Dodaj do ulubionych

Ksiądz po kolędzie

06.01.06, 08:51
Kochani,
jak u Was wygladaja wizyty kolędowe ...

ja mam parafie zakonna, ksiezy mnostwo i chocby dlatego wydawalo mi sie, ze
ci ksieza beda miec troche czasu na posiedzenie, porozmawianie ... a tu
standard chyba - wpada ksiadz, krotka koleda, szybka modlitwa, ze trzy minuty
rozmowy, polegajacej na wypytywaniu, gdzie pracujemy i opowiadaniu przez
ksiedza swego zyciorysu, zostawienie obrazka i tyle.

Co roku tak samo, tylko ksieza za kazdym razem inni; a ja tak co roku czekam,
tak wypartuje, tak sie jakos duchowo przygotowuje na te wizyte, na rozmowe
i ... taka kurcze rozczarowana jestem .....

Czy takie koledy to standard, czy moze sa gdzies ksieza, ktorzy sprawe
traktuja powaznie i dla ktorych ten poswiateczny czas jest przeznaczony
naprawde na to, zeby parafian wysluchac, zeby ich naprawde choc troche poznac
i zeby pogadac o czyms powaznym .......
Obserwuj wątek
    • fiamma75 Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 09:53
      Nie lubię kolędy, zwł. gdy przychodzi proboszcz. Rok temu był i teraz znowu.
      Tym razem zbił nam bombkę i zdemolował fotel (jest tak ciężki, że po jego
      wyjściu okazało się, że poszło w drzazgi kółko) smile
      Zawsze zadaje głupie pytania - teraz: "Kiedy się dorobimy (dziecko oczywiście)?
      Jestem złośliwa i nie lubię takich pytań (ciąży dla niewprawnego oka jeszcze po
      mnie nie widać), więc odrzekłam, że chcielibyśmy się dorobić większego
      mieszkania czy lepszego samochodu, ale to nie takie proste smile Sprecyzował, że
      chodzi mu o dziecko. Usłyszał odpowiedź, że w swoim czasie, jak Bóg pozwoli (co
      jest prawdą, zresztą cały czas się boję, że stracimy to maleństwo). On na to
      zaczął wciskać jakieś kawałki o współpracy w przekazywaniu życia, itp. więc
      wnerwiona na całego spytałam, co mówi małżeństwom, które nie mogą mieć dzieci.
      tu go trochę zbiłam z tropu, zaczął coś się tłumaczyć, że to co innego. I tak
      wygląda cała rozmowa - rok temu pytał, kiedy przylecą bociany.
      I tak wygląda rozmowa duszpasterska.
      Zastanawiam się, co zrobić, by za rok wywinąć się z kolędy.
      Dla mnie jest to strata czasu i nerwów.
      • minerwamcg Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 12:25
        To i tak nieźle, bo u mojej przyjaciółki ksiądz wparował i ledwie Pana Boga
        pochwalił, walnął pytanie: "ślub czy kontrakt?" Mnie z kolei nasi księża
        rokrocznie wypytywali, kiedy wreszcie zamierzam wyjść za mąż.
        Darowałabym zbitą bombkę, kółko w fotelu też da się naprawić (albo nie sadzać w
        nim takiego wielebnego słonia smile, czasem się zdarza, że gość coś zepsuje, więc
        pal licho - ale żeby wizyta była wizytą, a nie wizytacją. Chociaż u nas w
        parafii proboszcz mówił właśnie tak: "wizytacja duszpasterska".
        • fiamma75 Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 12:40
          Parę lat temu, gdy mieszkałam sama, pewien wikary chyba tym wystraszony, spytał
          się "Kiedy zamierzam założyć związek?". niestety nie sprecyzował o jaki mu
          chodzi smile
          • mamalgosia Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 16:09
            oczywiście zawodowy
    • aka21 Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 14:05
      Mnie się wydaje, że tym duszpasterzom to też jest trudno. Czasem jest mi ich
      zwyczajnie żal. Rodziny są bardzo różne, różne mają oczekiwania, jedni czekają
      na głęboką rozmowę, inni pytania o wiarę uważają za wtrącanie się w ich życie,
      jeszcze inni chcą mieć tylko adnotację w księgach, że księdza przyjęli, bo może
      się to przydać.
      Pamiętam pierwszą kolędę w naszym mieszkaniu. To była sobota, chcieliśmy gdzieś
      wyjechać. O 9 rano na osiedle przyjechał ksiądz. Nie wiedzieliśmy od której
      strony będzie chodził i kiedy do nas dojdzie. Mąż wyszedł by zapytać
      ministrantów. Okazało się, że przyjdzie zaraz! Wszedł ze słowami - chodźmy bo
      tu nas chcą. Potem zachowywał się trochę "na luzaka" co mnie denerwowało
      (trącanie bańki na choince podczas modlitwy). Potem usiadł i stwierdził, że
      wszyscy chcą księdza, ale dopiero po południu. Zaczęliśmy rozmowę, powoli
      wszystko z niego uszło, zachowywał się normalnie, rozmawialiśmy o wierze, o
      naszej wspólnocie, o jego planach parafialnych (był wikarym i zajmował się
      młodzieżą). Na koniec wziął od nas numer telefonu, obiecaliśmy mu pomoc.
      Niestety szybko został przeniesiony na inną placówkę...
      W ubiegłym roku księdza przyjmowaliśmy "po terminie". Tak było o wiele lepiej.
      Wiedział, że jest mile widziany i nigdzie nie musiał się spieszyć.
      Porozmawialiśmy i to tak szczerzesmile
      Myślę, że musimy być trochę bardziej wyrozumiali, to też ludzie, ale z drugiej
      strony nie wolno nam tolerować braku szacunku dla drugiej osoby... tak w imię
      braterskiej miłości.
    • samboraga Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 14:34
      Przez wiele lat mieliśmy starego proboszcza (w mocno podeszłym wieku), który sam
      chciał wizytować całą parafię i efekt był taki, że zachodził do - dosłownie -
      kilku domów w pobliżu kościołacrying(
      Muszę przyznać, że odkąd mam swoją rodzine i 'domostwo' to brakowało mi tych
      wizyt(zostałam w 'rodzinnym' domu, rodzice się wyprowadzili). Z rozmów z
      sąsiadami (ludzie w różnym wieku) zauważyłam, że im też, trochę tak jakby
      parafianie byli dla księdza, proboszcza nieważni...
      Ale od 3 lat zmienili się księża, kolęda jest co rokusmile)
      Nie jesteśmy w żadnej wspólnocie, więc nie jesteśmy jakoś rozpoznawalni. Raz czy
      dwa zaszliśmy do kancelarii po jakieś zaświadczenie parafialne, w tym na
      pielgrzymkę i zgadało się z ksiedzem, że on tez sie wybiera do Compostelli. I
      cóż - ten ksiądz był akurat u nas na kolędzie i rzeczywiście rozmawiało się
      inaczej, ale...też 10-15 minut. Rok wcześniej był u nas nowy proboszcz i bardzo
      się ucieszył, że parafianie intesują sie rozpoczętym przez niego remontem, nie
      tylko od strony finansowejwink) A potem przez moment rozmawialiśmy o walorach
      fotografii cyfrowej, bo włąśnie zamierzał sobie kupić cyfrówkęwink...
      I szczerze mówiąc ja nie obiecuję sobie po wizycie 'kolędowej' za wiele w sensie
      głębi. Dla mnie to raczej czas Bożego błogosławieństwa dla domu.
      Natomiest faktycznie zdenerwowałabym się takimi pytaniami jak piszecie czy też
      dyżurnym tematem w domu, w którym są dzieci 'pokaż zeszyt do religii'... Uważam,
      że to taka zasłona dymna, że wielu kapłanów nie wie o czym rozmawaic z
      wiernymi, a tak wejśc i wyjść nie wypada...
      Wiem, że księdza mogę zagadnąć w zakrystii, w kancelarii, że mogę umówić się na
      rozmowę czy na kawę - jeżeli bym tylko miała potrzebę rozmowy czy to o jakims
      problemie czy o wierzesmile)
    • malgog Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 15:40
      dodam, że do obowiązków kolędy dochodzi też "odpytanie" przedszkolaka
      czy chodzi na mszę, czy odmawia modlitwy, z kim jest religia...
      szybko i jak dla mnie "bezboleśnie"

      kiedy mieszkałam jeszcze z rodzicami (a pochodzę z małego miasteczka, w którym
      wszyscy lub prawie wszyscy wszystkich znają), "udzielałam" się w kościele
      wikarymi byli młodzi księża, niemalże w moim wieku

      tam jest taki zwyczaj, że ulicą chodzi dwóch księży - jeden z jednej strony
      ulicy a drugi z drugiej
      moim rodzice mieszkali w połowie "drogi" i ponieważ zawsze kolęda zaczynała
      się po obiedzie - u nas wypadał podwieczorek
      przeważnie przygotowywałam wręcz drugi obiad i obaj księża robili sobie dłuższą
      przerwę na pogaduchy....
      rozmowy schodziły na tematy "niekolędowe"

      potem sąsiadki miały mi za złe , że się nie mogły doczekać...

      zapomniałam dodać, że "na wsi" u moich rodziców jest taki zwyczaj, że na
      księdza czeka się przed bramą domu i kiedy widać, że ksiądz wychodzi od
      sąsiadów i idzie w naszą stronę trzeba wyjśc mu naprzeciw i zaprosić do domu
      (czasami odległości między domami są spore)
      wogóle kolęda na wsi wygląda inaczej niż w blokach

      acha, a kiedy ksiądz wybiera się kolędować na wieś to zawsze ogłasza, żeby
      sołtysi przysyłali sanie na plebanię i po kolędzie też się odwozi ksiedza "do
      domu" smile))))
    • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 15:53
      Well...
      W tym roku bedzie pierwsza na nowym mieszkaniu. Kupilismy po starszym zboru SJ, wiec najprawdopodobniej nas ominie ta watpliwa przyjemnosc smile
      A nawet jesli, i zona sie uprze zeby przyjac go w dom (bo jest katoliczka...), to go wpierw przemagluje porzadnie big_grin
    • mamalgosia Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 16:11
      Myślę, że to, jak będzie przebiegała taka wizyta duszpasterska, w wielkiej
      mierze zalezy również od nas. Ale powiem szczerze, że nam sie jakoś chyba nie
      chce chcieć, bo w większości przypadków jest to stracony czas - chyba dla obu
      stronsad((
      No, chyba, ż eprzyjdzie proboszcz, on jakoś potrafi zmienić ugór w żyzną glebę
    • tres_ka Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 16:17
      Hej, nie bądźcie tacy krytyczni wink
      Moja parafia liczy kilkanaście tys. mieszkańców. Gdyby ksiądz chciał siedzieć u
      każdego dłużej niż te 10-15 minut, to musiałby chodzić po kolędzie przez cały
      rok wink. Muszą być też zmęczeni.

      A co do rozmów, to wszystko zależy od człowieka.
      • verdana Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 21:50
        He, he. U nas ze trzy-cztery lata temu ksiądz pytał męża, czy mu nie wstyd, że
        zona ma habilitację, a on tylko magisterium. W zezłym roku inny ksiądz
        stwierdził, że żona powinna najwyżej zarabiać na "szpilki" (ja zarabiam
        znacznie więcej od męża), a nie naprawdę pracować - zapytałam go, czy wobec
        tego warto w ogóle kobiety uczyc czytać i pisać i ciekawe, jak by mój mąz z
        jednej pensji utrzymał pięć osób. I czy uwaza, ze powinnam, zamias pisać
        książkę profesorską zająć się cerowaniem - i czy zna opowieść o zakopywaniu
        talentów.
        Chyba księża z naszej parafii chcą nas rozwieść...
        • tres_ka Re: Ksiądz po kolędzie 06.01.06, 22:05
          To ja mam chyba szczęście, bo u mnie zawsze księża byli mili i tacy normalni smile
    • lolinka2 Re: Ksiądz po kolędzie 07.01.06, 23:06
      Dawno dawno temu, w moich katolickich czasach (czyli jakieś 15 lat temu) był w
      naszej parafii taki ksiadz który się odznaczał niepospolitym talentem
      organizacyjnym, przywódczym i pojednawczym- kiedy przychodził (30-40 minut),
      zagadał na taki temat który był człowiekowi bliski- z matką rozwikływał kwestie
      prawd wiary, z ojcem o gospodarstwie i zbiorach rozprawiał a ze mną mówił o
      poezji np. Człowiek miał w kościele tłumy, błyskawicznie w małej wsi postawił
      ogromny kościół- potrafił uderzyc w odpowiednią strunę.
      Po jego wyjeździe (i awansie zdaje się), pojawił się taki 'nieprzystosowany
      społecznie'- ja byłam wtedy świezo upieczonym ŚJ i kiedy przyszedł do rodziców,
      zastał mnie w domu, od progu zaczął wrzeszczeć o odszczepieńcach itp. Ojciec
      (człowiek wyjątkowo spokojny) spurpurowiał i wciagnąl go siłą do pokoju- to mu
      wypalił ze wyrodna jestem i na jego pogrzeb nie przyjadę na pewno- wyszedł
      szybciej niż wszedł mimo stoickiego spokoju ojca zazwyczaj. I przez parę
      kolejnych lat nie przychodził. Natomiast spotkałam go ileś lat później (muszę
      dodać dla pełnego obrazu sprawy) w pracy (pracowaliśmy w jednej szkole) i żyłam
      z nim całkiem całkiem nieźle (a przynajmniej spodziewałam się ze gorzej będzie).
      Tez wyjechał z tej miejscowości... w tej chwili zwyczajowo rodziców nie odwiedza
      nikt (mimo ze oficjalnie są katolikami), bo tak sie przyjęło...
      • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 07.01.06, 23:59
        lolinka2 napisała:

        > Tez wyjechał z tej miejscowości... w tej chwili zwyczajowo rodziców nie odwiedz
        > a
        > nikt (mimo ze oficjalnie są katolikami), bo tak sie przyjęło...
        Szczerze mowiac, mam nadzieje ze mnie spotka to samo - bo nie mam ochoty sie z ksiedzem nawzajem nawracac smile
        • sion2 Re: Ksiądz po kolędzie 08.01.06, 10:37
          Jak jak zwykle nienormalnie, mam takie strasznie rzadkie szczęście że w moim
          zyiu w ogóle prawie nie zdarzali się "źli księża", choć z racji róznych
          znajomości mojej rodzinki oraz swojego wyszktałcenia i przynaleźności do
          wspólnot - poznałam w życiu gdzieś 5 razy więcej księży niż przeciętny
          śmiertelnik. W ogóle jak słucham ludzi albo czytam fora stwierdzam ze powinnam
          się gdzies jako anomalia zgłosić - tak wszyscy jadą na księży a ja ciągle
          zadowolona i nie wiem o co im chodzi?

          No wiec u mnie kolędą jest przyjemnym wydarzeniem. Zarówno jak mieszklaiśmy na
          Ursynowi w 25 tys parafii, gdzie księży wikarych było 8 + ksiadz proboszcz, jak
          i gdy mieszkamy w 5 tys miejsowości. W tej duzej parafii każdego roku inny
          ksiądz nam sie trafiał, w ciągu 10 lat tylko jeden raz ksiądz sie zachowywał jak
          panisko.
          W mojej małej parafii jest super. Choc księza sie zmieniają to tylko raz na rok
          mieliśmy księdza takiego.... hm.... nie pasował do naszej serdecznej atmosfery z
          jakiej słynie moja miejscowość wśród duszpasterzy. Tak to zawsze wikary -
          najczęściej dostajemy takich zaraz po swieceniach, gdyż u nas naprawdę parafia
          kształtuje dobrze księzy - szybko chwytał o co idzie i był sercem dla ludzi.
          Natomaist u nas dużo jest też tzw. nowobogackich. I nawet na swojej ulicy
          widziałam obrazek księdza stojącego po kostki w wodzie przed furtką, w czasie
          deszczu, dzwoniącego do willi gdzie pani sie wychyla i krzyczy "zaraz" poczym
          ksiądz stoi pokornie 10 minut, ona znowu się wychyla, pies ujada na księdza i
          ksiądz w końcu po 20 min odhcodzi mokry i brudny. Były tez wypadki puszczenia
          psów na księzy. A słyszeliście może o wypadku w Warszawie gdzie ksiądz z mojej
          wpsólnoty wracając z kolędy został napadnięty, pobity do nieprzytomności dla 500
          zł które uzbierał na kolędzie?
          A moze wiecie że księza chodza po tej kolędzie codziennie przez kilka tygodni od
          16 do 22 w tyg a w soboty od 10 do 15? I wtedy gdy wy po pracy wracacie do domów
          na odpoczynek, oni będąc po lekcjach w szkole, dyżurze w kancelarii do 22 musżą
          być "usmiechnięci i pobozni". NIech każdy zada sobie pytanie czy potrafiłby
          przez tyle czasu zajśc do każdego na co najmniej pół godziny, być dla wszystkich
          miły, pomodlić się 50 razy dziennie tą samą modlitwą z wielkim wyczuciem,
          pobożnością i ekstazą na twarzy?

          Piszę nie dlatego że jestem "niedojrzała i nie potarfię znieść krytyki kościołą
          katolickiego w najmniejszej postaci" jak mi ktoś kiedyś na priv napisał, tylko
          dlatego że moim zdaniem nalezy zacząć od wdzięczności, potem popatrzeć na sprawę
          obiektywnie (czyli zadać sobie sprawę z uwarunkowań księdza) a następnie
          ewentulanie pozwolić sobie na krytykę. Łatwo jest patrzeć tylko tak "mnie się
          nalezy żeby ksiądz był miły, żeby mnie o nic nie pytał, żeby był pełen mocy
          Ducha św. i w niej działał, żeby nie zwracał mi uwagi na moje zycie, żeby
          rozmawiał ze mną (i z wszystkimi moimi 50cioma sąsiadami) ciekawie, rzucając
          dowcipem itd itd.".

          Dla mnie osobiscie ksiądz po kolędzie jest tylko człowiekiem. A ludzie są rózni:
          głupi, madrzy, ciekawi, nudni, tolerancyjni, nietolerancyjni, urzędowi, na luzie
          itd. Kolęda to nie sprawowanie sakramentu, to spotkanie na płaszczyźnie
          ludzkiej, tak dla poznania się bliżej. Nie chce ksiądz poznać nas bliżej? Jego
          sprawa, Bóg z nim. Chcemy aby księza zawsze byli wzorowi i porywali nas
          przykładem swojego życia - a moze zapytajmy się wpierw siebie czy ja robię
          wszystko dla Chrystusa i jestem przykładem dla innych?

          • utka Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 09:27
            Sion niewatpliwie masz racje, ale tez komu wiecej dano, od tego wiecej wymagac
            beda ... Kazdy chyba stara sie byc dobry w tym co robi, ksiadz mysle tez - on
            tez jest tylko czlowiekiem, ale charakter jego pracy jest zdecydowanie inny. Ja
            nie mowie, ze wszyscy ksieza sa zli - wiadomo talenta sa rozne ... jedne jest
            b. dobrym administratorem, inny pieknie spiewa, a trzeci potrafi z kazdym
            rozmawiac i do kazdego trafic.
            Wiesz tak sie sklada, ze ja z racji relacji rodzinnych, towarzyskich no i z
            racji chrakteru mojej pracy tez znam wiekszosc ksiezy z dwoch duzych
            archidiecezji, ale niestety szczescia do wspanialych duchownych i kaznodziejow
            nie mam tyle co ty niestety. Nie zamierzam zle o nikim mowic, po prostu wiem,
            ze to tez ludzie ze wszystkimi swoimi zaletami, wadami i przywarami, no i calym
            ich zmaeczeniem. Ci nie za bardzo 'ksiezowscy' to mnie bawia racej niz zloszcza.

            Moze ja rzeczywiscie za duzo po takiej wyzycie kolendowej sie spodziewam,
            wydaje mi sie, ze skoro jest to tylko raz w roku no i u nas w parafii cala ta
            wizyta trwa ok. 1,5 tygodnia, to jakos tak myslalam, ze ci ksieza powinni
            dluzej posiedziec u kazdego, porozmawiac, popytac o rozne rzeczy. Wiadomo, ze
            moze nie kazdy ma ochote na zwierzenia i takie rozmowy, ale inteligenty ksiadz
            po pierwszej odpowiedzi na zadane pytanie wylapie czy moze ciagnac rozmowe
            dalej czy lepiej dac sobie spokoj.

            • utka ups 09.01.06, 09:28
              koledowej rzecz jasna .....
          • mader1 Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 09:49
            Ja mam generalnie tak jak Sion tym razem. Czasem się spieszą, czasem nie są
            zbyt zręczni czy mądrzy - ale to nic nadzwyczajnego ( pycha przeze mnie
            przemawia : że niby ja taka mądra jestem wink)))
            Większość udaje nam się oswoić wink
            W starej parafii, która była duża, był taki zwyczaj, że wizyta duszpasterska
            odbywała się cały rok. Było wtedy więcej czasu na pogadanie.
            W tym roku jeszcze nikogo nie było, ale spodziewamy się dobrej kolędy. Wiecie
            dlaczego ? Bo proboszcz wczoraj, zdając relację z roku 2005, powiedział, że są
            zaskoczeni miłym, dobrym i ciepłym przyjęciem w rodzinach. Mówił, że wierni
            tacy wyjatkowi i rozmodleni. I prosił o modlitwę za kapłanów, by nie zbłądzili,
            ale by prowadzili nas do Nieba. Wydaje mi się, że jest to podstawa do
            współpracy wink
          • tres_ka Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 19:42

            > Jak jak zwykle nienormalnie, mam takie strasznie rzadkie szczęście że w moim
            > zyiu w ogóle prawie nie zdarzali się "źli księża"

            Ja tak samo smile))
          • karolinka_23 Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 22:16
            sion2 napisała:

            > Jak jak zwykle nienormalnie, mam takie strasznie rzadkie szczęście że w moim
            > zyiu w ogóle prawie nie zdarzali się "źli księża",
            > W ogóle jak słucham ludzi albo czytam fora stwierdzam ze powinnam
            > się gdzies jako anomalia zgłosić - tak wszyscy jadą na księży a ja ciągle
            > zadowolona i nie wiem o co im chodzi?

            > Tak to zawsze wikary -
            > najczęściej dostajemy takich zaraz po swieceniach, gdyż u nas naprawdę parafia
            > kształtuje dobrze księzy - szybko chwytał o co idzie i był sercem dla ludzi.
            > Natomaist u nas dużo jest też tzw. nowobogackich.

            Łatwo jest patrzeć tylko tak "mnie się
            > nalezy żeby ksiądz był miły, żeby mnie o nic nie pytał, żeby był pełen mocy
            > Ducha św. i w niej działał, żeby nie zwracał mi uwagi na moje zycie, żeby
            > rozmawiał ze mną (i z wszystkimi moimi 50cioma sąsiadami) ciekawie, rzucając
            > dowcipem itd itd.".
            >
            > Dla mnie osobiscie ksiądz po kolędzie jest tylko człowiekiem. A ludzie są rózni
            > :
            > głupi, madrzy, ciekawi, nudni, tolerancyjni, nietolerancyjni, urzędowi, na luzi
            > e
            > itd. Chcemy aby księza zawsze byli wzorowi i porywali nas
            > przykładem swojego życia - a moze zapytajmy się wpierw siebie czy ja robię
            > wszystko dla Chrystusa i jestem przykładem dla innych?

            Jeśli mogłabym być tak bezczelna, to pragnę również pod wypowiedzią Sion się
            podpisać wink
            • minerwamcg Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 22:35
              No cóż, ja kilku spotkałam... Ale fakt jest faktem, że uczestnicząc w różnych
              ruchach religijnych i wspólnotach, łatwiej jest spotkać tych "dobrych" księży,
              zaangażowanych, otwartych, światłych. Inni raczej takie wspólnoty omijają,
              uważając je za "jakieś dziwactwo".
              U nas w domu na ogół kolęda była drętwą oficjałką, z wyjątkiem paru przypadków.
              Raz przyszedł po kolędzie mój katecheta i moderator Oazy, w której się
              udzielałam. Prześwietny gość, świeć Panie nad jego duszą, bo zginął w Alpach, a
              młodszy był wtedy niż ja teraz. Ale mniejsza o to. W każdym razie w pokoju
              podejmowałyśmy go obie z mamą, a w kuchni... mój brat wraz z dwoma podpitymi
              murarzami walczył z remontem. Ksiądz nie wytrzymał, i do kuchni zajrzał.
              Rumowisko, gruz, mój brat na drabinie kuje pod sufitem rowki na przewody,
              murarze przerzucają się słownictwem czysto budowlanym... no sodoma-gomora. A
              ksiądz niezmieszany wziął kropidło i cały ten bardak pobłogosławił smile)))

              Drugi raz było fajnie, kiedy przyszedł proboszcz. Zgadało się o remoncie
              kościoła, o architekturze - brat skoczył do siebie do pokoju po album
              Krygiera "Widoki dawnego Podgórza" i chyba z godzinę oglądaliśmy zdjęcia
              poprzedniego kościoła, i fotoreportaż z budowy obecnego. Wszystko z przełomu
              XIX i XX wieku.
          • a_weasley Ciężka dola taksiarza, niełatwa jest praca kelnera 10.01.06, 02:06
            sion2 napisała:

            > A słyszeliście może o wypadku w Warszawie gdzie ksiądz z mojej
            > wpsólnoty wracając z kolędy został napadnięty, pobity do nieprzytomności
            > dla 500 zł które uzbierał na kolędzie?
            > A moze wiecie że księza chodza po tej kolędzie codziennie przez kilka
            > tygodni od 16 do 22 w tyg a w soboty od 10 do 15?

            Jest to głupota i należy owe wizyty rozgęścić w czasie.

            > I wtedy gdy wy po pracy wracacie do domów na odpoczynek,
            > oni będąc po lekcjach w szkole, dyżurze w kancelarii do 22
            > musżą być "usmiechnięci i pobozni". NIech każdy zada sobie pytanie
            > czy potrafiłby przez tyle czasu zajśc do każdego na co najmniej pół godziny,
            > być dla wszystkich miły, pomodlić się 50 razy dziennie tą samą modlitwą
            > z wielkim wyczuciem, pobożnością i ekstazą na twarzy?

            A kto jemu każe się modlić za każdym razem tą samą?
            Zresztą mniejsza o to. Jest mnóstwo zawodów, w których trzeba być uprzejmym i
            miłym dla wielu ludzi pod rząd, z których część nie jest ani uprzejma, ani miła.
            Taką pracę ma panienka w biurze obsługi klienta, konduktor, taką pracę ma też
            ksiądz.
            Ja akurat mam szczęście, na ogół księża się zachowują sensownie. Z drugiej
            strony jako niekatolik - z czego nie robię tajemnicy, przed księdzem po kolędzie
            również - zażywam komfortu bycia nietypowym przypadkiem.

            > Dla mnie osobiscie ksiądz po kolędzie jest tylko człowiekiem.

            No właśnie! Człowiekiem jest i jak każdy inny człowiek bywa oceniany - czy swoją
            pracę wykonuje dobrze, źle czy tak sobie.

            > Nie chce ksiądz poznać nas bliżej? Jego sprawa, Bóg z nim.

            Po to podobno jest kolęda, żeby księża lepiej poznali swoje owieczki.

            > Chcemy aby księza zawsze byli wzorowi i porywali nas
            > przykładem swojego życia - a moze zapytajmy się wpierw siebie czy ja robię
            > wszystko dla Chrystusa i jestem przykładem dla innych?

            Wiesz, kiedyś zdarzyło mi się, opowiadając proboszczowi po kolędzie o różnych
            rozmowach ideologicznych - bo był to taki czas, że mi często przychodziło
            strapionych pocieszać, a wątpiącym dobrze radzić - powiedzieć "No i wychodzi, że
            muszę robić za rzecznika Pana Boga". Ksiądz odpowiedział: "Wszyscy jesteśmy Jego
            rzecznikami - tyle, że dla mnie to jest zawód, a pan to robi społecznie". Otóż
            to. To jest ich praca. I powinni ją wykonywać jak najlepiej.
            • utka Minerwamcg i A_weasley ... 10.01.06, 08:49
              pozdrawiam Podgórzan ... smile

              ... u. ze Starego Podgórza ...

              • minerwamcg Re: Minerwamcg i A_weasley ... 10.01.06, 11:34
                Z Podgórza jestem tylko ja, a dokładniej z Rękawki smile)) Teraz mieszkamy w
                Warszawie, ale bywamy u mamy mniej więcej co dwa miesiące.
                Pozdrowienia! Pewnie byśmy się dogadały do mnóstwa wspólnych znajomych smile)))
                • agrescik75 Re: Minerwamcg i A_weasley ... 10.01.06, 13:14
                  minerwamcg napisała:

                  > Z Podgórza jestem tylko ja, a dokładniej z Rękawki smile))

                  Mowa o Podgórzu krakowskim? Jesli tak to pozdrawiam z Płaszowa smile
                  • minerwamcg Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 00:59
                    Utka, Stare Podgórze i parafia zakonna? Czyżby Redemptoryści?
                    Agreścik, z Płaszowa? Z tej niedawno powstałej parafii św. Kingi, czy od Matki
                    Bożej Dobrej Rady? Bo ja byłam, póki nie wyjechałam za Weasleyem do Warszawy,
                    od św. Józefa.
                    • fiamma75 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 09:44
                      minerwamcg napisała:

                      > Utka, Stare Podgórze i parafia zakonna? Czyżby Redemptoryści?
                      > Agreścik, z Płaszowa? Z tej niedawno powstałej parafii św. Kingi, czy od
                      Matki
                      > Bożej Dobrej Rady? Bo ja byłam, póki nie wyjechałam za Weasleyem do Warszawy,
                      > od św. Józefa.
                      Mój tata był z parafii MB Dobrej Rady, ale jako dziecko mieszkał na
                      łagiewnikach, a potem był od św. Józefa smile
                      • mader1 Re: A powinniśmy ? :)))) 11.01.06, 10:12

                    • agrescik75 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 10:27
                      > Agreścik, z Płaszowa? Z tej niedawno powstałej parafii św. Kingi, czy od
                      Matki
                      > Bożej Dobrej Rady?

                      Z Najswiętszego Serca Pana Jezusa w Krakowie-Płaszowie (księża sercanie), ale
                      prawde mówiąc nie za czesto tam bywam. "Moim" kościołem sa dominikanie.

                      Pozdrawiam smile
                      • aka21 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 10:40
                        A do dominikanów to na którą Mszę chadzacie?, że tak z ciekawości zapytamsmile))
                        (Chyba faktycznie nas wykasująwink
                        Pozdrawiam prawie z Kobierzynasmile
                        Agnieszka
                        • agrescik75 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 12:38
                          aka21 napisała:
                          > A do dominikanów to na którą Mszę chadzacie?, że tak z ciekawości zapytamsmile))

                          W niedzielę na konwentualną o 10:30 (no chyba ze mi cos wypadnie, ale raczej
                          rzadko mi się to zdarza). Czasem chodzę jeszcze w tygodniu na 17:00.

                          • aka21 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 12:51
                            To się może czasem gdzieś w drzwiach mijamywink, bo my czasem na 12 docieramy.
                            Ostatnio niestety dość rzadkosad(.
                            • agrescik75 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 13:19
                              1 stycznia byłam na 12:00 (nie wstałam na 10:30 wink
                              • aka21 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 11.01.06, 13:32
                                A ja byłam w parafiiwink)
                                • isma Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 13.01.06, 08:37
                                  To moze sie wresdzcie umowmy, co?
                                  Ja wprawdzie, jak wiecie, od dominikanow wole jezuitow (moj maz twierdzi, ze na
                                  widok bialego habitu dostaje gesiej skorki, i dodaje uspokajajaco, ze to byc
                                  moze ze wzgledu na skojarzenie z medycyna, nie z inkwizycja wink)), ale moge sie
                                  poswiecic.
                                  • agrescik75 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 13.01.06, 09:27
                                    Teraz zima, to bracia często chodzą w czarnych płaszczach narzuconych na
                                    habity wink

                                    A mąż niech nie kojarzy białego habitu ze szpitalem czy inkwizycją, tylko niech
                                    pomyśli cieplutko o papieżu (bo to własnie od dominikańskiego habitu Piusa V
                                    wziął się biały kolor ubioru papieża) smile

                                    Pozdrawiam serdecznie wszystkie Krakowianki jak i poza-Krakowianki smile
                                  • aka21 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 13.01.06, 10:06
                                    Jestem jak najbardziej za spotkaniem! i obiecuję, że w białym habicie nie
                                    przyjdęwink.
                                    A tak na marginesie pozwolę sobire zapytać - czy ta gęsia skórka to już na samą
                                    myśl o duchowości dominikańskiej się pojawia, czy jednak na widok habitu smile).
                                    I doceniam twoje poświęceniewink)
                                    Serdecznie pozdrawiam
                                    Agnieszka
                                    • isma Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 13.01.06, 18:28
                                      He, he, rywalizacja pomiedzy tymi z pl. Dominikanskiego i tymi z Kopernika,
                                      przynajmniej w naszym pieknym miescie, jest chyba spora.
                                      Poza tym moj maz jest raczej z tych milkliwych, wiec popisy oratorskie (oraz
                                      pienia anielskie) go raczej nie ekscytuja, za to ma w wielkim powazaniu
                                      konkretne i zorganizowane dzialanie, no, takie... zolnierzy Chrystusowych wink)).
                                      • isma Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 13.01.06, 18:30
                                        To co - w niedziele po mszy o 10.30?
                                        • aka21 Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 16.01.06, 10:19
                                          za to ma w wielkim powazaniu
                                          konkretne i zorganizowane dzialanie, no, takie... zolnierzy Chrystusowych wink)).
                                          • utka Re: Robi się oftopik, zaraz nas przegonią :))) 16.01.06, 11:23
                                            ja tez sie spotkam - juz o tym pisalam, ale mnie ciut nizej wyrzucilo ...
          • agrescik75 Re: Ksiądz po kolędzie 10.01.06, 13:19
            > A moze wiecie że księza chodza po tej kolędzie codziennie przez kilka tygodni
            > od 16 do 22 w tyg a w soboty od 10 do 15?

            U mnie chodzą od 15:30 (od poniedziałku do piątku oraz w niedziele), a w soboty
            chyba od 10:30.
            Co roku denerwuję się tą 15:30, bo to stanowczo nie jest godzina dla większości
            ludzi. Mało kto wtedy jest w domu. Zawsze z sercem na ramieniu leciałam do domu
            i bałam sie czy jak już dolecę to nie okaze się, ze ksiądz już był (ale na
            szczęście moja klatka nigdy nie szła na pierwszy ogień).
            W tym roku mi sie udało.... mam kolędę w niedzielę 14 stycznia smile
            • utka Re: Ksiądz po kolędzie 16.01.06, 11:22
              sie pisze ... )
              Ismo - chyba mamy wspolnego znajomego jezuite ks. Jacka (moj kolega licealny) smile
    • glupiakazia Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 11:49
      W zeszłym roku proboszcz zabawił u nas może ze 20 minut, w tym czasie zjadł 2
      pęta kiełbasy, pół salcesonu i słoik ogórków kiszonych. To są fakty wymierne,
      choć ustosunkować się do nich można różnie.
      Żarłok nieokrzesany, o umiarkowaniu w jedzeniu zapomniał, a innych poucza!
      Można by i tak.
      My się cieszyliśmy, że mu smakowało (w końcu własny wyróbsmile). Wiedzieliśmy, że
      chodził po domach od rana, był zmęczony. Ma rację Sion, że nam się wydaje, że
      conajmniej Duch Święty do nas przyjdzie. A przychodzi człowiek, tak samo jak
      my mądry lub głupi, tak samo jak my zmęczony lub nie. Z tym, że dla niego nie
      ma taryfy ulgowej. Mam nawet wrażenie, że ludzie często, nawet podświadomie
      czekają na ich potknięcia, bo to taki fajny temat do opowiadania znajomym.
      I rzeczywiście bywa, że są to historyjki śmieszne i sama się z nich śmieję, tak
      jak śmieję się z historii o mamie mojej przyjaciółki, która w nocy zamiast
      kropli żołądkowych napiła się gencjany.
      Bo jesteśmy tylko ludźmi. Od księży wymagamy - oni mają wiedzieć, co nas
      dręczy, jakie mamy wątpliwości i problemy, jak do nas trafić, a czego
      absolutnie nie wolno mówić. Czy w związku z wizytą duszpasterską wymagamy
      czegoś od siebie?
      Jeśli ktoś jeszcze pamięta o naszej forumowej modlitwie o 21, to proponuję
      modlitwę w intencji kolędujących księży i przyjmujących ich ludzi.
      • fiamma75 Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 12:24
        To wszystko, co piszecie o zmęczeniu księży to prawda, ale tak się składa, że
        my jesteśmy DRUGĄ rodziną, którą odwiedzał proboszcz tego dnia (zawsze jesteśmy
        drudzy, więc o wielkim zmęczeniu mowy być nie może.
      • utka Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 13:15
        Kaziu,

        w mojej rodzinnej wiejskiej parafii jest ksiadz, ktory tak sobie
        kolede 'ustawia', zeby w porze obiadu byc u tych, ktorzy zawsze obiadem go
        przyjma, a na kolacji u tych, ktorzy zawsze mu kolacje zaserwuja ... smile
        nie wiem od ktorej chodzi, jak od rana, to pewnie sie gdzies na sniadania dobre
        tez zalapuje ...

        w rezultacie koleda wygalada tak, ze idzie np do pierwszego domu na poczatku
        wsi, potem ze 30 numerow dalej, potem jedzie do drugiej wsi parafialnej a potem
        wraca do domu nr 2 ... naprawde nie wiem czy sie w tym nie gubi ...

        sorry ze o tym tu pisze, w kazdym razie zawsze parafian wesolosc ogarnia, jak
        przychodzi pora koledy ...
        • mama_kasia Re: Ksiądz po kolędzie 09.01.06, 14:18
          U nas regułą jest, że parafianie podejmują ojców na kolacji.
          Niestety (niestety, bo z przyjemnością bym ich przyjęła),
          do mnie na kolację nie zaglądają, bo zwyczajowo jedzą u sąsiadki smile
    • pawlinka Re: Ksiądz po kolędzie 10.01.06, 09:24
      U nas kolęda wędruje już od listopada, duże parafie są w naszym mieście. My
      będziemy gościć księdza w czwartek. W mojej rodzinie jest już dłuuuuga
      tradycja. Najpierw moja babcia przyjmowała księdza z poczęstunkiem. Dom w
      środku wsi, tam księdz zatrzymywał sie na dłużej. Zresztą, święcenie potraw też
      odbywało się u domu dziadków. Babcia opowiadała jak zmęczony księżulo padł był
      na łóżko misternie usłane stertą poduszek i poduszeczeksmile
      A potem i moja mama przeniosła na grunt swojej rodziny ten zwyczaj poczęstunku.
      Ciasto domowej roboty i kawa lub herbata. W swoim domu też to robię. Ksiądz
      wchodząc do nas może już czuć zapach kawy, która już zaparzona czeka. Z reguły
      nie odmawia. W tym roku może zrobię sałatkę owocową. Ministranci też dostają
      coś ciepłego i ciacho. Moja filozofia jest prosta: ksiądz przychodzi w gościnę,
      zapowiada się i oczywiście może go ktoś nie przyjąć. Po to otwieram furtkę czy
      nie domykam drzwi. Po to sprzątam dom. Po to ubieramy się odświętnie. Po to
      czekamy na księdza wszyscy - jak nie ma kogoś z domowników, bo musi pracować,
      przekładamy wizytę. Tak było w tamtym roku. Księża owszem, muszą spieszyć się,
      ale w wielu domach goszczą pół godziny, czasem dłużej. W wielu domach
      zostawiają koperty, które wcześniej ktoś im wetknął.
      Nie lubię krytykować duchowieństwa, bo wydaje mi sę, że tacy są księżą jak
      ludzie, spośród których wychodzą. Kościół to wspólnota.

      O wiele łatwiej jest mi spoglądać na człowieka zwykłego, z wadami i
      niedoskonałościami niż na chodzącego ideałasmile
    • magdalaena1977 Re: Ksiądz po kolędzie 10.01.06, 23:01
      To mój pierwszy post tutaj więc pozdrawiam wszystkich smile

      Ale mam też pytanie - przeprowadziłam się niedawno i mam wątpliwości czy w nowej
      parafii ksiądz po kolędzie automatycznie do mnie przyjdzie czy najpierw muszę
      się jakoś "zarejestrować" ?
      Wydaje mi się, ze puka do wszystkich drzwi , ale co będzie jak mnie ominie ?
      • utka Re: Ksiądz po kolędzie 11.01.06, 08:52
        powinien zajsc, ale najlepiej byc czujnym i jak zawita do klatki, drzwi szeroko
        otworzyc - owocnego spotkana zycze

        ps. Minerwa zgadlas smile
        Do 'Twego' kosciolka czesto chodzimy do tej malenkiej kapliczki poadorowac
        Jezusa w Najsw. Sakramencie smile
        A Rekawka na spacery z mala smile
    • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 12.01.06, 23:07
      Wow! Sluchajcie, sensacja smile
      Nie wiem czy gdzies indziej sie z tym spotkaliscie, ale ja pierwszy raz: dzisiaj przyszli po poludniu ministrowiewink i zapytali, czy jutro przyjme ksiedza "po koledzie", i ladnie notowali w kajeciku smile
      No tak, zycie trzeba sobie ulatwiac, a nie utrudniac, lepiej z gory sprawe wyjasnic smile
      Zona czwarty raz wyladowala w szpitalu, a jutro przychodzi do mnie bardzobliskaprzyjaciolka wlasnie w czasie koledy... holender, nie wiem co mam zrobic, tym bardziej ze chcialem tego pana troche przemaglowac big_grin
      • minerwamcg Re: Ksiądz po kolędzie 12.01.06, 23:40
        Mam wrażenie, że za przyjmowanie bardzobliskichprzyjaciółek kiedy żona jest w
        szpitalu ten ksiądz powinien Cię zdrowo prześwięcić. Kup metrowe kropidło i
        czekaj smile))))
        • utka Minerwa ... 13.01.06, 08:34
          Nic dodac nic ujac ...

          ps. napisalam na priv. smile
        • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 14.01.06, 12:27
          Ehm smile No coz... kumpela przyszla, przyniosla zalegly prezent urodzinowy, i grzecznie pijac herbatke nie doczekalismy sie wizyty... Bylo zapowiedziane ze od 15 najpozniej o 18 bedzie, no ale moja zona, do ktorej pozniej szedlem, raczej wazniejsza jest, i nie moglem dluzej czekac. Tym samym dolaczam sie do glosu tych, ktorzy wnioskuja o konkretne godziny odwiedzin. Bo to ciezko pol dnia czekac na odwiedziny...
      • sion2 Re: Ksiądz po kolędzie 13.01.06, 10:26
        mcmaxim napisał:


        > Zona czwarty raz wyladowala w szpitalu, a jutro przychodzi do mnie bardzobliska
        > przyjaciolka wlasnie w czasie koledy... holender, nie wiem co mam zrobic, tym b
        > ardziej ze chcialem tego pana troche przemaglowac big_grin
        >


        Jak nazwiesz go "panem" i zaczniesz "maglować" to proszę nie skarż sie potem na
        wrogie nastawienie kleru katolickiego do prostentantów, ok?
        • alinaw1 Re: Ksiądz po kolędzie 13.01.06, 16:20
          Myślę Utka, że kolęda już taka będzie- szybka i standardowa. Na dłuższe
          rozmowy, pogaduchy, duchowe rozterki, dyskusje i td. trzeba by było znaleźć
          inne miejsce (np. we wspólnotach przykościelnych, spowiedź). Mnie też brakuje
          czegoś więcej podczas tych kolęd... Ale przecież w tak dużej parafii to jest
          problem. My już jesteśmy po... Przeżyłam pierwszą kolędę u rodziców, gdzie
          spędzałam święta. Zostałam tam z dziećmi jeszcze 2 tygodnie i trafiliśmy
          właśnie na kolędę. Tam wszyscy się znają, a moja mama z zakonnikami jest super
          zaprzyjaźniona, więc akurat tam ten standard im nie przeszkadzał. W końcu moi
          rodzice widzą się z braćmi i ojcami prawie co drugi dzień...Byłam szalenie
          dumna z mojego śtasia, który odpowiadał na wszystkie pytania dotyczące historii
          ze starego Testamentu (Gdzie tkwiła siła Samsona? Jak miała na imię żona
          Abrahama? Co zrobili bracia Józefa? Czym do nieba pędził Eliasz?). Dzięki temu
          pogadaliśmy trochę o wychowaniu dzieci. jakież było moje zdziwienie, gdy w
          niedzielę podczas podsumowania kolędy (25%drzwi było zamkniętych, 4% parafian
          nie zgodziło się na wizytę)usłyszałam wspomnienie tej naszej rozmowy... To
          jednak nie była więc standardowa kolęda. Już jestem w domu. Za tydzień u
          nas.
        • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 14.01.06, 12:07
          sion, wogole nie rozumiem insynuacji. A jakiej plci jest ksiadz, ze mam o nim nie mowic "pan"? OK, moze pisalem w zartobliwym tonie calego posta, ale bynajmniej - nie mialem zamiaru wypowiadac sie w negatywnym ani zawistnym tonie, wiec prosze, nie imputuj mi tu. A co do maglowania: wiesz o co mi chodzilo prawdopodobnie lepiej niz ja...
          • sion2 Re: Ksiądz po kolędzie 14.01.06, 15:48
            No może niepotrzebnie zaimputowałam ale zrozumiałam że zamierzasz zwrócić się do
            księdza per "pan", oczywiście ksiądz jest mężczyzną a co za tym idzie "panem",
            ale forma grzecznościowa obowiązująca w naszym kraju każdego, nawet ateistę a
            tym bardziej innowiercę jest zwrot "proszę księdza" podobnie jak katolik mówi
            tak do ksiedza luteranskiego albo do przełozonego zboru powie "pastorze". Jeśli
            się kogos nie szanuje, nie powinno wymagać się szacunku dla siebie, to chyba proste.

            To jest bardzo nieuczciwe i obłudnicze wypisywać na księży, kler katolicki same
            paskudztwa, miec go w pogardzie i uważać że "ja jestem lepszy" i potem skarzyć
            się ze ksiądz mnie heretykiem nazwał - u mnie w parafii wyjątkowo aktywni bywają
            ŚJ i własnie takie sytuacje mają miejsce sad((. Dlatego przestrzegłam cię.
            • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 15.01.06, 04:37
              Tak wiec krotko i na temat: to, ze nie jestem katolikiem, nie znaczy, ze nie jestem dobrze wychowany. Mam wysoce wpojona tolerancje, a poza tym - jako przykladny chrzescijanin - starajac sie wcielac w zycie przykazania milosci nie przyszloby mi do glowy obrazanie igardzenie kims.
              Amen.
              ps. 8 godz. temu urodzila mi sie corka - chwalcie Pana! sliczna dziewczyna smile
              • pawlinka Re: Ksiądz po kolędzie 15.01.06, 11:10
                "ps. 8 godz. temu urodzila mi sie corka - chwalcie Pana! sliczna dziewczyna smile"
                Cieszę się i gratuluję! O modlitwie też pamiętać będę...
    • pawlinka Re: Ksiądz po kolędzie 13.01.06, 22:53
      U nas kolęda odbyła się wczoraj. Krótki dialog. "Byłem w tamtym roku u
      was". "Nie, dziękuję, nie mogę wypić herbaty. Śpieszę się"(...)"To wiecie co,
      nie mogę obiecać, ale może się spotkamy, może ja przyjdę, ale wiecie, nie chcę
      obiecywać". Kapłan w porządku. Bez rzucania słów na wiatr.
      Sałatkę owocową zjediśmy sami, na moje chore gardło (mam potworną anginę!) była
      rewelacyjna. Położyłam się do łóżka z gorączką i zaczęłam czytać broszurkę,
      którą zostawia się w tym roku w naszej diecezji po wizycie duszpasterskiej.
      I oto co przeczytałam:

      "Co jakiś czas ktoś daje sygnał do dyskusji: czy kolęda ma być, po co, a jeśli
      tak, to jaka i dlaczego. Po burzy mózgów księża, jak zawsze, w towarzystwie
      ministrantów przemierzają klatki schodowe. Nie są natarczywi, więc czekamy,
      czujnie nasłuchując dzwonka, wychodząc przed dom i pytając sąsiadów, czy już
      idą i który tym razem ksiądz nas odwiedzi. Schody umyte, rodzina jest, woda
      święcona jest, świece są, krzyż jest. Gdzie zapałki?!? A koperta? Kawa,
      herbata, soki. W końcu pojawiają się ministranci, kolęd nie śpiewają, za to
      smarują<K+M+B>. Wymieniamy fachowe uwagi, bo też chodziłem jak oni. Wchodzi
      kapłan, gdzie zapałki? Klekamy, powtarza się doroczny rytuał modliwty, akurat
      teraz dzwoni telefon. Pięć minut rozmowy, on nas zna, my go znamy, o czym
      dyskutować? Pocieszamy księdza, on dodaje nam otuchy, umawiamy się na dłuższe
      spotkanie w bardziej sprzyjającym czasie, który nigdy nie nadchodzi. Wszystko
      to byłoby mało sensowne, gdyby nie tych kilka słów, które wygłosił:
      <Pobłogosłąw, Panie, to miejsce i jego mieszkańców>. Dlatego za rok znów
      będziemy czekać i czujnie nasłuchiwać dzwonka."
      Felieton Macieja Stablika, matematyka, dziekana Wydziału Matematyki, Fizyki i
      Chemii UŚl.

      Otóż to!!!
      • pawlinka Rozmówki kolędowe 13.01.06, 23:24
        Co na krępującą ciszę w czasie kolędy? Zestaw rozmówek kolędowych do stosowania
        w różnych wariantach. Z tej samej broszurki - specjalnego numeru GN

        "Wariant pogodowy

        mróz
        Jak się Księdzu chodzi? Zimno, prawda? Ślisko i nogi marzną. Ale to jest lepiej
        niż po błocie.

        odwilż
        Jak się Księdzu chodzi? Błoto, prawda? Ale to jest lepiej, niż jakby było
        ślisko i nogi marzły.

        Uwaga, przed użyciem prosimy sprawdzić, jaka jest pogoda.

        Warian mieszkaniowy

        blok (kamienica)
        Ksiądz tak musi chodzić od drzwi do drzwi. To musi byc męczące, prawda? Ale to
        chociaż nie trzeba wychodziC na dwór.

        dom jednorodzinny
        Ksiądz tak musi chodzić od domu do domu. To musi byc męczące, prawda? Ale
        dobrze, że to nie są bloki. Tu sobie chociaż Ksiądz wyjdzie na świeże powietrze.

        Uwaga! Przed użyciem należy sprawdzić, czy mieszkamy w bloku, czy w domu
        jednorodzinnym.

        Warian personalny

        jeśli jest proboszcz
        Ile się Ksiądz Proboszcz nachodzi! To musi być ciężko tak chodzić od domu do
        domu. Nie mógł Ksiądz tej cięższej drogi dać wikaremu?

        jeśli jest wikary
        Ile się Ksiądz Wikary nachodzi! Proboszcz to jest wygodny - mało domów i po
        asfalcie. A te kąty wycierać to Księdza posłał.

        Uwaga! Nie należy mylić proboszcza z wikarym

        Wariant gospodarczy

        1. Jaci ci ludzie są...
        ...do roboty przy kaplicy przedpogrzebowej żadnego, a potem w niej leżeć to
        wszyscy.
        2. Jaci ci ludzie są...
        ...nie podoba się, że taki duży dom parafialny budujecie, a przecież to jest
        dla wszystkich. Tam by się wam też fajnie mieszkało, nie?

        Warian duszpasterski

        Ale fajne Ksiądz kazania mówi. Dużo lepsze niż poprzedni proboszcz.

        Uwaga! Należy sprawdzić, czy obecny proboszcz miał poprzedników

        Warian ekonomiczny

        Ten Ksiądz, co był rok temu, to też był bardzo fajny. Nie wziął ani grosza.
        Ksiądz z powołania. Proszę, to dla Księdza."

    • pysio8 Re: Ksiądz po kolędzie 14.01.06, 20:00
      Oczekiwałam i cieszyłam się z przyjścia księdza po kolędzie. Może dlatego, że
      to coś w sumie nowego i dobrego w moim życiu.
      Staranniej niż zwykle posprzątałam mieszkanie( ostatni raz tak sprzątałam przed
      wizytą Kazi smile), córkę wystroiłam w sukienkę smile) - zazwyczaj nosimy się na
      sportowo.
      Moja mama kręciła się niespokojnie i zapowiedziała, żeby niczego nie mówić na
      jej temat, tak jakby się czegoś obawiała.
      Małżonek na wszelki wypadek pracował do 21, żeby z księdzem się rozminąć.
      Ja byłam jakaś wesołkowata, całkiem niepotrzebnie. Wydaje się, że wszyscy prócz
      małej Kasi, która jeszcze nie potrafi...'popisywaliśmy' się przed księdzem.
      Rozmowa o wszystkim mało 'kleiła się'...

      A księdza, który nas odwiedził miałam kiedyś okazję zauważyć, jak asystował
      przy bierzmowaniu dorosłych. Pamiętam, że poszłam wtedy na Mszę św., bo było mi
      okropnie źle, szukałam ukojenia, dobrego Słowa, Czyjejś Obecności.

      Naturalnie zachowująca się córka bardzo była zainteresowana tym, jak ksiądz się
      modli, co robi z kropidłem i wodą święconą. Wzięła od księdza to kropidło i
      jeszcze raz solidnie chlapnęła mnie po twarzy surprised
      Poczęstunek niestety był niewielki, ciasto urodzinowe - domowe. Przed samym
      wyjściem księdza przyszła moja siostrzenica, która lekko "zbaraniała" na jego
      widok, tak jakby zobaczyła ducha. Oprócz dziecka, wszyscy niestety byliśmy
      sztywni, nienaturalni.

      Mk 2,17)
      Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem
      powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
      • mcmaxim Re: Ksiądz po kolędzie 15.01.06, 04:44
        pysio8 napisała:

        > Mk 2,17)
        > Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem
        > powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.
        Piekne podsumowanie smile Alleluja! Bog z Toba smile
        • lucasa Re: Ksiądz po kolędzie 15.01.06, 13:58
          a ja zagladnelam - i nie pomylilam sie myslac, ze bedzie watek o koledzie.

          wiec moze na zakonczenie dodam cos z ulotki parafialnej z kosciola polskiego do
          ktorego poszlismy po raz pierwszy (i wlasnie trwa koleda duszpasterska)

          wiec (znowu) cytaty:
          "gdy do jakiego domy wejdziecie, najpierw mowcie: pokoj temu domowi! jesli tam
          mieszka czlowiek gody pokoju, wasz pokoj spocznie na nim" (Lk 10, 5-6)

          i jeszcze:
          "...przyjecie kaplana z wizyta duszpasterska jest aktem publicznego wyznania
          wiary, a zarazem znakiem jednosci i zywej wiezi Kosciola domowego z Kosciolem
          parafialnym".
          mi sie podoba to wyjasnienie. jakbym to przeczytala z kilka lat wczesniej to
          chyba bym za duzo nie oczekiwala od strony "pogawedkowej" bo to nie o to w tym
          chodzi.

          no i noworocznie i post-swiatecznie pozdrawiam bliskich mi forumowiczow!
          Agnieszka
    • nordynka1 Re: Ksiądz po kolędzie 18.01.06, 14:39
      a dodam coś i ja
      Mieliśmy tu u nas już cztery kolędy - ostatnią w tę niedzielę, za każdym razem
      był inny ksiądz. Jeden się spieszył, drugi się bał i był lekko wycofany, ksiądz
      Jacek który był w niedzielę ma świetny kontakt z drugim człowiekiem, więc od
      strony "jakości" spotkania to było najlepsze. Ale..
      kolęda jest dla mnie przyjęciem błogosławieństwa, jak Aga już pisała.Za każdym
      razem inny ksiądz i za każdym razem Pan Jezus ten sam. To tak jak z adoracją -
      kiedyś nie wyobrażałam sobie adoracji inaczej jak przed wystawionym
      Najświętszym Sakramentem. Dziś wystarczy mi przedsionek kościoła albo i kąt w
      moim pokoju. Pan Jezus ten sam. Albo z mszą świętą - lubię u Dominikanów albo w
      św. Janie bo zewnętrzne środki, oprawa liturgii wciągają i pomagają w skupienu
      i modlitwie, ale i gdziekolwiek indziej Pan Jezus będzie ten sam.
      Mamy znajomego księdza. Duży kłopot sprawia mu kontakt z innymi ludźmi, dla
      niego każda msza święta w kościele, spowiedź czy inne obowiązki wymagające
      kontaktu z drugimi to walka ze sobą i swoim lękiem. Czas kolędy jest dla niego
      najtrudniejszym okresem roku. Mam koleżankę mieszkającą w jego parafii - nie
      wiedząc, że się znamy opowiadała jaki ksiądz od nich po kolędzie przyszedł -
      "taki wypłosz, nie wiedział co ze sobą zrobić, najchętniej by uciekł". A
      jednak obowiązki swoje podejmuje, bierze je i niesie wiernie, tak jak potrafi.
      Niesie innym wciąż tego samego Pana Jezusa.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka