym wpisie. Nie
                                      przypuszczałam, że to dla Ciebie takie ważne - ale cieszę się,
                                      jeżeli sprawiłam Ci radość. Nadal wolę krainę łagodności wink Przecież
                                      możemy różnić się pięknie big_grin
                                  • sulla Re: Dziękuję 14.07.10, 15:30
                                    Sylwia, zupełnie serio zapytam, bo ciekawa jestem Twojej opinii. Te mieszane
                                    uczucia - czy sądzisz, że Budzyński (Armia) nie jest wierzący naprawdę, bo gra
                                    rocka? Że udaje? Czy może raczej, że to muzyka zmienia to, co on śpiewa, i mimo
                                    iż on wierzy i chwali Boga, to to nie jest pochwała, bo tam są gitary?
                                    Chciałabym wiedzieć po prostu jak Ty to odbierasz.
                                    • sylwia0405 Re: Dziękuję 14.07.10, 16:50
                                      Przeczyatałam dzisiaj taką wypowiedź Budzyńskiego
                                      adonai.pl/rozwazania/?id=20
                                      To co pisze, wydaje się być szczere i bardzo mądre. Nie mam podstaw,
                                      żeby oceniać jego wiarę. Ten gatunek muzyki kojarzy mi się w taki a
                                      nie inny sposób, odczucia związane z tym gatunkiem też nie są u mnie
                                      najlepsze. Owszem, będę bardziej ostrożna w wygłaszaniu sądów.
                                      Potrzebuję trochę czasu, żeby to sobie poukładać i przemyśleć.
                                      • sulla Re: Dziękuję 14.07.10, 21:12
                                        Ja w pełni rozumiem, że mozna rockowej muzyki nie lubić, że może ona niepokoić i
                                        wzbudzać niechęć. Ale..

                                        Ja już kiedyś to pisałam na forum. Ja się bardzo długo bałam... księży! Bałam
                                        się, że jak tylko ksiądz mnie zobaczy, to się zorientuje, że jestem z
                                        ateistycznej rodziny, i będzie na mnie wrzeszczał, wyrzuci mnie za drzwi,
                                        przeklnie. Nie wiem, czemu akurat księży się tak bałam, bo jeśli już (rzadko)
                                        zdarzyło mi się, że ktoś na mnie wrzeszczał na ulicy i wyklinał, to była to
                                        osoba świecka. No ale bałam się.
                                        Naprawdę sporo czasu minęło, nim mi to przeszło. Po prostu musiałam przełamać
                                        strach, uprzedzenia, i rozmawiać. I okazało się, ze księża to są normalni
                                        ludzie, traktowali mnie z szacunkiem, niektórzy z sympatią. Dziś się księży nie
                                        boję ani trochę smile
                            • sulla Re: i pomyślałam... 14.07.10, 12:19
                              "Jeżeli oprzeć się na tym, że muzyka rockowa jest inspirowana demonicznie, to
                              grupa składająca się np. z wokalu, gitary elektrycznej, basowej i perkusji,
                              grającej na tyle głośno że słychać w sąsiednim domku, inspirującej się Biblią
                              nie będzie grała rocka."

                              Ok, czyli w takim sensie traktujemy rocka nie jako gatunek muzyczny, a jko
                              kategorię moralną?

                              Bo ja patrzyłam inaczej - jeżeli rock (gatunek muzyczny) to jest, wokal, gitara
                              elektryczna, basowa i perkusja, to każda muzyka grana na tych instrumentach jest
                              inspirowana demonicznie, bez względu na to, o czym śpiewa. I to akurat budzi mój
                              sprzeciw.

                              No ale to już autor musiałby sam wytłumaczyć, czy on uważa rock za kategorię
                              moralną, czy muzyczną. Bo dla mnie rock to jest kategoria muzyczna.
                              • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 12:51
                                Ja traktuję rock jako gatunek muzyczny który w wielu przypadkach ma jakąś kategorię moralną. Jest taki Cory Asbury który jest w 100% zorientowany na uwielbienie, podobnie Armia. Jest Behemot którego w moim przekonaniu nie da się słuchać, pomijając kategorie moralne.

                                Klasyfikować coś na podstawie samej nazwy gatunku się nie da, ponieważ granice są bardzo płynne, dochodzi mnóstwo nowych itd.
                                • magdalaena1977 Re: i pomyślałam... 14.07.10, 16:06
                                  kudyn napisał:

                                  > Ja traktuję rock jako gatunek muzyczny który w wielu przypadkach ma jakąś kateg
                                  > orię moralną. Jest taki Cory Asbury który jest w 100% zorientowany na uwielbien
                                  > ie, podobnie Armia. Jest Behemot którego w moim przekonaniu nie da się słuchać,
                                  > pomijając kategorie moralne.
                                  Ale czy naprawdę widzicie kategorie moralne, jeśli nie ma słów ? I jeśli tak, to
                                  dlaczego ?
                                  Ja nadal nie znalazłam odpowiedzi w tym wątku.

                                  Bo dla mnie muzyka klasyczna jest nudna, nieciekawa i dlatego jej nie słucham.
                                  Ale nie przyszłoby mi do głowy sądzić, ze jest w tym coś złego.
                                  • kudyn Re: i pomyślałam... 14.07.10, 17:33
                                    Utwory rockowe, bo o nich głównie mowa, teksty generalnie mają. Owszem niektóre utwory instrumentalne wzbudzają we mnie jakiś wewnętrzny sprzeciw. W muzyce klasycznej rzadko, w jazzie częściej i nie wiem dlaczego często się okazuje, że autor jest związany z jakimiś kultami wschodu. Nie mam na to żadnych naukowych uzasadnień, nie ma to żadnych znamion obiektywizmu. Pewnie były jakieś badania robione w zakresie wpływu muzyki na zachowanie człowieka, ale żadnymi nie dysponuję. Miałem za to do czynienia z ludźmi mocno pokiereszowanymi duchowo m.in. przez muzykę i nie było to nic przyjemnego. Nikomu nie życzę. Nakładało się na to wiele czynników, jednak niejednokrotnie muzyka odgrywała w tym jakąś rolę. Czasem inicjowała, czasem wzmacniała.
                                    • sulla Re: i pomyślałam... 14.07.10, 21:56
                                      Myślę, że muzyka na pewno wzmacnia stany psychiczne. Sam dźwięk nie jest na
                                      pewno w stanie zmienić czyjegoś osądu moralnego - bo dźwięk nie jest kategorią
                                      moralną - ale jest w stanie pogłębić nastrój - czy to radości, czy rozpaczy.
                                      Jak by mi ktoś kazał słuchać cały dzień Chopina, niewątpliwie wyszłabym z tego
                                      mocno pokiereszowana! wink
                                    • magdalaena1977 Re: i pomyślałam... 14.07.10, 23:51
                                      kudyn napisał:

                                      > Utwory rockowe, bo o nich głównie mowa, teksty generalnie mają.
                                      No tak, ale ja właśnie mówię o moralnej ocenie samej muzyki niezależnie od
                                      tekstu, albo o muzyce bez tekstu.

                                      > Miałem za to do czynienia z ludźmi mocno pokiereszowanymi duchowo
                                      > m.in. przez muzykę i nie było to nic przyjemnego.
                                      Naprawdę przez MUZYKĘ ?
                                      a nie przez słowa piosenek, towarzystwo, używki ?
                                      • kudyn Re: i pomyślałam... 15.07.10, 00:28
                                        Pokiereszowani byli przez szatana. A muzykę traktuję całościowo, np. w cięższych wydaniach metalu szacunek dla każdego kto zrozumie treść piosenki. Wątpliwe żeby mieli problemy na skutek ślęczenia nad tekstem.
                                        • twoj_aniol_stroz Re: i pomyślałam... 15.07.10, 11:44
                                          Wtrącę swoje trzy grosze.Ja jestem osobą, która oberwała właśnie w ten sposób. Piszę świadomie "w ten sposób", ponieważ im dłużej patrzę na też dyskusję i przyglądam się swoim wspomnieniom, to dochodzę do wniosku, że to nie muzyka sama w sobie była powodem moich kłopotów. Zaczęło się od muzyki heavy - metal, od czarnych ubrań, wyćwiekowanych pasków... Ale potem to już nie była wyłącznie muzyka, pojawiło się zainteresowanie tymi ludźmi, ich sposobem życia, potem zaczęłam zupełnie bezmyślnie przerysowywać symbole... I tu powstał problem, bo ja nie wiedziałam co robię, w sensie nie znałam zagrożenia, nie widziałam w tym co robiłam zapierania się Boga. To był młodzieńczy bunt, chęć zwrócenia na siebie uwagi, chęć wyróżnienia... Natomiast oberwałam wiele lat później, kiedy moje życie zaczęło być życiem w przyjaźni z Bogiem. Zły duch się zaczął upominać. I teraz tak: myślę, że to nie tyle muzyka ile cały styl życia jest tu istotny. Do dziś lubię ciężką, mocną muzykę, taką, która wywołuje dreszcz na plecach. Ale właśnie świadomie wybieram takie zespoły, które w całości mają spójny przekaz zgodny z moimi wartościami.
                                          Natomiast te moje zmagania ze złym duchem wróciły po jakimś czasie, ale w zupełnie inny sposób. Miałam już wówczas kierownika duchowego i to z nim temat przerabiałam. Byłam takim typem dostrzegającym w wielu miejscach działanie złego ducha, dmuchająca na zimne itd. I wówczas ten ksiądz powiedział bardzo ważne słowa: proszę pamiętać, że zły duch nadal jest tylko stworzeniem, pani jest w rękach Stwórcy, który na płacz swojego dziecka zawsze przyjdzie, wystarczy szczere łaknienie Boga. Powiedział także, że warto się zastanowić nad jeszcze jedną kwestią: otóż zły duch chce za wszelką cenę człowieka wystraszyć, chce go przerazić i spowodować zwątpienie; to jest celowe działanie, które ma odciągnąć od Boga; człowiek ma ograniczoną ilość czasu na dobę, jeśli część tego czasu poświęcam na tropienie złego ducha (a było to sporo czasu), to siłą rzeczy nie poświęca go Bogu, a przecież o to złemu także chodzi.
                                          Mnie bardzo te słowa pomogły, dziś nie tropię już złego ducha, nie dmucham na zimne, bo ufam Bogu, że będąc Jego dzieckiem, On nie pozwoli mi zginąć. Oczywiście, że nie znaczy to, że jestem naiwna, nie, ale też nie boję się złego ducha, nie staram się za wszelką cenę unikać go nawet w miejscach gdzie go nie ma, przyglądam się spokojnie wszystkiemu i wszystko z ufnością zanoszę Bogu. W Nim jest moja nadzieja, ufność i wiara.
                                          • sulla Re: i pomyślałam... 15.07.10, 11:49
                                            Aniele, jak zwykle bardzo mądrze piszesz i bardzo Ci za to dziękuję.
                                            • twoj_aniol_stroz Re: i pomyślałam... 15.07.10, 11:59
                                              Uczę się od Ciebie big_grin Lubię czytać Twoje wypowiedzi, takie spokojne, analityczne...
                                              • sulla Re: i pomyślałam... 15.07.10, 12:04
                                                O masz, teraz czuję się autentycznie zawstydzona. Aniele, to ja się od Ciebie
                                                uczę, nie na odwrót smile
                                                (spytaj Kasi, ja jestem "młodzież" wink)
                                                • twoj_aniol_stroz Re: i pomyślałam... 15.07.10, 12:11
                                                  A to rozumiem tę deprawację młodzieży big_grin big_grin big_grin No to mnie ubawiłyście obie,
                                                  cuuudne big_grin big_grin big_grin
                                                  • sulla Re: i pomyślałam... 15.07.10, 12:34
                                                    Wiem big_grin
                                          • kudyn Re: i pomyślałam... 02.08.10, 11:01
                                            Bardzo często jest tak jak piszesz, jednak nie wszyscy przechodzą do zaawansowanego stylu życia związanego z daną muzyką. Ja raczej takiego trybu życia nie prowadziłem a problem miałem. I nie jestem przypadkiem odosobnionym. Dlatego uważam, że niejednokrotnie problem zaczyna się już w muzyce. Tak jak pisałem wcześniej, bardziej patrzę na to przez pryzmat konkretnych wykonawców niż rodzaju muzyki.
                                            Szatan lubi jak się go widzi za bardzo, ale lubi też jak się go nie dostrzega. Obce mi jest tropienie szatana, ale naiwnością jest lekceważenie i niedostrzeganie jego działania. Dlatego ponownie powrócę do rozeznawania z pełną świadomością kim jest Bóg, kim jestem ja i kim jest szatan.
                    • jogo2 Re: kudyn 03.08.10, 23:50
                      A czy początki tanga wzbudzają w Tobie zaufanie, a początki walca? A uświęcone
                      tradycją obrazy mistrzów np. baroku (Caravaggio) którzy malowali prostytutki
                      jako Madonnę (mogli sobie przecież wybrać zakonnicę na modelkę). Twoje argumenty
                      są słabe. Nie chodzi mi o obronę rocka (niektóre kawałki lubię) bo w
                      przeważającej części jesteśmy bombardowani trzeciorzędnymi utworami, które
                      rozstrajają ustrój nerwowy, tylko jeżeli twierdzisz, że to antychrześcijańskie,
                      to poproszę o sensowniejsze argumenty niż do tej pory. A dlaczego rock
                      (brzmienie, czy cv i poglądy muzyków) jest antychrześcijański a dodekafonia nie.
                      We mnie utwory nowoczesnej muzyki klasycznej wywołują dużo większy niepokój niż
                      utwory rockowe. Czy to jest wyznacznikiem, że są one antychrześcijańskie? Jeżeli
                      natomiast cv i poglądy to co powiesz o Mozarcie?
                      • kudyn Re: kudyn 04.08.10, 00:32
                        Nie znam początków tanga i walca. Nie tańczę jak nie muszę. Nie widzę niczego zdrożnego w pozowaniu prostytutki, jednak twierdzenie że coś ma być uświęcone tradycją jest mi obce.
                        Czy ja gdziekolwiek pisałem coś na temat dodekafonii? Z punktu widzenia szatana, dodekafonia pewnie byłaby słabym narzędziem działania bo iluż ludzi da się tym omotać?
                        Doświadczam dwóch rodzajów niepokoju, jeden to niepokój mojego słuchu (coś związanego z reakcją na twórczość Kakofoniksa), drugi to niepokój w moim sercu. Ten pierwszy nie mówi mi nic na temat chrześcijańskości danego tworu, drugi jest jakimś sygnałem.
                        Jeżeli w cv muzyk napisze że jest satanistą, teksty które śpiewa są w pełnej zgodzie z jego cv, jak również wyraża to swoim życiem to mam mimo wszystko zakładać, że jego twórczość jest ad maiorem Dei gloriam? A co do Mozarta, to dla mnie jest nudny.
                        A co do słabości moich argumentów, jeśli tak uważasz to warto jeszcze napisać dlaczego? Jakoś mam wrażenie, że nie przeczytałaś tego co pisałem.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka