andrzej585858
30.01.14, 11:13
Zdumiewa mnie nieustannie podgrzewany konflikt dotyczący gender. Konflikt, który wyzwala wiele złych emocji zaciemniając przy tym istotę problemu. Słuszna krytyka Kościoła dotycząca najbardziej radykalnej postaci gender która z nauki przekształca się w ideologię spotyka się z ripostą lewicowych środowisk zarzucających Kościołowi niechęć do zerwania z dotychczasowym, podobno patriarchalnym, sposobem funkcjonowania.
Czym innym jest jednak postrzeganie tego konfliktu jako starcie dwóch wizji świata i praw nim rządcacych a czym innym jest pojawienie się konfliktu związanego z rozumieniem tego czym jest "Gender" wśród samych wierzących.
"Nie mogę się nadziwić, że mój Kościół nie pozwala wypowiadać się publicznie ks. Adamowi Bonieckiemu, a zezwala na to ks. Dariuszowi Oko." - pisze w swoim komentarzu p. Kolenda-Zaleska.
wyborcza.pl/1,75968,15346587,Niech_ks__Oko_poslucha_Franciszka.html?utm_source=HP&utm_medium=AutopromoHP&utm_content=cukierek1&utm_campaign=wyborcza#Cuk
"Mój Kościół" - jaki właśnie ten mój Kościół? Moim zdaniem jest to Kościół w którym jest miejsce zarówno dla ks. Bonieckiego, ks. Lemanskiego jak i ks. Oko i ks. Rydzyka. I jest to także Kosciół Franciszka. Papieża Franciszka i św. Franciszka. Franciszka który chciał żyć Ewangelią, wszystkich traktować jako braci, do wszystkich zwracać się z milością - taki jest obraz Koscioła który wydaje się wzorem chrześcijaństwa.
Tylko że jest to obraz Kościoła w którym nie ma już grzechu, a on jest , pojawia się. Wystarczy chociażby przypomnieć sobie jak kategorycznie odrzucał Franciszek wszelką własność. Posiadanie rodzi przywiązanie do wartości materialnych, przywiązanie rodzi pożądanie a to z kolei powoduje że grzech staje się rzeczywistością jak najbardziej realną.
"Niech ks. Oko posłucha Franciszka" - pisze p. Kolenda-Zaleska, gdyż wierni: "chcą słuchać o ewangelicznej miłości, a nie o potępianiu i obłąkanych teoriach" - .
Wszystko pieknie tylko że ewangeliczna miłość zawarta w słowach Chrystusa: "Rzekł do niej Jezus: I Ja ciebie nie potępiam. - Idź, a od tej chwili już nie grzesz." jest bardzo często bardzo specyficznie pojmowana. Najchętniej powtarzany jest początek - "I Ja ciebie nie potępiam", a co z ze słowami: - "a od tej chwili już nie grzesz"?
Chcemy słuchać tylko o wybaczaniu, zapominając że pomiedzy winą i wybaczeniem jest jeszcze chęć poprawy, chęć zmiany dotychczasowego zycia, zerwania z tym co było złe. Te niewdzięczne zadanie przypominania o tym warunku uzyskania przebaczenia spełnia własnie Kosciół mocą słów Chrystusa.
Niespecjalnie podoba mi się sposób argumentacji chociażby ks. Oko ktory jak najbardziej słusznie przedstawia zagrożenia związane z "gender", ale nawet w ten niedoskonały sposób zwraca uwagę na zło. Niesłychanie trudne jest zachowanie równowagi pomiedzy miłosierdziem a sprawiedliwością.
Fascynujące jest to jak wymiar duchowy będący najbardziej istotnym elementem w istnieniu Koscioła ulega spłyceniu, istotne staje się postrzeganie Koscioła przez pryzmat ilości wiernych - nie przez wiernośc nauczaniu ale przez wymiar instytucjonalny. Nie mówcie o grzechu, nie mówcie o karze za grzech, nie mówcie o potrzebie pokuty - bo tym odstraszacie wiernych.
Przypomina mi sie w tym momencie odpowiedz nieżyjącego już kard. Lustigera na pytanie dotyczące coraz większej pustki w Kościołach:
„Nasz Kościół rozwinął się z dwunastu osób i ogarnął świat. Misją Kościoła jest zawsze ewangelizacja osób nie przekonanych a nawet wrogich. Ja tego nie wymyśliłem. Jestem arcybiskupem i sługą tego Kościoła. Dopóki będzie w kościele obecny jeden słuchacz będę do niego mówił, a gdy i jego zabraknie to Bóg nasunie mi rozwiązanie" - Kosciół musi nauczac zgodnie z Ewangelią, tak jak robił to św. Franciszek i wtedy jest w nim miejsce dla wszystkich.
Nie jest bowiem prawdą że trwanie w Kościele, trwanie w zgodzie z nauczaniem jest unikaniem odpowiedzi na wiele pytań, unikaniem wyzwań intelektualnych. Mozna bowiem odnieśc wrażenie że ci, którzy w trakcie swoich rozważan potrafią dostrzec błędy doktryny i wtedy mają do wyboru albo zerwanie z Kościolem - co podobno swiadczy o niezalezności intelektualnej, ewentualnie starać się zmieniac tak KOściół aby mógł sprostać wyzwaniom współczesności. są symbolem nowoczesnego człowieka, w tym także nowoczesnego wierzącego. Staliśmy się bowiem zakładnikami nowego bozka - wiary w to że nauka prędzej czy później odpowie na wszystko, tak jak pisał Benedykt XVI -
"Myslenie to nie szuka juz tajemnicy, nie szuka tego, co boskie, lecz wydaje mu się, że wie: nauka odkryje kiedyś to, czego dzisiaj jeszcze nie rozumiemy. W ten sposób naukowość stała się w ogole najwyższą kategorią".
Przypomina mi to w pewien sposob scene z "Biesów" Dostojewskiego kiedy to Kiriłow tak mowi:
“– Przyjdzie, a imię jego będzie człowiek-bóg.
– Bóg-człowiek?
– Nie. Człowiek-bóg, w tym różnica”.
O. Salij tak komentuje postawę bohatera powieści:
"ateizm według Dostojewskiego polega nie tyle na odrzuceniu Boga, co na bluźnierczym postawieniu sobie pytania, czy nie można by tak znaleźć sobie jakiegoś innego boga. Tradycyjna teologia nauczała: Niemożliwe jest, aby Boga nie było; nawet Bóg nie może sprawić tego, aby przestać istnieć (sam pomysł czegoś takiego świadczy tylko o tym, że mówiąc o Bogu, mało zdajemy sobie sprawę z tego, o Kim mówimy). Kiryłow powiada inaczej: Niemożliwe jest, aby człowiek nie miał jakiegoś boga. Odrzuca Boga, który jest gwarantem bezwzględności dobra, i ogłasza bogiem siebie, a jedynego atrybutu swojej boskości dopatruje się we władzy arbitralnego decydowania o tym, co jest dobrem"
www.nonpossumus.pl/biblioteka/jacek_salij/rozpacz_pokonana/193.php
Właśnie na tym polega niebezpieczeństwo przed którym w sposób dośc nieudolny ostrzega także i ks. Oko, niebezpieczeństwo bezkrytycznej wiary w naukę, wiary w to że to właśnie Kościół stanowi przeszkodę dla rozwoju człowieka uparcie trzymając się przestarzałych schematów myślowych. To, że ten sposób myślenia prezentują ateiści nie dziwi, dziwi natomiast dośc bezkrytyczna postawa tzw. katolików postępowych którzy, jak mi się wydaje, zapominają o tym co jest najwazniejsze :
" Dlatego tak pilną rzeczą jest postawienie na nowo w centrum naszego myślenia pytania o Boga. Nie chodzi przy tym o Boga, który jakoś tam istnieje, ale o Boga, który nas zna, do nas mówi i który nas obchodzi - i który także jest naszym Sędzią".
Słowa Benedykta XVI powinny być takim drogowskazem. I to samo mowi także papiez Franciszek - inaczej stawia akcenty, ale nauczanie pozostaje niezmienne.
Mój Kościół - to Kościół w którego centrum jest Bóg - nie ks. Oko, Boniecki - ale właśnie Bóg.