Dodaj do ulubionych

O co chodzi z aborcją???

19.04.04, 11:00
Kasujesz i kasujesz, mimo iż ludzie chętnie dyskutowali???

Jak się nie zgadzasz, to nie czytaj, ale pozwól innym decydować o tym, co czytają i co piszą.

Obserwuj wątek
    • 18lipiec Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 11:05
      a kto kasuje i co ?
      • ogolone_jajka Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 11:12
        Jeszcze nie zauważyłaś??

        Neo grasuje tu z nożycami i jak tylko wypowiem się w sposób nieco kontrowersyjny i kompletnie niezgodny z jego poglądami, to zaraz szybko to wycina.

        Wczoraj dwukrotnie proponowałem, żeby zdewociałe katoliczki, obrończynie życia poczętego, w ramach wcielania (dosłownie!!) swych szczytnych i boskich idei w życie (bo co to za idea, o której się tylko mówi, a raczej krzyczy), WSZCZEPIAŁY SOBIE ZYGOTY usunięte przez kobiety które z różnych powszechnie znanych i (nie)akceptowanych powodów nie życzą sobie kolejnego dziecka. Gdyby taka katoliczka, jedna z drugą, odhodowały i odchowały jakiegoś Downa albo 5-te dziecko w rodzinie, to pewnie zmieniłyby zaraz zdanie.
        No ale czy któraś by się odważyła?? (pomijam, że medycznie to chyba jest niemożliwe)

        I zaraz zobaczysz jak ten post zniknie. Mimo, że nikogo nie obraziłem, bo chyba nie ma tu zdewociałych katoliczek, tylko zwykłe, normalne. A ja adresowałem to do zdewociałych.
        • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 11:16
          No właśnie, nie chodzimo Twoje poglądy, tylko o styl. Pisząc zdewociałe
          katoliczki obrażasz drugiego człowieka. I tyle. Ale w sumie co tam - niech
          sobie inni poczytają, co masz do powiedzenia. Może szybciej dojdą wdo wniosku,
          że to zwykła strata czasu. Oprócz 18lipiec oczywiście, ale Wy to prawie jak w
          małżeństwie, taką jedność reprezentujecie.
          I jeszcze jedno. Napisałeś kiedyś, że tu na forum załatwiam swoje interesy.
          Myślę i myślę i wymyśleć nie mogę. Mozesz mi powiedzieć jakie?
        • kulinka3 Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 12:11
          ogolone_jajka napisał:
          Gdyby taka katoliczka
          > , jedna z drugą, odhodowały i odchowały jakiegoś Downa albo 5-te dziecko w
          rodz
          > inie, to pewnie zmieniłyby zaraz zdanie.
          > No ale czy któraś by się odważyła??
          Przypominasz jajek trochę erotomana gawędziarza,który dużo miele jęzorem o
          problemach o których niewiele tak do końca wie.
          Ja mam dziecko upośledzone,znam wiele takich dzieci i ich rodzin, znam ich
          problemy, o których Ci się nawet nie śniło, więc proszę Cię zamilknij.
          Pozdrawiam z przykrością dla Twojego braku wyczucia i ludzkiej wrażliwości.
          • ogolone_jajka Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 12:21
            Dziecko upośledzone jest wielkim wyzwniem dla rodziców. Nie każdego stać na taki wysiłek. Nie wiem czy ja bym podołał. Dlatego NIGDY nie śmiałbym szydzić z takich dzieci czy ich rodziców.
            Natomiast jeśli ktoś uważa takie dziecko za "dar boży", to moim zdaniem ma pomieszane w głowie - to nie było Ciebie kulinko3.
            Ale to jest:
            czy gdybyś teraz zaszła w ciążę i miała urodzić dziecko upośledzone, nie myślałabyś o aborcji???? NIE WIERZĘ!!!!
            • kulinka3 Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 12:32
              ogolone_jajka napisał:
              > czy gdybyś teraz zaszła w ciążę i miała urodzić dziecko upośledzone, nie
              myślał
              > abyś o aborcji???? NIE WIERZĘ!!!!
              Małej wiary.....
              nigdy nie myśłałabym o aborcji i kochałabym takie dziecko, tak jak kocham
              wszystkie pozostałe.Ale dla Ciebie jest to nie do pojęcia..... Przykro mi, bo
              tego nie rozumiem.Jak można nie kochać własnego dziecka,bezbronnego i słabszego
              niż pozostałe, dotkniętego niejednokrotnie cierpieniem?
              Proszę niech te pytania pozostaną retoryczne, bo nie jestem ciekawa Twojej
              odpowiedzi.

        • mader1 Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 13:48
          Nie mozemy smile))) Watykan nas ochronil. Takie eksperymenty z plodem ludzkim sa
          przez niego zakazane smile))
    • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 11:08
      Nie udawaj głupiego, przecież wiesz dlaczego. Swoja drogą już Cię nie usunę.
      Ten wątek (a już zwłaszcza to jak został sfrmułowany) i tak mówi sam za sibei i
      za jego twórcę.
      • ogolone_jajka Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 11:12
        Nie nie, wiem dlaczego. Stopkę ostatnio, ku mojemu wielkiem ubolewaniu, kasuję.
        • ewa2233 Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 12:28
          Nigdy się jeszcze nie wypowiadałam na tym forum ale muszę się tutaj "wciąć":

          "... odhodowały i odchowały jakiegoś Downa ..."
          Sformułowanie - ohyda!!!
          Brak słów! ...
          • ogolone_jajka Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 20:14
            Fakt, ale aborcja to ohydna sprawa.
            • mysiam1 Re: O co chodzi z aborcją??? 19.04.04, 21:16
              ogolone_jajka napisał:

              > Fakt, ale aborcja to ohydna sprawa.
              >

              Tak, Jajku, ohydna. Bardzo szanuję kobiety, które wiedząc, że dziecko będzie w
              ten czy inny sposób ułomne, postanowiły je urodzić, choćby po to, żeby za parę
              dni się z nim pożegnać, bo nie było w stanie żyć...Czasem to "kółko życia"
              zatacza się zbyt szybko... To my, "zdrowi" mówimy, że dziecko z zespołem Downa
              jest nieszczęśliwe - a może ono jest szczęśliwe na swój, może trochę
              ograniczony sposób? Co my wiemy o jego poczuciu szczęścia? Ale staram się
              rozumieć też te kobiety, które nie znalazły w sobie dość siły...
              A jeśli badania wykażą, że dziecko urodzi się na przykład bez rączek - czy to
              jest wystarczający powód, żeby przeprowadzić aborcję? Czy takie dziecko będzie
              aż takim nieszczęściem dla siebie samego, dla rodziców i świata, że nie powinno
              żyć?
              Cokolwiek napiszesz o aborcji, jakiekolwiek podasz argumenty za, to pozostanie
              ona pozbawieniem życia drugiej osoby. I ułomność dziecka, gwałt, czy bieda tego
              nie zmienią - jeśli zostaniesz napadnięty i zabijesz w obronie własnej
              napastnika, to mimo, że jesteś usprawiedliwiony, zrobiłeś dokładnie to -
              pozbawiłeś kogoś życia.
              Pytasz, która z fanatycznych...itd...wzięłaby niechciane dziecko...Nie jestem z
              tych fanatycznych, ale wzięłabym. Niestety nasze procedury adopcyjne i dość
              szczególna sytuacja mojej rodziny sprawiają, że jest to właściwie nie do
              przeskoczenia.
              • 18lipiec Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 08:46
                uważasz że ciąża w wyniku gwaltu jest okej i w imie nie zabijaj kobieta ma
                urodzic cos co przypomina jej o tragedi? przeciez to chore..
                • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:22
                  Gwałt nie jest O`K, tu sie pewnie rozumiemy. Ale z następstwami juz nie jest
                  tak prosto. Z mądrości ludowych - co się stało to się nie odstanie. Każde
                  życie, niezależnie jak poczęte, ma prawo do życia i swojej godności. Bo jak tak
                  dalej pójdzie, żona powie że mąż ją zgwałcił, więc dziecko można zabić. Wiem że
                  mężowie też gałcą żony - to jest już patologia. Ale staraj się rozróżnić jedno
                  od drugiego. A może uzależnimy godność człowieka od pozycji, w jakiej zostało
                  poczęte?
                  • 18lipiec Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:24
                    no przepraszam czyli jeśli zostanę zgwałcona,to mam z dumą i zachwytem chodzić
                    w ciązy a potem rodzic z pieśnią na ustach bo daję nowe życie?????


                    Nikogo nie obchodzi co ja czuję?????


                    • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:29
                      Obchodzi. Na przykład mnie i myślę, że większość na tym forum. Oczywiście nikt
                      z nas (ani nawet Kościół) niczego Ci nie zabroni ani nie nakaże. My tylko
                      mówimy, co jest dobre a co złe. Naszym zdaniem - żeby nie było wątpliwości.
                      Poza tym, gdzie przeczytałaś, że masz chodzić z dumą i radością. Znowu widzisz
                      to, czego nie widać.
                      I powiedz - czmu dziecko ma być winne, że miało ojca zwyrodnialca.
                      • 18lipiec Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:36
                        Wiesz neo, można być dobrym człowiekiem ale...bez przesady. Interpretuj pismo
                        św. na swój sposób ale nie poddawaj mu się w całości i bezwolnie.
                        Ja też nie pochwalam aborcji, tylko potrafię ją usprawiedliwić bardziej niż Ty.
                        Jestem za legalizacją aborcji ale nie za jej odpłatnością,no bo niby czemu mam
                        płacić z moich podatków za to że ktoś nie umie się zabezpieczyć.
                        Ale neo- jesteś mężczyzną, nie wiesz co to gwałt dla kobiety a potem ciąza w
                        jego wyniku. Nigdy tego nie pojmiesz.
                        A czemu ma byc winna kobieta że ją zgwałcono i jeszcze ma nosić w sobie i
                        urodzić owoc gwałtu. Zmuszanie kobiety do tego, albo zakaz aborcji w tym
                        przypadku to czyste barbarzyństwo.
                        Dziecko ma byc owocem miłości a nie zbrodni.

                        Co byś zrobił neo gdyby to się przydarzyło twojej żonie czy córce? pytam czysto
                        teoretycznie.
                        • 18lipiec Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:38
                          Nigdy w życiu nie urodziłabym dziecka które by było owocem gwałtu.
                          Z resztą można by uniknąć ciąży, jesli kobieta byłaby na tyle odważna i
                          zgłosiła sie zaraz PO na policję i pogotowie i zażyła Postinor...
                        • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:43
                          Tak, jestem facetem i wiem, jak trudno kobiety zrozumieć. Mam w domu trzy +
                          świnkę morską, też płci pięknej. I wiesz, doprawdy wiele jest na tym świecie,
                          ktorych w życiu nie pojmę. Na przykład fizyki kwantowej. Albo teorii fraktalii.
                          Ani nawet jak można wyciągnąć pierwiastek z musztardy. Co nie zmienia faktu, że
                          mogę w coś wierzyć i mieć jakieś (swoje, będę z uporem maniaka Ci to powtarzał)
                          poglądy.
                          A na ostatnie pytanie odpowiem. Przyjąłbym to dziecko. I kochałbym je. Na tyle,
                          na ile potrafię.
                          • 18lipiec Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:48
                            O ile fizyki kwantowej nie musisz rozumiec, to musisz postarać sie zrozumieć
                            sytuacje kobiety....
                            Ja w zyciu bym na coś takiego nie poszła.


                            A że przyjąbys z miłością , jasne,,, bo nie ty zostales zgwałcony, nie ty
                            rodziłeś. Rozumiem że gdyby ktoras z bliskich Ci kobiet chciala usunąć to byś
                            zakazał???
                            • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:53
                              O`K. Może odpowie Ci na to Kramcia. Obiecuję, że niczego nie będę jej sugerował.
                            • mysiam1 Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:53
                              Przestańcie prowadzić już tę akademicką dyskusję. Nikt nie wie, jak postąpiłby
                              w takiej sytuacji, i Ty, Neogobbo nie przesądzaj tak łatwo, że przyjąłbyś
                              dziecko i kochał je, i że Twoja żona zrobiłaby to samo. Jeżeli tak - chwała Wam
                              za to i szacunek, ale...dopóki Cię to nie spotka, nie przekonasz się, a emocje,
                              widok skrzywdzonej najbliższej osoby odebrałyby i Tobie pewnie rozum.
                              • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 10:20
                                A gdzie ja napisałem, że Kramla postąpi tak samo? Przecież napisałem, że się
                                sama wypowie.
                                A co do mnie, jeśli piszę że bym je przyjął to piszę, bo tak czuję i piszę, bo
                                tak jest na dzień dzisiejszy. Jasne, że nie wiem co będzie jutro. Ale w ten
                                sposób rozumując, to nigdy nic nie można by napisać.
                                Trochę znam siebie (trochę - powtarzam) po 10 latach Drogi i wiem mniej więcej
                                na co mnie stać. Oczywiście - zawsze mogę się zdziwić. Ale myślę, że przyjąłbym
                                i kochał takie dziecko. Bardziej boję się, że urodzi nam się dziecko jakoś
                                upośledzone. Zawsze się tego bałem. Ale to też nie znaczy, że nie przyjmę
                                takiego dziecka.
                                Dyżurny polski niepełnosprawny (przywoływany już gdzieś tutaj na jakimś wątku)
                                powiedziła kiedyś, że co to znaczy być niepełnosprawnym. A czy my tak naprawdę
                                jesteśmy pełnosprawni? Czy nie mamy żadnych ułomności.
                                • mysiam1 Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 10:43
                                  neogobbo napisał:

                                  Bardziej boję się, że urodzi nam się dziecko jakoś
                                  > upośledzone. Zawsze się tego bałem. Ale to też nie znaczy, że nie przyjmę
                                  > takiego dziecka.
                                  Bałbyś się bardziej niż dziecka z gwałtu?

                                  > Dyżurny polski niepełnosprawny (przywoływany już gdzieś tutaj na jakimś
                                  wątku)
                                  > powiedziła kiedyś, że co to znaczy być niepełnosprawnym. A czy my tak
                                  naprawdę
                                  > jesteśmy pełnosprawni? Czy nie mamy żadnych ułomności.

                                  Ależ ja nie pisałam o niepełnosprawnych. Myślę, że nie usunęłabym ciąży, z
                                  której urodzi się niepełnosprawne dziecko, choćby po to, żeby się z nim
                                  pożegnać...to taka moja mała obsesja...
                                  Znam kobietę, która wiedząc, że urodzi dziecko bez czaszki (czyli z
                                  zniekształconą, "żabią", rozlaną twarzą), donosiła ciążę, a potem przez te 2
                                  czy 3 miesiące życia dziecka opiekowała się nim najlepiej, jak potrafiła,
                                  ładnie ubierała, jeździła z nim na spacery...a potem je pożegnała...Znam taką,
                                  która wiedząc od 4 czy 5 miesiąca ciąży, że dziecko urodzi się z wadą
                                  uniemożliwiającą oddychanie i że umrze po porodzie, mimo potwierdzających to
                                  badań urodziła je, łudząc się,wierząc, że może lekarze się mylili, że może
                                  jakaś operacja...Jej córeczka umarła zaraz po urodzeniu, nie zdążyła nawet
                                  odetchnąć... Ale ona, jej mama, wie, że miała dziecko, ma kogo opłakiwać, nie
                                  zastanawia się teraz, czy może nie dała jej szansy... Jednak muszę wziąć pod
                                  uwagę, że nie każda kobieta ma w sobie takie pokłady miłości i niestety jest
                                  często również tak, że to mężczyzna odchodzi, gdy jego żona rodzi upośledzone w
                                  jakiś sposób dziecko...
                                  Ja nie piszę o niepełnosprawnych, Neogobbo, bo sama mam dziecko ciężko i
                                  przewlekle chore, które wprawdzie porusza się samo, jest inteligentne (czasem
                                  aż za bardzo wink ) i wyglądem czy zachowaniem nie różni się od rówieśników,
                                  ale nie zmienia to faktu, że jest chore i będzie do końca życia...
                                  • neogobbo Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 10:57
                                    Ojej, widzę że się nie rozumiemy. Pisałem o tym, że nie wyobrażam sobie takiej
                                    sytuacji, jaką masz na przykład Ty, żeby mieć uposledzonie dziecko. Moje dwie
                                    córki są zdrowe - w ogólnym tego słowa znaczeniu - ale nie wiem co będzie
                                    dalej. W czerwcu Kramla rodzi. A ja zawsze się bałem, czy sprostam - jako
                                    rodzic - takiemu trudnemu zadaniu, jakim jest wychowanie chorego dziecka. Ot,
                                    choćby tak, jak ta kobieta, o której piszesz. Dla mnie to jest heroizm i godne
                                    jak najgłębszego podziwu. Nie wiem, czy dałbym radę. To mnie przeraża i o tym
                                    pisałem.
                                    • mysiam1 Moje dziecko... 20.04.04, 11:31
                                      ...nie jest upośledzone...jest chore na chorobę poważnie utrudniającą mu życie
                                      (tyle, że na razie niewiele o tym wie)...
                • mysiam1 Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 09:31
                  18lipiec napisała:

                  > uważasz że ciąża w wyniku gwaltu jest okej i w imie nie zabijaj kobieta ma
                  > urodzic cos co przypomina jej o tragedi? przeciez to chore..

                  Bardzo Cię proszę, nie przeinaczaj moich słów dla własnej wygody. Napisałam, że
                  bez względu na to, w jaki sposób powstała ciąża, usunięcie jej jest
                  pozbawieniem życia. Sama nie wiem, jak bym w takiej sytuacji postąpiła i
                  zapewne moim zachowaniem kierowałyby emocje... Rozumiem kobiety, które z tego
                  powodu usuwają ciążę, ale to nie zmienia faktu, że ktoś traci wtedy życie -
                  dziecko. Żołnierze na wojnie zabijają się "w słusznej sprawie", ale to nie
                  zmienia faktu, że każdy z nich ma wtedy na sumieniu zabójstwo. To nie jest tak,
                  że aborcja np. z powodów zdrowotnych czy gwałtu jest jedynie dobrodziejstwem, a
                  z "wygody" czy dla zaplanowania płci - zabójstwem. W każdym przypadku ginie
                  życie, ale możemy zastanawiać się, czy kobieta decydując się na to jest
                  usprawiedliwiona - i wiem, że czasem nie ma wyjścia...
                  Aborcja sama w sobie, "wyabstrahowana" jest i zawsze będzie złem, jeśli
                  przyjmie się, że jest nim zabijanie i to w dodatku zabijanie "za nic" - bo
                  dziecko akurat nie popełnia żadnego przestępstwa, nie robi nic złego...A
                  ponieważ nie da się oddzielić tego od życia...wyabstrahować, czasem jest
                  koniecznością...
                  • jagusia7 Re: Mysiam1 20.04.04, 10:11
                    O tym właśnie pisałam w innym wątku...
                    Zgadzam się w 100%, bardzo mądzre słowa..
                • isma Re: COS 20.04.04, 11:35
                  18lipiec napisała:

                  > uważasz że ciąża w wyniku gwaltu jest okej i w imie nie zabijaj kobieta ma
                  > urodzic cos co przypomina jej o tragedi? przeciez to chore..

                  COS. COS! COS!!!
                  To ja chyba wysiadam.
                  • 18lipiec Re: COS 20.04.04, 11:44
                    Nie wysiadaj! Niech będzie KTOŚ
            • ewa2233 Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 11:07
              Nie chodziło mi o "ohydną" aborcję ale o sformułowanie określające DZIECKO:
              odhodowac JAKIEGOŚ Downa !!!
              Dziecko nawet z zespołem Downa, nie jest JAKIMŚ warzywem, żeby je HODOWAĆ.
              • kulinka3 Re: O co chodzi z aborcją??? 20.04.04, 11:26
                ewa2233 napisała:

                > Dziecko nawet z zespołem Downa, nie jest JAKIMŚ warzywem, żeby je HODOWAĆ.

                Jak widać dla niektórych ,jak ktoś nie jest zdrowy może zginąć.Po co komu takie
                mało wartościowe życie? A jak już się urodzi to trzeba hodowoać, bo widać na
                nic więcej nie zasługuje.....
                Nie wiem kto tu jest "upośledzony"
                Pozdrawiam
                • kramla KRAMLA O ...gwałcie 20.04.04, 17:57
                  No bo właściwie poczułam się już wirtualnie zgwałcona tą dyskusjąwink.Dopisuję
                  się na końcu a nie w odpowiedzi na konkretne wypowiedzi (w tym mojego małżonka,
                  który z taką głęboką miłością przjmował dziecko z gwałtuwink)), bo wiem, że taką
                  wypowiedź trudniej jest potem odnaleźć.

                  No więc co bym zrobiła gdyby?...

                  Odpowiem na to pytanie w taki sposób.Otóż pamiętam, jak ubiegłej jesieni (było
                  to dokładnie 21 wrześniasmile)) pojechałam sobie na samotną wycieczkę rowerową do
                  lasu.Jechałam sobie leśnymi ścieżkami i nagle dopadła mnie myśl, że może ktoś
                  zza krzaków wyjdzie i...Jakoś nie mogłam tej myśli odegnać zwłaszcza, że tego
                  dnia miałam suuuper płodny dzień (mimo, że zaledwie 9 dzień cyklu, generalnie w
                  tym czasie jeszcze daleko mi do płodności) i obsesja tego gwałciciela zza
                  krzaków trochę mąciła mi radość przejażdżki.No i wtedy zastanowiłam się co bym
                  zrobiła gdyby...Gdybym została zgwałcona właśnie w tym suuuper płodnym dniu.I
                  wymyśliłamsmile.Wieczorkiem zaciągnęłabym męża do łóżka (no wiem, że po takim
                  traumatycznym wydarzeniu nie byłoby mi łatwo, może byłaby to nawet ofiara z
                  mojej strony), zawsze więc istniałaby możliwość, że to jednak jego
                  dziecko...Badań genetycznych nie robilibyśmy, żeby sprawdzić.

                  Na szczęście do gwałtu nie doszłosmile.Natomiast druga część moich wyobrażeń
                  dotyczących wieczoru się sprawdziłasmile.Tyle, że nie musiałam Gobba nigdzie
                  zaciągać na siłę.Sam chciałsmile (jak najbardziej miał świadomość, że jestem w
                  dniu mocno płodnym).No i za dwa miesiące będziemy żniwować!!!

                  • 18lipiec Re: Haa 20.04.04, 18:22
                    Jakiz sielski opis! Jaki piekny, jak ladnie wymyslony! Brawo!
                    A co mi tam, po gwalcie pojde sobie do domu, przespie sie z mezem i bedzie po
                    problemie. Prawdziwa opytmistka z Ciebie!

                    Tak szczerze to po gwalcie malo prawdopodobne jest czy bys miala w ogole
                    jeszcze ochote na wspolzycie z kimkolwiek kiedykolwiek.
                    • neogobbo Re: Haa 20.04.04, 18:24
                      Nie wiemy co by było gdyby... Ale w czerwcu będziemy mieli dziecko.
                      • ogolone_jajka Neo, a to będzie TWOJE dziecko???? b/t 20.04.04, 19:51
                        • aetas Re: Neo, a to będzie TWOJE dziecko???? b/t 20.04.04, 20:57
                          Jajek, tu jeśli chodzi o poziom, przeszedłeś sam siebie, myślałam, że
                          osiągnęliśmy już dno, ale wówczas "rozległo się pukanie od spodu"
                          Żałosne
                        • kramla Lepiej zapytaj jego 20.04.04, 21:33
                          • kramla ...żony;) 20.04.04, 21:35
                            • aetas Re: ...żony;) 20.04.04, 22:43
                              Kramla, jesteś urocza!wink
                              P.S. Bardzo proszę Jajka o niewyciąganie pochopnych wniosków nt. mojej
                              orientacji seksualnej...
                        • neogobbo Re: Neo, a to będzie TWOJE dziecko???? b/t 21.04.04, 08:12
                          Wiesz, wczoraj przeczytałem takie zdanie w artykule polecanym przez 18lipiec -
                          za co niech wielkie będą jej dzięki - że jedyny pewny ojciec to ojciec
                          chrzestny.
                          • ogolone_jajka Re: Neo, a to będzie TWOJE dziecko???? b/t 21.04.04, 08:25
                            Moje "załosne" (zdaniem aetas, co do której zresztą orientacji seksualnej nic nie mam, dla mnie może być nawet pedałem zoofilem) pytanie było naturalną logiczną konsekwenkcją stwierdzeń małżeństwa inkwizytorów (z naciskiem na neo, no ale kramla to, był onie było, żona inkwizytora) nt gwałtu, jego "zamaskowania" tosukiem z mężem ogłoszenia światu, że Kranla jestw ciąży. I to wszystko.
                            • aetas Re: Neo, a to będzie TWOJE dziecko???? b/t 21.04.04, 08:47
                              Może to dlatego, że ja inaczej Kramlę zrozumiałam (pisała, że nie zna sprawy
                              gwałtu z autopsji, bo tylko sobie "gdybała"), zatem Twoje pytanie wydało mi się
                              nie logiczną konsekwencją, ale raczej niesmacznym żartem, jeśli niesłusznie,
                              przepraszam
                  • mysiam1 Re: KRAMLA O ...gwałcie 20.04.04, 19:36
                    kramla napisała:
                    > ..Gdybym została zgwałcona właśnie w tym suuuper płodnym dniu.I
                    > wymyśliłamsmile.Wieczorkiem zaciągnęłabym męża do łóżka (no wiem, że po takim
                    > traumatycznym wydarzeniu nie byłoby mi łatwo, może byłaby to nawet ofiara z
                    > mojej strony), zawsze więc istniałaby możliwość, że to jednak jego
                    > dziecko...Badań genetycznych nie robilibyśmy, żeby sprawdzić.

                    Kramlo, a czy wyobraziłaś sobie, jak byś się po tym gwałcie czuła? Być może
                    znaleziono by Cię w tym lesie nieprzytomną i pobitą - czy wieczorkiem
                    myślałabyś o zaciągnięciu męża do łóżka? Oj, wątpię... Jakoś nie mogę sobie
                    wyobrazić gwałtu jako milutkiego "bzykanka" z pięknym nieznajomym, który po
                    wszystkim pomoże mi jeszcze wstać i odwiezie do domu. A Twoje przerażenie, a
                    ból, a rany (również "tam", bo to gwałt, a nie seks z ukochanym), a szok?
                    Myślisz, że zgwałcone kobiety ot, wstają, otrzepują spódnicę, zakładają majtki
                    i idą jak gdyby nigdy nic od domu? Myślę, że dobrze, jeśli potrafią wydusić z
                    siebie słowo, powiedzieć mężowi, zawiadomić policję... I nic dziwnego dla mnie,
                    jeśli po paru tygodniach dowiedziawszy się, że są w ciąży i sprawcą mógł być
                    gwałciciel, nie mają wielu dylematów...
                    Tak, aborcja jest złem, ale nie można czasem zrobić nic więcej...

                    • kramla Re: KRAMLA O ...gwałcie 20.04.04, 20:15
                      Och dziewczyny, tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono (jak napisała kiedyś
                      Szymborska), a w tym względzie lepiej żeby nas nie sprawdzano.Nie wiem jakie to
                      uczucie być gwałconą, nie wiem jak bardzo to traumatyczne przeżycie, aczkolwiek
                      mogę sobie wyobrażać.Ale też wiem jaką mam intencję w sercu na dzień
                      dzisiejszy.I mimo wszystko (aczkolwiek poprzedni post był z lekkim
                      przymrużeniem oka, mimo że temat poważny), to tak: bardziej sobie
                      wyobrażam "poprawkę" z mężem niż pigułkę " po", tym bardziej aborcję.Bo w tym
                      momencie to nie rozumiem: jedno traumatyczne wydarzenie (gwałt) doprawić innym
                      traumatycznym wydarzeniem (aborcja, która dla mnie ma również znamiona gwałtu-
                      zabija się dzieciątko, które ma taką samą duszę i ciało jak to, które teraz w
                      sobie noszę).Po jednym i po drugim zostają ślady w psychice.Aczkolwiek Ty 18
                      Lipiec (imienniczko mojej córci), mimo że sama dzieci nie masz, aborcji (mam
                      nadzieję) nie doświadczyłaś uważasz, że przerwanie ciąży to tylko ulga dla
                      matki.Skoro Ty nie będąc mamą możesz planować co zrobisz z kolejnym (np.3)
                      Twoim dzieckiem, gdyby takie się pojawiło- a z tego co pamiętam deklarowałaś,
                      że je "usuniesz", to dlaczego ja, która zgwałcona nie byłam i nie chcę!!!, nie
                      mogę mieć intencji w sercu urodzenia dziecka poczętego w gwałcie (nawet Mysiam
                      bez tej poprawki z mężem, jeżeli rzeczywiście byłabym pokancerowana i nie miała
                      nawet siły podciągnąć majtek)???

                      I jeszcze jedno: nie oceniam i nie sądze osób, które będąc w takiej sytuacji
                      wybrały inną możliwość.Sama przecież wiem tyle o sobie na ile mnie sprawdzono,
                      a w tej kwestii wolę nie być testowana z moich intencji serca.Wiem jedno:
                      dziecko w łonie matki jest człowiekiem.A każdy człowiek ma prawo do życia.
                      Zwłaszcza ten, który niczemu nie zawinił.
                      • mysiam1 Kramlo, możesz być pewna... 20.04.04, 20:49
                        ...że skoro gwałt na większości ofiar pozostawia ślady, które nie zacierają się
                        po latach, to i na Tobie by zostawił... Myślę, że brzydziłabyś się spojrzeć na
                        siebie w lustre, gdy rozbierasz się do kąpieli, brzydziłabyś się cudzego
                        dotyku - najbliższych osób też. Jeśli w takiej sytuacji znalazłabyś w sobie
                        siły, żeby przyjąć nowe życie, chwała Tobie, ale ...wydaje mi się, że gwałt to
                        ten rodzaj sytuacji, gdy myśli się "po zwierzęcemu" i chce pozbyć wszelkich
                        śladów tego, co się stało. Musiałabyś być wyjątkowo nieczułym, zimno myślącym
                        człowiekiem, gdybyś miała wtedy siły na filozoficzne rozmyślania o winie bądź
                        nie-winie dziecka poczętego w Tobie z gwałtu.
                        I wszystko się zgadza - dziecko nie jest niczemu winne, co zresztą sama w
                        jednym z postów pisałam, ma prawo żyć, ale...są ciężary, których czasem nie
                        sposób udźwignąć.
                        Wiem, że w tej chwili patrzysz na to bardzo subiektywnie, bo niedługo
                        będziesz "świeżą" mamą...ale uwierz, akt, który towarzyszył poczęciu Waszego
                        dziecka nie ma nic wspólnego z tym, co przechodzi gwałcona kobieta. Nie, nie
                        piszę tego z autopsji, ale znam z opowiadań "uczestniczek" sad
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka