piotrsko
23.04.04, 22:29
Zawsze intrygowało mnie dlaczego po zmatwychwstaniu uczniowie mieli problemy
żeby rozpoznać Jezusa ( Maria Magdalena myślał, że to ogrodnik, dwóch uczniów
szło z nim kilka kilometrów do Emaus itp. ).
Dzisiaj przygotowując z braćmi Eucharystię niedzielną czytaliśmy o tym jak
Jezus ukazał się apostołom nad jeziorem Tyberiadzkim w Galilei.
Ewangelia Jana mówi, że gdy wysiedli z łodzi ( po cudwonym połowie ):
nie pytali kim On jest, bo wiedzieli, że to jest Pan.
Apostołowie doświadczyli czegoś szczególnego, co sprawiało, że najpierw nie
poznawali Jezusa, ale potem "otwierały się im oczy" i już nie mieli
wątpliwości.
Gdy to czytaliśmy pomyślałem, że tak jest właśnie w życiu ludzi wierzących.
Często Pan daje jakiś fakt ( albo ciąg faktów ), które są Jego szczególną
interwncją w nasze życie.
Taki fakt po prostu "wysadza z konia" ( jak w przypadku św. Pawła ) i potem
nie ma się już wątpliwości, "że to był Pan".
Takie wydarzenia są pewnego rodzaju przełomem na drodze wiary ( żeby nie
mówić, że są przyczyną nawrócenia, bo nawracać trzeba się każdego dnia od
nowa ), a potem jakimś punktem odniesienia dla całego życia.
Czy mieliście takie doświadczenie ? Dlaczego wierzycie ? Dlaczego dzisiaj
jesteście w Kościele ?
Co spowodowało, że wróciliście do Boga ? Albo jeśli byliście wychowywani do
wiary, co spowodowało, że wychowanie przekształciło się w dojrzały wybór
pójścia za Chrystusem ?
Zapraszam nie tylko katolików i nie tylko z drogi.
Napiszcie konkretnie kilka słów - takie mini-świadectwo.
Może niektórzy już o sobie na tym forum pisali, więc może odezwą się
nowi "forumowicze" ?
Ja pisałem o sobie na wątku o neokatechumenacie.
Pozdrowienia. Piotr.