nati1011
04.06.13, 20:10
Niedzielna eucharystia - i piękne czytanie o wierze w uzdrowienie. I nagłe olśnienie: od tylu miesięcy walczycie z chorobą, lekarze błądzą na razie we mgle, objawy się nasilają, a dziecko cierpi..... Zaraz po mszy rozmowa z kapłanem i zaproszenie na poniedziałek- dziecku zostanie udzielone namaszczenie chorych. Przyjął to bardzo uroczyście i ze wzruszeniem. Na efekty teraz czekamy. Ale naszła mnie jeszcze jedna refleksja.
Wiem o tym tylko ja i moja siostra. Nikomu nie powiedzieliśmy - z obawy przed awanturą. Teściowa gotowa ogłosić, ze dziecko chcemy uśmiercić. Przecież nawet jak było wiadomo, że babcia już umiera, to kapłana zawołano dopiero jak straciła przytomność. Bo jak to, przecież jak ktoś namaszczenie otrzymuje to niechybnie zaraz umrze..... Nie da się tego niektórym wytłumaczyć.
Ciekawa jestem jak jest u was? Boicie się tego sakramentu?