Dodaj do ulubionych

Wychowanie bez wiary

30.08.05, 15:12
To miała być w zasadzie odpowiedź skierowana do Samboragi w wątku o konwersacjach
ale pomyślałam sobie, że może lepiej utworzyć nowy temat, żeby więcej osób go zauważyło.
Samboraga napisała, że "rolą rodziców jest je [dzieci] w wierze wspierać a przed utratą
wiary, ufności zabezpieczać - chodzi mi o rodsieców wierzących".
Czy sądzicie, że dzieci rodziców niewierzących albo nie przykładajacych do wychowania
w wierze religijnej większej wagi są gorsze? Że rodzice popełniają błąd, który
zaowocuje w przyszłości...no właśnie, czym?
Obserwuj wątek
    • marzek2 Re: Wychowanie bez wiary 30.08.05, 15:45
      Dlaczego pomyślałaś, żeby utworzyć nowy wątek, żeby więcej osób go zauważyło?
      Żeby wywołać większy ferment i zamieszanie?
      Wybacz, ale post nt wychowania bez wiary na forum "Wychowanie w wierze" brzmi
      trochę prowokująco...

      A odpowiadając na Twoje pytania:

      > Czy sądzicie, że dzieci rodziców niewierzących albo nie przykładajacych do wych
      > owania
      > w wierze religijnej większej wagi są gorsze?

      Nie, nie uważam, że są gorsze. Nikt nie jest lepszy, czy gorszy ze względu na
      swoje wyznanie.

      >Że rodzice popełniają błąd, który
      > zaowocuje w przyszłości...no właśnie, czym?

      Trudno powiedzieć, czy popełniają błąd, bo nie wierzę, że rodzice niewierzący są
      w stanie wychować dzieci w wierze. Ich dzieci być może znajdą w przyszłości
      drogę do Boga, ale nie za ich sprawą, tylko łaski Bożej.

      I jescze trochę więcej, żeby zbytnio nie upraszcząć.
      Jestem osobą wierzącą, która żyje (a przynajmniej stara się) żyć zgodnie z
      nakazami Bibli. Bóg w Biblii nakazuje rodzicom dbać o przekazywanie wiary swoim
      dzieciom właśnie. Wychowywanie w wierze oraz modlitwa za moje dzieci to
      najlepsze co mogę im dać, wierzę, że uchroni je to w przyszłości przed wieloma
      błędami, poza tym ufam, że kiedyś same zdecydują się żyć zgodnie z tym, co
      staramy się im przekazać i powierzyć swoje życie Bogu. I że będą zbawione - bo
      zbawienie wieczne moich dzieci jest dla mnie najważniejsze. Co z tego, że
      miałyby tutaj na ziemi super życie, mnóstwo pieniędzy itp, gdyby ich wieczna
      przyszłość była "niespecjalna". Wierzę w istnienie nieba. I w istnienie piekła
      też. Dlatego ze swojej strony dokładam wszelkich starań, żeby moje dzieci po
      śmierci znalazły się tam, gdzie i ja sama mam nadzieję się znaleźć - w niebie, z
      moim Niebieskim Ojcem.

      Wychowując dzieci w wierze po prostu przekazuję im to, co dla mnie w życiu
      najważniejsze.
    • samboraga Re: Wychowanie bez wiary 30.08.05, 15:57
      a jakie jest Twoje zdanie? bo ten ciąg dalszy z odpytywania już mnie powoli
      zaczyna męczyć (tak, tak wiem, nie musze odpowiadaćwink...
      Wierzący Twoim zdaniem sa gorsi?... I dlaczego tak/nie...
      Czy Twoim zdaniem osoba poszukująca sensu, wiary jest osobą poszkodowaną przez
      los, rodziców za to że ta wiara nie jest jej (jeszcze) dana?

      odpowiem za siebie - takie postawienie sprawy prowadzi całą dyskusję na
      manowce, jest błędne
      ludzie nie są lepsi i gorsi bo wierza albo nie
      napisałam, że wspieranie wiary dzieci 'dotyczy' rodziców wierzących
      a pozostali nie popełniają błędu - bo nie wierzą właśnie a więc nie uważają
      wiary, Boga za DOBRO (a generalnie rodzice chcą tego co najlepsze dla swoich
      dzieci), nie widzą w wierze wartości
    • glupiakazia Re: Wychowanie bez wiary 30.08.05, 16:15
      Nie bede na ciebie napadac, ale mam podskorne wrazenie, ze chcesz nas
      poprowadzic w takim kierunku, ze skoro dzieci wychowywane bez wiary nie sa
      gorsze, to o co nam tu wszystkim chodzi i czego my sie tego Boga tak kurczowo
      trzymamy, przeciez same widzicie, ze bez Niego nic zlego sie nie dzieje...

      Jasne, ze sie nie dzieje. Tu na ziemi, a ja chce dla moich dzieci, tak jak
      Marzek, zycia wiecznego. Dla nas to jest najwazniejsze.
      Ale w tym kontekscie pojawia sie jeszcze jeden problem, co do ktorego
      stanowisko KK wydaje sie byc jasne (chociaz musze przyznac, ze go 'nie czuje').
      Chodzi mi o mozliwosc zbawienia poza kosciolem, tzn. osoby niewierzacej,
      nieochrzczonej. Zaloze sie, ze wielu z nas zna takie osoby, ktore wedlug nas
      sa 'chodzacym dobrem' - ale sa niewierzace. No i co wtedy?

      Ale wracajac do Twojego pytania, czy rodzice niewierzacy popelniaja blad
      wychowujac dzieci bez wiary, to przyznasz, ze jest ono nieco nielogiczne. Nie
      mozna sensownie odpowiedziec na to pytanie, bo niewierzacy nie moze popelniac
      bledu wychowania bez wiary, natomiast moze popelniac blad bycia niewierzacym,
      czyli myli sie, sadzac, ze Boga nie ma. I wychowanie bez wiary jest
      konsekwencja tego bledu, a nie bledem samo w sobie.
    • a_weasley Re: Wychowanie bez wiary 30.08.05, 17:31
      joanna.d.arc napisała:

      > Że rodzice popełniają błąd, który zaowocuje w przyszłości...no właśnie, czym?

      Według moich długoletnich obserwacji - większą skłonnością do relatywizmu
      moralnego.
    • mamalgosia Re: Wychowanie bez wiary 31.08.05, 12:06
      może zagubieniem?
      Ja byłam wychowywana bez wiary (wyjątek: babcia). Gdy odnalazłam wiarę, stała
      się ona moim oparciem - oparciem, którego przedtem nie miałam.
    • ulaj1 Re: Wychowanie bez wiary 31.08.05, 16:45
      > Że rodzice popełniają błąd, który
      > zaowocuje w przyszłości...no właśnie, czym?

      ano tym, ze w ciezkich chwilach takie dzieci nie beda mialy nadziei. beda mowily ze to co je dotyka (spotyka) nie ma sensu.

      to maly dodatek do tych waznych rzeczy ktore powiedziano wyzej smile
    • elwinga Re: Wychowanie bez wiary 31.08.05, 18:16
      Nie, nie myślę, że dzieci są gorsze.

      Natomiast wydaje mi się, że dzieci wychowane w rodzinach religijnie letnich -
      gdzie do chrztu, komunii, ślubu kościelnego idzie się bez głębszej refleksji,
      po prostu dlatego, że "przecież wszyscy idą" - w większości przypadków
      wyrastają potem na ludzi, którzy też robią to "bo wszyscy robią" i często
      wykazują się wręcz żenującym poziomem wiedzy na temat własnego wyznania.
    • joanna.d.arc I znów zbiorcza odpowiedź 07.09.05, 13:25
      Do Marzek2:
      Temat brzmi prowokująco? Być może. Ja się po prostu pytam z ciekawości. Mam nadzieję,
      że prowokująco nie oznacza obrażająco.

      Do Samboragi:
      Moim zdaniem wierzący ani nie są lepsi ani gorsi. Tacy sami ludzie jak wszyscy inni.
      Pod warunkiem, że nie narzucają swojego systemu wartości siłą.
      Uważam, że osoba poszukująca sensu, wiary jest osobą NAGRODZONĄ przez los i rodziców,
      gdyż ona sama może znaleźć swoją wiarę, a nie wierzyć z przyzwyczajenia.

      Do Głupiakazi:
      Dla jednych bycie niewierzącym to błąd, dla innych błąd to bycie wierzącym. To jest
      bardzo względne. WIęc trudno mówić o wychowaniu w niewierze jako konsekwencji błędu.
      Sama mam nieochrzczoną koleżankę. Bardzo miła, uczynna, udzielająca się społecznie
      dziewczyna. Czy ona pójdzie do piekła? Jakoś nie przemawia do mnie wiara, która tak twierdzi.

      Do A_weasley:

      Relatywizm moralny... to dobrze czy źle?

      Do Mamamałgosi:
      Ja byłam wychowana w zasadzie bez wiary i nie czuję się zagubiona. Niektórzy co prawda
      mogą tak to odczytać, skoro pisuje na tym forum, ale to by była błędna interpretacja.

      Do Ulaj1:
      Tak, nadzieja jest ważna. Ale co zrobić, gdy ona staje się płonna. Niewierzący po prostu
      wzrusza ramionami i idzie dalej, a wierzący? Może zwątpić i mieć wurzyty sumienia z tego
      powodu itd.

      Do Elwingi:

      Właśnie tej "letniości" wychowania w wierze chciałabym uniknąć, bo to jest dokładnie
      to co mnie spotkało. Komunia, bierzmowanie były dla mnie jak klasowa wycieczka
      na lody
      albo raczej do jakiegos nudnego muzeum. Lepiej chyba wychować dziecko w niewierze
      niż w takich mechanicznej, bezmyślnej, bezrefleksyjnej wierze?


      Dziękuję wszystkim za odpowiedzi i liczę na kolejną porcję.
      • aka21 Re: I znów zbiorcza odpowiedź 07.09.05, 14:53
        Ostatnio słyszałam piękne zdanie, bardzo podniosło mnie na duchu:
        "Trzeba nadludzkiej siły, aby być człowiekiem, a tą nadludzką siłą jest łaska
        Boża" Sama świadomość Bożej opieki i pomocy daje mi siłę do podejmowania
        kolejnych prób stawania się człowiekiem. Łaska Boża na szczęście jest
        bezinteresownym darem Boga dla ludzi, tylko czy my umiemy i chcemy z niej
        czerpać? Czasem wydaje mi się, ze jest to wielka paczka pełna prezentów, a ile
        z niej weżmiemy zależy od nas samych. Mnie osobiście wiara nadaje sens życiu .
        Bóg jest Kimś konkretnym, ale musiałam sama (jak już gdzieś kiedyś chyba
        pisałam) Nim się zachwycić, a nie poprzestać na "przyzwyczajeniu". Jestem
        wdzięczna rodzicom,że pokazali mi Boga, a także wszystkim tym którzy pomogli mi
        zakochać sie w Nim i odkryć jako kochającego Ojca i Przyjaciela.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka